(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Jezuici w Polsce"

, ^m--4^ 



wWmM 



ife 




BOSTON 

UNIYERSITY 



Boston University School of Theology 
Library 



1 -^t<^Ł. . ^'wm. .^t^m 




^ii^^M^kÓ^^ 






'mm^y^ 







747Ć 
K2Z 



KSIĄDZ STANISŁAW ZALESKI 



JEZUICI W POLSCE. 



w SKRÓCENIU, 



5 TOMÓW W JEDNYM, Z DWOMA MAPAMI 



y^^^ 1 3Rj ?^^ 


























? 

V 


-?3 




KRAKÓW 










\ 


DRUKIEM I 


NAKŁADEM DRUKARNI 

1908 


W. 


L. 


ANCZYCA 


I SP. 





ZA ZEZWOLENIEM ZWIERZCHNOŚCI DUCHOWNEJ. 



Krakrtw. — Druk W. L. Anczyca i Spółki. 



SŁOWO WSTĘPNE. 



W latach 1900—1907 wydałem 5 tomów dzieła p. t. » Jezuici w Pol- 
sce*, od 1555—1905. 

Materyały rękopiśmienne do tych 5 ciu tomów zbierałem lat 36, samo 
zaś opracowanie ich zajęło 10 lat i 6 miesięcy czasu. Zwiedziłem więc bi- 
blioteki i archiwa w Kraliowie, Lwowie, Poznaniu, Toruniu, Gdańsku, 
Królewcu, Wiedniu, Berlinie, Paryżu i Rzymie, tudzież niektóre archiwa 
konsystorskie, zwłaszcza zaś archiwa zakonne, w których na dwa zawody 
miesiącami przesiadywałem. Korzystałem także z wielu dzieł drukowanych, 
dawnych i najnowszych, które Jezuitami w Polsce się zajmowały. Jest to 
więc praca źródłowa i sumienna, a zamiarem moim było: zaznajomić naj- 
przód Jezuitów z dziejami swego zakonu w Polsce i z Polską samą, w we- 
wnętrznych zwłaszcza jej urządzeniach; uczonemu światu polskiemu uła- 
twić studya nad dziejami Kościoła kat. i oświaty w Polsce; czytającej zaś 
publiczności dać użyteczną lekturę w rękę — i dlatego pisałem w stylu 
łatwym, powieściowym raczej, jak ciężlś;o uczonym. 

Pomimo to, ogrom dzieła (5 tomów, 11 książek, 6.102 str.) może nie- 
jednego od czytania odstraszyć, cena też stosownie do objętości dzieła zna- 
czna, może innym uczynić je niedostępnem, dlatego umyśliłem je streścić, 
5 tomów ująć w tom jeden, podzielony na 5 ksiąg, odpowiadających t3'luż 
tomom w oryginale. 

W tem skróceniu opuściłem to, co ściśle do historyi polskiej się od- 
nosi, a z dziejami Jezuitów bezpośrednio się nie łączy. Streściłem zaś 
wszystko, co dziejów Jezuitów dotyczy i nowe światło na nie rzuca. 

W skróconym tomie, czyli księdze I, opowiedziałem wprowadzenie Je- 
zuitów do Polski, pierwszy okres ich dziejów, walkę z różnowier- 
s t Av e m na polu przedewszystkiem szkolnictwa, pisarstwa i kapłańsko-apo- 
stolskiej pracy od 1564—1608 r. Zakon w tej walce rozwinął się do tyla, że 
się rozdzielić musiał na dwie prowincye, polską i litewską. 

Stłumiając różnowierstwo, podjęli Jezuici równocześnie pracę nad 
odnowieniem i spotęgowaniem ducha wiary i pobożności, w szlachcie zwła- 
szcza i po miastach. Dzięki hojności króla, biskupów i możnych, dźwigają 



— IV — 

wspaniałe kościoły, otwierają liolegia i szlcoły, do którycli liczna a dobo- 
rowa uczęszczała młodzież, oraz domy misyjne na Rusi, Podolu, Wołyniu 
i Ukrainie. Nie brakło też na zazdrosnych i niecliętnych zakonowi, nawet 
w obozie katolickim. Okres ten pom3'ślności, kończący się z śmiercią Wła- 
dysława króla, opowiada skrócony tom drugi, czyli Księga II. 

Nastało siedmdziesięciolecie 1648—1717 r. wojen krwawych, niszczą- 
cych, domowych i z postronnymi. W ślad za wojnami szedł głód, mór, 
spustoszenie miast, wyludnienie wsi. Kolegia i szkoły jezuickie rozegnane, 
doznah^ przerwy w naukach, zubożały, niektóre znikły zupełnie. Długi 
szereg Jezuitów padł ofiarą zapalczy wości wroga, poświęcenia swego w obo- 
zach i na posłudze zapowietrzonym. Po roku 1717 nastały czasy »szczęśłi- 
wości saskiej*, zaprawionej anarchią i opilstwem. Przeciw tym wadom bro- 
nił się zakon i obronił, a mając już dosyć kolegiów i szkół, otworzył po 
miasteczkach i wsiach sto kilkadziesiąt stacyi misyjnych; rozdzielił się na 
4 prnwincyo, aby się swobodniej mógł poruszać. Oto okres III, misyjnej 
pracy nad ludem, któremu poświęcona księga trzecia. 

Objaśnieniem, oraz dopełnieniem tych ogólnych dziejów zakonu w Pol- 
sce, jest księga czwarta. Osnuta głównie na kronikach i rocznikach za- 
konnych, opowiada dzieje poszczególnych kolegiów i domów od 1564 
do 1773 r. 

Klemens XIV zniósł 1773 r. zakon Jezuitów na całym świecie. Po- 
mimo to resztki zakonu ocalały w Rosyi, w dawnej polskiej Białejrusi, 
przechowując wiernie tradycye i ducha antiąuae Societatis starych swych 
Ojców na to, aby go pi-zekazać wskrzeszonemu na świecie całym przez 
Piusa VII (r. 1814) zakonowi. Dopełni wszy tej misy i, sami idą w rozsypkę 
1820 r. W Rzymie, Włoszech, Francyi, Hiszpanii i Austryi, wychowują 
w dawnym duchu św. Ignacego, nowe pokolenie Jezuitów. Dzieje tego ich 
ocalenia na Białejrusi, a wskrzeszenia w Austryi, w części dawnej Polski, 
Galicyą nazwanej, prace ich, dola i koleje, oto okres IV porozbiorowy ; 
opowiada go księga piąta. 

Opowiadanie moje w oryginalnych pięciu tomach, oparłem głównie na 
źródłach rękopiśmienmch, które przytaczam w dopiskach czyli notach na 
dole, a więc i streszczenie tych tomów na nich spoczywa. Są zaś te: 

1) Relacye nuncyuszÓAv polskich i instrukcye dla nich od sekreta- 
rzów stanu z archiwum watykańskiego. 

2) Archiwum spraw zagraniczn,ych w Paryżu. 

3) Archiwum Państwa i Dworu w Wiedniu. 

4) Archiwa miejskie Gdańska, Torunia, Lwowa, Przemyśla, książąt 
Czartoryskich, hr. Harracha w Wiedniu i XX. Pijarów w Krakowie. 

5) Archiwa biskupie i kapitulne w Peplinie, Gnieźnie, Poznaniu, 
Lwowie i Przemyślu. 

6) Jesuitica t. j. dokumenta różnej treści, odnoszące się do spraw Je- 
zuitów, w bibliotekach: narodowej w Rzymie, cesarskiej w Wiedniu, uni- 
wersyteckiej i Ossolińskich we Lwowie, Jagiellońskiej w Krakowie, Ra- 
czyńskich w Poznaniu. 

7) Najobfitszem jednak źródłem są rękopisy łacińskie archiwów za- 
konnych, mianowicie: 

a) Listy królów, biskupów, możnych panów (także polskich) do jenera- 



— V — 

łów zakonu. — Listy Jezuitów (także polskich) do tychże jenera- 
łów. — Listy jenerałów do całego zakonu i osobno do prowincyi 
polskich. 

b) Postulata czyli wnioski kongregacyi prowincyalnych polskich do 
jeneralnej kongregacyi i do jenerałów zakonu. 

c) Historye czyli kroniki pojedynczych kolegiów i domów polskich. 

d) Annały czyli roczniki tychże domów, podające te tylko sprawy i wy- 
padki, które służą ku zbudowaniu, jak misye, nawrócenia znaczniej- 
szych osób i t. p. 

e) Stan majątkowy tychże domów. 

f) Katalogi czyli szematyzmy osób i urzędów każdej z prowincyi pol- 
skich. Katalogi te pozostawały w rękopisie, zaczęto je drukować naj- 
przód w prowincyi polskiej 1718 r., w litewskiej 1723 r. i oddały mi 
walną usługę przy pisaniu tomu IV dzieła. 

Do spisywania t\'ch ksiąg pod literą c — f wymienionych, prze- 
znaczony b3'ł jeden z księży kolegium lub domu. Elaborat jego 
skontrolowany przez prowincyala przy dorocznej wizycie domu, 
przepisywano na 3 ręce; jeden egzemplarz szedł do archiwum w pro- 
wincyi, 2 egzemplarze posyłano co 3 lata do jeneralnego archiwum 
w Rzymie. 
g) Dyarj^usze czyli dzienniki tychże kolegiów, 
h) Księgi t. j. spisy nowicyuszów, profesów i ż^^iorysy umarłych, 
i) Varia t. j. luźne dokumenta, jak: akta fundacyjne domów i kolegiów, 
kontrakty, akta procesów, listy, dyplomy i przywileje w oryginale 
lub kopii i t. d. 

Oprócz rękopiśmiennych źródeł, czerpałem z kilkuset drukowanych 
dzieł i rozpraw, zawierających dokumenta historyczne, najnowsze opraco- 
wania bądź to epok pewnych, bądź pojedynczych ważnych wypadków, jak 
np. tumult toruński 1724 r., monografie osób i miast, dyecezyi, akademii 
i innych instytucyi. 

Dla zoryentowania się czytelnika dodałem, obok spisu rzeczy, indeks 
alfabetyczny, oraz dwie mapy zakonne t. j. kolegiów i domów w dawnej 
Polsce i w Polsce porozbiorowej. 



Nowy Sącz 15 sierpnia 1907 J". 



SPIS RZECZY. 



Strona. 

Słowo wstępne III 

Księga I. 

(Tom I w skróceniu). 

Walka z różnowierstwem. 



ROZDZIAŁ I. 

Wprowadzenie Jezuitów i fundacye pierwszych kolegiów za Zy- 
gmunta Augusta i Henryka Walezego. 1564—1575. 

§. 1. Stan polityczno -religijny Polski w chwili przybycia Jezuitów. 

1555-1564 1 

§. 2. Pierwsi Jezuici w Polsce: Salmeron, Kanizyusz i Mengini. — 

Instytut i Ratio studiorum Jezuitów 4 

§, 3. Pierwsze trzy kolegia w Brunsbergu, Pułtusku i Wilnie. 

1564—1609 9 

§. 4. Czwarte kolegium w Poznaniu, funduje biskup Adam Konar- 
ski. 1572 12 

§. 5. Piąte kolegium św. Jana w Jarosławiu, funduje Zofia ze 

Sprowy Tarnowska 1574 13 

ROZDZIAŁ II. 

Dzieje Jezuitów i fundacye kolegiów za króla Stefana Batorego. 

1576-1580. 

§. 6. Śmierć Zygmunta Augusta. — Wybór Henryka Walezego. — 
Utworzenie osobnej prowincyi polskiej. — Stefan Batory i Je- 
zuici. 1572—1577 14 

§. 7. Akademia Avileńska. 1578 16 



— VIII — 

strona. 

§. 8. Królewska fundacja kolegium w Połocku na Białejrusi w dye- 

cezyi wileńskiej. 1580 17 

§. 9. Wojna z Moskwą o Inflant3\ — Legat papiezki O. Posse- 

win. 1580—1581 .' 18 

§. 10. Układy w Jamie Zapolskim i pokój, — Possewin powierni- 
kiem planów wojennych króla Stefana. 1581—1583 .... 21 

§. 11. Król Stefan wprowadza Jezuitów do Siedmiogrodu i Inflant. 
Wraz z Possewinem otwiera im dwa domy w Krakowie. — 
Za przykładem króla, panowie i biskupi fundują kolegia 
w Lublinie, Kaliszu, Nieświeżu i Lwowie. 1582—1584 ... 23 

ROZDZIAŁ III. 

Jezuici polscy w Szwecyi. — Śmierć króla Stefana. — Zygmunt III 

i Jezuici. 1574—1586. 

§. 12. Misya polskich Jezuitów w Szwecyi. 1574—1586 25 

§. 13. Stan Jezuitów w chwili śmierci króla Batorego. — Charakter 
Zj^gmunta III. — Jego i Jezuitów polityka względem dyssy- 
dentów. 1586—1608 28 

ROZDZIAŁ IV. 

Udział Jezuitów w Unii brzeskiej i sprawie Dymitra Samozwańca. 

1595-1606. 

§. 14. Unia Rusi z Rzymem w Brześciu litewskim przygotowana 

przez Jezuitów. 1577—1596 32 

§. 15. Dymitr Samozwaniec i Jezuici. 1604—1608 33 

ROZDZIAŁ V. 

Rokosz Zebrzydowskiego wzmacnia znaczenie Jezuitów w Polsce. — 
Nowe kolegia. —Jezuici pisarze. 

§. 16. Rokosz Zebrzydowskiego. — Błędy króla Zygmunta III. 

1592—1608 .' 36 

§. 17. Artykuł 28-my rokoszan przeciw Jezuitom. — Obrona Skargi 

i sejmu. 1606—1607 .... 38 

§. 18. Kolegia i domy w pierwszej dobie rządów Zygmunta III. 

1592—1608. — Jezuici pisax*ze 41 



— IX — 

strona. 

Księga II. 

(Tom II w skróceniu). 

Prasa nad spotęgowaniem ducha wiary i pobożności. 1608—1648. 



ROZDZIAŁ VI. 

Po rokoszu. — Upadek różnowferstwa. — Wojna Rusi przeciw 
Rusi. — Unia Ormian polskich. 1609—1632. 

§. 19. Po rokoszu. — Wzrost anarchii. 1609-1632 43 

§. 20. Polityczne błędy Zygmunta III powiększają anarchię. — Czy 

mogli jej zapobiedz Jezuici? 44 

§. 21. Widoczny upadek róźnowierstwa. 1609—1632 47 

§. 22. Wojna Rusi przeciw Rusi, schizmy przeciw unii. 1596 ... 48 

§. 28. Zarzuty » przeciągani a « Rusi na łacinizm. 1608—1632 ... 50 

§. 24. Unia Ormian polskich. 1630 52 



ROZDZIAŁ VII. 
Kłótnia Jezuitów z Akademią krakowską. 1611—1634. 

§. 25. Upadek Akademii krakowskiej przed przybyciem Jezuitów 

do Polski 54 

§. 26. Pierwszy spór Jezuitów z akademią krak. o akademię po- 
znańską. — Katolicka party a anti- jezuicka. 1611 — 1616 . . 55 

§. 27. Kłótnia z akademią krakowską o szkoły krakowskie rozpo- 
czyna się polemiką paszkwilową. 1616—1624 58 

§. 28. Akademia odrzuca układy o unię szkolną. — Spór przenosi 

do Rzymu, na sejmiki i sejmy. 1623 — 1625 ........ 60 

§. 29. Decyzye i dekreta Roty. — Krótka wygrana Jezuitów. 

1626-1633 63 

§. 30. Zamknięcie szkół krakowskich dekretem Stolicy św. 1634 . 67 



ROZDZIAŁ VIII. 
Władysław IV i Jezuici. 

§. 31. Łaskawość Władysława dla Jezuitów. — Próba tolerancyi 

dla dysunitów na sejmie elekcyi i koronacyi. 1632—1634 . 69 

§. 32. Chybiona próba pacyfikacyi dyssydentów na sejmach r. 1632 

do 1643 71 



— X - 

strona. 

§. 33. Colloąuium charitativum w Toruniu rozchodzi się na niczem 

z żalem króla. 1643—1646 72 

§. 34. Niedoszły projekt orderu i kawaleryi Niep. Poczęcia N. M. P. 

Królewska Sodalitas Mariana. 1634—1643 74 



ROZDZIAŁ IX. 
Królewicz Jan Kazimierz Jezuitą i kardynałem. 1641—1647. 

§. 35. Charakter Jana Kazimierza. — Niejasne powołanie do zakonu. 

1634—1643 a 77 

§. 36. Nowicyat Jana Kazimierza w Rzymie. — Gniew króla. 

1643—1644 79 

§. 37. Chwiejność w powołaniu królewicza. — Zostaje kardynałem. — 

Wraca do Polski. 1644-1647 80 



ROZDZIAŁ X. 

Stosunek Jezuitów do narodu. 1608—1648. — Pierwszy jubileusz 

zakonu. 1640. 

§. 38. Ingerencya biskupów. — Niechęć kapituł. — Spory o dzie- 
sięciny i kwartę pogrzebową 82 

§. 39. Stosunek do panów i szlacht}^, do miast i poddanego ludu. 

1608-1648 85 

§. 40. Pierwszy jubileusz zakonu. 1640 88 



ROZDZIAŁ XL 

Wewnętrzne sprawy zakonu. — Stan nauk i szkół. —Jezuici pisarze. 

1608-1648. 

§. 41. Zakon broni się przed wadami narodowemi 90 

§. 42. Stan szkół i nauk. 1608—1648 92 

§. 43. Jezuici pisarze. 1608—1648 94 



XI 



strona. 

Ksieaa III. 



(Tom III Av skróceniu). 

Prace misyjne nad ludem. 1648 — 1773. 



ROZDZIAŁ XII. 
Dola Jezuitów podczas rządów i wojen za Jana Kazimierza. 1648—1668. 

44. Zniszczenie kolegiów, męczeństwo Jezuitów na Rusi i Litwie 
od Kozaków i Moskwy. 1648-1657 97 

45. Zniszczenie kolegiów i męczeństwo Jezuitów przez Szwedów 

w Koronie i w części Litwy. 1655 — 1660 99 

§. 46. Udział Jezuitów w dyplomatycznych zabiegach ratowania oj- 
czyzny. 1650-1662 101 

§. 47. Konfederacya wojskowa. — Gniewy marszałka Jerzego Lu- 
bomirskiego na O. Pikarskiego. 1663 104 

48. Sprawy dyssydentów i dysunitów. — Wypędzenie aryanów. 
1657—1668 105 

49. Nowy spór z akademią krakowską, przegrany w sejmie i w Rzy- 
mie. 1661-1669 . . ' '. 109 

50. Śmierć królowej Ludwiki Maryi. — Abdykacya i śmierć króla 
Jana Kazimierza. 1667-1672 112 

ROZDZIAŁ XIII. 
Dzieje Jezuitów za królów Michała i Jana III. 1668—1696. 

§. 51. Król Michał i Jezuici. 1668—1673 114 

§. 52. Życzliwość króla Jana III dla Jezuitów. — O. Vota na dwo- 
rze polskim. 1673-1686 115 

§, 53. Usługi O. Voty dla króla Jana. — Sprawy unii Rusi. — Spa- 
lenie Łyszczyńskiego. 1690 118 

ROZDZIAŁ XIV. 
Dzieje Jezuitów za królów Sasów. 1697—1720. 

§. 54. Król szalbierz. — Dola Polski i Jezuitów. 1697—1720 ... 122 
§. 55. Nawrócenie królewicza Fryderyka Augusta i jego małżeń- 
stwo z arc3'księżną Maryą Józefą. 1697—1720 125 

§. 56. Tumult toruński. 1724 128 

§. 57. Krwawy wyrok toruński. 1724 130 

§. 58. Czasy » szczęśliwości saskiej*. 1717—1764 133 



§. 


59. 


§. 


60. 


§• 


61. 


§■ 


62. 


§. 


63. 


§. 


64. 


§. 


65. 



- xn - 

strona. 
ROZDZIAŁ XV. 

Nowe spory i procesy szkolne. 1661—1765. 

Spór o domicilium warszawskie. 1661 — 1721 136 

Spory z Pijarami o szkoły w Warszawie i Piotrkowie. 1665 

do 1755 137 

Nowe spory o szkoły w Wilnie i Lwowie. 1722—1773 . . . 139 
Spór Iwowskicłi Jezuitów z Pijarami o konwikt, z alma ma- 

ter o akademię lwowską. 1747—1764 • 140 

Smutny koniec sporu z Pijarami lwowskimi. 1761—1765 . . 143 

Prace kapłańskie i misyjne. 1648—1773 144 

Nowe kolegia i domy. — Podział na 4 prowincye i asysten- 

cya polska. — Jezuici pisarze. 1648—1773 149 



Księga IV. 

(Tom IV w skróceniu). 

Dzieje pojedynczych kolegiów i domów w Polsce. 1564—1773. 



ROZDZIAŁ XVL 

Kolegia i domy założone za królów Zygmunta Augusta i Stefana 
Batorego. 1564-1588. 

§. 66. Kolegia w Brunsbergu, dyecezyi warmińskiej, w Pułtusku 
dyecezyi płockiej. 1564 — 1773. — Mis^^e, Zalusciana, w Żyro- 
minie i Rostkowie. 1696—1773 155 

§. 67. Kolegium akademickie św. Jana w Wilnie. — Misya Zagie- 

lana. — Misye w Wisztyńcu i Łuczaju. 1572-1773 .... 157 

§. 68. Kolegia św. Stanisława w Poznaniu. — Św. Jana w Jaro- 
sławiu, województwie ruslciem, dyecezyi przemyskiej. 1600 
do 1773 159 

§. 69. Kolegium w Połocku, województwie połockiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. 1680—1773 161 

§, 70. Kolegia w Rydze, Dorpacie i Wenden. — Prace Jezuitów 

w Inflantacłi. 1582-1626 162 

§. 71. Dom profesów św. Barbary i Dom uowicyatu św. Szczepana 
w Krakowie. — Misye na Podgórzu, w Stępocicach, Zieleni- 
cach i Markocicacłi. 1583—1773 164 

§. 72. Kolegium w Lublinie. — Stacye misyjne w Chodlu, Godo- 

wie i iMichowie. 1582—1773 167 

§. 73. Kolegium w Kaliszu, w województwie kaliskiem, archidye- 

zyi gnieźnieńskiej. 1582-1773 169 



— XIII — 

strona. 

74. Kolegium Bożego Ciała i Dom 3-ej próby i nowicyatu św. 
Michała w Nieświeżu, w województwie nowogiodzliiem, dye- 
cezyi wileńsldej. — Stacye misyjne w Małkowiczach i Łocłio- 
wie. 1582—1773 171 



ROZDZIAŁ XVII. 

Kolegia i domy założone w pierwszej dobie rządów Zygmunta III. 

1588-1608. 

§. 75. Jezuici w Gdańsku. — Kolegium gdańskie w Szotlandzie na 
Pomorzu w dyecez3'i kujawskiej. — Misye w Gemlicacłi 
i Czapielsku. 1584-1773 173 

§. 76. Kolegium i konwikt szlachecki we Lwowie w województwie 
ruskiem, archidyecezyi lwowskiej. — Misye w Baczowie, Mu- 
żyłowicach i Nastasowie. 1584—1773 175 

§. 77. Kolegium w Toruniu w województwie i dyecezyi chełmiń- 
skiej. 1593—1773 . '. 178 

§. 78. Kolegium św. Piotra w Krakowie. — Misye na Podg'órzu, 

w Jordanowie, Białej i Żywcu. 1595—1773 180 

§. 79. Jezuici w Warszawie. — Dom profesów, kolegium i konwikt. 

Misya w Wysocku i Kobelce. 1597—1773 182 

§. 80. Kolegium, konwikt i seminaryum w Sandomierzu, w dyece- 
zyi krakowskiej, województwie sandomirskiem. 1602 — 1773 . 185 

§. 81. Dom profesów i dom nowicyatu w Wilnie. — Misye w Wił- 

komirzu, Duksztach i Pelikanach. 1604—1773 187 

§. 82. Kolegium w Łucku, w województwie wołyńskiem, dyecezyi 
łuckiej. — Domy misyjne w Kowlu, Markowiczach i Pory- 
cku. — Rezydencva w Włodzimierzu. 1604—1773 189 

§. 83. Jezuici w Kamieńcu podolskim, w dyecezyi kamienieckiej. — 
Misye w Winnicy, Barze, Szarogrodzie, Kitajgrodzie, Licz- 
kowcach i Kopeczyńcach. 1608-1773 192 

§. 84. Kolegium w Krożach na Żmudzi w dyecezyi żmudzkiej. — 
Poeta Sarbiewski. — Misye w Worniach, Żydykach, Bort- 
kiszkach i Litowianach. 1608—1773 195 



ROZDZIAŁ XVIII. 

Kolegia i domy założone w drugiej dobie rządów Zygmunta III. 

1608-1632. 

§. 85. Kolegium w Łomży, w województwie mazowieckiem, dyece- 
zyi płockiej. — Misya w Myszyńcu. 1609—1773 197 

§. 86. Kolegium w Przemyślu, województwie ruskiem, dyecezyi 

przemyskiej. 1610—1773 198 

§. 87. Kolegium w Orszy, w województwie witebskiem, dyecezyi 

wileńskiej. — Misya w Faszczówce. 1610—1773 199 



— XIV - 

strona. 

§. 88. Koleg-iiim w Płocku, w województwie i dyecezyi płockiej. 

1611—1773 200 

§. 89. Rezydencja w Winnicy, w województwie bi-acławskiem, dye- 
cezyi łuckiej. 1612-1773 201 

§. 90. Kolegium w Smoleńsku nad Dnieprem, w województwie i dye- 
cezyi smoleńskiej. 1611 — 1655 201 

§. 91. Kolegium w Rawie, w województwie rawskiem, w archidye- 
cezyi gnieźnieńskiej. — Misye w Rylsku i Białej rawskiej. 
1613—1773 • 202 

§. 92. Kolegium w Krośnie, w województwie ruskiem, dyecezyi prze- 
myskiej. — Misya w Zarszynie. 1614—1773 203 

§. 93. Kolegium w Brześciu litewskim, w województwie brzesko- 
litewskiem, dyecezyi łuckiej. — Misye w Kodniu i Pruźanie. 
1616—1773 204 

§. 94. Kolegium w Barze, w województwie podolskiem, dyecezyi 
kamienieckiej. — Mis3'e w Czeczelniku i Szarogrodzie. 1616 
do 1773 205 

§. 95. Kolegium w Bydgoszczy, województwie ino wrocławskiem, 
dyecezyi kujawskiej. — Rezydencya w Wałczu, w woje- 
wództwie i dyecezyi poznańskiej. — Misya w Tucznie. 1616 
do 1780 206 

§. 96. Rezydencya w Malborg^u, województwie malborskiem, dyece- 
zyi chełmińskiej (pomezańskiej). — Misye w Koźliczkach, 
Furstenwerder i Elblągu. 1618-1780 207 

§. 97. Kolegia w Chojnicach, w województwie pomorskiem, archi- 
dyecezyi gnieźnieńskiej i Grudziądzu, w województwie 
i dyecezyi chełmińskiej. — Misya w Jabłonowie. 1620 — 1780 208 

§. 98. Kolegium w Grodnie i rezydencya w Mereczu, w wojewódz- 
twie trockiem, dyecez\d wileńskiej. — Misye w Dziembrowie, 
Wołkowysku i Kotrze" 1622—1773 209 

§. 99. Kolegium w Ostrogu, w województwie wołyńskiem, dyece- 
zyi łuckiej. — Misye w Kniahyninie, Moszczanicy, Białej- 
cerkwi, Połonuem. 1624-1773 210 

§. 100. Kolegium w Nowogródku litewskim, w województwie nowo- 
grodzkiem, dyecezyi wileńskiej. — Misye w Lubczu, Moło- 
dowie, Szczorszach, Woroneży. 1624—1773 212 

§. 101. Rezydencya w Bobrujsku, w województwie mińskiem, dye- 
cezyi wileńskiej. — Misye w Ukrainie, Chalczu i Turczjmie. 
1625—1773 . . . = 213 

§. 102. Kolegium w Dyneburgu, w województwie i dyecezyi inflanc- 
kiej, i należące do niego domy misyjne. 1626—1773 .... 214 

§. 103. Kolegium w Reszlu, w województwie malborskiem, dyecezyi 

wai-mińskiej. 1630—1780 216 

§. 104. Kolegium (drugie) Najśw. M. P. w Jarosławiu »na polu«. 

1629—1773 216 

§. 105. Kolegium w Pińsku, w województwie brzesko-litewskiem, 



- XV - 

strona, 
dyecezyi łuckiej. — Misye w Janowie poleskim, Łabiszynie 

i Turowie. 1630—1773 217 

§. 106. Kolegium ksaweroowruckie, w województwie i dyecezyi ki- 
jowskiej. — Misye w Żytomierzu i Mozyrze. 1632 — 1773 . . 218 



ROZDZIAŁ XIX. 

Kolegia i domy za królów Władysława IV, Jana Kazimierza i Mi- 
chała, 1634-1673. 

§. 107. Kolegia w Nowogródku siewierskim, w województwie i dye- 
cezyi czernichowskiej, i w Perejasławiu, wojeAvództwie i dye- 
cezyi kijowskiej. 1636—1649 219 

§. 108. Kolegium w Witebsku, w województwie witebskiem, dyece- 
zyi wileńskiej. — Misye w Wieliżu i Uświacie. 1639—1778 . 220 

§. 109. Kolegium w Kownie, w województwie trockiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. — Misy a w Kiejdanach. 1642—1773 221 

§. 110. Rezydencya w Chwastowie (Faiistowie), w województwie 
i dyecezyi kijowskiej. — Zamieniona w kolegium kijowskie. 
1620-1648 222 

§. 111. Jezuici w Prusach książęcych. — Misya w św. Lipce. 1639 

do 1780 .' .' 223 

§. 112. Dom misyjny w Królewcu w Prusach książęcych, dyecezyi 

warmińskiej (sambieńskiej). 1650—1780 224 

§. 113. Dom misyjny w Tylży, na Litwie pruskiej, dyecezyi sam- 
bieńskiej. 1709-1780 226 

§. 114. Kolegium w Drohiczynie podlaskim, dyecezyi łuckiej. 1653 

do 1773 ". \ . .^ 227 

§. 115. Kolegium w Poszawszu na Żmudzi, dyecezyi żmudzkiej. — 

Misya w Szadowie. 1654—1773 227 

§. 116. Kolegium w Mińsku, w województwie mińskiem, dyecezyi 
wileńskiej. — Misya w Błoni (1657- -1773). — Rezydencya 
w Międzyrzeczu, w województwie i dyecezyi poznańskiej. 
1660—1773 228 

§. 117. Prace Jezuitów w Kurlandyi. — Misye w Szoenbergu i Mi- 

tawie. 1669—1773 229 

§. 118. Rezydencye z szkołami w Jurewiczach i w Mohylewie nad 
Dnieprem w województwie mińskiem, d3^ecezyi wileńskiej 
i należące do nich domy misyjne. 1673—1773 280 



ROZDZIAŁ XX. 
Kolegia i domy za króla Jana III i jego następców, 1674—1773. 

§. 119. Kolegiiim w Piotrkowie. — Misya w Koniecpolu w wojew. • 

sieradzkiem, archidyecez^i gnieźnieńskiej. 1677—1773 . . . 232 



— XVI — 

strona. 

§. 120. Kolegium w Krasnymstawie, w województwie ruskiem, d3'e- 

cezyi chełmskiej. 1685—1773 233 

§. 121. Rezydencya w Mścisławiia, w województwie mścisławskiem, 

dyecezyi wileńskiej. 1690—1773 284 

§. 122. Kolegium w Iłlukszcie w Kurlandyi, dyecezyi inflanckiej 
i jego misye. 1693—1773. — Kolegium w Słucku, w woje- 
wództwie nowogrodzkiem, dj^ecezyi wileńskiej, 1696 — 1773 . 234 

§. 123. Kolegia w Samborze w województwie ruskiem, dyecezyi 
przemyskiej. 1696—1773, i w Krzemieńcu w województwie 
wołyńskiem, dyecezyi łuckiej. 1702—1173 236 

§. 124. Czwarte kolegium św. Rafała w Wilnie na Śnipiszkach. 1703 
do 1773. — Kolegium w Zodziszkach, w województwie i d\'e- 
cezyi wileńskiej. — Rezydencya w Slonimie, w wojewódz- 
twie nowogrodzkiem, dyecezyi wileńskiej. 1709—1773 . . . 237 

§. 125. Kolegium w Stanisławowie, w województwie ruskiem, archi- 
dyecezyi lwowskiej. — Misye w Tyśmieniczanach, Roźniato- 
wie i Żurawnie. 1715-1773 238 

§. 126. Rezydencye w Wschowie, w Avojewództwie i dyecezyi po- 
znańskiej 1723 — 1773 r. i w Żytomierzu, w województwie 
i dyecezyi kijowskiej. 1724—1773 239 

§. 127. Rezydencya w Łęczycy, w województwie leczy ckieni, archi- 
dyecezyi gniezn. 1730—1773. — Niedoszłe kolegium w Sie- 
radzu 1773. — Rezydencya w Łaszczowie, województwie bełz- 
kiem, dyecezyi chełmskiej. 1733—1773 240 



Księga V. 

(Tom V w skróceniu). 

Jezuci w Polsce porozbiorowej. 



ROZDZIAŁ XXI. 

Przyjęcie kasacyjnego brewe Klemensa XIV w Polsce, Galicyi i Pru- 
sach. 1773-1780. 

§. 128. Brewe Dominus ac Redemptor w delegacyi i na sejmie dele- 

gacyjnym w Polsce napotyka na opór. 1773—1776 .... 243 

§. 129. Rozdrapanie dóbr pojezuickich. 1773—1776 244 

§. 130. Twarda dola ex -Jezuitów w Polsce. 1773 248 

§. 131. Zniesienie Jezuitów w zaborze austryackim. 1773—1783 . . 250 
§. 132. Zniesienie Jezuitów w zaborze pruskim. — Fryderyk II i Je- 
zuici. 1773-1780 251 



— XVII — 

strona. 
ROZDZIAŁ XXII. 

Jezuici w zaborze rosyjskim. 1773—1820. 

§. 133. Katarzyna II i biskup wileński Massalski, zachowują Jezui- 
tów na Białejrusi. 1773—1777 253 

§. 134. Biskup Siestrzencewicz i Jezuici. — Otwarcie nowieyatu. — 

Siestrzencewicz arcybiskupem Wszechrosyi. 1773—1782 . . 255 

§. 135. Wybór vicejenerała Czerniewicza. — Legacye Benisławskiego 

do Rzymu, Archetteg-o do Petersburga. 1782—1784 .... 257 

§. 136. Druga jeneralna kongregacya w Połocku. — Pomyślne rządy 

yice-jenerała Lenkiewicza. 1785—1798 258 

§. 137. Paweł i Jezuici. — Pius VII zatwierdza zakon w Rosyi. 

1798—1801 260 

§. 138. Aleksander I i Jezuici. — Misye jezuickie nad Wołgą.— Śmierć 

jenerała Grubera. 1801—1805 263 

§. 139. Wybór jenerała Brzozowskiego. — Otwarcie akademii w Po- 
łocku i krótkie jej dzieje. 1805—1820 265 

§. 140. Dola Jezuitów podczas napoleońskiej wojny. 1812 267 

§. 141. Nowe kolegia, domy i stacye misyjne w Rosyi. 1800—1820 268 

§. 142. Przywrócenie zakonu na całym świecie. 1814 r. — Agitacye 
anti-jezuickie sekciarzy i Siestrzencewicza. — Wygnanie Je- 
zuitów z Petersburga. 1815 270 

§. 143. Śmierć jenerała Brzozowskiego. — Wygnanie Jezuitów z Ro- 
syi. 1816-1820 272 



ROZDZIAŁ XXIIL 
Jezuici w Galicyi. 1820-1848. 

§. 144. Przybycie wygnańców do Lwowa. — Cesarz Franciszek I 
zatrzymuje ich w Galicyi. — Walka z Józefinizmem. — Dwa 
w nim wyłomy. 1820-1836 273 

§. 145. Jezuici na pai-afiach. — Trzeci wyłom w Józefinizmie. 1820 

do 1833 276 

§. 146. Misye ludowe w Galicyi. — Zarzut przeciągania Rusinów na 
obrządek łaciński. — Białoruscy Jezuici zakładają drugą pro- 
wincyę i>austryacką«. 1834 — 1846 278 

§. 147. Rok 1846. — Rzeź galicyjska. — Misye O. Karola Antonie- 
wicza. — Misye podgórskie 281 

§. 148. Rok 1848. — Rewolucya rozgania Jezuitów w Galicyi . . . 284 

§. 149. Prace Jezuitów polskich na Górnym Śląsku, w Księstwie 
poznańskiem i Prusach królewskich. — Dom misyjny w Obrze. 
1849-1855 286 



- XVIII - 

strona. 
ROZDZIAŁ XXIV. 

Wskrzeszenie Jezuitów polskich w Galicyi. — Ich dzieje i prace. 

1852-1905. 

§. 150. Przywrócenie Jezuitów przez cesarza Franciszka Józefa. — 
Urządzenie prowincji. — Ogólny pogląd na ich prace i dzia- 
łalność. 1852-1905 289 

§. 151. Pierwsze kolegium w Tarnopolu. 1820-1905 291 

§. 152. Kolegium i dom nowicjatu w Starej-wsi 1821—1905 . . . 294 

§ 153. Niedoszła rezydencya w Tuchowie 1821— 1843. — Dom w Łań- 
cucie. 1820-1890 297 

§. 154. Kolegium w Tyńcu. 1826—1831. — Misya w Staniątkach. 

1831—1905 299 

§. 155. Kolegium w Nowym Sączu. 1832—1905 301 

§. 156. Jezuici we Lwowie. — Rezydencya św. Piotra. — Konwikt 

szlachecki. 1836-1905 303 

§. 157. Kolegium w Śremie, w Księstwie poznańskiem, archidyece- 

zyi gnieznieńsko-poznańskiej. 1854—1872 306 

§. 158. Rezydencye śląskie w Nissłe, Świdnicy, Rudzie, Zuckmantlu, 
w dyecezyi wrocławskiej. 1860-1905. — Dom rekolekcj^jny 
w Czechowicach. 1905 308 

§. 159. Jezuici w Krakowie. — Kolegium Serca Jezusowego i rezy- 
dencya Św. Barbary. 1867—1905 309 

§. 160. Rezydencye w Stanisławowie i Kołomyi, w archidyecezyi 

lwowskiej. 1883—1905 311 

§. 161. Kolegium i gimnazyum prywatne w Chyrowie, w dyecezyi 

przemyskiej. 1883—1905 312 

§. 162. Jezuici na Bukowinie. — Rezydencya w Czerniowcach, w ar- 
chidyecezyi lwowskiej. 1885—1905 313 

§ 163. Rezydencye w Cieszynie na Śląsku austryackim, dyecezyi 
wrocławskiej 1985—1905 i w Opawie w archidyecezyi ołomu- 
nieckiej. 1896—1905 314 

§. 164 Jezuici w Rumunii. — Seminaryum w Jassach. — Misya 

mołdawska. 1885—1905 317 

§. 165. Rezydencye w Karwinie, dyecezyi wrocławskiej, w Zakopa- 
nem, dyecezyi krakowskiej i na Kolonii w Nowym Sączu, 
dyecezyi tarnowskiej. — Niedoszła rezydencya w Stryju, ar- 
chidyecez3'i lwowskiej. 1896 — 1905 318 

§. 166. Uwieńczeniem dziejów Jezuitów polskich koronacya obrazu 

Matki Boskiej Pocieszenia, w ich kościele lwowskim 1905 . 320 

§. 167. Jezuici pisarze 321 

§. 168. Wydawnictwa Jezuitów. 1773—1905 323 

Domówienie 326 



Księga I. 

(Tom I w skróceniu). 

Walka z różnowierstwem. 



ROZDZIAŁ I. 

Wprowadzenie Jezuitów i fundacye pierwszych kolegiów za Zygmunta 
Augusta i Henryka Walezego 1564—1575. 



§. 1. Stan polityczno-religijny Polski w chwili przybycia Jezuitów 

1555-1564. 

Już się skrystalizowała szlachecko-anarchiczna konstytucj^a Polski 
i zamykało »błędne koło instytucyi polskich*, gdy przybyli do niej pierwsi 
Jezuici. Z monarcłiii stawała się Polska republiką z wybranym dożywotnim 
prezydentem, królem na czele. Najwyższa władza rządząca i prawodawcza 
od ki'óla przeszła do szlacłity, będącej sama jedna »narodem«; spoczywała 
w sejmikach i walnych co dwa lata zwoływanych sejmach, które znów ni- 
czego uchwalić nie mogły, sine communi consensu, bez powszechnej zgody 
senatu i izby poselskiej. 

O tę powszechną zgodę bywało z każdym lat dziesiątkiem trudniej; 
communis consensus zamienił się w liberum veto, więc sejmy nie dochodziły, 
srozłaził}'^ 8ię« albo bywały zrywane, a Polska zostawała bez rządu, 
aż do zebrania się nowego sejmu na to, aby znów nie doszedł, lub został 
zerwany; szlachta »naród« wmówiła w siebie: »nierządem Polska stoi*, 
b e z r z ą d, nazwany szumnie »złotą wolnością*, stawał się normalnym sta- 
nem kraju. 

Elekcyjny l<ról już dlatego, że z wyboru, nie miał ani u swoich, 
ani za granicą tej powagi i majestatu, co król dziedziczny; urągał mu lada 
poseł, ba szlachcic każdy elector regum et destructor tyrannorum. Nie miał 
władzy, bo rządził i prawa wydawał sejm, nie miał i egzekutywy, bo nie 
posiadając wojska i pieniędzy, kłaniać się i prosić musiał, a nie rozkazy- 
wać »królikom«, a nawet szlachcie i miastom, by raczyli go słuchać, a czę- 
sto kupować posłuch nadaniem urzędu, starostwa, królewszczyzny. Każde 
jego śmielsze wystąpienie, acz najlegalniejsze, wywoływało burzę w sejmie, 
ostre krytyki i szemrania na sejmikach, a nawet konfederacye zbrojne 

JEZUICI W POLSCE. 1 



w kraju. Najpopularniejszy u braci szlachty był, kto najgłośniej wykrzy- 
kiwał na króla; nazywało się to »obroną złotej wolności«, patryotyzmem. 

Zato rządzili »królikowie«, wielmoże polskie, według- swych ambicju 
i prywaty, grupując koło siebie młodszą bracie szlachtę, terroryzując króla 
i kraj najętem nadwornem wojskiem. Ile możnych rodów, tyle drobnych 
państewek, w niezgodzie, waśni, często i w wojnie z sobą; z królem lub 
przeciw królowi, jak duma i interes kazał. Najazdy, łupieże, zabójstwa, 
zdrady naAvet uchodził3^ bezkarnie, bo Jagiełłowe prawo neminem captwahi- 
mus nisi jurę mctum chroniło przed karą. Zresztą kto miał ich karać? bez- 
siln}^ król, albo jeg-o starosta, który iylo. hjl wart, ile miał własnej fortuny 
i własnych żołnierzy, albo o ile poprzeć go raczyła szablą szlachta. 

Bezrząd ożeniony z pr^^watą, wyrugował z umysłów pojęcie pań- 
stwa i nieodłączne od niego poczucie obywatelskiej cnoty, oboAviązku, po- 
słucliu i ofiarności. Więc obole niesforności wobec króla, niezgody w obra- 
dach sejmowych, nienasyconej chciwości na starostwa i królewszczyzny, nie- 
słychane skąpstwo dla rzpltej. Skąpo uchwalony podatek, skąpiej jeszcze 
wj^płacony, spi-awiał, że skaib rzpltej wiecznie pusty ; że wojny odporne, bo 
o zaczepnych wiedzieć nie chciano, dopiero w jesieni rozpoczęte; że naj- 
sławniejsze zwycięstwa zmarnowane; że nieliczne zamki i fortece nadgra- 
niczne nie opatrzone w amunicyę, żywność i ludzi, rysują się, szczerbią 
i walą; że granice wschodnie i południowe, gołe, otworem stoją Moskwie, 
Turkom, Tatarom i wszelakiemu hultajstwu; że wreszcie szlachta »naród« 
wmówiła niemądrze w siebie: pierś szlachecka starczj- za twierdzę i woj- 
sko. Pozostawały jeszcze miasta, bo z ludem wiejskim już się dawno upo- 
rano, zamieniając kmiecia w poddanego. Miasta od czasów Kazimierza W. 
handlowe, zamożne i rządne, bo na prawie niemieckiem osiadłe, podpora 
tronu, od którego brały przywileje, padły także ofiarą partylcularyzmu 
szlacheckiego stanu. Szereg sejmowych ustaw, zwłaszcza 1564, zawaro- 
wawszy przywileje dróg handlowych i składów towarowych (emporyów), 
wzbronił kupiectwu krajowemu wywożenia towaru za granice, zato szla- 
chcie pozwolił na wolny wywóz surowca, a co gorsza, zagranicznym kupcom 
otworzył wolne granice do przywozu wszelakiego towaru. Znaczyło to 
podkopać zamożny stan kupiecki , zubożyć miasta, zniszczyć przemysł 
krajowy. 

Nie odrazu, bo przez dwa wieki, od przywileju koszyckiego 1374 do 
Unii lubelskiej 1569, wyrabiał się bezrząd, zwany »złotą wolnością* 
szlachecką, podczas kiedy na Zachodzie widoczna dążność do monarchii, 
na miastach i stałych wojskach opartej, a na Wschodzie już daAvno pano- 
wał absolutyzm monarchiczny; Polska stawała się anomalią w koncer- 
cie państw Europy. 

Wpłynęły na to, zgodnem zdaniem historyków, oprócz słabości cha- 
rakteru królów Jagiellonów, a kastowej ambicyi szlachty, humanizm 
XV wieku, » który wywołał swawolę myśli a jalowość czynu* i córa jego, 
reformacya XVI wieku znana u nas pod nazwą »nowinek religijnych*. 

Przychodziły one do Polski dwoma szlakami. Luteranizm, idący 
z Prus książęcych, a w części i z Inflant od zlutrzałych Mieczowników, 
ogarnął najprzód (1520-15.5.5) Gdańsk, Toruń, Elbląg, Chełmno, Malborg, 
i inne miasta pruskie, dostał się do Poznania i Wielkopolski i rozpanoszył się 



— 3 — 

g-łównio między mieszczaństwem, utrzymującem handlowe stosunki z mia- 
stami hanzy: Lipskiem, Frankfurtem, Lubeką, Hamburgiem. Zlutrzałe ma- 
gistraty miejskie poodbieraly katolikom ich kościoły, a rozgoniwszy księży, 
osadziły przy nich ministrów. Czyniły to samo z klasztorami, zwłaszcza 
z tymi, których zakonniczy przeszli choćby w części, na luterską wiarę. 
Bywało i to, źe wykapturzone mnichy i żonate księża dopomagały magi- 
stratom łub dziedzicom w zaprowadzeniu nowinek, albo też sami kaza- 
niami i pismami je apostołowali po kraju. 

Szlak drugi szedł z Witembergi, Lipska, Genewy, słowem z »cu- 
dzych krajów«, dokąd »panięta« polskie po naukę i »dla poloru« jeździły, 
a herezyę przywoziły i nią rodziny i poddane swe zarażały. Obnosili ją 
i przybłędy, z Niemiec, Włoch, Szwajcaryi wygnane, które w Polsce znaj- 
dywały przytułek. 

Jak mieszczaństwo, przeważnie wtenczas niemieckie, lgnęło do nie- 
mieckiej, t. j. do luterskiej wiary, tak znów dla panów i szlachty więcej 
miała powabu »hehvecka wiara«, kalwinizm, bo skrajniejsza, a według 
Orzechowskiego »Chimery«, wtenczas »ten był lepszy i uczeńszy, kto wię- 
ksze wprowadzał nowości*. Więc też Górkowie, Ostrorogowie, Oleśniccy. 
Leszczyńscy, Tomiccy, Opalińscy i t. d. w Wielkopolsce, zrazu lutrzy, wnet 
przeszli na kalwinizm, a gdy się koło 1548 r. zjawiła trzecia »cze8ka 
wiara* (husytyzm Braci czeskich i morawskich), przyznawali się do niej, 
gdy wreszcie wygnani z Włoch, Szwajcaryi i Francyi hersztowie nowo- 
aryanizmu: Socini, Sztankar, Blandrata, Statori, ex-franciszkanin Lizmanin, 
ex-kapucyn Ochini schronili się do Polski, onego asylum Jiaereticorum, jak 
ją nazwał nuncyusz Ruggieri 1568 r. — otwarli im swe domy na oścież 
i przystali do »tureckiej, żydowskiej*, bo blużniącej bóstwo Chiystusowe, 
wiary. Aryanizm rozpostarł się w Krakowie i na Podgórzu karpackiem, 
a także na Litwie, Żmudzi, Białej Rusi i Polesiu, zwłaszcza po śmierci 
» wyroczni i bożyszcza* szlachty, księcia Radziwiłła Czarnego, wyznawcy 
i patrona kalwinizmu. Dos^^ć powiedzieć, że w połowie XVI w. 680 znacz- 
niejszych rodzin w Koronie, z wj^jątkiem (Mazowsza) i na Litwie chwyciło 
się »nowinek religijnych*; że w ministeryum i senacie od 1548 r. zasia- 
dało 222 i-óżnowierców, a 1570 r. w senacie świeckim dwóch tylko było 
katolików; że sejmom za Zygmunta Augusta marszałkowało trzech różno- 
wierców; że najdzielniejsi ale i najkrzyliliwsi posłowie, rel^rutowali się 
z obozu różnowierców; w sejmie i poza sejmem oni stanowili czoło polity- 
ków i doktrynerów szlacheckich i cieszyli się łaską króla Zygmunta 
Augusta. 

Do r. 1555 wstrzymywała nieco zapędy różnowierców władza bisku- 
pia. Nie śmieli jeszcze otwierać zborów publicznych; zapozwani do sądÓAV 
biskupich o herezyę ex-k8ięźa, tracili beneficia, dostawali się do więzienia; 
zapozwani o zaległe dziesięciny dziedzice róźnoA\dercy, podpadali pod cen- 
zury kościelne. »Więc precz z jurysdykcyą duchowną*, zawołali różno- 
wiercy posłowie na sejmie piotrkowskim 1552 r. i zamienili sejm w synod, 
dysputujący o władzy biskupiej. Król przysądził biskupom stare prawo 
sądu o herezyę, ale po cichu upomniał ich, aby do czasu sądy te zawie- 
sili. Było to na rękę wielu ówczesnym biskupom, którzy wogóle nie od- 
znaczali się duchem kościelnym i gorliwością ; Drohojowski zaś, biskup 

1* 



kujawski i Uchański biskup podówczas cłiełuiski, otwarcie sprzyjali refor- 
macji. Ten ostatni zostawszy prymasem 1562 r., za podszeptem różnowier- 
ców, pracował po cichu nad utworzeniem w Polsce Kościoła narodowego, 
któregoby on był głową. Ale kilku innych, zwłaszcza Zebrz3'dowski biskup 
l^rakowski, wykonywali swą jurysdykcyę po dawnemu. 

Więc na sejmie piotrkowslś:im 1552 r., różnowiercy z marszałkiem 
Mikołajem Sienickim na czele, domagali się, przez 4 tygodnie dysputując 
z biskupami, zniesienia znienawidzonej jurysdykcyi biskupiej, a przytem 
zniesienia celibatu, polskiej liturgii, wolnego obsadzania ministrów, i ko- 
munii pod dwiema postaciami; godzili się zaś na to, aby aryanów ścigano 
sądownie i wypędzano, aby duchowieństwo zatrzymało swe dobra i funda- 
cye. Król, któremu dla wojny moskiewskiej pilno było do Litwy, przyrzekł 
wyprawić poselstwo do papieża z prośbą o zwołanie przerwanego powsze- 
chnego soboru; tj^mczasem różnowierców zostawił w posiadaniu status quo, 
jurysdykcyę zaś biskupów zawiesił, zakazując równocześnie starostom, da- 
wania pomocy hrachii saecularis dla wykonania wyroków biskupich. Zna- 
czyło to jurysdykcyę biskupią pogrzebać, różnowiercom rozwiązać ręce. 
Od tego głośnego lirólewskiego interim, lvtóre na sejmie 1562 r. zamieniono 
w prawo i rozciągnięto także na miasta i poddanych, datuje się gwałto- 
wny, acz krótkotrwały rozrost różnowierstwa w Polsce. 

Otóż na tę krytyczną chwilę przypada przybycie pierwszych Jezui- 
tów na ziemię polską. 



§. 2. Pierwsi Jezuici w Polsce Salmeron, Kanizyusz i Mengini. — 
Instytut i Ratio studiorum Jezuitów. 

Na usilne przedstawienia i prośby biskupa warmińskiego Hozyusza 
• podpory i filaru katolicyzmu*, papież Paweł IV wyprawił nuncj-usza 
Alojzego Lippomani, biskupa Werony w październiku 1555 r. do Polski. 
Przybywał z nim jako »teolog« jeden z pierwszych towarzyszy żyjącego 
podówczas Św. Ignacego Lojoli, Jezuita Alfons Salmeron, teolog papiezki 
na soborze trydenckim, na którym nuncj^usz będąc jednym z prezyden- 
tów, poznał go i upodobał go sobie. Ignacy, jenerał zakonu polecił mu 
rozpatrzeć się, czy nie byłaby pora wprowadzenia zakonu do Polski. — Tu 
miejsce zapoznać się bliżej z Jezuitami, ich instytutem i planem nauczania. 

Zakon Jezuitów (Societas Jesu) fundował Św. Ignacy 1540 r. jako 
przeciwlekarstwo na herezye XVI wieku. Luter i inni heryzyarchowie wy- 
powiedzieli posłuszeństwo papieżowi i Kościołowi; dogmata l<atolickie 
obalali nauką, pismem Św. w hebrajskim i greckim języku; propagandę 
swych »nowinek« krzewili kazaniami, dysputami, a nadewszystko szkołami, 
opierali ją zaś na protekcyi książąt i możnych panów. Królom, książętom 
i urzędom katolickim stawiali się hardo, wzniecali tumulty, bunty i wojny; 
gdzie doszli do wpływu i władzy, zabierali dobra duchowne, burzyli ko- 
ścioły, rozganiali klasztory, żenili księży, mnichów z mniszkami, a nękali 
katolików na sejmach i sądach, w magistraturach, w cechach nawet, po- 
zbawiając ich praw obywatelskich w prywatnem i pubłicznem życiu; mię- 
dzy sobą wreszcie kłócili sie i nienawidzili zawzięcie. 



— 5 - 

Więc Św. Ignac}^ chciał mieć swych Jezuitów przedewszystkiem po- 
słusznych Kościołowi i oddanych Stolicy Św. i dlatego profesów zobowiązał 
4-tym ślubem posłuszeństwa papieżowi, co do misyi między niewiernymi 
i gdziekolwiek ich tiżyć pragnie. Chciał ich mieć gruntownie uczonymi 
w naukach klasycznych, w filozofii i naukach przyrodniczych, a nadewszj- 
stko w teologii i piśmie św. biegłych, a tę ich naukę oparł na silnej kato- 
lickiej wierze i nieposzlakowanej czystości obyczajów, na ascezie i poboż- 
ności głębokiej a trzeźwej. Urzędy i władze świeckie kazał im szanować 
i zastosować się do każdej formy rządu, monarchicznej, konst^^tucyjnej, 
czy republikańskiej, bo nie ich rzeczą polityka, naprawa lub zmiana rzą- 
dów, istniejących praw państwa, ale króla, sejmów, społeczeństwa. Zwal- 
czać mają herezye i innowierców ich własną bronią, a więc: kazaniami, 
katechizacyami, misj^ami, publicznemi dysputami o wierze, a nadewszystko 
szkołami, i dlatego kolegia zakładać się mają po większych miastach. 
Obok kolegiów, budować kazał kościoły obszerne a ozdobne, w nich msze 
Św., kazania, nauki, bractwa religijno, spowiedzie odbywać się mają w po- 
rządku i z nabożeństwem. Protekcyą królów i możnych nie gardził, ale 
starać się i ubiegać o nią nie polecił; zato najusilniej polecił zgodę i je- 
dność, opartą na prawdziwej miłości chrześcijańskiej, bez różnicy narodo- 
wości, krajowych i państwowj^ch urządzeń; ta miłość i zgoda ma stanowić 
siłę zakonu. 

Nadał mu zaś rząd mouarchiczno-konstytucj-jny. Pierwszą konstytu- 
cyę, pod nazwą Institutum Societałis Jesu, sam mu napisał; uzupełniły in- 
stytut i rozwinęły »konstytucye, dekreta i kanony* jeneralnych kongre- 
gacyi, czyli walnych sejmów zakonu, na których obok jenerała, jego rady 
asystentów, zasiadają prowincyałowie i deputaci, po dwóch z każdej pro- 
wincyi, wybrani przez profesów na kongregacyi (sejmiku) prowincyalnej 
większością głosów. 

Władza więc prawodawcza spoczywa w jeneralnych kongregacyach; 
one też wybierają tajnem głosowaniem, większością głosów, jenerała za- 
konu, który jest dożywotnim przedstawicielem zakonu na zewnątrz, i jego 
najwyższym (po papieżu) rządzcą z administracyjną tylko władzą, a wyko- 
nywać ją winien zgodnie z ^instytutem i konstytucyami« zakonu i w ich 
duchu. Przy jego boku stoi rada 4— .5 asystentów, z głosem doradczym 
tylko i do pomocy w rządach zakonnych. Jenerał odpowiedzialny jest za 
swe rządy przed kongregacyą jeneralną. 

Zakon cały dzieli się na as^^stencye, t. j. grupy prowincyi, (które 
eryguje kongregacyą jeneralną): włoską, niemiecką, francuską, hiszpańską, 
angielską, (dawniej od 1756— 1773 r. zamiast angielskiej, była polska). Asy- 
stencye dzielą się na prowincye, które eryguje jenerał. Prowincye zaś 
składają się z domów profesów, Icolegiów, rezydencji, domów misyjnych, 
stacyi, czyli placówek misyjnych. Domy profesów i kolegia eryguje jene- 
rał, inne domy prowincyał za jego zgodą. 

Pod jenerałem stoją prowincyałowie t. j. przełożeni prowincyi, na 
które podzielony zakon; dzisiaj t^ch prowinc3'i 24, i wiceprowincya nowo- 
jorska. Prowincyałów, rektorów mianuje jenerał, wszystkich innych prze- 
łożonych, urzędników, profesorów, liaznodziei i t. d. mianuje prowincyał. 



— 6 — 

Oprócz wyboru jenerała, zakon nie zna żadnych wyborów, wszystko 
dzieje się mianowaniem przez prowincyała i jenerała, stąd karność i sprę- 
żystość w rządzie zakonu jak w wojsku. Z wyjątkiem jenerała, który jest 
dożywotni, przełożeni wszyscy zmieniani bywają zwykle co trzy lata, cza- 
sem jednak rzadziej; złożywszy przełożeństwo, nie mają żadnych przywi- 
lejów, schodzą do rzędu prostego żołnierza, bo przełożeństwo u Jezuitów 
nie jest zaszczytem, ani nagrodą, ale ciężarem. 

Plan nauk, Batio studiorum zakonu, nie był żadną nowością; Św. 
Ignacy zapoŻ3'czył go od akademii (studium generale) w Paryżu, gdzie się 
sam uczył. Nauki dzieliły się na ti-zy fakultety: linguarum, jęz^^ków o trzech 
klasach: gramatyki, humaniorów (poetyki) i retoryki; artium, nauk wyzwo- 
lonych, trzy kursą: loika, metafizyl<;a i etyka, matematyka i fizyka; kursą 
te trwały 3—7 lat; theologiae: dogmat3'ka, moralna czyli kazuistyka, lion- 
trowersa, egzegeza, hebraika, prawo kanoniczne; kursą tych nauk trwały 
4 — 5 lat. Pierwszy i drugi fakultet podporządkowany był trzeciemu; nauki 
klasyczne i nauki wyzwolone przygotowaniem tylko były do prawdziwej 
wiedzy, do teologii. Ten plan przyswoił sobie zakon i po półwiekowem do- 
świadczeniu, zmieniwszy go w niektórj-ch szczegółach, ogłosił 1593 r. jal^o 
Matio studiorum Societatis Jesu, dla wszystkich krajów i prowinc,yi. 

Ta jednolitość nauczania na całym świecie, w 20 kilku akademiach 
i blizko 700 szkołach zaltonu, nadawała mu niepospolitą siłę i wyższość 
ponad inne systemy i szkoły, które też, nie wyjmując różnowierczych, 
»plan nauk jezuicki* sobie przyswoiły. Szkoły z teologią, filozofią i reto- 
ryką, a przynajmniej z kursem krótkim filozofii lub teologii, nazywał}^ się 
wyższemi; średnie szkoły kończj^ły się na retoryce, niższe na humauio- 
rach albo na gramatyce. 

Otwarciem szkół niższych rozpoczynały wszystkie kolegia; w miarę 
przybywania funduszów, otwierano w lat kilka retorykę, a w niektórych 
kursą filozofii i teologii. W niższych i średnich szkolacli uczono głównie 
łaciny na wzorach klasycznych autorów Romy i Hellady, tak, że student 
z syntaksy mówił dobrze po łacinie, a humanista i retor mówił i pisał po- 
prawną klasyczną łaciną. Jęzj^k to był nietylko kościelu}^ ale uczonych 
i dyplomatów, prawodawców, sędziów i administratorów, zgoła każdego, 
kto nie chciał być prostakiem. 

Na czele szkoły stał rektor kolegium, miał zaś do pomocy dwóch 
prefektów, nauk i obyczajów. W niższych i średnich szkołach uczyło 2—5 
magistrów kleryków lub księży, w wyższych 3—7 księży profesorów. Przy 
każdej szkole zakładano bursę muz3'ków, bursę ubogich, a dla celujących 
w nauce i cnocie, kongregacyę sodalisów Maryi. 

Tą samą bronią, jaką zwalczał herezyę, wzmacniał zakon i propago- 
wał katolicką wiarę, w Europie zarówno wśród chrześcijan, jak w krajach 
zamorsi<ich wśród pogan. Ad majorem, Dei gloriam et salutem animarum, było 
jego dewizą w słowie i czynie. 

Ale wróćmy do nuncyusza i jego teologa Salmerona w Polsce. 

Lippomani, mąż pobożny, ale surowy, nie licząc się z miękkim, kunkta- 
torskim charakterem króla i niezbadawszy ducha konstytucyi szlacheckiej 
republiki, domagał się od króla w Wilnie surowych środków przeciw ró- 
żnowiercom: banicyi, konfiskaty, więzienia. »Ależ ja jestem królem ze zwią- 



— 7 - 

zanemi rękami«, odpowiadał król z niechęcią. DoszJo to do uszu panów li- 
tewskich, a przez nich rozniosło się po Polsce całej. Odium stąd na nun- 
cjusza wielkie, progenies mperarum, rodem jaszczurczym go przezwano. 
Zmartwiony nuncjusz, nie ufając listom i kuryerom, wyprawił O. Salme- 
rona 30 listopada 1555 r. z Wilna do Rzymu. Dopiero 22 grudnia, po wielu 
niewygodach, stanął Salmeron w Wiedniu i stamtąd pisał do św. Ignacego 
o nieudalej legacyi. Donosił, że król dwie tylko widzi drogi ratunku: so- 
bór powszschny, albo kościół narodowy, gdyż prawie cała szlachta zara- 
żona nowinkami... zagarnia dochody i dobra kościelne, a nawet ziemie 
i zamki biskupów, bez żadnego względu na sprawiedliwość i słuszność. 
O wprowadzeniu Jezuitów av- tych warunkach nie można i myśleć. » Ponie- 
waż nie mogłem sam zrobić nic dobrego, więc nuncyusz wyprawił mnie 
do Rzymu w celu przedstawienia stanu rzeczy i z prośbą o pozwolenie na 
jego powrót*. 

Lippomani uważał swą misyę za chybioną, nie przeszła ona jednak 
bez dodatnich skutków; synody łęczycki i piotrkowski, którym prezydo- 
wał nuncyusz, zaelektryzowały episkopat; sejm zaś 1556 — 1557 r. nietylko 
synodu narodowego nie uchwalił, ale skończył się surowym (niewykona- 
nym jednak) edyktem króla przeciw dalszym zaborom kościołów i dóbr 
duchownych i przeciw zjazdom (synodom) różnowierców. 

Zato burzliwie zapowiadał się sejm zwołany na grudzień 1558 r. do 
Piotrkowa, na którym róźnowiercy postanowili bądź co bądź znieść jurys- 
dykcyę biskupów. Uproszony przez prymasa Dzierżgowskiego Paweł IV, 
wysłał nuncyusza Kamila Montovato, biskupa z Sutri, a jako wierną radę, 
dodał mu Jezuitów, O. Piotra Kanizyusza prowincyała podówczas niemiec- 
kiego, wsławionego katechizmem 1 teologicznemi dziełami, administracyą 
dyecezyi wiedeńskiej i zaufaniem cesarza Ferdynanda I, i O. Teodoryka 
Gerarda, Belgijczyka, którego z powodu śmierci jego w Wiedniu, zastąpił 
O. Dominik Mengini. Dnia 28 paźdz. 1558 r. odbył nuncyusz z Jezuitami, 
którzy jednak zachowali incognito, uroczysty wjazd do Krakowa. 

Ale nuncyusz nie miał pieniędzy, nie mógł prowadzić wystawnego 
dworu, więc go ignorowano. » Polacy nie proszą o nic, pisze Kanizy do je- 
nerała Lajnez, i niewiele żądają pomocy od nuncyusza i odemnie... Jeszcze 
się nie wyzwoliła Polska z barbarzyństwa... Sprawa religii ciężko utra- 
piona. Wszystka prawie szlachta sprzyja sekciarzom, broni ich, gdy po 
wsiach kazania prawią wbrew nawet zakazom biskupów... Ci i liczny kler, 
bardzo są bogaci, ale mało uczonych z tylu sług Kościoła«. Pomimo inco- 
gnito^ wiedziano w Krakowie, źe Kanizyusz i Mengini są Jezuitami: » wy- 
szydzają nas i co dziwna, po imieniu Jezuitami nazywają*. 

Do połowy listopada, czynność Kanizyusza w Krakowie ograniczyła 
się do »odczytu o religii*, mianego d. 23 paźdz. w pałacu biskupa Zebrzy- 
dowskiego, którj' przed nim gorliwego pasterza udawał, dla kleru i aka- 
demików. Niewiele więcej miał do roboty Kaniz} usz podczas sejmu w Piotr- 
kowie: »Siedzę tu zupełnie bezczynnie... Naukom jedynie oddajemy się 
w domu i pocieszam zacnego starca legata, którego nic tak nie boli, jak, 
źe nawet duchowieństwo pomocy jego nie bardzo pożąda. Zdaje się, źe je- 
steśmy znienawidzeni u Polaków*. Po drodze wstąpił do Łowicza, do do- 
gorywającego prymasa Dzierżgowskiego, starca »dobrej woli, ale słabych 



zdolności i niewielkiej nauki*. Dlatego radził mu prz^yjąć do boku swego 
tęgiego teolog-a Jezuitę i znosił się w tej mierze z jenerałem Lajnez. 

Prymas nie był przeeiwny, owszem przyrzekł mówić z królem pod- 
czas sejmu o wprowadzeniu Jezuitów do Polski i ofiarował się na funda- 
tora pierwszego kolegium. Skończyło się na »pobożnych pragnieniach «; 
prymas obłożnie chory, na sejm nie przybył, umarł 19 stycznia 1559 r. 

Następca jego, podkanclerzy koronny Przerębski, mąż stanu i poli- 
tyk »wez\vał mnie nagle, donosi dalej Kanizyusz, do siebie... i po przyja- 
cielsku prawie upewniał, że o nic się tak nie troszczy, jak o założenie ko- 
legiÓAY jezuickich w Polsce «. Już w lecie pragnie sam założyć jedno kole- 
gium, potem założy kilka, bo »dochody jego z jednego tylko roku na to 
wystarczają «. 

Był to lep na Kanizyusza. Paweł IV zwlekał z prekonizacyą Prze- 
rębskiego, on zaś spodziewał się ją otrzymać za wpływem Jezuitów. Nie 
stało się to, więc bez prelvonizacyi instalował się na prymasostwo; o kole- 
giach jezuickich nie myślał. Zrozumiał to Kanizyusz: » Wszystko kończy 
się tu na pięknych słówkach, pisał do Lajneza, biskupi starzy, niedołężni, 
więcej dbają o swoje zdrowie jak o owieczki*. 

Szczersze były obietnice » przebogatego « biskupa płockiego Noskow- 
skiego, założenia w Pułtusku, na miejsce kolonii akademickiej, kolegium 
i szkół jezuickich, ale stało się to dopiero po 6 latach. 

W Piotrkowie na sejmie nuncyusz i Kanizyusz mieli 15 grudnia po- 
słuchanie u króla » znudzonego i poziomo myślącego*. Proponował on sy- 
nod, na który zaproszeniby byli i różnowiercy, odpychał wszelkie ostrzej- 
sze środki przeciw różnowiercom, których on, biskupi i kanonicy przyj- 
mują u siebie i na uczty zapraszają, czem ośmieleni » podczas sejmu od- 
prawiają publiczne nabożeństwa, lekko traktując króla «, na sejmie zaś 
domagają się wykluczenia biskupów z senatu i od elekcyi króla, »papieża 
znieść nie mogą, przeklinają legata*. 

Gdy się tak nic zrobić nie mogło dla sprawy katolickiej w Piotrko- 
wie, w samą porę jenerał Lajnez odwołał 19 stycznia 1559 r. Kanizyusza 
do Augsburga na sejm rzeszy, na którym chciał go mieć cesarz Ferdy- 
nand; dopiero 10 lutego pozwolił nuncyusz na jego odjazd. 

Czteromiesięczny pobyt Kanizyusza w Polsce, oswoił króla, jego mi- 
nistrów i biskupów z myślą wprowadzenia Jezuitów do Polski. Upłynęło 
jednak lat pięć, zanim tam przybyli. Różnowiercy broili dalej a coraz 
zuchwałej, gryźli się między sobą, to znów godzili na zjazdach, a wszyscy 
uderzali na aryanów jako » wiarę mahometańską, żydowską*, na sejmie 
zaś 1562 r. przeforsowali uchwałę na podstawie statutów jedlińsldego i czer- 
wińskiego : Neminem captivabimus nisi jare victum — nemini bona confiscdbi- 
mu8, nisi prius praecedat judicium nostruvi, aby » starostowie nijakiem (a więc 
i biskupom) inakszej egzekucyi nie czynili, jeno jako w statucie Jagiełło- 
wym in Jedlna 8toi«. 



— 9 



§. 3. Pierwsze trzy kolegia w Brunsbergu, Pułtusku i Wilnie 

1564-1609. 

Tymczasem na usilne nalegania biskupa warmińskiego, »filarii kato- 
licyzmu w Polsce* Hozyusza, który 1560 r. do Rzymu podążył, Paweł IV 
otworzył 1561 r. przerwany na dwa zawody (1549 i 1552 r.) sobór powsze- 
chny w Trydencie. Jednym z pie.ciu prezydentów soboru był Hozyusz, za- 
mianowany kardynałem; teologami papieża byli Jezuici: Salmeron, Lajnez, 
Kanizyusz i Le Jay (Jajus). Prace soborowe trwały do 26 stycznia 1564 r., 
a między innymi dekretami i kanonami stanął na sesyi 23-ej dekret 18-ty, 
ażeby »każda katedra, metropolia i większe kościoły«, seminarya ducho- 
wne zakładały, urządzenie ich bisliupom zostawiając. Więc Hozyusz, który 
na uchwalenie powyższego dekretu najwięcej nastawał, skoro wrócił do 
swej Warmii, sprowadził już 30 paźdz. t. r. jedenastu Jezuitów do Heils- 
berga, dnia 5 stycz. 1565 r. otworzył im pierwsze Iśolegium, przeznacza- 
jąc na nie i na szkoły, zwane powszechnie liceum Hosianum, pofranciszkań- 
ski klasztor w Brunsbergu. W kilka miesięcy później, d. 21 sierp. t. r. 
fundował tamże pierwsze na całą Polskę seminaryura dyecezyalne, a 1569 r. 
założył konwikt szlachecki i oddał Jezuitom. Niedługo czekać, cicha, skro- 
mna mieścina warmińska, Brunsberg, stała się jeszcze za życia Hozyusza 
(t 1579 r.) punktem wyjścia reakcyi katolickiej na Polskę całą. 

Krótko przed założeniem kolegium w Brunsbergu, dnia 3 stycznia 
1564 r. przybył do Warszawy nowy nuncyusz Piusa V., Jan Franciszek 
Commendoni, biskup Zacyntu, obok Hozyusza drugi filar katolicyzmu 
w Polsce. On to chwiejnego króla Zygmunta Augusta, »który wszystkiego 
się boi, sam siebie się lęka*, podparł mądrą radą i pozyskawszy jego zau- 
fanie, odwiódł od rozwodni z bezpłodną Katarzyną austrj^acką i od zamiaru 
utworzenia kościoła narodowego, do czego pchał go prymas Uchański 
z różnowiercami, a nakłonił do przyjęcia uchwał soboru trydenckiego. On 
godził powaśnionych biskupów i łącz^^ł z resztkami katolików w jedno 
silne stronnictwo. On wreszcie nastawał na króla, biskupów i kapituły, aby 
co prędzej otwierali katolickie szkoły »jako przedmurze wiary « w miastach 
zwłaszcza większych, zakładając kolegia Jezuitom i w tym celu przywiózł 
z sobą z Pragi O. Baltazara Hostovinusa. 

Król oświadczył się z chęcią fundowania Jezuitom kolegium i aka- 
demii w Wilnie, »bo ma wysokie rozumienie o ich zdolnościach* ; uczyniło 
to samo pięciu biskupów, między nimi »przebogaty« (oszczędny był, ale 
hojny na użyteczne fundacye) biskup płocki Jędrzej Noskowski. 

Miał on w swej rezydencyi w Pułtusku, istniejącą od 1440 r. ko- 
lonię akademicką, szkolę czteroklasową, w której uczyli mistrz i bakałarz, 
i uposażył ją hojniej 1561 r. Aliści morowe powietrze 1564 r. rozegnało 
i profesorów i uczniów. Gdy mór ustał, akademia odmówiła przysłać no- 
wych nauczycieli, więc Noskowski zgłosił się listownie w marcu 1565 r. 
do nuncyusza Commendoni (od 12 marca kardynała), prosząc przez niego 
jenerała, św. Borgiasza o jak najprędsze przysłanie Jezuitów. U króla zaś 
wyjednał dyplom nadający prawo obywatelstwa Jezuitom w Polsce, dato- 
wany 23 marca 1565 r. w Piotrkowie. Król pochwaliwszy zamiar biskupi 



— 10 — 

fundowania kolegium jezuickieg-o w Pułtusku, powiada: »To zaś Towarzy- 
stwo Jezusowe chcemy, aby w naszem Królestwie użyAvało i cieszyło się 
wsz3'stkiemi prawami i swobodami, jakiemi cieszą się i jakich używają, 
według brzmienia ustaw, wszystkie chrześcijańskich narodów zakony. 
Nadto przyi-zekamy temuż Towarzystwu naszą, oraz następców naszych 
opiekę i obronę*. 

Kłopotu nie mało zażył ś w. Borgiasz, zanim znalazł ludzi dla nowego 
kolegium, które chciał mieć raczej w wojewódzkiem mieście Płocku, jak 
w małym o 500 domach, Pułtusku. Ale uparł się biskup i 1 stycz. 1566 r. 
otwarto pierwsze w Koronie kolegium pułtuskie, którego przełożonym był 
O. Stanisław Kozdrażewsl^i, syn Hieronima, kasztelana rogozińskiego; ka- 
znodzieją O. Łukasz Krasowski pierwsz}^ Jezuita Polak, profesorami O. Wil- 
helm Anglus, Niemiec i O. Hostovinus. Do szkół gramatykalnych przybyła 
na wezwanie biskupa dość liczna młódź szlachecka, w r. 1567 otwarto poe- 
tykę i retorykę. 

Równocześnie prawie powstało kolegium w stolicy Litwy Wilnie. 
Już z końcem stycznia 1565 r. król Zygmunt August doniósł przez nun- 
cyusza Commendoni jenerałowi Lajnez (nie wiedząc snąć jeszcze o jego 
śmierci 19 stycz. t. r.), że przeznacza Jezuitom »gmach własny w Wilnie, 
obszerny i dogodny na kolegium i akademię, niech tylko jenerał przyśle 
tęgich profesorów teologii, filozofii, matematyki i innych przystępnych 
nauk«. Śmierć Lajueza, wybór św. Borgiasza dopiero d. 2 lipca t. r. doko- 
nany, wyjazd z Polski nuncyusza Commendoniego w grudniu t, r., a wre- 
szcie wojna moskiewska, udaremniły zamiar królewski. Podjął go zato wi- 
leński biskup Waleryan Protaszewicz, zachęcony, jak wiemy przez Com- 
mendoniego i za pośrednictwem Hozyusza, otrzymał od prowincyała Sun- 
niera z Brunsbergu dwóch 00. Baltazara Hostovinusa i Jędrzeja Friesego 
i dwóch braci, urządził im uroczysty wjazd, przyjął w własnym pałacu 
w wrześniu 1569 r. Dnia 2 maja 1570 r. przybyli O. StanisłaAV Warszewi- 
cki i Jezuici profesorowie z Pułtuska; d. 8 maja otwarto w obecności bi- 
skupa i kapituły uroczyście szkoły z retoryką, a d. 18 maja w rocznicę 
ingresu biskupa na wileńską katedrę, nastąpiło urzędowe otwarcie kole- 
gium wileńskiego. Już następnego roku pi-zybyły szkołom katedry filozo- 
fii i teologii. Król Zygmunt August cieszył się rozwojem wileńskiego ko- 
legium, a na dowód swego szacunku i życzliwości dla Jezuitów, testamen- 
tem spisanym 6 maja 1571 r. w Wilnie, przekazał im » niemały i niepospo- 
lity sprzęt, księgi wszystkie nasze, a ozdobnie w pergamin oprawne*, 
z warunkiem, aby do kościoła Św. Anny, w każdą niedzielę i święto, posy- 
łali jednego swego »dobrego i godnego* kaznodzieję. 

Były te szkoły palącą kwesty ą, bo książę Radziwiłł Rudy z Bland- 
ratą i różnowiercami, zabierali się do reformy szkoły kalwińskiej, założo- 
nej jeszcze 1539 r. przez ex-k8iędza Abrahama Kulwę, rozwiniętej kosztem 
Radziwiłła Czarnego, ale po śmierci jego 1565 r. pochylonej dla braku mi- 
strzów do upadku i prawie upadłej. Także w Kiejdanach, Słucku, Birżach, 
Brześciu litewskim, Nieświeżu, Siemiatyczach, Szydłowie w powiecie rosień- 
skim i Zabłudowie na Podlasiu, istniały szkoły różnowiercze, przez katoli- 
ków w braku szkół innych uczęszczane. 



— 11 — 

Trwożliwi o nie różnowiercy, próbowali na samym wstępie przyćmić 
sławę uczoności Jezuitów, więc w czerwcu 1570 r. ministrowie kalwińscy, 
Jędrzej Wolan i Jędrzej Trzecieski wezwali ich na dysputę prywatną. — 
Pokonani w niej, wezwani zostali przez Jezuitów na dysputę publiczną 
w kościele Św. Jana, ale wezwania nie przyjęli. Więc Jezuici, rozdzieliw- 
szy między siebie role Lutra, Kalwina, Zwingliusza i Socyna, urządzili 
wspaniałą trzechdniową dysputę o Najśw. Sakramencie, która wielu różno- 
wiercom otworzyła oczy. 

Jak na Litwie, tak w samym Wilnie, oprócz »starej greckiej wiary«, 
rozwielmożnili się zrazu lutrzy, potem kalwini, otrzymawszy od Radzi- 
wiłła Czarnego szkołę i zbór w śródmieściu; po śmierci zaś tego »herezyar- 
chy«, grasowali aryanie, zabierając kalwinom najdzielniejszych ministrów 
i najbogatszych panów, jak Mikołaj Piotrowicz Kiszka, wojewoda podlaski. 
Na Żmudzi, kalwinizm i aryanizm tak się rozwielmożnił, że w całej dye- 
cezyi żmudzkiej naliczyłeś tylko 7 księży katolickich. Wielu też panów 
i szlachty »greckiej wiarj'^*, chwytało się kalwinizmu, częściej jeszcze arya- 
nizmu. Szerokie więc, olbrzymie pole do apostolskiej pracy, stało Jezuitom 
wileńskim otworem. Rozpoczęli od Wilna; duszą wszystkiego był rektor 
Warszewicki. 

Więc najprzód w starym gotjckim kościele św. Jana, który po 
śmierci proboszcza Piotra Roizyusza (f 23 marca 1571 r.) za pozwoleniem 
króla, papieża i biskupa, wraz z probostwem administrowanem pi'zez świec- 
kiego kapłana (vicarius perpetuusj w posiadanie objęli, rozpoczęli szereg 
kazań dogmatycznych, i drugi szereg wykładów pisma św. (lecłio sacra)} 
na które tłumnie gromadzili się i różnowierc}', bo wtenczas formalna go- 
rączka religijna owładnęła umysły. 

Równocześnie podnieśli liult Najśw. Sakramentu, negowany przez 
kalwinów, częstem wystawieniem, później nieco bractwem, erygowanem 
przez Skargę i nabożeństwem 40-godzinnem. Podczas straszliwej zarazy od 
jesieni 1571 r. do stycznia 1573 r., rozpuściwszy szkoły, poświęcili się usłu- 
dze zapowietrzonych, na której 12 księży i braci położyło w ofierze życie. 
Nic dziwnego, że odtąd stali się na Litwie przedmiotem czci i życzliwo- 
ści katolików, której nie były już w stanie osłabić pocisl^i i zamachy ró- 
żnowierców. 

O. Warszewickiemu przybył z Pułtuska 1573 r. na pomoc w kazno- 
dziejstwie O. Piotr Skarga. Podzielili między siebie teologiczne traktaty 
o Najśw. Sakramencie, o prymacie św. Piotra, o Kościele, czci Świętych, 
czyścu i odpustach, zaprzeczone lub błędnie pojęte przez różnowierców 
i na każdy z tych tematów mówili cykl kazań z siłą i potęgą, jaką daje 
przekonanie z wiary i wymowa. Obszeraj' kościół św. Jana nie mógł po- 
mieścić słuchaczów, cisnęli się różnowiercy i powoli nawracali; między 
nimi najznakomitsi: Jan Hieronim Chodkiewicz, starosta żmudzki marsza- 
łek w. 1., który trzech swoich synów po katolicku w szkołach wileńskich 
wychował i czterej Radziwiłłowie na Ołyce, Nieświeżu i Kłecku, synowie 
»herezyarchy« Radziwiłła Czarnego: Mikołaj Sierotka, Jerzy biskup kra- 
kowski i kardynał, Albrecht książę na Kłecku marszałek w. 1., i Stani- 
sław, także marszałek i starosta żmudzki. Z nimi połowa Litwy została 
katolicka. 



— 12 — 

Trwały te kazania do wyjazdu Warszewickiego do Szwecyi 1574 r., 
z niezmiernym pożytkiem dla sprawy katolickiej. Niemniej gorliwi, acz 
nie tak znakomici byli ich następcy na ambonie w kościele św. Jana 
i w katedrze, i innych świątyniach, do których ich często zapraszano. 
Także posługę duchowną w szpitalach i więzieniach przyjęli Jezuici chę- 
tnie i prawie się do niej wprosili. 

Po ustaniu zarazy 1573 r., szkoły pod kierunkiem 4 profesorów 
i 2 magistrów rozwijały się świetnie i równały akademii. Klerycy jezuiccy 
słuchali tu filozofii i teologii, razem z eksternistami. Zaludniać się też po- 
częły doborową młodzieżą szkolną, zwłaszcza z grona sodalisów Maryi, pu- 
ste prawie dotąd klasztory Dominikanów, Franciszkanów i Bernardynów; 
młodzi ci zakonnicy kończyli studya w akademii. 



§. 4. Czwarte kolegium w Poznaniu, funduje biskup Adam Konar- 
ski 1572. 

Wkrótce po osiedleniu się w Wilnie, weszli Jezuici do Poznania, sto- 
licy Wielkopolski, zapełnionej od 1525 r. lutrami, a także kalwinami, 
braćmi czeskimi i aryanami. Zawezwał ich poznańslvi biskup, Adam Ko- 
narski, za namową nuncyus^a Portici, i założył w lecie 1572 r., kolegium 
przy kościele Św. Stanisława i kościółku św. Gertrudy, które oddał im 
w posiadanie. Na jego uposażenie przeznaczył, za zgodą kapituły 13 lipca 
1573 r., z dóbr biskupich 4 wsie: Zemsko, Kiełczewo, Tokarki i Bochlewo, 
a 19 lipca zakupił place pod przyszłe kolegium. 

Pierwsi Jezuici. 00. Jakób Wujek i Szymon Wysocki, przybyli już 
27 czerwca do Poznania, ale wnet morowe powietrze nawiedziło miasto. 
Więc obydwaj z wyżebranych pieniędzy kupili dom z kapliczką i ogro- 
dem i urządzili szpital Św. Łazarza »dla zapowietrzonych*, których obsłu- 
giwali, tu i w mieście, czem sobie zjednali serca nawet róźnowierców i 12 
z nich pojednali z Kościołem. 

Skoro mór ustał, przybył O. Konaryusz jako rektor z kilku Ojcami 
i braćmi. Kazania mówili w kolegiacie św. Maryi Magdaleny i w swym 
kościele św. Stanisława, który powiększyli w trójnasób. Szkoły otwarli 
uroczyście 25 czerwca 1573 r., w części nowo postawionego kolegium, 
w obecności biskupa, kapituły i posłów rzpltej do wybranego króla Hen- 
ryka: Andrzeja Górki i Tomickiego, dyssydentów. 

Niebawem zjechali do biskupa, jako prezesa francuskiej legacyi, dwaj 
inni posłowie: Radziwiłł Rudy, głowa kalwinów litewskich i książę Kon- 
stanty Ostrogski, głowa schizmy ruskiej; zwiedzili kolegium i szkoły, po- 
witani oracyą i wierszami przez młodzież. 

Otwarcie nowego roku szkolnego 6 pażdz. 1573 r., uświetniła pra- 
wdziwa (nie szkolna) dysputa o »czci Świętych*, którą prowadził teolog 
rzymski, jadący do Brunsbergu, O. Viana, z dwoma uczonymi kalwinami, 
lekarzami, Nigrem (Schwarz) i Polejem, a której przysłuchiwał się cieka- 
wie uczony Poznań i okolica, nawet kalwin Stanisław Górka z Szamotuł, 
łaskawy zresztą dosyć na rektora Konaiyusza i Jezuitów. Przyparci do 



— 13 — 

muru w3'wodami Yiany kalwini, zamilldi, a wyzwani na drugą dysputę, 
nie przybyli wcale. 

Uradowany rozwojem szkół (humaniora z retoryką), biskup Konar- 
ski, krótko przed śmiercią (f 1 grudnia 1574 r.), legował 3.000 złp. na 
gmach seminaryum dyecezyalnego, które uposażył wsiami Januszewice 
i Słupia następca jego, biskup Łukasz Kościelecki i oddał pod zarząd 
Jezuitów. 

Apostolskie prace pozuańskicła Jezuitów szły w podwójnym kierunku, 
nawracano różnowierców dysputami, misyami, a nadewszystko szkołami. 
W ciągu lat 40 wszystkie większe rody różnowiercze (Górkowie wymarli) 
Av Wielkopolsce powróciły »do wiary ojców«, nawet ów »herezyarcha wiel- 
kopolski* Rafał Leszczyński wojewoda brzesko-kujawski, umarł katolikiem 
i w Częstochowie pogrzebany. W Poznaniu topniało róźnowierstwo nietylko 
pracą Jezuitów, ale wskutek surowego edyktu króla, magistratu i rady 
miejskiej 1609 r , zabraniającego różnowiercom osiedlania się w mieście. 
Podobne zakazy wydawały magistraty innych miast królewskich. 



§ 5. Piąte kolegium św. Jana w Jarosławiu, funduje Zofia ze Sprowy 

Tarnowska 1574. 

Przemyskiego biskupa Walentego Herburta, który zachęcony przez 
Commendoniego, nosił sie z planem założenia kolegium w Przemyślu, wy- 
przedziła pani na Jarosławiu Zofia ze Sprowy Odrowążówna, 1° voto Tar- 
nowska, 2" voto Stemberg Kostczyna. 

Ks. Skarga, jeszcze lwowskim kanonikiem będąc, był jej spowiedni- 
kiem, i pierwszego jej męża Jana Tarnowskiego, kasztelana wojnickiego, 
przygotował do pobożnej śmierci; on też zostawszy Jezuitą, nakłonił ją, 
że "W swym Jarosławiu, zamiast budowania kościoła Św. Zofii, załoŻ3'ć po- 
stanowiła kolegium jezuickie i na uposażenie jego już w grudniu 1571 r. 
zapisała dobra poblizkie Pawiowe Sioło (Pawłosiów), a na wzgórzu miej- 
skiem !>Grodzisku« wyznaczyła obszerny plac pod kościół , liolegium 
i ogród. 

Biskup Herburt pochwalił i popierał ten zamiar, rad, że Jezuitów 
mieć będzie w swej dyecezyi. Dla moru jednak, bezkrólewia, wreszcie dla 
powtórnego zamążpójścia Zofii za Jana Stemberg Kostkę wojewodę sando- 
mirskiego, dopiero w grudniu 1574 r. zjechali pierwsi Jezuici do Jarosła- 
wia, a Av kwietniu 1575 r., w tymczasowym domu otwarli szkoł}^ gramaty- 
kalne; kazania mówili w farze W W. Świętych, gdzie mieli własną kaplicę. 

Na wiosnę 1580 r. rozpoczęli państwo Kostkowie budowę kościoła 
Św. Jana i kolegium, pomnożywszj^ jego dotac3"ę. Aliści dnia 19 lipca t. r. 
umiera Zofia, w 10 miesięcy, 31 maja 1581 r., wstępuje za nią do grobu 
mąż jej, wojewoda Jan Kostka, Jarosław dostał się w polowie działem, 
w drugiej połowie drogą kupna (spłaty) ich córce Annie, małżonce księcia 
Aleksandra Ostrogskiego, wojewody wołyńskiego. 

Ta pomnożyła 1594 r macierzj^ńską fundacyę dobrami: Łazy, Ty wo- 
nią i Petyhorce na Wołyniu, dała rektorowi Piotrowi Fabrj^cemu znaczną 
sumę na zakupno dóbr Łowce, i drugą sumę na w^^kończenie kościoła 



— 14 — 

Św. Jana, który konsekrował biskup przemyski Wawrzyniec Goślicki 
24 kwietnia 1594 r. ; do tłumu zacnycłi »uwaźnycłi słuctiaczów* kazał 
ks. Skarga. 

Do szkół, liumanioi'a z retoryką, uczęszczało 600 uczniów. 

Kazania mówili Jezuici w niedziele i święta i wielkim poście w wła- 
snym kościele i w farze, prowadzili dwie kong^regacye maryańskie stu- 
denckie, trzecią mieszczańską (od 1609 r.). Założyli stacye misyjne na Wo- 
łyniu w swj^ch Petyłiorcach koło 1600 r., w Równem, zapewne je- 
szcze za życia lisiężnej Anny Ostrogskiej. 

Zapuszczając misyonarskie zagony na Ruś, Podole, Wołyń, pozyskali 
Kościołowi wiele pańskich i szlacheckicłi rodzin z łierezyi i schizmy, które 
im znów dopomagały w krzewieniu unii z Rzymem w Brześciu litewskim 
1596 r. zawartej, głównie tem, że nie oddawali wakujących probostAv ru- 
skich, tylko kapłanom unitom. Wojewodom ruskim, do których należała 
obrona granic południowych Rusi, hetmanom wyprawiającym się na wojnę 
z Wołoszą, Turkiem lub I^ozakami, dostarczało kolegium św. Jana misyo- 
narzy obozowych, a także misye jasska i krymska, z tego kolegium naj- 
częściej dostawały pomoc skuteczną. 

Pięć tj^ch pierwszych kolegiów składało do r. 1575 viceprowincyę 
polską, zależną od prowincyi i prowincyałów austryackich i przez nich 
rządzona. 



ROZDZIAŁ II. 



Dzieje Jezuitów i fundacye kolegiów za króla Stefana Batorego 

1576-1580. 



§. 6. Śmierć Zygmunta Augusta. — Wybór Henryka Walezego. — 
Utworzenie osobnej prowincyi polskiej. — Stefan Batory i Jezuici. 

1572-1577. 

Tymczasem ostatni Jagiellończyk, Zygmunt August umarł w Kny- 
szynie 7 lipca 1572 r. Podczas bezkrólewia zjechał do Polski powtórnie, 
jako legat Grzegorza Xni, kardynał Commendoni, aby popierał elekcyę 
arcyksięcia Ernesta. Towarzyszył mu jako teolog, uczony Jezuita Franci- 
szek Toletus. Pomimo to, legat zaprosił z Łowicza, w wrześniu 1572 r., 
rektora wileńskiego Warszewickiego jako wierną radę do boku swego. 
Wymówił się rektor, »bo to rzecz przeciwna instytutowi, mieszać się do 
spraw politycznych*. Na konwokacyi w styczniu 1573 r. uzupełniła się 
»złota wolność polska*, dwoma »kardynalnemi« prawami: electio viritm, 
wybór króla głosami wszystkiej szlachty, i konfederacya warszawska, za- 
warta 28 stycznia 1.573 r. międz}^ różnowiercami, którzy się odtąd dyssy- 



— 15 — 

dentami nazj^wać poczęli, a katolikami, pomimo protestu biskupów i kilku 
świeckich panów, warująca stanom rzpltej wolność wiary i pokój religijny 
na wzór aug-sburskiego 1555 r., z wykluczeniem wszelako poddanego ludu. 
Na elekcyjnym sejmie 16 maja 1573 r. spowito resztki władzy królew- 
skiej »paktami hemykowemi«, które także zaliczono do fundamentalnych 
praw rzpltej. 

Wiemy, że wbrew życzeniom papieża i cesarza, a zabiegom Com- 
mendoniego, nie austryacki Ernest, ale francuski Henryk Walezy obrany 
królem 8 maja 1573 r. Dopiero w st3xzniu 1574 r. zdążał leniwo elekt do 
Polski, zatrzymał się 23 stycznia w Poznaniu, witany u bramy tryumfalnej 
przez uczniów jezuickich, przebranych za aniołów, wierszem i śpiewem. 

Nazajutrz złożyli mu homagńum vice-prowincyał Sunnier i rektor 
poznański Wujek, polecali zakon, ofiarowali w darze pięknie oprawny 
egzemplarz Postyll. Król podziękował, przyrzekł opiekę, odprawił w ła- 
sce, i nic dla nich nie zrobił; pomimowiednie jednak przyspieszył wa- 
żny dla rozwoju polskich Jezuitów rozdział viceprowincyi polskiej od au- 
stryackiej. 

Domagali się tego z politycznych względów (dla antag-onizmu Fran- 
cy! z Austryą i dla porzucenia królowej Katarzyny austryackiej przez 
króla i wynikłych stąd kwasów), austryaccy Jezuici 1570 r.; domagali się 
bardziej jeszcze podczas bezkrólewia 1573 r., zwłaszcza, gdy obrano Fran- 
cuza, a Commendoni, który temu przeszkodzić nie umiał, utracił łaskę pa- 
pieża i cesarza i ze zgryzoty wnet umarł. Obawiając się podobnej niełaski 
dla siebie, gdy polscy Jezuici, którzy przecie z nimi jedną stanowili pro- 
wincyę, odmówili poparcia Ernestowi, pisali naglące listy do jenerała Mer- 
curiani, aby co prędzej uwolnił ich od polskiej vice-prowincyi. Przychylił 
się do tych żądań jenerał 24 kwietnia 1574 r,, zamianował O. Sunniera 
pierwszym prowincyałem polskim d. 13 stycznia 1575 r., wreszcie ogłosił 
udzielność polskiej prowincyi 15 grudnia 1575 r. 

Z tern wszystkiem po niesławnej ucieczce króla Henryka z Polsl<;i, 
z trwogą i niedowierzeniem patrzali Jezuici w przyszłość, a zabiegi dyssy- 
dentów, uwieńczone elekcyą siedmiogrodzkiego lisięcia Stefana Batorego 
de Somlyo, o którego prawowierności powątpiewano, nie wlewały lepszej 
otuchy. S^^mpatyami lgnęli może do habsburskiego kandydata, ale od ele- 
kcyjnych agitacyi trzymali się zdała, i zrobili dobrze. 

Jakoż wybrano Stefana Batorego królem i koronowano 1 maja 
1576 r. Rywalem jego b3^ł cesarz Maksymilian U, papież przez wzgląd na 
to nie spieszył z przyjęciem homagialnego poselstwa i uznania Stefana 
królem. Stało się to po śmierci cesarza (f w październiku 1576 r.), w sty- 
czniu 1577 r., Jezuici zaś dopiero w czerwcu t. r., na ręce podkanclerzego 
Jana Zamojskiego przesłali królowi, obozującemu pod Gdańskiem, homa- 
gialne pismo, polecając Ivościół i siebie, ofiarując swoje usługi i modlitwy. 
Przez podkanclerzego odpowiedział król 24 czerwca t. r., a upewniwszy, 
iż wie, że wszystko staranie swoje obrócić powinien na rozszerzenie chwały 
Imienia bożego, dodał: »A ponieważ do tem pewniejszego osiągnięcia tego 
celu, wasz zakon jest mi potrzebny, dlatego jest i będzie nam 
najmilsz}^, co czynami raczej jak słowami udowodnimy, skoro tylko sprawy 
państwa ułożymy i do pożądanego pokoju wszystko doprowadzimy*. 



— 16 - 

Na te »czyny« nie trzeba było długo czekać. Batory rozumiał, że 
róźnowierstwo jest czynnil^iem rozl^ładowym, że karności i ładu nie znosi, 
a doszedłsz}'^ do władz}^ tyranizuje, kto więc je zwalcza, rzecz dobrą dla 
króla i rzpltej cnyni. Dlatego też do warunków poddania się zbuntowa- 
nego Gdańska kazał włożyć i ten: »mia8to przyjmie w swe mury Jezui- 
tów*. Dla braku osób w zakonie, dla intryg i oporu Gdańszczan, stało się 
to dopiero 1594 r., ale świadczyło to o dobrej woli króla, której nowy do- 
wód złożył w utworzeniu akademii wileńskiej. 



§. 7. Akademia wileńska 1578. 

Było to w lecie 1578 r. ; król gotując wielką wojnę przeciw Moskwie, 
i zabezpieczając granice południowo-wschodnie od Tatarów i Turków, ba- 
wił we Lwowie i tu 7 lipca t. r. wystawił dj^plom na akademię wileńską, 
nadając jej »takie przywileje, jakie niektóre kolegia jezuickie w innych 
krajach posiadają... cieszyć się ma temi samemi prawami i crzywileiami, 
jak akademia krakowsls:a« i stać się i>ozdobą Litwy, głównym na północy 
rynkiem nabywania nauk i wiary katolickiej*. ICażdorazowy biskup wileń- 
ski jest jej kanclerzem, biskup żmudzki protektorem, rządzi rektor z zu- 
pełną jurysdykcj^ą nad uczniami akademii, wolnymi od danin i ceł i w}'- 
jętymi z pod innj^cli władz i sądów. 

Uczynił to król na prośby bisk. wił. Protaszewicza i koadjutora jego 
Jerzego Radziwiłła, poparte przez sekretarza królewskiego Solikowskiego, 
który też lwowski dyplom erekcyjny zredagował, i marszałlca w. 1. Jana 
Chodkiewicza, naAvróconego z kalwinizmu 1572 r. przez Jezuitę Franciszka 
Toleta. Duszą jednak w tej sprawie był O. Skarga, który i biskupów i na- 
dwornych króla dygnitarzy, zachęcił i popchnął do alicyi. On też uprosił 
u króla, bawiącego na wiosnę 1579 r. w Wilnie dla przygotowań wojen- 
nych, iż 1 kwietnia t. r. wystawił powtórny dyplom erekcyjny, opatrzony 
wielką pieczęcią litewską i podpisami obydwóch kanclerzy, Radziwiłła Ru- 
dego i Zamojskiego, oraz 16 senatorów, obydwóch podkanclerzy, dygnita- 
rzy i urzędników królewskich. Tegoż dnia podpisał król trzeci dyplom, 
zatwierdzający fundacyę wileńskiego akademickiego kolegium przez bi- 
skupa Protaszewicza. 

Grzegorz XIII brevem 29 października 1579 r. aprobował królewską 
erekcyę akademii, chciał z niej mieć Studium generale teologii, pomocni- 
czych wyzwolonych nauk i filozofii, a nauczanie i zupełny zarząd oddał 
w ręce jenerała i zakonu Jezuitów. Wreszcie sejm warszawski 1583 r. po- 
twierdził nadania królewskie i fundacyę samą, król zaś w czwartym dy- 
plomie na tymże sejmie 23 lutego na kolegium i akademię danym, przelał 
swe prawa królewskie do dóbr Trokiele, zamienionych za dobra Szyrwinty, 
zbyt odległe od Wilna, i te z innemi dobrami kolegium i akademii obda- 
rzył przywilejem dóbr duchownych (privilegio exemtionis ecclesiaticae). 

Formalne uroczyste otwarcie akademii nastąpiło z początkiem wrze- 
śnia 1580 r. ; Skarga był jej pierwszym rektorem do 1583 r. 



— 17 



§. 8. Królewska fundacya kolegium w Połocku na Białej Rusi w dye- 
cezyi wileńskiej 1580. 

Połock, za Połotą nad Dźwiną położony, obronny dwoma zamkami, 
ostrokołem i wałem i liczną załogą, z 60-milowym płatem białoruskiej 
ziemi, zostawał od 1563 r. w posiadaniu Moskw}'^, jako twierdza graniczna 
pod wojewodami kniaziem Wołyńskim i Szczerba towem. Wydawszy wojnę 
Moskwie, l^ról Stefan postanowił odzyskać Połock jako klucz porzecza 
Dżwiny, odcinający Moskwę od Inflant i Litwy. W wilię zdobycia górnego 
zamku, bo dolny i miasto wnet zostało spalone rakietami (candentes glóbi) 
wynalazku króla, zawezwał z Wilna vice-rektora O. Skargę do swej głó- 
wnej kwatery w Spasie, dawnym monasterze Bazylianek ruskich za Dźwiną, 
i objawił mu swoje votum, założenia w Połocku, skoro go zdobędzie, ta- 
kiego kolegium, jakiego pozazdrościć mogą Polakom portugalscy i hi- 
szpańscy Jezuici. 

Nazajutrz 29 sierp. 1579 r. Połock (górny zamek) zdobyty, a 30 t. m. 
pisał król wraz z hetmanem Zamojskim do Skargi, aby z kilku Jezuitami 
co prędzej przybywał, a znajdzie »tu w pobliżu, Indye i Japony w narodzie 
ruskim połockim, mieście nieświadomem boskich rzeczy*. Zanim oni przy- 
byli, król urządziwszy Połock i województwo połockie, zjechał do Wilna 
i 4 października t. r., zawezwawszy prowincyała Sunniera i Skargę, ułożył 
z nimi fundacyę kolegium połockiego. 

Na uposażenie jego król przeznaczył dobra 6 monasterów i 8 parafii 
ruskich, opustoszałych podczas wojny i okupacji moskiewskiej. Były to 
więc hona nuUius, przypadały prawem wojennem do fiskusa, kolatorem ich 
był król; w istocie zaś rozdrapane, zostawały w posiadaniu bezprawnem 
ludzi świeckich, sam wojewoda połocki, Mikołaj Dorohostajski, kalwin, za- 
garnął 5 wsi najlepszych. Sporządzenie inwentarza tych dóbr, z rozkazu 
króla, przez podskarbiego litewskiego Teodora Skuminę Tyszkiewicza, 
trwało dwa lata, sądowne odebranie ich przez króla i jego instygatorów, 
nastąpiło znacznie później, bo 1584 r. Ale już 20 stycznia 1580 r. król wy- 
stawił dokument fundacyjny w Wilnie, w obecności 23 senatorów, wielu 
podkomorzych i sekretarzy, którzy wraz z królem dokument podpisali. 

Sejm 1585 r., po długim oporze dysunickich i dyssydenckich posłów, 
zatwierdził tę iście królewską fundacyę połocką, 82 wsi i folwarków, po 
obojej stronie Dźwiny. 

Papież Paweł V, na prośbę połockiego rektora Walentego Matysewi- 
cza i kolegium, uczynił to samo brevem 6 grudnia 1605 r. 

Skarga był duszą całej fundacja, on też pierwszy z 3 Jezuitami 
przybył 26 czerwca 1580 r. do Połocka, najgorzej przyjęty przez wojewodę 
Dorohostajskiego i podburzonych przezeń mieszczan, przytulony na zamku 
przez horodniczego Zuka, katolika. W oczyszczonej na prędce cerkiewce 
Św. Piotra i Pawła na zamku, urządził już w uroczystość tych świętych 
pierwsze nabożeństwo, w kilkanaście dni potem otworzył dwie klasy gra- 
matykalne, do których zgłosiło się 5 uczniów; taki wstręt do książki mieli 
Połoczanie, wyłącznie prawie Rusini dysunici. Na całe zresztą wojewódz- 
two połockie, siedm było domów polskich katolickich, reszta kalwini i ai'ya- 

lEZUICI W POLSCE. 9 



— 18 — 

nie; rzadka wiejska ludność ruska była ciemną, zabobonną. Nieliczni kato- 
licy mieli na 60 mil dokoła, 3 probostwa, często bez księdza, więc też po 
20—30 lat żyli bez sakramentów i tak umierali. 

Formalne otwarcie połockiego kolegium i szkół humaniorów nastą- 
piło 1585 roku; pierwszym rektorem O. Stanisław Włoszek. O. Jan Alan- 
dus, Lwowianin, mówił ruskie kazania i wykładał katechizm, zwołując nań 
dzwonkiem ludność po ulicach i placach Polocka, na rynku miasteczka 
Ekimania i po wsiach należących do kolegium. Wracała też powoli, wy- 
gnana okupacyą moskiewską szlachta połocka, kolonizując puste swe wio- 
ski ludem z Litwy a nawet Mazowsza; więc i młodzieży przybywało do 
szkół; r. 1587 otwarto retorykę. 

Tymczasem 1586 — 1597 r. dźwigało się obszerne, drewniane kolegium 
z drewnianym wielkim kościołem, z domem na seminaryum czyli konwikt 
ubogiej szlachty, i drugim domem na bursę ubogich i muzyków, z bro- 
warem, budynkami i ogrodem. Mieszkało w nim 28 Jezuitów; szkoły były 
tak liczne, że retoryki słuchało 60 uczniów, kongregacyj studenckich ery- 
gowano 3. Pierwszy raz wystąpiły te szlioły publicznie 1589 r., przyjmu- 
jąc kardynała bisk. warm. Andrzeja Batorego, bratanka królewskiego, dya- 
łogiem »Hozyusz i Kromer« i oracyami w łacińskim i greckim języku. Na 
otwarcie szkół 1590 r. grała młodzież tragedyę »Nabuchodonozor« ku 
uciesze całego województwa, boć to była rzecz dotąd niewidziana w tej 
ultima Thule. 

Zaradzając brakowi szkół przygotowawczych, otworzyli w Połocku 
i w swej Ekimanii, a także i w Orszy, dokąd dojeżdżali na pracę kapłań- 
ską, szkółki elementarne, czytania, pisania i rachunku w ruskim języku, 
w których nauczali przez nich wykształceni i ustanowieni świeccy ba- 
kałarze. 



§. 9. Wojna z Moskwą o Inflanty. — Legat papiezki O. Possewin. — 
Pokój zapolski 1580-1581. 

Wyprawa połocka 1579 r. była pierwszym etapem na drodze odzy- 
skania Inflant wojną z carem Iwanem Groźnym, do czego króla Stefana 
obowiązywały pacta conventa. Drugim etapem była wyprawa na Wielkie 
Łuki i szereg pogranicznych zamków 1580 r., przy równoczesnym napa- 
dzie Tatarów, którzy swe zagony aż o mury Kremlina oparli, i najeździe 
Kozaków Oryszewskiego i Kmity, Ictórzy carskie dziedziny aż po Starodub 
i Smoleńsk, spustoszyli. Z wiosną 1581 r. gotował zwycięski król trzecią 
wyprawę na Psków, którego zdobycie otwierało wnętrze carstwa każdemu 
najazdowi. Przerażony car Iwan Groźny, zgłaszał się o pokój, ale całych 
Inflant, jak tego żądał król, oddać nie chciał. Więc udał się do avita fraus, 
tradycyjnej chytrości carów i 6 września 1580 r. wyprawia gońca Szewri- 
gina do cesarza Rudolfa II, do Wenecyi i do papieża Grzegorza Xni, za- 
praszając ich do ligi przeciw Turkom, których on wypędzić z Europy po- 
stanowił, ale przeszkadza temu król polski »siedmiogrodzki intruz* Stefan, 
sojusznik Turków i Talarów, rozlewca krwi chi-ześcijańskiej; niech więc 
cesarz i pa^łież skłonią go do zawarcia pokoju i połączenia swych wojsk 



— 19 - 

z ligą Św. a złamanie potęgi tureckiej niewątpliwe. O unii Moskwy z Rzy- 
mem nie wspomniał ani słówka. Pomimo to, papież zażądał najprzód unii 
religijnej i na tej podstawie przystąpić cłiciał do układów o ligę, a na le- 
gata swego wybrał doświadczonego w Szwecyi, Niemczecłi i innych kra- 
jacli dyplomatę, Jezuitę Antoniego Possewina. Instrukcya sekretarza stanu 
kardynała di Como, polecała legatowi starać się najprzód o skojarzenie 
pokoju między królem polskim a carem, potem o krucyatę przeciw Tur- 
kom i unię z Rzymem. Gdyby się unia, jak przewidywano, nie udała, uzy- 
skać miał u cara tolerancyę religijną dla katolików, w najgorszym zaś ra- 
zie kościół katolicki w stolicy z obsługą Jezuitów, i wprowadzić dyploma- 
tyczne stosunki caratu z Stolicą św. Dnia 27 marca 1581 r. wyruszył le- 
gat z Rzymu, w połowie kwietnia perorował w pałacu Św. Marka do si- 
gnorii, zachęcając na próżno do ligi i traktatów handlowych z Moskwą; 
z końcem kwietnia widzimy go w Hradcu na dworze arcyksięcia Karola 
i Maryi bawarskiej, 12 maja w Pradze na dworze cesarskim, wnet potem 
w Wiedniu, gdzie dobrał sobie towarzyszy legacyi, 00. Pawła Campano, 
Włocha i Szczepana Drenockiego z Zagrzebia, oraz 2 braci, Andrzeja, Cze- 
cha i Michała Moriena, Włocha. 

Król Stefan, bawiący dla przygotowań wojennych w Wilnie, nie był 
przeciwny pokojowi, byle mu ten całe Inflanty oddawał, ale w carskie 
obietnice ligi nie wierzył, a już bardzo podejrzane mu się wydały wizyty 
legata w Hradcu i Pradze, i w całej interwencyi papieskiej upatrywał pod- 
stęp Rudolfa II i zdradę. 

Niechętny więc był Possewinowi, a miał jeszcze ten żal do niego, 
że mu odrazu rozbił kartowany skrycie projekt rozwodu z starą, bezdzie- 
tną królową Anną Jagiellonką. Także otoczenie królewskie i sam hetman 
Zamojski, przeciwne było legacyi, a nawet ks. Skarga, rektor wileński, 
nie pochwalał jej. Ale Possewin posiadał szczególny dar pozyskania serc 
ludzkich. Otrzymawszy paszport królewski w Wrocławiu 25 maja, na War- 
szawę i Pułtusk stanął 13 czerwca 1581 r. w Wilnie w kolegium, a 17 t. m. 
otrzymał posłuchanie u króla, oddał mu brewia papieskie, opowiedział swe 
przyjęcie w Wenecyi, Hradcu i Pradze, zaznaczając, że wszędzie znalazł 
najlepsze usposobienie dla króla i gotowość pomocy, gdyby swe siły chciał 
obrócić przeciw Turkom. Król oświadczywszy się z czcią dla papieża, skar- 
żył się na chytrość i przewrotność Iwana, na bezskuteczność poselstw, bo 
car Inflant całych oddać nie chce, a oddać musi. Na razie czekać trzeba, 
aż goniec królewski Dzierżek powróci z Kremlina z odpowiedzią na ulti- 
matum, i zaprosił z sobą legata do Dzisny, forteczki nad ujściem rzeki tej 
nazwy do Dźwiny, gdzie się wojska królewskie zbierały. 

Jakoż pojechali. Hetman Zamojski przyłączył się do nich. Dni 9 
trwała podróż, podczas której, również jak przy obiadach, prowadzono roz- 
mowy polityczno-kościelne, czasem dysputowano o wierze. Zamojski przy- 
lgnął do Possewina, a król zaszczycił go zaufaniem, zwłaszcza, gdy legat 
5 lipca dał mu do przeczytania listy Grzegorza XIII do cara, carowej i ca- 
i-ewiczów. Niebawem król preeniósł główną kwaterę do Połocka. Tu po 
powrocie Dzierżka z dziwacznym a grubiańskim listem cara, przyjął 
18 lipca carskich posłów, ofiarujących Połock, Wielkie Łuki i tylko 4 zamki 
w Inflantach. Rozmawiał także z nimi legat przez tłumacza Jasińskiego, 

2* 



— 20 — 

ale się niczego nie dowiedział. Wreszcie król odprawił posłów z ciętym li- 
stem do Iwana, wzywając go, skoro nie chce rozlewu krwi chrześcijańskiej, 
na pojedynek, i 21 lipca ruszył z wojskiem pod Psków. Legat też otrzy- 
mawszy list żelazny cara, na Orszę podążył do pogranicznej Dubrowny, 
skąd pod konwojem 60 jezdnych 30 lipca stanął w zamku Starycy, gdzie 
rezydował car okrótny. 

Cztery ceremonialne posłuchania u cara trwały krótko, zato konfe- 
rencye z komisarzami carskimi Nikitą, Romanowiczem i Iwanem Bielskim, 
przeciągały się całemi godzinami aż do 14 września, a były tylko czczą 
komedyą, bo wszelkie wywody legata w kwestyi ligi i unii, zbj^wali mil- 
czeniem, wreszcie zabronili tłumaczowi ich powtarzać; co do Inflant zaś, 
oddawali tylko niektóre zamki. Nielepszy odnosiły skutek memoryały le- 
gata wręczone carowi. Więc postanowił sam być posłem carskim do pol- 
skiego króla, oblegającego od końca lipca Psków i stanął w obozie dnia 
9 września. 

Nie wesoło się tam działo. Psków silnie naturą i sztuką obwaro- 
wany, z 20-ty8ięczną dzielną załogą, odpierał szturmy zwycięsko, pomimo 
szalonej odwagi Węgrów, Niemców i Polaków. Królowi wnet brakło amu- 
nicyi i prochu, sprowadzić go dopiero musiano z Rygi; brakło i piechoty 
i co gorsza pieniędzy na żołd. Dnia 4 i 5 października padł pierwszy śnieg, 
chwyciły ostre mrozy; zmęczone oblężeniem i szturmami, przeziębnięte 
i niepłatne wojsko, poczęło szemrać, Litwini zwłaszcza oświadczyli przez 
swych rotmistrzów, że pójdą na zimowe leże w kraj cai'ski, nawet stary 
żołnierz, co to pod Gdańskiem walczył, czynił schadzki, rozprawiał o zale- 
głym żołdzie, składał paszkwile na hetmana Zamojskiego. Słowem, demo- 
ralizowało się wojsko, groziło dezercyą. Na radzie wojennej przeważało 
zdanie, do któi-ego i hetman się skłaniał, zaniechać przez zimę oblężenia, 
rozpuścić ochotnika, a zaciężnem wojskiem cernować twierdzę aż do wio- 
sny. Król jednak trwał upornie przy oblężeniu ; nie odstąpi, dopokąd twier- 
dzy nie zdobędzie. To samo oświadczył Possewinowi, słyszeć nie chcąc 
o pokoju bez oddania całych Inflant. Wiec legat wyprawił do cara gońca 
Połońskiego 9 października z listem, przedstawiając mu pewność zdobycia 
Pskowa, a z wiosną marsz króla na Moskwę. Przez cześć jednak dla pa- 
pieża, król gotów wyznaczyć posłów do zawarcia pokoju. Niech uczyni to 
samo car i oznaczy na pograniczu miejsce do układów; on, legat papieski, 
zjawi się tam jako rozjemca. 

Ani wątpić, że car nie zgodziłby się na odstąpienie całych Inflant, 
a tern samem na zawarcie pokoju, gdyby nie to, że 22 października na 
zamku w Słobodzie, zabił swą żelazną laską najprzód synowę brzemienną, 
za to, że go przyjęła nieubrana, potem syna Iwana, który ujął się za żoną. 
Przj^gnębiony podwójną tą zbrodnią, skoro odebrał list Possewina z d. 9 pa 
ździernika, zwołał dumę i oświadczył, że pilne mu już zakończyć wojnę, 
że odda Inflanty, byle mu Wielkie Łuki i zamki moskiewskie Polacy 
zwrócili. Wobec legata i Polaków jednak, należy zachować tajemnicę 
i utrzymywać dawne Avarunki, ułożone w Starycy. Nazajutrz list carski do 
Possewina był już gotowy: car zgadza się na kongres, posłów z instruk- 
cyą do wsi pogranicznej Jamu Zapolskiego wyprawia. Niech przybywa 



21 — 



tam legat z polskimi posłami; tymczasem żądał zawieszenia broni i odstą- 
pienia lvróla od Pskowa. 



§. 10. Układy w Jamie Zapolskim i pokój. — Possewin powiernikiem 
planów wojennych króla Stefana 1581—1583. 

Sama nadzieja pokoju wywołała niesłychaną radość w obozie pskow- 
skim. Król nawet, pomimo że 7 października nadciągnęły z Rygi wozy 
z amunicyą i proctiami, zaniechał zamierzonego szturmu do twierdzy, wy- 
znaczył posłów: Janusza Zbarazkiego wojewodę bracławskiego i Ałbrychta 
Radziwiłła marszałka w. 1. i Haraburdę jako sekretarza legacyi; obstawał 
jednak upornie przy oddaniu całych Inflant .jako nieodzownego warunku 
pokoju; wszelkie perswazye Possewina nie zdołały go zmiękczyć. 

Strapiony tern legat wyruszył 29 listopada z tłumaczem Wasylim 
Zamaskim do Jamu, 20 mil od Pskowa, gdzie już nań czekali carscy po- 
słowie: kniaź Dj^mitr Jelecki, Roman Olfirijew, z sekretarzem Mikołajem 
Bassorką i tłumaczem Świażewem. W kilka dni potem nadjechali polscy 
posłowie. Ponieważ kozacy lirólewscy spalili wioskę Jam, iż tylko kilka 
kurnych chat pozostało, i te zajęli polscy posłowie, więc legat z carskimi 
posłami zamieszkał w odległej o 2 mile Kiwerowej Horce i tam odbywały 
się układy, od 12 grudnia 1581 do 15 stycznia 1582 r., a więc cały miesiąc. 

Dlaczego tak długo? Carscy posłowie musieli zawrzeć pokój, bo 
tak kazał car, choćby kosztem oddania całych Inflant. Oni zaś udawali, że 
Inflant całych ustąpić pod gardłem im nie wolno; targowali się więc o ka- 
żdą forteczkę i raz po raz słali gońca z zapytaniem do cara, a każda taka 
posyłka zabierała 10 dni czasu. Potem taliże, gdy już pokój stanął w za- 
sadzie i o szczegóły się układano, chcieli koniecznie zachować choć cień 
praw carskich do Inflant i używali do tego niegodnych fortelów. 

Polscy też posłowie nie otrzymali od króla pełnej władzy, jeno od- 
nosić się musieli w ważniejszych punktach do Zamojskiego pod Pskowem, 
który po odjeździe króla na Litwę, dzierżył komendę najwyższą i prowa- 
dził oblężenie, z swej zaś strony odnosił się do króla, co znów zabierało 
wiele czasu. Ten nadzór Zamojskiego nad układami w Kiwerowej Horce 
dowodził, że król nie ufa legatowi; nie ufał mu i Zamojski, poza plecami 
jego znosił się z posłami, a w listach do nich zwał go »porywczym, ambi- 
tnym, próżnym, oszczerczym przeniewiercą Polaków*, wysłał nawet Zół 
kiewskiego na przeszpiegi do Horki. Zabolało to srodze Possewina, który 
ustawicznie porać się musiał z chytrością carskich, porywczością królew- 
skich posłów, łatać zgodę, wiązać zerwane już na kilka zawodów układy, 
ale wytrwał w swej trudnej roli i żelazną iście swą energią dokazal tyle, 
że 28 grudnia zgodzono się obustronnie na warunki pokoju: car zatrzyma 
jeden tylko Nowogródek inflancki, całe zresztą Inflanty (30 kilka zamków) 
odda królowi; ten zaś zatrzyma Połock i Wieliż, resztę zdobytych zam- 
ków odda carowi. Po aprobatę tych warunków pokoju, pchnął legat goń- 
ców do cara i do króla, a tymczasem przystąpił z posłami do »formalnej« 
strony pokoju, co zajęło 10 sesyi, a nie obeszło się bez burzliwych sporów 
aż do dwukrotnego zerwania układów. 



— 22 — 

Carscy bowiem posłowie domagali się najprzód, aby w instrumencie 
pokoju dano carowi tytuł dominus Livomae, a gdy ich z tern odrzucono, 
włożyli w swój instrument pokojowy, że car oddaje zamki inflanckie, 
i>a także Rygę i Kurlandyę«, które przecie nigdy do niego nie należały. 
Oburzeni tą czelnością Polacy, wyrzucili carskich posłów za drzwi. Legat 
zażegnał burzę, ale sam przebyć musiał nową. Instrument pokoju kończył 
się słowy: Tę pokoju ustawę uchwaliliśmy »wobecności legata Grzego- 
rza XIII«. Carscy posłowie żądali wykreślenia tych słów. Possewin, który 
w całej tej legacyi chwałę Stolicy Św. miał na celu, oburzony tem do ży- 
wego, uchwycił Olfirijewa za kołnierz, potrząsl nim, ujął potem za pętlice 
od futra i wyniósł za drzwi. Uczynił to samo z posłem drugim Jeleckim, 
wołając: »precz mi stąd, wynoście się, uie mam z wami nic do mówienia*. 
Poprawił im poseł polski Zbarazki: » zbierajcie wasze manatki, jutro od- 
jeżdżacie*. Zrozumieli nareszcie carscy, że wszelkie wybiegi bezskuteczne 
i 15 stycznia 1582 r. podpisali instrument »pokoju zapolskiego*. 

Nie był on dla Polski »wielkiem nieszczęściem i nie wytrącił Stefa 
nowi oręża z ręki na pokonanie Moskwy*, jak twierdzi wielu, ale w ów- 
czesnych warunkach »był dla króla Stefana i dla wojsk polskich pod 
Pskowem prawdziwem dobrodziejstwem*, jak tego dowodzą mnogie doku- 
menta, dyaryusze, akta kongresu i najnowsze opracowania, zwłaszcza pro- 
fesora Zakrzewskiego i rosyjskiego Jezuity Pawła Pierlinga. Do trudów 
bowiem i walk oblężenia, przyłączyły się okropności moskiewskiej zimy; 
mrozy tak silne, iż woda wylana w powietrzu się ścinała. »Pisać Wmci 
o nędzy, którą tu cierpim, nie śmiem, donosi naoczny świadek, ks. Pio- 
trowski marszałkowi w. k. Opalińskiemu z pod Pskowa 17 stycznia — nie 
jedno ją cierpieć, ale słyszeć groźno. Większa część wojska wymarzła, 
trzecia część chora leży, tym co zostali, od mrozu nosy, nogi odpadają, 
z straży muszą pachołki na wozach na pół martwe do obozu odwozić. Pan 
Bóg tedy niech będzie pochwalon, że dał taką persewerancyę, która sama 
na nieprzyjacielu wycisnęła pokój*. Zamilczał o tem, że żołd skąpo docho- 
dził, że żołnierz kożuszków, a często i ciepłej strawy nie miał, że zaraźliwe 
choroby 307o na łoże powaliły, że sam hetman już z początkiem stycznia 
zwątpił, czy wytrwa przy oblężeniu i stał gońców do Jamu, zaklinając, 
aby kończono układy. A były to początki boleści, mrozy wolniały dopiero 
w kwietniu, i na tego sojusznika, zimę, liczyli snąć carscy posłowie, wy- 
najdując coraz to nowe zwłoki do zawarcia pokoju. Odstąpić zaś od oblę- 
żenia, znaczyło okryć niesławą króla i rycerstwo i rozzuchwalić cara i do 
nowych napaści i wojen zachęcić. 

Pomijam, że ostatni sejm 1581 r. polecił królowi »kończyć uciążliwą 
wojnę*, że dla wielu piekących spraw państwa, obecność króla w kraju 
była konieczną; to tylko dodam, że pokój zapolski, przywracający Polsce 
Inflanty i Polock, był tylko zawieszeniem broni na lat 10, że po śmierci 
Iwana Groźnego 18 marca 1584 r., król postanowił Moskwę orężem do Pol- 
ski przyłączyć i w tym celu zwołał radę senatu do Lublina w sierpniu 
1584 r., na którą zawezwał Possewina i wtajemniczając go w plan swój 
zawojowania Moskwy, a potem wojny przeciw Turkom, dał mu listy kre- 
dencyonalne do Grzegorza XIII, do Wenecyan i księcia Toskany Fran- 
ciszka Medici, w celu wyjednania subsydyów pieniężnych. »Impreza mo- 



- 23 — 

skiewska«, jak ją król nazywał, zrazu źle przyjęta w Rzymie, nabrała 
aktualności za Syksta V; Possewin, usunięty w lutym 1585 r. z woli Grze- 
gorza XITI od spraw publicznych do Brunsberga, wezwany przez Syksta V 
do Rzymu 24 maja 1586 r., przedłożył w wrześniu t. r. papieżowi gotow\' 
projekt zamienienia Moskwy w ałiantkę Polski przeciw Turkom; albo jej 
zawojowania przez króla Stefana. Sykst przyjął projekt i polecił Possewi- 
nowi do wykonania, mianując go 10 listopada swym legatem do cara Fie- 
dora i swym pośrednikiem między królem a sejmem (na styczeń 1587 r. 
zwołanym), w celu uchwalenia wojny z Moskwą i potrzebnych na nią po- 
datków. Z królem Stefanem wszedł Sykst w listopadzie 1586 r. w poufną 
korespondencyę i zawarł formalny traktat w celu pozyskania, albo zawo- 
jowania Moskwy, aby wraz z nią i Tatarami, z Wenecyą i książętami wło- 
skimi wypowiedzieć wojnę Turkom, a na »imprezę moskiewską* przezna- 
czył 25.000 dukatów z swego skarbu. 

W połowie grudnia 1586 r. opuścił Possewin jako legat do Moskwy, 
z nuncyuszem polskim Hannibalem z Kapuy, Rzym, gdy w Insbruku do- 
szła go wiadomość o śmierci króla Stefana w Grodnie, która rozwiała jego 
i Syksta V nadzieje. 

W pięcioleciu swej karyery dyplomatycznej w Polsce, Possewin ko- 
rzystając z życzliwości króla Stefana, stał się rzecznikiem Jezuitów pol- 
skich, w Siedmiogrodzie zwłaszcza, w InflanTiach i w Krakowie. 



§. 11. Król Stefan wprowadza Jezuitów do Siedmiogrodu i Inflant. — 
Wraz z Possewinem otwiera im dwa domy w Krakowie. — Za przy- 
kładem króla, panowie i biskupi fundują kolegia w Lublinie, Kaliszu, 
Nieświeżu i Lwowie 1582—1584. 

Jeszcze księciem Siedmiogrodu będąc, postanowił Stefan Batory Je- 
zuitom fundować kolegium i szkoły w swem księstwie. Zostawszy królem 
polskim, uskutecznił to przez brata swego Krzysztofa, wojewodę Siedmio- 
grodu 1579 r., osadził Jezuitów Leliusza, Słowaka i Alojzego, jako misyo- 
narzy przy nadwornej kaplicy w Białogrodzie; O. Jakóba Wujka, Szcze- 
pana Ariasa Węgra i kilku innych w Koloszwarze, gdzie z wiosną 1581 r. 
otwarli szkoły gramat3i<;alne. Po Zapolskim pokoju 1.582 r., szkoły te za- 
mienił król przy pomocy legata Possewina na kolegium z akademią, na 
której oprócz humaniorów i retoryki, wykładano od 1584 r. filozofię i teo- 
logię i uposażył 6 wsiami. Legat fundował przy niem seminaryum papie- 
skie, 1586 r. otwarto bursę na 80 ubogich uczniów. 

Także rezydencya w Białogrodzie (Alba Julia) utrzymywała szkołę 
gramatykę i humaniora, a na dworze książęcym konwikt dla paniąt, któ- 
rzy z młodziutkim księciem Zygmuntem, Ijratankiem króla, pobierali nauki 
filozofii, matematyki i etyki. W Waradynie i Zeplaku u granic Turcyi, 
otwarto domy misyjne. Cztery te osady jezuickie stanowiły vice-prowincyę 
siedmiogrodzką, zależną od prowincyi polskiej aż do r. 1599. 

Pokojem Zapolskim 1582 r. całe Inflanty, długiemi wojnami Szwe- 
dów i Moskwy srodze spustoszone, dostały się Polsce. Król Stefan zamia- 



- 24 - 

nował sufragana wileńskiego, 26-letniego Jerzego Radziwiłła, g-ubernato- 
rem Inflant, niebawem 12 marca 1582 r. sam zjechał do Rygi. Towarzy- 
szyli mu biskup żmudzki Gedroić, gubernator Radziwiłł, kanclerz litew- 
ski Wołłowicz, hetman litewski Krzysztof Radziwiłł, Jezuici: Skarga i La- 
terna; 24 marca przybył legat Possewin, wracający z Kremlina od cara 
Iwana, który uzyskawszy pokój, o lidze i unii nic wiedzieć nie chciał. 
Z nimi to naradzał się król nad przywróceniem katolicyzmu w Inflantach, 
jak to był legatowi w Wilnie przyobiecał, i zostawiwszy wolność religijną 
protestantom, przyjął za podstawę dla kultu katolickiego status quo za 
ostatniego arcybiskupa ryskiego Wilhelma (f 1566 r.), fundował biskup- 
stwo wendeńskie, Jezuitom zaś kolegium ze szkołami w Rydze 25 czerwca 

1582 r., i drugie za radą Possewina, w Dorpacie z seminaryum wielojęzy- 
cznem dla przyszłych kapłanów i misyonarzy Inflant. 

Do Krakowa, stolicy królestwa, przywiódł z sobą Possewin, jako le- 
gat do Szwecyi i wikaryusz apostolski do krajów północnych, dwóch Je- 
zuitów włoskich, Odescalchiego i Ceriniego w marcu 1579 r., a to na pro- 
śbę ks. Płazy, proboszcza Św. Szczepana i umieścił ich jako misyonarzy 
przy tymże kościele. Włochów zastąpili wnet Polacy : 00. Kasper z Czarn- 
kowa, Paweł Boksza i Justus Rab i rozwinęli kapłańską pracę w stolicy 
i w Wieliczce. Trwała ta » misy a krakowska* lat 4, Jezuici zapragnęli mieć 
własny kościół w środku miasta, upodobali sobie cmentarną kaplicę Św. 
Barbary, tuż obok kolegiaty Panny Maryi. Trudności były wielkie, i znów 
je usunął król Stefan na prośby Possewina, który jako legat papieski 
w sporze króla z Rudolfem II o dwa zamki siedmiogrodzkie, do Krakowa 

1583 r. przybył, i kościół Św. Barbary dostał się Jezuitom. Obok niego sta- 
nęła najprzód rezydeneya, potem dom profesów. 

Nie dosyć tego. Possewin chciał, aby zwyczajem innych prowincyi, 
nowicyat zakonu był w stolicy królestwa. Uprosił więc ks. Płazę i króla 
Stefana jako kolatora, że kościół Św. Szczepana z probostwem i parafią 
oddany został, za zgodą biskupa Myszkowskiego a dyspensą Grzegorza XIII 
Jezuitom, a przy nim dom nowicyatu otworzony. 

Exempla trahunt. Za przykładem króla Stefana, panowie i biskupi 
zakładali Jezuitom kolegia i szkoły na wielu punktach naraz, W Lublinie 
1582 r. dwaj rycerze: chorąży koronny starosta bory sławski. Bernard i\Ia- 
ciejowski, później biskup - kardynał , i rotmistrz królewski kasztelanie 
Mikołaj Zebrzydowski, później wojewoda krakowski, herszt rokoszu. W Ka- 
liszu 1582 r. prymas Stanisław Karnkowski. W Nieświeżu 1584 r. książę 
Mikołaj Radziwiłł Sierotka. Do Lwowa wprowadził Jezuitów 1584 r. arcy- 
biskup lwowski Dymitr Solikowski i erygował rezydencyę 1590 r. Dzieje 
tych kolegiów opowiem w księdze IV-tej. 



- 25 - 



ROZDZIAŁ III. 



Jezuici polscy w Szwecyi. — Śmierć icróla Stefana. — Zygmunt III 
i Jezuici. 1574-1586. 



§. 12. Misya polskich Jezuitów w Szwecyi 1574—1586. 

Najazd cara Iwana Groźnego na Inflanty i Estonię 1558 r., zmusił 
króla Zygmunta Augusta do szukania sojuszu z Szwecyą i oparcia go na 
małżeństwie swej siostry Katarzyny Jagiellonki z księciem finlandzkim 
Janem Wazą, młodszym synem króla Gustawa (f 1560 r.) a bratem panu- 
jącego podówczas króla, szalonego Eryka XIV. Po detronizacyi tego sza- 
leńca na sejmie 1569 r., książę finlandzki zasiadł na tronie jako Jan III; 
pięcioletniemu synowi jego Zygmuntowi przyznane prawo następstwa 
w Szwecyi protestanckiej, a po bezdzietnej śmierci ostatniego Jagiellona 
Zygmunta Augusta, zyskał je, acz po kądzieli tylko, do katolickiej Polski. 

Jan III okazywał się skłonnym do katolicyzmu, ale nie tego »rzym- 
skiego*, lecz do narodowego szwedzkiego, dla którego ułożył »liturgię« ; 
królowej jednak Katarzynie i dzieciom, Zygmuntowi i Annie, zostawił zu- 
pełną wolność religijną, i pozwolił, aby świecki ksiądz Jan Herbest, mie- 
szkał na dworze sztokholmskim. Uwiadomiony o tem przez królowę i Ho- 
zyusza w Rzymie, Grzegorz XIII, zaprosił 1572 r. króla Jana do jedności 
z Kościołem katolickim. Król przyjął wezwanie i zażądał teologów Jezuitów, 
z który miby mógł dysputować o wierze, »gdyż ma niektóre wątpliwościt. 

Papież posłał mu rektora wileńskiego, O. Stan. Warszewickiego jako 
ablegata swego, ale w charakterze posła od polskiej królowej Anny do 
jej siostry, królowej szwedzkiej w sprawie sum neapolitańskich. 

Dnia 16 lipca 1574 r. stanął Warszewicki na dworze sztokholmskim 
i bawił dni 14. Królowi, dla senatorskiego rodu i wykwintności w obej- 
ściu, podobał się bardzo, więc też w swym gabinecie, bez świadków, czte- 
rogodzinne z nim staczał dysputy religijne i dawszy się przekonać w in- 
nych punktach spornych, uparł się przy dwóch: komunii pod dwiema po- 
staciami i żeń8tAvie księży, i dał jasno do zrozumienia, że jeżeli papież 
»dyspensy« na nie odmówi, to Szwecya nie będzie katolicką. Resztę czasu 
poświęcił ablegat lekcyom religii z Zysiem i Anulką, która potem, jak to 
matka przeczuła, została gorliwą luterką i nią umarła; konferencyom 
z królową, i dwom kazaniom polskim w kaplicy nadwornej wobec króla, 
który w więzieniu gripsholmskiem nauczył się po polsku, królowej i se- 
kretarza dwulicowego Fechtena. Przed odjazdem legata, prosiła go kró- 
lowa, za zgodą króla, aby jej kilku Jezuitów polskich na misyonarzy na- 
dwornych przysłano. Prosiła o to samo wraz z siostrą Anną, królową pol- 
ską, jenerała zakonu Ewerarda Mercuriani, ale dopiero 1578 r. życzenie jej 
spełnione zostało. 



— 26 - 

Na razie przysłał Grzegorz XIII w kwietniu 1576 r. nowego able- 
gata, Jezuitę prow. polskiej, potem litewskiej, O. Wawrzyńca Nikolai, na- 
wróconego przez lowańskich Jezuitów protestanta Norwegczyka, i dlatego 
pospolicie Nonegus zwanego, w towarzystwie świeckiego księdza Feyta 
i zdolnego chirurga. Przedstawili się w Sztokholmie jako uczeni badacze 
Szwecyi, ale wnet okrzyknięto ich za ukrytych Jezuitów. 

Nie zważając na to O. Nikolai, mówiący wybornie po szwedzku, na- 
wiązał dobre stosunki z arcj^biskupem i ministrami, ogłosił szereg teolo- 
gicznych rozpraw (odczytów), na które tłumnie się zbierano, i dokazał tyle, 
że sam biskup i ministry prosili króla, aby go zatrzymał w stolicy i po- 
wierzył mu reformę nauk teologicznych (w duchu nowej liturgii), odda- 
wna zaniedbanych. 

Z' radością uczynił to król, w nadziei, że Norvegus zdobędzie kredyt 
dla jego liturgii, którą przedrwiwały nawet przekupki. 

Już jednak w wrześniu 1576 r. ugrupowała się około księcia suder- 
mańskiego Karola, młodszego brata Icrólewskiego, partya obrońców »wiary 
Gustawa przeciw liturgii papistycznej* króla. On zaś upierał się przy 
niej, i przez posła swego, Pontusa de la Gardie, domagał się dyspensy 
w Rzymie, co do mszy Św., komunii pod dwiema postaciami i żeństwa 
księży. Nie odmówił mu jej odrazu papież, ale ustanowił osobną »kongre- 
gacyę kardynałów dla spraw szwedzkich*, do króla zaś wysłał w wrześniu 
1577 r. nowego legata. Jezuitę Antoniego Possewiua, Mantuańczyka, w celu 
ułożenia ostatecznych warunków unii kościoła szwedzkiego z Rzymem. 

Od września 1577 r. do 28 maja 1578 r. dysputował Possewin z nie- 
pospolitym dyalektykiem królem Janem i dokazał tyle, że ten 16 maja zło- 
żył potajemnie wyznanie katolickiej wiary, komunikował pod jedną 
postacią, i dał obszerną tolerancyę katolikom w swem państwie, nie odstą- 
pił jednak od żądania dyspensy, jako warunku nawrócenia Szwecyi. Od- 
jeżdżającego Possewina prosiła królowa, zgadzał się na to król, aby jej 
przysłano kilku Jezuitów polskich dła jej pociechy duchowej i religijnego 
wykształcenia dzieci. 

Tyra sposobem powstała misya polska w Szwecyi 1578 r., 00. War- 
szewicki, Wysocki, Szymon Nikowicz, Stanisław Rakowski i Wojciech 
Waldoceen, zamieszkali razem z 00. Nikolai i Goodem w osobnym domu 
przy nadwornej kaplicy, którą król wybudował, żyli wspólnie z pensyi 
króla, mówili kazania polskie dla dworu królowej, szwedzkie dla wszyst- 
kich, słuchali spowiedzi i otworzyli szkołę katolicką. Warszewicki zajął się 
religijno-moralną stroną 12- letniego Zygmunta i Ann}', bo wszystkiem in- 
nem kierował ochmistrz, protestant Arnold Grothusen, któremu król dał 
krótką instrukcyę: » wychowasz mi syna na pociechę obydwóch królestw*. 

Tymczasem rosła opozycyjna partya księcia Karola sudermańskiego, 
a protestanckie dwory nalegały na króla Jana coraz natarczywiej, aby już 
raz zerwał »z przebrzydłym papizmem«. Rozdrażniony tern król, oczekiwał 
gorączkowo dyspensy z Rzymu, w kraju zaś jednał zwolenników dla swej 
liturgii, zniechęcony do Jezuitów, do królowej i dzieci. Nareszcie w sier- 
pniu 1579 r. przybył legat Possewin z odmową dyspensy papieskiej 
i w dwóch kilkogodzinnych konferencyach nie zdołał króla przekonać^ 
ani o słuszności odmowy, ani o możliwości unii bez owej dyspensy. Zde- 



— 27 — 

nerwowany król, wybuchał gniewem, stał się nieznośny nawet dla ro- 
dziny. 

Morowe powietrze w jesieni t. r. wygnało Jezuitów na poblizką wy- 
spę Torvesund, króla z dworem, z Warszewickim i Wysockim do Westeraes, 
w Sztokłiolmie pozostał O. Nokolai dla posługi zapowietrzonych. Papież 
ogłosił jubileusz za Szwecyą, odprawiała go królowa z dziećmi. Gdy król 
zabrać chciał z sobą Zygmunta do zboru na luterskie kazanie, królewicz 
odmówił; uniesiony tem król wyciął mu 8 policzków, nawymyślał królo- 
wej, pogroził Jezuitom. Warszewicki oświadczył się z gotowością wyjazdu, 
przypomniał jednak królowi obowiązek ojca i pana, prowadzenia syna 
i poddanych do prawdziwego Kościoła, nie do luterskich bóżnic. Z tem 
wszystkiem duszno było na dworze w Westeraes, królewicz chciał uciec 
do swej ciotki królowej polskiej Anny w Warszawie, więc królowa matka 
na święta Bożego Narodzenia, zabrawszy swój dwór, wyjechała na wyspę 
Torvesund i zajęła się gorliwie edukacyą dzieci, w czem jej pomagali 
Warszewicki i Possewin. Tego ostatniego zawezwał liról na sejm 18 lu- 
tego 1580 r. do Wadsteny, umawiał się z nim o oną dyspensę rzymską, 
obarczył mnóstwem politycznych poleceń, zabrał z sobą na letnią rezyden- 
cyę do Stegebor — wreszcie pożegnał i pozwolił odjechać 13 sierpnia 
1580 r. Unia Szwecyi z Kościołem przepadła niepowrotnie, ale i król nie 
przeparł swej nowej liturgii »papistycznej«, wzmogło się tylko stronnictwo 
księcia Karola i rozzuchwaliło do tyla, że 20 maja 1580 r. gmin miejski 
podpalił i złupił misyę jezuicką w Sztokholmie. Uszło to bezkarnie, ale nie 
powtórzyło się więcej. 

00. Warszewicki, Nikowicz i Rakowski po dawnemu kapelanami 
królowej i jej dworu. O. Wysocki był kapelanem Brygidek wadsteńskich, 
wnet odwołany do Polski, O. Waldoceen pracował jako ukryty misyonarz 
w stolicy. Królewicza Zygmunta kapelanami byli dwaj świeccy księża, 
Ardulf i Magnus. Taki stan misyi przetrwał do śmierci królowej 16 wrze- 
śnia 1583 r. Umarła ta święta, łagodna a miłosierna pani, wskutek 7-letnich 
cierpień atrytyzmu, na rękach prawie Warszewickiego, błogosławiąc mę- 
żowi i dzieciom. Krótko przed śmiercią uczyniła legat 10.000 zip. na kole- 
gium szwedzkie dla 6 alumnów w Brunsbergu. 

Król Jan, wyprawiwszy królowej katolicki pogrzeb 15 lutego 1584 r. 
w Upsali, już w rok potem 21 lutego 1585 r., ożenił się z 17-łetnią Gunilą 
Bielke, żarliwą protestantką, która też wkrótce serce starego męża nie- 
tylko od katolików, ale i od ulubionej »liturgii« odwróciła. Za jej głównie 
wpływem, przeszła 16-letnia królewna Anna na luteranizm, w nadziei 
prędszego zamążwyjścia za którego z protestanckich książąt. Nie wyszła, 
umarła starą panną i luterką w Brodnicy 1625 r., pochowana w Toruniu 
1636 roku. 

Chyliła się też do upadku i misya polska. Warszewickiego odwołano 
1584 r. do Polski, trzej inni, bez żadnego wpływu i powagi na zewnątrz, 
czuwali nad utwierdzeniem w katolicyzmie królewicza Zygmunta, do któ- 
rego on się też śmiało, otwarcie przyznawał. Zabawą jego była rozmowa 
z księżmi kapelanami, śpiew z ti-zema wytwornymi śpiewakami włoskimi, 
których mu przysłał Sykst V z Rzymu, i częste polowania. Wnet jednak 
w lutym 1585 r., król Jan na prośbę młodej małżonki i panów szwedz- 



— 28 — 

kich, kazał Jezuitom opuścić Szwecyę, pozostał tyłko O. Wałdoceen, naj- 
przód jako spowiednik królewicza, potem jako ukryty misyonarz w sto- 
licy. Na żądanie jednak królewicza, przybył wkrótce polski Jezuita O. Ber- 
nard Gołyński (Golinius, Pruthenus) jako spowiednik, z towarzyszem O. To- 
maszewiczem, którzy też Zygmuntowi, jako elektowi polskiemu, towarzy- 
szyli do Polski 1587 r. 

§. 13. Stan Jezuitów w chwili śmierci króla Batorego. — Charakter 
Zygmunta. — Jego i Jezuitów polityka względem dyssydentów. 

1586-1608. 

Wśród planów wojennych przeciw Moskwie i Turcyi, ułożonych 
z Possewinem, a pochwalonych i popartych przez Syksta V, umarł wielki 
Stefan Batoiy d. 12 grudnia 1586 r. w Grodnie, w którym dla siebie rezy- 
dencyę letnią, dla Jezuitów kolegium gotował. W dziesięcioleciu jego mą- 
drych rządów i pod jego opieką. Jezuici otworzyli akademię w Wilnie, ko- 
legia w Połocku, Rydze, Dorpacie, Koloszwarze, Białogrodzie, Krakowie 
(dwa domy), Kaliszu, Lublinie, Nieświeżu, osiedlili się we Lwowie i z tych 
nowych placówek, jak i z nieco dawniejszych w Brunsburgu, Pułtusku, 
Jarosławiu i Poznaniu, rozpuścili zagony misyonarskie literalnie po całej 
rzpltej, aż głęboko w Siedmiogród; ogarnęli swą iście apostolską działal- 
nością dwór królewski, wszystkie stany i warstwy, miasta i miasteczka, 
wsie i obozy, szpitale i więzienia, a nauczając w akademii i 12 szkołach 
5.000 młodzieży, odmieniali z korzenia społeczeństwo całe, czyniąc je ka- 
tolickiem a światłem. Kazaniami ich, dysputami, uczonemi książkami, szko- 
łami i obcowaniem wreszcie, dziesiątki pańskich, wpływowych rodzin, setki 
szlacheckich domów, tysiące prywatnych osób, porzuciwszy nowinki reli- 
gijne, wróciły do wiary ojców. O jedno i drugie, o oświatę i uskromienie 
różnowierstwa, politycznie także, jako czynnik rozkładowy szkodliwego, 
a wzmożenie się katolicyzmu, który zawsze był podporą tronu, chodziło 
wielkiemu Batoremu; dlatego z obozu pod Gdańskiem 1577 r. pisał » Je- 
zuici są mi potrzebni* ; dlatego otaczał się chętnie nimi, Arias i Laterna 
byli jego spowiednikami i kaznodziejami, fundował 6 kolegiów, dopomógł 
do założenia innych, i prawie w przededniu śmierci, układał z prowincya- 
łem Campanem fundacyę dwóch naraz kolegiów, w Grodnie i Brześciu li- 
tewskim. 

Nigdy może zakon nie stał w Polsce na takiej wyżynie duchowej 
i świetności akcyi SAVojej, jak za tego króla, bo sam szerokiej głowy i dziel- 
nej energii, umiał i chciał go użyć, siły jego wyzyskać i pójść mu we 
wszystkiem na rękę. 

Podobny mu był w szacunku i życzliwości dla zakonu następca jego 
Zygmunt III, ale nie posiadał ani tej bystrości umysłu, ani tej dzielności 
charakteru, która daje inicyatywę, kierunek, porywa z sobą do śmiałych 
a mądrych czynów, jaką odznaczał się wielki Batory. Owszem, urodzony 
w więzieniu, wychowany w sekciarskiej, dusznej atmosferze sztokholm- 
skiego dworu, zamknięty był w sobie i małomówny; »dowcipu i usposo- 
bienia nieco ociężałego i nie bardzo pojętnego*, jak się o nim wyraził 
Possewin, i dlatego powolny w myśleniu i uparty w postanowieniu i dla- 



- 29 - 

tego raz po raz popełniał błędy, które się ciężko odbiły na długiem jego 
panowaniu. Zato pomiędzy współczesnymi monarchami, odznaczał się nie- 
zrównaną prawością i zacnością charakteru, głęboką, z przekonania płynącą 
wiarą i pobożnością, szczerem, nie dla politycznych rachub przywiązaniem 
do Stolicy św. i Kościoła, i umiał, jak żaden z królów po nim, zachować 
majestat korony i powagę rzpitej na zewnątrz. 

Wiemy, że w wychowaniu jego, tylko religijno-moralna strona, naj- 
piękniejsza w Zygmuncie, powierzona była przez lat 10 Jezuitom, zwłaszcza 
Warszewickiemu, formował zaś charakter, kształcił umysł jego sam król 
Jan, i ochmistrz Grothusen, o którego naukowo-politycznem uzdolnieniu 
nie wiele wiemy. Także w ełekcyi Zygmunta, Jezuici nie wzięli żadnego 
udziału; Possewin usunął się do Brunsberga, wnet powrócił do Włoch 
i osiadł w Padwie; dla nich był arcyksiąźę Maksymilian i każdy król ka- 
tolik równie dobrym. Gdy jednak większość narodu obrała Zygmunta kró- 
lem, a Maksymilian popierał swój wybór orężem, obiegł Kraków i taje- 
mnemi poselstwy i listami pozyskać chciał (w pażdz. 1589 r.) krakowskich 
Jezuitów, zwłaszcza Skargę, dla swej sprawy, to oni list oddali hetmanowi 
Zamojskiemu, i z ambony ostrzegli miasto przed podobną pokusą. 

Dnia 9 grudnia 1587 r. wjechał uroczyście 22- letni król Zygmunt do 
Krakowa. Przybyli z nim dwaj Jezuici, Gołyński spowiednik, Tomaszewicz 
kapelan i zamieszkali w domu św. Barbary, Na miejsce Tomaszewicza po- 
wołał król w roku następnym »złotoustego« Skargę na kaznodzieję. 

I on mieszkał u św. Barbary i tylko przez 10 lat od 1.592 do 1602 r. 
razem z Gołyńskim zajął dwa pokoje na zamku królewskim. Obydwaj 
towarzyszyli królowi do Rewia na zjazd z jego ojcem, Janem III szwedzkim, 
w wrześniu i pażdz. 1589 r. Wiadomo, że na owym zjeździe powrót Zy- 
gmunta do Szwecyi był już postanowiony, na tronie polskim miał zasiąść 
arcyksiąźę austr. Ernest. Cóż na to Jezuici? Odradzali usilnie, przypomi- 
nając religijno- polityczne obowiązki króla, a gdy go nie przekonali, Go- 
łyński 3 pażdz. »pożegnał« króla; Skarga uczj^nił to 5 paźdz., ale król 
•żegnania nie dozwolił* i nazajutrz, 6 pażdz. o godz. 3 popołudniu ogłosił 
rozkazy »do powrotu do Polski* na dzień 21 paźdz. 

Głos powszechny zmianę tę w um^^śle króla przypisał perswazyom 
Skargi. On też przez lat 23 w kazaniach swych, zwłaszcza sejmowych 
i w pismach stawał odważnie w obronie powagi tronu i władzy królewskiej, 
nie oglądając się na przymówki różnowierców, iż doradza absolutum domi- 
nium, tj^ranię; on karcił bez ogródki butę i prywatę »królików«, magnatów 
polskich; swywolę i anarchią szlachty, skąpstwo dla rzpltj, chciwość, okru- 
cieństwo dla poddanych; co więcej, piętnował niesprawiedliwe prawa, na- 
zywając je »przeklęte«; wykazywał, jak różnowierstwo sieje niezgodę, a ta 
•niezgoda niewolę na nas przywiedzie*. Słowem, Ayj-stąpił jako rzecznik 
publiczny tronu, rządu i ładu, jako uosobienie sumienia publicznego, które 
karci wszystko co złe, prawa, zwyczaje i ob3'czaje i nawołuje do poprawy 
bez względu, czy to są instytucye jak sejmiki, sejmy i trybunały, czy l?or- 
poracye i stany jak duchowieństwo i szlachta, czy ludzie prywatni i d}'- 
gnitarze rzpltj. 

To samo co Skarga, czynili, każdy w swoim zakresie, inni Jezuici — 
byli wyznawcami zasad powagi Kościoła i tronu; zwolennikami prawowitej 



— 30 — 

władzy, ładu i porządku; potępiali anarcliię, swywolę i Icażdą niesprawie- 
dliwość bez różnicy stanu i osób. Ta ich była polityka, innej oni nie mieli, 
i nadaremnie pyta kto o nią. 

A Zygmunt III? » Piętnem, wybitnem rządów Zyg-munta III, słowa 
są historyka Szujskiego, w polityce zewnętrznej i wewnętrznej, był punkt 
widzenia katolicki. W zasadzie słuszny, bronił on Polslię na zewnątrz od 
osamotnienia, stanowił ją w jednej linii obronnej z Rzymem, cesarzem 
i Hiszpanią... I wewnątrz, jako dążący do unifikacyi religijnej ogromnej 
przestrzeni (Rusi) rzpitj, Zygmunt III miał w zasadzie racyę... Dla prze- 
budowania społeczeństwa na jednolite katolickie, czynił wiele i skutecznie*. 
Potrzeba było tylko zmienić »najswawolniejszą, najniepraktyczniejsząc formę 
rządu, a tego Zygmunt nie umiał i nie chciał. »Polityka jego z sumienia 
i przekonania czerpana, wchodzi w kompromis z fałszywą, niemożliwą 
formą rządu. Szacunku nie odmówili mu współcześni, nie odmówi historya, 
winę niepodolania wielkim zadaniom w przeważnej części naród na siebie 
wziąć mxisi«. 

A wiec wielkich planów Batorego zawojowania, lub sprzymierzenia 
najprzód Moskwy, a potem razem z nią zawojowania Turcyi groźnej chrze- 
ścijaństwu, Zygmunt nie przyswoił sobie, ani nawet do ligi Św., propago- 
wanej przez Klemensa VIII i jego nuncyuszów, pomimo, że rwało się do 
niej jego serce, nie przystąpił, ale owszem za wolą sejmu 1595 r. odnowił 
przymierze Polski z Turcyą. Za to pragnął zjednoczenia religijnego różno- 
wierców, już znacznie przerzedzonych za poprzedniego panowania, a bar- 
dziej jeszcze, dysunickiej sześcio milionowej Rusi, nie środkami gwałto- 
wnymi jak konfiskaty, więzienia, wygnania, ale moralnymi, rozumiejąc 
doskonałe, że jak różnice i waśnie religijne osłabiają, tak jedność religijna 
wzmocni wątły organizm rzpltej. I w tern pomagali mu dzielnie Skarga 
z Jezuitami, on zaś fundował im jedne kolegia, pomagał do fundacyi dru- 
gich, i okazywał im zawsze i wszędzie łaskę królewską. 

Pierwsza, najlegalniejsza zresztą broń, jakiej za poradą nie Jezuitów, 
ale nuncyusza Aldobrandini użył przeciw różnowiercom, była ta, że korzy- 
stając z królewskiego prawa rozdawnictwa wakancyi, a mając przy równej 
zasłudze do wyboru między różnowiercą a katolikiem, na świeckie dygni- 
tarstwa, urzędy i starostwa forytował katolika. Dostawały się one i różno- 
wiercom i karcił go o to tenże Aldobrandini już jako papież Klemens VIII, 
pisząc 1 lutego 1592 r. : »T3'mczasem słyszę, że w sprawach publicznych 
heretycy urzędy piastują i w senacie siedzą. Błagam... abyś temu złemu 
zapobiegł*. 

Druga broń była aktem sprawiedliwości. Przypominam, że 1552 
i 1555 r. Zygmunt August przez t. z. interim zawiesił jurysdykcyą biskupią, 
a starostom zabronił wykonywać wyroki tejże jurysdykcyi. Było to rozpo- 
rządzenie tymczasowe, okolicznościami czasu i ludzi wywołane. Na protesty 
nuncyuszów Mantuata i Commendoniego odwołał je i zniósł sam król August 
»mandatem do wszystkich urzędów królewskich* 20 października 1568 r. 
i drugim mandatem 1569 r. do urzędów królewskich i miejskich, ale man- 
datów tych nie wykonano. 

Otóż Zygmunt III na prośbę synodu piotrkowskiego 1589 r. tą samą 
królewską władzą zniósł raz jeszcze interim, biskupom przywrócił ich jurys- 



- 31 - 

dykcye, a wojewodom, starostom i starostw dzierżawcom mandatem 9 pa- 
ździernika 1592 r. rozkazał, aby po dawnemu wyroki biskupie sueculari 
brachio popierali, siźby biskupi urząd swój i jurysdykcyę swobodnie i bez 
niczyjej przeszkody wykonywać mogli*. A nadto on sam w dobrach kró- 
lewskich i starostwach kazał kościoły zabrane katolikom na zbory róźno- 
wiercze, przywrócić. Uczynili to samo nawróceni do wiary ojców panowie 
i szlachta w swych dobrach, i jak przedtem ich ojce i dziady wyganiali 
księżą katolicką, tak oni korzystając z praw dziedzica, rozpędzali mini- 
strów i zajmowane przez nich zbory oddawali katolikom jako ich dawną 
własność. 

Czynili to samo biskupi w swych dyecezyach, po miastach zwłaszcza, 
a gdy napotkali na opór, wzywali pomocy króla i jego starostów. Tym 
sposobem setki gmin dyssydenckich pozostały bez zboru, bo rzadko która 
miała zbór z nowa postawiony, albo była w stanie wybudować zbór nowy. 
Pamiętać też należy, że różnowierstwo w Polsce było egzotyczną rośliną, 
pielęgnowała ją swywola i żądza nowinek, korzenia głębszego nie zapu- 
ściła nigdy. Wnet ją porzucili hojni panowie, magnaci, za ich przyldadem 
szlachta. Powymierali też pierwsi jej krzewiciele, kłótliwi, ale zuchwali 
i uczeni, i nie zostawili następców, bo nie miał ich kto żywić i płacić. 

Szkołami też jezuickiemi i misyami, co rok nawracały się dziesiątki 
różnowierców, znacznych rodem i majątkiem. Pracowały nad ich nawró- 
ceniem i inne zakony, odrodzone duchem i silne liczbą, bo szkoły jezuickie 
dostarczały im co rok nowych kandydatów. Tak więc bez opresyi i gwał- 
tów, różnowierstwo, w wiecznej zresztą niezgodzie i swarach z sobą, słabło, 
topniało, nikło. Zarzut prześladowania różnowierców, którym wielu histo- 
ryków obarcza Zygmunta III, jest bezpodstawny. 

Jezuitom w walce z różno wiercami hetmanił Skarga; »Upominaniem 
do ewanjelików« wskazał broń i wytknął plan walki. Na pierwszy ogień 
wysłał biskupów, oni niech reformują kler, zaprawiając go do czystości 
obyczajów, nauki, pilnowania służby bożej; Oni niech zakładają seminarya, 
kolegia, szkoły, z którychby wyszli uczone doktory i mistrze i kaznodzieje 
wymowne. Za biskupami pójdą księża, pójdą Jezuici, i do nich to wołał: 
»miłujcie dusze ludzkie i krew Chrystusową dla nich rozlaną, a nie długo 
heretyki pokonamy prawdą, pismem, kazaniem, dysputacyą, przykłady, 
miłością ku nim i ludzkością, modlitwą za nie i gęstemi u Św. ołtarzy 
ofiarami. Toć są nasze wojska i na taką przeciw wam (różnowiercom) wojnę 
wołają i lud pobudzają*. 

Plan Skargi wykonać dopomógł król Zygmunt. Już Batory mianował 
na biskupstwa mężów »godnych i prawdziwie kościelnych*. Czynił to samo 
Zygmunt III; nominacyę biskupów i prałatów uważał za kwestyą sumienia 
i radził się w niej często swoich .spowiedników Jezuitów; to też w długim 
szeregu biskupów z jego nominacyi, nie znajdziesz ani jednego, któryby 
był »lichą kreaturą*, a byli między nimi biskupi wielcy i senatorzy mądrz}': 
Maciejowscy, Gębiccy, Radziwilły, Wężyki, Wołuccy, Wojnowie, Szyszkowscy 
itd,, którzy w walce z różnowierstwem niemal dosłownie wykonali plan 
Skargi. Wykonali go i Jezuici, w szkołach, na ambonie i w misyach. Ka- 
tolicyzm wzmagał się, potężniał, czuł się »panią i gospodynią* w Polsce, 
a różnowierstwo przerzedzone i bezsilne, zeszło do roli »komornicy*, która 



— 32 — 

tyle ma prawa i swobody, ile i co jej pani domu mieć pozwoli. Wykazywał 
to dowolnie Skarga w kazaniach i w szeregu rozpraw ulotnych 1592 i 1593 r., 
jak »Upominanie do ewanjelików« — » Proces konfederacyi dyssydentów 
(1573 r.) o pokój religii wczety* — ^Przestroga do katolików o zachowaniu 
się z heretykami*. 

Rzecz jasna, że nie godzili się na tę rolę różnowiercy, że rewindy- 
kacyę kościołów i fundacyj katolickich uważali za gwałt i prześladowanie 
i dlatego gravamina swe wnosili na sejmy 1601, 1603, 1605, 1606 r. — bez- 
skutecznie, więc przystąpili tłumnie do rokoszu Zebrzydowskiego. 



ROZDZIAŁ IV. 

Udział Jezuitów w Unii brzeskiej i sprawie Dymitra Samozwańca 

1595—1606. 



§. 14. Unia Rusi z Rzymem w Brześciu litewskim przygotowana 
przez Jezuitów 1577—1596. 

Pierwszy, który zwrócił uwagę na grecką schizmę 6-milionowego 
narodu Ruskiego i zajął się smutną dolą » Cerkwi ruskiej*, był znowu 
Skarga, w kazaniach swych wileńskich i w dziele »0 jedności Kościoła 
Bożego pod jednym pasterzem* 1577 r., które ^bogatsza Ruś wykupiła i po- 
paliła*, więc wydał je powtórnie 1589 r. Polityczną doniosłość religijnej 
unii Rusi przedstawił Batoremu i Zamojskiemu legat Possevino, w Wilnie 
w maju 1582 r. Jezuita Herbest przez 22 lata »apostoł Rusi* misyami swemi 
i książką: » Wiary Kościoła rzymskiego wywody i greckiego niewolstwa 
historya* 1586 r.; Jezuici jarosławscy i lwowscy misyami swemi na Rusi, 
Pokuciu, Wołyniu, Podolu, Ukrainie, pozyskali Rzymowi kilka książęcych 
i kilkadziesiąt szlacheckich rodzin ruskich, prawda że nie zawsze z schizmy, 
bo częściej z kalwinizmu i aryanizmu, do którego »porzuciwszy starą 
grecką wiarę* przeszli. Był więc grunt pod unię przygotowany. Myślał 
o niej »8tary lis* ks. Konstanty Ostrogski, którego dumie pochlebiało być 
»reformatorem Cerkwi ruskiej*, naturalnie według swej głowy, żądał np. 
»naprawy zwłaszcza k o ł o sakramentów i innj^ch wymysłów lu- 
dzkich*; znosił się w tej sprawie z ruskimi władykami, z nuncyuszem 
Bolonetti i z Possewinem 1583 i 1584 r. Nie on jednak, ale kasztelan nie- 
gdyś brzeski, władykał A^odzimirski Hipacy Pociej i Terlecki władyka łucki, 
obydwaj .przez biskupa łuckiego Maciejowskiego pozyskani, dali początek 
i poprowadzili dzieło unii do końca. Dopomógł im Skarga, bo wyjednał 
u króla przyspieszenie tej sprawy i 600 złp. na podróż rzymską z obe- 
dyencyą do Klemensa VIII. 



— 33 — 

Na synodzie brzeskim od 6—10 pażdz. 1596 r., Skarga był jego sekre- 
tarzem 1 pisarzem, Jezuici: Laterna, Nahaj i Rab, teologami; ale do dys- 
puty z dysunitami nie przyszło, bo ci z legatem patryarchy carogrodzk. 
Niceforem i kciem Ostrogskim na czele, urządzili osobny soborczyk w Brze- 
ściu, i na synod się nie zjaAvili. Wiadomo, że \vładjx3 , przemyski Kope- 
styński i lwowski Bałaban, lubo akt unii podpisali, pozostali jednak w schi- 
zmie, która pod osłoną najprzód kcia Ostrogskiego, potem kozaków, intrygą 
emisaryuszów carogrodzkich patryarchów, zuchwalstwem i uporem bractw 
stauropigialnych podsycana i zasilana, rozdzieliła Ruś na dwoje, i dopiero 
S3'nodem zamojskim 1720 r. zniesioną została. 

Jak walną usługę oddali Jezuici unii, reformą jedynego ruskiego 
zakonu Bazylianów, każdy łatwo pojmie. Z unią, z »rzymską wiarą«, przyj- 
mowała Ruś szlachecka i inteligentniejsza, a nawet Bazylianie, także »ob- 
rządek rz^^mski*, latynizowała się i polszczała. Dlaczego? Bo łaciński ob- 
rządek był panujący w Polsce, miał episkopat, zasiadający w senacie, miał 
liczny i wykształcony kler świecki i zakonny i bogatą literaturę religijną, 
czego ruska Cerkiew nie miała. Jezuici też, którym nie o narodowość ruską 
czy polską, ale o zbawienie dusz Judzkich chodziło, przekonani byli, że 
wobec nieuctwa ruskiego kleru, (Bazylianie zrazu nieliczni, dopiero w po- 
łowie XVII wieku zaczęli rozwijać swą działalność), wobec braku katoli- 
ckich ksiąg ruskich, łatwiej się zbawić w rzymskim obrządku, jak w ruskim 
i to przekonanie swoje oznajmili Rzymowi. 

Nie ulega wątpliwości, że głównym powodem nieprzyjęcia unii przez 
władyków przemyskiego i lwowskieg'o 1596 r., równie jak słabego, zbyt 
powolnego rozwoju unii a przechodzenia na latynizm, była ta okoliczność, 
że wbrew paktom unii, 1595 r. spisanym, odmówiono biskupom ruskim 
senatorskiej godności, i niedopuszczono nawet samemu metropolicie zasiąść 
"W senacie, chociaż dopominał się o to Klemens VIII na 4 zawody u króla 
i jego ministrów. Stało się to głównie winą oporu łacińskiego episkopatu, który 
z wyjątkiem Maciejowskiego, Sollkowskiego i kard. Radziwiłła, niedowierzał 
unii, traktował z góry ruskich swych kolegów, jakoby niższych od siebie, 
bo skromniej uposażonych. 

Jezuici, a nawet Skarga, zachowali w drażliwej tej ale doniosłej 
sprawie neutralność. Dlaczego? Przypuszczam, że równie jak król, nie chcieli 
sprzeciwić się potężnemu episkopatowi łacińskiemu. 



§. 15. Dymitr Samozwaniec i Jezuici. 1604—1608. 

Głośnym na całą Europę wypadkiem, było zjawienie się w Polsce 
Dymitra Samozwańca, cara Moskwy, Powszechnie przj^pisywano autor- 
stwo jego Jezuitom — oni zaś podrzędną i to czysto religijną odegrali 
w nim rolę. 

Kto był Dymitr Samozwaniec? do dziś nie wiadomo, ani jaką drogą 
dostał się do Brahina na dwór kcia Adama W^iśniowieckiego 1608 r. To 
pewna, że książę Adam uznał go za prawdziwego Dymitra, syna Iwana 
Groźnego, i polecił go bratu swemu stryjecznemu Konstantemu Wiśnio- 
wieckiemu, wojewodzie kijowskiemu, ten zaś wysłał go na dwór swego 

JEZUICI W POLSCE. O 



~ 34 — 

teścia Jerzego Mniszcha, wdy sandomirskiego. Tu poznawszy Marynę, 
zakochał się Dymitr, prosił i otrzymał jej rękę. W październiku 1603 r. 
Mniszecłi i Wiśniowiecki powiadomili o zjawieniu się Dymitra króla, nun 
cyusz zaś Rangoni papieża Klemensa YIII. 

W marcu 1604 r. na życzenie króla, Wiśniowiecki przywozi Dymitra 
do Krakowa, umieszcza go w kamienicy Mniszcha, który na cześć mnie- 
manego carewicza wydaje wielki obiad. 

Zdania rady senatu były podzielone. Kanclerz w. 1. Lew Sapieha, 
prymas Tarnowski, bisk. krak. Maciejowski, wda Zebrzydowski, głosowali 
za podjęciem sprawy Dymitra, w nadziei skojarzenia unii i wieczystego 
sojuszu Polski z Moskwą. Król przychylił się do tego zdania, d. 15 marca 
przyjął na publicznem posłuchaniu Dymitra, dał wymijającą ale łaskawą 
odprawę, a nie mogąc bez sejmu wmieszać siebie i rzpltą w jego sprawę, 
pozwolił, aby ją podjęli panowie polscy na własną rękę, pod przewodni- 
ctwem Jerzego Mniszcha. Wnet potem, 19 marca, Dymitr miał posłuchanie 
u nuncyusza; dzięki agitacyi Mniszcha, stał się osobą głośną, senatorowie 
i prałaci składali mu wizj^ty. 

Złożył mu ją 81 marca także prepozyt domu św. Barbary, Kasper 
Sawicki — i tu dopiero rozpoczyna się czysto religijna rola Jezuitów. 
Skarga, Sawicki, Grodzicki i Barcz, mieli w pierwszej połowie kwietnia 
1604 r. cztery konferencj^e z Dymitrem, nie o polityce, ale o pochodzeniu 
Św. Ducha, o komunii pod jedną postacią, o prymacie, czyścu, odpustach. 
Rezultat konferencyi był ten, że d. 17 kwietnia Dymitr przybrany w ka- 
picę arcybractwa Miłosierdzia, wprowadzony przez Zebrzydowskiego do 
domu Św. Barbary do celi O. Sawickiego, odprawił przed nim spowiedź 
z całego życia i złożył wyznanie katolickiej wiary, komunię zaś św. i bierz 
mowanie przyjął 24 kwietnia w kaplicy nuncyatury z rąk nuncyusza. Na- 
zajutrz, pożegnawszy króla, opuścił Kraków, aby się udać do Sambora na 
dwór Mniszcha, gdzie 25 maja i 12 czerwca spisano intercyzę ślubną Ma- 
ryny z Dymitrem, zbierano wojska, a było tego wojska oprócz Kozaków, 
700 Polaków dobrej szlachty. 

Przy tych to polskich chorągwiach, kapelanami byli od czerwca 
1604 r. dwaj młodzi Jezuici: Jędrzej Lawicki i Mikołaj Cyrowski, z roz- 
kazu prowincyała, a na prośbę Dymitra. Wyprawa jego wojenna równała 
się pochodowi tryumfalnemu. Zimowano w Putywlu aż do 15 maja 1605 r. 

Kapelani, oprócz duchownych zajęć i usług, zaczęli 20 kwiet. dawać 
Dymitrowi, na usilne jego prośby, lekcye retoryki i filozofii, i to Avobec 
trzech bojarów moskiewskich jako świadków; ale już 24 kwiet. zaniechali 
tego, bo gruchnęło w mieście i obozie, że Dymitr wchodzi z Jezuitami 
w konszachty polityczne. 

Dnia 30 czerwca 1605 r., Dymitr z swymi Polakami i kapelanami 
już wszedł tryumfalnie do Moskwy i rozsiadł się w Kremlinie, w którym 
niedawno przedtem umarł na paraliż czy też otruty, car Borys Godunow, 
zamordowani car Fiedor i matka jego. To może teraz zawezwie Dymitr 
Jezuitów do politycznej roli? Krótkie były jego rządy, trwały tylko 11 mie- 
sięcy ; w tym czasie, dopiero 13 i 14 grudnia 1605 r. prosił ich na rozmowę. 
W jakim celu? Oto w listopadzie 1605 r. wyprawił sekretarza swego Bu- 
czyńskiego, kalwina czy nawet aryanina, do nuncyusza w Polsce, aby 



— 35 — 

przezeń uzyskał u Pawła V tytuł imperatońs, cesarza z bożej łaski, i dys- 
penzę dla cafowej Maryny, przejścia na obrządek i wiarę wscłiodnią, a ro- 
zumiejąc, że jedno i drugie napotka na poważne trudności u Stolicy Św., 
chciał sobie ją zjednać poselstwem Jezuity, oznajmując o swem wstąpieniu 
na tron carski i obiecując wielką wojnę turecką w lidze z cesarzem i Polska, 
byleby mu papież do ligi dopomógł. 

Stanęło na tern, że O. Lawicki sprawi poselstwo, a O. Cyrowski 
pozostanie jako kapelan Polaków i katolików w Moskwie. Jakoż w popim 
stroju, bo tali się ubierali Jezuici w Moskwie, wyruszył O. Lawicki w drogę, 
dnia 4 lutego już miał posłuchanie u króla Zygmunta III w Krakowie, na- 
zajutrz podążył z O. Stan. Kryskim do Rzymu, a 11 kwiet. opuścił Rzym 
z powrotem do Moskwy. 

Paweł V gotów był nadać Dymitrowi tytuł imperatora, bo przez 
nuncyusza Rangoni pytał, cz}' to nie będzie z urazą Zygmunta. Do Dy- 
mitra też wyprawił jeszcze przed przybyciem O. Lawickiego do Rzymu, 
legata, hrabiego Rangoni, bratanka polskiego nuncyusza, który miał uro- 
czyste posłuchanie u cara 16 lutego 1606; chciał jednak, aby Dymitr za- 
służył na tę łaskę, i żądał w instrukcyi danej 10 kwietnia O. Lawickiemu, 
aby Dymitr, nie czekając dojścia ligi, wydał wojnę Turkom, równocześnie 
zaś wyprawił posłów swoich do cesarza i polskiego króla o pomoc i posiłki, 
a nuncyusze poprą gorąco te starania. 

Zanim z tą odpowiedzią poseł carski Lawicki zdołał powrócić do 
Moskwy, zaszły tam ważne wypadki. 

Dymitra położenie w Mosliwie było istotnie trudne. Wjstąpił, nie 
jako car srogi, okrutny, opierający panowanie na Cerkwi wschodniej, na 
niewoli i ciemnocie narodu, ale jako imperator, monarcha ludzki, łaskawy, 
pragnący reformy Moskwy w duchu cywilizacyi zachodniej, zwolennik 
Rzymu, przyjaciel Polski — i rzecz jasna, został przez swoich niezrozu- 
miany, co gorsza, wzgardzony i znieważony. Trzech braci kniaziów Szuj- 
sl\;ieh, stanęło na czele malkontentów i już w listopadzie 1605 r. detroni- 
zacya i śmierć Dymitra była rzeczą postanowioną, czekano tylko na przy- 
jazd Maryny, aby drogie prezenta od Dymitra ze skarbca carskiego dane, 
nazad przywiozła. 

Jakoż przywiozła 12 maja 1606 r. po 4-miesięcznej podróŻ3^ Towa- 
rzyszyli jej 4 księża Bernardyni Samborscy, jako spowiednic}'^ i kapelani, 
a 5-ty O. Kasper Sawicki, jako kapelan jej orszaku, w rzeczy zaś samej 
jako ochmistrz i opiekun młodej carowej, dany jej z ramienia nuncyusza. 
Dymitr zajęty przj^jazdem ukochanej Maryny, jej koronacyą 18 maja i fe- 
stynami, nie myślał o Jezuitach, dopiero 25 maja, na prośbę carowej, dał 
całogodzinne posłuchanie O. Sawickiemu. Po przyjęciu z rąk jego upomin- 
ków od papieża i jenerała zakonu, Dymitr rozmawiał wiele o sprowadzeniu 
prowincyała i Jezuitów, oraz ich studentów z Litwy, w celu założenia 
kolegium i otwarcia szkół w Moskwie i innych miastach; przechwalał się, 
że ma sto tysięczną armię gotową do boju, ale nie wie jeszcze, przeciw 
komu ją wyprawi; tu skarżył się na Zygmunta, który mu tytułu impera- 
tora odmawia; wkońcu objawił życzenie, aby Sawicki pozostał w mieście, 
i miał każdej chwili wstęp wolny do niego. 

W dwa dni potem, 27 maja, Dymitr »zginął od spiskowych*, a z nim 

3* 



- 36 - 

400 Polaków. Marynę i jej frauencymer shańbiwszy, wtrącono do monasteru 
w Moskwie, potem wraz z ojcem jej Jerzym Mniszchem, który zataraso- 
wawszy się w swem mieszkaniu, bronił do upadłego, deportowano do Jaro- 
sławia. Puszczona wolno 1608 r., dala się Maryna zabrać w niewolę Dymi- 
trowi II, i uznała go jak wiadomo, za swego małżonka. 

Cóż się stało z Jezuitami? O. Cyrowski nazajutrz po katastrofie, 
przeniósł się do żołnierzy połskicłi, trzymanycli pod strażą, aby im nieść 
pomoc ducłiowną, i razem z nimi za ukazem cara Wasyla Szujskiego, 
puszczony wolno, wrócił do Polski. O. Sawicki z dwoma braćmi zakonnymi 
uwięziony, trzymany był razem z polskimi posłami. Oleśnickim i Gosiew- 
skim, i 300 Polakami w jednym budynku i służył im jako kapelan wię- 
zienny, dopiero po zawarciu czteroletniego rozejmu przez nowych polskich 
posłów Sokolnickiego i Witowskiego 27 lipca 1608 r., odzyskał wolność, 
2 sierpnia pod eskortą 500 jazdy, razem z innymi wyruszył ku granicom 
Litwy, i 30 sierpnia w Wieliżu, pierwszym zamku polskim, odśpiewał 
dziękcz3'nne Te Deitm. 

Oto rola Jezuitów w sprawie Dymitra; podrzędna i wyłącznie reli- 
gijna, bo nawet legacya rzymska O. Lawickiego, której nie dokończył — 
bawił jeszcze w Krakowie, gdy Dymitra zabito — nosi wyraźną cechę 
ogólno -chrześcijańską, religijną. Sprawom zaś dwóch innych Dymitrów, 
II i III, Jezuici pozostali całkiem obcymi. 



ROZDZIAŁ V. 

Rokosz Zebrzydowskiego wzmacnia znaczenie Jezuitów w Polsce 
Nowe kolegia — Jezuici pisarze. 



§. 16. Rokosz Zebrzydowskiego — Błędy króla Zygmunta. 1592—1608. 

Podczas tragedyi Dymitra w Moskwie, rozgr3'wala się w Polsce do- 
nioślejsza w następstwach tragedya wojny domowej — rokosz, czyli bunt 
Zebrzydowskiego. 

Składały się nań liczne czynniki: wygórowany indywidualizm szla- 
checki, który króla odarł z władzy, duchowieństwo i senat zniwelował 
z szlachtą, odtrącił mieszczan, uciskał chłopów; obrażone ambicye i zawie- 
dzione w swych rachubach prywaty; anarchiczne żywioły, które od lat 50 
nagromadziła buta, niesforność i niezgoda różnowierców — wreszcie błędy 
króla Zygmunta. 

Pierwszym błędem, nazwałbym go grzechem pierworodnym jego 
panowania, było usunięcie kanclerza Jana Zamojskiego od steru spraw 
rzpltj i od boku królewskiego. Młody król chciał sam rządzić, ciężyła mu 
moralna przewaga i mentorstwo kanclerza, wolał więc otoczyć się ludźmi 
mniej zdolnymi a potulnymi. A jednak tylko z Zamojskim i przez niego 
mógł Zygmunt dokonać, co zaczął Batory, okiełznania rozpolitykoAvanej 



- 37 — 

szlachty, zmiany regulaminu elekcyi i »naJ8wawolniejszej, najniepraktj^- 
czniejszej formy rządu«, która królowi wiązała ręce, wydawała na jatki 
mieszczanina i chłopa. 

Zamojski popularny u »cnej braci*, umiejący do niej przemówić, nie 
dopuściłby nigdy do rozdziału tronu od narodu, do samowolnych zjazdów, 
sejmów inkwiz3X.yjnych, rokoszu. Ignorowany, odsunięty de facto od rady 
i zaufania królewskiego, czuł się urażonym, polś;rzywdzonym i grzesznym 
zwyczajem ówczesnych »królików«, identyfikując swoje ja z rzpltą, w imię 
obrony jej praw i wolności, przeszedł do obozu krzykliwej szlachty, stanął — 
on kanclerz, pierwsza rada króla — na czele opozycyi, zwoływał samowolnie 
zjazdy, na których wytaczał skargi na króla a nie zawsze sprawiedliwe. 
Skarżył n. p. że król nie podzielając jego antypatia do domu habsburskiego, 
ale idąc za tradycyą Jagiellonów, utrzymuje sojusz z cesarstwem i dla 
umocnienia jego, żeni się z arcyksiężniczką austryacką Anną. To znów 
obwiniał go o »praktyki austryackie«, t. j. o tajemne układy oddania ko- 
rony polskiej arcyksięciu Ernestowi. 

Istniały pewne praktyki, » poufna ugoda«, i były drugim błędem 
Zygmunta, który powinien był przewidzieć, że u podejrzliwej szlachty po- 
dadzą go w nienawiść; rozpoczęły się zaś w wrześniu 1589 r. w Rewlu, 
gdy król Jan szwedzki, nakłonił syna Zygmunta do powrotu do Szwecyi, 
a zrzeczenia się korony polskiej. Prowadził je Inflantczyk Lambert Wrader, 
nie żaden Jezuita, ale w tekście »poufnej umowy* Zygmunta i »asseku- 
racyi« Ernesta stało 2 razy wyraźnie, »jeżeli na to wspólne zdanie i zgoda 
stanów świetnego Królestwa polskiego i W. Księstwa Litewskiego nastąpi* 
cum voto et consensu słatuum ordinumąue Incliti Reg ni Poloniae et M. V. TAthu- 
aniae. Klauzula ta odbiera układom charakter tajnj^ch, zgubnych praktyk, 
a jednak Zamojski na sejmie inkwizycyjnym 1592 r. wytoczył królowi for- 
malny proces »o praktyki rakuskie« i pomimo upokarzającej deklaracyi 
króla złożonej w senacie, pai'ł do inkwizycyi, aż czas sejmowy upłynął 
i sejm rozeszedł się na niczem, najgorszym na prz3'Szłość przykładem. 

Zamojski wyszedł z sejmu tego pobitym, bo ani do inkwizycyi nie 
doprowadził, ani uchwały, wykluczającej raz na zawsze dom habsburski od 
polskiego tronu, nie przeparł. W dodatku zraził króla raz na zawsze do 
siebie. Wprawdzie nuncjusz Malaspina, używszy pośrednictwa ks. Skargi 
u króla a magnatów u kanclerza, pojednał obydwóch; ale była to łatana 
przyjaźń, trwała lat 11, kanclerz sam się teraz usuwał od dworu, zastę- 
pował go ksiądz podl<;anclerzy Jan Rola Tarnowski, mąż zacny, ale zdol- 
ności miernych; zato jako hetman, staczał krAvawe a zwycięskie boje z ko- 
zactwem, Mołdawią, Wołoszą i Szwedami. 

Ale znów, gdy król owdowiawszy 1598 r., umyślił żenić się powtórnie 
z siostrą pierwszej żony Anny, arcyksiężniczką Konstancyą, Zamojski z »kan- 
clerzystami* wystąpił przeciw królowi na sejmie 1603 r., a bardziej jeszcze 
na sejmie 1605 r., gdzie krzykliwa opoz\'c%'a wstrzymała wszellcie obrady, 
dopokąd król wakansów nie rozda i z zarzutów się nie usprawiedliwi. Sejm 
rozlazł się, nic nie uchwaliwszy. Zamojski, który na tyra sejmie podobno 
wcale nie przemawiał, przy pożegnaniu na pokojacli królewskich odradzał 
Zygmuntowi małżeństwa z siostrą po siostrze; w kilka tygodni potem dnia 
3 czerwca umarł, paraliżem tknięty, w Zamościu. 



— 38 — 

Odradzali to małżeństwo przedtem i potem inni senatorowie, krom 
bisk. krak. Maciejowskiego i kilku adtierentów dworu. A Jezuici nadworni? 
Zasięgnął najpierw ich zdania Zygmunt jeszcze 1602 r. Skarga był wręcz 
przeciwny małżeństwu z siostrą po siostrze, bo nie przynosi błogosławień- 
stwa bożego, pomimo dyspensy papieskiej, o którą król prosił i otrzymał, 
i ostrzegał przed nowemi podejrzeniami i krzykami partyi anti-rakuskiej; 
widząc upór króla, zażądał dymisyi z dworu, na swe miejsce przedstawił 
O. Grodzickiego. Po długicłi targach dał mu ją król, ale wnet ją odwołał, 
i jak się zdaje, przez prowincyała Dandini pożalił się nań przed jenerałem 
Akwawiwą, gdyż ten odpowiadając na listy Skargi, polecił mu nie mieszać 
się do sprawy małżeństwa królewskiego, którą król przedłożył papieżowi, 
a niemało senatorów przedstawiło swe zarzuty. Skoro więc sprawa roz- 
strz3'ga się przed forum Stolicy Św., to nie wypada ani Skardze, ani Jezu- 
itom wogóle, o niej swego zdania wypowiadać i do niej się mieszać. Jakoż 
Paweł V brevem z d. 12 i 13 września 1605 r. pochwalił małżeństwo króla, 
jako »rzecz a rcy pożyteczną dlachrześcijaństwa«, udzielił potrzebnych dyspens, 
a kard. Maciejowskiego mianował legatem a latere do dania ślubu, który 
się odbył wraz z koronacyą Konstancy! 12 grud. 1605 r. w Krakowie. 

Z powodu przygotowania mieszkań dla gości weselnych na Wawelu, 
król polecił Mikołajowi Zebrzydowskiemu, wdzie krak. opuścić kamienicę 
na zamku, do czasu i z grzeczności mu użyczoną. Dotknięty tern wojewoda 
miał powiedzieć: »ja z kamienicy, ale król ustąpi z Królestwa*, i uważając 
się za »spadkobiercę myśli wielkiego Zamojskiego*, stanął na czele osiero- 
conej partja kanclerskiej, w zimie 1605—6 r. zawiązał po cichu w Krakow- 
skiem konfederacyę, a na sejmiku w Proszowicach wytoczył publicznie 
swoje przeciw królowi zarzuty, wołając: »umarł Zamojski, obrońca swobód 
naszych, lecz nie umiera stan rycerski, on sam prerogatj^w swoich powinien 
być stróżem* i dokazał tego, że sejmik uchwalił zjazd powszechny rycer- 
stwa do Stężycy na d. 9 kwietnia 1606 r., a więc wtenczas, gdy się odby- 
wał jeszcze sejm walny, zwołany na 6 marca. 

Początek rokoszowi dany — ojcem jego duchownym » wielki* Jan 
Zamojski, niedołężnym wodzem jego Zebrz3^dowski. Pod jego komendą 
stanęli różnowiercy, liczni krzykacze i awanturnic}': Janusz Radziwiłł kźe 
na Birżach, wda rawski Grudziński, kaszt, parnawski Stabrowski, kalwin 
Piotr Gorajski, Stanisław Dyabeł Stadnicki, Szczęsny Herburt, Piotr Łaszcz 
i wielu innych. 

Nic dziwnego, że z takich mężów złożony rokosz, wystąpił wrogo 
także przeciw Jezuitom. 



§. 17. Artykuł 28-my rokoszan przeciw Jezuitom — Obrona Skargi 

i sejmu. 1606-1607. 

Wiemy, że herszt rokoszu Zebrzydowski współfundatorem był kole- 
gium lubelskiego, wielbicielem Skargi, założycielem arcybractwa miłosier- 
dzia w Krakowie, pan » pobożny i długiej modlitwy, ale twardej głowy 
i w zdaniu uparty*, jak go zcharakteryzował jezuita Jan Wielewicki. Więc 
też ani w Proszowicach, ani w Korczynie, ani w Stężycy, nie dopuścił 



— 39 — 

»cnej braci* atakowania Jezuitów, pomimo że czuł się urażony kazaniem 
wielkopiątkowem 30 marca 1606 r. w kościele Św. Barbary, pomimo że ks. 
Skarga, za wiedzą króla i senatu, wyprawił się (najniepotrzebniej) do niego 
do Lanckorony w marcu 1606 r., aby go odwieść od zapowiedzianego 
zjazdu w Stężycy, i nie szczędził mu prawd twardych, a on czuł się wido- 
cznie obrażon^^m. W uniwersale bowiem, który, jak drugi król wydał do 
narodu 6 kwietnia, dotknął osobiście ks. Skargi, zarzucając mu, że lubo 
ksiądz i zakonnik, wdaje się w sprawy świeckie i razem z Bobolą, ślepem 
jest narzędziem Austryi. Ale już na zjeździe rokoszan w Lublinie dostało 
się Jezuitom. Zebrzydowski przeszkodzić temu nie mógł, dyssydenci urośli 
mu ponad głowę; a może też i nie chciał. Wiedział bowiem, że w czerwcu 
1606 r. Stan. Żółkiewski miał w kolegium jezuickiem schadzkę z podskar- 
bim Firlejem, po której Jezuitę O. Kuleszę pchnął do Warszawy z ostrze- 
żeniem do króla, sam zaś nazajutrz z wojskiem opuścił Lublin i otwarcie 
przeszedł do »regalistów«. Więc też kalwin Gorajski wołał 11 lipca w kole: 
"Jezuici to są faces (pochodnie) domu rakuskiego, fautores peregrinorum con- 
siliorum in republica. Do tego przyszło, że pan senator do pana Jezuity 
chodził po porady*. Przed nim jeszcze katolik Herburt w filipice przeciw 
domowi austryackiemu dowodził, że »Causae adjuvantes (pomocnicy) do 
złego — nasi księża Jezuici. Wypadli z domu tego (austryackiego) jako 
kurczę z jaja; to są emisarzy, właśnie szalbiei*ze, którzy nami handlują*. 
Skończyło się na tej podjazdowej zaczepce; w 34 grawaminach lubelskiego 
zjazdu do króla i senatu, niema wzmianki o Jezuitach. 

Dopiero w Pokrzywnicy pod Sandomierzem, komisya 12 członków 
spisała 73 grawamina, z których deputacya 24 członków wybrała i uchwa- 
liła 67 artykułów, a 28-my przeciw Jezuitom, zredagowany przez Stani- 
sława Dyabła Stadnickiego. Spierano się długo nad nim, wreszcie marsza- 
łek rokoszu, Janusz Radziwiłł, zostawił go do decyzyi samych tj^lko ka- 
tolików, i ci, w liczbie 17, zawotowali go. Żąda ten artykuł: 

1. Jezuitów, którzy doradzają prywatnie i w kazaniach absoliitum do- 
minium, ganią prawa i wolności polskie i do tumultów ludzi wzruszają, 
niech król JM. wydali ze swego dworu i zastąpi ich księżą świecką. 

2. Jezuitów cudzoziemców niech król JM. wydali z całej Polski i Li- 
twy w ciągu 12 niedziel. 

3. Jezuitom król JM. w sprawach publicznych niech nic nie komuni- 
kuje, ani się ich radzi, ani do siebie wzywa. 

4. Jezuitom, ani król JM., ani nikt inny, nowych fundacyi czynić 
nie ma. Istniejące dotąd kolegia ich i domy mają być zniesione, a majątki 
w ciągu dwóch lat przez nich wyprzedane, inaczej przejdą na fundusz 
akademii krakowskiej, albo na szpital dla ludzi rycerskich. Wszelako po- 
zostawić im należy 8 kolegiów: w Poznaniu, Kaliszu, Wilnie, Lublinie, 
Brunsbergu, Pułtusku, Jarosławiu i Nieświeżu. 

5. Jeżeliby Jezuici do tej uchwały nie zastosowali się, podpadają ka- 
rze W3'gnania z rzpltej. 

6. Ponieważ zaś ich instrumentum (narzędzie, podkomorzy Bobola) na 
pokojach królewskich przebywa, przeto i tego niech król JM. ze dworu 
swego wydali. 



— 40 — 

Artykuły rokoszan czj^tane były 14 września na radzie senatu w Wi- 
ślicy, gdzie przy lirólu zebrało się 38 senatox'ów i 7.000 doborowego rycer- 
stwa i wiele szlachty osiadłej. Odrzucono je wszystkie. Kołu rycerskie, 
w kościele wiślickim zebrane, artykułu 28 przeciw Jezuitom nie pozwoliło 
nawet odczytać. Jenerał Akwawiwa listami. Skarga ustnie i pisemnie je- 
dnali zakonowi potężnych obrońców jak: kanclerz Pstrokoński, wojewoda 
poznański Hieronim Gostomski, kasztelan ki"akowski Janusz Ostrogski 
i inni. SlNUteczniej jak oni, sam Skarga wystąpił w obronie swojej i za- 
konu, najprzód w kazaniu wiśłickiem d. 17 września wobec króla, senatu 
i r3^cer8twa, dwa razy w tym jeszcze roku drukowanem, potem w osobnem 
dziełku »Próba zakonu Soeietatis Jesu«, w kwietniu 1607 r. wydanem, wy- 
kazując bezpodstawność i sprzeczność zarzucanych win a niespi^awiedłiwość 
kar za nie, i już 20 września pisał do jenerała zakonu: »Nie ma się więc 
co strachać Wielebność Wasza. Wszystko ocalone. Święte Towarzystwo na- 
sze dobrze tu usadowione i użyźnione. Przeciw Bogu, królowi i ducho- 
wieństwu podniesiono wojnę*. 

Artj^kuły rokoszan przyszły raz jeszcze pod obrady na sejmie 
28 maja 1607 r. Z kolei zaczęto czytać artykuł 28 przeciw Jezuitom. »Nie 
czytać tego bezecnego artykułu, nie czytać*, podniosły się dość liczne 
głosy. Przeczytano jednak. Bronił go Gorajski głównie tern, że nie ewangelicy 
g'o ułożyli ale katolicy. Na to mu Jędrzej Stadnicki, »ałe też i protesto- 
wali katolicy* (Wapowski, Miełżyński, Zaremba i inni). Po dłuższej dysku- 
syi, w której wiele na obronę i pochwałę Jezuitów powiedziano, zakonklu- 
dował marszałek sejmu Feliks Kryski: ponieważ, jak słyszeliśmy od Go- 
rajskiego, ewangelicy nie byli autorami 28 artykułu, ponieważ i katolicy, 
jak z obecnej dyskusyi widzimy, nic przeciw Jezuitom nie mają, przeto 
artykuł 28 upada. Aż tu podnosi się poseł z ziemi dobrzyńskiej a za nim 
inni i stawia wniosek » przywrócenia Jezuitów* do Torunia i innych miast 
pruskich, skąd nieprawnie zostali wydaleni. Dyssydenci, chcąc być w swej 
neutralności względem Jezuitów konsekwentni, wstrzymali się od prote- 
stu. Nazajutrz, 29 maja marszałek Kryski podał pod obrady wniosek po- 
sła dobrzyńskiego. Jedyny senator, dyssydent obecn}' na sesyi, zapewne 
Janusz Radziwiłł, dowodził, że nietylko dyssydenci, ale niektórzy katolicy 
i głos powszechny zarzucają Jezuitom mieszanie się do wszystkich spraw 
publicznych. Marszałek prosił o dowody; nie podał ich oponent. Wtenczas 
obydwaj kanclerze, Maciej Pstrokoński i Lew Sapieha, niektórzy biskupi, 
zwłaszcza krakowski, Wojciech Baranowski, i senatorowie świeccy stanęli 
wymownie w obronie Jezuitów. Na to ów senator oponent zarzucił, że Je- 
zuici namaM-iają króla, ażeby urzędy dawał raczej katolikom jak dyssy- 
dentom. Podniósł się wojewoda poznański Hieronim Gostomski i rzecze: 
sporo posiadam dygnitarstw i urzędów, ani jednego nie wyprosili mi Je- 
zuici i WM. masz ich dosyć, a który otrzymałeś od Jezuitów? Ale ks. 
Skarga, rzecze oponent, miesza się do polityki, był bowiem w Lanckoronie 
u Zebrzydowskiego, aby go odwieść od rokoszu. — Na to biskup wileński 
Wojna: Possewin się mieszał, bo skojarzył spokój z Moskwą w najuczciw- 
szych warunkach, karzcież za to wszystkich Jezuitów. Powstał śmiech 
Av izbie, a marszałek zakonkludował konstytucyę p. t. »Re8tytucya expul- 



— 41 - 

sionis Patmm S, J. do kościoła i szkoły toruńskiej* l^u wielkiej radości 
nietyllco Jezuitów, ale i całej partyi katolickiej. 

Wspomniany wyżej jalso instrumentum Jezuitów, dworzanin, potem 
podkomorzy król. Andrzej Bobola, którego wydalenia ze dworu domagał 
się artykuł 28-my rokoszan, należał do t. z. kamarylli królewskiej. Wliczano 
do niej pannę Urszulę Mejerin, ochmistrzynię frauencyraeru królowej, Je- 
zuitów nadwornycli, podkanclerzego potem prymasa ks. Jana Tarnow- 
skiego, podczaszego kor. potem wojev/odę krali. Jana Tęczy ńskiego, pod- 
kanclerzego Stan. Mińskiego, marszałka w. k. Jędrzeja Opalińskiego, ka- 
sztelana wojnie, potem marszałka Zygmunta M3^szkowskiego, podkomorzego 
Teodora Denliofa i kilku innycłi. Stworzył ją w opinii szlachty Zamojski, 
utrwalił Zebrzydowski, przekazał potomności historyk bisk. przem. Piasecki; 
za nim powtarzają inni. Zj^gmunt w każdej ważniejszej sprawie publicznej 
żądał wotów senatorów, na sejmie, na radzie senatu albo listownie; żądał 
i od Zamojskiego, jak tego dowodzą drukiem ogłoszone listy króla i odpo- 
wiedzi kanclerza. Ale w potocznych sprawach, w nominacyach biskupów 
i rozdaniu wakansów, zasięgał informacyi od najbliższ^^ch osób, od swych 
ministrów i zaufanych dworzan. Czynili to przecie i czynią po dziś dzień 
inni królowie i nikt im tego nie poczyta za winę. Prawdą jest, że przy 
nominacyi, zwłaszcza biskupów, albo w sprawach wątpliwj^ch, król nieraz 
pytał o zdanie i radę swego spowiednika Jezuity Gołyńskiego, a potem 
Markwarta i t. d., ale miał prawo do tego, boć to była dlań kwestya su- 
mienia, jak wspomniałem wyżej. Skarga publicznie głosił: »w świeckie 
polityczne sprawy my się z królem JM. nie wdawamy, bo to nie nasz ro- 
zum, ani się tego uczym«. 



§. 18. Kolegia i domy w pierwszej dobie rządów Zygmunta III. 
1592—1608. — Jezuici pisarze. 

Winowajcy rokoszu rozgrzeszeni zostali powszechną amnestyą króla 
JM. na sejmie 1609 r., i wrócili do swoich zajęć, ale powaga tronu sponie- 
wierana, anarchia ulegalizowana, król, który usunąwsz}^ Zamojskiego, »naj- 
kapryśniejszej, najniepraktyczniejszej konstytucyi« zmienić nie był w sta- 
nie, więc ją obchodził i omijał — teraz po tylu upokorzeniach dał za wy- 
grane, i zostawił wolny bieg rozwojowi następstw » błędnego koła instytu- 
cyi polskich*. 

Wielogłowe możnowładztwo, »króliki«, jak ich Skarga nazwał, pod 
osłona »równości szlacheckiej* teroryzujące szlachtę, podzieliło rzpltę na 
tyle drobnych państewek, ile było możnych rodów, a każdy ród w imię 
»dobra rzpltej* szukał własnych korzyści i zaszczytów. 

Zawierucha rokoszowa nie zachwiała jednak drzewem zakonu Jezui- 
tów. Zygmunt III pozostał jak byl opiekunem jego i przyjacielem. Sam 
wprawdzie założył dlań dwa kolegia z wspaniałą bazyliką św. Pioti'a 
w Krakowie i w Orszy, ale innym kolegiom dopomagał królewską ręką, 
a często hojną jałmużną. 

Za jego łaskawych rządów, do 1608 r. dawniejsze domy w Bruns- 
bergu, Pułtusku, Wilnie, Poznaniu, Jarosławiu, Polocku, dwa w Krakowie, 



— 42 — 

Lwowie, Lublinie, Kaliszu, Nieświeżu rozrosły się w poważne kolegia 
i g-machy; przybyły nowe: w Gdańsku, Toruniu, Sandomierzu, w Krakowie 
Św. Piotra, Warszawie, dwa domy w Wilnie, w Łucku i Kamieńcu po- 
dolskim. 

I z tych to 21 kolegiów i domów, podzielonych 1608 r. na dwie pro- 
wincye, polską i litewską, rozchodziła się na Koronę i Litwę zbożna praca 
zakonu nad pokonaniem różnowierstwa »religijnie i politypznie zgubnego*, 
a wzmocnieniem katolicyzmu nietylko w szkole i na ambonie, ale także 
i piórem, bo i różnowiercy szermierzyli niem dzielnie przeciw Kościołowi 
i Stolicy Św. Więc też wszystkie niemal dzieła jezuickie tego 50-lecia są 
treści religijnej, a cechą ich polemika. 

W pierwszym rzędzie występują kaznodzieje — apologeci katolicy- 
zmu: 00. Jakób Wujek, Piotr Skarga, Stan. Grodzicki, Marcin Śmiglecki, 
Fryderyk Bartcz, Marcin Łaszcz, Benedykt Herbest, Szymon Górski, Jan 
Conarius. Ludzie ci z katedry profesorskiej i z ambony głosili prawdę Bożą 
i pisali księgi; autorstwo nie było dla nich »rzemio8łem« cz}^ powołaniem; 
nie było też i>zabawą«, ale bronią zaczepno- odporną, przyczyniło się jednak 
niezmiernie. Wujka zwłaszcza i Skargi, do wyrobienia języka polskiego, 
do wzbogacenia i uświetnienia literatury naszej. 

Za nimi idą apologeci szkolni. Są to uczeni mistrze teologii i filozo- 
fii przeważnie cudzoziemcy; czas wolny od profesorskiej katedry obracają 
na dysputy z innowiercami i na pisanie rozpraw teologiczno-polemicznjch: 
00. Wawrzyniec Faunt, Emanuel Vega, Jan Huber, Adryan Jungę, Hiero- 
nim Stefanowski, Justus Rab, Wawrzyniec Nicolai Norweg. 

Tym szermierzom, wojującym każdą bronią i na każdem polu, do- 
trzymują placu żołnierze liniowi. Kaznodzieje i oni, pisarze i oni, ale pra- 
wdy wiary i ascezę tłumaczą spokojnie, a pouczając wszystkich, wprost 
nie walczą z nikim. 

Prym trzymają: 00. Szymon Wysocki, Piotr Wąchalski, Stanisław 
Warszewicki, Fabian Quadrantinu8, Szymon Nikowski, Jakób Szafarzyński, 
Piotr Fabrycy, Marcin Laterna, którego polska książka do modlenia: » Harfa 
duchowna* Lwów 1583 r., prawdziwym jest skarbcem nabożeństwa kato- 
lickiego, opartego na liturgicznej i katechizmowej podstawie, i dlatego wie- 
lokrotnie wydana; Erdman Tolgsdorf, misyonarz Inflant, piszący po ło- 
tewsku. 

Pisarzy z dziedziny innych nauk, krom O. Wawrzyńca Bojera, poety 
i historyka, nie wymienię, bo ich nie było, bo na pielęgnowanie nauk 
nie pora była pod te wojenne czasy. 



Księga II. 

(Tom II w skróceniu). 

Praca nad spotęgowaniem ducha wiary i pobo- 
żności. 1608—1648. 



ROZDZIAŁ VI. 

Po rokoszu — Upadek róźnowierstwa — Wojna Rusi przeciw Rusi — 
Unia Ormian polskich. 1609—1632. 



§. 19. Po rokoszu. Wzrost anarchii. 1609—1632. 

Sejm pacyfikacyjny 1609 r. powszechną amnestyą dla rokoszan 
i deklaracyą artykułu o wypowiedzeniu posłuszeństwa królowi de non 
praestanda ohedientia (Vol. legum II, 462) uznał bunt za środek prawny, 
za sąd narodu nad królem, poniżył majestat królewski, odarł do reszty 
z władzy, a tem samem rozzuchwalił samowolę możnych, » królików*, 
stępił zmysł polityczny i spaczył sumienie publiczne narodu szlachty. 
Zacierała się więc coraz bardziej idea władzy, rządu, państwa, a nato- 
miast występuje wielogłowe możnowładztwo, jedna sobie »czapką, papką 
i solą« i dobiera z gminu szlacheckiego klientów, tworzy fakcye, które 
zwalczają się wzajemnie, skr3xie lub jawnie i wprowadzają anarchię, bez- 
rząd do wszystkich instytucyi państwowego i narodowego życia. Miłość 
ojczyzny i dobro rzpltj na ustach wszystkich, ale jest ono tylko płaszczy- 
kiem ambicyi rodowej i prywaty. »Ogromna potęga majątku i znaczenia, 
niezawisłość i bezkarność, pozawracała magnatom głowy, tak, że rzplta, 
u której ojcowie ich byli na łasce, u nich na łaskawy chleb przechodziła*, 
(Szujski). Król nie rozkazuje im, ale prosi, oni odgrażają się królowi, idą 
mu naprzekor, ile lazy dygnitarstwem lub starostwem ambicyi i chciwości 
ich nie zaspokoi; opozycya przeciw tronowi jedna im popularność u młod- 
szej braci szlachty. Zygmunt III aby sparaliżować wszech władztwo starych 
rodów, stworzył rody nowe nadaniem latyfundyów na Ukrainie, rozumiejąc 
że będą mu oddane. 

Szlachta staje się coraz więcej zależną od magnatów; trzymając się 
klamki pańskiej, sprzedaje się im formalnie, za otrzymaną protekcyę, dzier- 
żawę, jurgielt lub wioskę. Zuchwała wobec króla, kłania się do stóp ma- 
gnata, bo król na to, aby rozdawał i nagradzał; potężny magnat zgnieść 
może i zniszczyć szlachcica. 



— 44 — 

Sejmy stają się polem walki różnych, instrukcyami województw 
i wpływem magnatów wskazanych interesów; żadna myśl żywotna, żaden 
program szerszej akcyi, żaden nawet projekt zbawiennej ustawy nie wy- 
szedł z ich łona. Izba poselska, prawodawcza zai-azem i rządząca, odznacza 
się stale brakiem wszelkiego programu, otyłością polityczną; nie widzi ani 
grożących niebezpieczeństw, ani korz3'ści, które szczęśliwa chwila przynosi; 
jedno tylko rozumie, że nie należy uchwalać podatków, lub uchwalać jak 
najmniejsze. Kołowacizna, sknerstwo i małostkowość, oto znamiona sejmu- 
jących stanów; »najkapryśniejsza, najniepraktyczniejsza konstytucya«, jak 
ją nazwał Szujski, nie tylko nie doznała naprawy, ale rozluźniła się więcej. 

Król Zygmunt nie mogąc z nią rządzić, omijał ją, gdzie mógł, ścią- 
gając przez to nowe na siebie krzyki sejmików i sejmów. Sam zaś nie 
posiadał daru zoryentowania się, inicyatywy i sprytu, aby zdolnych ludzi 
skupić koło tronu, stworzyć mądrą i karną partyę, na którejby mógł się 
oprzeć i zamachem stanu racyonalniejszą formę rządu przeprowadzić. 

Tym sposobem zabagnioną została paląca sprawa ^-uporządkowania 
Kozacz3'zny«, rozpoczęta jeszcze przez króla Stefana. Zamiast 6.000 Koza- 
ków rejestrowych, którym rzplta nie wypłacała żołdu, stało 1620 r. 40.000 
Kozaków konnych, uzbrojonych w samopały i działa, jako udzielna potęga 
pod hetmanem Konaszewiczem. Nie otrzymując żołdu, nie słuchali króla 
i sejmów, a nie mając żyć z czego, żywili się rabunliiem w tureckich 
krajach, narażając przez to rzpltą na odwetowe najazdy tatarskie, a co gorsza, 
na wojn}^ z potężną wówczas Turcyą. Prawda, że dopomogli do wiktoryi 
chocimskiej 1621 r., ale wzbili się jeszcze bardziej w pychę, i zamiast od- 
bierać rozkazy, oni dyktowali warunki »ugody« królowi i rzpltj. I takich 
zuchwalców zachciało się sejmom zamienić w chłopskie pospólstwo. Nie 
mogło to się stać bez krwi rozlewu, więc bunty (1623 i 1630 r.) i krwawe 
represye hetmanów. Wkońcu »zagnano Kozaków do jam«, jak się chełpiła 
szlachta i przez lat 10 chłopiono, dopuszczając się przytem nieludzkiej 
srogości i krzywd wszelakich, które stały się najbliższym powodem koza- 
ckich i kozacko-moskiewskich wojen. Nieszczęściom tym zapobiegłaby jaka- 
kolwiek ordynacya, zapewniająca regularne dochodzenie żołdu rejestrowym, 
bezpieczeństwo osób i mienia słobodom kozackim. Nie wydano żadnej. Pro- 
jekt ks. Grabowsl^^iego 1596 r. utworzenia na kresach »Polski niższej*, nie 
wzięto nawet pod obrady. 

Krym, siedzibę tatarskiego hultajstwa, niszczącego niemal corocznie 
południowe prowincye rzpltj, można hylo (1623 i 1629 r.) zamienić w księ- 
stwo lenne. Polski. Wahał się król, aż chwila pomyślna minęła i przez lat 
70, do końca XVII w. Tatarzy łupili Ruś i Podole. 



§. 20. Polityczne błędy Zygmunta III powiększają anarchię. — Czy 
mogli jej zapobiedz Jezuici? 

Nie był szczęśliwszy król w polityce zagranicznej. Opatrzność Boża, 
która rządzi narodami, nasuwała mu tak pomyślne konstelacye, że król 
w stylu Batorego, uczyniłby z niebezpiecznego sąsiada, z Moskwy, silnego 
sojusznika, i razem z nim pokonał lub odpędził w głąb Azyi groźną dla 



— 45 — 

chrześcijaństwa potęgę Turcy i, wsławił swe imię, rozszerzył i umocnił gra- 
nice Polslci i uczynił ją państwem potężnem i silnem. Zygmunt zrozumiał 
doniosłość cłiwiłi, podjął wojnę mosliiewslłą 1609 r. dla osadzeria królewicza 
Władysława na tronie carskim i skonfederowania państw obu przeciw 
Turkom i Szwedom, ale uczynił to bez przyzwolenia sejmu. Napróźno he- 
tman Żółkiewski ostrzegał go, (11 maja 1609 r.): »poniewaź na sejmie 
publico consilio nic nie jest definitum (postanowione), żebyś WKM przed się 
auctońtałe et consilio senatus (za radą senatu) raczył przedsięwzięcie prowa- 
dzić... Passim jest w rozumieniu ludzkiem, że WKM. nie in rem rzpltj, ale 
sobie privatim pożytku w tej wojnie szukasz «. Istotnie, szlachta uważała tę 
wojnę za sprawę prywatną, dynastyczną, dla rzpłtej obcą; nawet po wzięciu 
Smoleńska, pod którym król najniepotrzebniej, wbrew radom Żółkiewskiego, 
dwa lata leżał, odmówiła nadzwyczajnego poboru. Niezapłacony żołnierz 
opuszczał hetmanów i samego króla, (7.000 i-ycerstwa pod laską Ciekliń- 
skiego) i »prawo nosząc przy boku«, wiązał się av Iconfederacye, niszczył 
najżyżniejsze prowincye; pomyślna chwila minęła, »zatem in medio cursu 
(w pół drogij przyszło ustać*. Oręż Żółkiewskiego zdobył królewiczowi tron 
carski, ale król, nie chcąc ^syna wydać na jatki«, oświadczył, że koronę 
carską przyjmuje dla siebie, wybrał się z małem wojskiem pod Moskwę 
i wnet od niej ustąpił. Moskwa obrała carem syna Fiedora Romanowa Mi- 
chała Fiedorowicza 1613 r., i ocalała. Wtenczas król uparł się, aby króle- 
wicza wprowadzić na tron carski, nie wojną, ale układami za pośrednictwem 
cesarza Macieja. Słusznie zganił to hetman w. 1. Chodkiewicz: »za tymi 
układami wlecze się pośmiech ledwie nie wszystkiego świata na wszj^stką 
rzpltę... My tu traktować nie możemy, bo nie masz z kim, a bez wojska 
traktatami się bardziej rozjątrzy niż uspokoi nieprzyjaciel... Żakamiby talvie 
rzeczy (układy) odprawiać, nie mną*. Dopiero 1616 r. sejm, przerażony, że 
Moskwa oblega Smoleńsk, pozwolił na zaciągi dla królewicza i nową wojnę 
Nie oddała ona carskiej korony królewiczowi, ale przywróciła rzpltj avul8a, 
księstwa smoleńskie, siewierskie i czernichowskie. 

To samo niedołęstwo i upór króla a skępstwo sejmów, stało się przy- 
czyną wojny szwedzkiej i utraty Inflant. Spór familijny o tron szwedzki 
z stryjem Karolem sudermańskim, przeniósł Zygmunt na teren narodowy, 
walkę dynastyczną zamienił w walkę dwóch przyjaznych dotąd narodów, 
zawikłał Polskę w wojnę, która głównie jemu przynieść mogła korzyści, 
cały jej ciężar zwalając na rzpltę. Nie będąc wojownikiem, rad doświad- 
czonych wodzów (Zamojski, Chodkiewicz, Krzysztof Radziwiłł) nie słuchał, 
a sejmy, upatrując w tej wojnie interes głównie króla, poboru na wojsko 
nie dały. Więc sławne na całą Europę zwycięstwo kircholmskie nie zakoń- 
czyło wojny. Szwedzki król Gustaw Adolf, korzystając z rozerwania Polski 
wojnami moskiewską i turecką, zagarnął (1611—21 r.) Inflant}-, zdobył 
Rygę i Dynamundę, opanował Kurlandyę i ofiarował poliój, byle Zygmunt 
zrzekł się praw do lvorony szwedzkiej a rzplta do Estonii. Zygmunt uparł 
sie przy tytule króla Szwecyi, pokój nie doszedł, sejmy 1624 i 1626 r. po- 
boru na dalszą wojnę jako osobistą króla, nie uchwaliły. Więc Szwed prze- 
niósł teatr wojny do Prus królewskich i krom Gdańska i Torunia zajął 
całe. Dzięki więc swemu królowi, Polska wplątaną została w nową wojnę 
»pruską«, zakończoną rozejmem na lat 6 w Starym Tai-gu (1629 r.), który 



— 46 — 

Inflanty, Kuiiandyę krom Mitawy i część Prus zostawiał w ręku Szweda. 
Niezręcznie], nieszczęśliwiej, z niesławą własną, z wiell^ą stratą rzpltj, nie 
można już ctiyba hylo poprowadzić sprawy. Srogi wrzask o to powstał pod- 
czas nadzwyczajneg-o sejmu (w łistop. 1629 r.), ale wrzaskiem złe nie dało 
się odrobić, a natui-alnem tego następstwem było zniecłięcenie do króla, 
lekceważenie majestatu królewskiego. 

Za tem poszło »upicie się wolnością szlacłiecką«, objawiające się nie 
tyllco w potwornej dewizie: »nierządem Polska stoi« w burdach, zajazdach 
i wszelakiej swywoli, ale w opresyi mieszczaństwa i wiejskiego ludu, bo 
co nie szlachcic, to nie człowiek. 

Napróżno Skarga, a po nim Bembus (w »Komecie«), Dominikanin 
Birkowski i inni kaznodzieje Jezuici, powstając na publiczne grzechy na- 
rodu, karcili surowo » stanu prostego miejskiego od niektórych szlachciców 
swywolnych uciśnienie, wzgardę i podeptanie... i nieznośne a głosem 
wielkiem w niebo wołające ubogich poddanych, które od panów własnych 
cierpią, bezprawia i krzywdy« (Bembus). Napróżno, bo z anarchią rosła 
swywola, a ta tylko przed siłą ustępuje. 

Tu się nasuwa pytanie, czy Jezuici mając już 1608 r. przeszło 20 ko- 
legiów i domów, szkół 11, i ciągle otwierając nowe, i rosnąc w liczbę osób, 
czy nie mogli, czy nie byli powinni, amboną i szkołą wstrzymać rozwój 
anarchicznych pojęć, przyswoić współczesnym pokoleniom zdrowszych zasad 
o rządzie, państwie, karności itp.? Odpowiadam 1). Ambona nie jest i nie 
była nigdy katedrą polityki, ale teologii i nauki wiary św. Jeszcze gdyby 
słuchała kazań wyłącznie lub przeważnie szlachta, możnaby, dla ścisłego 
związku spraw politycznych z monarchią katolicką, kwestye polityczne 
i polityczno-społeczne na ambonie roztrząsać. Ale tych kazań słuchały prze- 
ważnie rzesze ludu, mieszczanie, kobiety, dla których tego rodzaju kwestye 
były obce i wprost niezrozumiałe. Zresztą i wobec szlachty, kaznodzieje, 
nauczeni przykładem Skargi, który kazaniami sejmowemi »o władzy kró- 
lewskiej, o prawach nieusprawiedliwionych* anarchii nie usunął, praw złych 
nie naprawił, a tylko nienawiść na siebie i zakon ściągnął, musieli bj^ć 
ostrożni, ile razy nie o grzechy i wady, ale o prawa i wolności chodziło. 
Piorunowali więc na skutki złych praw, nie oszczędzając ni dworów, ni 
panów, ale nie wołali: usuńcie prawo electionis viritim, bo na targ idzie 
polska korona, co was na intrygi obce i wojny domowe naraża; zmieńcie 
prawo jednomyślności sejmowej na prawo prostej większości, bo unanimitas 
rzadko możliwa, wrota zrywaniu sejmów otwiei'a; wymażcie z konstytucyi 
artykuł de non praesłanda obedienłia, bo rokosze i spiski usprawiedliwia — 
nie mówią tego, boby im to za crimen laesae reipublicae poczytano, a złegoby 
nie naprawili. 

Odpowiadam 2). W szkołach średnich nigdy i nigdzie nie uczono 
i dziś nie uczą polityki, ale gramatyki, wymowy itp. Szkół zaś wyższych 
było tylko kilka i mało przez świeckich uczniów uczęszczanych; wykła- 
dano tam filozofię, fizykę, etykę i teologię. Nawet po uniwersytetach Za- 
chodu nie znano katedry polityki. Pamiętać też należy, że nie tylko szkoł;i, 
ale wychowuje dom, rodzina, społeczeństwo samo. Jezuici nie w teoryi, ale 
żywym przykładem uczyli młodzież poszanowania dla władzy, l^arności, 
ładu i porządku, na co się to jednak przydało, kiedy student na anarchię 



— 47 — 

patrzał w domu, z nią się stykał, świadkiem był zajazdów, burd jarmarcz- 
nycli z mieszczaństwem i żydami, batożenia cłiłopów, nie wykonywania 
surowycłi napozór wyroków, gdy one dotyczyły możnej szlaclity; kiedy 
z ust własnego nieraz ojca słyszał krytyki na króla, narzelcania na dbsolvr- 
tum dominium, bo król podatków się domaga itp. sentencye szlacheckich 
polityków. 

Odpowiadam 3). Wznieść się ponad wiek swój, patrzeć dalej i widzieć 
dalej, to przecie rzecz wyjątkowa, której nie można żądać od całej korpo- 
racyi czy zakonu. Zazwyczaj każdy ma takie pojęcia, jakich nabrał przez 
wychowanie i od otoczenia swego, więc i Jezuici byli ludźmi swego czasu, 
w XVII i XVIII w. rekrutowali się głównie z społeczeństwa szlacheckiego; 
wymagać, aby mieli inne pojęcia, aniżeli cała sfera, z pośród której wyrośli, 
jest żądaniem niemożliwem. Podobnych Skardze było zapewne między nimi 
więcej, ale jak Skarga był głosem wołającego na puszczy, tak oni. 



§. 21. Widoczny upadek różnowierstwa. 1609—1632. 

Wśród tej wzrastającej anarchii w politycznem i publicznem życiu 
Polski, dokonywał się zupełny upadek różnowierstwa, rozkładowego czyn- 
nika w organizmie rzpltj. Stało się to nieubłaganą loiką wypadków. Po 
rokoszu powrót do wiary ojców odbywał się niemal gromadnie, rzekłbyś, 
że stał się modą, jak lat 50 temu, modą było porzucać katolicyzm a chwytać 
się nowinek. Różnowiercom ubywało co rok opiekunów, rzeczników hoj- 
nych, zborów, szkół, ministrów uczonych, tracili na znaczeniu, poczęto nimi 
pomiatać, dokuczać im wkońcu i psoty wyrządzać. Nawrócony magnat lub 
szlachcic zamożny, nie tylko wyganiał ministrów i wydarty na zbór kościół 
powracał dawnym właścicielom, katolikom, ale fundował klasztory różnej 
reguły, z których rozchodziła się propaganda katolicka na dalelde strony. 
Biskupi z nominacyi Zj^gmunta III, mężowie vere ecclesiastici, na sjaiodach 
1607, 1621, 1628 r. domagali się na podstawie królewskiego dekretu 1592 r. 
od dyssydentów, oddania zabranych nieprawnie kościołów, szkół i dóbr 
kościelnych. Nawróceni do wiary ojców wojewodowie, kasztelanowie, bur- 
grafowie i starostowie lirólewscy, dopomagali im w tern hrachio saeculari. 
Miasta królewskie jak Poznań, Kraków i inne, korzystając z przywileju 
ustanowienia praw miejskich, uchwalały, prawda że za radą i zachętą 
Jezuitów, nie przypuszczać do rady miejskiej i magistratur różnowierców, 
odebrać im prawo obywatelstwa, zamknąć zbory, cmentarze i szkoły w obrę- 
bie murów miejskich; czyniły przecie to samo z katolikami miasta luterskie 
Gdańsk, Toruń, Elbląg. Gmin miejski, uprzedzając nieraz radę i magistrat, 
zburzył lub spalił w Poznaniu, Wilnie, Krakowie, Lublinie, a nawet w Ra- 
dziejowie, Staniszynie, dyssydenckie zbory i znieważył ministrów. 

Skarżyli się o to d^^ssydenci 1611 i 1613 r., gravamina przez książąt 
Janusza i Krzysztofa Radziwiłłów podali (1613 i 1627 r.) królowi, domagając 
się wskrzeszenia konfederacyi 1573 r., zgody z katolikami. Na to im Jezuita 
Bembus dał 1615 r. na 20 kartkach odprawę p. t. »Pax non pax, pokój nie 
pokój, czyli niektóre powody, dla których pokój konfederacyi Ewanjelików 
z Katolikami w żaden sposób trwać nie może«. A gdy ktoś z dyssydentów 



— 48 — 

wystąpił z reiDliką; »Vłndiciae pacis obrona pokoju*, Berabus ogłosił 1616 r. 
tryplikę »Pacatus impacatus ad examen vocatus, czyli rozbiór odpowiedzi na 
racye przeciw pokojowi konfederacyi*. Inny Jezuita, O. Sawicki, wskazując 
na kłótnie i swary między samymi dyssydentami, drwił z projektowanej 
konfederacyi w sporej książce: »Foremna zgoda albo raczej istna wrzawa 
między tymi, którzy się tj^-h naszych czasów Ewanjelikami niewinnie na- 
zywają*. 

Do zgody przyjść nie mogło; dyssydenci, kłócąc się między sobą, 
popadali w coraz większą niemoc, pogardzano nimi, dokuczano, zaczepiano 
ministrów na ulicy, przeszkadzano pogrzebom. Oni krzywdy przypisywali 
uczniom jezuickim; ale w Krakowie nie było ich, a przecie dwa razy tam 
zbór poburzono ; w Poznaniu i Wilnie, jak sądowe śledztwo wykazało, żaden 
uczeń jezuicki nie brał udziału w wojnie przeciw zborom. Jezuici nietylko 
nie pozwalali, ale plagami i wygnaniem z szkół, karali sw3^wolę uczniów 
przeciw różnowiercom ; mieli oni na nich broń nierównie skuteczniejszą, 
pióro i żywe słowo, kazania, misye, dysputy, bractwa religijne. 



§. 22. Wojna Rusi przeciw Rusi, schizmy przeciw unii. 1596. 

Podobnie działo się z » starą grecką wiarą «, dysunią. Ruscy magnaci 
i szlachta iH-zechodzili 1540—1600 r. na luteranizm, kalwinizm, aryanizm, 
i z tych dopiero herezyi nawracali się do katolicyzmu, ale rzymskiego, nie 
do unii, bo tej jeszcze nie było. Rody te wylicza Smotrzyski w » Lamencie 
Ornitologa* (str. 15): Książęta Słuccy, Zasławscy, Zbarazcy, Wiśniowieccy, 
Sanguszkowie, Czartoryscy, Prońscy, Rożjmski, Solomereccy, Hołowczyńscy, 
Kroszyńscy, Massalscy, Horscy, Sokolińscy, Łukomscy, Puzynowie; szlachta 
można: Chodkiewicze, Hlebowicze, Sapiehowie, Chreptowicze, Dorohostajscy, 
Wojnowie, Wołłowicze, Zienowicze, Chaleccy, Tyszkiewicze, Kossakowie, 
Tryznowie, Myszkowie, Siemiaszkowie, Hulewicze, Jarmolińscy, Meleszko- 
wie, Pocieje i inni. Mała sto8unlvOwo liczba wprost z starej greckiej wiary 
przyjmowała katolicyzm łaciński a jeszcze mniejsza unią; 1624 roku trzech 
tylko unitów zasiadało w senacie. Prawda, że twarda dola, jaką przebywała 
unia przez cały wiek XVII nie zachęcała do jej przyjęcia. Akt unii brze- 
skiej 1596 r. podpisali wprawdzie wszyscy biskupi ruscy z metropolitą, ale 
dwaj, przemyski i lwowski nie przyjęli jej wcale, w obronie »starej greckiej 
wiary* stanęły po miastach bractwa stauropigialne od patryarchy carogrodz- 
kiego zależne, rodzaj komitetów cerkiewnych, które sobie władzę i nadzór 
nawet nad biskupami przywłaszczały; stanęły sejmy 1607 i 1609 r. 

Gdy więc unicki biskup odbierać chciał cerkwie i monastery starej 
greckiej wiary, to dysunici stawiali mu opór, użyć więc musiał pomocy 
brachu saeculari-i. To znów jątrzyło Ruś schizmat.ycką, która rozruchem, 
przemocą, wyganiała unitów, odbierała im cerkwie. Biskup skarżył gwał- 
cicieli do trybunału, oni biskupa do sejmu. Spory te i gwałty powtarzające 
się na Litwie i Rusi, gorszyły nawet łacinników, król tedy ustanowił dla 
spraw cerkiewnych judicium compositum, sąd z unitów i dysunitów złożony. 
Opinia publiczna stawała po stronie dysunii, jako na razie silniejszej; unii 
krom króla nikt jawnie nie bronił, nie wierzono, aby się utrzymać zdołała. 



- 49 - 

Jedyną jej podporą był kasztelan niegdyś brzeski, od 1600—13 r. metro- 
polita Rusi, Hlpacy Pociej. On na sejmie 1609 r. przez kanclerza lit. Lwa 
Sapiehę W3"jednał u króla zatwierdzenie przywileju Zygmunta I, danego 
unickiemu metropolicie Soltanowi, a tem samem zapewnił prawną egzy- 
stencyę dla unii i zabrał się z iście pańską, senatorską fantazyą do oczysz- 
czania Wilna i miast litewskich z dysunii. Wywołało to zamach na jego 
życie w Wilnie 11 sierpnia 1609 r., metropolita ocalał, utracił tylko 2 pałce 
u ręki. Sprawca zamachu bratczyk stauropigialny Jan Tupeka ścięty, dys- 
unia skompromitowana srodze, ale nie osłabła w uporze. 

Kulą u nogi metropolity Pocieja, brak światłego unickiego kleru. 
I tu Jezuici przyszli mu i unii w pomoc. O. Boksza pozyskuje w Rzymie 
dla unii kalwina niegdyś, potem łacinnika, Welamina Rutskiego, i ułatwia 
mu dokończenie nauk w Rzymie. 00. Walenty Fabrycy i Jan Grużewski 
w W^ilnie wychowują Jozafata Kuncewicza, reformują Bazylianów, inni 
Jezuici przyjmują ich na studya do swych kolegiów i do papieskich semi- 
naryów. 00. Pruski, Konluski, Grużewski prowadzą ich nowicyat w Byte- 
niu od 1616 do 1636 r. ; tworzy się 1617 r. litewska prowincya zreformo- 
wanych Bazylianów, którzy słowem i piórem bronią unii, i nauczają w szko- 
łach. Rutski zostaje metropolitą Rusi 1613 — 36 r. i zastawia się o unię na 
sejmach, Jozafat zostaje arcybiskupem polockim i ginie, pierwszy męczennik 
unii, z ręki dysunitów 1623 r., a krew jego posiewem wyznawców unii. 

Równocześnie jednak dysunii przybywa walna pomoc, Kozacy. Tych 
już 1596 r. wzywał wysłannik carogrodzkiego patryarchy, Nicefor, do walki 
przeciw unii. Czynił to samo wysłannik patryarchy aleksandryjskiego, 
od 1621 r. carogrodzkiego Lukarisa, Teofan jerozolimski patryarcha, przyj- 
mowany w powrocie z Moskwy przez Konaszewicza »protektora i obrońcy 
starej greckiej wiary* i kozactwo 1620 r. najuroczyściej w Kijowie. Ten 
w Ławrze peczerąkiej 15 sierp. 1620 r. wyświęcił 6 władyków dysunickich, 
bo 7my władyka lwowski Tyssarowski żył jeszcie, odprawił z nimi synod, 
na którym uchwalono jątrzyć i burzyć lud przeciw unickim biskupom 
i księżom, i to odrazu na całej linii, i zapomocą ludu, wypędzać ich z cer- 
kwi i stolic. Nić agitacyi trzymają bractwa cerkiewne, od nich wychodzą 
hasła i rozkazy. Kozaków wpisano na listę bractw a tem samem wciągnięto 
do antiunickiej akcyi. Powszechny bunt Rusi dysunlckiej wybuchnąć miał 
podczas wojny tureckiej; 12 emisaryuszów Lukarisa z Adryanopola przy- 
byłych, pomagało w robocie bractwom, pseudometropolita kijowski Borecki 
i pseudoarcy biskup połocki Melecy Smotrzyskijbyli duszą spisku. Poczynając 
sobie zuchwale, nie przestrzegali tajemnicy. Z rozkazu króla 10 kwietnia 
1621 r. kanclerz lit. Lew Sapieha wytoczył spiskowym proces w Wilnie 
o zdradę kraju. Kilkunastu bratczyl^ów skazano na wieżę. Na wieść o tem, 
Borecki zwołuje 15 czerwca t. r. soborczyk w Kijowie, zaprasza Kona- 
szewicza i starszyznę kozacką. Król, nie mając siły przeszkodzić, wolał 
soborczyk uprawnić wj^słaniem swego komisarza ks. Obornickiego. Ten 
zręcznością, obietnicami i podarkami dokazał tyle, że Kozacy ponowili 
przysięgę wierności królowi i ruszs^li na wojnę turecką pod Chocim. 

Ale zato należało się im, według obietnicy komisarza, zatwierdzenie 
dysunickiej hierarchii i zupełnej wolności starej greckiej wiary. Znaczyło 
to pogrzebać unię. Prymas Gębicki z episkopatem łacińskim wotowali na 

JEZUICI W POLICE. ■* 



— 50 — 

sejmie 1623 r, aby znieść unię, dotj^chczasowi unici niech zostaną łacinni- 
kami, na co godziła się zrazu kurya rzymska, dysunici zostawieni w po- 
koju, powoli, rodzinami, uczynią to samo. Zniesienia unii domagali się 
posłowie, zwłaszcza wołyńscy, nawet łacinnicy. Król jednak zachęcony do 
obrony unii przez Grzegorza XV 1 metropolitę Rutskiego, oparł się temu, 
uspokojenie Rusi odłożył do następnego sejmu, skasował tylko procesy, 
wyroki i sekwestry zadworne i komisarskie »z powodu rozróżnienia w re- 
ligii* wynikłe. Nie kontenci z tego Borecki i Smotrzyski, burzyli dysunitów 
dalej, ten ostatni doprowadził Witebszczan do zamordowania prawowitego 
arcybisł^upa Jozafata w Witebsku 12 listop. 1628 r. Królewska komisya 
sądowa z kanclerzem Sapiehą na czele, skazała 18 winnych tej zbrodni na 
ścięcie 23 stycznia 1624 r., ale moralnego jej sprawcę Smotrzyskiego zo- 
stawiła w spokoju. 

Trapiły go jednak wyrzuty sumienia, nawrócił się i z »Szawła Paweł*, 
stał się dzielnym szermierzem unii. Beatyfikacya Jozafata 1624 r, kult jego 
relikwii, listy Urbana VIII do łacińskich biskupów w Litwie i na Rusi i do 
książąt Jerzego i Krzysztofa Zbarazkich, a nadewszystko krwawe poskro- 
mienie buntu Kozaków pod wodzą Zmoiły 1625 r., wszystko to razem prze- 
chyliło opinię kraju i sejmu 1627 r. na stronę unii. Już i dysunitom sprzy- 
krzyła się ta » wojna Rusi przeciw Rusi*. 

Wtenczas metrop. Rutski za wiedzą króla, zwołał synod na 28 paźdz. 
1629 r. w cerkwi Św. Jura we Lwowie, na który i dysunitów zaprosił, aby 
•łagodnymi sposobami i prywatną rozmową* umysły do zgody doprowadzić. 
Biskupi uniccy przybyli z teologami swymi Bazylianami, Borecki i jego 
władycy wymówili się od udziału. Zjechała się zato licznie dysunicka 
szlachta, zwłaszcza z Wołynia. Rutski na znak unii celebrował w archi- 
katedrze łacińskiej, kazanie mówił O. Bembus, które ogłosił drukiem p. t. 
»Wzywanie do jedności katolickiej narodu religii greckiej z Kościołem 
rzymskim* (Kraków 1629 r.). Król na ów synod przysłał komisarza swego 
kcia Aleksandra Za sławskiego wdę kijows., ale ten wnet zaniemógł i umarł we 
Lwowie. Ta okoliczność, równie jak nieobecność biskupów dysunickich, 
przeszkodziła sesyom synodalnym, poprzestać musiano na » przyjacielskich 
konferencyach«, których duszą był nawrócony świeżo Smotrzyski, archiman- 
dryta dermański, pomagali mu O. Bembus i lwowscy Jezuici. Szlachta 
dysunicka wyprawiła posłów do patryarchy Lukarisa z oświadczeniem, że 
jeżeli się błędów kalwińskich, którymi przepełniony wydany przez niego 
katechizm, nie wyrzeknie, to ona przejdzie pod posłuszeństwo papieża. 

Odtąd zapanował względny spokój. Dysunici zrozumieli wreszcie, 
że dopokąd król Zygmunt żyje, oni zatwierdzenia swej hierarchii, ani znie- 
sienia unii nie wywalczą. 



§. 23. Zarzuty »przeciągania« Rusi na łacinizm. 1608—1632. 

Od r. 1615 do 1760 powtarzają się żale i skargi unickich metropoli- 
tów i biskupów do Rzymu o »przeciąganie Rusinów na łacinizm* przez 
zakony wogóle, w konfosyonale i w szkołach, w szczególności zaś przez 
Jezuitów. 



- 51 - 

Wiemy, że ks. Skarga dał inic3'atywę unii Rusi z Rzymem, przy- 
gotował do niej króla, władyków, kilku biskupów i senatorów i sekreta- 
rzem był synodu brzeskiego 1596 r. W tej jedności z Rzymem szukał on 
zbawienia 6 milionów Rusinów, zostających w schizmie; inne względy poli- 
tyczne i korzyści dla rzpltj z unii płynące, zostawiając królowi i sejmom. 
Tak samo pojmowali unię Rusi jego następcy 00. Barcz, Fabrycy, Gru- 
żewski, Bembus i wszyscy Jezuici, którym na Rusi pracować wypadło. 
Chodziło im o zbawienie dusz w wierze katolickiej, nie o grecki lub rzymski 
obrządek, tem mniej o narodowość ruską lub polską. Szacunku swego dla 
obrządku greckiego dowiedli, pozyskując dla tegoż obrządku Rutskiego, 
wychowując w nim Św. Jozafata i Bazylianów. Ale do 1596 r. nie było 
unii, więc i Rusinów starej greckiej wiary, i Rusinów dyssydentów, chcą- 
cych zostać katolikami, musieli przyjmować do obrządku łacińskiego, a tych 
cyfra była znaczna. Gdy unia stanęła, żądali ruscy biskupi, aby ich i Ru- 
sinów nikt nie zmuszał do prz^yjęcia innych obrzędów, i to im Kle- 
mens VIII zapewnił (m bulla Unionis 21 grud. 1595 r.) ale zakazu przecho- 
dzenia dobrowolnie z greckiego obrządku na rzymski, ani on, ani żaden 
papież aż do 1624 r. nie wydał. Zostawione tedy było do woli Rusinowi 
przechodzącemu na wiarę katolicką, pozostać w obrządku greckim lub razem 
z wiarą kat. rzymską, przyjąć obrządek i-zymski. Z tej wolności korzystali 
panowie i szlachta ruska. Dlaczego? Bo obrządek rzymski panował na 
tronie i dworze, przeważał w senacie i poselskiej izbie, miał świetny i bo- 
gaty episkopat, kler świecki poważany, liczne zakony, dwie akademie 
i setkę szkół i przynosił z sobą wykwintną, pełną życia i blasku cywili- 
zacyę zachodnią. Obrządek zaś grecki był ^obrządkiem chłopów i Koza- 
ków*, episkopat jego ubogi i bez politycznego znaczenia, w władzy swej 
od dysunickich władyków a nawet od panów dziedziców krępowany, du- 
chowieństwo świeckie żonate, ciemne, od chłopa mało różne i prawie wzgar- 
dzone, klasztory w rozprzężeniu, Bazylianie ledwo się dźwigać poczynali, 
akademii, prócz kijowskiej, która 1628 powstała i szkół wyższych żadnych. 
Mogąc wybierać, cóż dziwnego, że wybrali obrządek rzymski? Idea też 
narodowości, dziś tak potężna, nie była "w XVII w. znana. Rusin, zostając 
łacinnikiem, nie brał przez to rozbratu »z narodowością ruską*, mówił dalej 
u siebie po rusku. Dopiero szkoły i związki rodzinne powoli, nieznacznie 
język polski między szlachtą ruską rozpowszechniły. Rusin łacinnik przestał 
tylko należeć do Cerkwi ruskiej. 

Z podobnych pobudek jak szlachta, tak młodzież ruska w szkołach, 
dysunicka i unicka przechodziła na obrządek łaciński. Rutski 1615 v. skarżył 
się, że 200 Rusinów w szkołach, przeszło na łacinizm; Smotrzyski 1630 r. 
dowodził, że drugą przeszkodą rozwoju unii »latynizowanie ruskiej mło- 
dzieży szkolnej*. Czy mogło być inaczej? Wszak ci młodzi Rusini w szkole 
i poza nią, otoczeni kolegami łacinnikami, razem z nimi się modlili, l)ywali 
na nabożeństwach, kazaniach, tylko komunię św. przyjmowali w cerkwi; 
widząc rażącą różnicę swego żonatego, ciemnego kleru od swych profesorów 
Jezuitów, cóż dziwnego, że upodobali sobie r^^t łaciński. 

Jezuici mieli nadto inne, wyższe względy. Pytali siebie, w którym 
obrządku nawrócony z schizmy lub herezyi Rusin, może łatwiej i bezpie- 
czniej zbawić swoją duszę, ąuinam ritus securior? Odpowiedź bj^ła łatwa. 

4* 



— 52 — 

Cerkiew unicka nie miała długo kleru tak światłego, łiteratur}^ kościelnej 
ascetycznej tak bogatej, jak miał Kościół rzymski, a jedno i drugie do 
uświątobliwienia i zbawienia duszy potrzebne i dlatego nie »przyciągali« 
namową, moralnym przymusem, ale pytani o zdanie czy o radę, w konfe- 
syonale lub poza nim, odpowiadali jak byli przekonani, że obrządek 
rzymski bezpieczniejszy. 

Zacny metropolita Rutski tych pobudek nie rozumiał, widział jedno 
i bolał nad tem, że Rusini na obrządek łaciński przechodzą, żalił się 
w Rzymie 1615, 1623 r. i z episkopatem ruskim wołał o ratunek. Więc 
Urban VIII wydał 7 lutego 1624 r. dekret, »ażeby Rusinom unitom, 
laikom czy duchownym, świeckim albo zakonnym, zwłaszcza mnichom 
Św. Bazylego, nie wolno było na obrządek łaciński, z jakiejkolwiek, nawet 
najbardziej naglącej przyczyny, bez szczególnego pozwolenia Stolicy św. 
przechodzić*. Ale król Zygmunt del^retu nie prz3'jął i ogłosić nie pozwolił, 
»bo go uważał, jak donosi nuncyusz Lancelloti do Propagandy 31 maja 
1624 r., za szkodliwy dla wiary katolickiej. Szlachcie nie można odbierać 
tej wolności. Zdaniem zaś 00. Jezuitów, których król kilkakrotnie się 
radził, dekret ten zastosować można tylko do duchowieństwa greckiego, 
ono bowiem dla istnienia i rozwoju unii potrzebne. Świeckim zaś ludziom 
nie można dobrem sumieniem przeszkadzać, aby przechodzili na obrządek 
bezpieczniejszy ad ritum securiorem«. Jakoż Urban VIII wydał 7 lipca t. r. 
drugi dekret, któr3^m zakaz przechodzenia na obrządek łaciński ogranicza 
do samych tylko duchownych, zwłaszcza Bazylianów, z których tak wiele, 
zmieniwszy obrządek, wstąpiło do innych zakonów łacińsl-cich, że ich ledwo 
100 pozostało. Król przyjął dekret lipcowy, ale ogłosić nie pozwolił. Zmai-- 
twiony tem Rutski wyjednał 1625 r. w Propagandzie rzymslciej polecenie 
dla nuncyusza, aby upomniał spowiedników, zwłaszcza Jezuitów, iżby 
unitów do łacinizmu w żaden sposób nie przj-ciągali, jenerałów zaś zal^on- 
nych w Rzymie zawezwała taż Propaganda 1628 r., aby zał^onom swoim 
w Polsce i Litwie to samo surowo polecili. Wskutek tego jenerał Jezuitów 
Vitelleschi na dwa zawody (21 października 1628 r. i 12 września 1629 r.) 
rozkazał spowiednikom i profesorom Rusinów w Polsce, aby się wstrzymali 
od wszelkich zachęcań i namów do zmiany obrządku swych penitentów 
i uczniów. To samo, na usilne prośby Rutskiego, polecił z rozl^azu Propa- 
gandy nuncyusz prowincyałom różnj^ch zakonów »zwłaszcza Jezuitów* 
w Polsce 29 lipca 1631 r. Na mało się to przydało. Vis major, motywa 
Avyżej wymienione, górę wzięły nad zabiegami Rutskiego i jego następców. 



§. 24. Unia Ormian polskich 1630. 

Pod koniec rządów Zygmunta III Ormianie polscy przystąpili do 
unii z Rzymem. Odłam to licznego narodu, osiadłego niiędz_y Eufratem 
a Kurem, morzem Czarnem a górami Ararat, który już z końcem IV Mdeku 
był chrześcijański. Popadł w V i VI wieku w błędy Monofizytów i Mono- 
teletów, w IX wieku w formalną schizmę. Równocześnie prawie utracił 
byt polityczny, jarzmiony kolejno przez Persów, Greków, Tatarów i Turków. 

Przed uciskiem tureckim chronili się Ormianie do Krymu i Mołdawii; 



— 53 — 

gnębieni i tam, szukali ocalenia na Rusi polskiej i to na kilka zawodów. 
Raz XIV wieku i jako osobna »uacya« osiadali w Kijowie, Włodzimierzu, 
Łucku, Lwowie, Kamieńcu, Śniatynie, Haliczu. Przybywali znów w XVI 
i XVII do grodów panów polskich, zakładając gminy: w Jazłowcu, Za- 
mościu, Podhajcach, Brodach, Zwańcu, Horodence i Stanisławowie. Jeszcze 
w XVIII wieku napłynęło ich sporo z Krymu i Mołdawii, i zamieszkali 
w Bałcie, Mohylowie, Kutach i Raszkowie. W pierwszej połowie XVII w., 
o której tu mówimy, mieli na Uki-ainie, Podolu, Rusi i Pokuciu 13 ko- 
ściołów, 26 księży, a cyfra ich dochodziła do 10.000 głów. Handel ze Wscho- 
dem był ich głównem zajęciem; cechowały ich wady i przymioty wscho- 
dnie, przebiegłość i chciwość, ale też zapobiegliwość i oszczędność, dora- 
biali się majątku kupiectwem i handlem bydła, inni znów wynajmowali 
się Turkom za szpiegów. Jako naród kupiecki, grzeczni byli dla Rusinów 
i Polaków i polską przyjmowali mowę i zwyczaje. Przywiązani do swego 
obrządku, wstrętu jak Grecy, dla Rzymu nie czuli. Arcybisliupi łać. lwo- 
wscy, Starzechowski, Solikowski, Próchnicki i biskupi kamienieccy, Słoń- 
czewski, Białobrzeski, Wolucki, utrzymując z nimi dobre stosunki, zachę- 
cali do unii, i byli pewni, że prędzej czy później unia dojdzie do skutku. 
Długo jednak biskupi i księża ormiańscy, więcej się trudniąc handlem jak 
duszpasterstwem, trwali wraz z owieczkami w monofizytyzmie, ucząc, że 
w Chrystusie Panu jedna jest tylko natura boska, która pochłonęła w siebie 
naturę ludzką. 

Twórcą unii Ormian polskich, w tem różnej od unii ruskiej, że za- 
warta z celibatem duchownych i komunią św. pod jedną postacią, był ich 
arcybisliup Mikołaj Torosowicz, chwiejny, dwulicowy w wierze, lekko- 
myślny w obyczajach i namiętny handlarz koni. Czysto ludzkie a nieszla- 
chetne pobudki i rachub}^ zagnały go do unii; nigdy dla niej szczerym 
nie hjl, od niej się wymykał, do starej schizmy wracał, więc też i ta unia 
dopiero po śmierci jego 1681 utrwaliła się i zakwitła. Poróżniwszy się 
z swymi Ormianami i w procesie z nimi, zagrożony sądem przybłędy 
z Eczmiadzinu, wartabieda Krzysztofa Chaczadura, zgłosił się z przyjęciem 
unii, bo ta zapewniała mu przeciw własnej jego nacyi opiekę króla, sta- 
rosty lwowskiego i magistratu. Użył w tem pomocy XX. Karmelitów 
bosych, ale widząc że ci nie wiele posiadają wpływu, udał się z począt- 
kiem października 1630 do rektora Jezuitów lwów. Stan. Witwińskiego, 
ten zaś powierzył jego sprawę 00. Elźanowskiemu i Pulnokowiczowi, 
wielce popularnym we Lwowie kaznodziejom. Oni to ułatwili Torosowi- 
czowi porozumienie się z królem, z arcyb. lać. lwowskim Próchnickim, 
z starostą i miastem, wspólnie zaś z 00. Karmelitami ułożyli program 
akcyi i zapewnili mu bezpieczeństwo i obronę przed nienawiścią nacyi. 
Akt unii odbył się 24 pażdz. 1630 w kościele karmelickim Nawiedzenia 
N. M. P. (dzisiaj tam gmach sądowy) pod osłoną milicyi miejskiej. Na 
akcie podpisani między 13 świadkami, dwaj wymienieni wyżej Jezuici. 
Dla utwierdzenia zaś aktu unii i na jego pamiątkę, wydał jeszcze w tym 
roku, O. Mateusz Bembus, na ż\'czenie ai'cyb. Próchnickiego i jego kosztem, 
niewielką, ale gruntowną i praktyczną książkę: ^Ormiańskie nabożeństwo 
i wzywanie ludzi narodu tego zacnego do jedności w wierze i w miłości 
Kościoła rzymskiego*. 



— 54 — 

Na tem się ogranicza udział Jezuitów w unii Ormian. Torosowicz 
ufny w opiekę króla i miasta, miażdżył swoicłi przeciwników. Oni skar- 
żyli go w Warszawie i Rzymie, więc komisye, śledztwa, procesy trwają 
latami i lat dziesiątkami, nienawiść do osoby unickiego arcybiskupa prze- 
nosi się do unii samej. De facto nie istniała ona prawie, odżyła, gdy Ale- 
ksander VII na prośbę króla Jana Kazim. powierzjł ją 1664 r. 00. Tea- 
tynom, włoskiemu zakonowi, który się nie spolszczył i przez to uniknął 
wad polskich, a po niegodnym Torosowiczu nastał pobożny i gorliwy 
War tan Hunauian 1681. Ormianie, szczerzy katolicy, zlali się z Polakami 
jakby w jeden naród. 



ROZDZIAŁ VII. 
Kłótnia Jezuitów z Akademią krakowską. 1611 — 1634. 



§. 25. Upadek Akademii krakowskiej przed przybyciem Jezuitów do 

Polski. 

O dwie rzeczy spierali się Jezuici z alma mater, główną szkolą czyli 
akademią krakowską; raz gdy w Poznaniu, gdzie mieli kwitnące szkoły 
wyższe, otworzyć chcieli akademię nakształt wileńskiej; powtórnie, gdy 
w Krakowie, pod bokiem akademii, otworzyć pragnęli szkoły w^^ższe. 
Jedno i drugie zabraniała im akademia krakowska, stąd spór, przezwany 
»kłótnią«, której historycy i literaci polscy przez długi czas przj^pisywali 
znaczenie zbyt wielkie, twierdząc, że od tej kłótni rozpoczyna się doba 
upadku akademii Icrakowskiej a z nią upadku nauk w Polsce. 

Nic nad to mylniejszego. Profesorowie jej, Józef Szujski w rozprawia : 
•Odrodzenie i reformacj^a*, Kazimierz Morawski w jubileuszowem dziele 
»Historya Uniwersytetu Krakowskiego* (tom II) dowiedli, że upadek 
głównej szkoły krak. rozpoczyna się w dobie humanizmu koło 1460 r.; że 
pierwsze jej reformy dyscyplinarne okazały się potrzebnemi już 1480, 1485 
i 1491 r.; że biskupi krakowscy od Jana Konarskiego (1503—1523 r.) po- 
cząwszy, a także synody prowincyonalne 1505, 1510, 1523 r. i sam papież 
Leon X. 1518 r., domagali się reformy akademii, a mianowicie rozszerzenia 
zakresu humanitarnych i przyrodniczych nauk, wprowadzenia greki i he- 
braiki. Zanim to uskuteczniono, zawitał}^ nowinki religijne do Polski; 
biskupi zamiast reformować, bronić przed niemi musieli akademię. Wyno- 
siła się też od niej już od 1525 bogatsza młodzież do Włoch, do Padwy, 
Bolonii a także do Niemiec, pomimo że zacny ks. Jakób Górski 1579 r. 
zreformował humaniora studia. Pozostała w Kralcowie młodzież uboższa, ta 
swywoliła nad miaro, oddając się ^rabusiostwu, bójkom krwawym, napadom 
rozbójniczym po olcolicy, dzikości i barbarzyństwu*, zaco ją sądy miejskie 
i grodzkie ścinały bez litości. 



- 55 - 

Co smutniejsza, alma mater była ubogą. Uposażenie jej przez Jagielle, 
dostatnie 1400 r., po odkryciu Ameryki i zmianie stosunków ekonomicznych, 
wydało się wprost śmieszne. Źle płatni profesorowie, obarczali uczniów 
Wysokiem czesnem i różnemi opłatami, zależało im więc bardzo, aby tycli 
uczniów mieli jak najwięcej i wcale nie mieli ochotj', odstępywać icłi Jezu- 
itom. Cała walka almae matris z Jezuitami o szkoły, to kwestya chleba; 
przyznawali to akademicy przed szlachtą na sejmikach i sejmach. 

Jezuicka akademia w Poznaniu, dając naukę i stopnie bezpłatnie, 
odbierze im uczniów wielkopolskich; wyższe szkoły jezuickie w Krakowie 
umniejszą im uczniów z Małopolski, z czeg*o więc żyć będą? 

Przed Jezuitami jednak zasłaniali się gorliwością o chwałę akademii 
i jej przywileje, zwłaszcza o monopol nauczania prwilegium exclusioni8, 
w Krakowie i w odległości 30 mil, którego alma mater nie miała, a wy- 
prowadzała go jako »zwyczajowe prawo « z słów erekcyjnego dyplomu 
Jagiełły: »w Krakowie ma być szkoła główna i jeden rektor nad 
wszystkimi jej uczniami... chcemy, aby wszystkie osoby szkolne 
i uczniowie do Krakowa przj^jeżdżający i tam dla nauk się bawić mający, 
własnego (proprium) mieli rektora, któryby ich w sprawach cywilnych roz- 
sądzał*. Trwożliwa o ów mniemany przywilej akademia, żądała już przy 
otwarciu rezydencyi św. Barbary w Krakowie 1583 r., aby położono Jezu- 
itom warunek, że »nie mają prawa otwierania szkół w Krakowie*, a przy- 
najmniej aby dodano: »bez naruszenia praw i przywilejów akademii*, 
pomimo, że Jezuici posiadali przywilej Pawła III, Juliusza III, Piusa IV, 
Pawła V. (10 marca 1571) otwierania szkół i akademii wszędzie, »nawet 
w miejscach, gdzie istnieją uniwers3^tety«. Oparł się więc podobnej klau- 
zuli nuncyusz Bolognetti i nakłonił akademię, że przez 6 swych delegatów 
wystawiła (1 lutego 1583 r.) notaryałny akt, t. z. k on sens, na otwarcie 
jezuickich szkół w Krakowie, byle ich uczniowie podlegali zwierzchności 
rektora akademii. Jezuici istotnie nie mieli wtenczas i przez lat z górą 30 
zamiaru otwierania szkół w Krakowie; odradzali im to zresztą Possewin 
i wizytator jeneralny Carminata, głównie przez wzgląd na ubogie uposa- 
żenie 32 profesorów i mistrzów akademii. 

§. 26. Pierwszy spór Jezuitów z akademią krak. o akademię poznań- 
ską. — Katolicka partya antijezuicka. 1611—1616. 

Tali stały rzeczy, gdy na kongregacyi prowincyonalnej polskiej 
w Krakowie (1—9 sierpnia 1611 r.) powzięto myśl podniesienia wyższych 
szkół poznańskich (z filozofią i teologią), do godności akademii, jak 
wileńska, dla ozdoby Poznania i Wielkopolski i dla sparaliżowania wpływu 
luterskiej akademii w Królewcu na wielkopolską i pruską młodzież i uła- 
twienia tejże nabycia stopni akademickich. Myśl ta podobała się bisk. 
pozn. Opalińskiemu i senatorom wielkopolskim, przedłożyli ją szlachcie na 
sejmiku w Środzie, a za jej zgodą, wnieśli na sejmie 1611 r. prośbę do 
króla o wydanie erekcyjnego przywileju. Król podpisał przywilej 28 paź- 
dziernika t. r., 13 biskupów, 8 wojewodów, 14 kasztelanów, wielu dygni- 
tarzy, urzędników, dworzan i szlachty opatrzyło go podpisami, na znak, 



- 56 - 

że w ich obecności wydany; kanclerz bisk. Wawrzyniec Goślicki, po nie- 
jakim oporze, przyłożył pieczęć 12 stycznia 1612 r., o potwierdzenie pa- 
piezkie starać się miał bisk. pozn. Opaliński. 

Wystraszona tern alma mater nasadziła najprzód bisk. krak. Piotra 
Tylickiego, że prowincj^ała Piotra Fabrycego i superiora św. Barbary 
Krzywokolskiego, zaprosiwszy na obiad 18 lutego 1612 r., po obiedzie 
skarcił surowo, zarzucając im pychę i grożąc, że do akademii w Poznaniu 
nie dopuści. Równocześnie wysłała dzielnego praAvnika, profesora ks. Ja- 
lvóba Janidłowskiego (Janidłę z Borzęcina) do króla, a gdy tam nic nie 
wskórał, do Rzymu, jako proł^uratora swego, ażeby zatwierdzeniu aka- 
demii pozn. przez papieża przeszkodził. Także do kapituły poznańskiej 
wyprawiła z swego grona 2 pełnomocników, Sebast3^ana Krupkę i Marcina 
Wadowiusza z oświadczeniem, że wskrzeszona 1609 r. przez sufragana 
kujaw. Jana Rozdrażewskiego szkołę Lubrańskiego w Poznaniu, chce 
obsadzić swymi mistrzami, a tern samem akademię jezuicką uczynić nie- 
potrzebną. Kapituła jednak zażądała okazania praw almae matris do szkoły 
Lubrańsliiego i do legatu Rozdrażewskiego. Nie było to łatwo, więc owi 
dwaj posłowie poprzestali na tern, że udawszy się do kolegium jezuickiego 
14 maja t. r. przed rektorem Stan. Gawrońskim zaprotestowali przeciw 
akademii poznańskiej i zapowiedzieli apelacyę do Rzymu. 

Pospieszył tam we wrześniu 1612 r. ks. prokurator almae matris Jani- 
dłowski, wioząc z sobą listy od bisk. krak. Tylickiego i kilku senatorów, 
od szlachty małopolskiej a co dziwniejsza od szlachty wielkopolskiej. 
Wszyscy oni błagali Pawła V, aby nadał almae matri wyraźny przywilej 
exelusionis. Rzecz rozstrzygała się w Datar3ń rzymskiej, lvtóra orzekła, że 
sprawa należy do biskupa Opalińskiego, z nim niech się prokurator Jani- 
dłowski układa i o odpowiedzi biskupa doniesie. Papież, do którego sam 
Icrół Zygmunt wstawiał się za Jezuitami i akademią poznańską, odpowie- 
dział, że »na razie nic nie wypada postanowić, dla przyczyn, które wyłu- 
szczy nuncyusz Ruini*; Janidłowskiego zaś upewnił, że »dodatkowy przy- 
wilej exclusionis akademia krakowska otrzyma, jeżeli sam król IM. o to 
poprosi i uważa to za pożyteczne dla rzpltej*. Wybadać króla miał nun- 
cyusz, do życzenia królewskiego chciał się zastosować papież. 

Janidłowski przybywszy do Warszawy na sejm (w lutym i marcu 
1613 r.), otrzj^mał od liróła odpowiedź przeczącą, ale przy pomocy księcia 
Jerzego Zbarazkiego l?aszt. krak. i przyjaciół almae matris, dokazał tyle, 
że izba poselska przez marszałka swego dopraszała sic u Icróla, aby przy- 
wilej dany na akademię poznańską odwołał. Król odrzucił prośbę. Urażona 
tern izba, zatwierdziła przywileje almae matris in toto et in usti antiquo, a do 
grodu warszawskiego zaniosła 29 marca z kilku senatorami protest przeciw 
przywilejowi królewskiemu na akademię poznańską, jako »bez naszej wiedzy 
przeciw formule praw królestwa nadanemu*. 

Opór sejmu niemile dotknął króla a z Jezuitów nadwornych nie było 
nikogo, ktoby go na duchu podtrzymał. Król zapytany przez nuncyusza, 
odpowiedział, że wcale nie żąda od Stolicy św. prz^^wileju wyłączności dla 
akademii krakowskiej, ale też nie upiera się przy zatwierdzeniu przywi- 
leju na akademię poznańską. Więc Paweł V zatwierdził 14 listop. 1613 r. 
dawne przywileje almae matris bez dodania wszelako przywileju exclusioms, 



- 57 - 

jenerał zaś Akwawiwa w liście do biskupa Tylickiego i w drugim do aka- 
demii krakowskiej, oświadczył, że »dołoży starań, aby sprawa akademii 
poznańskiej od Jezuitów nie była dalej popieraną*. 

Markotni o to Jezuici polscy, uchwalili na kongregacyi prowincy- 
alnej w Jarosławiu 31 lipca 1614 r. postulat do jenerała, aby wyjednał dla 
poznańskiej akademii zatwierdzenie Stolicy św. A gdy jen. Akwawiwa 
umarł (31 stycznia 1615 r.), powtórzyli postulat na następnej kongregacyi 
prowincyalnej w Lublinie z początkiem sierpnia 1615. Nowy jenerał, Mu- 
cyusz Yitelleschi, odpowiedział, źe byle król IM. wolę swą w Rzymie na 
korzyść Jezuitów poznańskich objawił, to on z całą usilnością starać się 
będzie o zatwierdzenie papiezkie. Niestety król tej woli nie objawił, 
Skarga już nie żył, prowincyat Stan. Gawroiiski nie miał snąć dość miru 
u dworu, król »deIiberował z płeczętarzami« a wynik deliberac3'i ten, że 
król listem 26 stycznia 1616 r. zapewnił akademię krakowską, iż przy- 
wileje jej w całości zachować pragnie. Jezuici koronni doznali dotkliwej 
porażki, która się stała smutnym precedensem, bo odtąd alma mater cheł- 
piła się głośno z mniemanego monopolu nauczania, jako prawa zwyczajo- 
wego Jms acąuisitum i przeszkadzała Jezuitom w otwarciu szkół krakowskich 
i akademii we Lwowie. 

Co gorsza, przegrany spór o akademię poznańską, przyczynił się do 
utworzenia antijezuickiej partyi katolickiej, z księciem Jerzym Zbarazkim 
na czele. Partya ta, wraz z resztkami różnowierców, wypowiedziała Jezui- 
tom walkę paszkwilową , sprowadzając z zagranic}^ i szerząc w Polsce 
pamflety jak: De modo agendi Jesuitarum Jerzego Heckla w Frankfurcie 
1585 r. ^ Historia Ordinis Jesuitici, Eliasza Hasenmiillera w Frankfurcie 
1594 i 1608 r., przełożona na niemieckie w Bazylei 1626 — O teologii 
Jezuitów Kemnitza — Mowa przeciw szkołom jezuickim Rodinga — Bozmoioa 
jezuicka Ki'ystyna Frankena — O starem i nowem chrześcijaństwie Biturixa — 
O loierze Jezusa i Jezuitów Donata Gotlieba — Zwierciadło czyli teorya nauki 
jezuickiej i Teatr czyli praktyki jezuickie do książąt i stanów Europy 1608 r. 
Inocentego Geutelleta, prezydenta parlamentu w Greuobli — Katechizm 
jezuicki przez akademików paryskich — Monita privata et publica, generalia et 
specialia Soc. Jesu w Heilsberdze (zmyślone miejsce druku) 1610 r. To samo 
po niemiecku w Ołomuńcu: Beichtenspiegel. 

W Polsce głośny był paszkwil Sebastyana Klonowicza Actio Eąuitis 
Poloni prima 1590 r. czyli Konterfekt Jezuitów Mnichów, przez Prawdzica 
z Jasnej Góry, w formie mowy do senatorów, tłvimaczony na obce języki 
za granicą. Głośniejsze jeszcze: Monita prioata Societatis Jesu, czyli Skryte 
rady Jezuitów, przez ex-jezuitę Hieronima Zaborowskiego 1612 r. napisane, 
a w kwietniu 1614 r., z namowy jak się zdaje i kosztem krewniaka jego 
kcia Jerzego Zbaraskiego, ogłoszone drukiem i wielokrotnie w obcych języ- 
kach wydane. Nie wspominam paszkwilów partyi dyssydenckiej polskiej 
jak : Schwarm Pistranda (Wojciecha z Kalisza) 1592 i 1594 r. — Consilium 
dutum amico, czyli Bady do przyjaciela Toruń 1607 r. — Relaeya o skrytych 
sztukach jezuickich, Toruń 1607, to samo po niemiecku w Frankfurcie 
1632 r. i inne. 

Prawda, że Jezuici nie milczeli. Z polecenia jenerała Akwawiwy, 
uczony O. Jakób Gretser (f 1625 r. w Ingolstadzie), wystąpił jako apolo- 



— 58 — 

geta zakonu w 21 rozprawach polomicznych, które zajmują XI-ty tom in 
folio dzieł jeg-o. Przeciw Actio Eąuitis Poloni pisali, broniąc Jezuitów: 
ks. Marcin Szyszkowski późniejszy biskup krakowski, sławny z nauk 
i dyplomacył Stanisław Reszlca, Jezuici O. Jan Lans, Belga, biegł}' pra- 
wnik (t w Jarosławiu 1591 r.) i O. Marcin Łaszcz. »Rady do przyjaciela* 
poddali krytyce 00. Jerzy Tyszkiewicz (pod pseudonimem Mile. Zieme- 
ckiogo) 1610 r. i Kasper Sawicki 1611 r. Monita secreła zwalczali: O. Ma- 
tensz Bembus 1615 r., O. Gretser i 7 zagranicznych Jezuitów. Wreszcie 
wizytator Jezuitów koronnych i litewskich O. Jan Argenti, w otwartym 
liście do króla, Ad Sigismundum III Poloniae et Sueciae Regem poten- 
tissimum, Societatis Jesu Yisitatoris provinciarum Poloniae et Lithuaniae Epi- 
stoła de statu ejusdem Societatis in iisdeni provinciis, Cracoviae 1615, w 16 roz- 
działach, podjął się śmiałej, wyczerpującej obrony Jezuitów nietylko w Polsce, 
ale i we Francyi, Wenecyi, Siedmiogrodzie, Węgrzech, Czechach, Morawie 
i Anglii. Ogłosił ją powtórnie w Ingolsztadzie 1616 r. i po raz trzeci, już 
jako prowincyał polski, powiększoną o 10 rozdziałów p. t, De rebus Socie- 
tatis Jesu in Eegno Poloniae ad Sigismundum III Cracoviae 1620. 

Pomimo tych apologii, podjęli walkę paszkwilową przeciw Jezuitom 
mistrzowie almae matris cracouiensis, z okazyi nowego sporu o szkoły ki'a- 
kowskie. 

§. 27. Kłótnia z akademią krakowską o szkoły krakowskie rozpoczyna 
się polemiką paszkwilową. 1616—1624. 

Jeżeli błędem było Jezuitów, napocząć sprawę akademii poznańskiej, 
a potem ni(^doprowadzić do pomyślnego końca, to nierównie większy po- 
pełnili błąd, upierając się wbrew zdaniu episkopatu, królewicza, panów, 
sejmików i sejmów, przy otwarciu szkół krakowskich. Nie były one tam 
potrzebne, a dla antagonizmu z szkołą główną królestwa, akademią, sta- 
wały się szkodliwe. Rozumieli to Possewin, Carminata i Akwawiwa, nie 
rozumiał świętobliwy, ale uparty nieco O. Mikołaj Łęczycki, dusza za- 
biegów i walk o szkoły krakowskie. 

Początek nieszczęsnego spora ten: 

Na prośby ks. Skargi król Zygmunt fundował bazylikę św. Piotra 
i Pawła w Krakowie z domem profesów, jakiego Jezuici w Polsce dotąd 
nie mieli. Ale już 1611 r. umieszczono tam studium domesticum dla swoich 
kleryków, a na radzie prowincyalnej 1616 r., uchwalono za namową 
00. Fryderyka Szembeka i Łęczyckiego, dom profesów urządzić przy 
kościele św. Barbary, dom zaś przy bazylice św. Piotra zamienić na kole- 
gium z szkołami wyższemi, w czem liczyli na pomoc świeżo mianowanego 
biskupa krak., kanclerza almae matris, Marcina Szyszkowskiego, apologetę 
swego 1590 r. Król na prośby 00. Szembeka i Walentego Fabrycego, po- 
zwolił na otwarcie szkół, usunięcie zaś trudności z akademią krak. i za- 
warcie z nią unii szkolnej, według konsensu z dnia 1 lutego 1583 r., 
powierzył biskupowi Szyszkowskiemu. 

Zrozumiawszy to mistrzowie almae matris, zawiązali filadelfią pod 
przysięgą, że do unii szkolnej nie dopuszczą, a przy pomocy niektórych 



— 59 — 

prałatów i kanoników i kasztelana krak, księcia Jerzego Zbarazkiego, 
starali się przekonać biskupa Szyszkowskiego, że ta unia szkolna zgubą 
jest dla akademii, Jezuitom niech on nie dowierza, bo O. Szembek inti'y- 
guje przeciw niemu na dworze. Biskup jednak, zachorowawszN' ciężko 
w styczniu 1619 r., wezwał superiorów Św. Barbary i Św. Piotra, Czernia- 
kowskiego i Szembeka i radził otworzyć na razie wyższe studium domowe 
dla alumnów zakonu, ofiarując na ten cel 10.000 złp. Król pocłiwalił zamiar, 
dla oporu jednak rektora akademii Janidłowskiego, który zapowiedział Szem- 
bekowi »będziemy musieli wytoczyć wielkie działo dla naszej obrony* i pro- 
testu akademii, tudzież dla wojny tureckiej i niechęci królewicza Włady- 
sława, którego książę Zbarazki przeciw Jezuitom u św. Piotra uprzedził, 
rzecz poszła w odwlokę. Dopiero 5 grudnia 1621 r. otwarto formalnie 
Collegium inchoatum św. Piotra, wicerektorem mianowany O. Jerzy Tyszkie- 
wicz; biskup pozwolił w lutym 1622 r. na otwarcie studium domowego 
(otwarto je we wi-ześniu 1623 r.), król zaś 3 marca t. r. wydał przywilej 
na otwarcie szkół publicznych. Warunki unii szkolnej ułożyli 00. Tysz- 
kiewicz, Obrycyusz, Łęczycki i Szembek i przedstawili bisk. Szyszkowskiemu 
w Kielcach. On, uproszony snąć przez akademików, czy też z obawy anti- 
jezuickiej agitacyi Zbarazkiego i szlachty, odłożył sprawę na później. Po- 
przestali więc Jezuici na studium domowem, ale i do tego postanowili nie 
dopuścić akademie}^; podjudzał ich ks. Jakób Neyman, nazwany Najmano- 
wiczem, doktor praw, kanonik krak. i na 16 zawodów rektor akademii, 
wódz kampanii przeciw Jezuitom ki-akowskim. 

Gdy więc ci dla uświetnienia kanonizacyi św. Ignacego i św. Fi-an- 
ciszka Ksaw., urządzili 13 lipca 1622 r. dysputę filozoficzną w wielkiej sali 
kolegium i drugą teologiczną 17 lipca w nawie kościoła św. Piotra, zja- 
wili się z polecenia rektora Goliniusza, podczas pierwszej filozoficznej 
w sali, 3 mistrze akademii, z notaryuszem i pedelem, odczytali protest 
akademii przeciw wszelkim publicznym dysputom, wręczyli go O. Łęczy- 
ckiemu, a pedel wezwał gości (byli dwaj biskupi Oborski i Wężyk, sta- 
rosta Tarnowski, prałaci i t. d.) do rozejścia się. Nikt się nie ruszył, Łę- 
czycki reprotestował ustnie, dysputa odbyła się spokojnie. Podobne pro- 
testy akademików i wołania »rozejść się* powtórzyły się podczas dysputy 
teologicznej w kościele. Więc prowincyał Tyszkiewicz złożył u notaryusza 
publiczną krótką reprotestacyę »przeciw podwójnemu najściu krzywdzą- 
cemu Boga, miejsce Św., Stolicę rzymską. Króla IM. i Jezuitów* i roz- 
rzucić kazał po kraju. 

Ten najsłuszniejszy akt obrony dał początek do zawziętej polemiki 
i pamfletów. Ks. Neyman wydał skrycie w Toruniu 1623 r. długą, jado- 
witą »Odpowiedż na reprotestacyą*, którą jako bezecny pamflet potępili 
i zabronili czytać nuncyusz Lancelloti, biskupi Szyszkowski i Opaliński, 
a król 3 maja 1623 r. kazał spalić ręką kata na rynku warszawskim. 
Wszyscy wiedzieli, że autorem jest sam ks. Neyman, podówczas rektor 
akademii, ale nuncyusz polecił osobnej komisyi szukać i sądzić autora. 
Nie wynaleziono go, bo nie chciano. 

Inaczej postąpił poprzednik Neymana w rektorstwie, 80 letni Bazyli 
Golinius. Oto po onych dysputach wyprawił 26 listopada 1622 r. list »od 
akademii krakowskiej* do sejmikującej w Sochaczewie i indziej szlachty, 



— 60 — 

prosząc, aby » panom posłom (na sejm walny) między punkta polecić raczyli, 
żeby ci Ojcowie (Jezuici) sposobami swymi arcy mistycznymi akademii gu- 
bić zaniechali*. Znaczyło to, sprawę szlcolną, należącą do jurysdykcyi ko- 
ścielnej, przenieść do forum świecl^iego, crimen nie lada, więc się też Goli- 
nius wyparł autorstwa listu, nietylko przed biskupem Szyszkowskim, który 
go listownie surowo skarcił, i przed akademią, ale i na sejmie 1623 roku 
w Warszawie, przez delegatów akademickich Neymana, Petrycego i Ja- 
kóba z Uścia. Sama też akademia wręczyła Jezuitom »akt niewinności* 
swojej. Nie przyjęli go Jezuici i milczeli. 

Ale stanęli w ich obronie świeccy księża, Jerzy Borastus, doktor 
obojga prawa, sekretarz i bibliotekarz królewski swą t>Ventiłatio czyli roz- 
trząśnienie listu Goliniusza na sejmiki przedsejmowe* (w Brunsberdze 
1623 r.) i kanonik regularny ks. Stanisław Zakrzewski »Profą daAvidową 
pięciu kamieńmi uzbrojoną*, którą rozdał także posłom sejmowym w War- 
szawie. »Proca« trafiła w sedno rzeczy, bo aż 4 repliki wyszły 1623 roku 
z pod pióra akademików do sejmującycłi stanów i króla, z których Vindi- 
ciae mistrza Przecławowicza i »Obżałowanie« pseudo alumna, dedykowane 
królowi, gwałtowne a jadowite, szereg nowych inkryminacyi wytoczyły 
przeciw Jezuitom. Akademia wyparła się alumna, biskup Szyszkowski po- 
tępił 23 czerwca 1633 r. »Obżałowanie* jako ohydny pamflet, ale też i wszy- 
stkie przeciw alma mater wymierzone pisma. Jezuici milczeli. 



§. 28. Akademia odrzuca układy o unię szkolną. — Spór przenosi do 
Rzymu, na sejmiki i sejmy. 1623—1625. 

Równocześnie z tą polemiką, delegaci akademiccy podali na sejmie 
1623 r. dwie, podobne treścią supliki do króla, aby nie pozwolił na studium 
domcsticum, ani na unię szkolną, ani na nowe szkoły w Krakowie. Król 
zażądał od O. Szembeka, prokuratora Jezuitów na sejmie, planu unii szkol- 
nej, a pochwaliwszy go, odesłał wraz z suplikami i swym listem do bi- 
skupa Szyszkowskiego, aby jako kanclerz akademii, oznajmił jej, że jego 
królewską wolą jest, aby unia szkolna doszła do skutliu. Alcademicy nie 
chcieli i słyszeć o tern. Owszem gdy rektor Łęczj^cki otworzył nareszcie 
w wrześniu 1723 r. domesticum studium theologicum, w maju 1624 r. philoso- 
phicum, zaprotestowała akademia przeciw samej nazwie »rektor kolegium*, 
i przeciw studyum, acz domowemu tylko. Mistrzowie zobowiązali się po- 
nownie, że żaden na unię szkół nie zezwoli, do roty przysięgi uczniów 
włożono, że do żadnych innych szkół w Krakowie uczęszczać nie będą, 
ale na rozkaz biskupa wyrzucono klauzulę. Napróżno nuncyusz Lancel- 
łoti, wezwany przez króla, próbował kilkakrotnie skleić unię szkolną. 

Neyman widząc, że po stronie Jezuitów stoją: król, nuncyusz, biskup 
kanclerz akademii, że im więc nie podoła w Warszawie, powziął plan 
śmiały. Oto spór przeniósł do Rzymu, a swoim polecił obrabiać w kraju 
sejmiki i sejmy, aby szlachta sprawę akademii przyjęła jako własną, naro- 
dową, i w obronie wolności szlacheckiej występując, wywarła nacisli na 
papieża i jego sędziów. Więc z początkiem 1625 r. oświadczył nuncyu- 
szowi i królowi, że sprawę szkół, na prośbę akademii. Ojciec św. Urban VIII 



- 61 - 

do Rzymu odwołał, aby tam na zwykłej drodze rozstrzygniętą została. Tą 
zwyliłą drogą była JRota romana, najwyższy trybunał papieslii, i już w liwie- 
tniu t. r. otrzymał rektor Łęczyclii pozew od Roty. Podążył więc 27 t. m. 
do Rzymu, pierw jednalv studium domesticum zamieniając na publicum, 
otworzył w kolegium Św. Piotra, na podstawie przywiłeju królewskiego 
z 3 maja 1622 r., publiczne wykłady teologii, filozofii i humaniorów. 

Formalna burza zerwała się przeciw niemu. Protest akademii 22 kwie- 
tnia, na który odpowiedział O. Łęczycki reprotestem; listy z pogróżkami 
księcia Zbarazkiego do biskupa Szyszko wskiego; gniew tegoż, że bez jego 
wiedzy otwarto publiczne szkoły, a co najboleśniejsze b3'ło dla O. Łęczyc- 
kiego , że wielu Jezuitów krok ten zganiło, jako niewczesne wyzwanie 
akademii do gwałtowniejszej walki. 

Zaraz ona wybuchła. Z podmuchu zdaje się Neymana, młodzież aka- 
demicka z plcbejuszów przeważnie złożona, do bitek ulicznych z żydami 
i innowiercami zaprawiona, turbas ciere consueta, uchwaliła przeszkodzić de 
facto otwarciu szkół jezuickich, napadami na kolegium, napaściami i bi- 
ciem jezuickich uczniów, idących ulicą grodzką i wracających ze szkoły, 
a niektórzy mistrze akademii pomagali im tej brzydkiej roboty. Rozpo- 
częto ją na primum dico w dzień pierwszej lekcyi, bo już 7 kwietnia bi- 
skup Szyszkowski w liście do Neymana gani »wielką i niesł^^chaną przez 
waszych studentów i mistrzów insolentiam* . Napaści, bicia i rany powta- 
rzały się przez całe tygodnie, pomimo, że wice rektor Szembek polecił 
dwom księżom odprowadzać uczniów. 

Rektor Neyman nazwał to puenles concertationes chłopięce walki, 
i ani myślał uskromić zuchwalców, więc król polecił staroście krakow- 
skiemu Gabryelowi Tarnowskiemu, użyć przeciw nim milicyi zamkowej. 
Młodzież dalejże sejmikować na łące św. Sebastyana, wiązać się w konfe- 
deracyę. Stanęła uchwała: szkoły jezuickie wszelkimi sjjosobami lub tu- 
multami rozganiać, uczniów ich napadać, mniejszych batami, większych 
grubymi kijami okładając*. 

Dzień 13 czerwca przeznaczony na walną rozprawę. Jezuici zatrzy- 
mali uczniów na mszy Św., więc akademicy pod komendą Bartłomieja 
Przepiórki rzucili się na liolegium i dalejże tłuc okna i drzwi wybijać. 
Milicya zamkowa przeprowadziła uczniów ze szkoły, ale napastowana przez 
akademików, gdy i sam jej rotmistrz raniony w ramię, dała ognia, raniła 
kilku, wódz Przepiórka zabity. Okrzyknięto go męczennikiem wolności 
akademickiej przeciw męźobójcom Jezuitom, zrobiono szlachcicem Ptasz- 
kowskim i wyprawiono pod osłoną nadwornej milicyi wojewody ruskiego 
Stanisława Lubomirskiego pogrzeb, z kolegium jurystów przez r\'nek do 
kościoła Św. Anny, gdzie obok grobu bł. Jana Ivantego, zwłoki złożono. 
W pogrzebie wzięli udział mistrze akademii, zakony, kler świecki, połowa 
miasta. Po mszy rekwialnej, karmelita bosy wystąpił z mową żałobną, 
a nawymyślawszy Jezuitom, pocieszał akademię, że wnet zjawi się Dawid, 
który pobije Goliatów. Dziękował mu i zebranym student akademii No- 
wicki, uczeń niedawno wileński, który wpadłszy w ferwor, lżył Jezuitów, 

I cala ta swywola uszła bezkarnie, chociaż bisliup surowo skarcił 
16 czerwca rektora Neymana, a król kazał sądem mieszanym (trwał ten 
sąd 10 — 13 lipca) ścigać i karać winnych. Do sądu zgłosili się pierwsi Je- 



- 62 - 

zuici. żądając śledztwa i wyroku, bo one konfederaty akademickie z łąki 
Św. Sebastyana, udały ich przed ludem, i podczas pogrzebu 5 razy herol- 
dowi obwołać kazały, że Jezuici zmówiwszy się z urzędem zamkowym, 
przekupili i spoili żołnierzy i strzelać im kazali do bezbronnych. Niewin- 
ności Jezuitów broniła już pierwej kapituła krakowska w liście 1 paździer- 
nika 1625 do Urbana VIII. Uczynił to samo starosta krakowski Tarnowski 
5 grudnia t. r. i sam król Zygmunt 27 marca 1626 r. mając już protokół 
judicii composiii w ręku. On też uniwersałem 3 kwietnia 1626 r. obwieścił 
całej Polsce niewinność Jezuitów a napiętnował swywolę studentów akade- 
mii. Uniwersał przeszedł bez śladu. 

Młodzież swywolila jeszcze zuchwałej, bo na jej skargę, skazał try- 
bunał lubelski burgrabiego Różankę i rotmistrza milicyi Waczewskiego na 
Maeżę za naruszenie wolności akademickiej. Zgniewało to starostę Tarnow- 
skiego, więc już żadnej tamy nie kładł burdom i napaściom młodzieży na 
żydów, na dyssydentów jak Lubieniecl<i, ba nawet na dworzan i sługi 
Zbarazkieg^o i Lubomirskiego, fautorów akademii. Wprawdzie patrole mili- 
cyi zamkowej ukazywały się na ulic}^ grodzkiej, mimo to bywało, że Je- 
zuici zmuszeni byli do późna w noc swych uczniów przechować w kole- 
gium, aby ich od bicia i ran uchronić. Trwały te nieznośne napaści aż do 
1634 r., a nawet po zamknięciu szkół jezuickich, akademicy wyrządzali Je- 
zuitom różne psoty. Doszło do tego, że starosta i król pisali 1628 r. do 
Urbana VIII, aby cenzurami kościelnemi poskromił swywolę akademicką. 
Dwa razy jednak uskromiono ją na czas jakiś. Raz 1628 r., gdy nowy sta- 
rosta Tomasz Zamojski, nie oglądając się na wolności akademickie, wzmo- 
cniwszy milicyę, rozkazał akademików jak zwykłych tumultuantów imać 
i więzić na zamku. Drugi raz 1632 r., gdy podczas bezkrólewia przed ich 
swywolą nikt nie był bezpieczny, wojewoda Stanisław Lubomirski wypu- 
ścił na nich nadwornych kozaków, kazał imać, kijami okładać, odsyłać do 
Wiśnicza do robót fortecznych. To skutkowało. 

Równocześnie prawie z rozruchem z powodu Przepiórki, w lecie 
1625 r., wydał przeciw Jezuitom uczony mistrz akademii, matematyk, astro- 
nom i lekarz, Jan Brosciusz (Brożek z Kurzełowa) głośny pamflet »Gratłs 
plebański*. Sposobność podał mu list O. Łęczyckiego 2 listopada 1624 r. do 
Hieronima Przyłęckiego, stolnika krakowskiego pisany w tym celu, aby 
mając mir u szlachty usposobił ją życzliwiej dla unii szkolnej i Jezuitów. 
»Gratis« miał sparaliżować agitacyę stolnika a był, jak się zdaje, wspólną 
Neymana, kilku akademików i Brożka pracą, wydaną bezimiennie w dru- 
karni dyssydenta Piotrkowczyka. W listopadzie t. r. puścił Brożek drugi 
krótki paszkwil: »Proroctwa Św. Hildegardy«, które zdaniem jego tak »od- 
malowało Jezuitów, że jaje do jaja nie jest podobniejsze«. Na skargę Je- 
zuitów starosta Tarnowski kazał zrobić rewizyę w drukarni, owe paszkwile 
zabrać i spalić przez kata na rynku, Piotrkowczyka u pręgierza wychło- 
stać i wyświecić z miasta, na Brożka zaś domagał się sądu od rektora 
Neymana, który oświadczył krótko, że to co w »Gratisie« przeciw Jezui- 
tom powiedziano, to on i akademicy aprobują. 

»Gratis« Brożka, nie bez humoru i dowcipu napisany, czytała szla- 
chta łakomie i uprzedzała się coraz więcej do Jezuitów. O. Bembus napi- 
sał naprędce » Krótką sprawę o nowem kolegium 00. Jezuitów, dla niewia- 



— 63 — 

domych wydaną«, zanim O. Szembek (Pięknorzecki) nie ogłosił w Krako- 
wie 1626 r. gruntownej refutacyl p. t. »Gratis plebański, gratis wyćwi- 
czony*, który akademicy przez najętego podkacika na rynku krakowskim 
publicznie spalili. Nie lepsze powodzenie miały inne apologie szkół kra- 
kowskich, jak O. Bembusa » Obrona kolegium krakowskiego Pairum S. J. 
Stanom koronnym na sejm 1627 r. podana*. Odpowiedział zaraz Neyman 
^Zniesieniem obrony Collegium S. J. w Krakowie*, które synod piotrkowski 
1628 r. położył na indeks i kazał niszczyć. 

Rzecz jasna, że oddawszy spór z Jezuitami do Rzymu, alma mater 
czekać była powinna wyroku, a tymczasem zaniechać wszelkich starań, za- 
biegowy, intryg w rzpltej. Powtarzali jej to kilkakrotnie, biskup Szyszkow- 
ski, nuncyusz Lancelloti, sam król wreszcie. 

Rozumieli to Neyman i mistrze akad., pomimo to spór szkolny wywle- 
kli na sejmiki i sejmy 1626, 1627, 1629 r. i na synod 1628 r. Delegaci ich, 
Brożek i Piotrowski, podali supliki do sejmu i do króla, obchodzili sena- 
torowi posłów, błagali o ratunek izbę poselską, przedstawiając wszędzie 
akademię jako ubogą, pokrzywdzoną staruszkę, która przecie własnością 
i ozdobą jest rzpltej, pod jej patronatem zostaje, a jej wolności pokrzyw- 
dzone, krzywdą są wolności szlacheckiej. I tą sofistyką dokazali, że szla- 
chta istotnie uwierzyła, iż patronat akademii nie papieżowi i królowi, któ- 
rzy ją erygowali i nadali, ale rzpltej przynależy, że przywileje akademii 
cząstką są szlacheckich wolności, że więc sprawa akademii tocząca się 
w Rzymie, jej jest sprawą, a Jezuici zaprzeczając akademii prawa exclu- 
sionis, godzą w wolność szlachecką. Uwierzyła jeszcze szlachta, a nietylko 
ona, ale i senatorowie, jak książę Jerzy Zbarazki, że »Jezuici Krakowa 
pragną, aby już wszystką Polskę pod ferulam S2iam podrzucili, ażeby to 
w rękach ich było i od nich samj^ch czekać mieli homines et faciem Rei pu- 
bUcae futurae, żeby od nich samych obyczaje, od nich affectio subditorum et 
principum, od nich wszystkie stołki (godności, urzęda), od nich nakoniec 
wszystka rzplta a nie od kogo innego dependencyę miała «. Zbałamucone 
tymi wywodami, zastraszone prepotencyą jezuicką sejmiki i sejmy, zano- 
siły do grodów protesty przeciw szkołom krakowskim, do Rzymu zaś su- 
pliki za monopolem nauczania akademii. Izba poselska żądała od króla 
cofnięcia pozwolenia na szkoły jezuickie, zatwierdzenia ponownego przy- 
wilejów akademii, a gdy odmówił, protestowała. Napróżno biskup krakow- 
ski, nuncyusz, król, który na sejmie 1626 r. Avyznaczył komisyę ugodową 
4 biskupów, zapraszali akademików do unii szkolnej. Neyman oświadczył, 
że akademia oczekuje cierpliwie dekretu Stolicy św. — Niedługo czekała. 



§. 29. Decyzye i dekreta Roty. — Krótka wygrana Jezuitów. 

1626-1633. 

Akademii i wrzek omego jej przywileju eoeelusionis bronił w Rocie 
mistrz teologii ks. Jakób z Uścia; otwarcia szkół krakowskich jako doko- 
nanego najlegalniej faktu, bronił rektor tych szkól O. Łęczycki. Obydwaj 
przybrali sobie po kilku prawników rzymskich do pomocy. Łęczycki nadto 
pilnował, aby proces przyspieszonym szedł tępem, Jakób z Uścia starał się 



— 64 — 

proces przewlec jak najdłużej, dlatego założył 4 protesty, trzy apelacye do 
Stolicy Św., tak, źe proces trwał 4 lata, w ciągu których Rota wydała 
6 orzeczeń decisiones (19 czerwca, 6 listopada, 18 grudnia 1826 r., 21 maja 
1627 r., 30 marca i 3 grudnia 1629 r.), dwa wyroki deereta (7 lipca 1627 r. 
i 22 czerwca 1629 r.) i wyrok wykonawczy executorales Utterae (15 kwietnia 
1630 r.). Decyzye i dekreta orzekały, że 1° akademia ani na mocy swych 
przywilejów, ani jako jus acąuisitum nie posiada prawa exclusionis, 2" że 
Jezuitom na moc}'^ konstytucyi apost. Piusa V z 10 marca 1571 r. »wolno 
jest w ich kolegium krakowskiem oprócz humaniorów, wykładać także 
umiejętności, teologię i inne nauki, chociaż w temże mieście Krakowie 
istnieje szkoła główna (akademia)*. 

I\ażda decyzj^a i w3'rok Roty wywoływały w Krakowie coraz zu- 
chwalsze gwałty młodzieży akademickiej przeciw Jezuitom i ich uczniom, 
na sejmikach i sejmach coraz większe rozjątrzenie umysłów, co tak doku- 
czyło Jezuitom, że główny po Łęczj^kim zwolennik szkół krakowskich 
O. Szembek, wnet po pierwszym wyroku Roty na korzyść tychże szkół 
wydanym, pisząc do jenerała Vitellesclii d. 22 stycznia 1628 r., dowodził 
aż 9 argumentami, że dla spokoju publicznego i dla dobra zakonu nie na- 
leży korzystać z wyroku Roty, ale dobrowolnie zamknąć szkoły. Ale ba- 
wiący w Rzymie O. Łęczycki przekonał jenerała, że zamknięcie szkół, 
gdy proces prawny z takim nakładem czasu, trudu i pieniędzy na ukoń- 
czeniu, dla rankoru kilku magnatów, dla krzyku kilkunastu posłów, dla 
kilku burd ulicznych, które w Polsce nie są czemś niezwykłem, nie może 
się stać bez ciężkiego ubliżenia królowi i Stolicy św. i ściągnie słuszny 
zarzut lekkomyślności na zakon; jenerał nie ma prawa pozwolić, aby taką 
plamę rzucał kto na prowincyę polską. Więc jenerał szkół nie kazał zam- 
knąć, polecił tylko polskim Jezuitom, aby nie dworowali z zwycięstwa, ale 
przyjęli je z skromnością. Radził im to samo, acz z innych motywów, 
książę Jerzy Zbarazki, po drugim wyroku pomyślnym dla nich, pisząc 
w lipcu 1629 r. do O. Rudnickiego. »I jabym radził z tą wygraną quam mo- 
destissime postępować... bo to victoria nie z akademików, ale ex ordine eque- 
stri, który się za tą sprawą gorąco ujął, i ją równą położył z wolnościami 
swemi... Wygrana wasza wisi na nitce. Macie to dobrze wiedzieć, aby ta 
nitka gratiae principis nie urwała się. Gdy sprawę kolegium (podczas bez- 
królewia) na rzpltą puszczą, to ją łacno zbiją«. 

List wylconawczy executorales ogłoszony został d. 22 maja 1630 r. 
w kolegium św. Piotra, w obecności nuncyusza Antoniego Santacroce, pro- 
wincj^ała Kaspra Drużbickiego, księży i braci domu, poczem odmówiono 
w kaplicy Te Deum. W miesiąc potem 22 czerwca prepozyt lubelski Mie- 
lewski, z notaryuszem i kilku księżmi, jako świadkami, wręczył ów list 
rektorowi al-cademii Adamowi z Opatowa, M^raz z listami króla i prymasa, 
jako wyrok rzymsl^i przyjmują i żądają, aby się akademia bezzwłocznie 
doń zastosowała. Rektor protestował, protestu nie przyjęto, więc akademia 
nazajutrz uchwaliła wnieść do Urbana VIII apelacye z protestem, która 
się na nic nie przydała, ale rektor Łęczycki wniósł w październiku repro- 
testacyę do Roty rzymskiej. Dla grasującej zarazy, dopiero z Icońcem pa- 
ździernika, z rozkazu nowego nuncyusza Honorata Yisconti, dekret rzyin- 
sl<i przybito na drzwiach kościelnych, l<aznodzieje ogłosili go z ambon, 



— 65 — 

objaśniając jego moc obowiązującą, pomimo apelacyi akademii, przeciw 
czemu znów protestował rektor Adam z Opatowca. 

Dnia 3 listopada Jezuici urządzili w szkołach wspaniałą dysputę 
Theoremata ex naturali philosophia in Regio Collegia, któi'a się odbyła spo- 
Icojnie pod prezydencj^ą nuncyusza. Ale już 29 grudnia t. r. wznowili aka- 
demicy burdy i krzylci, i to w kościele św. Piotra, podczas przedstawienia 
jasełek. Napaści na uczniów wzdłuż ul. grodzkiej nie ustawały. Podczas 
nauk i dysput, tłukli okna kolegium, urządzali kocie muzyki. Trwało to 
do bezkrólewia, w którem wojewoda ruski Stanisław Lubomirski kozakami 
nadwornymi swy wolników na jal<iś czas poskromił, W październiku 1633 r. 
podjęli napaści na kolegium i na uczniów z większą jeszcze gwałto- 
wnością. 

Z śmiercią Zygmunta III, który fundował jedno, dopomógł do zało- 
żenia kilku kolegiów, zasłaniał zakon przeciw rokoszanom i różnowiercom 
i bronił w każdej potrzebie, »urwała się cienka nitka łaski królewskiej*. 
Sprawa szkół -puszczona na rzpltę«, jak przepowiedział Icsiążę Zbarazki. 
Odwróciła sie lvarta. Alś:ademia występuje zaczepnie, rośnie w protelvtorów. 
obrońców i popularność. Jezuici trzymają się odpornie, prawie osamotnieni. 
Dla przygotowania szlachty na sejmikach i sejmie konwokacyjnym (27 wrze- 
śnia 1632 r.) Neyman wypuścił 6 broszur przeciw szkołom krakowskim, 
z których najważniejsza: Memoriale eksorbitancyi i procesu akademii kra- 
kowskiej z Jezuitami o szkoły Icrakowskie*. W odpowiedzi ogłosili Jezuici 
5 pism ulotnych, 2 rozprawy: dowodząc, że ^-słusznie swe szkoły otworzyli 
w Krakowie*, że szkoły te »nie są przeciwne przywilejom Królestwa*, 
i z początkiem sierpnia 1632 r. wysłali O. Szembeka do Warszawy, aby 
pozyskawszy łaskę królewicza (przyszłego króla) Władysława, wyrozumiał 
jego zamiary względem szkół krakowskich, wybadał też w tej mierze pry- 
masa Jana Wężyka, biskupów, tudzież Jerzego Ossolińsldego, Kazanow- 
skich i Potockich (przyjaciół królewicza), a nade wszystko aby usposobił 
dobirze, i to mu się udało, młodziutkiego biskupa krakowskiego królewicza 
Jana Olbrachta, umarli bowiem jeden po drugim, biskupi Szyszkowski 
30 kwietnia 1680 r. i Andrzej Lipski 3 sierpnia 1631 r. I jakiż owoc tych 
zabiegów? 

Na sejmie konwokacyjnym 10 października wystąpił ks. Neyman 
z fiłipiką na Jezuitów i ich szkoły, z taką ujmą czci i powagi Stolicy Św., 
że przerwał mu prymas, i skarcił publicznie. Biskupi zebrawszy się na na- 
radę, uchwalili, za podszeptem zdaje się Jerzego Ossolińskiego, spór ten 
szkolny oddać w ręce królewicza Władysława, o którym wiedziała Korona 
cala, że sprzyja akademii a żądny popularności, dogodzić zechce cnej braci, 
i W3'prawili doń biskupa przemyskiego Firleja, ofiarując rozjemstwo. Przy- 
jął je chętnie królewicz. W te tropy udał się do niego O. Łęczycki, który 
właśnie napomnienia do szlachty, Octo monita pro Nobilitate Polona 1632 a. 
w sejmie i stolicy rozrzucił. Królewicz wyznał mu bez ogródki, że szko- 
łom krakowskim jest przeciwny, że jednak nie on, ale komisya rozjemcza 
przezeń i pod jego prezydencyą zwołana, rzecz rozstrzygnie. 

Znaczyło to grać komedyę. Pierwszy jej akt odbył się na pierwszej 
zaraz sesyi 28 października. Jezuici: Drużbicki, Rudnicki, Szembelc i Brze- 
chwa, przedłożyli komisyi, królewiczowi i 4 asesorom, wszystkie swe przy- 

JEZUICI W POLSCE. R 



— 66 — 

wileje, akta i dekreta Rot3^ Akademicy: Neyman, Yitellius, Starmigista, 
Grzybowski, nawet ich z sobą nie przywieźli. Zniecierpliwiło to królewi- 
cza, jął powstawać na Neymana, Wtenczas asesor archidyakon krakowski 
Foks prosił, aby sprawę odłożyć do sejmu koronacyjnego. Zgodził się Wła- 
dysław, obojej stronie nakazał milczenie, zabronił udawać się z sprawą do 
kogokolwiek innego. Mimo to Neyman z swymi rozgłosił, że królewicz ka- 
zał Jezuitom zamknąć szkołj' publiczne, zostawił tylko studyum doniowe. 
Dnia 8 listopada 1632 r. Władysław obrany królem, sejm koronacyjny »nie- 
sforny, wrzaskliwy, bez żadnego poszanowania majestatu królewskiego*, 
trwał od 31 stycznia do 17 marca 1633 r. Dnia 4 marca akademie}^ rozrzu- 
cili broszurkę: Centuria prima rationum pierwsza setka powodów, w której 
jeden z 00. Jezuitów wykazuje, że »z korzyścią będzie zakonu, jeżeli 
szkoły krakowskie zostaną zniesione*. 

Dnia 6 i 7 marca odegrał się drugi akt komedyi, dwie sesye sej- 
mowej komisyi rozjemczej z 5 senatorów i 7 posłów złożonej. Szkół bro- 
nili 00. Rudnicki i Hincza, akademii obydwaj Neymani, Jakób i Krzysztof 
(medylv, rektor wówczas akademii), Brożek i kilku mistrzów. Przedkładano 
i badano obustronne przywileje: szły repliki, dupliki, trypliki. Potem ka- 
zano Jezuitom opuścić salę, akademików namawiano do unii szkolnej, spie- 
rano się z nimi, napróźno. Więc im kazano odejść. Po krótkiej naradzie 
komisya wezwała Jezuitów, weszli i usłyszeli wj^rok: »Przy wileje akade- 
mii jaśniejsze nad słońce. Jezuici uzyskali swe przywileje podstępnie fsuh- 
reptitie) w Rzymie fakcyami, intercesyami i innymi subtelnymi sposobami 
promowali i tak wygrali sprawę; niech raczej dobrowolnie ustąpią i zam- 
kną swe szkoły, cedant jurę suo<^. Oburzony niespodziewam^m wyrokiem 
O. Rudnicki, wyciął komisarzom gwałtowną reprymendę. Mitygował go, 
pociągając za płaszcz. O, Łęczycki i prosił o czas do deliberacyi. »Z tem 
się Ichmoście rozeszli*, powiadomiwszy króla o swym wyi'oku: » szkoły je- 
zuickie zamlcnąć należy*. 

Wnet, 15 marca odegrał się 3 akt komedyi, ale bez Jezuitów, komisya 
tylko i akademicy. Czytano ułożoną przez Neymana konstytucyę o akade 
mii krakowskiej, którą w ostatni dzień sejmu, 17 marca poprawioną nieco, 
pomimo oporu kanclerza litewskiego księcia Albrychta Radziwiłła i kilku 
senatorów, uchwalono i do woluminów praw p. t. »Akademia krakowska* 
włożono. Brzmi ona: » Ponieważ j'ws patronatus Ak'ddemu krakowskiej wszy- 
stkiej merę rzpltej należy, a pewne dekreta Eotae Ttomanae w sprawie inter 
Almam Academiam Grac. et Patres Societatis zaszły; tedy My (królj, jakośmy 
się in pactis conventis obligowali, procurando uspokojenie tej akademii, do 
Ojca Św. włożymy się, aby causa in integrum restituta, do decyzyi Naszej 
i Rzpltej tę sprawę odesłać raczył. Gdzie i jus patronatus Reipublicae i jura 
Academiae wcale zachować obiecujemy, które im... tam in toto quam in parte 
aprobujemy*. (Vol. leg. III, 378). 

Pierwszy raz dowiedziała się Polska, że prawo patronatu akademii 
do całej rzpltej należy, że sprawy szkolne król i sejm, a nie papież i bi- 
skupi rozstrzygają, ale na to dzwonił przez lat 10 Neyman i w tym sen- 
sie, jak nadmieniłem Avyźej, obrabiali akademicy szlachtę na sejmikach 
i sejmach. 



— 67 — 

Cóż na to jenerał zakonu Vitelleschi? Dowiedziawszy się, że przy- 
szły Icról Władysław nie UAvaża sporu o szkoły krakowskie pomimo dekretu 
rzymskiego za ulvończony, ale owszem sam przyjął w nim rozjemstwo, po- 
lecił prowincyałowi Hinczy, aby sprawę szkół złożył w ręce króla i rzpltej. 
Hincza przez Jerzego Ossolińskiego uwiadomił o tern króla i sejm, a nadto 
przez spowiednika królewskiego O. Pstrokońskiego, wręczył królowi bile- 
cik, w którym stało: »Gotowi jesteśmy szkoły publiczne natychmiast zam- 
knąć, jeżeli taka wola WKMci«. Na to król: »postanowiIem to zostawić 
woli Ojca św.« Pocieszyli się tem Jezuici, nie rozumiejąc snąć, że Stolica 
Św. jak na życzenie króla Zygmunta szkół ich broniła, tak na życzenie 
króla Władysława zamknąć je każe, skoro ratio status, zachowanie dobrych 
stosunków z królem i rzpltą tego wymaga. 



§. 30. Zamknięcie szkół krakowskich dekretem Stolicy św. 1634. 

W wrześniu 1633 r. wyjechał w wspaniałym orszaku do RzN-mu Je- 
rzy Ossoliński orator króla JMci., z obedyencyą do Urbana VIII-go, 
z obszerną instrukcyą od króla w wielu ważnych sprawach. Wyjednać też 
miał u papieża cofnięcie dekretów Roty rzymskiej i wyraźny nakaz zam- 
knięcia szkół krakowskich, i w tym celu wiózł z sobą listy królewskie do 
papieża, do 3 kardynałów Barberinich, i do kardynała protektora Jezuitów. 
Załatwiając inne sprawy w kongregacyach, sprawę szkół krakowskich uło- 
żył odrazu 4 grudnia z jenerałem Yitelleschi, który mu oświadczył krótko: 
»że on i jego Jezuici nie mają zamiaru spierać się z rzpltą, gotowi nie- 
tylko z Krakowa, ale z całej Polski ustąpić, jeżeli taka będzie wola rzpltej«. 
Nazajutrz wysłał doń dwóch Ojców, z oznajmieniem, że »gotów po prostu, 
bez żadnych zastrzeżeń, szkol}' i prawa swoje złożyć w ręce króla JM. 
i rzpltej, niech sobie z tem zrobią, co im się zda pożyteczniejsze i na to 
wystawi skrypt autentyczny* W tym sensie pisał jenerał do króla 28 gru- 
dnia 1633 r., a prowincyałowi Hinczy polecił »aby się do woli króla i rzpltej 
zastosował*. 

Za tyle uległości należało Jezuitom zostawić tę pociechę, że sami, 
dobrowolnie ustępstwo z swych praw czynią królowi i rzpltej. Ossoliński 
jednak, który z nimi od początku w tej sprawie nieszczerze postępował, 
wyjednał u papieża, upewniwszy go o pisemnem, jak się zdaje, przyzwo- 
leniu jenerała, dekret zamknięcia szkół brawem 15 stycznia 1634 r... ^M.y, 
chcąc publicznej szkodzie zapobiedz... spór i sprawę tak w św. Rocie, jak 
w którymkolwiek innym sądzie poruszoną, toczącą się i wprowadzoną — 
zważj^wszy na dane już z góry przyzwolenie ukochanego syna 
naszego Mucyusza Yitelleschi, tegoż Towarzystwa jenerała, w którem on 
twierdzi (asserit), że Towarzystwo samo i jego kolegium słuszne prawo 
miało i sprawiedliwie w tem sobie postąpiło — apostolską powagą, brzmie- 
niem niniejszego listu dla dobra spokoju odwołujemy, zupełnie uma- 
rzamy i niszczymy. Klerykom zaś regularnym rzeczonego Towarzystwa 
i ich krakowskiemu kolegium wieczne milczenie nakładamy i na- 
łożone mieć chcemy*. 



- 68 — 

O wszystkiem, co się w sprawie szlcół działo w Rzymie, donosił se- 
kretarz poselstwa, sufragan gnieźnieński Piotr Gębicki, ks. Neymanowi. 
Więc i ono brewe przesłał mu natychmiast w odpisie. Ten zaś przesłał je 
znaczniejszym panom i królowi , obozującemu pod Możajskiem, wraz 
z skargą, że Jezuici, wbrew zakazowi papieża, w szkołach nauczają dalej. 
Istotnie nauczali, pomimo, że studenci akademii rąbali drzwi kolegium, na- 
padali na ich uczniów z większą jeszcze zawziętością a bezkarnie, bo nikt 
im onego brewe nie przysłał z Rzymu, niepewnym zaś wieściom, które 
rozpuszczali akademicy, nie dawali Aviary. Dopiero 28 czerwca doręczono 
prowincyałowi list od króla datowany 26 maja, w tych słowach: »Donie- 
siono mi, że brewe 15 stycznia bardziej rozdrażniło jak uspokoiło Ojców. 
Wolą papieża, moją i rzpltej jest, aby szkoły u Św. Piotra natychmiast 
zamknięto*. Tego samego dnia, gdy uczniowie zebrali się na nieszpory 
jako w wilię św. Ap. Piotra i Pawła, ogłosił im prefekt nauk O. Przetocki, 
zamknięcie szkół, a w grodzie krakowskim złożył manifest, jako ulegając 
woli króla JM. Jezuici szkoły swe zamknęli. W tymże dniu prowincyał 
wyprawił list do króla: »Nie odebraliśmy i nie znamy brewe papieskiego, 
ale jedynie na rozkaz WKM., nie czekając okazania tamtego apostolskiego 
pisma, skoro tylko rozkaz WKM. nadszedł, natychmiast byliśmy mu po- 
słuszni — szkoły już są zamknięte«. 

Oto co zyskali Jezuici, dzięki uporowi świętobliwego O. Łęczyc- 
kiego. Przedewszystkiem upokorzenie, jakie w innym kraju chyba ich nie 
spotkało, bo połączone z utratą najpiękniejszego przywileju, wolności nau- 
czania. A dalej, wywołali przeciw sobie uprzedzenie i niechęć kapituł 
i wyższego kleru, profesorów i uczniów akademii. Zrazili do siebie i za- 
kony, które w tym sporze po stronie akademii stawały, i rade były z jej 
zwycięstwa. Wśród braci szlachty i panów, narobili sobie najniepotrzebniej 
wrogów; katolicka partya antijezuicka wzmogła się znacznie. Żeby choć 
od akademii okupili sobie pokój. Gdzie tam. Zaraz na manifest O. Prze- 
tockiego wydał ks. Neyman remanifest, dowodząc, że nie dla spełnienia 
woli króla, ale dla niesłuszności swej sprawy, uznanej przez komisye 
i przez papieża, zmuszeni byli Jezuici wyrokiem rzymskim zamknąć 
szkoły. Z remanifestem okazała się satyra: Clemens victoria potentissimi Re- 
gis Ladislai IV, którą z dwoma innymi paszkwilami położono w Rzymie 
na index. 

Na synodzie krakowskim w październiku 1634 r. i na sejmie 1635 r. 
domagała się alma mater zamknięcia także domowego studyum u św. Pio- 
tra. Nie dokazała tego, ale uzyskała wyraźne jus exclusionis, konstytucyę 
sejmu 1635 r., która zabrania Jezuitom i wszystkim, otwierać szkół wogóle, 
zwłaszcza zaś w Krakowie, Kaźmierzu, Stradomiu, Kleparzu, bez pozwo- 
lenia sejmu, sine consensu omnium ordinum, dozwala jednak zakonom mieć 
studia domestica. Kolegia zaś i szkoły Societatis Jesu i te, które są i te, 
»któreby na potem cum consensu rzpltej fundowane były, patrząc na po- 
żytki w Kościele bożym z ich prac wynikające i na teraźniejszą przeciw 
Nam i rzpltej powolność, nietylko utwierdzamy, ale i pod protekcyą na- 
szą, sukcesorów naszych i wszystkiej rzpltej, nie ubliżając nic prawu aka- 
demii krakowskiej, przyjmujemy*. (Vol. leg. III, 407). 



— 69 — 

Po tej achwale, Ossoliński jako marszałek sejmu, oblatował sty- 
czniowe brewe Urbana VIII w grodzie warszawskim na wieczną rzeczy 
pamiątkę. Jezuitom, chcąc zatrzeć przykrość jaką wja-ządził, fundował ko- 
legium w Bydgoszczy. 

Alma mater, pomimo monopolu nauczania, pozostała w dawnej nie- 
mocy. Już 1660 r. rektor jej Stanisław Jurkowski wyznał przed bislcupem 
krakowskim Trzebickim, »iż nie było w niej żadnego mówcy, filozofa, pra- 
wnika, żadnego teologa, a profesorowie jej zaledwie warci bj^ć mistrzami 
szkół niższycłi«. Od śmierci Zygmunta III, przez wiek XVII i XVIII, 
oprócz Jus publicum Begni Poloniae Zalazowskiego, żaden z profesorów aka- 
demii nie wydał, nie już uczonego, ale przynajmniej pożytecznego dzieła, 
jak zauważył w swej »Historyi szkół* (I, 195) Józef Łukaszewicz. Pozo- 
stała jednak wierną antagonizmowi z Jezuitami, jak zobaczymy niżej. 



ROZDZIAŁ VIII. 
Władysław IV i Jezuici. 



§. 31. Łaskawość Władysława dla Jezuitów. — Próba tolerancyi dla 
dysunitów na sejmie elekcyi i koronacyi. 1632—1634. 

Spór Jezuitów z akademią krakowską wprowadził nas w czasy Wła- 
dysława IV. »We wszystkiem niepodobny ojcu swemu«, jak go scharakte- 
ryzował nuncyusz Visconti, podobny mu był w łaskawości dla Jezuitów, 
której rozjemstwo w sporze z akademią nie zaćmiło. Nie mogło być ina- 
czej. Od lat chłopięcych nawykł do Jezuitów, widział ich na pokojach 
i w kaplicy zamkowej, często u stołu. Naukami jego i braci kierowali Je- 
zuici, Przemysław Rudnicki, Adam Henning i Andrzej Markwart. Spowie- 
dnika przez całe życie nie miał innego, tylko Jezuitę — przez długie lata 
O. Jana Lesiewskiego, po nim zaś Pstrokońskiego; dysponował go na drogę 
wieczności w Mereczu O. Jerzy Schoenhof. Kazań słuchał, nawet czasu po- 
lowania »pod namiotem*, 00. Macieja Sarbiewskiego i Wojciecha Cieci- 
szewskiego. Na wyprawach wojennych towarzyszyli mu Jezuici kapelani 
obozowi, u wód badeńskich i na zjeździe z Ferdynandem III w Nikols- 
burgu 1638 r. miał z sobą 00. Pstrokońskiego i Sarbiewskiego; synka je- 
dynaka Zygmusia powierzył na wychowanie O. Schoenhofowi; na histo- 
ryka swego panowania przeznaczył O. Jerzego Wituskiego. » Bywało, że 
Jezuitów do siebie na zamek zapraszał, niekiedy sam ich odwiedzał, i wy- 
sławszy naprzód z zamku potrawy i stołj^ w kolegium z nimi obiadował*. 
To znów z królową Cecylią przyjął u nich podwieczorek na willi w Łu- 
kiszkach. Do jenerała Vitelleschi pisywał listy polecające za różnemi oso- 
bami. Przyjechawszy dworno do Wilna na poświęcenie kaplicy Św.- Kazi- 
mierza, którą ojciec jego wybudował, zwiedził akademię wileńską, 5 lipca 



— 70 — 

1636 r. chciał być obecDy na promoeyi do doktoratu z teologii nadwornego 
swego kaznodziei, poety, Macieja Sarbiewskiego, i zdjąwszy swój sygnet, 
włożył na palec jego. Do fundacyi kolegium warszawskiego przyczynił się 
znaczną suma. Słowem stosunek jego do Jezuitów, zwłaszcza warszawskich 
i wileńskich, był raczej przyjacielski jak monarszy. 

W zapatrywaniach jednak politycznych różnił się od nich, jak różnił 
się od ojca swego. Tak np. za jedyny sposób » ukontentowania « dysunitów 
i dyssydentów uważał, nadanie im najszerszej tolerancyi. Potrzebował on 
uspokojenia Rusi, a pomocy Kozaków do wojny moskiewskiej, i do proje- 
ktowanej wielkiej wyprawmy przeciw Turkom. Sejm elekcyjny wyznaczył 
20 paźdz. 1632 r. łvomisyę dla spraw dysunii, popieranej gorliwie przez 
dyssydentów, ta zaś zaprosiła Władj^sława na pośrednika. Duszą jednak 
komisyi był kapucyn medyolański, O. Waleryan Magni hr. Strassnitz, teolog 
króla i nadwornej partyi (polityków), on też podał dwa plaay pacyfikacyi. 
Dysunitom, oprócz zupełnej swobody wyznania i przypuszczenia do urzę 
dów miejskich, przeznaczał 6 biskupstw, unitom 5; albo, radził, Wołyń, 
Bracław, Ukrainę zostawić dysunii, Litwę, Ruś czerwoną, Podole oddać 
unii. Komisya sejmowa przyjęła plan pierwszy i sformułowała w 15 pun- 
ktach. Nuncyusz z początlviem listopada 1632 r. zaprotestował przed królem, 
episkopat unicki i łaciński z świeckim senatem i wielu posłami zanieśli 
8 i 10 listopada energiczny protest do grodu warszawskiego. Urban VIII 
brewem 1 stycznia 1633 r. do króla, potępił projekt, który »bez naruszenia 
Św. kanonów i uchwał soborów cierpiany być nie może«. 

Zaniepokoiło to króla; protest świeckich panów i posłów przypisywał 
zfanatyzowaniu przez Jezuitów, ale aby się zasłonić przed papieżem, oddał 
podczas koronacyjnego sejmu 1633 r. najdrażliwsze punkta pacyfikacyi pod 
zdanie 4 teologów, mianowicie: czy pokój religijny może być użyczony 
d^^sunitom; czy biskupstwo unickie przemyskie może być po śmierci unity 
Krupeckłego, dane dysunicie; cz}^ można erygować nowe dysunickie bi- 
skupstwo w Mścisławiu; czy metropolitalna cerkiew św. Zofii w Kijowie 
może być oddana dysunitom? O. Waleryan Magni na wszystkie 4 punkta 
odpowiedział twierdząco. O. Łęczycki, prowincj^ał podówczas litewski, godził 
się na erekcyę biskupstwa dysunickiego w Mścisławiu, ale z funduszu schi- 
zmatyków, nie zaś liosztem unitów; inne punkta odrzucił. Tę swoją senten- 
tiam poparł 10 dowodami. Osobna ad hoe kongregacya w Rzymie 1634 r., 
potwierdziła to zdanie, pomimo to niektórzy zbyt gorliwi katolicy, oskar- 
żyli Łęczyckiego u jenerała zakonu o faworyzowanie schizmy. On zaś 
kopię dyskursu (15 str. druku w 4 ce) przesłał jenerałowi, załączając w obronie 
swej świadectwa króla, nunc^yusza i prymasa Wężyka. 

Przeważyło jednak zdanie kapucyna Waleryana, i pod koniec sejmu 
koronacyjnego, król wydał dysunitom dyplom pacyfikacyjny, a sejm uchwałę 
p. t. »Assekuracya uspokojenia religii greckiej*. 

V/prawdzie prymas, biskupi, część senatorów i posłów manifestowali 
się 16 marca 1633 r. w grodzie krakowskim »jako bez zezwolenia Stolicy św. 
na rzeczony dyplom religii greckiej przyzwolić nie mogli ani chcieli*, król 
jednak, ufny w to, że poseł jego do Rzymu Ossoliński, wyjedna przynaj- 
mniej milczące przyzwolenie papieża, wyznaczył komisarz}"^ do rozgrani- 
czenia dyecezyi, oddania dóbr i cerkwi dysunitom, zamianował metropolitą 



— 71 — 

kijowskim dysunickim Piotra Mohiłę, któremu wystawił erekcyjny dyplom 
na akademią kijowską i pozwolił zająć cerkiew św. Zofii, zatwierdził też 
5 dysunickich biskupów, czyli samozwańczej dotąd hierarchii dysuuickiej 
nadał byt legalny. Unici, nie uznając mocy dyplomu pacyfikacyjnego 
ani komisarzy królewskich, dopokąd nie nadejdzie zatwierdzenie z Rzymu, 
stawili opór; zamiast uspokojenia »zapanowało po koronacyi Władysława, 
straszliwe prześladowanie na całym obszarze Rusi, jak daleko sięgała unia. 
Komisarze królewscy ze zbrojnym ludem zabierali unitom monastery i cer- 
kwie*, ci zaś siłę odpierając siłą, utrzymali się przy cerkwiach w Wilnie, 
Mińsku, Grodnie, Słonimie i Nowogródku, gdzieindziej ulegli przemocy. 

Ossoliński nie uzyskał w Rzymie zatwierdzenia apacyfikacyi*. Ur- 
ban VIII wprawdzie ^suspendit judicium i żadnej deklaracyi rzetelnej nie 
uczynił* , ale nuncyusz zaniósł w jego imieniu protest do aktów kancelarji 
litewskiej. Wiedzieli o tern unici, i zaprzeczyli wprost prawnej mocy kró- 
lewskiemu dyplomowi na punkta pacyfikacyi. Sypały się protesty: nun- 
cyusza Filonardi 1636, 1638, i 1642 r., prymasa Albrychta Radziwiłła i Ka- 
zimierza Sapiehy 12 lutego 1642 r., metropolity Sielaw}- z biskupami uni- 
ckimi 1644 r., a procesów w sprawach cerkiewnych namnożyło się tyle, że 
nie mogąc im podołać sejmy, oddały je sądom relacyjnym. Dysunia z me- 
tropolitą Mohiłą i Adamem Kisielem, podkomorzym czernichowskim na czele, 
rozpierała się na Rusi, pomimo że utraciła chwilowo dzielną pomoc w Ko- 
zakach, za bunt Pawluka 1638 r. »zagnanych do jam chłopskich«. 

W tej nowej fazie »wojny Rusi przeciw Rusi«, Jezuici koronni, na 
kongregacyi prowincyalnej w Jarosławiu, litewscy w Wilnie 1633 r., podali 
jenerałowi memoryał, prosząc, aby przez obydwóch prowincyałów zabronił 
surowo, 1) kaznodziejom jezuickim występować na ambonie przeciw dys- 
unitom, ich dogmatom i obrzędom, 2) profesorom szkół drażnić i prześla- 
dować uczniów dysunickich, lub odradzać im przejścia na unię. 3) Spowie- 
dnicy niech roztrząsną dobrze sumienie senatorom i panom i szkrupuł im 
robią, gdyb}^ popierali dysunię z krzywdą unii. A więc tolerancya dla dys- 
unii, gorące popieranie unii, oto taktyka Jezuitów względem Rusi za rzą- 
dów Władysława. 



§. 32. Chybiona próba pacyfikacyi dyssydentów na sejmach 1632—43. 

Z dysunitami Ave8zli w sojusz dyssydenci, wołając na sejmie konwo- 
kacyjnym : » jesteśmy obywatelami tej samej ojczyzny, więc to samo prawo 
co katolicy, mamy do swobód szlacheckich*. Dał im odprawę kaznodzieja 
sejmowy Dominikanin Birkowski, dali podkanclerzy Tomasz Zamojski i pod- 
komorzy lwowski Aleksander Trzebiński, mówiąc: »religia wasza przycho- 
dniem jest niedawnym, wiara zaś katolicka była i jest jako pani i gospo- 
dyni dawna w domu swoim. Tyle tedy możecie mieć swobód, ile warn 
z łaski jej pozwolono*. Społeczeństwo polskie w ciągu lat 60, dzięki rządom 
Batorego i Zygmunta a pracy Jezuitów i duchowieństwa, stało się rdzennie 
katolickiem, wypierało z łona swego wszelką herezyę, jako obce ciało. Na 
elekcyi o mało nie przyszło do krwawej bitwy 15.000 żołnierza wojewódz- 
kiego katolickiego, przeciw 5.000 dyssydenckiego wojska, pod het. p. Radzi- 



- 72 - 

wiłłem i wda bełzkim Leszczyńskim, ale biskupi z podkancl. Zamojskim 
i Andrzejem Rejem, bratem czeskim, zażegnali burzę. Uciszył nieco umysły 
Władysław »as8ekurac.yą« daną dyssydentom 24 paźdz. 1632 r., a sejm 
przyjęciem w pada conventa zapewniania im swobód religijnych i bezpie- 
czeństwa osób. 

Nie zapobieżono przez to wzajemnym sporom i napaściom. Studenci 
aryańscy porąbali Mękę Pańską przy drodze w Rakowie; sejmowy dekret 
1639 r. zamknął zbór, akademię rakowską i drukarnię. W Wilnie studenci 
kalwińscy strzelali z łuku do chóru PP. Klarysek i do obrazu św. Michała 
na wieży ich kościoła. Wszczął się z tego powodu tumult; hajducy hetmana 
i wdy wil. Krzysztofa Radziwiłła kalwina, nibyto przeszkadzając rozruchom, 
zastrzelili kilku katolików. Wyrok sejmowy 1640 kazał zbór, szpital i szkołę 
kalwińską przenieść za mury miasta pod bramę trocką. Ewangelicy w Gdań- 
sku, Toruniu, Elblągu i gdzie się czuli na sile, przeszkadzali katolickim 
procesyom, usuwali katolików od urzędów miejskich, od cechów nawet. Zato 
w katolickim Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Wilnie pospólstwo z studen- 
tami urządzało wyprawy na zbory, szkoły i domy ministrów, iż się wynosić 
z miasta musieli. Odbieranie dyssydentom drogą sądową zborów, jako da 
wnych kościołów katolickich, w Dębnicy, Skolach, w Kwilczu, Ostrorogu 
i indziej, szło swym torem. Więc dyssydenci, którzy od 1635 r. napróżno 
zanosili grawamina na sejmy, wyprawili pod koniec sejmu 1643 r. deputacyę 
z senatorów i posłów do Władj^sława, wołając o ratunek »przeciw niezno- 
śnemu uciskowi papieżników«. Król za radą swego sekretarza Bartłomieja 
Nigrina (Schwarza), z aryanina, lutra, kalwina, nawrócego przez kapucyna 
Waleryana katolika, którą pochwalili kanclerz Ossoliński i Jezuici nadworni, 
zwłaszcza O. Schoenhof, postanowił zaprosić katolików i dyssydentów, na 
»rozmowę przyjacielską* do Torunia, na wzór dysputy w Poissy 1561 r. 



§. 33. Colloąuium chantativum w Toruniu rozchodzi się na niczem 
z żalem króla. 1643—46. 

Dnia 12 listop. 1643 r. prymas i biskupi na synodzie warszawskim 
zebrani, zaprosili róźnowierców na oną »rozmowę przyjacielską* do Torunia, 
na 10 pażdz. 1644 r. Uczynił to samo król manifestem pod tąż datą. W myśl 
króla, Colloąuium toruńskie miało być: liąmdatio doctrinarum, sinceratio veri- 
tatis, zestawieniem jasnem nauki wiary, szczerem wyjawieniem prawdy. 
Uczestnicy jednak zjazdu nie zrozumieli zamiarów króla; z likwidacył 
doktrynalnej, zrobić chcieli wielką dysputę religijną. Teologów katolickich 
trzymał w ryzach prezydent ich, biskup żmudzki Jerzy Tyszkiewicz, ale 
dyssydenci, gotując się do uczonej d3'sputy, żądali odroczenia terminu roz- 
mowy. Więc król naznaczył dzień 28 sierpnia 1645 r., a prezesem czyli 
» legatem* swym na Golloąium, mianował kanclerza Ossolińskiego, w zastę- 
pstwie zaś jego »deputata królewskiego* kasztel, gniezn. Jana Leszczyń- 
skiego. 

Biskup Tyszkiewicz prezydował 25 teologom katolickim, z tych 10 
było Jezuitów t. j. trzej jako teolodzy królewscy: Rudnicki, Wawrzyniec 
Pi karski, Schoenhof, inni jako teolodzy biskupów. Z różnych zakonów było 



— 73 — 

5 teologów, z świeckiego kleru 10. Kalwinom i Braciom czeskim, którzy 
wysłali 23 ministrów, przewodził deputat królewski kasztelan chełmski 
Zbigniew Gorajski; luterskim teologom, było ich 28, deputat królewski 
starosta sztumski Giildenstern a potem Stan. Drohojowski. Aryanów jako 
bluźnierców bóstwa Chrystusowego, nie dopuszczono do rozmowy. Z tego 
grona, każda strona wybrała po 12 teologów deputatów, z tych zaś na 
każde poszczególne colloguium, wyznaczali prezesi stron rozmawiających, 
po dwóch coUocutores. 

Sesye czyli colloguia prywatne, tych było 32, odbywały się w mie- 
szkaniu legata królew. w ratuszu; brali w nich udział dwaj królewscy 
deputaci, 4 coUocutores i 2 notaryusze stron. Inni członkowie kongresu mogli 
być obecni, ale nie wolno im było zabierać głosu. Sesye walne, tych było 
4, odbywały się w sali radnej ratuszowej. Po prawej stronie prezydyum, 
które składali legat Ossoliński, deputaci Tyszkiewicz i Leszczyński, wzdłuż 
sali, zasiadali teologowie katoliccy, po lewej w dwóch rzędach kalwińscy, 
luterscy i braci czeskich. W środku sali coUocutores: O. Schoenhof, Karme- 
lita bosy Hieronim Jędrzej Cs^rus Krakowianin, od kalwinów Gorajski, od 
lutrów Hiilseman. Notaryuszarai ze strony katolickiej byli Jezuici Klage 
i Rywocki. 

W myśl regulaminu królewslciego, roboty coUoguii dzieliły się na 
3 akcye: 1) likwidacya doktryny i wywnętrzenie prawdy. 2) rozmowa (nie 
dysputa) o prawdziwości lub fałszywości nauki wiary jednej z dwóch stron 
rozmawiających. 3) accessoria czyli rozmowa co do obrzędów. Trzy te akcye 
ukończone być miały w 3 miesiącach. 

Dyssydenci przystąpili do kongresu widocznie z złą wiarą; zwleka- 
niem, obstrukcyą, zmarnować chcieli czas jego trwania, i dokazali tego. 
Bo najprzód 2 tygodnie (8 sesyi) strawili na ułożeniu preliminarłów, które 
narzucili katolikom. Potem na pierwszą walną sesye 16 września zamiast 
»likwidacyi wiary «, jaką ze strony katolików wygotował i odczytał O. Schoen- 
hof, przynieśli »całe książki*, obszerne teologiczne traktaty swoich wyznań, 
naszpikowane obelgami na Kościół katol. i papieża, i żądali, aby je wcią- 
gnięto do protokółu. Oparli się temu katolicy, kalwińskiej likwidacyi nie 
pozwolili nawet odczytać, jako przeciwnej punktom -5 — 16 regulaminu kró- 
lewskiego. 

O zrozumienie tego regixlaminu spierały się obie strony. Katolicy 
przestrzegali go ściśle, dyssydenci uważali za »instrukcyę pragnień kró- 
lewskich*, nie obowiązującą do niczego. Więc O. Schoenhof pojechał do 
ki'óla, bawiącego w Zembrowie, a otrzymawszy od niego autentyczny 
»komentai-z« regulaminu, odczytał go na 2-ej sesyi 25 września. Ale lute- 
ranin Berger i kalwin Hiilseman, na walnej sesyi 3-ej dnia 26 września 
wystąpili z deklaracyami do onego komentarza. Na te dwie deklaracj^e 
legat Ossoliński zapowiedział »komentarz do komentarza* regulaminu, 
ułożony przez O. Schoenhofa, który na 4-ej walnej sesyi 3 paźdz. odczytano. 
Dyssydency słuchali go cierpliwie, równie jak Karmelity Cyrusa, ale gdy 
ci skończyli, podnieśli protesty Gorajski i Hiilseman. Reprotestowali Schoen- 
hof i Cyrus. Lutrzy też zapowiedzieli pisemną replikę Cyrusowi. Więc po 
drugi raz wyprawiono O. Schoenhofa do król.a, do Staroźrebów pod Płockiem 
po nowe objaśnienia. 



— 74 — 

Przywiózł on »królewski komentarz regulaminu*, który odczytano 
na prywatnej, z rzędu 25-e.i sesyi 10 pażdz. Nie poprzestali na tern dj^ssy- 
denci, ale wysiali do króla Adama Reja i Giildensterna. Pojechał za nimi 
O. Schoenhof. Wrócili po 2 tygodniach. Ossolińskiego zastąpił jako legat 
Leszczyński. 

Rozpoczęły się spory na sesyach prywatnych 26, 27 i 28-ej od 25 pażdz. 
do 2 listop. już nie o regulamin, ale o rewizyę »likwidacyi kalwińskiej 
i luterskiej«. Katolicy nie chcieli ich wciągnąć do protokołu; dyssydenci, 
ponieważ wydrxxkowali już je zagranicą i rozesłali współwyznawcom, ksią- 
żętom i miastom, odmówili w nich zmian wszelkich. Więc na sesyi 29-ej 
d, 2 listop. O. Schoenhof złożył ^ostatnią deklaracyę« katolików, na którą 
na pr3'^watnej sesyi 32-ej, d. 6 listop. odpowiedział Gorajski Ostatnią dekla- 
racyą kalwinów; lutrz}^ zaś dlatego, że ich »deklaracyi« czytać nie pozwo 
łono, wystąpili z » manifestem*, który wciągnięto do protokołu. 

Zamiast więc zgody, rosło naprężenie umysłów. Ponieważ dla pilnych 
interesów legat Leszczyński wyjechał na jakiś czas z Torunia, więc do- 
piero 18 listop. na prywatnej sesyi 35-ej, biskup Tyszkiewicz odpowiedział 
na ostatnią deklaracyę Gorajskiego. 

Trzechmiesięczny termin colloąuii upływał, więc na ostatnią 36-tą 
sesyę 21 listop., lubo prywatną, przybyli legat, deputaci i wszyscy człon- 
kowie kongresu, ale w usposobieniu pojednawczem. Goi'ajski oświadczył, 
że miałby wiele do zarzucenia ostatniej przemowie bisk. Tyszkiewicza, dla 
braku jednak czasu i przez cześć dla biskupa, zaniecha tego. Archidiakon 
Jan Dowgialło Zawisza odpłacił równą względnością, twierdząc, że katolicy 
mieliby jeszcze nie jedno przeciw deklaracyi Gorajskiego, ale pragną col- 
loąmum zakończyć in charitate. Na kalwiński manifest, przygotowali rema- 
nifest katolicy, na życzenie jednak legata, nie odczytali go. Poczem »sesya 
zamknięta i Colloguium, przy wzajemnem pożegnaniu i w braterskiej 
miłości*. 

Nie tego spodziewał się król Wady sław. Czuł się upokorzony. Rozu- 
miał że »przyjacielskim kongresem* potrafi wyrównać różnice religijne, 
zażegnać waśnie, rozrywające rzpltą; że za jego przykładem pójdą króle 
i książęta i zapanuje w Europie pokój religijny, podstawa politycznej har- 
monii. Skończyło się na marnych sporach o przedwstępne punkta, o regu- 
lamin i zarejestrowanie dwóch mizernych skryptów, a w dodatku na fał- 
szywem przedstawieniu przebiegu Colloąuii w »bezecnych kartach, które 
(dyssydenci) rozrzucają między pospólstwo*, jak się skarży król w przed- 
mowie do autentycznych Acta Colloąuii Thorunensis przez notaryuszów tej 
rozmowy, Kossa i Majbacha w Warszawie 1646 r. wydanych. Istotnie w ciągu 
dwóch lat 1644—46 r., ogłoszono 29 pism i rozpraw o toruńskiej rozmowie, 
ze strony przeważnie dyssydenckiej. 

§. 34. Niedoszły projekt orderu i kawaleryi Niep. Poczęcia N. M. P. 
Królewska Sodalitas Mariana 1634-1643. 

Podobnie jak próby pacyfikacyi dysunitów i dyssydentów zawiodły 
króla, spełzł na niczem projekt wzmocnienia tronu, instytucyą orderu i ka- 
waleryi Matl^i Boskiej, z » królików* i najprzedniejszej szlachty złożonej, 



— 75 — 

którejby sam król był urodzonym wielkim mistrzem. Wiadomo, że król, 
uporawszy się z Moskwą 1634 r., nosił się z plantą wojny szwedzkiej, potem 
zwycięskiej wojny tureckiej; że oprócz wewnętrznego uspokojenia rzpltj, 
potrzebował do wojny poparcia oligarcłiów królików, za którymi pójść 
nawykła młodsza bracia. Jak ich dostać i pomoc zapewnić? 

Z początkiem XVII wieku zaostrzył się spór teologiczny o przywilej 
Niep. Pocz. N. P. M. między Dominikanami a Jezuitami. Paweł V 1616 r. 
zabi'onił Dominikanom i wszystkim, występować na ambonie, w prelekcyach 
i w pismacli przeciw temu przywilejowi, a Grzegorz XV rozciągnął zakaz 
nawet do rozmów i pism prywatnych. Były te dekreta przyznaniem palmy 
zwycięstwa Jezuitom, którzy w myśl 41 dekretu V-ej generalnej kongre- 
^acyi zakonu, gorliwymi byli tego przywileju Maryi obrońcami. Więc jako 
kaznodzieje i spowiednicy nadworni cesarza Ferdynanda II, nakłonili go, 
ie 1619 r. założył w Wiedniu zakon rycerski Niep. Pocz. N, M. P., do któ- 
rego, oprócz wielu magnatów niemieckich, zapisali się Polacy: Albrycht 
Radziwiłł, Jerzy Lubomirski, Opaliński, Konopacki i Leśuiowolski. Oprócz 
bronienia honoru Niep. Pocz. N. P., zakon ten miał na celu walkę z Tur- 
kami pod hasłem Maryi. 

Niedługo potem Karol, książę Newers i Mantuy, założył w tymże 
celu order i bractwo »Militia Christiana, żołnierki chrześcijańskiej na cześć 
Niep. Pocz. Maryi*, które zatwierdził i pochwalił Urban VIII r. 1624. 

Tenże papież, kiedy Zygmunt III zachęcony przez nadwornych Je- 
zuitów, prosił go o ogłoszenie dogmatu Niep. Pocz. N. M. P., odpowiedział 
mu brewem 13 lipca i 3 sierp. 1624 r., że jeszcze nie pora na ogłoszenie 
dogmatu, niech jednak król założy w zagrożonej od Turków Polsce, rycer- 
skie bractwo Niep. Pocz. Maryi, jakie ustanowił książę Karol. Zygmunt dla 
wojny szwedzkiej, dla wrodzonej powolności i starości, nie spełnił polecenia. 
Podjął je syn Władysław i gotowe już statuta Militiae christianae, zastoso- 
wane do Polski, przesłał przez Ossolińskiego 1633 r. Urbanowi VIII do 
zatwiei'dzenia. 

W myśl statutów, oprócz króla jako w. mistrza, miało być 72 » Ka- 
walerów Maryi «, najprzedniejszych panów polskich a także zagranicznych, 
ozdobionych orderem. Na złotym łańcuchu krzyż 8-kątny czerwony, z białą 
płaskorzeźbą Niep. Pocz. N. M. P. pośrodku, płaszcz biały, podbit}'^ kitajką 
czerwoną, czapka biała, sadzona złotem z wizerunkiem Niep. Poczęcia na 
przodzie. Ślubowali przysięgą, że wierni będą królowi i ojczyźnie, bronić 
będą honoru Niep. Pocz. Maryi, i walczyć z pogaństwem. Dzień 14 wrześ. 
1637 r. naznaczył ki-ól na uroczyste założenie orderu i kawaleryi. W ten 
sposób związani z królem magnaci, stanowić mogli silna partyę dworską. 
Ten też był polityczny cel orderu, osłaniał go król względami przj^zwoi- 
tości, że skoro królowie polscy od obcych monarchów ordery np. Złotego 
Runa przyjmują, to wypada, ażeby nadaniem orderu Niep. Pocz. N. M. P. 
mogli im się odwzajemnić. 

Dwunastu najprzedniejszych senatorów, między nimi Stan. Lubomir- 
skiego wdę krak., Stan. Koniecpolskiego hetmana w. k., Albrychta Radzi- 
wiłła kanclerza w. 1., Aleksandra Radziwiłła marszałka w. 1., Kazimierza 
i Andrzeja Sapiehów, Jerzego Ossolińskiego, królewicza Jana Kazimierza, 
zaprosił król na 12 starszych kawalerów, osobnj^mi listami. Już w lipcu 



- 76 - 

1637 r. rozeszła się po kraju wieść o nowym orderze, i wywołała ogólne 
niezadowolenie. Szlachta czuła instynktowo, że to przeciw niej bicz się 
kręci, order uważała za nowość, obalającą równość szlachecką, szemrała 
więc na króla, drwiła z kawalerów. Więc też i »królikowie«, wrażliwi na 
opinię szlachty, zwłaszcza Koniecpolski i Lubomirski, grzecznie ale sta- 
nowczo odradzali go królowi »bo do takich nowości wstręt ma gmin szla- 
checki, zamiłowany w wolności a podejrzliwy, cienia się takich rzeczy boi«. 
Także królewicz Jan Kazim., lubo zrazu przyjął zaproszenie, wycofał się. 
Zmartwiony tem król, odłożył termin 14 września na d. 8 grudnia, polecił 
za radą Albrychta Radziwiłła, statuta orderu obciąć, i przez dwa dni 20 i 21 
września »obcinano« statuta w mieszkaniu Jana Kazimierza przj^ pomocy 
nadwornych Jezuitów, aby nic w nich się nie znalazło, coby zazdrość lub 
podejrzenie u szlachty budzić mogło. 

Tymczasem głowa dyssydentów, którzy się onym oi'derem jawnie brzy- 
dzili, Krzysztof Radziwiłł, puścił między szlachtę broszurę: »Nowo założony 
order Panny Maryi, Neuer angestelUer Orden der Jungfrau Mariae«, podając 
aż 18 powodów przeciw niemu. Niektóre z nich przypadły bardzo do gustu 
szlachty. Na nic się nie przydał ^Ttespons na raiiones przeciwko kawaleryi*, 
pióra podczaszego kor. Ostroroga. Wnet bowiem okazało się »Zniesienie 
responsu na racye przeciw Kawaleryi«, rozdawano też różne skryptaimowy 
uszczypliwe na publicznych zjazdach, bankietach, po dwoi-ach szlacheckich. 
Więc król, widząc powszechną niechęć, za radą prymasa i senatorów, od- 
łożył sprawę orderu na czas nieograniczony. Rozzuchwaliło to szlachtę i na 
sejmikach poleciła posłom na sejm 1638 r., »tego się seryo od JKM. doma- 
gać, aby od instytuowania tej Kawaleryi supersedował*. Król, który w pa- 
ździerniku 1637 r. dyplom ustanowienia orderu sKawaler^a Niep. Pocz. 
Maryi* podpisał, przyparty przez posłów na sejmie 1638 r., wj^stawił dyplom 
kasacyjny: » ponieważ niektórych niewinna ta pobożność moja nabawia 
nieuzasadnionej trwogi, aby... nowy ten zakon nie groził kiedyś zgubą 
wolności... przeto założenie tego zakonu znosimy*. 

Jezuici, którzy w tem zniesieniu tylko ujmę honoru Maryi widzieli, 
wnet sobie ją wynagrodzili. Korzystając z zjazdu panów na blizki sejm 
warszawski, erygowali w sam Nowy rok 1642, w swym kościele w War- 
szawie, kongregacyą maryańską pod wezwaniem Niep. Pocz. N. M. P. Po 
uroczystej mszy św. wobec królewskiej pary, dworu i grona najdostojniej- 
szj-ch osób, wstąpił na ambonę O. Schoenhof, teolog nadworny i spowie- 
dnik królowej, i wytłumaczywszy cel i statuta kongregacyi, wezwał obe- 
cnych do wpisu i ślubowania, iż bronić będą jej najpiękniejszego przywileju 
Niep. Pocz. choćby krwią własną. Pierwszy wpisał się własnoręcznie król 
i złożył, klęcząc przed obrazem Niep. Pocz. Maryi, ślubowanie. Po nim 
królowa Cecylia, królewicze Jan Kazimierz i Karol Ferdynand i królewna 
Anna Katarzyna, i dlatego kongregacyą otrzymała nazwę: Regia Sodalitas 
mariana; za nimi prymas, biskupi, senatorowie, według porządku zasiMania 
w senacie, wreszcie inni przedniejsi panowie, dworzanie, obywatele. A było 
ich tylu, że rozdzielić musiano królewską kongregacyę na trzy: polską, 
niemiecką i włoską. Pierwszym joj prefektem był król, asj^stentami króle- 
wicze. R. 1645 prefektem obrany nuncyusz Filonardi. Z wygaśnięciem 



- 77 — 

Wazów, upadać poczęła » Królewska Kongreg"acya«, aż ją jznów 1714 r. 
podżwignął obrany prefektem, marszałek w. k. Józef Mniszech. 

Łaskawość Władysława dla Jezuitów przyćmioną została na kilka 
miesięcy wypadkiem rodzinnym, który królowi wiele przykrości i kłopo- 
tów sprawił. 



ROZDZIAŁ IX. 
Królewicz Jan Kazimierz Jezuitą i kardynałem. 1641 — 47. 



§. 35. Charakter Jana Kazimierza. — Niejasne powołanie do zakonu. 

1634-43. 

S^^nowie młodsi Zygmunta III odebrali wychowanie »jak dzieci pry- 
watnego obywatela*. Dość długo zostawali pod dozorem i opieką panny 
Urszuli Mejerin i niewiast, uczyli się pod kierunkiem akademika ks. Pre- 
waneego Władysławskiego, rodem z Cłiełmży, i Jezuitów, zwłaszcza O. Prze- 
mysława Rudnickiego, łiumaniorów, filozofii i języków niemieckiego i wło- 
skiego i do śmierci ojca prowadzili żywot bezczynny, do spraw publicznych 
wcale nie przypuszczani. 

Oddziałało to niekorzystnie na »flegmatyczno-melancholijny« tempe- 
rament Jana Kazimierza i wyrobiło charakter niezdecydowany, potrzebu- 
jący wiecznie oprzeć się na kimś, niestały i niespokojny, kapryśny i ko- 
biecy raczej jak męzki, acz w gruncie szlachetny, do wzniosłych porywów 
pochopn}^, którj^ch jednak wykonać brakło wytrwałej woli i siły. Pobożności 
był wielkiej, odziedziczył ją po rodzicach. 

Król Władysław kochał go więcej niż resztę braci, a trzymając go 
przy sobie, chciał nieznacznie ukształcić i braki wychowania usunąć. Więc 
też starał się wprowadzić go w życie czynne, publiczne i już 1633 r., 
w wojnie mosliiewskiej oddał mu komendę nad pułkiem 1200 piechoty. 
Powiódł go też z sobą na potrzebę turecką w marcu 1634 r. Do wojny nie 
przyszło, król zatrzymał się we Lwowie, z nim Jan Kazimierz. Tu 10 pażdz. 
zachorował królewicz na ospę i już wtenczas, czując się blizkim śmierci, 
po przyjęciu św. Sakramentów, uczynił ślub wstąpienia do zakonu, od któ- 
rego, wyzdrowiawszy, został od papieża uwolniony i puścił się na żołnierkę 
Av wojnie cesarza Ferdynanda II z Ludwikiem XIII i Gustawem Adolfem. 
Wnet wrócił do Polski. Król wyjednał u senatu 1637 r., »żeb3' królewicz 
(który miał już lat 28) na sejmach, aktach publicznych bywał, przy łcrólu 
siadał, przypatrywał się Statui Bei publicae i praxim w niej brał«. Ale jałowe 
obrady, kłótnie niesfornych posłów, nie mogły zająć umysłu królewicza; 
nie mając co w Polsce robić, udał się w lutym 1638 r, na dwór madrycki. 

W drodze przez Francyę, uwięziony z rozkazu kard. Richelieu 10 maja 
w Tour de Bouc, trzymany w Salon, w zamku Sisteron i w Yincennes 



- 78 — 

pod Paryżem, dopiero 28 listop. 1640 r., za staraniem Władysława, odzyskał 
wolność. Towarzyszył mu w podróży i więzieniu spowiednił: Jezuita O.Jerzy 
Leyer, Prusali, l^apłan pobożny, roztropny, średniej naulci. Snąć w długicłi 
onycti samotnycłi godzinacłi niewoli, wśród liłócących się z sobą myśli 
i wspomnień, nasunął się więźniowi ów ślub lwowski, zbyt łatwo, bez słu- 
sznej przyczyny, rozwiązany, więc ponowił go, z silną wolą spełnienia, 
skoro wyjdzie na wolność. Nie stało się to bez wewnętrznej walki i paso- 
wania się jakoby dwóch ludzi, dwóch światów z sobą. 

Wróciwszy do Polski, zamieszkał dla opłakanego stanu majątkowego, 
w dziedzicznym Nieporęcie i stąd w lutym 1641 r. zgłosił się przez wizy- 
tatora jeneralnego O. Banfi, do jenerała Jezuitów Yitelleschi z zamiarem 
wstąpienia do zakonu, pierw jednak cliciał otrzymać święcenia kapłańskie. 
Dnia 24 kwietnia t. r. odpisał jenerał O. Banfiemu i królewiczowi: »Kładę 
za podstawę, że przed jakiemkolwiek załatwieniem tej rzeczy, otrzymać 
należy wyraźne pozwolenie (bonam gratiam expressamj starszego brata Wła- 
dysława IV króla, wyłożywszy mu należycie wszystko*, inaczej, bez obrazy 
króla i ściągnięcia jego gniewu, nie może się zakon mieszać w tę sprawę. 
Więc jenerał zakonu postawił kwestyę jasno, należało tylko dodać, że to 
królewskie pozwolenie dane być ma na piśmie. Ostrożność tę jenerał uważał 
za zbyteczną, okazało się potem, że była konieczną. Jan Kazimierz bowiem 
zamiast zażądać od króla brata wyraźnego i to pisemnego pozwolenia na 
święcenia kapłańskie i wstąpienia do Jezuitów, otrzymał od niego, jak 
twierdził, pozwolenie wstąpienie do jakiegobądź zakonu i to ustne a nie 
dość jasne, skoro potem król czynił mu wymówki, iż bez jego pozwolenia 
na krok tak stanowczy się odważył. Za to nudził królewicz listami O. Ban- 
fiego, a przez niego jenerała, wymyślając coraz to nowe powody zwłoki, 
między innemi tę, że spowiednik O. Leyer, przeciwny zamiarowi jego, 
utrudnia mu raczej, jak ułatwia sprawę. Nareszcie w kwietniu 1642 r. 
królewicz rozpuścił służbę, rozdarował szaty, przygotował się do podróży, 
gdy Gazette de France puściła wieść, że l?i-ólewicz wstępuje do Karmelitów 
bosych. Więc on napowrót przyjął służbę, prowadził dom otwai-ty, podczas 
godów weselnych siostry swej Anny Katarzyny z Filipem Wilhelmem, 
synem palatyna Renu, kciem nejburskim, urządził w Nieporęcie od 16—19 
czerwca 1642 r. huczną zabawę, wreszcie odwiózł siostrę aż do Nejburga. 
Wróciwszy, całą zimę »deliberował« z O. Leyerem nad swem przedsięwzię- 
ciem, aż nareszcie z końcem maja 1643 r. wyruszył incognito do wód ba- 
deńskich, skąd, zwiedzi wsz}^ po drodze Wenecyę i Padwę, z początkiem 
września przybył do Lorelu. 

Przyjął go z wielką czcią rektor Pelegrino Alegardi, ale już naza- 
jutrz zażądał pisemnego pozwolenia króla na przyjęcie święceń kapłańskich 
i wstąpienie do nowicyatu Jezuitów. Nie miał go królewicz, pod słowem 
jednak upewnił rektora, że takie pozwolenie otrzymał od króla ustnie i to 
kilkakrotnie. Poprzestano na tem; d. 24 września królewicza przyobleczo- 
nego w suknię jezuicką wprowadził rektor, mistrz zarazem nowicyuszow 
do sali nowicyackiej i po odmówieniu Veni Creator, przedstawił młodziutkim 
towarzyszom ii Padre Casimiro, jak go powszechnie nazywano; miał wten- 
czas lat 34. W kilka dni potem wyjechał do Rzymu, aby u św. Andrzeja, 



— 79 — 

jak niegdyś bł. Stanisław Kostka, nowicjat odprawić... Towarzyszył mu 
rektor Alegardi z bratem zakonnym, a lubo jechali na chłopskim wózku, 
oddawano mu po drodze książęce honory, zapraszano na obiady, wieczerze 
i nocleo'i. 



§. 36. Nowicyat Jana Kazimierza w Rzymie — Gniew króla. 1643—44. 

Do Rzymu przybył królewicz 2 października. Nazajutrz doniósł kró- 
lowi o swem wstąpieniu do Jezuitów. Król »żalem zdjętyc odpowiadając 
4 listopada, nazwał tę wiadomość »niespodziewaną«; bolał, 5>źe drzewo kró- 
lewskiej naszej rodziny pozbawione zostaje najprzedniejszej swej gałęzi... 
Gdybyś mnie pierwej o tem uwiadomił, przedłożyłbym ci niektóre punkta 
do rozAvażania... Spodziewam się, że zechcesz korzystać z dyspenzy pa- 
pieskiej (od ślubu wstąpienia do zakonu)... oczekiwać więc będę postano- 
wień Twoich «. 

W tym sensie pisała królowa Cecylia. Okazało się, że król nietylko 
pozwolenia nie dał, ale nawet nie wiedział o zamiarze królewicza i słu- 
sznie był nań rozżalony, ale przeciw Jezuitom, którzy go bez królewskiego 
pozwolenia śmieli przyjąć, zawrzał gniewem. Na razie postanowił przeszko- 
dzić stanowczym krokom brata, rzecz odwlec o dwa lata. 

Odbyć się miał w listopadzie synod prowincyalny w Warszawie, 
ostatni w Polsce. Przed onym synodem wytacza król żałobę na Jezuitów 
i szuka ratunku przez biskupa Gębickiego, którego upoważnia do tego 
listem kredencyonalnym z 4 października. Żali się w nim na królewicza, 
ale »daleko więcej uskarżamy się na 00. Jezuitów podstępy i chytrość, 
którzy... przemówili go sobie«. Prosi więc, aby biskupi synodalnie 
przez kardynała Sabellego, protektora Polski, wstawili się do papieża, 
ażeby królewiczowi przed upływem dwóchłecia nowicyatu, żadnych dys- 
pens co do święceń i profesyi nie dawał i dać nie pozwolił, »ale niech się 
rzecz toczy sposobem zwyczajnym, a tam obaczymy próbę i jeśli consilium 
hoc ex Deo, czyli to Jezuitów«. Jakoż 12 biskupów na synodzie zebranych, 
wystosowało według woli króla 13 listopada list do kardynała Sabellego. 
Żalą się zwłaszcza na jenerała Jezuitów, że tak się pospieszył z przyjęciem 
królewicza, jakby człowieka prywatnego, niepomny na dobrodziejstwa, jakie 
Wazowie i Habsbui-gowie zakonowi świadczyli. 

Gdy to się dzieje w Warszawie, Urban VIII wyprawił do króla 
8 października brewe gratulacyjne, pełne ascetycznych uniesień i pochwal 
dla królewicza. Zirytowany tem pismem król, odpowiedział 1 grudnia dość 
cierpko: »Swiat cały chrześcijański i sama Świątobliwość Wasza zaboleć 
powinna, gdy z oczu i rąk porwaną zostaje krew królów i książąt... Spo- 
dziewałem się, że Św. Wasza najwyższą powagą zechce roztrząsnąć to, co 
brat mój nieopatrznie rozpoczął. Zawiodłem się atoli. Nie chcę dłużej pisać, 
abym się W. Ś. nie stał przykrym*. 

Papież otrzymawszy prośbę bisicupów i list królewski, cofnął czem- 
prędzej daną już dyspensę święceń extra tempora, unieważnił dyspensę 
co do profesyi udzieloną od jenerała, królewiczowi polecił odprawić wpierw 
dwuletni nowicyat i uwiadomił o tem króla brevem 12 grudnia 1643 i-. 



— 80 - 

Łatwo pojąć zakłopotanie jenerała i Jezuitów, ale w najfałszywszem 
położeniu znalazł się nowicjusz Jan Kazimierz, bo nietylko przykrości 
jenerała i zakonu zwaliły się na niego, on za nie odpowiadał, ale prawość 
jego charakteru w wątpłiwem wystąpiła świetle i to go truło najbardziej. 
Więc w długim, łacińskim liście 2 stycznia 1644 r., roztrząsa sumienie kró- 
lewskie i przypominając każde niemal słowo, każdy szczegół rozmowy, 
dowodzi, że przez O. Leyera i osobiście prosił kilkakrotnie i otrzymał 
pozwolenie króla na » zmianę stanu* i wstąpienie do Jezuitów. Upewnia 
go o swej stałości w powołaniu i załącza listy od cesarza, królowej fran- 
cuskiej Anny, palatyna Renu i jego żony a swej siostry Anny Katarzyny, 
winszujące mu tego kroku i życzące wytrwania. 

Król, który z dworem bawił w Wilnie, przypisał autorstwo tego 
listu Jezuitom i w gniewie swym wydalił ich z dworu, gdzie mieli rezy- 
dencyę. Pstrokońskiemu i Wituskiemu kazał się sekularyzować i tylko 
królowej pozwolił zatrzymać swego spowiednika O. Schoenhofa. Gdy 29 lu- 
tego 1644 r. wizytator Banfi przez Albrechta Radziwiłła prosił o posłu- 
chanie, król odmówił, gdy ten ponowił prośbę, król nazwał to bezczelno- 
ścią i 2 marca wyprawił do wizytatora i wileńskich Jezuitów marszałka 
nadw. Tyszkiewicza, aby im oznajmił gniew królewski i wolę, iżby żaden 
z nich nie postał u dworu, chyba zawołany. 

Do królewicza odpisał król przez sekretarza Fantoniego (już 2 lu- 
tego) zbijając punlit po punkcie jego twierdzenia, własnoręcznie zaś dodał: 
» Proszę ciebie na Boga, abyś się nie kwapił (z święceniami i profesyą) 
i owszem uważył, co za krzywdę w tern czynisz rodzicowi swojemu, który 
nas na podporę domu swego wychował, a nie dla tych szalbierzów, 
którzy wszystkiem światem a pono i niebem łudzą. Żal nie dopuści 
więcej pisać*. 

Gniew królewski nie trwał długo. Po śmierci królowej Cecylii król 
w liście 1 kwietnia i przez ajenta swego w Wenecyi Buchalina, namawiał 
królewicza do wystąpienia. Ale gdy ten okazał się stałym, użyczył mu 
król włoskim listem z Warszawy 16 lipca 1644 r. tyle upragnionego po- 
zwolenia, uwiadomił o tern jenerała, a Jezuitów przyjął napowrót do łaski, 
powierzając ^anielskie dziecię* Zygmusia wychowaniu O. Schoenhofa. 



§. 37. Chwiejność w powołaniu królewicza. — Zostaje kardynałem. — 
Wraca do Polski. 1644-47. 

Stałość królewicza ledwo utwierdzona lipcowym listem króla, wysta- 
wioną została już we wrześniu na ciężką próbę. Duchem kusicielem był 
rezydent królewski w Rzymie, opat Ursus. Ten niepytany, nieproszony, jął 
przedstawiać nowicjuszowi, że nowy papież Innocenty X Pamfili (Urban VIII 
t 29 lipca 1644 r,), przyjaciel domu Wazów, zachował dla niego kapelusz 
kardynalski, niech tylko rozpocznie starania, a nie czekając, prosił sam 
papieża o l<cardynalską godność dla nowicyusza królewicza. Papież na to; 
»Niech król pisze, a uczynimy co będzie z honorem domu królewskiego*. 
W te tropy pognał Ursus do nowicyusza i wymógł na nim, że z końcem 
września 1644 r. wyprawił do króla ks. Piotra Stefanowicza, polsl-Liego pe 



— 81 — 

nitencyarza u św. Piotra, przedkładając mu sprawę kardynalstwa i pro- 
sząc o radę. 

Nie spieszył z nią lvról, bo kardynalski l<apelusz przeznaczał komu 
innemu i nie rad był z eliwiejności brata; »on mi zawsze przeciwny*. Więc 
królewicz wysyła do króla, do obydwóch marszałków i kanclerzy wielkich, 
naglące listy; król zwleka i dopiero w kwietniu 1645 r. poleca bratu, abj^ 
przynajmniej rok jeszcze jeden trwał w zakonie i namyślił się co robi, 
papieżowi zaś podziękował, że nie usłuchał próśb » lekkiego człowieka « 
Ursusa. 

Tymczasem ten opat Ursus rozpuścił już we wrześniu po Rzymie 
w^ieść, że królewicz zostaje kardynałem, »skąd ustawiczny konkurs do 
królewicza, ustawiczne wizyty*. Więc w grudniu 1644 r. polecił mu jenerał 
przenieść się do Loretu i w tamtejszym nowicyacie oczekiwać decyzyi kró- 
lewskiej. 

Zmiana otoczenia wpłynęła dobrze na nowicyusza. Na dowód, że 
umocnił się w powołaniu, napisał 6 stycznia 1645 r. testament notaryalny 
w trzech egzemplarzach, którym bogate klejnoty swe przekazuje królowi 
i rodzinie, a nadto bratu Karolowi Ferdynandowi dobra Nieporęt, Jezuitom 
w Brunsbergu, Reszlu i Grodnie uczynił legata w srebrnych i złotych 
naczyniach i cennych obrazach. W duszy jednak kotłowała walka za 
i przeciw powołaniu; królewicz popadł w maju w rozstrój nerwowy, w nie- 
moc ciężką, do litórej pomimo starań nadwornego lekarza kardynała Ca- 
raffy z Maceraty i polskiego kucharza sprowadzonego z Rzymu, przyplą- 
tała się 6 lipca złośliwa febra. Więc 8 lipca opatrzono chorego św. sakra- 
mentami, po których przyjęciu napisał ręką rektora list pożegnalny do 
lvróla i prosił, w razie pogorszenia, o pozwolenie złożenia ślubów. Rektor 
już zastanawiał się, jaką przygotować trumnę, ołowianą czy drewnianą, aż 
przecie jakieś ziarnka kamienne granito impetrito, od rzymskich lekarz}"^ 
przez vicejencrała de Sangro (jen. Vitelleschi f 9 lutego 1645 r.) przysłane, 
wstrzymały krwotok, dla usunięcia zaś malaryi, wywieziono chorego na 
willę Św. Hieronima. Rekonwalescencya przewlokła się do późnej jesieni, 
a dnia 24 września skończył się nowicyat królewicza. 

Co z nim teraz począć? »Z każdym dniem rośnie trudność w kiero- 
waniu, pisze rektor loret. do O. Sangro, i wielkiej potrzeba zażj^ć roztro- 
pności*. Chce jechać w góry do Asyżu, chociaż jeszcze sił nie ma dosyć, 
trzeba go wysłać w lektyce »inaczej bowiem ucieknie*. Król nie wiedząc 
jeszcze o chorobie brata, pisał doń 1 lipca 1645 r., aby ślubów żadnych nie 
cz3'nił i święceń nie brał, zakaz ten powtórzył vice- jenerałowi Sangro 1 lipca, 
a w formie pro.śby papieżowi 5 sierpnia. Otrzymawszy pożegnalne pismo 
od chorego brata i testament, pocieszał go częstymi listami, radził wyjechać 
dla zmiany powietrza do Niemiec, to znów donosił o swem małżeństwie 
z Ludwiką Maryą księżniczką Mantuy i Nevers i o sojuszu z Francyą, to 
wreszcie upewniał, że układy co do zmiany jego stanu w toku. Więc nasz 
nowicyusz po d. 24 września przyjął napowrót tytuł Serenissimus princeps 
i chociaż nie zdjął jezuickiej sukni, poczynał sobie jak królewicz, trakto- 
wany jako membrum lauretanae domtis. Z wiosną 1646 r. przeniósł się na 
jezuicką willę w Frascati, a z niej na willę książąt Sora Buoncampagni. 
I tu 28 maja doczekał się nominacyi na kardynała di Pologna. Nowy 

JEZUICI W POLSCE. 6 



~ 82 — 

jenerał Caraffa ogłosił 14 sierpnia nominację tę zakonowi, nie szczędząc 
pocłiwał dla cnoty nominata, »l<tórej w przeciągu trzecłi lat w Towarzy- 
stwie przebytych, pozostawił liczne i pamiętne świadectwa, obsługując 
cliorycłi po szpitalacłi, zbierając niei'az po mieście jałmużny* i polecił, 
aby księża prowincyi rzymskiej odprawili na jego intencyę mszę Św., 
bracia zaś odmówili koronkę. 

Tymczasem cóź się dzieje? Nowy kardynał wszedł w spór z papieżem 
i gronem kardynałów. O co? O tytuł Altesza, którego używać zabronił 
wszystkim, bez różnicy rodu, kardynałom Urban VIII, zostawiając im 
tylko tytuł Eminensa, a zakaz ten ponowił Innocenty X. Król Władysław 
stanął po stronie brata. Gazette de France (od 4 czerwca do 24 września 
1646 r.) rozniosła po świecie przebieg i fazy sporu, łctóry skończ}^! się tern, 
że królewicz otrzj^mał biret kardynalski, ale nie otrzymał kapelusza ani 
brewe nominacyjnego, pozbawiony przez to czynnego i biernego głosu 
w konklawe i na kongregacyach. Król kazał mu wracać do Polski. On zaś 
17 września pożegnał papieża i rzemiennym dj^szlem 23 grudnia przybył 
do Warszawy. Ani razu nie widziano go w purpurze kardynalskiej; na 
dworskich nabożeństwach występował w stroju włoskim, wreszcie w listo- 
padzie 1647 r. złożj^ł kardynalstwo w ręce papieża, nosząc się z matrymonia- 
nvmi zamiarami. 



ROZDZIAŁ X. 



Stosunek Jezuitów do narodu. 1608—48. — Pierwszy jubileusz 

zakonu 1640 r. 



§. 38. Ingerencya biskupów. — Niechęć kapituł. — Spory o dziesię- 
ciny i kwartę pogrzebową. 

Za półwiekowego blizko królowania Zygmunta III rozwinęły się po- 
tężnie zakony 14 rozmaitych reguł i liczyły 426 opactw i klasztorów mę- 
skich i 78 żeńskich, a wszystkie, krom 80 klasztorów żebrzących, uposażone 
hojnie ziemią. Szkoły jezuickie dostarczały im nowicyuszów szlacheckich, 
a nawet pańskich rodzin, pobożność narodu coraz to nowych fundacyi. 
A ponieważ także biskupstwa, pralatury i probostwa z dawien dawna po- 
siadały bogate dotacye w ziemi, przeto ogólny obszar dóbr ziemskich 
duchownych, wolnych od podatków i danin, przewyższał o wiele dobra 
ziemskie szlacheckie, zmuszone ponosić wszystkie ciężary rzpltj. Więc naj- 
przód na prośbę króla Władysława i jego posła w Rzymie Ossolińskiego, 
Urban VIII zabronił 4 zakonom w Polsce i Litwie: Jezuitom, Franciszka- 
nom, Cystersom i Karmelitom, pod karą suspenzy, nabywania tytułem za- 
miany lub kupowania dóbr ziemskich, bez pozAvolenia jenerała i papieża. 



— 83 — 

albo kong'regac\'i Św. Soboru trydenckiego. Potem sejm 1635 r. rozciągając 
zakaz rzymski na cale duchowieństwo, ustanowił »aby dobra dziedziczne 
ziemskie od stanu rycerskiego... pod jakimbądż pretekstem nie mogły być 
alienowane«. Cóż, kiedy do tej ustawy dodano klauzulę, pozwalającą 
z dóbr ziemskich szlacheckich tworzyć zupełnie nowe fundacye, de nova 
radice facere fundationes. Więc tylko powiększać dawnych fundacyi dobrami 
szlacheckiemi nie było wolno, ale i ten zakaz obchodzono w ten sposób, 
źe kupione lub podarowane klasztorowi dobra, obdłuźano pro forma zna- 
czną sumą i oddawano wierzycielowi (klasztorowi) w zastaw. Więc i po 
r. 1635 rosły fundacye zakonne. 

Dodać należy, że każdy z 14 zakonów w Polsce, nadane miał od 
Stolicy Św. liczne privilegia et exemtiones, ł-ctóre jurysdykcyę biskupią ogra- 
niczały. Otóż ta niezależność zakonów licznych i zamoźn^^ch, wywołała ze 
strony biskupów polskich reakcyę, wykonywać nad nimi chcieli swą władzę. 
Opierali się tej »ingerencyi« biskupiej zakonnicy, szukając obrony u nun 
cyusza i w Rzymie: powstawały zat.irgi i niesnaski, na które skarżyli się 
biskupi, i na synodach 1628 i 1643 r. wystąpili przeciw rozwielmożnieniu 
się znkonów. 

Jezuici dzielili wspólną ich dolę. Przybywało im, jak innym nowych 
fundacyi, powiększały się dawne, ale też od czasu do czasu dawała się im 
we znaki ingerencya nie tyle z niechęci, jak z fantazyi pańskiej, bisku- 
pów, »którzy nam we wszystkich nasz^^ch zajęciach trudności robią, bez 
żadnego słusznego powodu... wloką nas bezkarnie przed sądy swe, nie 
mając do tego prawa; bez żadnego porządku prawnego, cytują, potępiają, 
cenzurami okładają, apelacyi do Stolicy św. nie dopuszczają, bulle i resumia 
z pogardą tejże Stolicy św. odmiatają, wydania aktów odmawiają... co już 
w zwyczaj weszło w królestwie naszem z wielkiem zgorszeniem pobożnych*, 
skarżą się 1645 i 1649 r. do jeneralnej kongregacyi zakonu VIII i IX 
Av Rzymie, wołając o ratunek, a tymczasem ratowali się sami interwenc^^ą 
nunćyuszów a niekiedy wdaniem się panów możnych. 

Kapituły bisl^upie, zwłaszcza od czasu nieszczęsnej kłótni z akademią 
lcrakowsl<ą, nie były łaskawe na Jezuitów, bo przewyższali je nauką i wpły- 
wem u możnych, czasem zrażali dumą korporacyjną. Ganiły ich metodę 
prowadzenia seminaryów, to że nie uczą kleryków śpiewu, ceremonii i pa- 
storalnej, to znów że nie posyłają ich dość często do asysty w katedrze, 
to wreszcie, że za di'Oga ich edukacya. Jakoż w kilku miejscach, jak w Po- 
znaniu, odebrano Jezuitom zarząd seminaryum; wynik był ten, że przez 
szereg lat dyecezya poznańska zostawała bez seminaryum. 

Z klerem parafialnym miały inne zakony, mieli i Jezuici, spory 
o dziesięciny z dóbr ziemskich, będących uposażeniem kolegiów i o kwartę 
pogrzebową. Sprawa dziesięcin nie była jasną, proboszczowie z tytułu 
parochus loci i na mocy uchwały sejmu 1588 »o dobrach kościelnych*, do- 
magali się dziesięcin od dyssydentów nawet, tem bardziej od katolików 
a więc i zakonników. Ci zaś zasłaniali się swemi exemtiones i zasadą: 
clerietts clericum non decimat. Czynili to samo Jezuici, powołując się na 
przywileje Pawła III, Piusa IV a zwłaszcza Grzegorza XIII z r. 1578. Za 
radą jednak jenerała Akwawiwy, aby uniknąć sporów, wchodzili z probo- 
szczami w umowę. Nie zawsze ona dochodziła do skutku. Proboszczowie 

6* 



— 84 — 

skarżyli ich do biskupów, a 1607 r. zanieśli żałobę na synod piotrkowski, 
który przez archidyakona gnieźnieńskiego Wincentego de Seve, prosił 
Pawła V, aby objaśniwszy przywileje Jezuitów w tej mierze, nakazał im 
płacić dziesięciny. Papież ani komentarza, ani rozkazu nie wydał. 

Powtarzały się więc spory i ugody. Jedną taką zawarł 1632 r. 
relctor krak. Rudnicki z proboszczem z Gołąbia co do dziesięciny z 5 wsi 
kolegium krakowsl<iego. Następca jego rektor Porębski, uważając ugodę 
za przeciwną przywilejom zakonu, odmówił dawania dziesięcin i odniósł 
sprawę do Roty rzymskiej. Ta dekretem 164U r., ponowionym 1641 r., unie- 
ważniła umowę z 1632 roku jako przeciwną przywilejom zakonu, »egzemc3'a 
bowiem kolegiów nie ulega żadnej kontro wersyi«. 

Wtenczas ks. Jan Markiewicz, kanonik poznański, oddawna wrogi 
Jezuitom, wystąpił z gruntowną rozprawą łacińską, drukowaną w Paryżu 
1644 r. p. t. » Dziesięcina kleru świeckiego w Królestwie polskiem* w której 
dowodzi, że dekret Roty z 1640 r. na mylnej oparty podstawie, a dawne 
decyzye rzymskie i uchwały synodów, przez papieży zatwierdzone, obo- 
wiązują talcże Jezuitów do dawania dziesięcin z dóbr swoich. Poruszony 
tą rozprawą kler parafialny, wyprawił do Rzymu w obronie dziesięcin 
archidyakona pomorskiego ks. Mateusza Judyckiego. Ze strony Jezuitów 
prokuratorem był O. Jan Nałdus. 

Ponieważ to była kwestya zasadnicza, tycząca się wszystkich za- 
konów, przeto Innocenty X oddał ją kongregacyi Św. Soboru trydenckiego 
do rozstrzygnięcia. Ta dekretem 17 lipca 1645 r. orzekła, że zakonnicy 
wogóle i Jezuici Królestwa Polskiego, obowiązani są płacić te dziesięciny, 
które płacone były przez świeckich, zanim ich dobra na własność zakon- 
ników nie przeszły; dawne jednak w tej mierze umowy zostają w swej 
mocy. Papież 31 lipca t. r. zatwierdził dekret, a 21 lutego 1646 r. ogłosił 
go brewem Nuper pro parte. Jezuici się do niego zastosowali wiernie. 

O i>kwartę pogrzebową* pars ąuarta funeralium, czyli o czwartą część 
dochodu z pogrzebów w kościele zakonników odprawionych, toczyły się od 
dawna spory między proboszczami a zakonami w wszystkich niemal kra- 
jach. Jezuici popadli w taki spór pierwszy raz w Warszawie 1622 r , gdy 
dziekan z kapitułą kolegiaty Św. Jana domagał się tej kwarty od prepo- 
zyta domu profesów warszawskich. Jenerał Vitelleschi, dla miłego spokoju, 
udzielił 14 maja t. r. dyspenzy od przywileju i polecił prepozytowi Nikle - 
wieżowi, kwartę pogrzebową oddawać. 

Drugi spór w Krakowie, między prałatem maryackim a prepozytem 
domu Św. Barbary, rozstrzygnęła Rota rzymska 25 maja 1646 r. na korzyść 
Jezuitów. Prałat udał się do liróla, ten do jenerała, któr}^ 20 października 
1647 r. uprzejmym listem oznajmił królowi, że zadośćczyniąc jego życze- 
niu, dał polecenie Jezuitom św. Barbary, aby pomimo przywilejów i de- 
kretu Roty, płacili kwartę prałatowi maryackiemu. 

Wszelako przykrości te i spory były tylko sporadyczne. Episkopat 
polski, zwłaszcza z nominacyi króla Stefana i Zygmunta, nietylko sprzyjał 
Jezuitom, ale świadczył dobrodziejstwa, fundował kolegia i szkoły, oddawał 
w zarząd konwikty i seminarya, jak zobaczymy niżej, Jezuitów brał, zwła- 
szcza podczas wizyty pasterskiej, na kaznodziei i teologów swoich, na cen- 
zorów książek i egzaminatorów parafialnego kleru; wszak prawie wszyscy 



— 85 — 

biskupi wyszli ze szkół jezuickich w Polsce lub Rzymie. I w gronie pra- 
łatów i kanoników, znalazłeś szczerych przyjaciół i dobrodziejów zakonu; 
jedni swe księgozbiory, drudzy jałmużny w pieniądzach ofiarowali kole- 
giom; kilku, jak ks. Doręgowski w Chojnicach, fundowali nowe domy. 
Jenerałowie i kongregacye prowincyalne upominały często rektorów i su- 
periorów, aby troskliwie pielęgnowali miłą zgodę z klerem świeckim 
i zakonami, choćby i coś przecierpieć było potrzeba, a bislvupom okazy- 
wali uległość i cześć należną. 



§. 39. Stosunek do panów i szlachty, do miast i poddanego ludu. 

1608-48. 

U wielowładnych »królil\ów« i zamożnej szlachty, cieszyli się Jezuici 
poważaniem wielkiera ; raz, że wiele pańskich rodów i osób im zawdzięczało 
nawrócenie swoje; powtóre, że wielu Jezuitów pochodziło z senatorskich 
i zamożnych domów i skoligaconych było z połową Polski, co w XVII 
i XVIII wieku ceniono bardzo; a wreszcie, że imponowała im nauka Jezu- 
itów, przykładne życie i wytężona praca w szkołach, liościołach i na mi- 
syach. Więc też jedni zakładali kolegia i domy, drudzy założone już domy 
uposażali hojniej, inni powierzali im swe sumienie, inni jeszcze swe syny 
oddawali na wychowanie; Avielom zachciało się mieć na wzór króla » na- 
dwornych* Jezuitów, nietylko w domu, ale w podróżach i obozach, jako 
spowiedników i kapelanów. Nazywało się to misyą dworską, missio aulica. 
Dopraszały się też o nie zacne matrony, fundatorki lub dobrodziejki za- 
konu. Przełożeni niechętni byli onym » misy om dworskim*, chociaż zawsze 
po dwóch księży lub księdza z bratem towarzyszem na nie przeznaczano, 
bo oprócz hartownej cnoty, potrzebna była znajomość świata i ludzi i roz- 
tropność wielka. Wiec tylko po długich prośbach i naleganiach i na czas 
krótki pozwalali zrazu prowincyałowie, potem sam tylko jenerał na misye 
dworskie. Łatwiej je dawano biskupom, jak: Wołucki, Opaliński, Tyszkie- 
wicz, sufragan płocki Starczewski, Maciej Łubieński. Ale otrzymywali je 
w latach 1623—48 i magnaci, jak: Albrycht, Aleksander i Zygmunt Ra- 
dziwiłłowie; kanclerz i hetman Lew Sapieha; wda witebski Szymon San- 
guszko; wda malborski Melchior Wejher; hetman Koniecpolski; podskarbi 
Icoronny Jan Daniłowicz; wda wołyński Mikołaj Czartoryski; wda krako- 
wski Jan Tęczyński; wda bracławski i hetman Mikołaj Potocki; wda po- 
znański Krzysztof Opaliński; marszałek w. k. Łukasz Opaliński; kasztelan 
liijowski Aleksander Piaseczyńsld; wda ruski książę Konstanty Wiśnio- 
wiecki. Z matron polskich, fundatorek kolegiów i Icościołów, miały dworską 
misyę: Zofia Sieniawska, Anna księżna Ostrogska, wojewodzina pozn Opa- 
lińska, księżna Katarzyna z Korniaktów Wiśniowiecka, marszałkowa nadw. 
Anna Przyjemska, starościna czerwonogrodzka Marya Daniłowiczowa, hetma- 
nowa wdowa Zofia Koniecpolska, wojewodzina pomorska wdowa Marya 
Działyńska. 

Mniej robiono trudności, gdy proszono o Iśapelana poselstwa. Tak 
n. p. bisk. Wołuckiemu, posłowi do Pawła V r. 1612 towarzyszy teolog 
Kasper Sawicki; Mikołajowi Wolskiemu, posłowi do cesarza Macieja, ka- 



— 86 - 

pelan Wojciech Fabrycy; Krzysztofowi Opalińskiemu do Paryża po Ludwikę 
Maryę 1645 r., krewny jego kapelan Wapowski. Z większą jeszcze goto- 
wością ofiarowano kapelanów obozowych, missio castrensis, hetmanom i rot- 
mistrzom na potrzebę wojenną. W obozie pod Smoleńskiem kapelauowało 
5 Jezuitów. Dla załogi smoleńskiej od 1611—54 r. pracowało dwóch lub 
trzech misyonarzy obozowych. W wyprawie królewicza Władysława na 
Moskwę 1616 — 17 r., widzimy 3 Jezuitów litewskich i 2 koronnych. Hetmani 
Zamojski i Chodliiewicz, w wojnie inflanckiej 1601 — 5 nie mieli prawie 
innych lvapelanów tylko Jezuitów. Pod Cecora 1619 r., dwaj kapelani 
hetmana Żółkiewskiego zabrani do niewoli tatarskiej. W obozie pod Cho- 
cimem 1621 r., przy zaciężnych Niemcach 10 Jezuitów, dwóch przy cho- 
rągwi kaszt, kalis. Jana Opalińskiego. W wojnie moskiewskiej króla Wła- 
dysława 1633—4 r. pięciu Icapełanów Jezuitów; przy hetmanie Chodkie- 
wiczu dwóch. W regimencie pułkownika Buttłera 1613—17 i 1634 r. kape- 
la nują litewscy Jezuici. Kresowe talcże wojska, pod hetmanami Zamojskim, 
Żółkiewskim, Koniecpolskim i Potockim i pod rotmistrzami hufców na- 
dwornych, otrzymywały podczas wojny lub leżenia obozem w polu missio- 
narios castrenses z kolegiów w Kamieńcu, Łucku, Kijowie, z domów misyj- 
n,vch w Barze, Szarogrodzie i Koniecpolu. 

A kapelan obozowy w owe czasy to pierwsza po hetmanie lub rot- 
mistrzu osobistość. W marszach jechał konno łub w kolasie obok niego, 
w obozach każdej chwili miał wstęp do namiotu hetmańskiego, wolno mu 
było wstawiać się za winnymi, łagodzić karę. W wilię ważniejszej bitwy, 
kapelani całą noc słuchali spowiedzi, nad ranem po mszy św. rozdawali ko- 
munię i błogosławili rycerstwu na taniec śmiertelny z pohańcem. Nieraz 
hetman czy rotmistrz powierzał kapelanowi ważną a pilną wiadomość do 
króla lub rozkaz do podkomendnych wodzów. Nielvtórzy, jak O. Piotr Ku- 
lesza, posiwieli na misyach obozowych. Z innych także zakonów księży 
zapraszano do tej posługi. Dominikanin sławny ks. Birkowski, dzielnym 
był kapelanem królewicza Władysława pod Chocimem. 

Z bracią szlachtą bywało różnie. W polowie XVn w. jeszcze dość 
znaczny procent Jezuitów, rekrutował się z rodzin mieszczańskicli w Pru- 
sach i w lirółewskich miastach osiadłych; AvięłvSzość jednak pochodziła z do- 
brej szlachty, była z nią skołigaconą i ojcowiznę swą, całą albo w części, 
oddawała zakonowi. Jezuita Wojciech Męciński, miasteczko i wsi 17 poda- 
rował krakowskiemu kolegium. Zazwyczaj więc sąsiedzkie stosunki z szla- 
chtą były dobre, psuły je czasem spory i procesa o granice i kopce i o le- 
gaty, których spadkobiercy nie mieli ochoty spłacić. Było zwyczajem, że 
Jezuici zapraszali szlachtę na uroczystości kościelne, na popis> i teatra 
szkolne, odwiedzali ją też, acz rzadko, po dworach, podtrzymując przez to 
życie sąsiedzkie, towarzyskie. Nie stronili też od szlachty dyssydenckiej, 
tej zwłaszcza, któi-a synów do ich szkół oddawała. 

Dla miast polskich, które za Władysława dla przewagi żywiołu szla- 
checkiego, chylił}' się do upadku, kolegia jezuickie z liczną młodzieżą 
szkolną, były prawdziwem dobrodziejstwem, bo nietylko podnosiły ich po- 
ziom umysłowy i stan ekonomiczny, ale okazałością świątyń, gmachów, 
i wił z ogrodami, przyczyniały się do ich ozdoby. W jezuickłem kolegium 
skupiało się naukowe i towarzyskie życie okolicy, powiatu czy wojewódz- 



— 87 — 

twa całego. Rozumiały te liorzyści rady i magistraty miejsliie i sprzyjały 
Jezuitom. Tyllio w miastacłi królewskich!, jak we Lwowie, Krakowie, Po- 
znaniu, Ki-ośnie, Przemyślu, ścieśnionych murami i wałem, docliodziło przy 
zakładaniu lub rozszerzaniu kolegiów, do sporów niekiedy ostrych, o place, 
ulice, mury i rowy miejskie. Wtenczas Jezuici za pośrednictwem biskupa, 
którego z senatorów, najczęściej samego króla, wchodzili z miastem w »kom- 
planacyę*. 

W kilku większych miastach, dawały powód do zatargów apteki, 
czyli składy ziół, leków i narzędzi leczniczycli, które kupc\^ kolonialni 
obok innych towarów utrzymywali, ale znalazłeś tam likiei\v i kordyały, 
marcypany, cukry i ciasta a nawet książki. Jezuici idąc za prz5'kładem 
dawnych Benedyktynów, zakładali w większych kolegiach apteki (1773 r. 
mieli ich 36), pod zarządem brata zakonnego, który zwykle był infirma- 
rzem, nie rzadko słynął na całą okolicę jako wyborny lekarz. Podczas za- 
razy 1591 r. sławne były w Polsce swą mocą cudowną » pigułki jezuickie*, 
wynalazku brata Wilhelma Anglika, infirmarza u św. Barbary w Krako 
wie. Lubo apteki te służyć miały tylko do użytku domowego, dla dobro- 
dziejów zakonu i ubogich, to powszechnie miano do nich większe zaufanie, 
jak do aptek kupieckich, zwłaszcza, że Jezuici od swoich misyonarzy za- 
granicznych, otrzymywali nieznane a nadzwyczajne leki jak np. chinina, 
którą jeszcze 1643 r. nazywano w Rzymie i indziej puhis jesuiticus. Zmniej- 
szała się przez to klientela aptek miejskich. Aptekarze z skargami do pro- 
wincyała, czasem, jak we Lwowie, do sądu biskupiego, ale ponieważ i inne 
zakony, jak Bernardyni lwowscy, pootwierali domowe apteki, z których 
korzj^stała publiczność, więc kupcy kolonialni dali za wygrane i kontento- 
wali się mniejszym zyskiem, albo pozamykali swe składy apteczne. Do- 
piero koło 1750 r. powstała w Warszawie pierwsza publiczna apteka, go- 
dna tej nazwy. 

Znaczenia i wpływu swego w miastach, użyli Jezuici na wyrugowa- 
nie dyssydentów z rady i magistratu a powoli i z miasta. Dlaczego? bo 
protestanckie miasta Gdańsk, Toruii, Elbląg, Ryga, Mitawa, rugowały ka- 
tolików z rad}' i magistratu, z cechów nawet, i odmawiały im wiele praw 
obywatelskich. Bo powtóre, w innych polskich miastach, gdzie dyssydenci, 
do tego Niemcy, stali u władzy, upośledzali polską katolicką ludność, wy- 
pierając ją z śródmieścia, odmawiając koncesyi na przemysł i handel dro- 
bny i t. d. Bo wreszcie w XVII wieku, w całej Europie, zwłaszcza ze 
strony protestancl<iej, wyznaniowość państwową pojmowano w ten sposób, 
iż ludziom innej wiary odmawiano praw obywatelskich. O tem zapomina 
wielu historyków polskich, i mierząc wyznaniow}' wiek XVII, bezwyzna- 
niowością XIX i XX wieku, zarzuca Jezuitom fanatyzm najniesluszniej. 

Na srogą niewolę »robaczków ziemi«, poddanego ludu wiejslciego 
powstawali, z ks. Skargą, wszyscy wybitniejsi kaznodzieje jezuiccy na am- 
bonie, często w pismach. Jakże jednak obchodzili się z poddanym ludem 
w obszernych swych dobrach? Poddaństwa ludu, które wchodziło ściśle 
w ówczesny ustrój ekonomiczny, nie znieśli, bo nie było to w ich mocy, ale 
je łagodzili. Już 1591 r. wizytator Ludwik Masello wydał »instrukcyę« 
w 14 pxinktach, jak się obchodzić z poddanymi. Jenerał Akwawiwa 1596 r. 
upomniał przełożonych, »aby się z poddanymi po ludzku obchodzono*. 



Prowincjałowie, wiz^^tując kolegia, kontrolowali gospodarskie księgi i spo- 
sób obchodzenia się z poddanymi; prowincjał litewski Łęczycki, wydał 
1633 r. bardzo surowy okólnik, normujący obowiązki względem poddanych 
i kary. Kmieć otrzymywał chatę, rolę, bydło robocze, odrabiał przez 2 — 3 
dni pańszczyznę, dostarczał podwód i żywności dla wojska, płacił podatki 
uchwalone na sejmiku lub sejmie, i pewne daniny do dworu (folwarku). 
Ale gdy dla zarazy, dla klęsk elementarnych lub wojennych, nie był w sta- 
nie tym ciężarom podołać, zastępowało go kolegium, a często żywiło go 
z rodziną i dobytkiem całymi miesiącami. 

Plagami karać mógł tylko świecki włodarz, sędzia zarazem i to nie 
wyżej 30 plag, za wiedzą jednak i jakby zatwierdzeniem ks. prokuratora. 
Jeżeli przewinienie było ciężkie, rektor z konsultorami decydował o karze, 
i tę wykonywał włodarz świecki. Kary pieniężne obracano na ubogich 
albo oddawano rodzinie ukaranego. Nie były te kary częste, bo dla umo- 
ralnienia ludu, budowano po folwarkach kościoły i kaplice, w których 
księża prokuratorowie nauczali katechizmu, spowiadali i odprawiali nabo- 
żeństwa, od czasu do czasu dawano w nich misye ludowe. Szkoda nieod- 
żałowana, że obok kościołów nie stawiali szkółek czytania i rachunku. Na 
Rusi i Litwie przyprowadzili swych ruskich poddanych do unii, zostawia- 
jąc im dawny obrządek i księży, sami też miewali dla nich katechizacye 
i kazania ruskie. Także dla poddanych Litwinów, Źmudzinów, Łotyszów, 
prowincyałowie przeznaczali księży mówiących ich językiem; ci układali 
pieśni nabożne i katechizmy w wierszach, których nauczyli śpiewać dzia- 
twę, od dzieci uczyli sie starsi. 



§. 40. Pierwszy jubileusz zakonu 1640. 

Sto lat mijało od pierwszego zatwierdzenia zakonu Jezuitów przez 
Pawła III. Zakon rozrósł się na obojej półkuli do tyla, że podzielić go 
trzeba było na 5 asystencyi, 30 prowincyi, liczył 700 kolegiów i domÓAv, 
w nich 15.000 członków, nauczał w kilkunastu akademiach, 550 szkołach, 
120 konwiktach i seminaryach, dostarczył Kościołowi pięciu Świętych i Bło- 
gosławionych, 97 męczenników, 2 kardynałów, kilku biskupów misyona- 
rzy, wielu znakomitych teologów i uczonych, a pracą swą i poświęceniem 
objął wszystko i wszystkich, bo i dwór królewski i kurye biskupie, i zamki, 
i dworce pańskie, miasta i wioski, obozy i szpitale, więzienia i rusztowa- 
nia, katolików, różnowierców i pogan, a przytem nauczał z katedr szkol- 
nych, ogłaszał co roku uczone dzieła i pobożne książki. Protegowany przez 
papież}^ i biskupów, królów i możnych świata, nic dziwnego, że pierwszy 
swój jubileusz obchodził po całym świecie dziękczynnem Te Deum, poprze- 
dzonem misyami ludowemi, przy zjeździe przyjaciół i dawnych uczniów, 
przy udziale młodzieży szkolnej i uwiecznił go zbiorowem, illustrowanem 
stalorytami dziełem: Imago primi SaecuU Societatis Jesu 1640, Antverpiae. 

W olbrzymim tym ruchu nie byli ostatni Jezuici polscy. Do dawnych 
21 domów, przybyły 24 nowe kolegia i domy: w Bydgoszczy, Chojnicach, 
Wałczu, Płocku, Łomży, Rawie, Krożach, Orszy, Smoleńsku, Pińsku, Gro- 
dnie, Brześciu litewskim, Dynaburgu, Reszlu, Gdańsku, Krośnie, Przemy 



— 89 — 

śIu, Winnicy, Ostrogu, Barze, Szarogrodzie, Koniecpolu, Kijowie i Pereje- 
sławiu. Fundowali je królowie: Zygmunt i Władysław; biskupi: Wołucki, 
Pac, Kuczborski, Sieciński, Giedrojć; senatorowie i pany: Żółkiewski, Ko- 
niecpolski, Chodkiewicz, Gosiewski, Działyńscy, Sapiehowie, Eadziwiłły, 
Ossoliński, Gostomski, Tuczyński, Bal, Szadurski; zacne matrony: Sieniaw- 
ska, Ostrogska; sami wreszcie Jezuici: Męciński, trzej Kojałowicze, Jelec. 
Dzięki tej ofiarności Jezuici polscy w tej dobie nauczali w jednej akade- 
mii i 35 szkołach w Koronie i Litwie, zanieśli światło nauki w puszcze li- 
tewskie i żmudzkie i na kresy rzpltej. 

Zanieśli oni tam już pierwej wiarę i obyczaje katolickie. 

Uskromiwszy różnowierców, swobodniej oddać się mogli na usługę 
katolików. Pracowali zaś na ambonie i w konfesyonale, podtrzymując du- 
cha katolickiego bractwami i wystawnem nabożeństwem, nietylko w wła- 
snych kościołach, lub zaproszeni do innych, nietylko w szpitalach, więzie- 
niach miejskich, ale każde ich kolegium, zwłaszcza kresowe, rozsadnikiem 
było misyonarzy ludowych po wsiach i miasteczkach okolicznych. Kra- 
kowscy Jezuici apostołowali w Sądeczyżnie, na Spiżu i Podkarpaciu. Z Ja- 
rosławia i Lwowa, z Łucka i Kamieńca szli misyonarze na Kuś i Poku- 
cie, Wołyń i Polesie, do Mołdawii i Krymu. Z Baru, Szarogrodu i Kijowa, 
rozchodzili się po obojej Ukrainie. Za Dnieprem, w braku kościołów, po- 
budowali na prędce drewniane kaplice. Ryga a potem Wenden, dostarczały 
misyonarzy Inflantom. Z Wilna, Nieświeża i Kroż, szła misyjna praca 
w zakątki Litwy i Żmudzi. Z Gdańska i Torunia dobierali się do Kur- 
landyi i Prus książęcych. A dopieroż gdy srożyła się zaraza, towarzyszka 
w owe czasy każdej wojny, rozpuszczano wprawdzie szkoły, księża i kle- 
rycy chronili się po wiłach i folwarkach, ale zawsze zostawało w kolegium 
kilku księży i braci dla duchownej pomocy i posługi chorych. Gdy ci po- 
umierali, przychodzili na ich miejsce drudzy. W dobie, o której piszemy, 
grasowała zaraza 1609 r. w obozie pod Smoleńskiem (umarł na nią spowie- 
dnik pary królewskiej, kapelan dywizyi zaciężnych Niemców, O. Barcz), 
przeniosła się do Warmii i Mazowsza. Po wojnie chocimskiej 1621 r. i na- 
jeździe Szwedów na Inflanty, morowe powietrze przez 4 lata trapiło raz te, 
raz inne województwa Polski i Litwy. Wzmogło się znowu z powodu 
wojny szwedzkifej 1626 r. i zabierało ofiary do 1630 r. Na tych posługach 
zarażonym utraciło źj^cie 60 kilku księży i braci; w jednym tylko 1625 r. 
aż 30- tu. 

Gorliwości apostolskiej polskich Jezuitów nie wystarczała Polska. 
Gęstymi listami do jenerałów, dopraszali się o misye w akatolickich kra- 
jach, gdzie wrzało prześladowanie: do Holandyi, Danii, Moskwy i do po- 
gańskich krajów, do Chin, Japonii, gdzie wyszukanemi mękami gubiono 
chrześcijan, a zwłaszcza misyonarzy, i do Persyi, Turcyi i Krymu. Tylko 
trzej uprosili sobie misyę chińską: O. Andrzej Rudomina, Litwin, który po 
dwóch latach umarł na piersiową chorobę 1631 r. i pochowany w Foci; O. 
Michał Bo3'm, Lwowianin, kapelan poselstwa chińskiego do Innocentego X 
1651 r.; O. Mikołaj Smogulecki, sterany pracami zakończył życie w Kiansi. 
Czwarty, O. Wojciech Męciński puścił się na misyę do Japonii, w chwili, 
kiedy długie a potworne katusze, stosy i miecze wytępiły już prawie mi- 
syonarzy. Przy wylądowaniu na japońską wyspę Satruna, zdradzony przez 



— 90 — 

szpiegów, zawieziony do Nangasaku, przez 7 długich miesięcy, 105 razy 
męczony był » pojeniem i wydeptywaniem z wnętrzności wody«, a 7 dni 
ostatnicłi przebył, zawieszony głową na dół, w cuchnącej zaraźliwymi wy- 
ziewami jamie, gdzie też bohaterską duszę, męczennik za wiarę, oddał 
Bogu 23 marca 1643 r. 

Słusznie więc z resztą zakonu, obchodzili polscy Jezuici pierwszy 
swój jubileusz najwspanialej. W większych kolegiach, ui-oczystość jubileu- 
szowa zamieniła się w wielką misyę ludową, która trwała 8 dni, w mniej- 
szych domach, 3 dni. W Warszawie, dla ozdoby kościoła jezuickiego Matki 
Boskiej, przysłali król, królewicze i senatorzy, z skarbców swoich i komnat 
złote i srebrne naczynia, kosztowne obicia i makaty, cenione na 50.000 złp. 
Codziennie inni biskupi celebrowali sumę, inni kaznodzieje głosili kazania. 
Po nabożeństwie król JM. oczekiwał przedniejszych gości w kolegium 
i obiadował z nimi, tymczasem u furty, 500 ubogich, kosztem kolegium, 
otrzymywało posiłek, usługiwali im Jezuici. W Wilnie illuminacye, salwy 
z dział, celebry, kazania misyjne. Ozdobą kościoła św. Jana zajęli się stu- 
denci humaniści i gramatycy; filozofowie zaś i teolodzy w oracyach, gło- 
szonych w kościele, sławili papieży i królów polskich, jako opiekunów, bi- 
skupa Protaszewicza jako fundatora akademii. U furty wszystkich trzech 
kolegiów wileńskich goszczono ubogich. 

W podobnie świetny sposób obchodziły jubileusz inne domy. Szero- 
kie koło duchownych i świeckich dygnitarzy, przyjaciół zakonu i ludzi 
wszystkich stanów, wciągnięte do obchodu, składało niejako hołd zako- 
nowi, potęgując urok i Avzięcie, jakiem cieszył się w Polsce, pomimo przy- 
krości ze strony dyssydentów i pewnej frakcyi katolickiej. 

Nie brakło i na dziełach łacińskich i polskich, wierszem i prozą, 
uwieczniających ten obchód jubileuszowy; znamy ich ośm. 



ROZDZIAŁ XL 

Wewnętrzne sprawy zakonu. — Stan nauk i szkół. — Jezuici pisarze 

1608-1648. 



§. 41^ Zakon broni się przed wadami narodowemi. 

Wśród tych prac i powodzeń, groziła Jezuitom duma korporacyjna, 
i polskie wady narodowe. Przed pierwszą nie bronili się, bo się nie przy- 
znawali do niej, acz już 1587 r. ostrzegał ich jenerał Akwawiwa, aby »nie 
dawali okazyi do skarg o ambicyę i pychę«. Nie można się temu bar- 
dzo dziwić. Albowiem w czci i miłości do zakonu wychowywano ich wno- 
wicyacie; wielkie mieć wyobrażenie o naukach pielęgnowanych w zakonie, 
uczono ich na studyach; wysoko nosić godło i imię Jezuity, przyzwycza- 



— Bi- 
jano całe życie. Patrzeli też na objawy poważania zakonu ze strony kró- 
lów i osób najwyższych, a życzliwości i zaufania od klas niższych. Świad- 
kami wreszcie byli lub uczestnikami prac na każdem polu i uznania ludz- 
-kiego. Dlatego kochali swój zakon i szanowali, już zaś od przywiązania 
i czci dla zakonu do dumy korporacyjnej, przejście niełatwo uchwytne. 
U młodszych i żywszych temperamentem jezuitów, u Polaków zwłaszcza, 
skorych do buty i przechwałki, nie przeczę, że uwielbienie swego zakonu 
przyprawione nieraz było lekceważeniem, albo przynajmniej niedość nale- 
żytem uznaniem innych zakonów, stanów lub osób innj^ch. Zachowując 
ściśle ustawy zakonne, nie dozwalali Jezuici, aby im ich naruszali inni 
i w rządy i sprawy ich się mieszali, co także w samowolnem społeczeń- 
stwie, jak polskie, wydtić się mogło objawem dumy korporacyjnej. Ks. Bro- 
żek z akademikami, nazywali ich też z przekąsem potentes, kolegia ich 
palatia i głosili szlachcie, że ta ich praepotentia, sprzykrzyła się już wsz}'- 
stkim, a oni przedsię dążą do omnipotentiam. 

Istotnem niebezpieczeństwem dla Jezuitów polskich były wkradające 
się wady narodowe, u raczej wady szlachcica polskiego z XVn i XVIII w., 
więc uczty i kielichy, buta i swawola języka (nimia liberlas loąitelae), kłó- 
tnie, waśnie i niezgoda, brak posłuchu i niekarność, bezrząd i anarchia. 
Nic dziwnego, że Jezuici szlachta, wady te, a przynajmniej zai'ody tych 
wad, wnosili z sobą do zakonu, lub przez kontakt z bracią szlachtą, nabyć 
ich mogli łatwo. Nie dopuściła tego czujność przełożonych, a duch posłu- 
szeństwa i karność podwładnych, i poczciwa natura polska, która czując 
silną rękę nad sobą, da się nagiąć i poprowadzić. 

Cz3^niąc ustępstwo znanej gościnności polskiej, jenerał Akwawiwa 
pozwolił 1596 r., aby Jezuici od czasu do czasu, zapraszali na obiady do- 
brodziejów i wysokie osobistości, dla okazania im czci, i przyjmowali od 
nich zaproszenie, z wyjątkiem biesiad wieczornych, chrzcin i wesel. Pozwo- 
lenie to ograniczyli wizytatorowie Argenti 1614 r. i Lambertengo 1629 r. , 
do razu lub dwóch razy w rok. 

Libacye nigdy nie miały miejsca w jezuickich domach, nawet za 
najsmutniejszej er\' saskiej, wszelako musiały się wydarzyć sporadyczne 
objawy pociągu do kielicha, bo jenerał Yitelleschi 1638 i 1642 r. i wizyta- 
tor Banfi t. r. wydali surowe przepisy »o wstrzemięźliwości i niebywaniu 
na ucztach u obcych*. 

Buty i próżności z szlacheckiego klejnotu i starożytności rodu, pod- 
szywania się plebejuszów pod szlachectwo, dostrzegł w polskich Jezuitach 
już 1614 r. jenerał Akwawiwa. Karcili ją prowincyałowie Łęczycki 1633 r., 
Hincza 1634 r., Szczytnicki 1648 r. 

»Na zgubny zwyczaj wyrażania się lekkomyślnie a krzywdząco 
o znakomitych nawet mężach rzpltej, przez co zakon w ciężką urazę 
u wielu popadł «, skarżyła się kongregacya prowincyonalna w Jarosławiu 
1628 r., i żądała surow3'ch kar za taką swywolę języka. Kaznodziejów też 
upomniano, aby hamowali swój zapał i przeciw poszczególnym stanom, 
tem mniej osobom, nie występowali z ambony. 

Dworactwo i ubieganie się o protekcyę, to znów mania forytowania 
młodszych, bawienia się w patronowanie u możnych, wada XVII wieku, 
bodaj czy nie na Zachodzie całym powszechna, znalazła się w Polsce, gdyż 



— 92 — 

1615 r. kongregacya generalna VII, dekretem 16, dla całego zakonu, a je- 
nerał Vitellesełii okólnikiem 1643 r., zakazują pod cnotą św. posłuszeństwa, 
ażeby nikt, ani dla siebie, ani dla drugich, nie starał się o protekcyę mo- 
żnych u przełożonych zakonu, któraby ich krępowała i równała się rozka- 
zowi, ani jej nie przyjmował. 

Anarchia nie znalazła przystępu do Jezuitów. W listach jenerałów, 
wizytatorów, prowincyałów, śladu nie znajduję o rozluźnieniu posłuszeń- 
stwa i karności i to w dobie, gdzie w Polsce, nawec rycerstAvo słuchało 
hetmana tylko z łasili. 



§. 42. Stan szkół i nauk 1608-1648. 

Świetnym można nazwać stan akademii wileńskiej w tej dobie. 
Oprócz teologii i filozofii, matematyki, fizyki i retoryki, wykładano w niej 
od 1643 r., na mocy przywileju Władysława IV 1641 r., a z funduszu Ka- 
zimierza Lwa Sapieh}^ prawo kanoniczne i cywilne; profesorów 16, mię- 
dzy nimi znakomici prawnicy Olizarowiusz i Dilger, uczniów 1.200 z stron 
daleliich i z najprzedniejszych rodów. Zwiedzali ją, bywali na uroczysto- 
ściach i promocyach, królowie Zygmunt i Władysław, który 1639 r. za- 
twierdził ponownie przywileje akademii, królewicze i królowe, nuncyusze, 
biskupi i d3'g'nitarze rzpltej. 

W Poznaniu, Kaliszu, Pułtusku, Lublinie, Jarosławiu, Lwowie 
i Ostrog'u; a przez lat 7 w Krakowie, na Litwie zaś w Nieświeżu, w War- 
mii w Brunsbergu, wykładano te same nauki co w Wilnie. Były to szkoły 
wyższe, ale bez nazwy akademii, i bez przywileju nadawania stopni, liczyły 
po kilkaset, niektóre do 1.000 uczniów. Przy tych i innych 25 szkołach, 
z retoryką lub bez niej, istniały bursy muzyków, l^onwikty dla uboższej 
szlachty, biblioteki, teatra szkolne. W nich odbywały się popisy deklama- 
cyjno-muzykalne i oratorskie, dyalogi i sceniczne pizedstawienia, w dzień 
imienin rektora, na rozdanie doroczne nagród, na ingres biskupów, wjazd 
dygnitarzy na województwo, kasztelanię, starostwo, na uczczenie znakomi- 
tych gości, na uświetnienie uroczystości kanonizac3'^jnych lub otwarcia so- 
dalicyi maryańskich i t. p. Liczny zjazd szlachty towarzyszył tym festy- 
nom szkolnym, podwójnie pożytecznym, bo urozmaicały monotonię szkol- 
nego żj'cia, i przyzwyczajały młodzież do publicznego wystąpienia, uczyły 
śmiałości i pewności w mowie i ruchach, i towarzyskiej ogłady. 

Młodzież szkolna ulegała jedynie władzy rektora i prefekta szkół 
i była tem dumną. Za rządów Władysława swywolila czasem, wyrządzając 
psoty żydom, rzadziej dyssydentom, albo gdy zaczepiona od pachołków 
miejskich, od hajduków pańskich, brała na nich odwet. Nie uchodziło jej 
to płazem. 

Poziom też naulv humanitarnych obniżać się począł; przyznawali to 
sami Jezuici, zwłaszcza wizytatorowie, Lambertengo 1629 r. i Banfi 1641 r. 
i podawali środki zaradcze. Co tego prz^^czyną? Brak rywalizacyi nietylko 
z szkołami dyssydenckiemi, które z zamknięciem akademii rakowskiej zni- 
knęły prawie, ale także z akademią krakowską, jej koloniami i z szkołami 
nielicznemi zresztą innych zakonów, które życiem nauliowem nie odzna- 



— 93 — 

czały się wcale. Przekwit na Zachodzie klasycyzmu, i ogólne obniżenie się 
nauk, wskutek wojny 30-letniej. Więc chociaż synowie majętniejszych ro- 
dów »polerowali się« po dawnemu za granicą, to niewiele nauki i zamiło- 
Avania do nauk przywozili z sobą, bo jej tam nie znaleźli. Wreszcie »oty- 
łość polityczna* narodu, leniwa jak do czynów polityczn^^ch, wojennych, 
tak do nauki. I po co miał się wiele uczyć panicz lub szlachcic polski? 
Oprócz kanclerstwa, inne urzędy i dygnitarstwa rzpitej nie wymagały wiel- 
kiej nauki. Nie było w Polsce takiego stałego stanu adwokackiego jak 
francuskie barreau; terminowano u patronów trybunalskich po rzemieślni- 
czemu, ucząc się prawa tylko praktycznie. Rodami, jakby dziedzicznie, 
szły województwa, kasztelanie, marszałkowstwa, starostwa, wreszcie i wo- 
jewódzkie i powiatowe urzędy. Byle bene natus et possesńonatus, a miał pro- 
tekcye możnego »królika« i w^rodzoną swadę, to wykształcenie, jakie szkoły 
średnie dawały, wystarczało do życia publicznego i urzędów. Z upadkiem 
miast, ubywało też mieszczańskich uczniów, pilnj^ch zazwyczaj i chciwych 
nauki, bo ta im dawała chleb i szlachectwo. Przeciętny szlachcic kończył 
nauki na retoryce, nie wielu słuchało loiki, a jeszcze mniej odbyło zupełny 
kurs nauk filozoficznych z stopniami akademickimi. Takich ceniono bar- 
dzo w gminie szlacheckim, sławiono. 

W wykształceniu też samychże' profesorów Jezuitów nastała zmiana 
niekorzystna, i to dzięki życzliwości króla Władysława. Aż do 1645 r. nie- 
tylko wizytatorowie ale i prowincyałowie, a nawet niektórzy rektorowie 
byli cudzoziemcami; na katedry też teologii i filozofii jenerałowie przysy- 
łali profesorów: Włochów, Hiszpanów, Niemców. Markotno to było polskim 
Jezuitom, więc kongregacya prowincyalna w Ostrogu 1645 r., przedło- 
żyła z wszelką uległością jenerałowi życzenie, ażeby im dawano prowin- 
cyałów ex indigenis t. j. Polaków i Litwinów. Król zaś Władysław dowie- 
dziawszy się snąć od biskupa Pstrokońskiego, który pomimo sekularyza- 
cyi, zawsze się za Jezuitę uważał, o tej przykrości polskich Ojców, wysto- 
sował dnia 18 kwietnia 1646 r. list do jenerała Caraffy, upewniając go, że 
»wśród polskich Jezuitów dosyć jest znakomicie uczonych i światłych mę- 
żów. Dziwno nam więc, że Wielebność Wasza przysyła tu do Polski 
z obcych narodów św. teologii doktorów, którzy w kolegiach wykładają. 
Szkodzi to dobrej sławie zakonu w Polsce. Ita censura nostra regia judica- 
mus i dlatego uprzejmie żądamy, aby raczej rodowitych Królestwa tego 
Ojców, a nieskądinąd prz^^zwanych, na katedry i inne urzędy promował. 
Przez to zaradzi się dobrej tutaj sławie zakonu«. 

Odtąd rodowici Polacy powoływani bywali na prowincyałów i profeso- 
rów nauk wyższych, ale przez to zerwana nić łączności naukowej z Rzy- 
mem i z zagranicą, równocześnie bowiem zaprzestano wysyłać tam zdol- 
nych, młodych Jezuitów na wykształcenie. Domatorstwo szlacheckie roz- 
siadło się w akademii i szkołach wyższych jezuickich, z niemałym dla nauk 
uszczerbkiem. Późno, bo dopiero za Augusta III błąd ten naprawiono. 

Zanim jego skutki dały się we znaki, grono uczonych Jezuitów pi- 
sarzy wyszło z obojej prowincyi, koronnej i litewskiej, nieliczne, bo olbrzy- 
mia praca szkolna i kapłańska, nie zostawiła swobody i czasu do zabaw 
naukowych; na tę pracę, Jezuitów było stanowczo za mało. 



94 



§. 43. Jezuici pisarze. 1608—1648. 

Aktualność i wielostronność jest ich cechą wspólną. Nie o wzboga- 
cenie literatury im chodzi, ale o zbawienie dusz, o chwałę i to coraz wię- 
kszą chwałę Bożą. Zdolny i szeroki ich umysł, nie zamyka się w ciasnem 
kółku, nie ogranicza na jeden przedmiot, ale w miarę potrzeb chwili i lu- 
dzi, porzuca właściwe sobie pole, a pracuje na innem, O. Susliga kazno- 
dzieją jest i apologetą, a przytem poświęca się matematyce i astronomii. 
O. Knapski profesorem jest, kaznodzieją, spowiednikiem, a przytem układa 
i wydaje epokowy słownik, istny skarbiec trzech języków. O. Maciej Sar- 
biewski poeta, przez papieża uwieńczony, znakomitym jest profesorem 
teologii. 

!<- a z n o d z i e j a m i królewskimi są po dawnemu Jezuci za 
prawieni na »kazaniach świątecznych, niedzielnych, sejmowych i przygo- 
dnych* ks. Skargi, które w ciągu pół wieku 7 razy przedrukowano. Więc 
też godnie obok niego stanęli, chociaż niektóre tylko kazania przekazali 
potomności drukiem: 00. Mateusz Bembus kaznodzieja królewski od 1612 
do 1618 r, Walenty Fabrycy Groza Ivowalski od 1618—1627 r. Sebastyan 
Łaiszczewski 1627— 1635 r. Maciej Kazimierz Sarbiewski 1635— 1640 r Woj- 
ciech Cieciszewski do 1648 r. 

Z innych kaznodziei godni wspomnienia: Adam Makowski, Ja- 
kób Olszewski, Wojciech Kojałowicz, Marcin Hincza, Jan Rywocki pierw- 
szy między Jezuitami panegirzysta, Kazimierz Kojałowicz, Konstant}^ Szyr- 
wid, Bartłomiej Paprocki przez 20 lat misyonarz na Rusi. Wawrzyniec 
Susliga, wydał w Krakowie 3 tomy kazań. Lesiowski Jan, Czarnocki Woj- 
ciech, Drużbicki Kasper, który na wzór Skargi i Wujka, mówił czystą, 
jędrną polszczyzną i kilka tomów kazań przygotował do druku, ale te czę- 
ścią zaginęły, częścią w rękopisie. 

Ponieważ różnowierstwo w tej dobie pochyliło się widocznie do 
upadku, ostatni schodzili z pola Aryanie, więc coraz mniej spotykamy pi- 
sa rzy apologetów jak : Mikołaj Cichocki dzielny szermierz przeciw 
Aryanom. Tomasz Klage (Clagius) i Karol Kreitz (von Kreitzen), profeso 
rowie akademii wileńskiej, ucierają się z resztkami kalwinów i lutrów na 
Litwie. Tomasz Elżanowski zwalczał ruską schizmę. Wojciech Rościszew- 
ski, Kasper SaAvicki i Jerzy Tyszkiewicz tłumią ewangelików w ICoronie. 

I kaznodzieje i apologeci puszczali od czasu do czasu w świat dziełka 
religijno-ascetyczne w łacińskim, częściej w polskim języku. Ale głównymi 
pisarzami na polu ascezy, znanymi w świecie katolickim byli: 00. Mi- 
kołaj Łęczycki i Kasper Drużbicki, który oprócz wydanych dzieł ascetycz- 
nych, zostawił w rękopisie, zaginionym niestety, 8 zeszytów egzort domo- 
wych dla Jezuitów i osób zakonnych wogóle. Stanisław Brzechffa pisał po 
polsku. Jan Chomentowski, tłumacz ascety niemieckiego ks. Drekseliusza, 
Piotr Fabrycy Kowalski, Stanisław Fenicki, Jan Jachnowicz wydali wiele 
pobożnych dziełek i rozpraw. 

Krytyka historyczna, a z nią historya rozpoczyna się w drugiej po- 
łowie XVIII wieku. Przedtem poprzestawano na kronice i pamiętniku, i te 



— 95 — 

ceniono tak mało, źe niektóre za 100 i 200 lat wydano, innj^m zaginąć po- 
zwolono. Snąć i Jezuici nie wiele cenili historyków swoich. Jana Wiele- 
wickiego Historicus diarius, dziennik domu św. Barbary w Krakowie, napi- 
sany koło 1636 r., wydała, i to nie zupełny jeszcze, akademia krakowska 
1881—1899 r. Rafała Jączyńskiego Collectanea przyczynki do życiorysów 
165 znaczniejszych mężów w XVI i XVII w. pozostają dotąd w rękopisie. 

Znakomitym filologiem, sławnym na cał}^ świat był O. Grzegorz 
Kuapski (Cnapius), autor słownika, Thesaurus polono-latino-gmecus »który 
epokę w polskiej leksikografii czyni« w 3 wielkich tomach, kilkakrotnie 
wydany. 

Benedykt Soxo, Hiszpan, profesor i podkanclerzy akademii wileń- 
skiej, napisał po łacinie pierwszą gramatykę polską dla cudzoziemców, ale 
czy była drukowaną kiedykolwiek, niewiadomo. 

Zasługę nietylko naukową, ale religijno-cywilizacyjną położyli Je- 
zuici, pisarze litewscy i łotewscy. Konstanty Szyrwid wydał pierwszą gra- 
matykę litewską Clanis łinguae littuanicae. Vilnae 1631 i pierwszy słownilc 
polsko-łacińsko-litewski 1629 r., w\^dań 4. O. Jan Jachnowicz stworzył lite- 
raturę kościelną litewską: ewangelie, kazania katechizmowe, modlitewnik, 
Mękę Pańską, pieśni nabożne. 

To samo uczynili dla Łotyszów 00. Wilhelm Bucki, Erdman Tolgs- 
dorf i Jerzy Eiger. Ci trzej drukowali religijne książki po łotewsku, 

Poetyckiem natchnieniem i wykwintnością form klasycznych odzna- 
czali się 00. Jan Chądzyński, Jędrzej Kanon, Mikołaj Kmicic, Andrzej Zie- 
niewicz, Albert Ines. Ci pisali po łacinie. 

Poetą wielkiego stylu, prawdziwego talentu, który geniuszem swym 
górował ponad wszystkich, a sławę zakonu i Polski rozniósł szeroko po świe- 
cie, jest Maciej Kaz. Sarbiewski, poeta laureatus, uwieńczony od Urbana VIII. 
Liryki jego, na równi z odami Hoi-acego wykładano w szkołach angiel- 
skich. Bohaterski jego poemat w 12 księgach Lechias zaginął w rękopisie, 
cząstkę tylko uratował Naruszewicz. Zupełny zbiór odszukanych dotąd 
poezyi Sarbiewskiego, wydał, poprzedziwszy je ż^^wotem poety i bibliogra- 
fią, O. Tomasz Wall w Starejwsi 1892 r. 



Księga III. 

(Tom III w skróceniu). 

Prace misyjne nad ludem. 1648—^1773. 



ROZDZIAŁ Xn. 

Doia Jezuitów podczas rządów i wojen za Jana Kazimierza. 

1648—1668. 



§. 44. Zniszczenie kolegiów, męczeństwo Jezuitów na Rusi i Litwie 
od Kozaków i Moskwy. 1648-1657. 

Z koroną polską przyjął Jan Kazimierz wojnę kozacką, z tej wywią- 
zała się 1651 r. wojna kozacko-tatarska; 1654 i 1660 r. wojna kozacko-mo- 
skiewska, zakończona dopiero 1667 r. traktatem andriiszoAYskim, który Ki- 
jów, z okręgiem, Ukrainę zadnieprską, Smoleńsk, Siewierz i Czernichów 
oddał Rosyi na lat 14 i jej przewagę nad rzpltą ustalił. Nie dość tych wo- 
jen. Janowi Kazimierzowi zachciało się dochodzić praw do korony szwedz- 
kiej, i za intrygą podkanclerzego Hieronima Radziejowskiego, wplątał sie- 
bie i Polskę w wojnę szwedzką i szwedzko- siedmiogrodzką 1655 i 1657 r. 
Był czas, ostatnie miesiące 1655 r., w którym oprócz Częstochowy, cała 
Polska zostawała pod obcą przemocą, łupiona, niszczona i podlona; bez 
króla, bo ten z królową i senatem na tułactwie w Śląsku; bez hetmanów 
i wojska, bo ci przeszli do Szweda. Tak ją urządziła »najkapryśniej8za, 
najnierozumniejsza konstytucya* szlachecka. 

W powszechnym »potopie« rzpltej tonęli Jezuici, znienawidzeni jako 
krzewiciele unii, tępiciele protestantyzmu, Już 1648 r. u wstępu kozackiej 
wojny, rozegnane zostały przez czerń, złupione, iż i ołtarzom i grobom 
i trumnom nie przepuszczono i spalone domy i kolegia: w Perejasławiu, 
gdzie zamordowany chory starzec, brat Maciej z Prasnysza; w Kijowie, 
gdzie zastrzelon O. Smiałkowicz, srodze zamęczony O. Walenty Radymiński; 
w Ksawerowie, gdzie męczeni i szablami zasieczeni stary misyonarz Wa- 
lenty Stopecyusz i brat Adam Panderkowicz ; w Ostrogu, gdzie czerń 
12 dni hulając, zamordowała O. Abrahama Boruchowskiego, kapelana obo- 
zowego i brata Piotra Gołębowicza; w Winnicy, gdzie zarąbany w ucieczce O. 

lEZUICI W POLSCE. 7 



- 98 — 

Maurycy Paczanowski, a 1652 r. zasieczony na ulicy brat Kazimierz Kuła- 
kowski; w Łucku gdzie zabity starzec O. Stanisław Sokołowski; w Nowo- 
gródku (Nowogrodzie) siewierskim, gdzie broniąc kościoła przed łupiestwem, 
zabici O. Dunin, bracia Adam Odolanowski i Walenty Koszowicz, Rektor 
nowogrodzki Sebastyan Rogoziński z 00. Zabornym i Szmuniewskim i bra- 
tem Miszkiewiczem, schronili się w zamku Starodubie. Czerń zdobywszy 
zamek, wymordowała ich w kaplicy. Podobny los spotkał misyonarzy no- 
wogrodzkich Seweryna Chomentowskiego i Jana Szeremskiego w zamku 
Czernichowie. Kozacy fortelem opanowawszy zamek, wycięli w pień wszy- 
stkich i misyonarzom nie przepuścili. 

Po hańbie pilawieckiej 1648 r. dwaj kapelani obozowi, Szostak i Trem- 
becki zamordowani, pierwszy pod Konstantynowem starym, drugi w sa- 
mymże zamku. W nieszczęśliwej bitwie pod Batohem 1652 r., zginął wraz 
z hetmanem Kalinowskim, kapelan jego Wojciech Mogiliński. W oblężo- 
nym przez Kozaków i Tatarów Zbarażu 1649 r., armatą kierował kapelan 
O. Muchowiecki. W potrzebie Zborowskiej t. r., kapelan Lisicki, zebrawszy 
ciurów i chłopów, wypadł z miasta, sprawił ICozakom rzeź straszną, aż 
sam 9 ranami okryty, legł na pobojowisku. Pod Barem, w folwarku Bar- 
szcze, zamordowani od własnych poddanych O. Wojciech Szczepanowicz 
i brat Jędrzej Dziusza. 

Ponieważ Chmielnicki, przekonawszy się, że udzielnym księciem Rusi 
zostać szlachecka rzplta mu nie dopuści, d. 8 lutego 1654 r. poddał siebie 
i Ukrainę pod panowanie Rosyi, więc odrazu dwie moskiewsko-kozackie 
armie wkroczyły w ziemie Polski. Jedna pod carem Aleksym (80.000 Mo- 
skali, 20.000 Kozaków atamana Złotarenki) na Litwę, zdobyła jeszcze 1654 r. 
Drohobuż, Sierpsk, Bielew, Newel, Uświat. Następnego roku Połock, Mińsk, 
Wilno, obronny Smoleńsk, Mohylew, Mścisław, Rzeczycę, Mozyr, Homel, 
Witebsk. Równocześnie druga armia 40.000 Moskwy pod Buturlinem i Ko- 
zaków pod Chmielnickim, grasowała na Ukrainie, Wołyniu i Podolu, za- 
gnała się na Litwę aż pod Kowno i Grodno i do Lublina, obiegła Lwów, 
pokusiła się o Zamość. 

Kolegia i domy jezuickie w Połocku, Wilnie, Smoleńsku, Nowo- 
gródku litewskim, Nieświeżu, Witebsku, Kownie, Grodnie, Sandomierzu 
i Lublinie rozegnane, wraz z folwarkami złupione i spalone; niektóre po 
dwa i trzy razy, bo wojna z krótkiemi przerwami trwała do 1667 r. Li- 
tewscy Jezuici jedni szukali schronienia u swych braci w Austryi, inni 
w Prusach, ale tj^ch pod Tylżą odegnali lutrz}^; wielu wymordowali Mo- 
skwa z Kozakami. Najsmutniejszą była dola Wilna; 3 dni gorzało nieszczę- 
śliwe miasto, 25.000 bezbronnego ludu wycięto w pień, 3 jezuickie kolegia 
w popiół i zgliszcze obrócone. Rektora akademii wileńskiej, starca Bene- 
dykta de Soxo, dwaj klerycy wsadziwszy na wózek i ciągnąc sami, upro- 
wadzili do lasu, skąd dostał się do Krakowa i ojczystej Brukseli. O. Kazi- 
mierz Gorzewski dwa razy cięty szablą w kościele św. Jana. O. Wacław 
Jeleniewicz zbity i uprowadzony w niewolę do Astrachanu. Tylko O. Cy- 
pryan Bohusz, zjednawszy sobie gubernatora Wilna księcia Szachowskiego, 
zdołał spi-owadzić do ruin kolegium św. Jana 9 księży, kilku braci i przez 
6 lat okupacyi moskiewskiej, opatrywał potrzeby duchowne katolików wi- 
leńskich. Nowogródka litewskiego rektor Jerzy Rafałowicz, zabity u drzwi 



- 99 — 

kościelnych, towarzysz jego O, Jędrzej Kawęczyński zbity, wywieziony na 
Sybir, pierwszy z Polaków, po kilkunastu latach powrócił kaleką na Li- 
twę i spisał pamiętnik o S^^beryi, który niestety zaginął. Nieśwież i zamek 
nieświezki zająwszy Mosl<;wa z kozactwera, wycięła w pień szlachtę i lu- 
dność, która się tam schroniła. W rzezi tej zabici kapelani zamkowi, Adam 
Wiechowicz, Jan Staniszewski i brat Jan Butkiewicz. 

Pod koniec 1656 r. d. 3 listopada stanęło między Polską a Moskwą 
zawieszenie broni w Niemieży pod Wilnem. Więc korzystając z wzglę- 
dnego spokoju rektor piński Jędrzej Wołłowicz, wyprawił misyonarzy Szy- 
mona Maffona, Litwina i Jędrzeja Bobolę na misye ludowe w Pińszczyznę. 
Az tu w maju 1657 r. Kozacy Zieleniewskiego i Popenki, w służbie księcia 
Siedmiogrodu Rakoczego najezdcy Polski, wpadają na Polesie, a dowie- 
dziawszy się, że O. Maffon apostołuje w Horodku, wywlekają z kościoła, 
przybijają gwoźdźmi do wielkiego stołu, smolnym łuczywem przypiekają 
boki, skórę zdzierają, wypruwają żyły i dobijają szablami. Najutrz 14 maja, 
dopadli O. Bobolę w drodze do wsi Mobilny. Odartego z szat, przywiąza- 
nego do płotu, sieką rózgami, i przytroczonego do koni wloką do mia- 
steczka Janowa, okładając batami, aby biegu przyspieszał. W Janowie znów 
biją straszliwie kijmi, batami, ozem kto może; powrozem z wici splecio- 
nym ściskają tak strasznie głowę, że oko wyszło z oprawy. Poskoczył Ko- 
zak i wyjął je szablą, drugi obciął uszy i nos, inni wyrywają paznogcie, 
wybijają zęby, rozpalonemi kleszczami zdzierają skórę z piersi i pleców, 
a że wśród katuszy św. męczennik wymawiał imiona Jezusa i Maryi, więc 
zrobiwszy w tyle głowy wielki otwór, wyrywają język, w końcu odcinają 
głowę, odciętą jeszcze rąbią szablami. Pokaleczone zwłoki odwieziono pó- 
źniej do kolegium pińskiego i w prostej trumnie złożono w wspólnym gro- 
bowcu pod presbiteryum. Proces jego beatyfikacyjny rozpoczął się 40 lat 
później, skończył się 1853 roku policzeniem Andrzeja w poczet Błogosła- 
wionych. 



§. 45. Zniszczenie kolegiów i męczeństwo Jezuitów przez Szwedów 
w Koronie i w części Litwy. 1655—1660. 

Równocześnie z moskiewsko-kozacką, toczyła się przez lat 5 wojna 
szwedzka, zaostrzona najazdem Rakoczego. Karol Gustaw, protektor pro- 
testantyzmu, wystąpił w roli protektora Polski przeciw Moskwie i Koza- 
kom, uznany przez Wielkopolan pod Uściem nad Notecią jako taki, wi- 
tany w Rogoźnie d. 11 sierpnia 1655 r.; uznany przez połowę Litwy, bo 
drugą opanowała Moskwa, w Kiejdanach 18 sierpnia t. r. Zająwszy Poznań 
i miasta wielkopolskie, zdążał z Koła przez Kłodawę i Łowicz do War- 
szawy, a zostawiwszy tam silną załogę, spieszył pod Kraków, po drodze 
rozbił wojsko kwarciane, resztki jego wcielił do swych regimentów, po 
trzechtygodniowem oblężeniu wziął kapitulacyą Kraków, i w ciągu 60 dni 
stał się panem Polski, znacząc wszędzie protektorat swój, tyranią, okru- 
cieństwem, grabieżą i rabunkiem kościołów, klasztorów, zamków, dworów 
i folwarków. W^ięc też 29 grudnia 1655 r. zawiązała się przeciw niemu kon- 

7* 



- 100 - 

federacja szlachty przy królu polskim w Tyszowcach i zmusiła cofnąć się 
do Prus królewskich. 

Na dwa jeszcze zawody wznowiona wojna, toczyła się z odmiennem 
szczęściem, ale z równą po obojej stronie zawziętością i męstwem aż do 
1660 r. Wprawdzie 60.000 Szwedów wyginęło w tych walkach od oręża 
polskiego, ale powszechne zubożenie Polski, miast zwłaszcza i widoczny 
ich upadek, to pierwszj'- gorzki owoc szwedzkiej wojny. Do zrujnowanych, 
wyludnionych miasteczek, wcisnęło się pierwsze brudne żydostwo, prze- 
mysł wszelki i handel zagarniając w swe ręce. 

Jezuitów ścigali Szwedzi szczególną nienawiścią, nietylko że w Pol- 
sce tłumili protestantyzm, ale, że w ich kraju za Jana III Wazy, katoli- 
cyzm przywrócić usiłowali. Więc nakładali na nich wysokie kontrybucye 
wojenne, kolegia ich obracali na koszary i szpitale, czasem parter na staj- 
nie, złupiwszy biblioteki, muzea, spiżarnie, szpichlerze, piwnice, zabierali 
pod różnym tytułem naczynia i srebra kościelne, a nadto kazali żywić żoł- 
nierza, lub żywność płacić gotówką. Toruńscy np. Jezuici płacili co mie- 
siąc po 300 imper^^ałów; kaliscy złożyć musieli kontrybucye 12.000 imp.; 
krakowscy 30.000 imp.; poznańscy do takiej doprowadzeni nędzy, że 
o ucieczce myśleli. W Krożach, oprócz złupienia kolegium i folwarków, 
Szwedzi jenerała de la Gardie, pojmali 00. Waleryana Szczepkowskiego 
i Adama Alchimowicza i w kajdanach odstawili do Rygi, pastwiąc się nad 
nimi w drodze i w więzieniu, z którego ich przecie książę kurlandzki Ja- 
kób Kazimierz Kettler wyswobodził. W Płocku Szwedzi jenerała Duglasa 
zamordowali okrutnie zostawionych na straży kolegium 00. Jana Kope- 
styńskiego i Macieja Zieleńskiego, brata zaś Sitkowicza ekonoma w Lito- 
broku, trzy razy bi-ali na tortury, aby wskazał ukryte skarby, a gdy nie 
wskazał, bo skarbów nie było, rwali mu obcęgami ciało i dobili toporem. 
Dwóch jeszcze Jezuitów płocliich, jednego napotkawszy w di-odze, drugiego 
znalazłszy w dworku szlacheckim, męczyli strasznie i zabili, Do Sandomie- 
rza, który odebrał Szwedom dzielny Czarniecki i polską załogą obsadził. 
Jezuici różnych kolegiów a także szlachta, pozwozili depozyta i to co mieli 
droższego. Te zabrała czerń sojusznika Szwedów, księcia siedmiogrodz- 
kiego Rals:oczego, przyczem zamordowała w obrzydliw}^ sposób staruszka 
brata Stanisława Pobożnego. 

O. Jan Żuchowicz w swej łacińskiej »Relacyi« (w rękopisie) o zamor- 
dowanych księżach i braciach Tow. Jez. podczas wojen kozackich i szwedz- 
kich do 1665 r,, wylicza ich 41, a nie wj^liczył wszystkich. Dodajmy i to, 
że polskie i litewskie wojska w swych pochodach i leżach, nawet gdy żołd 
ich dochodził, a na ten żołd złożyli także Jezuici, na wezwanie króla 
1655 r. 41.890 złp., grabiły co się dało i nakładały różne opłaty. Dopieroż 
gdy im od 1656 r. żołdu wcale nie wypłacono, a żołnierz żjwić się musiał 
własnj^m przemysłem, to grabieżom jego i zdzierstwom i okrucieństwom 
nie było końca, wcale nie ustępował w tem Szwedom. Więc też wszystkie 
kolegia i domy jezuickie wraz z folwarkami i dobrami, przedstawiały ruinę 
i nędzę. 

Ludność wiejska, wojną i zarazami przerzedzona, obdziei'ana, bita 
i nękana od Szwedów, polskich i litewskich żołnierzy, uciekała w lasy. 
Nawet pokój oliwski nie położył złemu tamy; 40.000 zaprawionego w bo- 



— 101 - 

Jach wojska, niedoczekawszy się żołdu od sejmów, zawiązało 1661 r., kon- 
federację pod laską Swiderskiego. Zamiasfc uderzyć na Moskwę, jalv król, 
sam nawet Chmielnicki i han tatarski wzywali, i wyprzeć ją z Ukrainy 
i Litwj', rozkwaterowali się konfederaci wojskowi po dobrach królewskich 
i duchownych i przez 2 prawie lata wybierali żołd, łupiąc je nielitościwie. 
Dostało aję i jezuickim, wyniszczonym już przez Szwedów i Siedmiogro- 
dzian majątkom. Zwolna wiec, latami całemi, dźwigały się z ruin kościoły, 
kolegia, a niektóre, jak w Ksawerowie, Kijowie, Pere jasła wiu, Nowogródku 
siewierskim, Smoleńsku, zniknęły raz na zawsze. 

Naukom też i szkołom stał się uszczerbek wielki. Zazwyczaj na 
pierwszą wieść o inkursyi kozackiej, o najeździe Moskwy lub Szweda, re- 
ktorowie rozpuszczali młódź szkolną, a kleryków zakonnych z profesorami 
wyprawiali w bezpieczniejsze miejsca. Gdy się uciszyło nieco w okolicy, 
otwierali szkoły, naturalnie, że nieliczne i dorywczo, bo niepewni jutra, 
prowadzili naukę. Bywało, że w jednym roku po kilka razy rozpuszczano 
i zbierano szkołę, inne, jak i sama akademia wileńska, przez lat 6 i wię- 
cej były zamknięte. Jak tu w takich warunkach myśleć o rozwoju nauk 
i wychoAvania szkolnego? 

W ślad za wojną głód, mór, zaraza. Szwed i Moskwa ustąpiwszy 
z miasta, zostawiali zaraźliwe choroby, tyfusy, dyzenterye. Dotkniętym 
niemi, pomoc nieśli Jezuici i umierali gęsto. W Płocku np. padli ofiarą 
poświęcenia 00. Wojciech Pepłowski, Stanisław Męczkowski, Łukasz Pa- 
procki, bracia Burcliart i Rosenstam; w Drohiczynie O. Jan Sawicki; w Re- 
szlu 00. Stanisław Kosiński, Łukasz Załuski i 8 księż\r i braci i t. d. Kto 
wszystkich wyliczy? 

Spory też zastęp Jezuitów służył ojczyźnie w obozach. W pułkach 
królewskich by wało ich stale 5; w dywizyi Czarnieckiego dwóch, 00. Adrj^an 
Pikarski, autor pamiętnika o ucieczce i pogromie księcia Rakoczego i Dą- 
browski. Byli i w chorągwiach Dymitra Wiśniowieckiego, Koniecpolskiego, 
Jana Sapiehy, Sobieskieg'o, Rewery Potockiego, Gosiewskiego, l^tórego na 
śmierć, zadaną przez własnych żołnierz}'^ lfi62 r., dysponował O. Samuel 
Kuderowski. 



§. 46. Udział Jezuitów w dyplomatycznych zabiegach ratowania 
ojczyzny. 1650 — 1662. 

Król Jan Kazimierz, cudem prawie uratowany w potrzebie Zborow- 
skiej, zrozumiał, że komisyami i ugodami bunt Chmielnickiego, który jak 
książę udzielnj^ przyjmował w Czechrynie posłów od Tatar, księcia sie 
dmiogrodzkiego, hospodara wołoskiego i Turków, zażegnać się nie da jeno 
eksterminacyjną wojną. Więc chociaż sejm grudniowy 1650 r. uchwalić 
miał pospolite ruszenie Koronj^ i Litwy, wzmocnienie Krakowa, Lwowa, 
Kamieńca i Smoleńska, a województwa podatki na 30.000 zaciężnego żoł- 
nierza, król postanowił żądać pomocy wojskowej od Ferdynanda III, dla 
wybadania zaś usposobień cesarza, wyprawił O. Jana Adriani, Włocha, pre- 
fekta naul<: w Wilnie, 22 listopada 1650 r. Chodziło o 8.000 wojska, konnicy 
i piechoty, któreby pod zdolnym jenerałem na granicy Polski stojąc, stra- 



— 102 — 

szyło Chmielnickiego, gotowe każdej chwili wkroczjć i uderzyć na niego. 
Podobny korpus obserwacyjny miałby cesarz postawić na pograniczu Sie- 
dmiogrodu i Wołoszy. Cesarz nie odmówił, ale zwlekał z pomocą, aż król 
polski bez niej stanowcze nad Kozactwem i Tatarami pod Beresteczkiem 
odniósł zwycięstwo 1651 r. 

Nie była szczęśliwszą druga tegoż Jezuity poufna do cesarza misya 
z końcem sierpnia 1655 r., gdy wybuchła wojna szwedzka, a srożyła się 
jeszcze moskiewsko-kozacka. Królowa Ludwika Marya, która od dam dworu 
wersalskiego nauczyła się mieszać do polityki i spraw publicznych, ujęła 
w Głogówku na wygnaniu w swe ręce ster polityki polskiej. Będąc bez- 
dzietną, ofiarowała koronę polską kolejno Habsburgom 1655 r., carowi Mo 
skwy 1656 r., księciu Rakoczemu 1657 r., Brandenburczykowi w Berlinie 
1658 r., wreszcie francuskiemu księciu d'Enghien (Kondeuszowi) 1661 r., 
rozumiejąc, że jedynym ratunkiem dla Polski, zmiana elekcyjnego tronu 
na dziedziczno monarchiczny. Wszystkie te rachuby kobiecej polityki 
chybiły. 

Do Ferdynanda III wyprawiono 1 sierpnia 1655 r. nominata biskupa 
chełmińskiego Jana Leszczyńskiego, prosząc o pomoc wojskową 6—10.000 
dzielnego żołnierza, ofiarując następstwo tronu w Polsce. Poseł królewski 
jeszcze nie przybył do Wiednia, gdy O. Adi-iani otrzymał instrukcyę w 20 
punktach, datowaną 5 sierpnia, z którą jak najprędzej kazano mu udać się 
do Wiednia i przez polskiego ajenta Yisconti, otrzymać posłuchanie u ce- 
sarza, ofiarować »na8tępstwo do korony polskiej, zrzeczenie się przez Jana 
Kazimierza praw dziedzicznych do korony szwedzkiej na rzecz jego synów 
łub którego z arcyksiążąt austryackich«, byleby cesarz pospieszył z po- 
mocą wojskową. Rada cesarska w Hradcu styryjskim (Gracu) rozbierała 
propozycye królewskie, zwłaszcza co do sukcesyi tronu i w memoryale 
6 września przedłożyła cesarzowi swe zdanie. Przeciw przyjęciu polskiej 
korony podała 13, za przyjęciem 15 powodów, na tajnej jednak radzie 
w Ebersdorfie 8 września, uchwalono: powiększyć na wszelki wypadek ar- 
mię cesarską; nie odrzucać ani nie przyjmować polskiej korony, tylko po- 
dziękować królowi za afekt; zapośredniczyć pokój z Szwecyą; odmówić 
pomocy wojskowej. Nie lepszy skutek odniosła legacya Leszczyńskiego do 
cesarza. Dopiero gdy książę Rakoczy napadł na Polskę, podpisał Ferdy- 
nand III alians z Polską 30 marca 1657 r., który syn jego Leopold, jako 
król czesko-węgierski, zatwierdził 27 maja, a w czerwcu t. r. 17.000 Au- 
stryaków pod jenerałem Hatzfeldem wkroczyło do Polski i zamiast wypę- 
dzić Szwedów, przedłużało wojnę (Austriacus obsedit, sedit, edit, itj, aby mieć 
spokój od Szweda w cesarstwie. 

Kapelanem i radcą legacyi Leszczyńskiego był O. Jerzy Schoenhof. 
Otrzymał on jeszcze 5 czerwca 1655 r. inną poufną misyę co do księstw 
śląskich Opola i Raciborza, na których hipotekowany był posag 100.000 zł. 
arcyksiężnej Cecylii Renaty, żony Władysława IV, a które obecnie dzierżył 
prawem zastawnem król Jan Kazimierz. Z obawy, aby Karol Gustaw 
księstw tych, zostających w faktycznem posiadaniu polskiego króla nie za- 
garnął, żądał cesarz deklaracyi Jana Kazimierza, jako prawo własności 
(dominium directumj tych księstw należy do cesarza, a tylko prawo za- 
stawu (jus hypothecarium) do polskiego króla. Otóż O. Schoenhof upewnił 



— 103 — 

cesarza o gotowości kroIa do dania żądanej deklaracji, a 7 września po- 
nowił prośby o pomoc wojskową, jak wiemy, nadaremnie. 

Po marcowym aliansie cesarza z Polską, królowa Ludwika Marya 
podjęła myśl oddania polskiej korony Habsburgom, układając w swej wy- 
obraźni maryaż cesarza, a przynajmniej brata jego, arcyksięcia Karola, 
z siostrzenicą swą Anną. Przekonawszy się jednak z przejętycłi listów re- 
zydenta cesarskiego w Warszawie barona Isoli, że w Wiedniu ani myślą 
o Annie, odwróciła się od Austryi i nakłoniła króla przyjąć w styczniu 
1658 roku pośrednictwo Francyi, które ofiarował kilkakrotnie poseł Lu- 
dwika XIV Des Lumbres, i zakończyć raz przecie uciążliwą wojnę szwe- 
dzką trwałym pokojem. 

W tym celu król zwołał 11 lutego radę senatu. Biskupi z prymasem 
Jędrzejem Leszczyńskim oświadczyli się za Austryą; marszałek Jerzy Lu- 
bomirslii i większość świeckiego senatu, obrobiona przez królowę, za Fran- 
cyą; dnia 10 marca przyjęto pośrednictwo Francyi, którego owocem był 
pokój oliwski. Pomimo to król, jak się zdaje, trwał w swem przywiązaniu 
do Austryi, gotów za życia swego oddać koronę polską jednemu z arcy- 
książąt, Karolowi lub Zygmuntowi, aby Polskę od niebezpieczeństw wolnej 
elekcyi uwolnić. 

Jezuici razem z episkopatem, więcej sprzyjali domowi Habsbur- 
gów jak Francuzom, zwłaszcza spowiednik królewski O. Karol Soli, ucho- 
dził według relacyi do księcia d'Enghien 3 maja 1661 r., za »bardzo au- 
stryackiego«. Nie mieszali się jednak do nader delikatnej sprawy sukcesy i 
tronu za życia Jana Kazimierza, okrom jednego, O. Wojciecha Cieciszew- 
skiego, który nie odebrawszy żadnej misyi, odegrał x-olę intryganta poli- 
tycznego. 

Był to zresztą kapłan wielkich zdolności, wielkich zasług w zakonie 
i cieszył się poważaniem dworu i magnatów, nietylko jako kaznodzieja 
królewski przez lat 8, ale nawet gdy został prowincyałem 1655 r., a potem 

1658 r. prepozytem domu warszawskiego, przebywał często na dworze kró- 
lewskim. Myśl oddania korony polskiej katolickiemu domowi Habsburgów 
nie dawała mu spokoju. Od stycznia 1657 roku do końca prawie sierpnia 

1659 r. rozpisywał listy (znamy ich 23) do króla, do urzędników dworskich 
i rzpltej, do magnatów, stylizowane niezręcznie i szorstko, obrażająco, po 
szlachecku raczej, a nie jak na polityka przystało. Dla dopilnowania tej 
sprawy przemieszkiwał od stycznia 1658 r. przy dworze cesarskim w Wie- 
dniu lub Pradze, z wielkiem niezadowoleniem oficyalnych ajentów królew- 
skiej pary, pomimo, że jenerał zakonu Nikel i sam król, po zapadłej 11 lu- 
tego 1658 r. uchwale senatu wezwania o pośrednictwo Francyi, wzywali 
go do powrotu. 

Nareszcie w maju 1659 r. wrócił do Warszawy, intrygował tak długo, 
aż przejęto list jego pisany 23 sierpnia t. r. do tajnego radcy cesarskiego 
hr. de Portia, a wysłany na ręce barona Isoli. Powtarza w nim rozmowę 
swą z królem, jakoby zgadzającym się na elekcyę ai"cyksięcia Karola je- 
szcze za życia swego, przyczem mnóstwo opowiada rzeczy ubocznych, nie 
oszczędzając osób, nawet królowej. Więc też król przeczytawszy list, roz- 
kazał kanclerzom Prażmowskiemu i Pacowi i referendarzowi Morsztynowi, 
udać się do O. Cieciszewskiego, wyciąć mu ostrą reprymendę i zabrać jego 



- 104 - 

korespondencję polityczną. Od tych także, do których pisywał, zażądał 
król wydania jego listów. Poznosili chętnie. Na podstawie tak obszernej 
korespondencyi, sąd kanclerzy uznał O. Cieciszewskiego winnym, a król 
d. 9 września polecił mu opuścić dwór i Warszawę, w której od 2 tygodni 
o niczem tyle nie mówiono, jak o przejętym liście. On zaś w nader uniżo- 
nem piśmie do króla, przyznaje się do nieroztropności, za którą godzien 
kary, »chociaż wszystko co tam napisane, anielską ręką i w niebiańskiej 
intencyi napisałem*. 

Cóż na to władza zakonu? Prowincyał Schoenhof złożył O. Cieci- 
szewskiego z przełożeństwa domu profesów i kazał zamieszkać w ustron- 
nej rezydencyi w Reszlu w Warmii, do jenerała zaś Nikła, przesłał na 
niego skargę, na podstawie zebranej przez kanclerzy korespondencyi w 8 
punktach ułożoną. Na tern się skończyło. O. Cieciszewski do winy się przy- 
znawał, króla przeprosił, jego rozkazu i prowincyała usłuchał, cóż miano 
więcej z nim robić, a była to osobistość wielce ceniona i kochana w zako- 
nie. Okazało się to na kongregacyi prowincyalnej 18 czerwca 1665 roku, 
która obrała go prokuratorem prowincyi do jenerała, '^abj niewinność jego 
nie była poniewierana dłużej i aby się w Rzymie okazało, jakiej użytecz- 
ności jest O. Cieciszewski w sprawie katolickiej dla Polski i dla zakonu 
w jego własnych sprawach*. Jakoż widzimy go 1665 r. znów prepozytem 
domu profesów w Wilnie, a 6 maja 1668 r., a więc jeszcze za rządów Jana 
Kazimierza, powtórnie prowincyałem polskim. 

Przestrzeżeni przykładem O. Cieciszewskiego Jezuici, upomnieni okól- 
nikiem prowincyała Schoenhofa 1662 r,, trzymali się jak najdalej od poli- 
tyki królowej i dworu, forytującej księcia Kondeusza, albo jego syna księ- 
cia d'Engien na tron polski za życia jeszcze Jana Kazimierza. Wiadomo, 
że zbawienny ten zamiar, uchylony został na sejmie 1662 r. »reasumpcyą 
praw o wolnej elekcyi*. 



. 47. Konfederacya wojskowa. — Gniewy marszałka Jerzego Lubo- 
mirskiego na O. Pikarskiego 1663. 

Wspomniałem wyżej, że niepłatne od lat 4 wojsko, 40.000 walecz- 
nego żołnierza, przeważnie szlachty, zawiązawszy konfederacyę, od której 
Jezuici kapelani obozowi napróżno je odwodzili, wybierało żołd w dobrach 
królewskich i duchownych, a na sejmie 1662 roku żądało z tegoż tytułu 
26 milionów złp. Jezuici odmawiali związkowym rozgrzeszenia, jako do- 
puszczającym się aż 12 ciężkich grzechów, jak im to wykazał O. Marcin 
Olszewski w książeczce napisanej 1661 r. po łacinie, 1663 r. po polsku p. t. 
sRozsądek według teologii o sakramentalnem rozgrzeszeniu i grzechach 
żołnierzy w Królestwie polskiem skonfederowanych«. Po długich targach 
związkowi poprzestali na 4 milionach złp. i d. 22 lipca 1663 r. rozwiązali 
konfederacyę. 

Z powodu tej sprawy król bawił czas dłuższy we Lwowie, a 9 lipca 
był na nabożeństwie w katedrze. Kazał ze ^zwykłą sobie swadą* królewski 
kaznodzieja O. Adryan Pikarski na ewangelię (niedziela 8 po Świątkach) 
o niesprawiedliwym włodarzu de villieo iniąuitatis, którego nazwał marszał- 



— 105 — 

kiem, i tak odmalował, że wielu dopatrzyło się w nim podobieństwa z mar- 
szałkiem hetmanem polnym Jerzym Lubomirskim, najprzedniejszym z ów- 
czesnych »królików«, który z francuskiej partyi króla i królowej, przerzu- 
cił się do opozycyi, wystąpił jako obrońca wolnej elekcyi i swobód szla- 
checkich i pozyskał poparcie konfederacyi wojskowej. Dowiedziawszy się 
więc o treści kazania O. Pikarskiego, zażądał od prowincyała Jana Ry- 
wockiego satysfakcyi, przyczem O. Pikarskiego nazwał »bezecną g"ębą«. 
List ten w tysiącach odpisów rozrzucony przez ex-konfederatów żołnierzy, 
dostał się O. Pikarskiemu dopiero w wrześniu, w Szarogrodzie, gdzie to- 
warzysząc królowi na nową wyprawę moskiewską, stał kwaterą. Zaraz tedy 
27 września pisze do prowincyała żaląc się, że marszałek śmiał nazwać 
»w równej rzpltej urodzonego* kapłana bezecną gębą, i broniąc się jako 
kaznodzieja źle zrozumiany i niesłusznie oskarżony. Przechodzi potem do 
osobistej urazy i tu przemawia jako szlachcic dumny swym klejnotem. »Co 
mnie czyja łaska, co buława do mej katedry zastępuje. Ani ja Zytkiewicz 
(którego przy komisyi solnej 1651 r. Lubomirski laską po głowie uderzył), 
ale starożytny Półkozic, nie Piekarski, ale Pikarski... ksiądz i szlachcic nie 
wczorajszy i kaznodzieja Pana mego Najjaśniejszego sub umbra alarum Mu- 
jestałis zostający*. Kończąc, prosi Boga o długie życie dla Lubomirskiego, 
aby »nie z kaznodzieją, ale z carem, nie w Rzymie, ale pod stolicą (Mo- 
skwą) wojny popierała. 

Lubomirski jednak wolał prowadzić politykę na własną rękę z Ber- 
linem i Wiedniem, z hanem tatarskim i hetmanem kozackim Tetera, aby 
partyę francuską rozbić i do elekcyi księcia d' Enghien nie dopuścić, a po- 
nieważ król dla wojny z Moskwą bawił pod Nowogródkiem siewierskim, 
zwołał w listopadzie 1663 r. samowolnie pospolite ruszenie szlachty niby 
przeciw Tatarom, w istocie zaś, aby ją do swych rozkazów przyzwyczaić. 
Atoli przejęte listy jego do rezydentów, pruskiego Howerbeka, austryac- 
kiego Isoli, oraz zeznania Swiderskiego i kilku naczelników związku woj- 
skowego, skompromitowały go tak dalece, że król za namową królowej, 
wytoczyć mu kazał proces o zdradę stanu przed sądem sejmowym 1664 r. 
Delatorem był Hieronim ze Skrzynna Dunin, ale zaprzysiądz swej delacyi 
wzbraniał się, więc przywołano dwóch teologów Jezuitów, którzy mu skru- 
puły sumienia usunęli. Lubomirski nie czekając wyroku, schronił się na 
Śląsk, i wystąpiwszy jawnie jako rokoszanin, doprowadził do wojny do- 
mowej, zakończonej przegraną królewską pod Mątwami 13 lipca i ugodą 
łęgonicką 31 lipca 1666 r. Anarchia odniosła nowy tryumf. Jezuici, oprócz 
kilku kapelanów w wojsku królewskiem, nie brali w wojnie domowej ża- 
dnego udziału. 



§. 48. Sprawy dyssydentów i dysunitów. — Wypędzenie aryanów. 

1657-1668. 

Wojna szwedzka była grobem dla dyssydentów. Na sejmach konwo- 
kacyi i elekcyi 1648 r., nie troszcząc się o rebelię kozacką, wytaczali wraz 
z dysunitami, swoje gravamina, na które odpowiadali katolicy gravaminami 
swemi, mianowicie, że»z pany postronnymi kointeligencye 



— 106 — 

miewają, religią swoją chcąc zdusić katolicyzm... Chcąc rzeczy swoich 
dopinać, szabelkami potrząsają«. Mazowszanie zwłaszcza, stanęli twardo, 
żadnych ustępstw dla dyssydentów nie dopuszczając. » Ludzi starej grec- 
kiej wiary « dysunitów zostawiono przy konstytucyi 1635 roku i przywileju 
króla Władysława IV. Sejm koronacyjny odłożył żądania dyssydentów do 
sejmu 1650 r., ten zaś i następne sejmy, podawały je także w reces, aż do 
najazdu Szwedów 1655 r. Wtenczas oni, czego nie mogli uzyskać na sej- 
mach, postanowili otrzymać od »protektora« Polski Karola Gustawa. Dys- 
sydenckie rody wielkopolskie Schlichtingów, Unrugów, Zaidliców, Loso- 
wów, Hazów, Rejów, Bronikowskich, Bojanowskich, Rozbickich, Kurnatow- 
skich, Żychlińskich, Potworowskich, i rozrzuceni luterscy Olendrzy, po- 
spieszyły pierwsze z homagium dla szwedzkiego króla, gościły go, kielichy 
gęste wychylając na jego zdrowie. Co gorsza, dyssydenci pomagali Szwe- 
dom w łupieży kościołów i dworów, a gdy Wielkopolska powstała przeciw 
najezdcy, oni przyjęli na się rolę szpiegów i donosicieli, naprowadzali na 
szlachtę konfederacką szwedzkie patrole, łapali sami i odstawiali do ko- 
mend szwedzkich. Pan na Skokach, Mikołaj Rej, racząc króla szwedzkiego 
i jego jenerałów pod starą lipą swego dworu, uczył ich, jak niszczyć wol- 
ności szlacheckie, jak rabować katedrę gnieźnieńską i kościoły, jak rozpę- 
dzać klasztory i nękać zakonników i sam przykład im dawał, bijąc i tor- 
turując wkręcaniem palców w kurki od strzelby, pojmanych konfederatów 
w Poznaniu. »Takich Rejów było naonczas wiele*. 

Gorzej jeszcze spisali się dyssydenci na Litwie, bo pierwsi z Janu- 
szem i Bogusławem Radziwiłłami poddali się Karolowi Gustawowi, Szwe- 
dom jego te same świadczyli usługi co ich współwiercy wielkopolscy, 
a nie opuścili go i wtenczas, gdy już cała Polska wróciła do swego króla. 

Jeszcze gorliwiej od tamtych wysługiwali się Szwedom aryanie, 
w Małopolsce, na Podgórzu karpackiem, koło Pińczowa i Rakowa gęsto 
osiedli: Sienieńscy, Stadniccy, Wielogłowscy, Ujejscy, Swirczkowie, Mosko- 
rzewscy, Lubienieccy, Taszyccy, Oleśniccy, Jędrzej Schlichting, Wiszowato- 
wie, Morstynowie, Przypkowscy i t. d. dlatego, że byli im jako blużniercy 
bóstwa Chrystusowego wstrętni, więc dopiero zarobić sobie musieli na za- 
ufanie ^pobożnego oswobodziciela przybywającego na pocieszenie utrapio- 
nych«. Pomagali też drugiemu najezdcy, Rakoczemu w łupiestwie miast, 
zamków i dworów. 

Zasłużona kara wnet dosięgła wszystkich. Partyzantka wielkopolska 
i dywizya Czarnieckiego wzięła już na wiosnę 1656 roku srogi odwet na 
sprzymierzeńcach Szweda, »uciekali przed burzą tysiącami do poblizkiego 
Śląska, do Saksonii, Brandenburgii i Holandyi«, uciekł i głośny Kome- 
niusz z zdobytego przez Polaków Leszna. Na Litwie Janusz Radziwiłł 
umarł w Tykocinie, oblężonym przez Polaków; Bogusław przeszedł do 
Brandenburczyka i wynarodowił się; kalwinów moc wysieczono na placu 
boju, popalono ich zbory, szkoły, ministry i szlachta szukali przytułku 
w Prusach książęcych, w Królewcu była ich cała kolonia. 

Znienawidzonych podwójnie, jako blużnierców Chrystusa i zdrajców, 
aryanów w Sądeczyżnie, ukarało chłopstwo, zaprawione w walce z Szwe- 
dami, złupieniem ich dworów, bo oni sami ukryli się na Śląsku i gdzie 
mogli. Po kraju obiegały 1657 roku dwie broszury: » Przysługa aryanów. 



— 107 — 

którą się podczas wojny px*zysłużyli. — Zdrady aryańskie, ojczyźnie pod- 
czas wojny szwedzkiej wyrządzone*, które opinię publiczną wrogo przeciw 
nim usposobiły. Na radzie senatu przed sejmem 1658 r., uchwalono dyssy- 
dentów objąć powszechną amnestyą, wydalić z kraju jedynie aryanów. Do- 
magał się tego król, bo podczas oblężenia Warszawy 1 lipca 1656 r. uczy- 
nił votiim wydalenia z Polski tych blużnierców i dźwignięcia kościoła Ma 
tki Boskiej Zwycięskiej. Senatowi niewdzięczność aryanów, wygnanych 
z Włoch i Szwajcaryi, przyjętych gościnnie w Polsce, a zdradzających ją 
dwom najezdnikom, wydała się wprost ohydną. Z tych powodów sejm 
1658 r. konstytucyą »Sekta aryańska* łagodząc statut Jagiełły, naznacza 
termin trzechletni, w którym każdy aryanin, jeżeli nie chce porzucić swej 
sekty i zostać katolikiem, wy sprzedać się ma i opuścić Polskę, w tem 
trzechleciu jednak, nie wolno mu nabożeństw swej sekty odprawiać, ani 
do spraw publicznych się mieszać. Sejm 1659 r. skrócił termin do 2 lat, 
do 10 lipca 1660 r. Oni trwali w swej sekcie, żądali dysputy, na której do- 
wiodą, »że niewielką dyferencyę od katolickiej wiary mają«. Jakoż kaszte- 
lan wojnicki Jan Wielopolski, za wiedzą biskupa krak, Trzebickiego, za- 
prosił aryanów na dysputę od 10 — 16 marca 1660 r. do zamku swego Ro- 
żnowa pod Sączem, z Jezuitami Janem Henningem i Mikołajem Cichockim. 
Ten ostatni, od 20 przeszło lat wiódł walkę z aryanizmem na ambonie 
i w 14 książkach, 7 po łacinie i tjdeż po polsku wydanych, zwano go też 
»młotem aryanów«; polemizował głównie z ministrem aryańskim Jonaszem 
Schlichtingiem z Bukowca. Dyspucie rożnowskiej prezydował kasztelan 
Wielopolski; ze strony katolickiej, oprócz Jezuitów, przybyło 6 ducho- 
wnych, 3 szlachty i 2 mieszczan krakowskich; od aryanów 9 ministrów 
i szlachty. Dysputowali głównie Cichocki i prowincyał Reformatów Ry- 
chłowski z Jędrzejem Wiszowatym o Piśmie Św., tradycyi. Kościele, pa- 
pieżu, o bóstwie Chrystusa Pana (13 — 14 marca), o Najświętszym Sakramen- 
cie i chrzcie dzieci. Była to ostatnia publiczna dysputa z dyssydentami 
w Polsce; jak zwykle, każda strona pozostała przy swojem. 

Aryanie jednak nie mieli ochoty opuszczać Polski, bo tylko niewiele 
rodzin jak Morsztynowie, później sławny poeta Wacław Potocki, przeszli 
na katolicyzm, i tych wyszydzał »jakiś minister aryański, paszkwilem po 
Podgórzu rozsianym*. Więc supliko wali do króla, jednali sobie wpływową 
szlachtę, aby na sejmie 1661 r. uchylono konstytucyę z 1658 r. Wtenczas 
O. Cichocki ogłosił dwie broszurki: »Obrona zacnych i pobożnych ludzi* 
aryanów, którzy zostali katolikami, i drugą: » Namowa do JMC. Panów ko- 
ronnych, aby przy konstytucyi przeciw aryanom na sejmach uchwalonej 
statecznie stali i do egzekucyi przystępowali*. Kraków 1661 r. Jakoż król 
odrzucił suplikę, a konstytucyą majowego sejmu 1661 r. rozkazuje, »aby 
sekta aryanska żadnymi wymyślonymi sposobami ukrywana w państwach 
Królestwa polskiego i W. Ks. litewskiego nie zostawała, ale raczej pi-awa 
pomienione do egzekucyi były przywiedzione*. 

Dyssydentom sejm 1658 r. przebaczył zdradę, ale piętno zdrady po- 
zostało na nich. Katolicy uważali ich za nieprzyjaciół ojczyzny, unikali 
ich, gardzili nimi prawie na równi z »niewiernymi* żydami, pozywali przed 
sądy i na podstawie dekretu Zygmunta III-go o rewindykacyi kościołów 
i dóbr kościelnych, odbierali drogą sądową jeden zbór po drugim, boć te 



— 108 - 

z katolickich kościołów i fundacyi powstały. Dokuczał im też gmin miej- 
ski i żaki szkolne, przeszkadzając w nabożeństwach, pogrzebach. Ściśnieni 
zewsząd, przesłali obszerny memoryał, w którym dwa razy wymieniają Je- 
zuitów, występujących przeciw nim wrogo jako doradcy króla i wycho- 
wawcy młodzieży, do pełnomocników Szwecyi, Prus i Danii na kongresie 
oliwskim 1660 r. zebranych. Opowiedziawszy drobiazgowo swe krzywdy, 
domag-ają się zupełnej wolności kultu religijnego, przypuszczenia do go- 
dności i urzędów rzpltej i miejskich, a jeżeli być może, do połowy krzeseł 
w senacie i w trybunałach. Pełnomocnicy mocarstw zbyli memoryał mil- 
czeniem, tylko szwedzcy żądali powrotu aryanów do Polski, Odpowiedziano 
im krótko, że to być nie może. 

Topnieli więc różnowiercy pod naciskiem potężniejącej od czasu 
obrony Częstochowy z dniem każdym pobożności katolickiej, której wyra- 
zem uchwała sejmu elekcyjnego 1669 r, : Rex catholicus esto, tylko religii 
katolickiej pan może obrany być królem, królowa też » rodem i powoła- 
niem powinna być katoliczką*. Społeczeństwo samo wyrzucało dyssyden- 
tów jako obcą narośl z organizmu swego. Za króla Michała upadek ich do- 
szedł tak głęboko, że jak O. Pikarski w kazaniu sejmowem d. 26 st3'^cznia 
1672 r. zaświadczył: » senat polski, który przedtem bez herezyarchy nie 
bywał, teraz immunis ab hac pestilentia zostaje*, w izbie też poselskiej le- 
dwo jeden lub drugi znalazł się dyss^^dent. 

Wojny kozackie stały się grobem dla kozaczyzny. Carat zgniótł ją, 
zniewolił za Dnieprem; oręż polski i krwawe wewnętrzne niezgody, wytę- 
piły ją przed Dnieprem. Z nią upadła walna podpora schizmy, która zdra- 
dzając Polskę wieszała się Moskwy, podczas gdy unici, lvtórzy w najkry- 
tyczniejszych chwilach stali wiernie przy królu i rzpltej, po traktacie an- 
druszowskim 1667 r., uwolnieni od opresyi Moskwy i Kozaków, wypierali 
dysunitów z miast, zajmując ich cerkwie i monastery, a metropolita Ko- 
lenda z unickimi biskupami, rozpoczęli propagandę katolicką od uroczy- 
stego wprowadzenia relikwii bł. Jozafata do Połocka. Tu oni też odprawili 
kilka konferencyi, na którj^ch podnieśli na nowo myśl, ażeby przynajmniej 
metropolita otrzymał miejsce w senacie, a osoby i dobra duchowieństwa 
unickiego i fundacyjne dobra szlacheckie, uwolnione były od poborów woj- 
skowych. Pierwszemu niechętny był król Jan Kazimierz i episkopat łaciń- 
ski (z wyjątkiem biskupa przemyskiego Stanisława Tarnowskiego i Icijow- 
skiego Tomasza Ujejskiego), dowodząc królowi i nuncyuszowi, że »bi8ku- 
pom ruskim, jako mnichom bazyliańskim nie do twai'zy zajmować się spra- 
wami publicznemi«. Na drugie zezwolił sejm 1667 r. konstytucyą »0 cer- 
kwiach w Koronie i W. Ks. litewskiem«, a konfederacya jeneralna po 
abdykacyi Jana Kazimierza 5 listopada 1668 r. pierwszy raz postawiła na 
równi Kościół rzymski katolicki i rytualno- grecki unicki »przy 
nich zawsze stawać się obowiązujemy... apostaci od wiary katolickiej, rzym- 
skiej i unickiej... wygnaniem mają być karani*. 

Żale jednak metropolity Kolendy »o przeciąganie Rusi na latynizm« 
głównie przez szkoły jezuickie, powtarzają się. Z polecenia Propagandy, 
jenerał Oliwa upomniał 11 lipca 1665 r. Jezuitów, aby » Rusinów do unii 
nakłaniali, ale nie nalegali (non urgere) na zmianę obrządku greckiego na 
łaciński «. Nie potrzeba było do tego przynaglać. Ruś bowiem XVII wieku 



— 109 — 

nawet »stavej greckiej wiary«, siłą wyższości cywilizacyjnej, polszczała na 
zabój. Akademia kijowska uczyła łaciny, a jej profesorowie pisali po łaci- 
nie i po polsku. Kazania, korespondencye kleru dysunickiego, akta i pisma 
szkolne, bywały coraz częściej polskie, szlachta ruska, mieszczanie zamo- 
żniejsi poza obrębem cerkwi i bractw, z rusczyzną rozstali się na dobre. 
Więc i do obrządku ruskiego nie przywiązywano się, zmieniano go jako 
i>chłopski« bez niczyjego nalegania, chętnie. 

Od krwawych wojen zwróćmy się do bezkrwawych walk o monopol 
nauczania. 



§. 49. Nowy spór z akademią krakowską, przegrany w sejmie i w Rzy- 
mie. 1661—1669. 

Pomimo konstytuc}'] sejmu 1633 r., przyznającej jus patronatus almae 
matris cracoviensis królowi i rzpltej i drugiej 1635 r., nadającej jej pnvile- 
gium excliAsi(mis monopol nauczania w Koronie, Jezuici wpadając w błąd 
dawny, starali się aż na trzy zawody o własną akademię na Rusi we Lwo- 
wie, zawsze z porażką swą i zawstydzeniem, a niepotrzebnem rozjątrze- 
niem umysłów przeciw sobie. Rozumieli snąć naiwnie, że byle uzyskali 
przywilej królewski, to sejm i alma mater dadzą przyzwolenie. Więc wnet 
po śmierci niełaskawego w tej mierze króla Władysława, postanowili po- 
Avetować porażkę z 1616 r. i przez O. Cieciszęwskiego i prowincyała Dobro- 
dziejskiego wyjednali na sejmie w styczniu 1650 r, przywilej Jana Kazi- 
mierza na otwarcie akademii w Poznaniu. Kanclerz jednak, bisk. Andrzej 
Leszczyński, uproszony snąć przez kapitułę poznańską, oddawna niechętną 
Jezuitom, a teraz jeszcze bardziej, bo przegrała z nimi proces o fundacyjne 
dobra poznańskiego kolegium, odmówił stanowczo przyłożenia pieczęci, 
i tak ten projekt w samym zarodzie upadł. 

W kilkadziesiąt lat później powzięli Jezuici myśl założenia akade- 
mii we Lwowie. W Kijowie bowiem otwartą została przywilejem Włady- 
sława IV i uchwałą sejmu 1634 roku schizmatycka akademia mohylańska. 
Sejm 1659 r., zatwierdzając ugodę hadziacką, nietylko zatwierdził akade- 
mię kijowską, » która takimi przywilejami ma gaudere, jako akademia kra- 
kowska*, ale dodał, że »drugą także akademię pozwala JKM. i stany ko- 
ronne tam, gdzie jej miejsce sposobne (dysunici) opatrzą*. Ponieważ się to 
stało bez protestu almae matris, przypuszczali więc Jezuici, że skoro d3'^s- 
unitom na dwie akademie taż alma mater pozwoliła, to im, katolikom, po- 
zwoli na jedną, nie rozumiejąc snąć, że w Kijowie nie wchodziła w grę 
kwestya chleba, tu zaś we Lwowie, grała ona główną dla alma mater rolę. 

Więc na kongregacyi prowincyalnej w Krakowie 1659 r., uchwa- 
lili prosić króla i sejm o podniesienie szkół lwowskich do rzędu akademii 
i o »koekwacyę« jak kijowska cum alma matre. Promotorami sprawy byli, 
O. Sikorski, nadworny teolog kanclerza biskupa Mikołaja Prażmowskiego, 
którego dla projektu akademii lwowskiej pozyskał, i rektor lwowski Krzy- 
szkowski. Ten zjednawszy dla tej myśli burmistrza lwowskiego Marcina 
Anczewskiego, iż nawet 30.000 złp, wraz z żoną ofiarował, nakłonił przez 
niego magistrat i radę lwowską, iż na ręce kanclerza podali prośbę, »aby 



— no- 
na ozdobę majestatu rzpltej nowa akademia we Lwowie stanęła*. Kan- 
clerz pochwalił zamiar, za jego poparciem król podpisał 20 lutego 1661 r. 
dyplom erekcyjny na akademię lwowską, ułożony, jak przypuszczali aka- 
demicy, przez O. Sikorskiego. 

Tym razem opinia panów, zwłaszcza najprzedniejszego z »królików« 
Jerzego Lubomirskiego, była po stronie Jezuitów, bo jak sarkano powsze- 
chnie »rozhukanie młodzieży akademickiej sprzykrzyło się wszystkim, a za- 
trważające nieuctwo jej mistrzów* podało ją w lekceważenie. Z niczem 
więc odprawiono delegatów almae matris na sejmiku proszowskim, a na 
sejmie 1661 r., na którym »tentowali« senatorów i posłów, wpychając im 
dwie broszury: »Ze nie wypada nową akademię we Lwowie 00. Jezuitom 
otwierać* i drugą: »Powody... że nie należy pozwolić 00. Jezuitom fundo- 
wania uniwersytetu we Lwowie*, znaleźli najgorsze przyjęcie. »Nikt ani 
palcem tknąć, ani okiem wejrzeć na nas nie chciał* skarżą się delegaci 
w liście do rektora akademii. Jezuici na »Powody« akademików contra, po- 
dali Rationes pro academia Leopoli aperienda. 

Wnet jednak zmieniły się role. Akademicy głosili w sejmie, że nie 
magistrat i rada i nie biskup i kapituła lwowska, ale tylko Anczewski 
i kilku innych, nieupoważnionj^ch przez radę miejską, wniosło prośbę do 
króla o erekcye akademii we Lwowie. W tym sensie pisał listy do War- 
szawy rajca lwowski Kraus, pisali i inni: »my na (akademię) nie dawali 
żadnego konsensu*. Także arcybiskup lwowski Jan Rola Tarnowski, »wy- 
parł się, jakoby miasto żądało akademii, żądał bowiem tego jeden lub 
drugi, który się za radę i magistrat uważał*. Nie tak łatwo było, zwłasz- 
cza przy takiej krótkości czasu, wykazać bezpodstawność tych wieści. Więc 
za radą kanclerza Prażmowskiego, sprawę akademii lwowskiej, położono 
w reces do następnego sejmu. Pomimo to, posłowie krakowscy i haliccy 
zanieśli 18 lipca 1661 r. protest do grodu warszawskiego przeciw przywi- 
lejowi erekcyjnemu, bo ad małe narrata uzyskany, bo obala najdawniejsze 
przywileje akademii krakowskiej statutem i konstytucyami obwarowane. 
Podobny protest zaniósł sejmik relacyjny proszowski 19 pażdz. do grodu 
lvrakowskiego. Wprawdzie 21 lipca 7 posłów sejmowych wniosło reprotest, 
stając w obronie przywileju i akademii lwowskiej, ale ten nie zaważył 
na szali wypadków. 

Co gorsza, akademicy uprosili u kapituły lwowskiej, że ta w liście 
do rektora i akademii krakowskiej 22 września, oświadczyła się najwyra- 
źniej przeciw akademii lwowskiej, upewniając, że konsensu swego nie dała 
i nie da, bo to byłoby ze szkodą dawnej lwowskiej szkoły, kolonii akade- 
mii krakowskiej. 

Gdy więc na sejmie 1662 r. sprawa jezuickiej akademii przyszła na 
stół, odrzuciła ją większość izby, w senacie zaś tylko 4 biskupów, Prażmo- 
wski, Trzebicki, Sarnowski i Ujejski głosowało za nią. 

Przepadła ona i w Rzymie. Wprawdzie na prośbę Jezuitów, król je- 
szcze 15 maja 1661 r. dał litteras promotiales do Aleksandra VII; teraz na 
sejmie 1662 roku, starali się oni o litteras testimoniales u senatorów, ale po 
długich zachodach zdobyli ledwo 5 podpisów, t. j. 4 wyż wspomnianych 
biskupów i kasztelana kijowskiego Stefana Czarnieckiego. Te załączyli do 
memoryału, który przez prokuratora swego O. Ubaldiniego i kardynała 



— 111 — 

Ursini, protektora Polski, papieżowi podali. Z 8 punktów dwa były decy- 
dujące, że akademii lwowskiej życzy sobie król i naród, protesty zaś po- 
chodzą od bardzo nielicznej szlachty; że akademia jest potrzebną dla 
Lwowa, któremu grozi zalew schizmy. Aby ubezwładnić pierwsze, postarał 
się delegat akademii krakowskiej na sejmie 1662 r., że marszałek izby Jan 
Wielopolski z 31 posłami ponowił 5 kwietnia protest zeszłoroczny. Uczynił 
to samo sejmik relacyjny proszowski i wciągnął do aktów notaryusza 
apost. ks. Jacka Tomaszewicza. U niego też alnia mater upoważniła mistrza 
swego ks. Marcina Winklera, bawiącego w Rzymie, aby jako jej prokura- 
tor podał papieżowi przeciw-memoryał i bronił jej praw. 

Aleksander VII powierzył obydwa memoryały prałatowi swemu Fa- 
gano, a potem osobnej komisyi kardynałów. Zdaniem prałata, protesty 
szlachty świadczą raczej, że naród nie życzy sobie akademii lwowskiej, 
komisya zaś zażądała bliższych informacyi od nuncyusza w Polsce Anto. 
niego Pignatelłi. Ten oświadczył, że istotnie wobec protestów szlachty, nie 
można erygować akademii we Lwowie, miastu też temu wcale nie grozi 
zalew schizmy, (a jednali ruska dyecezya lwowska była wtenczas dysuni- 
cką). Opierając się na tern kongregacj^a kardynałów, wydała 1663 r. dekret, 
przytaczając aż 9 powodów, dla których papież erekcyjnego przywileju 
króla nie zatwierdzi. 

Jezuici przeczekawszy burzę rokoszu Lubomirskiego, ponowili 1665 r. 
starania w Rzymie o zatwierdzenie przywileju. Sejmik proszowski na pro- 
śbę almae matris, polecił w instrukcyi posłom na sejm 1666 r., aby posta- 
rali się o konstytucyę, zabezpieczającą jej przywileje, a przez nuncyusza 
aby wyjednali u Aleksandra VII nakaz Jezuitom milczenia w tej sprawie. 
Sejm został zerwany, ale na elekcyi 1669 r. dokazali delegaci almae matris 
tyle, że do paktów nowego króla włożono także » zaspokojenie słusznych 
żądań akademii krakowskiej*. Na mocy tego paktu, a na prośbę akademii 
krakowskiej i zamojslciej i jej rektora Bazylego Rudomicza, wydał król Mi- 
chał 26 listopada 1669 r. dyplom, zatwierdzający dawne przywileje akade- 
mii zamojskiej z dodatkiem, że »ma być jedną i jedyną akademią w zie- 
miach naszych księstwa Rusi«, a w obrębie mil 12, żadne nowe szkoły, ja- 
kiejbądź nazwy, krom parafialnych, powstać nie mogą. 

Tak więc ubocznie zamkniętą została Jezuitom droga do lwowskiej 
akademii, i napróżno próbowali ją sobie otworzyć w 100 lat później. Skro- 
mnem powetowaniem tej porażki był dekret jenerała Oliwy dnia 26 maja 
1673 r., dany na prośbę kongregacyi prowincyalnej polskiej z roku 1670, 
a pozwalający w myśl bulli Juliusza III (22 paźdz. 1552 r.), aby rektoro- 
wie kolegiów we Lwowie i w Poznaniu, nadawać mogli stopnie akademi- 
ckie z filozofii i teologii. Z tej łaski korzystali głównie Jezuici, biskupi 
bowiem nie uznali tych promocyi dla swego kleru. Więc Jezuici przez 
teologa królewskiego, Adama Przeborowskiego , postarali się u króla 
Jana III o erekcyjny przywilej w Jaworowie 18 marca 1678 r, na akade- 
mię poznańską »na promocye wszystkich szkolarzy odbywających kursą 
filozofii i teologii do wszelkich stopni: bakalarza, licencyata, magistra i do- 
ktora*. Nie trwało to długo. Alma mater przez swych delegatów uprosiła 
sejmiki w Proszowicach i Środzie, iż te poleciły swym posłom na sejm 
1685 r., domagać się od króla skasowania jaworowskiego przywileju jako 



— 112 — 

subreptitie otrzj^manego. Król znękany zuchwalstwem Paco w i Litwinów, 
nieszczerością wiedeńskiego dworu, uległ naciskowi posłów i pismem do 
rektora poznańskiego Jana Hermani 7 marca 1685 r. odwołał swój przywi- 
lej, jako extortum wymuszony i przeciwny przywilejom i prawu patronatu 
almae matris. Nowe tedy a niepotrzebne upokorzenie spotkało Jezuitów, ale 
co sądzić o akademii krakowskiej i jej córce zamojskiej, które upornie, za- 
wzięcie przeszkadzały Jezuitom w otwarciu akademii we Lwowie i Pozna- 
niu, mniejsza o to, czy z gorliwości o swe przywileje czy z obawy o chleb, 
a które nic a nic nie uczyniły dla podniesienia nauk u siebie? 



§. 50. Śmierć królowej Ludwiki Maryi. — Abdykacya i śmierć króla 
Jana Kazimierza. 1667—1672. 

Konstytucya sejmu kwietniowego 1667 r. »Warunek wolnej elekcyi«, 
pogrzebała ulubiony polityczny projekt królowej Ludwiki Maryi, projekt 
elekcyi króla za życia Jana Kazimierza czyli sukcesyi polskiego tronu na 
rzecz księcia d'Enghien, syna Kondeusza. Projekt był mądry; w czyn 
wprowadzony, mógł wstrzymać anarchię, odwrócić upadek. Królowa rozu- 
miała to dobrze, i przez 8 lat borykała się z dwulicowością Lubomirskiego 
i »królików«, z anarchią i krótkowidzeniem szlachty — i stała się znie- 
nawidzoną, »vipera nostrae gentis żmiją narodu naszego*, nazywano ją już 
od 1658 r., bo ukąsiła źrenicę wolności liberam eleetionem. Ona zaś krzepiła 
się nadzieją, że uprzedzenia pokonać potrafi; konstytucya 1667 r. reasu- 
mująca » wszystkie prawa i dyploma o wolnej elekcyi « kasująca wszystko 
»in guantwm by scripta jakie prawom et libertałibus rzpltej praejudiciosa kę- 
dykolwiek znajdować się miały*, odebrała jej ostatni promyk nadziei — 
i to ją dobiło. Umarła 10 maja 1667 r. mężnie, pobożnie, opatrzona sakra- 
mentami Św. przez ks. Wilhelma Desdames, Łazarzystę. 

Pierwszy kto miał cywilną odwagę stanąć publicznie w jej obronie, 
był kaznodzieja królewski O. Adryan Pikarski. W kazaniu pogrzebowem 
3 września 1667 r. mówił: »Pewny jestem, iż wieku którego żyła, mędr- 
szej i mężniejszej nie było niewiasty «. A udowodniwszy tej tezy, rzucił 
narodowi w oczy niewdzięczność: » Przyznać to każdy musi, że nic stra- 
szniejszego na panujące pany, nad publiczną niechęć poddanych przy ko- 
ronie królewskiej, gdy to dwoje na jednym tronie zasiądzie odium atąiie 
regnum in unum sertum... Za wszystkie jej życzliwości, opieki i przemysły 
dla całości narodów naszych podjęte, za wieńce i palmy nieśmiertelne, 
odium atąue regnum w jedno sertum] uwite odbierała... In summa wszystkie 
jej zawody, intencye, prace, usilności, spezy (koszta), namowy, rady i wszy- 
stkie insze majestatis merita w tenże snop wiązało regnum, w który zwykło 
odium«. A usuwając w cień jej wady niewieście, podniósł pańską hojność 
z jaką nowe zakony Wizytek, Sióstr miłosiernych, Łazarzystów sprowa- 
dzała, domy im fundując; jej gorliwość iście apostolską, z jaką Jezuitom 
misye w Królewcu, Mołdawii i Krymie zakładała, i przez swoich i króla 
dyplomatycznych ajentów obronę katolikom, w Prusiech zwłaszcza i Kur- 
landyi, zapewniła. 



— 113 — 

Dla tych samych powodów co królowa, znienawidzony był w naro- 
dzie król Jan Kazimierz, dał przecie firmę i o ile umiał, popierał projekt 
sukcesyi tronu. Gd}^ na sejmie 1662 r. projekt upadł, powziął myśl złoże- 
nia korony i ta myśl nie dawała mu spokoju, dojrzała 1666 r. w tajemnym 
traktacie z Ludwikiem XIV, a w rok po śmierci królowej, stała się faktem. 
Szlachta doczekać się nie mogła tej chwili, domagała się natarczywie, bo 
aź 13 razy, na lutowym sejmie 1668 roku wydalenia z Polski obcycli mini- 
strów, rozpuszczenia starego wojska, trzecich wici na pospolite ruszenie 
i zawiązania konfederacyi jeneralnej de electione. Król 13 razy odmówił, 
i kazał marszałkowi »żegnać izbę«. 

Zanosiło się na rokosz szlachty. Więc król 9 marca t. r. podpisał 
traktat z Ludwikiem XIV i forytowanym przez tegoż lisięciem nejburskim 
Filipem Wilhelmem, swoim niegdyś szwagrem, który mu w zamian za 
abdylvacyę, zapewniał roczną rentę, tytuł królewski i niektóre prawa mo- 
narsze; na radzie senatu d. 12—14 czerwca zapowiedział swą abdykacyę 
i ułożył sposób jej przeprowadzenia; zwołał sejmiki na 23 lipca, sejm 
»abdykacyjny« na 27 sierpnia. Dla »przyzwoitości« marszałek sejmu Stefan 
Sarnowski prosił 3 września, »ażeby król JM. odmienił swe przedsięwzię- 
cie«. Radzono potem i targowano się o »prowizyę« dla króla (150.000 złp. 
rocznie), zatwierdzono dyploma abdykacyjne i reversales rzpltej i 16 wrze- 
śnia król Jan Kazimierz, uwolniwsz}" naród od posłuszeństwa, po krótkiej 
rzewnej przemowie, dyploma dbdicationis wręczył prymasowi Prażmow- 
skiemu. Dopiero jednak po 10 miesiącach, 7 lipca 1669 r. opuścił Polslię. 
Więziły go długi 1,433.628 talarów; brewe papiezkie na opactwo św. Ger- 
mana nadeszło ledwo w maju 1669 r., asekuracya prowizyi (150,000 złp.) 
stanęła w czerwcu t. r. Król pisał do Ludwika XIV i księcia nejburskiego, 
prosząc wprost o jałmużnę »aby mnie czemkolw'iek wspomożono, celem 
umożliwienia mi podróży*. Ministrowie Ludwil<;a żartowali, zdetronizowany 
król polski krzyczy z głodu«. Kurya rzymska odmówiła mu królewskich 
honorów, bo elekcyjny król po abdykacył staje się poddanym. W piel- 
grzj^mce do Matki Boskiej sokalskiej uchybiano mu; urzędnicy miejscowi 
nie składali uszanowania, szlachta naumyślnie wyjeżdżała z domu lub usu- 
Avała się do dóbr odleglejszych, abj' nie powitać ex-króla. Niepodobna so- 
bie wystawić mizerniejszej roli, aż litość bierze nad tym królem wetera- 
nem, igraszką Ludwika XIV i jego ministrów, w pogardzie u niedawnych 
swych poddanych, w długach i w niedostatku i opuszczeniu od wszyst- 
kich — krom Jezuitów. 

Prawda, Jan Kazimierz był dla nich nietylko łaskawym królem, 
zawsze ich miał 4 lub 5 na swym dworze, w obozie i podróżach, odwie- 
dzał w kolegiach, warszawskiem zwłaszcza i Iwowskiem, przestając z nimi 
sicut unus e nostris, ale był ich dobrodziejem. Darował im 1658 r. ulubiony 
Nieporęt, 1666 r. Białołękę (Albumpratum), które opuszczając Polskę, oddał 
im w posiadanie. Podczas sejmu lionwokacyjnego w listopadzie 1668 roku, 
król zamieszkał w Krakowie w Krzysztoforach. Złożyli mu po dawnemu 
homagium prowincyał Lorencowicz i rektor Kukliński, on też odwiedził 
ich w kolegium św. Piotra, i zdaje się, że przez nich otrzymał od O. je- 
nerała Oliwy na spowiednika i teologa swego O. Wojciecha Grabena, z ro- 
dziny szwedzkiej w Polsce osiadłej. Lubelscy Jezuici, powracającego z po- 

JEZUICI W POLSCE. 8 



— 114 — 

boŹŁKej pielgrzymki z Sokala króla, podejmowali 13 i 14 lutego 1669 roku 
z liczną jego świtą, uczcili oracyami w kościele i sali jadalnej, akademią 
uczoną w auli szkolnej. 

W listopadzie 1669 r. zamieszkał Jan Kazimierz w wspaniałem opa 
ctwie Św. Germana (St. Germain des Prćs), to znów przebywał w drugiem 
swem, równie pięknem opactwie Św. Marcina w Nevers, i wnet ogarnęła 
go »najgorsza z chorób ludzkich nuda«. Zapragnął wejść powtórnie w zwią- 
zki małżeńskie z 52-letnią księżniczką Mantuy i Nevers, Anną z Gonza- 
gów, wdowa po palatynie Renu, pierw jednak, w wrześniu 1670 r. przez 
O. Grabena zasięgnął zdania u jenerała Oliwy. Ten radził, aby król pozo- 
stał w stanie duchownym (był opatem), może jednak spokojnem sumieniem 
ożenić się powtórnie, a Klemens X gotów udzielić podwójnej dyspensy, na 
ślub i na zatrzymanie dochodów z opactw. Na projekcie się jednak skoń- 
czyło. Król chętnie przebywał w towarzystwie pięknej i rozumnej marszał- 
kowej (ex- praczki) de FHopital, ale pozostał wdowcem. Smutne wieści o nie 
zgodach w Polsce wśród wojny tureckiej i o wzięciu Kamieńca, przyspie- 
szyły jego śmierć w Neyers 16 grudnia 1672 r. na ręku O. Grabena, w oto- 
czeniu Benedyktynów i Jezuitów. Stosownie do jego woli, zwłoki złożono 
w grobowcu jezuickiego kościoła, skąd je w maju 1675 r. przewieziono do 
Polski, a 31 stycznia 1676 r. uczczono pogrzebem na Wawelu. 



ROZDZIAŁ XIII. 
Dzieje Jezuitów za królów Michała i Jana lii. 1668—1696. 



§. 51. Król Michał i Jezuici. 1668-1673. 

Wybór króla Michała Wiśniowieckiego, uważała szlachta za ^dzieło 
woli Bożej* ; w istocie zaś, było to dzieło podkanclerzego Andrzeja Olszow- 
skiego i krótkowidzącej, bezmyślnej polityki szlacheckiej, protest zarazem 
gminu szlacheckiego przeciw intrygom elekcyjnym »królików« z pryma- 
sem » jednookim* Prażmowskim na czele, którzy od 1661 r. frymarcząc ko- 
roną, kładli ją u stóp najwięcej dającego Ludwika ZIY. Boleść i wstyd 
ogarnia, kiedy się czyta dzieje tej elekcyi i tego królowania. Przekupstwo 
i prywata u »królików«, polityczna kołowacizna i lenistwo duchowe u szla- 
chty, piekielna jędza niezgody nad wszystką rzpltą, a w ślad zatem anar- 
chia bezdenna w wszystkich instytucyach i sprawach publicznego życia, 
brak rządu, skarbu, wojska, fortec, klęski wojenne, utrata całych prowin- 
cja i piętno hańby na narodzie. Oto owoce >najswawolniejszej, najnieprak- 
tyczniejszej konstytucyi polskiej*. 

Jezuici nie przyłożyli ręki do elekcyi króla Michała. Jeden tylko O. 
Mikołaj Richard, spowiednik księcia Karola lotaryńskiego, a na elekcyi 



— 115 — 

teolog posła francuskiego Cavaignaca i jego sekretarza, opata Riąueta, zje- 
chawszy wcześnie do Warszawy, przygotował obydwom dobre przyjęcie, 
sam też »obnosił porti'et księcia Karola, któiy wydawał się najodpowie- 
dniejszym do korony polskiej, polecał go ustnie i w listach ministrom 
rzpitej i senatorom* — nadaremnie. 

Król Michał odziedziczył po rodzicach, życzliwość dla Jezuitów. Oj- 
ciec bowiem jego Jeremi, uczniem był Jezuitów lwowskich, i przez nich 
na łono Kościoła katolickiego przyjęty; matka Gryzelda Zamojska, córka 
Tomasza, fundatora Jezuitów w Szarogrodziei Katarzyny księżn. Ostrogskiej, 
ślub ich w kolegiacie zamojskiej błogosławił Jezuita O. Wojciech Czarno- 
cki. Za młodu uczył się kosztem l<rólewicza Karola Ferdynanda w akade- 
mii jezuickiej w Pradze. Spowiednikiem jego w Warszawie przed elekcyą 
był O. Cieciszewski, zatrzymał go, równie jak O. Pikarskiego kaznodzieję 
na swym dworze po elekcyi. Obydwaj mężowie wielkiego poważania w na- 
rodzie. Wiedeński Jezuita nadworny, O. Coronini, kierował młodą królową, 
arcyksiężniczką austryacką Eleonorą tak, że pomimo afelvtu do Karola lo- 
taryńskiego, przykładną była żoną i królową i do spraw państwa nie mie- 
szała się, aż ją sejm 1673 r. zawezwał do pośrednictwa. Mentorem jednak 
politycznym króla, który nie swoją zaiste Aviną, ani zdolności do królowa- 
nia nie posiadał, ani wychowania na to nie odebrał, był podkanclerzy Ol- 
szowski, a doradcą kanclerz litewski Krzysztof Pac. 

W pierwszym zaraz roku swych rządów, na prośbę Jezuitów, AYysłał 
król, wraz z prymasem, senatem i rycerstwem, suplikę do Stolicy św. 
i uzyskał brewe Klemensa X d. 12 września 1671 r. ogłaszające bł. Stani- 
sława Kostkę, który ze strony prababki królewskiej, Anny z Kostków l^się- 
żnej Ostrogskiej, wojewodziny wołyńskiej, z Wiśniowieckim był spokre- 
wniony, »przedniejszym patronem Królestwa polskiego* na równi z św. 
Wojciechem i św. Stanisławem bislcupem i męczennikiem. 

Umierając we Lwowie, pamiętał o Jezuitach. W kodycylu testamentu 
5 listopada 1673 r. spisanym, przeznaczył Jezuitom warszawskim 70.000 złp. 
Jezuitom na misyę (szarogrodzką) dobra Brahin, O. Popławskiemu 7.000 złp., 
O. Fabricemu 6.000 zip. (spowiednikom matki i edukatorom swoim), O. Pi- 
karskiemu kaznodziei królewskiemu 5.000 złp. 



§. 52. Życzliwość króla Jana III dla Jezuitów. — O. Vota na dworze 

polskim. 1673—1686. 

Z wyboru króla Jana »08tatniego r^^cerza chrześcijaństwa* Jezuici, 
równie jak większość narodu byli uradowani. Znali go hetmanem łaska- 
wym dla siebie, gdyż oprócz innych łask, uwolnił 1680 r. kolegia ich w Ko- 
ronie od hibern wojskowych, »co się równać może fundacyi wielkiego ko- 
legium*, więc jenerał Oliwa, na życzenie kongregacyi prowincyalnej pol- 
skiej, rozpisał sufragia w całym zakonie, jakiti się fundatorom należą (po 
6 mszy św. księża, po tyleż komunii św. i koronek bracia). Gdy z he- 
tmana został królem, powitał go tenże Oliwa gratulacyjnym listem, który 
kończy: »Poświęcam i oddaję to pokorne Towarzystwo na usługi WKM. 
i polecam je uniżenie Jego opiece*. 



— 116 — 

Skorz.ystał król z tej gotowości do usług, prosząc listem ze Lwowa 
25 czerwca 1678 roku, o sławnego profesora matematyki w akademii wro- 
cławskiej, O. Adama Kochańskiego dla »starszego królewicza Jakóba, który 
ukończywszy humaniora, do rzeczy ciekawszych z własnej ochoty wzdy- 
cha*. Przysłał go natychmiast na dwór królewski jenerał. O. Kochański 
przez lat kilka uczył matematyki i sztuki oblężniczej Jakóba, potem z O. 
Mamycym Vota młodszych królewiczów; od r. zaś 1686 — 1696 wsławił się 
jako matliematicus regius w świecie uczonych, w wysol^iem zawsze poważa- 
niu u króla, u jenerała artyleryi Kątskiego i hetmana w. k. Stanisława 
Jabłonowskiego. Odwdzięczył się król energicznem wdaniem się 1686 r. 
i 1687 r. do Wilhelma księcia Oranii i Stanów holenderskich i do księcia 
Kurlandyi za Jezuitami, iż dekreta banicyjne przeciw nim już pi'zygoto- 
wane, odwołane zostały. Cieszyło to żarliwego o wiarę króla »Quamvis pul- 
vere casłrensi vix excusso, ledwo strzepałem kurz obozowy, pisał z Żółkwi 
11 listopada 1687 r. do nowego jenerała Karola de Noyelles, spieszę z ra- 
dością powinszować Wielebności Waszej wyboru, a jakby na wiązanie, ofia- 
ruję Ci ocalonych Jezuitów batawskich i zakonnych misyonarzy w Holan- 
dyi i Kurlandyi, upewniając, źe i nadal wstawiać się za nimi będę«. 

Wiadomo, że wypędzenie Turków z Europy, ideałem było bohater- 
skiego króla. Oni też doznawszy jego prawicy pod Chocimem, na Rusi, 
i Ukrainie, nazwali go »potężnym lwem północy*. Nie chciał złamania po- 
tęgi tureckiej Ludwik XIV, bo mu potrzebną była do upokorzenia habs- 
burskiego domu, więc intrygą i pieniądzmi paraliżował starania Innocen- 
tego XI skojarzenia ligi Św., do której i Moskwa należeć miała, z cesa- 
rzem i królem polskim na czele. Pomimo to, d. 31 marca 1683 r, stanęło 
pod protektoratem papieża, zaczepno odporne przymierze między Janem III 
a Leopoldem I, aż do uspokojenia obydwóch państw stałym korzystnym 
pokojem z Turcyą. 

Sojusz ten, fatalny dla Polski, bo zmusił króla do zamian}^ andru- 
szowskiego rozejmu na traktat wieczysty z Moskwą, ocalił Wiedeii i chrze- 
ścijaństwo, cesarzowi prz3^wrócił Węgry, złamał potęgę Turcyi, tylko dla 
króla Jana nie przyniósł korzyści. Kapelanem obozowym, spowiednikiem 
i sekretarzem króla, był zdawna Jezuita Adam Przeborowski, mąż iście 
rycerskiego animuszu. Towarzysz3'^ł on królowi z O. Hackim w wyprawie 
wiedeńskiej i węgierskiej, i obsługując w Preszburgu chorj^ch na dyzen- 
teryę, na gorączkę z wymiotami i deliryum wojowników, zgasł 30 wrze- 
śnia, pochowany w katedrze. O. Hacki ocalał i z pieniędzy od nuncyusza 
wiedeńskiego Buonyisi otrzymanych, urządził i obsługiwał w Preszburgu 
szpital dla epidemicznych. W zimie razem z królem wrócił do Polski. 

Odzyskanie N^ęgier orężem króla Jana, zachęciło go i cesarza Leo- 
polda do zaczepnej z Turcyą wojny, która toczyła się jeszcze lat 15, za 
kończona karloA^ickim pokojem 1699 r. W Lincu 5 marca 1684 r. stanęła 
liga cesarstwa, Polski, Wenec}^; wciągnąć do niej usiłowano Moskwę. 
W tym celu cesarz wyprawił jeszcze w listopadzie 1683 r. posłów hr. Zie- 
rowskiego i barona Blumberga, którym towarzyszył jako kapelan, litewski 
Jezuita Szmid, do młodych carów Iwana i Piotra w Moskwie, papież zaś 
wysłał ablegata swego, Jezuitę Maurycego Vota, najprzód 1683 r. na dwór 



— 117 - 

wiedeński, potem w czerwcu 1684 r. do Moskwy, w charakterze członka 
(attache) poselstwa cesarskieg'o. 

Był ten Vota rodem z Turynu 1629 r. starej patrycyuszowskiej fa- 
milii. W 16 roku życia został Jezuitą, w 29 już był księdzem i ukończo- 
nym teologiem, a niebawem profesorem teologii w kolegium rzymskiem. 
Od 1660 — 1677 r. widzimy go w Wenecyi, doradcą nuncyuszów, sędzią po- 
lubownym powaśnionych rodów, założycielem akademii kosmograficznej, 
w której wobec książąt, dj^gnitarzy i patrycyuszów weneckich, wykładał 
historyę starożytną i nowszą i zasady polityki chrześcijańskiej. Założył tam 
kongreg'ac3'ę maryańską 70 najznaczniejszych panów; towarzyszył jako te- 
olog'-kaznodzieja biskupom podczas wizyty pasterskiej w Istrja, Dalmacyi, 
Albanii, patryarchacie Wenecyi i Akwilei; podczas zarazy obsługiwał cho- 
rych z narażeniem życia, co mu zjednało serca mieszkańców skrólowej mo- 
rza*. Powołany 1677 r. przez jenerała de Noyelles na rektora nowego ko- 
legium w Turynie, zostaje teologiem nuncyusza Mosti, teologiem i doradcą 
regentki matki Amadeusza II, cenzorem ksiąg religijnych i politycznych. 
W r. 1680 już jest w Luneburgu na dworze księcia brunszwickiego Anto- 
niego Ulryka, pracuje nad jego nawróceniem, na razie bez skutku, książę 
jednak został katolikiem 1710 r. 

Stamtąd, na polecenie dawnych nuncyuszów w Wenecyi i Turynie, 
wezwał go Innocenty XI do Rzymu i powierzył, jak niegdyś Grzeg'orz XIII 
Possewinowi, misyę dyplomatyczną do Moskwy. Bystrość umysłu obok 
nauki, znajomość świata i ludzi obok łatwości i taktu w obcowaniu, bie- 
głość w kilku językach, a przytem organizm silny i wytrzymały, ułatwiły 
mu trudne zadanie. Chodziło zaś o nakłonienie carów Piotra i Jana, a ra- 
czej regentki, ich siostry, Zofii, do religijnej unii z Rzymem, a przynaj- 
mniej do nadania tolerancyi katolikom w carstwie; po wtóre, o zawarcie 
stałego pokoju z Polską i przystąpienie do ligi przeciw Turkom, wzmo- 
cnionej 5 marca w Lincu. 

W przejeździe przez Warszawę z początkiem czerwca 1684 r., spo- 
tkał się Vota pierwszy raz z królem Janem i »nie mógł dość napodziwiać 
mądrości i dobroci* jego. W Moskwie, dzięki przebiegłości 1-canclerza Goli- 
cyna, nie uzyskali cesarscy posłowie wraz z Votą nic więcej, nad prywa- 
tny kult katolicki w 4 ścianach domu i misyą jezuicką w Moskwie. O. 
Szmid mianowany przez kardynała Propagandy Altieri na lat 5 misyona- 
rzem apostolskim, dal jej początek. W jesieni t. r. przj^był misyonarz 
drugi z czeskiej prowincyi O. Wojciech de Boie, mówiący 6-ma językami. 
W następnym roku jenerał Noyelles, na przedstawienie Zierowskiego i ce- 
sarza, powierzył misyę moskiewską czeskiej prowincyi, dlatego, że mniej 
uprzedzeń będzie do Czechów jak do Litwinów. Więc O. Szmid został od- 
wołany, na jego miejsce przybyli z Czech 00. Jerzy Dawid i Tobiasz Ty- 
chaowski. Cesarz dawał im na utrz3"manie 500 talarów rocznie, oni zaś 
w zakupionym domu, otworzyli rezydencyę z kaplicą i szkołę, dojeżdżali 
z posługą duchowną do Kijowa i Smoleńska, pomimo intryg fanatycznego 
patryarchy Joachima i kalwinów, kupców moskiewskich. Ale już 1689 r. 
bunt strzelców na rzecz carownej Zofii, jednym zamachem zniszczył misyę. 
Otwarto ją ponownie 1707 r. także nie na długo. 



— 118 - 

O. Vota t^^mczasem w sierpniu 1684 r. wracając z Moskwy, zatrzy- 
mał się w Jaworowie u króla Jana, aby nakłonić go do stałego pokoju 
z carami, bez którego oni do ligi przystąpić nie chcą. Król żadną miarą 
nie godził się na odstąpienie Kijowa i Przeddnieprza; o ten punkt rozbi- 
jały się układy. Votę jednak polubił król bardzo i za zgodą papieża i ce- 
sarza, zatrzymał na swym dworze, a potem kazał być pedagogiem króle- 
wiczów Jakóba i Aleksandra. Więc w pałacu pilaszkowskim Vota wykła- 
dał im rano filozofię, historyę powszechną, kosmografię i geografię, wie- 
czorem od 3—5 kompendium spraw książąt europejskich, Kochański zaś 
matematykę. Słowem, przez lat 12 O. Vota stał się nieodstępnym króla 
Jana doradcą, pomocnikiem, wiernym sługą i przyjacielem; w Jaworowie 
i Wilanowie mieszkał obok niego, w podróżach i wyprawach jechał w je- 
dnym powozie, nocował w jednym namiocie, dzieląc trudy i niebezpie- 
czeństwa. 

Jako ablegat papieża, pracował nad wytrwaniem w św. lidze króla, 
zrażonego nieszczerością Leopolda i zawodami doznanymi od niego w wy- 
prawach na Wołoszczyznę, przeznaczoną na dziedziczne księstwo dla króle- 
wicza Jakóba. Równocześnie w złudnej nadziei, że Moskwa przystąpi do 
ligi, Vota nalegał na króla, aby przyspieszył układy o pokój wieczysty 
z Moskwą, wlokące się od października 1683 r. Jedno i drugie działo się 
w myśl papieża, ale ze szkodą dla Polski, której i papież i Vota nie rozu- 
mieli, bo nieszczerość Wiednia, awto ^aMs Moskwy, niebyła im znaną. Stanął 
ten »wieczny pokój i sojusz « (pakta Grzymułtowskie) 3 maja 1686 r. Prze- 
waga Rosyi nad Polską, utrata obszernych prowincyi i fortec Smoleńska 
i Kijowa z 5 milowym trójkątem ziemi przeddnieprskiej, na nim zatwier- 
dzona; w zamian za to, carowie ofiarowali niepewny sojusz przeciw Tata- 
rom krymskim, i to nazwali przystąpieniem do ligi. 



§. 53. Usługi O. Voty dla króla Jana. — Sprawy unii Rusi. — Spale- 
nie Łyszczyńskiego. 1690. 

Król Jan, zamierzając użyć O. Voty jako posła swego do Moskwy, 
dla dopilnowania tylokrotnych obietnic carskich, podjęcia w myśl pokoju 
1686 r. walnej wyprawy na Tatarów krymskich, starał się przez kardynała 
protektora Barberini i własnoręcznem pismem 15 sierpnia 1690 r. do Ale- 
ksandra VIir, o godność arcybiskupa in partibus dla niego. Opierali się 
temu jenerał zalconu i sam O. Vota, jako rzeczy przeciwnej instytutowi za- 
konu. O. Vota, zamiast do Moskwy, wybrał się 1691 r. z królem i królewi- 
czami na ostatnią już wyprawę wołoską, która pomimo zdobycia Soroki 
i Niamtza i zwycięskiej bitwy w drodze do Suczawy 12 października, dla 
nieprzybycia obiecanych 5.000 żołnierzy cesarskich, dla braku żywności, 
spóźnionej pory, wylewów, błot i zimna, skończyła się wielką klęską. 

Lepiej się powiodła sprawa małżeństwa królewicza Jakóba z siostrą 
cesarzowej, Elżbietą, palatynówną Renu, z inicyatj^wy podobno Voty pod- 
jęta i za jego współudziałem doprowadzona do skutku. Ślub odbył się 
25 lutego 1691 r. w Warszawie, ale z przybyciem Elżbiety, spotęgowały 
się gorszące niesnaski w rodzinie królewskiej, dzięki intryganckiej naturze 



— 119 — 

królowej; Maryi Kazimiry, nienawidzącej Jakóba i jego żony, i zazdrości 
Jakóba do młodszego brata Aleksandra, które O. Vota wielokrotnie łago- 
dził i chwilowo usuwał. On też częstymi listami do kardynałów, zwłaszcza 
do protektora Polski, stawał w obronie króla Jana wobec kuryi rzymskiej, 
która nie uwzględniając zasług bohatera chrześcijaństwa, a jedynie na to 
bacząc, że elekcyjnym, a nie dziedzicznym jest królem, uchybiła mu kil- 
kakrotnie. Wybór np. Aleksandra VIII znany już był całemu światu, i nun- 
cyusz jego zjechał do Warszawy, a król Jan nie otrzymał jeszcze oficyal- 
nego zawiadomienia o nim. Próśb jego o kardynalski kapelusz dla byłego 
posła francuskiego w Polsce, biskupa z Beauvais Forbin- Janson, nie 
uwzględnił Innocenty XI; mianował zato, ale znów bez zapytania króla 
i prawie wbrew woli jego, dwóch kardynałów Polaków, prymasa Radzie- 
jowskiego i opata mogilskiego Denhofa w Rzymie. Dopiero Aleksander VIII 
zaszczycił de Forbin-Jansona kardynalstwem, ale znów nie chcieli go uznać 
4 kardynałowie austryaccy, utrzymując, że elekcyjnemu królowi nie przy- 
sługuje prawo prezenty kardynalskiej. Vota obrabiał kardynała Radziejow- 
skiego i biskupa poznańskiego Witwickiego, bawiących w Wiedniu, z po- 
wodu małżeństwa Jakóba z Eleonorą, a przez nich dwór cesarski, aby usu- 
nięty nareszcie został »tak niezwyczajny skandal w świętem kolegium*. 

Gorzej było z prawem zwyczajowem patronatu opactw i oddawania 
ich w komendę, które wprowadzili Kazimierz Jagiellończyk i Zygmunt III. 
Za królów Michała i Jana, zakonnicy, nie troszcząc się o opatów z nomi- 
nacyi króla, wybierali sobie opatów, albo przyjmowali przysłanego z Rzj^mu 
opata »kortezana«, a królewskiego wyrzucali przemocą. Król Jan starał się 
przez nuncyuszów Cantelmi i Santa-Croce i posłów swych w Rzymie o ure- 
gulowanie prawa patronatu opactw. Zwlekano z odpowiedzią, wydawano 
bulle dwom opatom naraz na jedno opactwo, nominowanemu przez króla, 
i wybranemu przez mnichów, a tymczasem w Polsce spór o patronat króla 
z zakonami zaostrzył się bardzo. O. Vota ofiarował się królowi na pośre- 
dnika i jako ablegat królewski przybył do Rzj^mu w lipcu 1692 r. Oprócz 
opactw, miał utwierdzić w Rzymie unię władyctwa przemyskiego, nad 
którą z królem i biskupami od 1684 r. pracował. Ponieważ zaś król, trwa- 
jąc w lidze, w ciągłych zostawał potrzebach pieniężnych na żołd dla woj- 
ska i dalsze koszta wojenne, przeto polecił Vocie odzyskać należącą do ko- 
rony polskiej połowę dóbr neapolitańskich Bony, które zagarnęła niepra- 
wnie kamera króla hiszpańskiego Karola II w Neapolu, i wyjednać u pa- 
pieża subsydya pieniężne. Po drodze zatrzymał się Vota w Wiedniu 3 maja, 
i miał z cesarzem w Laksemburgu kilka poufnych konferencyi w celu 
»rozwiania wszelkich między obydwoma dworami nieufności*. 

W Rzymie lekceważono elekcyjnego króla i jego ablegata. Część 
Icardynałów i prałatów kongregacyi konsystorskiej, zwłaszcza kardynał 
Panciatici, oraz audytor papiezki, informowani przez nuncyusza polskiego 
Santa-Croce na niekorzyść króla, wpłynęli na Innocentego XII, zrazu naj- 
lepiej dla króla usposobionego, i dokazali tyle, że sprawa wlokła się od 
lipca 1692 do maja następnego roku i Vota, » napracowawszy się w pocie 
czuła, nabiegawszy jak wielbłąd, bo nie miał powozu*, opuszczał z końcem 
czerwca Rzym z przeświadczeniem, »że odłożono sprawę ad graecas calen- 
das, na nigdy. Bóg, papież i król sami sobie wymierzą sprawiedliwość'. 



— 120 — 

Subs3^dyom też na dalszą wojnę ligi, pomimo, że o strasznym 1693 r. na- 
padzie Tatarów krymskich na Ruś, z którymi car Piotr wbrew paktom 
1686 r. zawarł pokój, szczegółowo opowiedział, nie uzyskał żadnycli. W do- 
datku osławiono go, że przed wyjazdem rozpuścił po Rzymie memoryał 
z ostremi napaściami na kardynałów i innycłi. 

Nie łepiej powiodło się Vocie w Neapołu. Korzystając z długicłi fe- 
ryi Bożego Narodzenia w Rzymie, pospieszył Vota do tego miasta. Stanął 
tam 14 grudnia 1692 roku, przyjmowany przez arcybiskupa (nuncyusza 
przedtem w Polsce) kardynała Cantelmi i jenerała wojsk Don Fernando 
Yaldes, którzy go wprowadzili 16 grudnia do vice-króla. Ten wyznaczył 
4 wyższych urzędników do traktowania z Votą, a przelconany o słuszności 
sprawy, wystawił asygnatę, przyznającą prawo rzpltej do połowy dóbr kró- 
lowej Bony. Na tem się skończyło. Pustv skarb neapolitański nie wypłacił 
szeląga. Zato przesłał Vota królowi do Żółkwi, z niemałym kłopotem, 8 kla- 
czy neapolitańskich i 5 źrebiąt, litóre mu podarował książę Borghese 
z wdzięczności, że przed laty w Wenecyi, pogodził go z księciem Pamphili. 

Dnia 9 listopada 1693 r. już był Vota z powrotem w Żółkwi przy 
boku króla. Oprócz utrzymania go w lidze, wbrew zabiegom francuskiego 
posła, zręcznego opata Polignaca, a nawet wbrew woli szlachty, której się 
sprzykrzyła długa, nieużyteczna wojna; oprócz łagodzenia familijnych, co- 
raz zawziętszych sporów, które zatruły królowi ostatnie lata, nie oddał mu 
ważniejszej usługi, bo brakło sposobności, pozostał jednak zawsze jedy- 
nym, wiernym sługą i pocieszycielem w smutnej, opuszczonej od wszyst- 
kich starości. 

Historycy, którzy potępiają działalność Voty, jako szkodliwą dla Pol- 
ski, zapominają, że Vota był ablegatem papieża, działać więc musiał we- 
dług instrukcyi z Rzymu otrzymanych, a te bi-zmiały, utrzymać króla 
w sojuszu z cesarzem przeciw Turkom. Sam też charakter Jana III, boha- 
tera chrześcijaństAva, i sumienie publiczne narodu, nie pozwalało na sojusz 
króla z Franc^yą i TurcjJ^ą przeciw cesarzowi, jak tego żądał Lud wili XIV, 
bo to znaczyło nietylko dom habsburski skazać na upokorzenie, ale chrze- 
ścijaństwo samo w Węgrzech i koronnych krajach habsburskich wystawić 
na łup i niewolę turecką. Takiej bezsumiennej polityki Vota doradzać kró- 
lowi nie mógł. 

Nad unią resztek schizmy ruskiej, pracował król Jan, pomagali mu 
metropolita^ Żochowski i Jezuici, zwłaszcza O. Bogumił Rutka, teolog he- 
tmana Stanisława Jabłonowskiego. Józef Szumlański, z rotmistrza pancer- 
nego znaku, władyka lwowski, przeszedł potajemnie na unię już 1 marca 
1677 r. a król, dla zbliżenia serc i umysłów, zaprosił dysunitów i unitów 
na Colloąuium charitativum do Lublina, na d. 24 czerwca 1680 roku, które 
szczęśliwie rozpoczęte, nie doszło do skutku, bo król na prośbę łuckiego 
bractwa staui-opigialnego, odroczył je na d. 24 czerwca i przeniósł do War- 
szawy, dokąd dysunici przybyć nie chcieli. 

Na sejmie wszelako warszawskim 31 marca 1681 roku przyszło do 
skomplanacyi i zgody wiecznej między duchowieństwem grecko-ruskiem«, 
którą król zatwierdził. Władycy Szumlański lwowski i Innocenty Winnicki 
przemyski, z 3 archimandrytami, złożyli 27 marca wyznanie unii floren- 
ckiej w ręce metropolity Żochowskiego, wobec komisarzy królewskich. Po- 



— 121 — 

mimo to Szumlański administrował metropolię dysunicką, a Winnicki wła- 
dyką był dla dysunitów, obok unickiego biskupa przemyslcieg-o Małacłiow- 
Bkiego. »Komplanacya« nie usunęła dysunii, dopiero za długołetnia pracą 
O, Voty, nakłonił się Winnicłci do publicznego przyjęcia unii na kwietnio- 
wym sejmie 1692 r. z swą dyecezyą (40 dekanatów, 1.500 parafii, 300.000 
dnsz, 3.000 szłacłity) i ogłosił jubileusz papiezki. O. Vota, za pobytem 
w Rzymie, wyjednał 20 lipca 1692 r. w kongregacyi Propagandy połącze- 
nie obydwóch części dyecezyi przemyskiej i oddanie w zarząd Winnic- 
kiemu; dotychczasowy zaś unicki biskup Małachowski, miał otrzymać inne 
biskupstwo, ale umarł tegoż jeszcze rolcu. Król zaś na pi-ośbę Voty, dopo- 
mógł Winnickiemu do porozumienia się z szlachtą ruską, która zrazu zgło- 
siła się do lwowskiego władyki Szumlańskiego, i zabierała się do odebra- 
nia na rzecz unii, cerkwi i dóbr cerkiewnych. Wreszcie i Szumlański, po 
20 latach ukrywania się z swoją unią, przystąpił do niej jawnie z dyece- 
zyą lwowską na sejmie 1700 r. W dwa lata później uczynił to samo łucki 
władyka Dyonizy Zabokrzycki. Synod zamojski 1720 r. utrwalił i uporząd- 
kował unię i zakon bazyliański, aż ją rozerwała przemoc liatarzyny II. 

Odosobniony stoi z czasów króla Jana wypadek nie »8palenia żyw- 
cem*, ale ścięcia ateusza Kazimierza Łyszczyńskiego 1689 roku, który po- 
wszechnie a niesłusznie kładą historycy na karb fanatyzmu Jezuitów. Był 
on ich uczniem w Brześciu litewskim, wstąpił nawet do ich nowicyatu 
w Wilnie, a skończywszy studya filozoficzne, nauczał jako magister w szko- 
łach niższych; został jednak z powodów bliżej nieznanych, z zakonu wy- 
dalony. Ożenił się, żył jednak potem z własną córką, za co go biskup wi- 
leński Brzostowski wyklął. Piastował urząd podsędka ziemi brześciańskicj, 
zasiadał nawet jako deputat w trybunale litewskim, czas wolny od zajęć 
gospodarskich i prawnicz3xh poświęcając czytaniu dzieł filozoficznych. Na 
marginesie książki kalwińskiego teologa Jana Allsteda p, t. Theologia na- 
turalis, w artykule o Bóstwie Chrystusa, ponotował przeciw-dowody z łcon- 
kluzyą: ergo non est Deus, a więc nie ma Boga, i na ten temat zapisał 
»15 seksternów«, które wykradł mu przyjaciel, a potem delator jego Jan 
Brzoska, stolnik bracławski i oddał biskupowi wileńskiemu Konstantemu 
Brzostowskiemu. Ten »seksterny« one powierzy! teologom akademii wileń- 
skiej do zbadania i oceny. Orzekli, że rękopis tak jak jest, prout jacet za- 
wiera doktryny ateistyczne, czego sam Łyszczyński nie zapierał, twierdził 
tylko, że nie z bezbożności, ale dla ćwiczenia filozoficznego to uczynił. 

W wytoczeniu procesu przed sądem biskupim 1687 r. i sejmowym 
1689 r., i w w>' daniu wyroku na Łyszczyńsłiiego, Jezuici nie wzięli naj- 
mniejszego udziału. Dopiero, gdy po przysiędze Brzoski w samosześć, 
9 marca 1689 r, Łyszczyńskiego osadzono w więzieniu marszałkowskiera, 
bo dotąd zostawał na wolnej stopie, odwiedzał go Jezuita O. Martynian 
Nestorowicz, nakłonił do skruchy i przyjęcia publicznej pokuty, którą mu 
d. 10 marca w kolegiacie warszawskiej, biskup poznaiiski Witwicki nazna- 
czył. Tenże Jezuita pocieszał więźnia aż do dnia wyroku 28 marca, przy- 
gotował na śmierć i towarzyszył mu na rusztowanie w rynku starej War- 
szawy 30 marca. Łyszczyńskiego nie spalono żywcem na stosie, nie odjęto 
mu ręki, nie wyrwano języka, ale ścięto mieczem, kat spalił tylko pisma 
jego i trupa na polu za miastem. 



— 122 — 

Cała więc rola Jezuitów w tej tragedyi, ogranicza się do orzeczenia 
akademickiego o treści pisma, do nawrócenia i przygotowania na śmierć 
skazańca, Gtównymi motorami byli biskupi: Brzostowski, Andrzej Załuski, 
Witwicki i prymas Radziejowski, do których przychyliła się opinia sejmu 
i narodu. 



ROZDZIAŁ XIV. 
Dzieje Jezuitów za królów Sasów. 1697—1720. 



§. 54. Król szalbierz. — Dola Polski i Jezuitów. 1697—1720. 

Sprawiedliwym sądem Bożym, za nieuszanowanie zacnych królów 
Wazów i Jana III, poniewieranie nimi i dokuczanie do żywego, iż nic dla 
rzpltej zdziałać nie mogąc, w zwątpieniu i rozpaczy prawie umierali, otrz}^- 
mała Polska króla szalbierza, Fryderyka Augusta II. 

Był on synem młodszym elektora saskiego Jerzego III, prz3^jaciela 
króla Jana III, dzielnego wojownika przeciw Francyi i Turkom, zmarłego 
w obozie pod Tybingą 12 września 1691 r. Wnet po nim (1694 r.) poszedł 
do grobu starszy syn, następca, Jerzy IV, bezdzietny. Księciem elektorem 
saskim został Fryderyk August, lat 24 wieku, okazałej postawy, olbrzy- 
miej siły, i śmiały wojownik, ale strategik nieudolny. Cechowała go liula- 
szczość, rozrzutność i szalona ambicya dorównania Ludwikowi XIV w świe- 
tności dworu i sławie rząd^nia, przy zupełnym bi-aku podstaw moralnych. 
Myśl starania się o koronę polską, podał mu Jan Jerzy Przebendowski, 
kasztelan chełmiński, ożeniony z córką pułkownika Fleminga, którą po- 
znał, posłując od króla Jana do Jerzego III, i stąd do dworu saskiego 
zbliżony. 

Fryderyk August został obrany królem 27 czerwca 1697 r., bo przy- 
był na »targ o polską koronę« ostatni, ofiarował najwięcej i płacił go- 
tówką. Poparli go cesarz Leopold i car Piotr. Wprzód jednak musiał przy- 
jąć wiarę katolicką. Zajął się tem krewny jego, Chrystyan August, sasko- 
zeizki książę, z protestanta gorliwy katolik 1691 r., z rycerza biskup ja- 
woryński 1693 roku, i po kilkotygodniowej nauce religii, przyjął od niego 
1 czerwca wyznanie katolickiej wiary, świadectwo tego aktu przesłał Fle- 
mingowi, posłowi saskiemu na elekcyę do Warszawy, ten zaś okazał je 
w nocy 26 na 27 czerwca sejmującej szlachcie. Biskup Chrystyan był też 
pierwszym teologiem młodego króla, zostając za zgodą Innocentego XII 
przy jego boku aż do jesieni 1699 r., ale do pomocy pi*zywołał w sierpniu 
1697 roku O. Votę, który po śmierci króla Jana, wysługując się królowej 
wdowie i królewiczom, w ich interesie bawił w Warszawie. Vota już hjl 
na koronacyi w Krakowie 15 września 1697 r., jako ^spowiednik, jałmużnik 
i doradca* króla. Wprawiał go do praktyk religijnych, częstej komunii Św., 



— 123 - 

codziennej msay św. nawet w podróży i na polowaniu, ale na awanturni- 
czą jego politykę, równie jak na g-orszące obyczaje i cynizm w życiu, nie 
znalazł lekarstwa. 

Król wystąpił odrazu jako wierny syn, wyznawca i obrońca Ko- 
ścioła, wyprawił 27 września 1697 r. do Rzymu nadzwyczajnego posła Je- 
rzego Dzieduszyckiego, który zostawał w zażyłości z jenerałem zakonu 
Gonzales, od niego ad merita Societatis przyjęty. W porozumieniu z Wene- 
cyą, Genuą, książętami włoskimi i cesarzem, podjął wojnę turecką. Katoli- 
kom w wojsku saskiem dał kapelanów Jezuitów. W Saksonii, licząc się 
z jej protestanckiemi uprzedzeniami, przygotował powoli wszystko do na- 
dania obszernej tolerancyi katolikom. W Warszawie i Dreźnie bywał na 
wystawnycti, z muzyką wyborną, nabożeństwach. Równocześnie jednak, 
mając młodą żonę, która mu do Polski, będąc twardą luterką, nie towa- 
rzyszyła, i synka Fryderyka, oddawał się bez sromu miłostkom, wikłając 
w nie pierwsze damy polskie, jak Urszula z Bokumów Lubomirska. Ró- 
wnocześnie prowadził konszachty z Brandenburczj^kiem Fryderykiem III 
w Johannisbergu (3—7 czerwca 1698 r.) i z carem Piotrem w Rawie (10 sier- 
pnia t. r.), obliczone na opresyę rzpltej i jej częściowy rozbiór, w Polsce 
zaś postępowanie jego z prymasem i Kontystami, z Sapiehami i partyą 
Ogińskiego i t. d. nacechowane było obłudą i fałszem. Konstytucye i pakta 
zaprzysiągł chyba na to, żeby je obchodzić lub łamać. 

Zrazu sprzyjała mu fortuna. Zbierał owoce 30-letnich walk króla 
Jana z pohańcem; bez wojny, uzyskał na Turcyi nader korzystny pokój 
karłowicki d. 26 stycznia 1699 r., przywracający Polsce Kamieniec, Podole 
i Ukrainę, i zabraniający Tatarom i Woloszy raz na zawsze napadów na 
Polskę. Posłannictwo jej: być przedmurzem chrześcijaństwa, zostało 
spełnione. Z odwiecznego wroga, Turcya stała się sojusznicą rzpltej. Ruś, 
Podole, Wołyń, Ukraina, bezpieczna teraz od napadów, zaludniły się po- 
woli koloniami mazurskiemi, porosły w wsie i miasteczka. Jak inne za- 
kony, wrócili Jezuici do Kamieńca podolskiego, z którego nawet podczas 
okupacyi tureckiej nie ustąpili zupełnie, do Baru i Owrucza, założyli nowe 
domy w Winnicy, Białejcerkwi i indziej. 

Nadzwyczajnemu posłowi do Turcyi po ratyfikacyę karłowickiego 
pokoju 1701 r., Rafałowi Leszczyńskiemu, wojewodzie łęczyckiemu z Je- 
rzym Dzieduszyckim, starostą żydaczowskim i Adamem Naramowskim, ka- 
sztelanem szremskim, towarzyszyli dwaj Jezuici, jako kapelanowie posel- 
stwa; w uroczystym wjeździe do Stambułu naznaczono im miejsce tuż 
przed w. posłem. Punkt 7 ratyfikowanego przez sułtana pokoju, zapewniał 
katolikom zupełną wolność wyznania w miejscach, gdzie mają kościoły, 
i oddawał ich osoby i ważniejsze sprawy pod opiekę posła polskiego 
u Porty. 

Z niesłychaną lekkomyślnością, zdradziecko, rozpoczął Fryderyk Au- 
gust 1700 r. »wojnę północną* z Karolem XII, królem Szwecyi, która za- 
mieniwszy się 1704 r. w wojnę domową i wojnę moskiewską, trwała lat 9, 
z upokorzeniem, bo detronizacyą króla, wyniszczeniem Saksonii i Polslci 
przez kontrybucye, przez szwedzkie, moskiewskie, saskie, polskie, litew- 
skie, konfederackie wojska i rabusiowskie chorągwie freikurów, i przez 
morowe powietrze, które w ślad za wojną, od 1706—1714 r. wyludniało zu- 



— 124 — 

bożałe miasta i wioski. Nie położyła wojnie końca przegrana Karola XII 
pod Połtawą; nowe trzeba było staczać boje aż do 1717 r., aby wypędzić 
z g-ranic wojska saskie, pod których osłoną król Fryderyk urządzić chciał 
z Polski dziedziczną dla siebie monarchię. I jeszcze nowe boje, aby wy- 
przeć wojska moskiewskie, któremi protektor Polski, car Piotr, umacniał 
swą opiekę nad skołataną wojnami i niezgodą rzpltą. Dopiero więc po sej- 
mie niemym 1717 r., a właściwie po ustąpieniu Moskwy z g^ranic polskich 
1720 r., zawitała pierwsza doba »szczęśliwości saskic^j*, pokoju i dobrobytu, 
ale też i rozpasania się anarchii szlacheckiej. 

W powszechnem zubożeniu i ucisku kraju, najwięcej ucierpieli Je- 
zuici. Do zwyczajnej w owe czasy srogości wojny, przyłączył się fanatyzm 
religijny. Znęcał się nad nimi saski, bardziej jeszcze szwedzki żołnierz pro- 
testancki, Karol też XII, jako protektor protestantów, pozwolił dyssyden- 
tom polskim brać odwet na katolikach, więc nękali ich, łupili, szpiegowali 
i donosili wrogowi. Szkody w domowej wojnie od Sapieżyńców i Ogińsczy- 
ków wyrządzone Jezuitom w Iłłukszcie, Dyneburg-u i Brunsbergu, podcięty 
ich dobrobyt na długie lata, a to był początek dopiero. Kolegia w Kro- 
żach, Wilnie, Mińsku i Nowogródku ucierpiały od Sasów na 60.000 złp., 
ale ojczysty i saski żołnierz zabierając mienie, oszczędzał przynajmniej 
osoby i kościoły. 

Inaczej było z Szwedami. Karol XII według swej zasady »wojna ży- 
wić powinna wojnę*, nakładał olbrzymie kontrybucye na prowincye, mia- 
sta, dwory i klasztory, które podkomendni jego wyciskali bez litości, 
a nadto komendanci oddziałów, nakładali nowe »na racye i porcye« (ży- 
wność dla ludzi i koni) i dla swej kieszeni; wołali o dostawj^ i podwody, 
albo płacić je kazali w dwójnasób. Rozłożywszy się w kolegium, pod pozo- 
rem szukania depozytów szlachty tam uki-ytych, odbywali rewizye w ce- 
lach, spiżarniach, piwnicach, w kościele, zakrystyi, w g^robowcach, które 
zamieniały się w rabunek. Nie znalazłszy depozytu, brano służbę i sa- 
mychże Jezuitów w śledztwo, straszono mękami, bito, poniewierano, zamy- 
kano do aresztu, żądając wykupu. Tak było w Wilnie, Jarosławiu, Kra- 
snymstawie, Lwowie i t. d. Budynki folwarczne, zabrawszy konie, pozabi- 
jawszy bydło na żywność, złupiwszy szpichrze, rozbierał Szwed na opał. 
Broniącego własności zakonnej księdza prokuratora lub brata ekonoma 
znieważał, bił, nieraz poranił. Ta sama rabusiowska robota po chatach wiej- 
skich; g'dy już nic nie było do brania, bo zrabował przedtem Sas lub pol- 
ski żołnierz, bito niemiłosiernie chłopa, czasem jeg"o żonę, męczono wkrę- 
caniem i^alców w kurek sti-zelby, aby wskazali, g'dzie ukryty grosz jaki 
lub trocha żywności. Więc lud uciekał w lasy, błąkając się i ginąc z g'łodu 
a często z ręki Szweda, którj' po lasach urządzał obławę. Bywało, ledwo 
Szwed odejdzie, nadciągają Sasi, mistrze w rabunku, bo nie była to po- 
rządna według jakiejś myśli i planu wojna, ale goniony taniec. Za Sasami 
przywlokła się polska lub litewska chorągiew, albo wpadła banda freiku- 
rów. Więc nowe rekwizycye, krzyki, wołania, postrachy, bicia. 

Ruś i Litwę trapiła w sposób jeszcze dzikszy Moskwa, którą sama 
rzplta, za sprawą jednak szalbierczego króla, traktatem zaczepno-odpor- 
nym 30 sierpnia 1704 r. w granice swe sprowadziła i przez lat 16 cierpieć 
musiała. Dał im przecie przykład zdziczenia sam protektor wolności pol- 



— 125 — 

skich, Piotr, który 30 czerwca st. st. 1705 r. w katedralnej cerkwi św. So- 
fii w Połocku, po pijanemu zamordował własną ręką unickiego Bazylia- 
nina, Teofana Kolbieczyńskiego, trzecli 00. Kizikowskiego, Zajkowskiego 
i Krzyszewicza, przez noc całą okrutnie męczonych, nazajutrz, a więc już 
wytrzeźwiony, jednego na szubienicy powiesić, dwócłi ściąć kazał, a 20 in- 
nycłi wrzucić do więzień połockiego zamku, dlatego tylko, że hjli unitami 
i trzymać icłi tam prawie 3 miesiące. Cóż dziwnego, że armia jego z gru- 
bego ludu i barbarzyńskich Kałmuków i Kozaków złożona, znaczyła swój 
pochód dziką srogością, grabieżą i mordami; że rozegnała i złupiła bazy- 
liańskie monastery, uwięziła unickiego biskupa łuckiego Zabokrzyckiego 
i łacińskiego arcybiskupa lwowskiego Zielińskiego i zawlokła do Moskwy, 
gdzie obydwaj pomai-li, że ścigała metropolitę Eusi Leona Zaleskiego, który 
schronił się na Śląsk; że odchodząc, uprowadziła z Białejrusi tysiące 
ludu unickiego ruskiego w głąb carstwa? 

Dla Jezuitów połockich car Piotr okazał się uprzedzająco grzecznym. 
Po onym mordzie 4 Bazylianów, był u nich z wizytą, pił czarne piwo 
z ich browaru, przybył nawet ze świtą na obiad i włożywszy rektorski 
biret na swą głowę, wnosił zdrowie Klemensa XI, zapowiadając, że po woj- 
nie złoży mu homagium w Rzymie. W Grodnie bawiąc czas dłuższy, od- 
wiedził kilkakrotnie tamtejszych Jezuitów, był nawet z królem Augu- 
stem II na nabożeństwie w ich kościele i klęczał przed najśw. Sakramen- 
tem. Nuncyusza Spadę upewniał, że pi'zyjmie legata papiezkiego z hono- 
rami, posłom od głów koronowanych należnymi. Ludzkim się też okazał 
naczelny wódz Szeremetjew, podkomendnych zaś jego próbowali zjednać 
sobie przełożeni domów, jadłem, napitkiem i »wziatką«, aby przecie swym 
hordom hulać po folwarkach i dobrach bezkarnie nie pozwalali, ale nie za- 
wsze się to udawało. 

Podczas morowego powietrza, które od 1704—1706 r. grasowało we 
Lwowie, Jarosławiu, Samborze; od 1706 r. w Krakowie; 1707 r. w Warsza- 
wie i na Mazowszu, w Sandomierzu, Piotrkowie; 1709 w Poznaniu i Wiel- 
kopolsce, umarło na posłudze zapowietrzonym 42 Jezuitów, nie licząc tych, 
których zabiła zaraza w domu. Gorzej na Litwie i Żmudzi, bo tam wsku- 
tek spustoszenia przez różne wojska, zwłaszcza przez Kozaków i Kałmu- 
ków, zapanował 1709 roku głód tak straszny, że ludzie ludzi zabijali, aby 
zaspokoić głód ich ciałem. Więc z podwójną silą wybuchła zaraza 1710 r. 
W samem Wilnie umarło na nią 22.000 chrześcijan, 4.000 żydów. Z Jezui- 
tów, którzy w tem i innych miastach poświęcili się usłudze zarażonj^h, 
legło trupem 118 księży i braci. Umierali gęsto także świeccy księża i za- 
konnicy. 



§. 55. Nawrócenie królewicza Fryderyka Augusta i jego małżeństwo 
z arcy księżną Maryą Józefą. 1697—1720. 

Szalbierczy Fryderyk August jeszcze 1697 roku przez posła swego 
Dzieduszyckiego upewniał papieża, że synka jedynaka Fryderyka Augu- 
sta, wychowa po katolicku. Nie spieszył z tem, bo sprawę nawrócenia syna 
uważał za polityczny środek trzymania papieża w szachu, wyzyskania jego 



— 126 — 

wpływu, usług dyplomatycznycti i pieniędzy, jak można najdłużej. Synelc 
pod opielśą bablii Anny Zofii lisiężniczlii duńsl^iej i matki Krystyny Eber- 
łiardyn}^, margrabianłvi brandenburslsiej, gorliwycłi protestantel^:, wzrastał 
w luteranizmie, pomimo częstycłi upomnień i nalegań Klemensa Xr. Gdy 
Icról ufundował w Dreźnie liaplicę królewslią, przerobioną z teatru nadwor- 
nego, obsługiwana przez Jezuitów i ogłosił dla katoliliów saskich ed^^kt 
tolerac.yjny 1708 r., Klemens nietylko zamianował O. Votę prefektem apo- 
stolskim dla Saksonii, jak tego sobie król życzył, ale wysłał do Drezna 
1709 r. legata Hannibala Albani, dodawszy mu do boku jako teologa. Je- 
zuitę Jana Salerno z markizów neapolitańskich, z poufną misyą nawróce- 
nia królewicza. Król przyrzekł, że » skoro uspokoją się sprawy polskie, 
syna sprowadzi do Polski i wychowa po katolicku*. 

Zapobiegając temu królowa Krystyna, naglona przez księżnę Annę 
Zofię i dwory protestanckie, kazała w październiku 1710 roku przystąpić 
14-letniemu królewiczowi publicznie do pierwszej komunii protestanckiej. 
Zabolało to papieża i zażądał od króla d. 5 stycznia 1711 r. nie »słó\v pię- 
knych i 8łodkich«, ale »prawdziwych i istotnych czynów, bo mówią po- 
wszechnie, że z obietnic danych papieżowi, nic sobie nie robisz*. Król tedy, 
za radą O. Salerno, zjechawszy do Drezna 1711 r., rozkazał s\'nowi udać 
się w swem zastępstwie na wybór nowego cesarza Karola VI, do Frank- 
furtu, pod opieką wojewody inflanckiego Józefa Kosa, rzadkiej prawości 
męża, potem bisk. nominata chełmińskiego, dwóch braci Wilhelma i Eme- 
ryka baronów Hagen, i wiedeńskiego Jezuity O, Koglera, jako sekretarza 
wojewody Kosa; reszta królewiczowskiego dworu składała się z protestan- 
tów. Po koronacyi cesarza, królewicz zwiedził Wenecyę i tam przepędził 
karnawał 1712 r., potem czas jakiś mieszkał w Medyolanie. Dworzan i słu- 
żbę luterską odprawiono, jako niepotrzebną, O. Kogler i wojewoda Kos 
prowadzili królewicza do kościołów na nabożeństwa, a w rozmowie podsu- 
wali pojęcia katolickie. Nudziło to i zrażało królewicza, który dzięki wy- 
chowaniu babki i matki, był wierzącym protestantem, odbierał od nich, po- 
mimo, że wszelka korespondencya przechodziła przez ręce Kosa, sekretne 
listy, podtrzymujące go w stałości w wierze, a nawet jak się zdaje, wie- 
dział o spisku protestanckich dworów, uknutym podczas elekcyi w Frank- 
furcie przez posła angielskiego lorda Peterborough, w celu porwania kró- 
lewicza i wywiezienia do Anglii. Plan nie udał się, królewicz jednak z obu- 
rzeniem odpychał samą myśl o zmianie religii. 

Tymczasem cóż się dzieje? Z końcem września 1712 roku przj^bywa 
w gościnę do królewicza w Medyolanie O. Salerno, jako poseł królewski, 
oznajmia mu, że jedną z arcyksiężniczek austr3^ackich otrzyma w małżeń- 
stwie, i przez to po najdłuższem życiu ojca, osiągnąć może koronę polską; 
atoli jedno i drugie zależne od nawrócenia jego. Zrozumiał to królewicz, 
argument ten podziałał nań skuteczniej, niż pobożne rozmowy O. Koglera, 
kościoły włoskie i nabożeństwa. Układy maryażowe prowadził od kwietnia 
do września t. r. w Wiedniu tenże O. Salerno, z woli króla i na wyraźny 
i'0zkaz Klemensa XI, spodziewającego się przez ten związek nawrócenia 
całej Saksonii. 

Nawrócenie królewicza szło teraz prędkiem tępem. Nie w Rzj^mie 
jednak, jak pierwotnie zamierzano, aby nie zwrócić przed czasem uwagi 



— 127 — 

pi'otestanckich dworów, ale w Bolonii, »po 22-dniowych konferencyach reli- 
g-ijnych z O. Koglerem, złożył królewicz 27 listopada 1712 r. w prywatnej 
kaplicy legata bolońskiego kardyn. Cassano, w ręce O. Salerno wyznanie 
wiary katolickiej, ale secretissime, w tajemnicy, uwiadomiwszy tylko listami 
króla, papieża i cesarza*, jak donosił Kos królowi. Poczem wrócił do We- 
necyi. 

Upłynęło 8 lat, zanim królewicz z arcyksiężniczką stanęli u ołtarza. 
Mogli czekać, byli młodzi, lat 16 i 13 wieku. Wśród intryg protestanckich 
dworów, rozruchów w Polsce i obawy wojny tureckiej, król wyzyskując 
potajemne nawrócenie syna, domagał się w styczniu 1713 r. przez O. Sa- 
lerno od papieża: 1) bona officia u cesarza, w sprawie małżeństwa i u króla 
francuskiego; 2) wskrzeszenia ligi Św., i pieniędzy na wojsko i fortyfika- 
cye przeciw Turkom. 

Królewicz zaś z rozkazu ojca, opuściwszy w wrześniu 1713 r. We- 
necyę, udał się, zawsze pod opieką Kosa i O. Koglera, do Werony, zimę 
spędził w Insbruku, Augsburgu, Dysseldorfie i Kolonii u kardynała sa- 
skiego Chrystyana, puścić się miał na wojaż do Belgii, Holandyi i Francyi. 
Z powodu jednak nowego spisku w celu porwania królewicza z Kolonii 
i wywiezienia do Szwecyi, podążył 1714 r. wprost do Paryża i Fontaine- 
bleau na dwór Ludwika XIV, który przyjął go z takiemi oznakami czci, 
sjakich żaden książę krwi nie doznał tu przedtem«, pozwolił bawić 9 mie- 
sięcy w stolicy, odjeżdżającemu ofiarował szpadę sadzoną dyamentami, war- 
tości 250.000 franków. Królewicz zwiedził potem przedniejsze porty, twier- 
dze i miasta francuskie, zimę spędził w Lyonie, na wiosnę 1716 r, zamie- 
szkał znów w Wenecyi, bez celu, oczekując co losy przyniosą. 

Korzystał z tej chwili Klemens XI, i wyprawił O. Salerno, który od 
1713 r. zamieszkał w Rzymie, jako rektor kolegium niemieckiego fgerma- 
nicum) i papiezki egzaminator biskupów, w charakterze ablegata swego do 
królewicza, aby publiczne wyznanie wiary uczynił w Rzymie; do króla 
i cesarza, aby sprawę małżeństwa doprowadził do skutku. 

Dnia 6 maja 1716 r. O. Salerno był już w Wiedniu. Po kilkunasto - 
miesięcznych zabiegach jego i układach, stanęło na tem, że królewicz już 
jako narzeczony arcyksiężniczki, uczj^ni publiczne wyznanie wiary w Wie- 
dniu, warunki i dzień ślubu z starszą arcyksiężniczką Maryą Józefą, ułożą 
się później. Uwiadomiony o tem listem cesarza z dnia 13 kwietnia 1717 r. 
papież, wyprawił drugiego Jezuitę O. Ignacego Guarini, z dziękczynnem 
brewe do królewicza. Ten dopiero po śmierci babki, Anny Zofii, d. 1 lipca 
1717 r. na zamku Lichtenberg, głównej agitatorki ze strony protestantów, 
opuścił Wenecyę i stosownie do woli cesarza, 3 października t. r. stanął 
z swym nowym ochmistrzem hr. Liitzenburgiem (Kos bowiem, jako biskup 
nominat chełmiński umarł 17 czerwca t. r.), nowym sekretarzem O. Guari- 
nim, w Wiedniu. W tydzień potem 11 października słuchał w zamkowej 
kaplicy wobec cesarza, jego rodziny i ministrów, pierwszy raz publicznie 
mszy Św. odprawionej przez nuncyusza, podczas której uczynił wyznanie 
wiary według s\'mbolu trydenckiego i przyjął komornie Św. Tegoż dnia 
Klemens XI w alokucyi na tajnym konsystorzu kardynałów, ogłosił we- 
sołą nowinę światu katolickiemu, wyraźnie dodając, że królewicz już od 
5 lat »wypełniał obowiązki l^atolickie, słuchając mszy św. i komunikując 



— 128 — 

często*. W następną niedzielę Itrólewicz z swym orszakiem przybył nasunie 
w lvOŚcieIe jezuickiem w Wiedniu i podczas niej, wobec tłumu pobożnych, 
komunikował powtórnie. Królowa Krystyna rozpaczliwym listem, który dy- 
ktował ból matki, żarliwość protestantki, pożegnała syna, uważając go za 
8traconeg'o na wieki. Stany saskie, zrazu stawiły się hardo; skarcił ich król 
ale i uspokoił ^powtórną asekuracyą, daną w Dreźnie 5 maja 1718 r., pro- 
testanclciej religii w swych państwacli według artykułów westfalskiego po- 
koju*, zachowując dla siebie i następców kaplice królewskie w Lipsku 
i Dreźnie, które od 1709 r. obsługiwali Jezuici. 

Tymczasem układy przedślubne w radzie cesarskiej wlokły się le- 
niwo, pomimo zabiegów O. Salerno i marszałka królewiczowskiego dworu 
hr. Lagnasco. Dopiero d. 26 lutego 1719 r. cesarz, a 28 t. m. kanclerz Sin- 
zendorf, oznajmił królewiczowi najw^^ższe pozwolenie na ślub z starszą ar- 
cyksiężniczką; 13 sierpnia kontrakt ślubny zatwierdzony przez króla 
w Dreźnie, a 20 sierpnia nuncyusz wiedeński pobłogosławił śluby małżeń- 
skie królewiczowskiej pary. Gody Aveselne trzechtygodniowe, przy nader 
nielicznym udziale panów polskich, odbyły się z początkiem września 
w Dreźnie. O. Salerno, mianowany na konsystorzu tajnym d. 29 listopada 
1719 r. kardynałem, na trzykrotne (1 lutego, 15 kwietnia, 30 lipca 1718 r.) 
prośby liróla a wbrew trzykrotnej swojej i jenerała zakonu protestacyi. Ce- 
remonia włożenia biretu odbyła się dnia 3 kwietnia w Warszawie, bo król 
»uważał zasługi O. Salerny równie wielkie dla Polski jak dla Saksonii*. 
Owoce jednak tych zasług- skąpe bardzo, Polska nie wybrnęła z anarchii, 
Saksonia nie została katolicka. 



§. 56. Tumult toruński. 1724. 

Sejm niemy 1717 r, ukarał dyssydentów za ich sympatye szwedzl^ie, 
»reasumcyą« pi-aw przeciwko nim w latach 1632, 1648, 1668, 1674 na g"e- 
neralnych konfederacyach uchwalonj^ch, oraz dekretów przeciw Gdańskowi 
i miastom pruskim, za ich na katolikach popełnione krzywdy wydanych. 
Urażeni tern dyssydenci, zanieśli swe grawamina na sejm g-rodzieński 
1718 r., a równocześnie wyprawili posłów, Kurnatowskiego do Berlina, Sit- 
kowskiego do Londynu, wołając o dyplomatyczną interwencyę, a g"dyby ta 
nie skutkowała, o wydanie wojny Polsce. 

Szczególnie smutne stosunki zapanowały w Toruniu. Miasto zdobyli 
Szwedzi, zburzyli jego warownie i wyniszczyli kontrybucyami, a dwukro- 
tna zaraza dokonała spustoszenia. » Przepełnione więc było biedą i nędzą*, 
a co gorsza, »całe przesiąkło niezgodą, nienawiścią, kłótniami, zazdrością 
i nieubłaganą zaciętością...* Przodował tym s warom rajca, od 1706 r. bur- 
mistrz, Godfryd Roesner; napróżno je uciszyć próbował polski pastor Oloff 
i vice-burmistrz Zernecke. Dolewała oliwy do ognia, gorliwość Jezuitów 
i ich uczniów w nawracaniu protestantów z grona młodzieży szkolnej 
i przemysłowej, zwłaszcza zaś broszurka poznańskiego Jezuity Hannen- 
berga, Demonsłratio sepiicolUs, dowodząca, że poza Kościołem katolickim nie 
ma praAvdziwych ani kapłanów ani sakramentów. Tę przełożywszy 1723 r. 
na polski i niemiecki język, rozdawali Jezuici Torunianom »ex zelo ku ich 



— 129 — 

duszom*. Oburzony tern magistrat, wysłał do relstora Czyżewskiego sekre- 
tarza swego Wedemeyera, domagając się zaprzestania książkowej propa- 
gandy, »inaczej niech się tumultu Jezuici spodziewają... i już wtenczas la- 
tał po mieście pogłos: uderzmy na kolegium, zburzmy je, wytnijmy w pień 
tych złodziejów synów naszych, i głównych naszych wrogów*. 

Nic lekceważyli Jezuici groźby, swoich studentów trzymali w r}'- 
zach, aby swywolą nie podali snąć sposobności do rozruchów, z miastem 
starali się zachować dobre stosunki, na otwarcie roku szkolnego we wrze- 
śniu 1723/4 r., zaprosili profesorów i uczniów gimnazyum luterskiego i ci 
przybyli, i cały ten rok szkolny przeszedł spokojnie. Dopiero przy wcze- 
śniejszem »dla kanikuły* zamknięciu roku, w połowie lipca 1724 r., gdy 
młodzież szkół wyższych rozjechała się już do domu, za dwa dni uczynić 
to mieli uczniowie klas niższych, mała iskra, rzucona w nagromadzony 
materyał palny, buchnęła płomieniem, który całą Europę północną oświecił. 

Iskrą tą była zaczepka studencka. Podczas procesy i na cmentarzu 
kościoła Św. Jana 16 lipca, w uroczystość Matki Boskiej szkaplerznej, uczeń 
jezuicki Lisiecki, widząc stojących za murem trzech podrostków z handlu 
kupca Jahrkego z nakrytą głową, poskoczył ku nim, i pozrzucał kapelu- 
sze. Na tern się na razie skończyło. Ale w 2 godziny potem, tenże Lisiecki, 
spotkawszy tych samych czy innj-ch dwóch kupczyków rozmawiających na 
ulicy, pchał im pod nos lawendę, a gdy wąchać nie mieli ochoty, zmuszał 
ich szturchańcami. Zobaczywszy to kupiec Dawid Heyder, ujął się za kup- 
czykami, wnet jednak opadnięty od kolegów Lisieckiego, który nań i'zucił 
kamieniem, jął wołać o ratunek. Przybiegli mieszczanie Lebahn i Deublin- 
ger, a wkrótce patrol straży miejskiej. Studentów rozproszono, Lisieckiego 
na rozkaz Heydera, patrol odprowadził na ratusz, burmistrz zamknął go 
do więzienia. Studenci domagali się uwolnienia kolegi, przyczem przyszło 
do nowej bitki między nimi a rzeżnikiem Karwiese i woźnym Maciejew- 
skim, która się zakończyła uwięzieniem drugiego studenta Szydłowskiego. 
W odwecie jezuiccy uczniowie uwięzili luterskiego ucznia Nagórnego i wy- 
dobywszy od naiwnego brata furtyana klucze, osadzili w karceresie szkol- 
nym. Był to poniedziałek, »dzień pijacki* (Blaumontag), nietrzeźwe tłumy 
wytoczyły się z szynków na cmentarz kościelny i plac przed kolegium, 
przyłączyli się luterscy uczniowie. Uderzyli na nich kamieniami jezuiccy 
studenci, ale nadbiegła milicya miejska, i dawszy do nich kilka ślepych 
strzałów, rozproszyła. Na huk strzelby wybiegł z kilku Jezuitami rektor 
Czyżewski, który o uwięzieniu Nagórnego jeszcze nie wiedział, i studentów 
swoich zapędził do klas w lewem skrzydle kolegium umieszczonych. 

Należało teraz, aby milicya rozpędziła tłum i uczniów luterskich. 
Nie uczyniono tego, owszem z rozkazu Roesnera, przybyła straż obywatel- 
ska i razem z milicya, zamiast rozproszyć, sasekurowała* tłum, na wypa- 
dek ponownego ataku ze strony jezuickich uczniów. Ci jęli z dachów 
i okien kamieniami i cegłą rozganiać tłumy, wtenczas milicya dała ognia 
do okien szkolnych, a tłum zabrał się do wyważenia bramy szkolnej. 
W samą porę nadszedł sekretarz miejski Wedemeyer, z żądaniem do re- 
ktora, żeby puścił wolno Nagórnego, bo już burmistrz uwolnił Lisieckiego 
i Sz3'dłowskiego. Stało się tak, sekretarz jednak nie wezwał tłumów do 

JEZUICI W POLSCE. 9 



-- 130 — 

rozejścia, chociaż domagał się tego stanowczo rektor. Zato milicyi liazano 
wrócić do koszar; była godzina 9 wieczór. 

Tłumowi przykrzyło się stać bezczynnie. Mieszczanin Tucłiel poroz- 
dawał pocłiodnie, przy ich świetłe tłum wysadził drzwi gmachu szkolnego, 
poburzył piece, połamał stoły i ławki, w kaplicy kongregacyjnej porąbał 
ołtarz, obraz zaś Najśw. M. P., równie jak inne obrazy Świętych, poprze- 
cinawszy nożami, wyniósł na ulicę i spalił na stosie, tańcząc wokoło ognia 
i wykrzykując: »Kuraś (kuraż, odwagi) Vivat Maria, brońże się teraz, 
wszak ty katolików ratujesz*. Kapitan straży miejskiej Silber próbował 
przeszli odzić orgii, na próbie się skończyło. Vice burmistrz Zernecke wy- 
słał dwóch ludzi z konewkami wody, aby zagasili ogień; wyśmiano ich 
i odepchnięto, a tymczasem część tłumu szerzyła zniszczenie w budynku 
szkolnym, dobierała się korytarzykiem do kolegium." Więc rektor zażądał 
pomocy od kapitana królewskiej załogi na zamku Waltera: 20 jego żołnie- 
rzy oczyściło szkołę z napastników. Była godzina 1072 w nocy. 

Tłumów otaczających teraz kolegium samo, nikt nie zawezwał do 
rozejścia, zmieniła się tylko straż obywatelska. Ktoś z tłumu słyszał jęki 
z poza murów, ktoś inny wołania: »ratujcie mnie«, inni twierdzili, że 
w kolegium więziony drugi student luterski. Więc dalejże kamieniami 
i cegłą ciskać do okien kolegium, łamać sztachety, rąbać i Avyważać furtę. 
Wtłoczywszy się do kolegium, część rozlazła się po sali jadalnej, kuchni 
i spiżarniach, niszcząc co się złupić nie dało; część rzuciła się ku celom 
zakonnym i domowej kaplicy. Porąbawszy ołtarzyk, poprzecinawszy obrazy, 
dobierali się do najśw. sakramentu, ale nie dopuścił zniewagi jeden z braci, 
zasłoniwszy osobą swoją tebernaculum ; odniósł zato sińce i rany. I znów 
żołnierze zamkowi wygnali z kolegium burzycieli, ale ci, zebrawszy się 
przed kolegium, wołali groźnie o W3'^danie uwięzionego wrzekomo studenta 
luterskiego. »Nie było go i nie ma, odparł rektor, wybierzcie rewizorów, 
niech przeszukają kolegium*. Przeszukali i oświadczyli uroczyście, że wię- 
źnia nie ma. Wtenczas dopiero zjawił się burmistrz Roesner, kazał rozejść 
się do domów, a oglądnąwszy ruiny budynku szkolnego i kolegium, »źle 
się stało, zawołał, ale jutro rozmówię się z ks. rektorem, żeby było dobrze*. 
Na razie zostawił straże »dla bezpieczeństwa* Jezuitów i wysłał patrole na 
miasto. Była północ. 



§. 57. Krwawy wyrok toruński. 1724. 

Tumult trwał przeszło 7 godzin, nosił znamiona potrójnej »sprawy 
gardłowej*, bo zniewagi Boskieg-o Majestatu, panującej wiary katolickiej, 
i gwałtu publicznego. Ponieważ podobne zbrodnie uchodziły dotąd miastom 
pruskim bezkarnie, więc burmistrz Roesner, zaniechawszy sądowych do- 
chodzeń i kar na burzycieli, poprzestał na dobrowolnych zeznaniach 
przed deputatami rady miejskiej »dla informacyi* 28 osób, któi'e 18 i 19 
lipca wezwać kazał na ratusz. Widząc tę bezkarność Jezuici toruńscy, spi- 
sali protokoły z naocznymi świadkami tumultu, zachowując przytem wszel- 
kie przepisy procedury sądowej. Na tej podstawie zanieśli do sądu królew- 
skiego assesorskiego skargę przeciw »radzie i pospólstwu Torunia*, podpi- 



— 131 — 

saną przez rektora Kazimierza Czyżewskiego, prefekta szkóf Marczewskiego 
i dwóch braci, Marcina Wolańskiego i Jakóba Piotrowicza jako speciales 
delatores. Równocześnie obesłali informacyjnymi listami senatorów i panów, 
oraz sejmiki przed sejmem październikowym zwołane, prosząc o wymiar 
sprawiedliwej kary. 

Już 29 lipca król podpisał pozwanie rady miejskiej w Toruniu przed 
sądy assesorskie na dzień U sierpnia. Przerażeni Torunianie, rozrzucili po 
Warszawie i na sejmikach rodzaj memor^^alu: Status causae, des za Thorn 
am 16 Juli 1724 vorgefaUenen TumuUes. Uczynili to samo Jezuici w swej: 
(jrenuina Ratiocinatio circa decretum in negotio thorunensi. Na terminie 11 sier- 
pnia stanęli, rezydent toruński Klossman, rektor Czyżewski z O. Przanow- 
słvim. Ponieważ zeznania ich były sprzeczne, więc sąd assesorski wyzna- 
czył komisyę śledczą z 23 senatorów i szlachty złożoną; z tych 15 wybrał 
Toruń. Ta, ogłosiwszy prezesem swym biskupa kujawskiego Krzysztofa 
Szembeka, zjechała na miejsce 16 września, w asekuracyi 5 kompanii ko- 
ronnego wojska, które rozłożyło się na przedmieściach Torunia. Komendę 
nad wojskiem objął Jerzy Lubomirski podkomorzy koronny, który przyb}'! 
w 150 di-agonów 14 września, i kazał sobie oddać klucze miasta. Do 14 pa- 
ździernika trwał}'^ dochodzenia, bez użycia wszelako tortur, zakończone 
»dekretem komisarskim*, który 67 uwięzionych osób powierzył miastu do 
zatrzymania w areszcie aż do wyroku sądowego, z tych zaś 15 osób pole- 
cił odstawić na sąd do Warszawy. Burmistrz, vice-burmistrz, sekretarz, 
rajce Maisner i Zimmerman i burgrabia Thomas, lubo obżałow^ani, zosta- 
wieni jednak na prośbę mieszczan, na wolnej stopie. 

Sejm warszawski zajmował się od 2—10 października żywo sprawą 
toruńską, żądał aby ją sądzono sądem sejmowym, ale ponieważ sąd asse- 
sorski już przeprowadził śledztwo, więc zostawił ją przy nim, wydał je- 
dnak 6 listopada uchwałę, ażeby wyrok assesorski wykonany był najści- 
ślej pod osłoną wojska rzpltej. Jakoż sąd assesorski, zwiększony przybra- 
niem przez kanclerza Jana Szembeka sędziów z sejmu, sądził sprawę to- 
ruńską od 26 października i wydał dekret podpisany przez króla 30 pa- 
ździernika, ogłoszony 16 listopada. Skazywał on na karę śmierci mieczem: 
burmistrza Roesnera » ponieważ śledztwa i kary za tak wielką zbrodnię 
zaniedbał i otwarcie sprzyjał tumultowi* ; yice-burmistrza Zerneckego, po- 
nieważ zamiast uśmierzyć tumult, strzelać kazał milicyi do studentów; 
Heydera, Mohaupta, Hertla, Hausa, Krzysztofa mularczyka, Bekiera guzi- 
karza, Merza i Wąsa szewców »jako rzeczywistych napastników na cmen- 
tarz, szkoły, kongregacye,- i kolegium toruńskie 00. Jezuitów, czynnych 
burzycieli i głównych sprawców tumultu*. Nadto 4 burzyciele, bluźniercy 
i obrazów świętych podpalacze: Harwiese, Schulz, Haft i Gutbort, miesz- 
czanie, skazani na odcięcie prawej ręki, karę miecza, poćwiertowanie zwłok 
i spalenie przez kata za miastem. Wszelako wykonanie tych kar zależało 
(według starego polskiego prawa) od przysięgi delatorów, braci jezuickich 
Piotrowicza i Wolańskiego, lub jednego z nich, w samosześć t. j. z sześciu 
świeckimi świadkami, jako wymienione w dekrecie zbrodnie zostały isto- 
tnie popełnione. 

Dekret skazywał dalej na lżejsze kary 43 osób, na plagi pod pręgie- 
rzem 5 osób, miasto zas Toruń na przyjęcie katolików (według konsytu- 

9* 



- 132 — 

cyi 1638 r.) do połowy rady, urzędów, cechów i milicyi miejskiej, a dla 
wynagrodzenia »dyshonoru Bogu i Maryi«, na oddanie 00. Bernardynom, 
których w Prusach Franciszkanami obserwantami nazywano, dawnego ich 
kościoła N. M. P. i klasztoru, już koło 1540 r. na zbór i szkołę luterską 
zamienionego. Jezuitom wlvońcu za wyrządzone szkody, miasto zapłaci 
34.600 zł. pruskich. W3'^konanie dekretu powierzone komisyi królewskiej 
z 20 osób, z wojewodą chełmińskim Rybińskim na czele, która przybycie 
swe w asystencyi wojska, zapowiedziała Torunianom na d. 5 grudnia. 

Za skazanymi, zwłaszcza Roesnerem i Zerneckem, wstawiał się listem 
28 listopada) zuchwale, potem przez rezydenta Schwerina, król pruski, żą- 
dając skasowania dekretu, i nowego mieszanego sądu. Wzywał też (5 gru- 
dnia) królów Anglii i Danii, aby razem z nim » przeszkodzili rozlewowi 
niewinnej krwi chrzęści jańskiej«. Rezydent gdański Behne, zamęczał króla 
Augusta prośbami, nasłał nań rezydenta carskiego, którego król nie cier- 
piał; nuncyusz Santini i sami Jezuici wstawiali się u króla i kanclerza 
o ułaskawienie burmistrza i vice-burmistrza. Gdańsk i Toruń w kornych 
suplikach błagały króla o łaskę. Wszystko nadaremnie, król zasłaniał się 
uchwałą sejmu z d. 6 listopada, która » wiąże mi ręce«. 

Więc nuncyusz chwycił się innego środka, tylko że niepotrzebnie 
wygadał się z nim przed podkomorzym Lubomirskim. Oto z początkiem 
grudnia wysłał przez jednego z warszawskich Jezuitów list do rektora 
Czyżewskiego, nie z rozkazem, ale z prośbą »... bardzo usilnie proszę Wie- 
lebność Waszą, ażeby swoich (braci delatorów) zmusił i przykazał im, iżby 
względem tych dwóch mężów (Roesnera i Zerneckego) od wszelkiej akcyi 
się wstrzymali*. Wieść o wrzekomej inhibicyi nuncyusza rozpuścił w To- 
runiu sam Lubomirski, który z wojskiem wszedł tam 3 grudnia i zapro- 
wadził stan oblężenia. Cieszyli się dyssydenci, szemrała głośno szlachta, 
grożąc Jezuitom, że skoro w tym głównym punkcie ustąpią, to wykonania 
innych punktów niech się nie spodziewają. Ale właśnie o wykonanie tych 
innych punktów, prosił usilnie nuncyusz Lubomirskiego w drugim liście, 
przez tegoż warszawskiego Jezuitę do niego wysłanym. Tymczasem co się 
dzieje? Poseł nuncj^usza z obydwoma listami, przybył do Torunia, będą- 
cego już w mocy Lubomirskiego, i na jego rozkaz wprost od bram)^ wpro- 
wadzony został do niego. Wiedząc od nuncyusza o liście do rektora, za- 
trzymał Lubomirski obydwa listy, i dopiero po wykonaniu wyroku, dorę- 
czył list nuncyusza rektorowi. 

Ten ustępując zdaniu teologów, których się radził, i naleganiom 
oburzonej na nuncyusza szlachty, polecił bratu Wolańskiemu, złożyć w sa- 
mosześć przysięgę na wszystkich obżałowanych, według podwójnej roty 
w dekrecie wyrażonej, d. 5 grudnia o godz. 4 w sali sądowej, zaraz jednak 
prosił sędziów o darowanie życia burmistrzom, byle katolikami zostali, 
owszem pod tym warunkiem gotów wszystkim darować, zapomnieć krzy- 
wdy. Korzystał z tego, po długich wahaniach się, jeden Zernecke, któremu 
na prośby żony i szlachty chełmińskiej, komisya przedłużyła termin wy- 
roku do 9 grudnia, a król przysłał tymczasem ułaskawienie. Na 9 innych 
wykonano krwawy wyrok 7 grudnia; burmistrz ścięty o 4 rano w dzie- 
dzińcu ratusza, i uczczony wspaniałym pogrzebem; reszta między 9 a 11 
rano egzekwowana przez pijanego kata, na rynku otoczonym wojskiem. 



— 133 — 

Tegoż dnia wieczorem komisya wykonawcza, oddała przy nader licznem 
zebraniu kleru i ludu, kościół Panny Maryi 00. Bernardjmom. 

Niesłychana w Polsce sui-owość toruńskiego dekretu i jego wykona- 
nia, thornisches Blułbad przez protestantów nazwana, miała swą przyczynę 
nie w fanatyzmie Jezuitów i Polski, ale w szalbierczym cłiarak terze króla 
Augusta. Cticiał on Polski dziedzicznej dla siebie, potem dla syna, gotów 
na uszczuplenie jej granic i w tym celu układał plany rozbioru z królem 
pruskim 1710 r., z carem Piotrem 1714 r., i znów z królem pruskim 1721 r.; 
ale ci mili sąsiedzi woleli mieć cala Polskę anarchiczną, bezsilną, niż 
umniejszoną, lecz silną dziedzicznością tronu i rządem. Więc po tylu da- 
remnych próbach, powitał August sprawę toruńską jako środek do swego 
celu. Rozumiał, i utwierdzali go w tem ministrowie sascy Fleming i Man- 
teuffel, że krwawy wyrok na Torunian, poruszy protestanckie dwory do 
interwencyi dyplomatycznej, a może nawet zbrojnej. Wtenczas on wykaże 
im bezsilność swą królewską wobec anarchicznej konstytucyi Polski, niech 
mu dopomogą do odzyskania »starej« władzy króla i senatu, a zobaczą, że 
przywróci protestantom, tak srodze gnębionym w fanatycznej rzpltej, 
prawa z XVI wieku i zupełną wolność. Stało się to, czego pragnął. Przez 
kilka miesięcy Prusy, Anglia, Szwecya, Dania, a nawet Rosya, zarzucały 
grożnemi notami króla, Polskę, cesarza Karola, powołując się na pokój 
oliwski, grożąc armią 50.000 ludzi, aż tu śmierć cara Piotra dnia 8 lutego 
1725 r., który jeden, acz z innych pobudek, gotów był w.ystąpić zbrojno, 
rozbiła w puch sztuczne groźby i nadzieje. Jezuitom pozostało tylko 
odium, nienawiść spotęgowana protestanckiego świata, objawiająca się w stu 
kilku pismach współczesnych, pokutująca jeszcze dzisiaj w rozprawach 
uczonych i mowach parlamentarnych. 



§. 58. Czasy >szczęśHwości saskiej. 1717—1764. 

Doba szczęśliwości saskiej (1717—1764 r.) ujęta w szlacheckie przy- 
słowie: »za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa«, a politycznego unice- 
stwienia rzpltej, przerwaną została sukcesyjną wojną polską 1731 — 1736 r. 
Konfederaci dzikowscy, partyzanci Sasa i wojska saskie, a nadewszystko 
Kozacy jenerała Lascy, a potem Miinnicha, forytujący Fryderyka Augu- 
sta III wbrew woli narodu na tron polski, żywiąc się własnym przemy- 
słem, lub wybierając żołd na racye i porcye, i nakładając kontrybucye za 
ssprzyjanie partyi przeciwnej*, złupili do szczętu kolegia i domy jezuickie, 
zwłaszcza na Litwie i Bialejrusi, skąd pod pozorem rewindykowania zbie- 
gów, Moskwa uprowadziła do 300.000 ludu, wiele poddanych jezuickich, 
a za korzyści ciągnione z nich przez szereg lat, płacić sobie kazała po 
80 rubli od chaty, Niedość grabieży; Kozacy znieważali Jezuitów, bili, wię- 
zili, aby ukryte skarby wskazali. O. Aleksego Łady żeńskiego, Rosya- 
nina, nawróconego w akademii wileńskiej, na rozkaz Mtinnicha, porwano 
w nocy 1735 r. z kolegium na Śnipiszkach w Wilnie i w kajdanach odwie- 
ziono do Petersburga. Tu »pod kijami* namawiano do powrotu do prawo- 
sławia, więziono lat kilka, skazano 1747 r. do rot aresztanckich w Sybir, 
i tam on r. 1756, lub wkrótce potem, męczeńskiego dokonał żywota. 



- 134 - 

Kolegium gdańskie w Schotlandzie, ucierpiawszy wiele od kul oblę- 
żonych Gdańszczan, i rezydującej w niem Moskwy, służyło w lipcu 1734 r. 
za więzienie biskupom i panom polskim z partyi Leszczyńskiego, których 
po kapitulacyi miasta, 1 lipca, Milnnich zabrał do niewoli. UniknąM^szy jej 
szczęśliwie wczesną ucieczką król Stanisław, schronił się do Królewca, 
a z nim 150—200 najznaczniejszych z jego adherentów, i dopiero 5 maja 
1736 r , jako król i książę lotaryński, opuścił gościnne miasto. Przez dwa 
tedy blizko lata. Jezuici królewieccy nieśli duchowną pomoc poniewolnym 
emigrantom, byli spowiednikami króla, któr}^ na swój dwór w Luneville 
przywołał na ten urząd, dla siebie i króloAvej, 00, Sebastyana Ubermano- 
wicza i Jana Radomińskiego. 

Dzięki obcej przemocy, osiadł na tronie polskim Fryderyk Au- 
gust III, leniwy z natury i miernych zdolności, a bez wykształcenia poli- 
tycznego, król niedołężny. Jezuici niemieccy i włoscy wychowali go na 
króla pobożnego, i co na owe czasy rzecz rzadka, na króla uczciwych oby- 
czajów i przykładnego w domowem życiu; tego tylko żądali od nich pa- 
pieże i August II. Edukacyą zaś naukowo- polityczną, kierował sam król 
August II przez wybranych od siebie ochmistrzów, i za nią nie odpo- 
wiadają Jezuici. Na dworze nowego króla, uważano ich zrazu za zwolenni- 
ków Leszczyńskiego, trwało to krótko. Dwór zresztą, przebywał najczę- 
ściej w Dreźnie, tylko ostatnich lat 7, dla okupacyi Saksonii przez Fryde- 
ryka II, w Warszawie, a z nim O. Guarini i niemieccy Jezuici, spowiednicy 
królewskiej pary i pedagogowie królewiczów. Do polityki się nie mieszali, 
wzbraniały im tego surowe upomnienia jenerała Retza 25 lutego 1738 r., 
ponawiane przez prowincyałów. Wiadomo też, że na dworze Augusta III, 
oprócz uległości dla Wiednia i Petersburga, nie uprawiano polityki, 
a w rzpltej prowadzili ją od 1744 i*. na własną rękę, nie pytając Jezuitów, 
Potoccy i Czartoryscy. 

Gorsze złe groziło Jezuitom; narodowe wady saskich czasów, pijań- 
stwo, nieuctwo i pieniactwo. Od pierwszej ochroniła ich czujność jenera- 
łów, wizytatorów jeneralnych, Ignacego Diertinsa 1688—1694 r., Reinholda 
Gerta* (w Koronie tylko) 1715 — 1719 r., i prowincyałów, i zakonna cnota. 
Upicie się w domu karane było pierwszy raz publiczną pokutą i rekolek- 
cyami; powtórzone, wydaleniem z zakonu; upicie się poza domem, karano 
odrazu dymisyą. Nawet na umiarkowane użycie trunku jako lekarstwa, 
a także kawy, herbaty, tabaki, uważanych wtenczas za i-zecz zbytku wiel- 
kopańskiego, potrzebne było pozwolenie prowincyała. To też w żadnym 
pamiętniku XVIII wieku, nie doczytasz się o Jezuicie pijanym. Do stołu 
podawano piwo, czasem miód, na większe uroczystości wino, jak w uczci- 
wych domach bywa. 

Nieuctwa u Jezuitów nie znalazłeś, ale poziom naukowy ich szkół 
obniżył się w dobie saskiej znacznie, wzrosła zato swywola studencka, 
która pomimo surowych rozporządzeń nuncyusza Santini 1722 r., dokuczała 
mocno nietylko żydom i mieszczaństwu, ale szlachcie, ba nawet deputatom 
trybunalskim. Nie ukrywali upadku nauk i szkół jenerałowie zakonu, ale 
przyczynę upatrywali w niedokładnem zachowaniu jezuickiego systemu 
nauk i wołali: stać wiernie przy Eatio studiorum. Przyczyny jednak były 
inne: przekwit klasycyzmu, napuszysty florydacyzm w mowie, jaskrawe 



— 135 — 

barocco w budowie i ogólny od połowy XVII w. upadek nauk na Zacho- 
dzie, w katolickich zarówno jak protestanckich państwach, nie wyjmując 
Anglii, który się i Polsce udzielał; słowiańskie lenistwo duchowe i ta oko- 
liczność, że w Polsce rodowe stosunki, protekcja pańska, wreszcie popu- 
larność i zaufanie u braci szlachty, dawały stanowisko, godność i urzędy, 
do których gdzieindziej nauką i pracą dochodzić trzeba było. Więc prze- 
ciętny szlachcic kończy! szkoły na retoryce, rzadki słuchał filozofii, mate- 
matyki i fizyki i to po łacinie, w skromnym zakresie. Historyi, literatur 
obcych i swojej, szerszych nauk przyrodniczych, nie pielęgnowali Jezuici, 
a właśnie temi należało odświeżyć i wzmocnić stary system nauczania; no- 
wsze też teorye filozofii potępiając z góry jako »nowe sekty«, zabić chcieli 
milczeniem, zamiast poddać je krytyce i przyjąć co w nich dobrego. Wy- 
przedzili ich w tem Pijarzy i zyskali odrazu wzięcie i sławę. Więc Jezuici 
zerwali się do naśladowania ich i wkrótce przewyższyli liczbą uczo- 
nych matematyków i przj-rodników, mnogością konwiktów, bogactwem 
obserwatoryów astronomicznych i gabinetów fizykalnych. Inni odznaczyli 
się znajomością historyi, wymową i niepospolitą erudycyą, a naukę swą 
przekazali w księgach i rozprawach uczonych potomności. Inni jeszcze pu- 
ścili się na pole publicystyki polskiej. 

Z ulepszeniem nauk w szkołach, przycichła nieco swywola szkolna, 
na którą narzekano powszechnie. Skarżył się np. wojewoda ruski August 
Czartoryski w ostrym liście 4 stycznia 1733 r. do lwowskiego rektora Lu- 
dera, butę uczniów przypisując winie ich mistrzów. Zapomniał snąć, że za 
przykładem starszych idą młodsi; otóż w dobie saskiej, swywola podpitej 
szlachty, nietylko na jarmarkach i prywatnych zjazdach, ale na sejmikach 
i sejmach, na sądach nawet i trybunałach, przebrała wszelką miarę. Od 
niej to uczyli się swywolić studenci, pomimo surowej karności szkolnej, 
przyprawionej chłostą i wydaleniem z szkół. 

Pieniactwu niepodobna było się obronić, chyba z wielką szkodą ma- 
jątku i sławy. Podczas wojen kozackich, moskiewskich i szwedzkich za 
Jana Kazimierza i częstych do 1700 r. napadów tatarskich, równie jak pod- 
czas wojny północnej, poszło z dymem, poniszczało wiele familijnych i pu- 
blicznych dokumentów. Ratowali je wcześnie Jezuici, ale nie wiedząc o tem 
sąsiedzi, lub spadkobiercy ich fundatorów i dobrodziejów, zajeżdżali ich 
.role, wsie całe, odmawiali wypłaty legatów, albo do dóbr, będących w po- 
siadaniu kolegiów i domów, rościli sobie prawa. Stąd setki sporów grani- 
cznych i spadkowych i drugie setki skarg o zajazdy. Próbowali je usunąć 
Jezuici »komplanacyą«; nie zawsze się to udawało, często dla zawiłości 
sprawy udać nie mogło, stąd każde kolegium większe utrzymywało swego 
Pater Procurator causarum, rzecznika sądowego, a prokuratorowie prowin- 
cji polskiej i litewskiej mieszkali stale w Warszawie i w miastach, w któ- 
rych odbywała się kadencj^a trybunału. Wikłała spraw-' możność ustawi- 
cznych rekursów i sądzenia tej samej sprawy w różnych forach. Przegra- 
wszy proces w sądzie ziemskim, szedł z nim adwersarz do grodu; gdy 
i tam nie wygrał, do trybunału; stamtąd jeszcze mógł pójść do królew- 
skiego sądu assesorskiego, a w końcu relacyjnego, któremu król pre- 
zyduje. 



— 136 — 

W sporach o dobra i legaty duchowne, stały jeszcze otworem sądy 
konsystorskie i nuncyatury. Przy znanej przewrotności palestrantów sądo- 
wych i sprzedajności świadków, gotowych przysięgać na zawołanie więcej 
dającego, włokły się procesy latami i lat dziesiątkami, i pochłonąwszy 
znaczne sumy po obojej stronie, kończyły się najczęściej »komplanacyą«, 
a to dlatego, że gdy sąd czy trybunał wydał wreszcie wyrok, to wykonanie jego 
zostawiał stronie wygrywającej. Stąd w sprawach majątkowych konieczność 
zajazdów, do których uciekali się nieraz i Jezuici. Na zajazd odpowiadał 
przeciwnik gwałtowniejszym zajazdem, albo wytaczał nowy proces i tak 
bez końca. Procesowali się Jezuici także z niektóremi miastami, jak np. 
z Krakowem 1747 r. o prawo propinacyi piwa, z Krosnem 1762 r. o bru- 
dną wodę w fosach miejskich, podmywającą fundamenta kolegium; ale że 
sprawy miejskie toczyły się w sądach królewskich, więc je zazwyczaj 
i dość prędko wygrywali. Zresztą jenerałowie zakonu upominali, aby uni- 
kając procesów, choćby ze stratą, usuwali spory ugodą. 

Ciekawsze to, że Jezuici weszli w spór między sobą, a co już było 
rzeczą smutną i naganną, że przez wiek prawie cały procesowali się z Pi- 
jarami o szkoły w sądach biskupich i nuncyatury, w królewskich i papie- 
skich, a przytem odnowili stary spór z krakowską alma mater o akademię 
we Lwowie, który przegrali z ujmą swej sławy. 



ROZDZIAŁ XV. 
Nowe spory i procesy szkolne. 1661 — 1765. 



§. 59. spór o domicilum warszawskie. 1661—1721. 

W podziale prowincyi 1608 r. na koronną czyli polską i litewską, 
Mazowsze z Warszawą (ocellus EegniJ dostało się prowincyi litewskiej, z słu- 
sznem niezadowoleniem wielu panów koronnych i Jezuitów, którzy mając 
liczne sprawy w stolicy Królestwa, mieszkać musieli komorą u litewskich 
Ojców. Więc na kongregacyach prowincyalnych 1611, 1615, 1622, 1650 r. 
prosili jenerałów, aby oddano Warszawę prowincyi polskiej, ale napróżno. 
Dogadzając ich potrzebie, podarowała 1661 r. Izabela z Tęczyńskich Opa- 
lińska, z mężem Łukaszem (młodszym), marszałkiem w. k. dworek daniło- 
wiczowski na przedmieściu krakowskiem z ogrodem i gruntem, odziedzi- 
czony po ciotce swej Zofii z Tęczyńskich Daniłowiczowej, prowincyi ko- 
ronnej na własność. Prowincyał Marcin Olszewski prz}^ łączył ów dworek 
pod nazwą terragium varsaviense, do najbliższego kolegium w Rawie. Rektor 
rawski Stanisław Mniszek, poparty przez króla i panów polskich, starał się 
u jenerała Goswina Nikel o przemianę dworku na dom zakonny. Odmówił 
jenerał, bo dwóch domów należących do dwóch różnych pi-owincyi, w je- 
dnem mieście być nie może, a naglony przez Litwinów, kazał się wynieść 



— 137 — 

księdzu i bratu, którzy dla opieki nad nową posiadłością w dworku mie- 
szkali, i wrócić do Rawy. 

Korzystali z tego sąsiedzi Adam i Franciszek Szalapscy, i zająwszy 
trzecią część gruntu, postawili dom i stajnię, a zagrożeni pi'ocesem od re- 
ktora rawskiego, odprzedali kasztelanowi inowrocławskiemu Franciszkowi 
Grzybowskiemu, któremu sąd wójtowski 1701 r. przyznał budynki, grunt 
zaś oddać kazał Jezuitom. Wtenczas jenerał Gonzales pozwolił kilku raw- 
skim Jezuitom stale zamieszkać w terragium. Bronili i tego litewscy Jezuici, 
więc koronni, po śmierci jenerała Gonzalesa r. 1705, wnieśli do nowego je- 
nerała Tamburini i XV jeneralnej kongregacyi prośbę o zatwierdzenie po- 
zwolenia, danego przez jego poprzednika. Jenerał wyznaczył z łona kon- 
gregacyi komisy ę, która orzekła: polscy Jezuici, niech odprzedadzą terra- 
gium Ojcom litewskim, ci zaś niech przyjmą z miłością gościnną polskich, 
gdy do Warszawy w swych sprawach przybędą. W tym sensie wydał roz- 
kazy jenerał 10 kwietnia 1706 r. Dla różnych prawnych kruczków i wy- 
raźnej woli testatorki, aby dworek przy koronnej prowincyi pozostał, sprze- 
daż nie była moźebną, więc pomimo oporu Litwinów, ks. prokurator pro- 
wincyi polskiej, oraz jeden ksiądz i brat z kolegium rawskiego, dla prowa- 
dzenia gospodarstwa, mieszkali stale w terragium. Aliści 1718 roku biskup 
warmiński Teodor Potocki, postanowił wybudować tu Jezuitom koronnym 
kościół Św. Krzyża z domem mieszkalnym, nazwanym domicilium Yarsa- 
viense. Wtenczas wizytator jeneralny Gert, przedłożył jenerałowi wai'unki 
umowy między prowincyami obydwoma, którą podpisali dnia 18 czerwca 
1721 r. w Warszawie, prowincyałowie, litewski Sawicki i polski Szczaniecki. 

Domicilium, w którem mieszkało tylko 3 księży z bratem, nie pi'ze- 
szkadzało w niczem szkołom i pracom kościelnym Jezuitów kolegium war- 
szawskiego, a było ulubionem miejscem prymasa Potockiego, gdy dla 
spraw publicznych do stolicy przybywał. W kościółku też św. Krzyża, 
oprócz 'mszy św. i spowiedzi, nie odprawiano nabożeństw większych, nie 
mówiono kazań. Długoletni spór polegał na nieporozumieniu; koronni do- 
praszali się o domicilium, o dom mieszkalny, a litewscy, w mniemaniu, że 
chcą mieć kolegium lub rezydencyę, odmawiali im tego. 



§. 60. Spory z Pijarami o szkoły w Warszawie i Piotrkowie. 

1665-1755. 

00. Pijarzy, wygnani wojną szwedzką z cesarzem 1642 r. z Czech, 
Moraw i Śląska, znaleźli przytułek w Polsce, i na mocy przywileju Wła- 
dysława IV, a z fundac3'i starosty spiskiego, wojewody krakowskiego Sta- 
nisława Lubomirskiego, otworzyli w wrześniu 1643 r. szkoły w Podolińcu, 
wnet potem szkółkę elementarną w Warszawie. Tę za przywilejem Jana 
Kazimierza 23 lipca 1665 r., postanowili zamienić na szkołę wyższą z reto- 
ryką, filozofią, teologią i egzegezą. Jezuici mieli w Warszawie od 1598 r. 
rezydencyę, zamienioną 1608 r. na dom profesów, do którego zamierzali 
pi-zyłączyć kolegium ze szkołami, ale dla kozacko-moskiewskiej i szwedz- 
kiej wojny, zwlekali z projektem, dopiero gd}' Pijarzy otworzyli wyższe 
szkoły, postarali się u króla Michała o przywilej 26 grudnia 1671 r. i o po- 



— 138 — 

Zwolenie biskupa poznańskiego Stefana Wierzbowskiego, na kolegium 
z szkołami. Protestowali Pijarzy w nuncjaturze, zasłaniając się przywile- 
jem exclusionis, którego ani od papieża, ani od króla nie mieli. Reprotesto- 
wali Jezuici, spór przenieśli do Rzymu i wygrali go, a nuncyusz nakazał 
1673 r. milczenie Pijai*om i ich obrońcy, kanonikowi Markiewiczowi, któ- 
rego paszkwil łaciński »Różnice zdań co do szkół jezuickich*, spalony na 
rynku przez kata. 

W stolicy państwa, dwie szkoły mogł^' swobodnie istnieć i rozwijać 
się; niestety, trwał między niemi antagonizm, pojmując}^ świetność za- 
kładu w liczbie uczniów, w okazałości popisów, w junactwie i swywoli. 
Między uczniami obojej szkoły, pijarczykami i jezuiczj^kami, przychodziło 
do zwad i krwawych bitek, stąd procesy w kur.yi biskupiej i nuncyaturze, 
jak np. 1680 r.; nastawała zgoda, gdy wspólnemi siłami urządzali burdy 
studenckie jak 1683 i 1749 r. Odmawianie uczniów, dysputy szkolne z teo- 
logii i filozofii, otwarcie jezuickiej drukarni, dostarczały materyału do no- 
wych nieporozumień i waśni samychźe mistrzów. Nuncyusz Santini upo- 
rządkował 1716 r. przyjmowanie uczniów do szkół, a 1723 r. rozłożył dy- 
sputy szkolne tak, aby nie wchodziły sobie w drogę, i zaprowadził filadel- 
fię między zakonami warszawskimi, która polegała na tem, że w miłej 
zgodzie, na dyaputj', celebry i uroczj^stości zakonne, wzajemnie się zapra- 
szały. Pomimo to. Pijarzy wytoczyli Jezuitom proces o drukarnię w nun- 
cyaturze 1716 r. i drugi 1735 r. w Rzymie, zakończony ostatecznie w asse- 
soryi królewskiej wygraną Jezuitów. Roku 1751 założyli oni na wzór pi- 
jarskiego, konwikt szlachecki, który nawet zasłynął doborem profesorów 
i uczniów i rozmaitością przedmiotów szkolnych. 

Zawziętsze nierównie i wprost gorszące, były spory szkolne w Piotr- 
kowie. Już 1658 r. prosili Jezuici polscy jenerała Goswina Nikel o pozwo- 
lenie otwarcia kolegium i szkół w trybunalskiem mieście Piotrkowie. Dla 
niedostatecznej fundacyi jenerał odmówił. Uprzedzili ich tedy Pijarzy i na 
mocy przywileju administratora archidyecezyi gnieźnieńskiej, Konstantego 
Lipskiego, dnia 6 lipca 1674 r., otwarli w Piotrkowie szkołę dla kilkunastu 
uczniów. Wtenczas Jezuici postarali się o konstytucyę sejmu grodzieńskiego 
1678 r., pozwalającą im na założenie kolegium i szkół w Piotrkowie. Na 
razie urządzili rezydencyjkę z kaplicą, bo pieniędzy nie mieli, szkoły zaś 
otworzyli dopiero 1706 r., fortelem i przy pomocy sławnego partyzanta 
Adama Śmigielskiego, ich niegdyś ucznia. 

Już przeciw osiedleniu się Jezuitów, protestowały piotrkowskie kla- 
sztory Dominikanów, Bernardynów i Franciszkanów; Pijai'zy zaś uzyskali 
1682 r. laudum miejskie i dekret króla Jana 1683 r. i takiż dekret prymasa 
kardynała Radziejowskiego 1691 v., przeciw przyszłym szkołom jezuickim. 
Po ich otwarciu, zdobyli na Auguście II dekret inhibicyjny, ale szkoły 
były już otwarte, sprawa oparła się o nuncyusza. Od jego przychylnego 
dla Jezuitów wyroku, apelowali Pijarze' do Roty rzymskiej. Ta rozkazała 
20 lipca 1707 r. Jezuitom zamknąć szkoły. Oni proszą o dełacyę na 60 dni, 
tymczasem nowy nuncyusz Julian Piazza, kryjący się przed Szwedami 
w Opawie, nie wykonał dekretu Roty, ale Jezuitów i Pijarów i ich szkoły 
:2awezwał do zgodv. 



— 139 — 

Wtenczas Pijarzy chwycili się taktyki almae matris: burdami i sz}-- 
kanami swych studentów, zmusić chcieli Jezuitów do zwinięcia szkól, 
a pokątnie obrabiali szlachtę, aby domagała się na sejmikach i sejmie 
zamknięcia tych szkól. Jakoż od 1707 — 1714 r., pomimo wojny i zarazy, 
powtarzały się zaczepki, napaście, bitki krwawe pijarczyków, do których 
mieszali się młodzi palestranci i pisarze trybunalscy, służba panów depu- 
tatów i ich nadworni żołnierze, na uczniów jezuickich, a w ślad za tem, 
szły skargi do nuncyusza, szukanie patronów na dworze króla i w jego 
radzie, między deputatami trybunału i w sejmiku sieradzkim. 

Na prośbę Pijarów, król wydaje przeciw szkołom jezuickim drugi 
dekret inhibicyjny 1710 r., a nuncyusz okłada ich cenzurami, za wytocze- 
nie sprawy duchownej przed forum świeckie. Gdy to nie skutkowało, Pi- 
jarzy rekurują do Rzymu. Jezuici tymczasem otrzymują od prymasa Sta- 
nisława Szembeka i nuncyusza Benedykta Odeschalchi pozwolenie na swoje 
szkoły 1712 roku, przeciw którym król wydaje trzeci dekret inhibicyjny 
1713 r. 

Nowa, krwawa bitka 8 grudnia t. r., w której dwóch jezuiczyków 
rannych, trzech pijarczyków postrzelonych, skłoniła nuncyusza Grimaldi 
do wydania 30 lipca 1714 r. zakazu wszystkim studentom, noszenia broni 
i surowych kar na sprawców i uczestników bitel^ i rozruchów. Zaniechali 
ich przez lat kilka studenci, ale zato obydwa obozy uderzały zgodnie na 
żydów, albo zaczepieni, w odwecie, na palestrantów, służbę i żołnierzy pa- 
nów deputatów trybunalskich, a r. 1740 zburzj^li bożnicę. Pijarzy też, za- 
wsze nieradzi Jezuitom, zawiązali 1722 r. przeciw nim filadelfię trzech 
piotrkowskich klasztorów, którą nie bez trudu rozwiązał nuncyusz Santini 
w Warszawie. Dopiero 1755 r., gdy przezacny ks. Dobrodziejski objął re- 
ktorstwo Pijarów w Piotrkowie, zapanowała miła, budująca zgoda mię- 
dzy mistrzami i uczniami obojej szkoły i trwała aż do kasaty Jezuitów 
1773 roku. 



§. 61. Nowe spory o szkoły w Wilnie i Lwowie. 1722—1773. 

Tej pobłażliwości, której Jezuici dla siebie żądali od Pijarów w Piotr 
kowie, nie mieli dla nich w Wilnie. Wychodząc z zasady, że akademia ich 
zrównana z alma mater w przywilejach, posiada nie pisane, ale zwyczajowe 
jus exelusionis, monopol nauczania, nie dopuścili Pijarów do szkół w Wil- 
nie, a spór ten dwóch zakonów i przebieg jego, jest dziwnie podobny do 
sporu Jezuitów z abna mater o szkoły krakowskie. 

W Wilnie osiedlili się Pijarzy 1723 roku; z fundacyi Antoniego Sa- 
piehy założyli konwikt szlachecki 1724 r. ; wbrew zakazowi (z obawy stu- 
denckich zwad i bitek) wojewody wileńskiego i hetmana w. 1. Ludwika 
Pocieja, Jezuitów protektora, otwarli szkoły publiczne, otrzymawszy na nie 
przywilej Augusta II 1726 r. Jezuici 19 grudnia t. r. uzyskali drugi przy- 
wilej króla, zatwierdzający prawa akademii wileńskiej na równi z krakow- 
ską »nawet co do wyłączności nauczania* i polecający Pijarom zamknąć 
swe szkoły. Równocześnie 1727 r. zaskarżyli Pijarów w Rzymie o naduży- 
cie przywilejów papiezkich, które się odnoszą do początkowych szkół, bez- 



— 140 — 

płatnych i dla ubogiej dzisLtwy, nie zaś do szkół wyższycłi i Iłonwilłtów 
szlacłiecliicłi. Ale po kilkoletnim procesie, Klemens Xn orzekł d. 13 kwie- 
tnia 1731 r., że Pijarzy »obowiązani« są do nauczania w szkołach ubogich, 
» wolno im jednak « otwierać kolegia, seminarya i konwikty. Napróżno Je- 
zuici wystąpili, jak niegdyś przeciw nim alma mater, z swojem jus exclu- 
sionis. Rzym nie znalazł go w tekście przywileju króla Batorego, odrzucił 
ich apelacyę i zatwierdził dnia 30 czerwca 1733 r. wyższe szkoły pijarskie 
w Wilnie. 

Wtenczas Jezuici przenieśli sprawę, jak to uczyniła z nimi 1638 r. 
alma mater, do sądów królewskich. Ponieważ niezależnie od dekretów rzym- 
skich i przed nimi, August II, przyznawszy akademii wileńskiej jus exclu- 
sionis, zamknąć kazał Pijarom szkoły, a oni tego nie uczynili, więc Je- 
zuici, przeczekawszy burzliwe czasy bezkrólewia i wojny sukcesyjnej, wnie- 
śli 1737 r. prośbę do Augusta III, aby przez instygatora kor. Burzyńskiego, 
wykonał dekret ojcowski. Jakoż król zawezwał Pijarów przed sąd assesor- 
ski na 27 marca 1738 r., a gdy się za radą O. Stanisława Konarskiego, na 
termin nie stawili, zasądził ich zaocznie na zamknięcie jakichkolwiek szkół 
w Wilnie. Pijarzy szkół nie zamknęli, otwarli konwikt, wdali się podczas 
sejmu 1738 r. w polemikę broszurową z Burzyńskim, Jezuitów zaś zaskar- 
żyli w Rzymie, że zakończoną tam sprawę, wznawiają przed forum świe- 
ckiem. Wtenczas Jezuici ponowili prośbę u króla, aby marcowy wyrok 
assesoryi wykonać rozkazał. Ale Pijai'zy, znów za radą Konarskiego, zam- 
knęli 1741 r. drzwi swego domu przed wykonawczą komisyą królewską 
i udali się pod opiekę nuncyusza Serbelloni. Ten jednak, mając już wska- 
zówki z Rzymu, przywołał Konarskiego, i przez niego rozkazał prowin- 
cyałowi i Pijarom wileńskim, zamknąć w 15 dniach szkoły, w przeciwnym 
razie rzuci interdykt na ich kościół, złoży z urzędu przełożonych, uwięzić 
każe profesorów. Radzi nie radzi zamknęli Pijarzy w wilię Zielonych Świąt 
20 maja 1741 r. szkoły, ale nie konwikt, lubo w nim było dwóch tylko 
uczniów, bo tak radził Konarski. 

O ten konwikt, do którego uczęszczali także eksterniści, toczył się 
proces w assesoryi, z uprzykrzeniem wszystkich, lat jeszcze 12. Dopiero za 
wdaniem się książąt Radziwiłłów, Michała, Stanisława i Karola, stanęła 
w Nieświeżu, między rektorem akademii wileńskiej Jurahą a prowincya- 
łem pijarskim Trzeszkowskim ugoda, mocą której Pijarzy zrzekają się raz 
na zawsze szkół publicznych w Wilnie, akademia zaś pozwala im mieć 
prywatny konwikt na 24 uczniów i 6 ubogich. Ugodę tę przyjął sąd asse- 
sorski i jako swój wj-rok ogłosił 8 października 1753 r. ku zadowoleniu 
wszystkich. 



§. 62. Spór lwowskich Jezuitów z Pijarami o konwikt, z alma mater 
o akademię lwowską. 1747—1764. 

Już 1725 r. próbowali Pijarzy osiedlić się we Lwowie, otworzyć, je- 
żeli nie szkoły publiczne, to prywatny konwikt szlachecki. Zapobiegli 
i temu Jezuici. Jak r. 1725 arcybiskup Jan Skarbek, tak 1745—1749 roku, 
gdy Pijarzy znaleźli w sufraganie lwowskim Samuelu Głowińskim, funda- 



— 141 — 

torą, w przełożonej zaś PP. Sakramentek, Zofii Cetnerównej, opiekunkę, 
arcybiskup Mikołaj Wyżycki, zabronił im osiedlenia się wewnątrz lub ze- 
wnątrz murów miasta. 

Pijarzy za radą Konarskiego, udali się do króla, i uzyskali przywi- 
lej 14 listopada 1748 r. na konwikt lwowski dla 18 uczniów. Arcybiskup 
odrzucił przywilej, jako ob malam informationem et óbreptitie obtentum i trwał 
przy swym zakazie. Zato uzyskali Pijarzy w Rzymie, list Benedykta XIV 
z d. 21 lutego 1749 r., nakazujący arcybiskupowi użyczyć pozwolenia Pi- 
jarom na rzeczony konAvikt. Ale Wyżycki, z starostą lwowskim marszał- 
kiem w. k. Jerzym Mniszcłiem, przedłożyli papieżowi trudności miejscowe, 
jak ciasnota miasta, obawa rozruchów studenckich; Jezuici zaś, aby kon- 
wikt Pijarów zbytecznym we Lwowie uczynić, otworzyli 1749 r. konwikt 
szlachecki przy ulicy Ruskiej, w domu Glowera, zakupionym jeszcze 1725 r. 
jedynie dlatego, aby go Pijarzy nie nabyli. Papież jednak domagał się 
przez nuncyusza pozwolenia od arcybiskupa. Wyżycki nie ustąpił, zasła- 
niając się prawem kanonicznem i soborem trydenckim, listami wielu ma- 
gnatów przeciwnych konwiktowi pijarskiemu, i gotowością króla odwoła- 
nia swego przywileju, dodał jednak, że jeżeli papież sam raczy wydać roz- 
kaz otwarcia pijarskieg'o konwiktu, to on podda mu się najuleglej. Jakoż 
Benedykt XIV brewem 24 maja 1750 r., dał tyle upragnione pozwolenie 
Pijarom, a Wyżycki wystawił im konsens 1751 r. 

Gdy się ta sprawa traktowała w Rzymie, wyszedł za staraniem ar- 
cybiskupa i Jezuitów dekret sądu assesorskiego z d. 1 marca 1750 r., po- 
zywający Pijarów i Głowińskiego do oddania królewskieg^o przywileju 
z r. 1748, jako nieważneg^o i zabraniający Pijarom nowej fundacyi. Ale ci 
za radą Konarskiego, budowę kolegium prowadzili dalej, a Głowiński spo- 
rządził formalny akt fundacyjna' 17 lipca 1756 r. Wtenczas wytoczyli Je- 
zuici, nowy proces Pijarom w assesoryi o nieprawne, z szkodą szkół ich 
i konwiktu, otwarcie kolegium, ci zaś w odwecie zaskarżyli Jezuitów, że 
wbrew przywilejom Stolicy św. przeszkadzają im w otwarciu kolegium. 
Assesorya przyznała 21 stycznia 1758 r. Pijarom prawo otwarcia prywat- 
nego konwiktu, byle wystawili rewers, jako szkół publicznych we Lwowie 
nigdy nie otworzą. Aby temu skutecznie zapobiedz, postanowił rektor 
lwowski O. Wereszczaka, na mocy przywileju Jana Kazimierza 1661 roku, 
który nigdy skasowany nie był, oraz nowego przywileju Augusta III, dnia 
18 kwietnia 1758 r. i buli erekcyjnej Klemensa XIII d, 24 marca 1759 r., 
które zabiegami swymi uzyskał, zamienić wyższe szkoły lwowskie na aka- 
demię, i na mocy jej prawa exclusionis, zmusić Pijarów do zamknięcia na- 
wet konwiktu. Dla przygotowania zaś opinii publicznej, rozrzucił gęsto 
w lecie 1759 roku »Dyskurs dwóch ziemianów, z okazyi bulli od Ojca Św. 
Klemensa XIII na lwowską akademię*, w którym zapatrywania prawne Je- 
zuitów na tę kwestyę rozwija, a zarzuty almae matris, spokojnej poddaje 
krytyce. 

Alma małer jednak, podniosła krzj^k protestu i uzyskała przez swych 
delegatów u króla, zawieszenie przywileju kwietniowego, pozwolenie na 
nowy proces przeciw Jezuitom i dwa inhibicyjne dekreta 19 lipca i 18 wrze- 
śnia 1759 r., zabraniające im podczas trwania procesu otwarcia akademii, 
nadawania stopni i prowadzenia budowy nowego pawilonu. Dwaj kate- 



— 142 — 

dralni kanonicy lwowscy', Opejdowicz i Leon Sierakowski, zaprotestowali 
10 września 1759 r. w aktach kapitulnych przeciw jezuickiej akademii we 
Lwowie; uczyniła to samo, najprzód 10 września szlachta wołyńska i czer- 
nichowska, potem 10 listopada krakowska, 22 listopada oświęcimska i Za- 
torska. Wprawdzie Jezuici postarali się o reprotestacyę 121 szlachty wo- 
łyńskiej 10 listopada i 14 szlachty bieckiej w marcu 1760 r., ale na mało 
się to przydało. Prymas bowiem Władysław Łubieński, biskup krakowski 
Sołtyk, liczni senatorowie stanęli, uproszeni przez nią, w obronie almae 
matris, ona zaś przygotowała lwowskiej akademii cios »w kuryi kamery 
apostolskiej* uzj^skawszy monitorium, zabraniające Jezuitom pod karą su- 
spensy i ekskomuniki, otwarcia akademii lwowskiej. 

Ale śmiałego animuszu rektor Wereszczaka, nie troszcząc się o de- 
krety, inhibicye i protesty, via facti idąc, przeznaczył dzień 11 grudnia 
1759 r. na uroczyste otwarcie akademii lwowskiej, i po solennem nabożeń- 
stwie, podczas którego nie obeszło się bez protestu almae matris i wyrzu- 
cenia z kościoła protestującego akademika Jankiewicza, promował w auli 
szkolnej, wobec episkopatu i kleru 3 obi'ządków i obywatelstwa lwowskiego, 
6 studentów, między nimi poetę Franciszka Karpińskiego, do doktoratu fi- 
lozofii i bakalaureatu z teologii, i odtąd corocznie powtarzały się promo- 
cye do stopni akademickich aż do 1764 r., w którym ich zaniechano, ale 
nazwa akademii pozostała aż do kasaty 1773 r. 

O. Wereszczaka zwyciężył, ale oburzył przeciw Jezuitom prymasa 
i biskupów wszystkich, krom lwowskiego arcybiskupa Wacława Sierakow- 
skiego, iż ci promocyi lwowskich nie uznali i klerowi swemu starać się 
o nie zabronili. Oburzył biskupie kapituły koronne, prawie wszystkie, iż 
te z wyż wspomnianemi województwami zawiązawszy filadelfię przeciw 
Jezuitom, zarzuciły protestami grody i uchwaliły nie uznać promocyi 
lwowskich i nie przyjmować do swego grona, do prałatur i innych godno- 
ści, promowanych we Lwowie kandydatów. I to powszechne rozjątrzenie 
umysłów, spotęgowane polemiką broszurową, równie liczną jak za króla 
Zygmunta III, acz mniej zgryźliwą, z której wcale poważną jest obrona 
Propugnałio jurium ze strony almae matris, wywołane zostało wtenczas, 
kiedy zakon prześladowany ciężko i wygnany (1759 r.) z Portugalii, a za- 
nosiło się na to samo we Francyi i innych państwach burbońskich, Byłoż 
to roztropne? Słusznie przyganiał rektorowi Wereszczace zacny i Jezuitom 
życzliwy prymas Łubieński, pisząc 24 października 1760 r. do arcybiskupa 
lwowskiego Sierakowskiego. » Jeżeli zaś kied}^ to w tym czasie właśnie 
niedogodnym propter Societatem, przystałoby collegio leopoliensi via facti aka- 
demii swojej nie utrzymywać, zachowując się raczej w granicach skro- 
mności*. 

Tymczasem assesorya królewska badała prawa i przywileje almae 
matris, jej córki, akademii zamojskiej i » mniemanej* akademii lwowskiej. 
Ostateczna rozprawa trwała od 10—24 lipca 1761 r. i skończyło się odesła- 
niem sporu do sądów relacyjnych, którym król przewodniczy. Ale znęka- 
nemu wiekiem, śmiercią żony, zajazdem Saksonii, grożącą wojną domową 
dwóch partyi w Polsce królowi, nie pilno było spór akademicki rozstrzy- 
gać; umarł, zanim do tego się zabrał, na paraliż w Dreźnie 5 października 
1763 r. Sejm konwokacyjny w maju 1764 r., zatwierdzając przywileje aka- 



— 143 — 

clemii, ignorował lwowską, istniała ona via facti dalej, ale promocyi zanie- 
chała, a Pijarom nie zdołała przeszkodzić w otwarciu konwiktu. 



§. 63. Smutny koniec sporu z Pijarami lwowskimi. 1761—1765. 

Aby udaremnić możliwy zamach jezuickiej akademii, która de facto 
istniała, na swój konwikt, zaskarżyli Pijarzy Jezuitów do kur^i kamery 
apostolskiej o przeszkadzanie im w budowie konwiktu i uzyskali monito- 
rium z d. 3 kwietnia 1761 r., zabraniające Jezuitom lwowskim pod cenzu- 
rami, wszelkich przeszkód w budowie i wszelkich nękań Pijarów. Nie wy- 
stąpili jednak z niem aż 1763 r., gdy arcybiskup lwowski Wacław Siera- 
kowski, odbywając urzędową rewizyę aktów fundacyjnych we wszystkich 
klasztorach. Pijarom naznaczył dzień 10 marca, a tymczasem kazał zaprze- 
stać budowy. Wtenczas oni fiskalnemu promotorowi okazali owe monito- 
rium z 1761 r. oświadczając, że do rewizyi fundacyjnych aktów nie do- 
puszczą. Promotor zaslcarzył ich do sądu arcybiskupiego; oni na termin nie 
stanęli. Więc arcybiskup wezwał ich przed swój sąd powtórnie d. 23 maja 
1763 r. i ponowił zakaz budowania. Oni zaskarżyli promotora do kuryi ka- 
mery apostolskiej, uzyskali przeciw niemu pozew 24 sierpnia 1763 roki;, 
a gd}"- ten nie otrzymawszy pozwu, na termin nie stanął, wnieśli 22 listo- 
pada 1764 r. przeciw niemu i Jezuitom lwowskim skargę do sądu Signa- 
turae justitiae. Ta zawezwała obie strony do przedłożenia praw i przywile- 
jów swoich na koniec marca 1765 r. 

Wobec przeniesienia przez Pijarów sprawy do Rzymu, arcybiskup 
Sierakowski zaniechał przeciw nim procesu, a Jezuitów odesłał także do 
kuryi kamery apostolskiej. Oni istotnie uzyskali tam przeciw Pijarom mo- 
nitorium inhibicyjne z d. 22 czerwca 1763 r., doręczone im d. 30 lipca t. r., 
a gdy ci budowali konwikt dalej, zapozwał ich 9 października 1764 r. au- 
dytor kuryi Serra przed sąd swój w ciągu dni 60, i rozkazał zburzyć to, 
co od 30 lipca r. z. wybudowali, grożąc wyrokiem in contumaciam. Wten- 
czas, jak już nadmieniłem, Pijarzy przenieśli 22 listopada 1764 r. sprawę 
do Signatura justiciae, a równocześnie zaskarżyli Jezuitów przed nowym 
królem, że oni pierwsi, lekceważąc sądy i magistratur}'- polskie, spór 
o konwikt lwowski przenieśli do sądów rzymskich, co było nieprawdą, jak 
im to wykazał lwowski rektor Borowski, w memoryale podanym królowi 
1765 r. i prosili o rozsądzenie sporu. 

Król Stanisław, porozumiawszy się z nunc^^uszem i jenerałem Jezui- 
tów Ricci, usunął najprzód 1765 r. sprawę z pod sądu Signaturae, przyjął 
w swą protekcyę kolegium pijarskie we Lwowie, pochwalił fundatora Gło- 
wińskiego, Pijarów zachęcił do nauczycielskiej pracy, a Jezuitom zostawił 
możność »remonstracyi«. Podał ją prokurator prowincyi O. Przyłuski kró- 
lowi w kilku memoryałach, napróżno, a już najniepotrzebniej wytoczył t. r. 
Głowińskiemu proces w trybunale lubelskim, jako fundacya jego przeci- 
wną jest konstytucyi sejmu 1635 r. i dlatego zniesioną być powinna, i prze- 
grał go. 

Zwycięstwo Pijarów lwowskich było zupełne. Jezuici, oprócz upoko- 
rzenia, przyznać się byli powinni do dwóch błędów: raz, źe opierali się 



— 144 — 

1749 i 1758 r. prywatnemu konwiktowi Pijarów, chociaż ci zaręczali im 
i królowi, iż szkól publicznych nie otworzą; powtóre, że nie umiejąc zo- 
ryentować się w uowem swem położeniu, wytworzonem usposobieniem 
króla Stanisława i atmosfei-ą jego dworu, usłyszawszy jego wyrok, nie 
umilkli, ale zarzucali go memoryałami, a w dodatku wywlekli spór na try- 
bunał koronny. Wogóle mówiąc, spory szkolne Jezuitów z alma mater i Pi- 
jarami, przez lat dziesiątki zawzięcie prowadzone, uważać należy za uje- 
mną stronę ich dziejów w Polsce, bo wolności nauczania, jakiej dla siebie 
żądali, użyczyć nie chcieli Pijarom, zato nie oszczędzili im tych przykrości, 
jakich sami od alma mater doznali. Prawda, że wiele tu kłaść należy na 
karb ówczesnych korporacyjnych ambicyi, na błędy czy winy almae matris, 
które jej właśni profesorowie podnoszą, i Pijarów, którzy wciskali się do 
miast, gdzie ani byli potrzebni, ani pożądani. 



§. 64. Prace kapłańskie i misyjne. 1648—1773. 

Weselsze to, co Jezuici dla utwiei-dzenia i rozkrzewienia wiary ka- 
tolickiej, a tem samem podniesienia kultury, między ludem zwłaszcza, 
zdziałali. Przy kościołach swych zakładali bractwa Opatrzności, Dobrej 
śmierci, od 1718 r. Serca Jezusowego, a gdzie mieli szkoły, kongregacye 
maryańskie dla studentów, szlachty, mieszczan. W dobrach swych pobudo- 
wali gęsto kościółki i cerkiewki unickie, a księża prokuratorowie folwar- 
ków, byli tu misyonarzami. Nieodżałowana szkoda, że obok świątyń, nie 
zakładali szkółek, choćby czytania tylko i rachunku. Większe kolegia, 
zwłaszcza na Rusi, utrzymywały 2 — 4 misyonarzy z wozem, końmi i przy- 
borem podróżnym, którzy rozjeżdżali się w bliższe i dalsze okolice z ka- 
zaniami misyjnemi dla ludu, albo też kapelanowali w obozach, stannicach 
Icresowj^h, i na wojnie. 

Do kolegiów należały oprócz rezydencyi, domy i stacye (chwilowe 
domy) misyjne, z fundacyi szlachty, czasem mieszczan i samychźe Jezui- 
tów powstałe. W wieku XVIII było tych domów misyjnych przeszło 200 
(patrz mapę 1-szą). Nadto król Stanisław Leszczyński z córką Maryą, kró- 
lową francuską, na prośby spowiednika swego O. Ubermanowicza, legował 
lvOutraktem fundacyjnym w Warszawie dnia 11 sierpnia 1750 roku, sumę 
40.000 czerw, zlot., od której :-oczny procent 2.000 czerw. złot. przeznaczał 
na wielkie misye pokutne ad poenitentiam. Dawało je 16 Jezuitów, po 4 razy 
rocznie w 4 prowincyach: Małopolsce, Wielkopolsce, na Rusi, i w Prusach 
przez 2 lub 3 tygodnie, przygotowawszy wprzód katechizacyą lud do 8—10 
dniowych kazań. Podobne misye urządzali Jezuici już pod koniec XVI w., 
ale sporadycznie, teraz od 1750 r., ujęli je w pewien system i metodę, któ- 
rej trzymają się mis^^onarze jezuiccy w Galicyi i indziej po dziś dzień. 

Oprócz ludowych, były także misye nadworne, aulicae, na które, jak 
już wspomniałem wyżej, bardzo niechętnie i tylko dla znacznych dobro- 
dziejów lub fundatorów zakonu, pozwalali jenerałowie. W pierwszej poło- 
wie XVIII wieku było tych misyi ledwo kilkanaście, pomnożyły się za 
króla Augusta III. Zazwyczaj mieszkało przy dworze dwóch lisięży, albo 
ksiądz z bratem. 



— 145 — 

Praca misyjna Jezuitów szła także poza granice Polski. A najprzód 
do sąsiedniej Mołdawii, gdzie obok 7'000 katolików Węgrów, w 33 osa- 
dach i tyluż kościołach, obsługiwanych od XIV wieku przez 00. Francisz- 
kanów, w XVII wieku także przez Jezuitów węgierskich, mieszkało do 
3.000 Polaków i Rusinów, już to służąc na dworze i w wojsku hospodara, 
już to jako robotnicy i pasterze. Korzystając z życzliwości dla Polaków 
hospodara Wasyla Lupula, fundował 1646 r. Jezuita kleryk Marcin Brzo- 
zowski, misyę polską dla Mołdawii, Wołoszy i Bessarabii, zapisem 12.000 zł. 
na dziedzicznym Kocku, należącym do kolegium kamienieckiego. Nieba- 
wem założono stacye misyjne w Kutnarach i w Jassach. Dla ustawicznych 
jednak intryg na dworze jasskim, zmian hospodarów i wynikających stąd 
rozruchów wojennych, dla niepewności i niestałości stosunków, iż Mołda- 
wię » polem przepiói'czem« nazwano, i dla powszechnego zubożenia kraju, 
misya mołdawska nie rozwinęła się nigdy, a przerywaną była często. Utru- 
dniała jej rozwój otwarta niechęć i częste intrygi misyonarzy franciszkań- 
skich, zwłaszcza prefektów misyi, a czasem podjudzonych przez nich bi- 
skupów bakowskich, tak, że nieraz hospodar lub jego urzędnicy, Jezuitów 
brali w obronę. W Jassach np. nie dozwolili Franciszkanie Jezuitom żadnej 
pracy, z wyjątkiem cichej mszj^ Św., a gdy ci chcieli postawić własny ko- 
ściółek, przeszkadzali temu na dworze hospodara i w Rzymie. Ograniczyć 
pracę Jezuitów do klasy najuboższej, do Polaków i Rusinów ; dokuczaniem, 
skargami i procesami zmusić ich do opuszczenia Mołdawii, to był ich cel 
widoczny. 

Wśród tylu trudności, od 1650 r. do wojny tureckiej z Polską 1672 r. 
pracowali na mołdawskiej misyi: 00. Stanisław Szczytnicki, Jakób Łobęta, 
Stanisław Bobrowski, Stanisław Bieniecki, Sebastyan Basiewicz, Paweł Ula- 
nowski, brat Kurowski; otwarli nawet szkołę w Kutnarach, a węgierscy Je- 
zuici Bekę i Desi, pomagali im w pracy w osadach węgierskich. Od wojny 
tureckiej 1672 r. nastała przerwa lat 30, ale już w rok po pokoju karło- 
wickim, wskrzesili ją 1700 r. 00. Wierzchowski i Zielonacki, podtrzymy- 
wali zaś kolejno, Marcin Kiernożycki, Żółtowski, Krzywicki, Paweł Ula- 
nowski. W Jassach 1705 r. otwarli nawet szkołę. Uczony tłumacz Porty, 
Grek, Mikołaj Maurocordato, zostawszy 1710 r. hospodarem, nadał misyi 
egzystencyę prawną i przyjął w opiekę. Przez rok blizko, od marca 1710 
do lutego 1711 r. 00. Kiernożycki i Żółtowski, byli kapelanami obozowymi 
3.000 Polaków z partyi Leszczyńskiego; jego zaś, gdy jechał do Karola XII 
do Benderu, przyjmowali 1713 r. Witali też 1712 r. wielkiego posła do 
Turek, Stanisława Chomentowskiego z jego świtą; posłów królewskich do 
Porty, jak : Pawła Benoego, skąpca bezlitosnego dla jeńców i branek 1742 r., 
Łopuskiego, gdy t. r. wracał z Krymu, mai-grabiego des Issarts, posła fran- 
cuskiego 1746 r. i t. d. 

Wojna moskiewsko-turecka rozegnała w czerwcu 1711 r. misyę na 
czas krótki, ale intrygi prefekta misyi Romualda Caldi, spowodowały 
przerwę misyi 1727—1729 r. i drugą 1737—1740 r. I znów 00. Ręgarski, 
Rzuchowski, Nieziołyński, Kozicki, Pakowski, Krzywicki, Parzechowski, ten 
do 1750 r. i napisał »Historyę misyi mołdawskiej*, która dotąd w rękopi- 
sie, Cwynarowicz, Szomowski, Grajewski, Michał Piotrowski i Zaleski, apo- 
stołują kolejno, wyszukując po wioskach, lasach i pastwiskach Polaków 



JEZUICI W POLSCE, 



10 



- 146 — 

i Kusinów, i znosząc przykrości od Franciszkanów i ubóstwo tak wielkie 
że raz po raz opuszczać musieli misyę, abj'^ u podolskiej i ruskiej szlachty 
i rektorÓAv jezuickich, wyżebrać zapomogę. 

W lecie 1768 r. konfederaci barscy i wiele szlachty, uchodząc przed 
Moskwą i hajdamakami, schroniło się na Wołoszczyznę. 00. Piotrowski 
i Zaleski, nietylko opatrywali ich potrzeby duchowne, ale z ubóstwa swego 
ratowali nędzę wielu. W r. 1770 rosyjskie wojska zalały Mołdawię. Siła od 
nich wycierpieli misyonarze Sikorski i Sasimowski, nareszcie ograbieni 
z wszystkiego, opuścili misyę 1772 r. na zawsze. 

W Krymie bywało 40 — 45.000 Polaków i Rusinów, jeńców, niewol- 
ników, sług i wolnych ludzi, trudniących się handlem i zarobkiem. Nieśli 
im pomoc religijną Jezuci, którzy dostali się do niewoli tatarskiej, jak 00. 
Zgoda, Szomowski, Wybierek, Wojciech Mogilnicki, zabity w powrocie do 
Polski od Kozaków w Łucku. Ci, kupiwszy u hana względną wolność, 
urządzali ruchomą misyę po półwyspie, wyszukując po aulach chrześcijan, 
chrzcząc dzieci, dając śluby, spowiadając od 30—40 lat nłespowiadanych 
ciesząc więźniów i jeńców, a wszędzie szpiegowani i nękani przez Tata- 
rów i narażeni na zakaźne choroby. Nie wiele pomógł skromny zapis- 
4.343 złp. królowej Ludwiki Maryi 1654 r. dla misyi krymskiej. Od czasu 
do czasu tylko, jako kapelani gońca polskiego do Tatar, przybywali Je- 
zuici do Krymu, jak: 00. Paweł Ulanowski 1654 roku, Paweł Kostanecki 
1682 r. Ten podczas wojny tureckiej, na dwa zawody 1685 i 1687 r. wrzu- 
cony do więzienia, skazany był na śmierć, ale przekupieni przez chrze- 
ścijan stróże żydzi, ułatwili mu ucieczkę; 4 sierpnia 1687 r. pisał już z Ja- 
rosławia do vice-jenerała zakonu Tamburini, prosząc dla siebie o misyę 
perska. 

Dłużej od tamtych, bo przez lat 18, apostołował w Krymie O. An- 
drzej Zielonacki, a żywot swój misyonarski zapieczętował śmiercią na po- 
słudze zapowietrzonym 17 września 1706 r. pochowany w cerkwi w Bak- 
czyseraju. Król Jan i hetman Jabłonowski, przysyłali mu roczny zasiłek 
500 złp., z których utrzymywał szpital i ratował nędzę jeńców. Od 1711 r. 
misyonarze mołdawscy dochodzili do Krymu, mając punkt oparcia w Bak- 
czyseraju i Kaffie, w domu misyjnym francuskich Jezuitów, zostających 
pod opieką Francyi. Spotykamy tam 1721—1723 r. O. Zacherlę, 1726—30 r. 
O. Nieziołyńskiego, 1731 r. O. Antoniego Czackiego, który jak się zdaje, 
przybył z posłem polskim do hana. W r. 1742 zjechał do Krymu O. Bo- 
rowski w charakterze gońca królewskiego do sułtana i hana, ale dla in- 
trygi starego wojewody mazowieckiego Poniatowskiego, zmuszony był 
przyłączyć się do francuskich Jezuitów, i niósł pomoc duchowną dla Pola- 
ków krymskich. O materyalną pomoc i o firman sułtański na oddanie i od- 
nowienie katolikom kościoła Św. Piotra w Kaffie, błagał w obszernym me- 
moryale do króla Augusta III i senatu, ale napróżno, w katalogach bo- 
wiem jezuickich po roku 1744, nie znajduję już żadnej wzmianki o misyi 
krymskiej. 

W Konstantynopolu pierwszą stałą misyę z 5 Jezuitów, zało- 
żył 1583 r. Grzegorz XIII, pod opieką posłów Francyi i Wenecyi. Misy a ta 
z Francuzów, Włochów, Niemców złożona, za Ludwika XIV kwitnąca, 
otwarła domy w Stambule, na wyspach Chios i Naxos, w Atenach, Alepie 



— 147 — 

i Smyrnie i ma własną historyę. Więc też i Jezuici polscy, pod nazwą 
Franków, znajdowali u francuskich braci przytułek i opiel^ę, tern potrze- 
bniejszą, że dla częstych wojen turecko- polskich, żle byli widziani u Porty. 
Królowa Ludwika przeznaczyła 1654 r. i dla konstantynopolskiej misyi 
skromny fundusz. Więc t. r. z posłem polskim Bieganowskim, udał się do 
stolicy padyszacha, O. Stanisław Solski, Kaliszanin, znakomity matematyk, 
(któremu towarzyszył młody Jan Sobieski, stąd datuje się przyjaźń króla 
Jana III z tym Jezuitą), i przez lat 8 pracował dla Polaków i Rusinów. 
Odszukiwać ich musiał na galerach, na targach niewolników, po domach 
tureckich i sturczonych już (poturmaków) w szeregach wojskowych. Ale 
tysiące niewiast polskich po haremach, lub jako niańki dzieci tureckich, 
zostawały bez pomocy, bo wszelkie zbliżenie się do nich, groziło im i mi- 
syonarzowi śmiercią. Także Ormianom i Grekom, wyuczywszy się ich ję- 
zyka, świadczył O. Solski duchowne usługi. Później nieco, w 1680 r. apo- 
stołuje w Stambule misyonarz mołdawski O. Franciszelc Malechowski. Król 
Jan używał go do politycznej akc^ń z Porta, on zaś sprzykrzywszy to so- 
bie, wrócił 1686 r. do Suczawy i tam, żyjąc z pracy przy żniwie i w polu, 
dokonał misyonarskiego zawodu. O. Krusiński, misyonarz perski, przez ja 
kiś czas 1710—1712 r. pracował dla katolików w Auatolii, Party i, Mezopo- 
tamii, Chałdei, Karmanii, Palestynie, Syryi, w części Arabii i w Grecyi, 
równie jak 00. Gościecki i Kiernożycki, którzy będąc kapelanami w. po- 
sła do Porty, Chomętowskiego, od 1712—1714 r. przebywali w stolicy. 

Pewniejszą podstawę otrzymała konstantynopolska misya w XVIII w. 
Sufragan warmiński Jan Kurdwanowski, przeznaczył dla niej 1715 roku 
sumę 12.000 złp., którą O. Szczaniecki, drogą składek podniósł do 15.000 złp. 
i ulokował na kolegium stanisławowskiem. Z funduszu tego idą misyona- 
rze polscy do Konstantynopola: 00. Antoni Polikowski 1724 — 1726 r., Jó- 
zef Sadowski 1731 r. Ten władał 6 językami, a pracując dla wszystkich 
»nacyi«, nawrócił wiele Ormian. Oburzeni tem schizmatycy, rzucili się na 
nich i wywołali rozruch krwawy 1744 r. Więc rezydujący w stolic}^ arcy- 
biskup kartageński, jeneralny przełożony misyi na Wschodzie, zaskarżył 
go o nieroztropną gorliwość w Propagandzie i u jenerała zakonu Retza. 
O. Sadowskiego odwołał prowincyał polski Dunin, przysyłając O. Wojcie- 
cha Szymanowskiego na jego miejsce. On jednak, udawszj^ się do Rzymu, 
bronił swej sprawy dzielnie, r. 1747 widzimy go znów w Konstantynopolu 
przy dawnych pracach aż do 1755 roku, w którym dla wieku i braku sił, 
wraca do Kamieńca i tam, obsługując zapowietrzonych, umiera 1760 roku. 
Miejsce jego w Konstantynopolu zajął O. Franciszek Częczkiewicz. 

P e r s y ę, jako naturalnego na Wschodzie wroga Turcyi, brała w ra- 
chubę liga papieży i książąt chrześcijańskich w XVI wieku; pragnęli 
wciągnąć je w wojenne swe plany Władysław IV i król Jan. Chodziło zaś 
o to, aby szacha perskiego nakłonić do wydania wojny Turkom, zatrudnić 
ich na Wschodzie, aby tem łatwiej pokonać na Zachodzie. Sejm 1646 roku 
udaremnił plany Władysława, a król Jan nie zdołał zniewieściałych sza- 
chów pchnąć do wojny tureckiej, ale zyskała na tem misya perska, powie- 
rzona jeszcze 1604 r. przez Klemensa VIII Karmelitom bosym. 

Przyszli im w pomoc Dominikanie i Kapucyni, a 1647 roku Jezuici 
francuscy, do których przyłączyli się 16.54 roku O. Tomasz Młodzianowski 

10* 



— 148 — 

i brat Łoś, z fundacji (15.000 złp.) królowej Ludwiki Maryi, i pod opieką 
polskiego posła Ilnicza do szacha Abasy II, niewieściucha, jakim był także 
syn i następca jego Sulejman, zmarły 1696 r. Więc też posłowie polscy II- 
nicz 1647 r., rotmistrz Grudziecki 1666 r., Stanisław Swiderski 1670 r. po- 
wrócili z niczem do Polski. Król Jan, po wiktoryi wiedeńskiej, utrzymy- 
wał stałycłi rezydentów w Ispahanie. Byli nimi zrazu kupcy ormiańscy, 
poddani szacha, ale gdy ci, o swycli zyskach myśląc, wynajmowali się per- 
skim kupcom jako przemytnicy towarów do Europ}^ przysyłał rodowitych 
Polaków, dla ich zaś informacyi o prawach i zwyczajach na dworze ispa- 
hańskim, założył Jezuitom polskim misyę w Szamachi 1684 r. Dwaj z nich, 
00. Jan Gostkowski i Franciszek Ignacy Zapolski przybyli 1690 i 1693 r. 
jako rezydenci królewscy. Szacha Sulejmana do wojny tureckiej nie nakło- 
nili, ale Gostkowskiemu udało się księcia gruzińskiego Sanazarli hana, na- 
mówić do podniesienia oręża przeciw TurlvOm nad Euxinem i Araxem. Au- 
gust II mianował znów O. Zapolskiego swym rezydentem w Persyi 1700 r., 
i założył dom misyjny w Gaudzie. 

W domu tym i w nabytym od francusl^ich misyonarzy domu w Ery- 
wanie, zamieszkali od 1700 — 1703 r. 00. Jan Reut, Paweł Wrociński i brat 
Aleksander Kulesza, pracując dla kupców polskich i litewskich, dla zbie- 
gów polskich z niewoli tureckiej i Ormian unitów, gnębionych przez swych 
braci schizmatyków. O. Zapolski tymczasem, uzyskawszy u szacha Husejna 
wolność religijną dla katolików, a dla Jezuitów w Gaudzie bezpieczny po- 
byt, wracał do Polski, gdy go w miasteczku Sawa śmierć zaskoczyła 3 li- 
stopada 1703 r. W rok potem O. Reut, udał się także do Polski po składki 
dla misy i erywań8lviej, wrócił 1706 r. do Persyi, mis3'^ę w Gaudzie oddał 
1710 r. z rozkazu Propagandy 00. Kapucynom, dla misyi jednak polskiej 
niewiele zdziałał, bo prowincyał Wdziemborski, uważając ją za niepożyte- 
czną, fundusz jej obrócić chciał na misyę konstantynopolską; zdzierstwa 
też Persów i dokuczliwości Ormian schizmatyków utrudniały pracę. W krót- 
kim czasie pomarli obydwaj misyonarze. 

Na ich miejsce przybył do Ery wanu 1714 r. doświadczony misyonarz 
na Wschodzie O. Tadeusz Krusińslii, w rok później O. Michał Wieczorkow- 
ski, jako rezydent króla Aug. II, ale drapieżność perska i nienawiść ormiań- 
ska, udaremniły wszelką prace misyjną. O. Wieczorkowski widząc, że tylko 
świetny tytuł i złoto coś znaczą na dworze szacha, wrócił do Polski 1719 r. 
wioząc z sobą suplikę arcybiskupa, 70 misyonarzy i 15.000 katolików per- 
skich do ki'óla, aby litując się nad ich dolą, wyprawił ^osobistość znaczną*, 
jako swego posła do Ispahanu, dla ich obrony. Ale król w długach po 
uszy, przeznaczył znowu O. Wieczorkowskiego, ten zaś wyżebrawszy w Ma- 
łopolsce, Wielkopolsce i w Prusach, jałmużnę w różnej monecie do 
1.000 złr. austr. na misyę perską, wybrał się na nią w marcu 1722 r., ale 
nie dotarł do niej. 

W Persyi bowiem srożył się już od 1708 r, bunt Afganów, uciszony 
nieco ugodą 1716 r., odnowiony i zamieniony w krwawą wojnę 1719 roku, 
która 1722 r. przedzierzgła się w wojnę domową dwóch szachów, Eszerifa 
Afgana i Tamaspa Sephi, a 1726 r. w wojnę persko-turecką, zakończoną 
przez zwycięskiego szacha Nadira, przedtem herszta rozbójników, pokojem 
1736 r. Dla wojennych czasów, O. Wieczorkowski zatrzymał się 1722 roku 



— 149 — 

w Konstantynopolu, O. Krusiński zaś, udał się 1725 roku do Rzymu, aby 
w Propagandzie szukać rady i środków utrz3"mania misyi perskiej. Tu on 
napisał 1726 r. po łacinie »Historyę ostatniej rewolucyi w państwie Per- 
sji*, ale dla wojny zatrzymał się w Konstantynopolu, gdzie ona historyę 
przetłumaczył na tureckie i wydrukował 1729 r. Nie mogąc się doczekać 
uspokojenia Persy i, powrócił do Polski. Za rządów szaclia Nadira, raz je- 
szcze 1740 roku wyprawił się do Persyi, ale znalazł dom erywański znisz- 
czony, katolików Polaków prawie żadnych, pole działania zamknięte, więc 
1741 r. widzimy go z powrotem do Polski, gdzie jeszcze przez lat wiele 
zbożnie pracując, zakończył życie w Zbrzeziu pod Kamieńcem podolskim 
1757 roku. 

Główną jednak przyczyną nieświetnego stanu misyi zagranicznycłi, 
było niedołęstwo i skępstwo rzpltej, która zagranicznej polityki nie prowa- 
dząc żadnej, zabraniała królom utrzymywać rezydentów na dworacłi obcycłi, 
a misye zagraniczne, nie rozumiejąc icłi politycznego znaczenia, zostawiała 
prywatnym wysileniom misyonarzy. Ci bez dostatecznych funduszów i bez 
opieki politycznej, nie mogli podołać trudnościom, które chciwość i samo- 
wola wschodnich władców i ludów nagromadziła. 



§. 65. Nowe kolegia i domy. — Podział na 4 prowincye i asystencya 
polska. — Jezuici pisarze. 1648—1773. 

Już w połowie XVII wieku, we wszystkich niemal wojewódzkich 
miastach, otworzyli Jezuici kolegia i szkoły, w następnych lat dziesiątkach 
powiatowe miasta i miasteczka chciały mieć własne szkoły jezuickie, 
a w XVIII wieku obok szkół, spotykamy rezydencye i domy misyjne, roz- 
siane wszędzie i w najdalszych zakątkach Żmudzi, Litwy i Rusi. Fundato- 
rami są bracia szlachta, księża, proboszczowie, rzadko który z biskupów 
i magnatów. Więc też fundacye te nazwaćby można składkowemi, bo po- 
czątki ich skromne, z latami przybywa dobrodziejów, rozrastają się na iście 
pańskie, magnackie. 

Dość powiedzieć, że już 1750 r. prowincya koronna liczyła : dom pro- 
fesów w Krakowie, 26 kolegiów z szkołami, 7 rezydencyi (niektóre z szko- 
łami), 38 domów misyjnych, 4 konwikty, 2 seminarya dyecezyalne, a w nich 
1.050 Jezuitów, z tych zaś 550 księży. Litewska prowincya nie była mniej- 
szą, miała 2 domy profesów, 23 kolegia, 7 rezydencyi, 51 domów misyj- 
nych, 2 seminarya papieskie, 5 dyecezyalnych seminaryów, liczyła zaś 
1.047 Jezuitów, z tych 475 księży. 

Łatwo pojąć, że z powodu rozległości tych prowincyi, kłopotliwej 
dla braku dróg i poczt komunikacji, utrudnioną była nietylko doroczna 
wizyta kolegiów i domów przez prowincyałów, ale listowna nawet kore- 
spondencj^a z nimi, a na tem cierpiał zarząd, ład i porządek zakonu. Więc 
już 1622 r. domagały się u jenerałów zakonu kongregacye prowincyalne 
podziału na 4 prowincye i osobnego asystenta. Ponowiły żądanie 1650, 
1661 i 1664 r., a wreszcie 1755 r. wykazały konieczność podziału tak do- 
wodnie, że jenerał Centurione utworzył 1758 r. cztery prowincye polskie: 
Mało- i Wielkopolską, mazowiecką i litewską (patrz mapę 1-szą), które sta- 



— 150 — 

nowiły 6-tą asystencję, polską, uporządkował zaś prowincje dokładniej 
ostatni jenerał Ricci 1760—1761 r. 

Nie długo cieszjli się Jezuici polscj swoją asjstencyą. Ministrowie 
dworów burbońskicłi przjgotowali ruinę zakonu najprzód w swjcti pań- 
stwacli, a podjudzeni przez nicłi monarcłiowie burbońscj, wjmusili na Kle- 
mensie XIV zniesienie zakonu w caljm świecie, brewem Dominus ac Re- 
demtor 1773. Garstka jednak polskicłi Jezuitów ocalała na Białejrusi aż do 
wskrzeszenia zalionu przez Piusa VII r. 1814. 

Zanim te dzieje opowiem, pilno mi przjpomnieć tjch, którzj uczo- 
nemi księgami i pismami w tej dobie się u^^iecznili. 

Kaznodziejstwem, iście narodowem, polskiem, jędrnem i zamaszj- 
stem, acz skażonem nieco, zwłaszcza w XVIII wiel^u, napuszjstością (flo- 
rjdacjzmem) i makaronizmami, wsławili się kaznodzieje królewscj: 00. 
Seweryn Karwatli 1649— 16.^^8 r., Adryan Pikarski kaznodzieja 3 królów 
1659-1679 r., Adam Przeborowski od 1680—1683 r., Jędrzej Temborski 
t 1726 r., Kazimierz Brzozowski f 1756 r., Fabian Dochtorowicz f 1766 r., 
Sebastyan Lachowski 1764—1773 r. 

Kaznodziejami z epoki panegiryzmu do 1750 r., znakomitszymi bj^li: 
00. Paweł Kaczyński kazn. trybunalslvi przez lat 12. Aleksander Lorenco- 
wicz, Lwowianin f 1670 r. Piotr Stan. Dunin, sławny panegirzysta i ka- 
znodzieja trybunalski f 1704 r. Stan. Bielicki f 1718 r. Jakób Filipowicz 
t 1720 r. Franciszek i Szczepan Ponińscy. Józef Bogucki sławnj^ na całą 
Koronę f 1737 r. Franc. Heintz f 1729 r. Atanazy Kierśnicki wsławiony 
na Litwie f 1733 r. Maciej Muchowski wsławiony na Rusi f 1734 r. Ję- 
drzej Murczyński f 1748 r. Szczepan Szczaniecki f 1737 r. Kazim. Wieru- 
szewski kazn. prymasa Teodora Potockiego f 1744 r. Antoni Biejkowski 
t 1763 r. Ant. Czapski f 1759 r. Ponad wszystkich jednak g'óruje g-runto- 
wnością treści, piękną, pełną dykcyą, czystością języka i politycznem po- 
g-lądem na sprawy Kościoła i Polski, O. Tomasz Młodzianowski (ur. 1622 r. 
t 1686 r.) misyonarz w Turcyi i Persyi, którego spuścizna bogata, bo 174 
kazań niedzielnych, świątecznych, żałobnych i 73 homilii, w 4 foliantowych 
tomach, dla użytku Icaznodziei młodszych. 

Koło 1750 r. dokonuje się przełom w kaznodziejstwie polskiem. Miej- 
sce makaronicznego panegiryzmu, zajmuje apologia wiary katol. przeciw 
filozofizmowi XVIII wieku, i troskliwość o czysty jęz3^k polski. Szereg tych 
kaznodziei apologetów, rozpocz^^na nawrócony panegirzysta O. Konstanty 
Awedyk od 1755 r. do śmierci 1771 r. W ślady jego idą 00. Franciszek 
Borowski, Kasper Balsam f 1759 r. Jędrzej Filipecki f 1792 r. Wawrzyniec 
Rydzewski f 1765 r. Karol Fabiani f 1786 r. Antoni Janiszewski, Grzegorz 
Zacharyaszewicz f 1814. 

Jako ludowi kaznodzieje, a raczej katecheci-misyonarze: 00. Marcin 
Kurzenicki, Ignacy Wieczorkowski, autor dwóch katechizmów dla Tatarów 
i Turków f 1751 r. Jan Łukaszewicz przez lat 49 misyonasz Łotyszow, 
wydał w ich języku ewangelię, katechizm i kilka dziełek ascetycznych. 

Za kaznodziejami idą teolodzy, apologeci, autorowie filozofii schola- 
stycznej i dzieł ascetycznych. Z licznego pocztu teologów wymienię naj- 
znaczniejszych : O. Tomasz Młodzianowski wydał swe prelekcye teologiczne 



- 151 — 

w 4 tomach. Jan Morawski teolog, filozof i mówca, zwany » chlubą i ozdobą 
zakonu* f 1700 r, Mikołaj Cichocki, młot na Aryanów f 1669 r. Teofil Ru- 
tka obrońca unii Rusi z Rzymem f 1700 r. Jerzy Gengel pisał przeciw 
Jansenistom i ateistom f 1727 r. Jan Franc. Hacki f 1695 r. Godfryd Han- 
nenberg- f 1729 r. Marcin Kreisel, apologeta wiary kat. słowem i piórem 
przez lat 30 w Prusach i Warmii. Piotr Kulesza misyonarz w Moskwie, 
przez lat 8, pisał przeciw schizmie f 1706 r. Jan Poszakowski najdzielniej- 
szy apologeta XVIII w. przeciw herezyom, schizmie i żydowskim błędom 
t 1757 r. Jan Bohomolec zwalczał błędy i przesądy XVIII wieku f 1795 r. 

W długim szeregu pisarzy ascetycznych w łacińskim przeważnie 
języku, prym trzymają: 00. Kasper Drużbicki f 1660 r. Daniel Pawłow- 
ski t 1673 r. Jan Drews f 1710 r. Jan Kwiatkiewicz f 1703 r. Wojciech 
Kwiatkowski f 1676 r. Piotr Kwiatkowski f 1747 r. Tomasz Łącki f 1729 r. 
Wspomni eni wyżej kaznodzieje: Jan Morawski, Młodzianowski i Miaskow- 
ski, wydali także sporo dzieł i dziełek ascetycznych po łacinie i po polsku. 

Znakomitym estetykiem był Ignacy Włodek f 1780 roku w Rzymie, 
gdzie też rzadkie dziś jego dzieło »0 naukach wyzwolonych « zostało wy- 
dane 1784 r. 

Jezuici historyc}': 00. Wojciech Kojałowicz f 1677 r., autor historyi 
Litwy i herbarza, który wydał z rękopisu po 200 przeszło łatach Piekosiń- 
ski w Krakowie. Preuschhof Jan f 1721 r, Adam Naramowski f 1736 r. 
Jan Bielski f 1768 r. Jan Poszakowski wydawca od 1737—1740 r. kalen- 
darza polityczno-historycznego. Franc. Paprocki, który oprócz innych dzieł 
hist. wydawał od 1759 r. »Kalendarz polityczny* nazwany od 1768—94 r. 
»wileński«, Karol Wyrwicz, Stanisław Rostowski, historyk Jezuitów litew- 
skich t 1784 r. Franciszek Rzepnicki f 1780 r. i dwaj twórcy właściwej 
historyi: Jan Albertrandi f 1808 r. i Adam Naruszewicz f 1796 r. Obok 
nich stoi heraldyk zasłużony Kasper Niesiecki f 1744 r. 

Znaczniejszy jest zastęp Jezuitów matematyków i przyrodników, jak: 
00. Adam Kochański f 1700 r. Wojciech Bystrzonowski, matematyk i ar- 
chitekt. Marcin Bystrzycki f 1754 r. Tomasz Siekierzyński, Wojciech Tyl- 
kowski, autor Arithmeticae, Meteorologiae et Philosophiae curiosae, Geometriae 
practicae f 1694 r. Stanisław Solski, autor »Geometry polskiego, ax-chitekta 
polskiego* t 1701 r. Tomasz Zebrowski f 1758 r. Józef Rogaliński, mate- 
matyk i astronom, twórca gabinetu i obserwatoryum w Poznaniu f 1802 r, 
Jędrzej Strzecki »królewski astronom* f 1797 r. Jędrzej Gawroński, matę 
matyk i astronom f 1813 r. Franc. Narwojsz, matematyk, założyciel obser 
watoryum w Grodnie, będąc kanonikiem wileńskim był bratem lożowym 
t 1820 r. Jakób Nakcyanowicz f 1796 r. Przewyższył wszystkich nauką 
wiedzą, europejską sławą Marcin Poczobut, matematyk, fizyk i astronom 
wileński f 1810 roku jako Jezuita białoruski. Obok niego, godny pamięci 
przyrodnik polski Gabryel Rzączyński, autor Historiae naturalis curiosae 
t 1737 r. 

Jezuici literaci i wierszopisarze, w łacińskim przeważnie języku, 
w stylu i duchu klasyków greckich i rzymskich: O. Ines Wojciech, napisał 
oprócz łacińskich hymnów, ośm centuiyi łacińsko-polskich epigramatów, które 
doczekały się kilku wydań f 1658 r. Łukasz Słowicki wydał pieśni Heroica 
Poesis t 1717 r. Bartłomiej Luder, retor i poeta znamienity f 1747 r. Wa 



— 152 — 

lenty Białowież, poeta liryczny f 1678 r. Jan Kwiatkiewicz, autor łaciń8kiej 
»Swady polskiej*, która doczekała się 15 wydań, oraz epopei łacińskiej 
o królu Janie III i kilkunastu pieśni polskicłi f 1703 r. Wojciecłi Bystrzo- 
nowski, matematyk ale i literat, autor podręcznika: » Polak sensat w łiście« 
i t. d., który w latacli 1730—47 r. przedrukowano 10 razy. Michał Kiełpsz, 
autor tragedyi łacińsko-polskiej »Sedecyasz« f 1765 r. Józef Kattenbring', 
autor tragedyi polskiej » Tomasz Poundus* (Anglik katolik męczony za 
wiarę). Wojciech Męciński (młodszy), autor kilku dramatów polskich dla 
młodzi szkolnej. Michał Korycki, utalentowany poeta, od króla Stanisława 
obdarzony medalem złotym 1780 r., sławił Siestrzencewicza, Katarzynę II 
i Potemkina, za ocalenie Jezuitów na Białe jrusi f 1791 r. Franciszek Knia- 
żnin t 1807 r. Franc. Bohomolec, filolog, mówca, komedyopisarz i publicy- 
sta, redaktor » Monitora « f 1784 r. Szczepan Łuskina, matematyk, przyro- 
dnik, astronom, literat i publicysta, redaktor »Wiadomości warszawskich*, 
które 1774 r. zamienił na »Gazetę warszawską* f 1793 r. Ignacy Nagur- 
czewski, historyk, literat i poeta, tłumacz eklog Wirgiiego, niektórych mów 
Cicerona i Demostenesa i 18 ksiąg Iliady Homera f 1811 r. Adam Naru- 
szewicz, historyk, b,ył poetą klasycznym, cenionym przez króla Stanisława 
i współczesnych. Dawid Pilchowski, tłumacz Salustyusza i Seneki f 1802 r. 
jako sufragan wileński. Grzegorz Piramowicz, doświadczony pedagog, se- 
kretarz komisyi edukacyjnej, tłumacz bajek Fedra, autor kilku polskich 
pieśni i wierszy okolicznościowych. 



Księga IV. 

(Tom IV w skróceniu). 

Dzieje pojedynczych kolegiów i domów w Polsce. 

1564—1773. 



Uwaga: Dla uproszczenia mego opowiadania w księdze IV-tej za- 
znaczam, źe: 

1" Wszystkich kolegiów po miastach początek podobny. Zaproszeni 
przez fundatorów, przybywali zazwyczaj dwaj Jezuici do miasta, jako mi- 
syonarze i pomocnicy proboszcza lub kaznodzieje, otrzymywali w kościele 
katedralnym, kolegiackim lub farnym, jedną z kaplic bocznych dla swego 
wyłącznie użytku, w niej odprawiali mszę Św., słuchali spowiedzi, wykła- 
dali Pismo Św. (lectio sacra w XVI i z początkiem XVII wieku) i katechi- 
zowali, kazania jednak mówili z ambony w kościele; mieszkali zaś na pro- 
bostwie, lub w wynajętym domu. Z czasem nabyli lub wybudowali dom 
własny, rezydencyę, a przy nim drewniany kościół i otworzyli klasy gra- 
matykalne, w kilka lat potem humaniora i retorykę. Katedry filozofii 
i teologii wymagały osobnej fundacyi, i dlatego nie we wszystkich kole- 
giach wykładano te nauki. Z biegiem lat, z dochodów kolegium, lub 
z ofiar nowych dobrodziejów, rozszerzano, albo budowano nowe gmachy 
kolegium i kościoły, zakładano browary, apteki i drukarnie. Działo się to 
zwłaszcza w drugiej połowie XVIII wieku, tak, że kasata zastała wiele ko- 
ściołów, jak w Pułtusku, Przemyślu, niedokończonych, albo zadłużone z po- 
wodu ciągłych budowań kolegia, 

2" W szkołach, które zazwyczaj mieściły się w osobnym gmachu, 
a przynajmniej w oddzielnem skrzydle kolegium, trzymali się Jezuici sy- 
stemu nauk Ratio studiorum, przez jenerała Akwawiwę 1593 r. zaprowa- 
dzonego. Rozdanie nagród i imieniny rektora, obchodzono corocznie »aka- 
demią*, t. j. wierszami i mowami w łacińskim języku, d^^alogami lub tea- 
trem, na którym grano łacińskie, rzadziej polskie dramata i tragedye tre- 
ści historyczno-religijnej. 

Ingresy biskupów, wjazdy na urzęda dygnitarzy rzpltej, pogrzeby 
znakomitych osób, zwłaszcza dobrodziejów zakonu, a także beatyfikacye 
i kanonizacye Św. Patronów Polski i zakonu, obchodziły szkoły w równie 
uroczysty sposób. W procesyach też kościelnych i obchodach publicznych, 
brały udział; młodsi uczniowie pieszo, starsi niekiedy konno, po rycersku, 
konwojując kler i celebransa. 

30 Przy każdej szkole istniała kongregac3'a maryańska, czasem dwie 
i trzy, w miarę liczby uczniów, i ta miała własne fundusze, ołtarz lub ka- 
plicę, aparata, kielichy i t. d. ; bursa ubogich studentów, i bursa muzy- 
ków, utrzymywane częścią z osobnej fundacyi, częścią z datków i ofiar 



— 154 — 

zamożniejszych uczniów i kolegium. Kapela przygrywała nietylko szkol- 
nym i kościelnym uroczystościom, ale prywatnym także festynom, a za- 
robiony w ten sposób grosz, szedł na zakupno nut i instrumentów mu- 
zycznych. 

4" W kościołach swych zaprowadzili Jezuici odrazu stały porządek 
mszy Św., kazań, nabożeństw wystawnych, i erygowali przy nich bractwa 
religijne, z własnym funduszem, ołtarzem, aparatami: Miłosierdzia, Dobrej 
śmierci, Opatrzności, Serca Jezusowego i Kongregacye maryańskie obywa- 
teli i obywatelek. Spełniali też bezpłatnie obowiązek kapelanów szpital- 
nych i więziennych, często i obozowych, a zawezwani przez biskupa lub 
proboszczów, czasem i dziedziców, rozjeżdżali się z kazaniami i słuchaniem 
spowiedzi do bliższych i dalszych kościołów i kaplic, zwłaszcza na święta 
Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy. Wyjazdy te, choćb}' na dzień, dwa, na- 
zywały się misyą, missio. 

Do połowy XVII wieku główna akcya Jezuitów zwróconą była prze- 
ciw dyssydentom. Szkołą, amboną, prywatną rozmową, sprowadzali magna- 
tów i zamożną szlachtę do wiary ojców, przez nich i przy ich pomocy, na- 
wracali młodszą szlachtę i mieszczan; lud szedł za swymi dziedzicami. Na 
Rusi i Litwie porali się z dysunią w podobny sposób. Z upadkiem roko- 
szu Zebrzydowskiego 1608 r., tej deski ratunku dla różnowierstwa, walka 
z niem stała się łatwą, topniało własną niezgodą i brakiem możnych pa- 
tronów. Wojny szwedzkie skompromitowały je do reszty, wygnanie Arya- 
nów było dopełnieniem jego upadku, stwierdzonym w pokoju oliwskim 
1660 roku. 

Odtąd praca Jezuitów zwraca się głównie do ludu, do pouczenia go 
i wzmocnienia w wierze katolickiej, nie zaniedbując jednak mieszczan 
i szlachty — i do krzewienia unii na Rusi, zatwierdzonej synodem zamoj- 
skim 1620 r., w czem dopomogli im dzielnie zreformowani przez nich Ba- 
zylianie. 

Tym sposobem dokonali Jezuici swego zadania, dla którego sprowa- 
dził ich Hozyusz, jedności religijnej Polski, tyle ważnej dla 
każdego państwa pod politycznym także względem. 

Przerwę, niekiedy na miesiące i lata całe, w szkołach i nabożeń- 
stwach, spowodowały w wielu kolegiach, wojny szwedzkie za Zygmunta III 
1600, 1621, 1626—1630 r., za Jana Kazimierza najazdy kozackie, moskiew- 
skie, szwedzkie, 1648—1667 r. tudzież wojny szwedzkie, wojska polskie, sa- 
skie i moskiewskie za Fryderyka Augusta II 1701—1717 r. i sukcesyjna 
wojna 1734—1736 r. Podczas tych wojen prowadzonych w iście rabusiow- 
ski sposób, według zasady: wojna wojnę żywić powinna, gmachy i bu- 
dynki kolegiów, jeżeli nie zostały spalone, to zajęte bywały na koszary 
lub szpitale; kościoły złupione, nawet grobowcom nie przepuszczano, do- 
bra zniszczone kontrybucyami, dostawami i wszelaką grabieżą i wylu- 
dnione, bo gnębiona ludność uciekała w lasy. 

W ślad za wojnami szły głody, mory, zarazy, dziesiątkujące ludność, 
odnawiające się przez lat kilka, jak było np. 1705—1714 r. Otóż na pierw- 
szą wieść o wojnie lub zarazie, rektorowie rozpuszczali szkoły, księży roz- 
syłali do miejsc bezpieczniejszych, lub do obozów, zostawiając dla straży 
kolegium i posługi zapowietrzonym, kilku księży i braci, którzy się na to 



— 155 — 

ofiarowali. Gdy niebezpieczeństwo minęło, zbierały się kolegia i szkoły, 
często na to, aby za kilka tyg-odni, gdy nowy nieprzyjaciel nadcłiodził, lub 
zaraza się ponowiła, pójść w rozsypkę. Ta okoliczność była jednym z po- 
wodów obniżenia się poziomu nauk w szkołach w XVIII wieku, i pomimo 
znacznycli fundacjń, długów i ubóstwa wielu kolegiów. 



ROZDZIAŁ XVI. 

Kolegia i domy założone za królów Zygmunta Augusta i Stefana 
Batorego. 1564—1588. 



§. 66. Kolegia w Brunsbergu, dyecezyi warmińskiej, w Pułtusku dye- 
cezyi płockiej. 1564—1773. — Misye Zalusciana, w Żyrominie i Rosi- 
kowie. 1696—1773. 

Początki pierwszych pięciu kolegiów opowiedziałem wyżej (str. 9—14). 
Szkoły i jeszcze szkoły, o te wołali nuncyusze, biskupi, kapituły, o te cho- 
dziło głównie ich fundatorom, bo to rozumieli wszyscy, że przez szkoły 
odrodzą się, staną katólickiemi młode pokolenia, które dostarczą uczonych, 
pobożnych księży Kościołowi, światłych prawych obywateli rzpltej. Ale 
skąd wziąść katolickich nauczycieli? Nigdy ich nie było dosyć w Polsce. 
Co zdolniejszych, zabrała reformacya; alma mater nie miała kim obsadzić 
swych kolonii, katedralne szkoły bez mistrzów, parafialne po miastach 
zwłaszcza, zamienione na luterskie, kalwińskie, lub stoją pustką. Więc kar- 
dynał Hozyusz zaraz po soborze trydenckim, który nakazał biskupom za- 
kładać seminarya dyecezyalne, uprosił dla swej Warmii u jenerała Jezui- 
tów Jakóba Lajneza, 11 księży profesorów i kaznodziei, różnej nai'odowo- 
ści, bo dwaj jedyni Polacy, Krasowski i Rozdraźewski, odprawiali jeszcze 
nowicyat w Rzymie, i z początkiem stycznia 1565 r. otworzył im w po- 
franciszkańskim klasztorze w Brunsbergu kolegium z szkołami, konwiktem, 
seminaryum i bursą ubogich, przeznaczywszy^ na ich utrzymanie po 1.000 
marek rocznie. Akt fundacyjny z d. 21 sierpnia 1565 r., zatwierdzili nun- 
eyusz Commendone, król Zygmunt August i Pius V. 

W r. 1582 przybyło seminaryum papiezkie z fundacyi Grzegorza XIII 
a staraniem O. Possewina, legata do Jana III szwedzkiego i do cara Iwana 
Groźnego, dla alumnów z Szwecyi, Norwegii, Pomorza, Prus, Inflant, Mo- 
skwy, Rusi, Litwy i Węgier. Królowa szwedzka Katarzyna Jagiellonka, 
zapisem 10.000 złp., fundowała 1583 r. seminaryum szwedzkie, 4 stypendya 
dla młodych Szwedów. Bursę ubogich opatrzył funduszem 1585 r. biskup 
warmiński Marcin Kromer, wspierali możniejsi księża; miała dom własnj^, 
€ morgów łąki, 15.000 marek kapitału i żywiła 40 uczniów. 

Szkołom (humaniora z retoryką) przybył 1592 r. trzechletni wielki 
kurs filozofii, matematyki i fizyki; w latach zaś 1641—1648 r. czteroletni 
pełny kurs teologii, z katedrą hebraiki i greki, na wzór akademii wileń- 



— 156 — 

skiej. Dla dogodnego umieszczenia tych szkół, dźwignął 1646 r. kanonik 
warmiński Maciej Montanus, wygnaniec za wiarę z Szwecyi, dwa wspa- 
niałe gmacłiy, kapituła zaś, na miejscu starego seminaryum postawiła 
1651 r. gmacłi nowy. Dla mnogości jednak uczniów, Jezuici uzyskawszy 
od miasta plac odpowiedni, wybudowali w latach 1748 — 1771 r. trzypię- 
trowe gimnazyum, tak, że kolegium brunsberskie z swymi zakładami nau- 
kowymi, równało się akademii a budynkami było jakoby miasto w mieście. 
Najzdolniejszą i najpilniejszą młodzież z Warmii i innych województw, 
skupiały w sobie trzy kongregacye maryańskie. Te dostarczały kandyda- 
tów do stanu duchownego, nowicyuszów dla różnych zakonów, i zacnych 
obywateli dla ojczyzny. 

Z kolegium brunsberskiego, w którem przez dłuższy czas Jezuici 
mieli nowicyat, rozchodzili się misyonarze na Warmię i Prusy. Mieszcza- 
nin Hindenberg zostawił 1614 r. legat na 3—4 stałych misyonarzy. Z mi- 
sy i sporadycznych, powstały z czasem domy misyjne w Królewcu 1650 r., 
Piławie 1652 r.. Tylży 1702 r., Kiszporku (Christburg) 1720 r., Heilsbergu 
1728 r., Św. Siekierce (Hełligenbeil) i na Żuławach 1735 r. 

Katolicką edukacyą dziewcząt zajęły się 1583 roku siostry Tercyarki 
Św. Franciszka, Begwinki, istniejące po dziś dzień pod nazwą Katarzynek, 
które przy pomocy Jezuitów, zreformowała panna Regina Protman z Alt- 
sztad, a zatwierdzili biskup warmiński Kromer i nuncyusz Bolognetti. 

Wojny szwedzkie 1626-1635, 1656—1660, 1703—1709 r., okupacye 
Warmii przez elektora brandenburskiego w tychże latach, morowe powie- 
trza zwłaszcza 1709—1710 r., zrujnowały fortunę kolegium i spowodowały 
dłuższą przerwę w szkołach. Zostali przy nich Jezuici, pomimo rozbioru 
Polski i kasaty zakonu 1773 r., aż do 1780 r., w którym oficyał warmiński 
von Zehmen, z upoważnienia Piusa VI i Fryderyka II pruskiego króla, 
ogłosił im brewe kasacyjne Klemensa XIV. Szkoły zamienił rząd pruski 
na gimnazyum akademickie, bo uczono w niem filozofii i teologii. 

Pułtuskiego kolegium na Mazowszu, świetne są dzieje aż do 
otwarcia szkół w Płocku i Warszawie. Założyciel jego, biskup płocki Ję- 
drzej Noskowski, uposażył je 1565 r. wsiami Bossewo, Przekory, Szelkowo 
i dziesięciną z 3 wsi. Z biegiem lat przybyły znaczne dobra ziemskie i real- 
ności w mieście, z rocznym dochodem 8 — 9.000 złp. 

Z nowym rokiem 1566 r. otwarli Jezuici szkoły z retoryką, które 
zapełniły się doborową młodzieżą z Mazowsza i okolicznych województw, 
licząc 400, potem 900 uczniów. Żadne też kolegium nie przyjmowało tylu 
i tak zacnych gości, jak pułtuskie. Przy szkołach stanęła bursa ubogich 
z fundacyi Pawła Kostki, brata św. Stanisława i bursa muzyków; r. 1594 
seminaryum dyecezyalne dla 20 kleryków; r. 1602 kursą filozofii i teolo- 
gii moralnej, uposażone przez biskupa płockiego Wojciecha Baranowskiego, 
który też dopomógł Jezuitom wybudować obszerny kościół św. ' Piotra, 
zniszczony dwukrotnie pożarem 1613 i 1646 r., a na sejmie 1607 roku był 
ich dzielnym obrońcą przeciw rokoszanom Zebrzydowskiego. Koło 1665 r. 
otwarto konwikt dla ubogiej szlachty z daru 6.000 złp. biskupa kijowskiego 
Tomasza Ujejskiego. 



— 157 — 

Jezuici, a przez lat kilka 00. Skai-ga i Warszewicki, b3'^li kaznodzie- 
jami porannymi w kolegiacie pułtuskiej i w swym kościele i misyonarzami 
dyecezyalnymi, z fundacyi (10.000 złp.) biskupa płockieg-o Jędrzeja Chry- 
zostoma Załuskiego (missio Zaltisciana) 1696 r., którą powiększył 1719 roku 
kościołem i domem misyjnym brat Jędrzeja, także biskup płocki, Ludwik 
Załuski. Bratanek obydwóch, Michał Załuski, łowczy w. k., fundował 1731 r. 
misyę z kościołem i domem w Żyrominie, dła 4—6 misyonarzy, którzy 
utrzymj^wali tam szkołę elementarną. 

R o s t k ó w, miejsce rodzinne Św. Stanisława Kostki, nabyli Jezuici 
od Józefa Zielińskiego za 48.000 złp. i już 1730 r. prosili biskupa płockiego 
Jędrzeja Stanisława Kostkę Załuskieg'o o pozwolenie wybudowania tam 
drewnianego kościoła św. Stanisława Kostki z domem misyjnym. Biskup, 
który z namowy kapituły, odebrał 1724 r. Jezuitom seminaryum i oddał 
XX. Łazarzy stom, odmówił. Dopiero następca jego Antoni Dembowski i to 
za naleganiem nuncyusza Serbelloni, przychylił się 1741 r. do ich prośby, 
konsekracyi jednak kościoła dokonał tenże sam Jędrzej Stanisław Kostka 
Załuski, biskup podówczas łucki 1744 r. Dom misyjny w Kostkowie otwarto 
koło 1756 r. 

Morowe powietrza, pożarj' 1613 i 1646 roku, Szwedzi 1656 — 1659 
i 1703—1705 r., Sasi i Moskwa 1705—1710 i 1734—1736 r., wylewy Narwi 
1714 i 1717 r., podkopały dobrobyt pułtuskiego kolegium na długie lata 
i przerwały bieg nauk szkolnych. 

Po kasacie zakonu 1773 r. nauczali w szkołach ex-Jezuici, od 1781 r. 
00. Benedyktyni, aż do 1830 r., w którym rozegnał ich ukaz Mikołaja I. 



§. 67. Kolegium akademickie św. Jana w Wilnie. — Misya Zagielana. 
Misye w Wisztyńcu i Łuczaju. 1572—1773. 

Początki tego kolegium i akademii, opowiedziałem w księdze pierw- 
szej. Czem Brunsberg i Pułtusk dla Warmii i Mazowsza, tem V/ilno dla 
Litwy i Żmudzi, stało się ono ogniskiem katolickiej propagandy przez mi- 
sye, prace kapłańskie i szkoły. Zrazu 700, potem 1000 i więcej uczniów 
z Prus, Inflant, Żmudzi, Litwy i Rusi, uczęszczało do akademii. Nauczali 
w niej od 1580 — 1650 r. znakomici mistrze cudzoziemcy, jak 00. Vega, 
Arias, Brantus, Ortiz, Frisius, Klage, de Soxo, ale i Polacy jak: Grodzicki, 
Smiglecki, Bembus, Fabrycy Kowalski, Beyer, Markwart, Szyrwid, Olszew- 
ski, Ugniewski, Sarbiewski, Cieciszewski, Kojałówicz i t. d. Od połowy 
XVII w. uczyli już tylko polsko-litewscy Jezuici. Królowie Wazowie ota- 
czali akademię czcią i opieką, zatwierdzali jej przywileje, bywali na uczo- 
nych dysputach i promocyach. Fryderyk August II nadał akademii przy- 
wilej monopolu nauczania w Litwie 19 listopada 1726 r., jaki posiadała od 
1635 r. alma mater w Koronie. 

»Niespokojne czasy* rzpltej, zwłaszcza kilkoletnia okupacya Wilna 
przez Moskwę, wojna północna i zarazy, sprowadziły dłuższą przerwę 
(1654—1662 i 1706 — 1711 r.) w wykładach i zubożenie akademii. Katedra 
prawa cywilnego, fundowana przez podkanclerzego Kazimierza Sapiehę 
1644 r., wakowała przez 100 lat, bo wskrzeszono ją dopiero 1760 r. i to na 



— 158 — 

2 lata tylko, a co gorsza, odsunięto się od zagranicznego ruchu nauko- 
wego. Corocznie jednak promowano do stopni akademickich po kilku, a na- 
wet kilkunastu z teologii, filozofii, i nauk wyzwolonych. Ubiegali się o sto- 
pnie teologiczne księża, przeważnie Jezuici, o inne także młodzież świecka. 

Z przybyciem O. Marcina Poczobuta 1764 r., wykształconego za gra- 
nicą, budzi się w akademii życie naukowe, które podtrzymują profesoro- 
wie: astronom Andrzej Strzecki, matematyk Franciszek Narwojsz, kano- 
nista Franciszek Lupia. Już i historya powszechna ma swoją katedrę i ję- 
zyki, hebrajski, grecki, francuski i niemiecki, swoich profesorów; brakło 
tylko katedry prawa cywilnego i medycyny, historyi i literatur}^ polskiej. 

Przy akademii istniały następujące zakłady naukowe: 1) Bursa Wa- 
leryańska (Conmctus YalerianusJ dla litewskiej, także mieszczańskiej mło- 
dzieży z fundacyi 1577 r. biskupa wileńskiego Waleryana Protaszewicza, 
powiększonej legatami kanoników wileńskich Górskiego, Wolskiego, Niem- 
czynowicza 1585 r., Jerzego Chodkiewicza 1588 r. i darowaniem kamienicy 
przez biskupa wileńskiego Wojnę, 1601 r. 

2) Kolegium papiezkie, które z funduszu Grzegorza XIII założył 
O. Possewin, legat jego do Moskwy 1581 r , dla 30 alumnów unitów ru- 
skich, acz korzystali z niego także klerycy łacińscy do r. 1751. 

3) Seminar3'^um dyecezyalne, uposażone przez biskupa wileńskiego 
Jerzego Radziwiłła 1581 r. 

4) i 5) Bursy, bejnartowslca i liorsakowska, założone przez kanonika 
wileńskiego Ambrożego Bejnarta 1602 r. i Jana Mikołaja Korsaka 1618 r.; 
obydwie pod zarządem kapituły, ale bursiści uczęszczali do akademii. 

6) Konwikt szlachecki, otwarty 1742 r., niezależnie od akademii, jako 
udzielna instytucya naukowa, z własnym, postępowym programem nauk. 
Profesor matematyki i fizyki O. Tomasz Zebrowski, uczeń O. Józefa Stem- 
plinga w Pradze, założył kosztem wojewody wileńskiego Michała Radzi- 
wiłła i kasztelana wileńskiego Ignacego Ogińskiego, gabinet fizykalno- 
astronomiczny. 

7) Drukarnia niegdyś radziwiłłowska, podarowana od Radziwiłła Sie- 
rotki 1580 r , uposażona lepiej przez biskupa wileńskiego Jerzego Biało- 
zora 1665 r., urządzona należycie przez rektora Brzozowskiego 1756 r. 

8) Biblioteka, cenny dar Zygmunta Augusta i biskupa Protaszewi- 
cza, pomnożona darami króla Stefana, biskupów Wołłowicza, Paca, Brzo- 
stoAvskiego. Ta złupioną została podczas wojen, ale znów zasilona darami 
i funduszami kilku księży i kanoników, Mikołaja i Kazimierza Sapiehów, 
i trzech braci Wierzbickich Jezuitów, oraz księgami tłoczonemi w drukarni 
akademickiej i hojnością rektorów. Po kasacie 1773 r. bibliotekę roznie- 
siono. Książki z daru Zygmunta Augusta znalazły się w Upsali, niektóre 
w bibliotece gimnazyalnej w Poznaniu, inne w bibliotekach uniwersyte- 
ckich w Kijowie i Petersburgu. 

Oprócz innych pożytków dla katolicyzmu na Litwie, akademia wi- 
leńska dostarczyła duchowieństwu, zakonom zwłaszcza, licznych i uzdol- 
nionych kandydatów. Te zaś odrodzone, razem z Jezuitami podjęły śmiało 
walkę przeciw różnowierstwu i pokonały je naprzód w Wilnie, potem na 
Litwie, pomimo obrony Radziwiłłów, Krzysztofa, Janusza, Bogusława 
i kilku magnatów. 



— 159 — 

Częste pożary ścieśnionego, na pół drewnianego Wilna, zniszczyły 
także kolegium akademickie. Raz 1655 r., gdy Moskwa zdobyła i spaliła 
miasto. Odbudowali je 1662 r. i powiększyli znacznie 1690, 1716—1728 r. 
rektorowie: Kazimierz Kojałowicz, Franciszek Kucewicz, Arent, Władysław 
Dauksza, ale ponowny pożar miasta 1737 r., i trzeci straszniejszy jeszcze 
1741 r., obróciły kościół i kolegium akademickie w popiół i gruz}^ Powoli 
odbudowano je i rozszerzono jeszcze. 

Nie przestając na pracy szkolnej i kapłańskiej w Wilnie, Jezuici 
świętojańscy apostołowali w polskim, ruskim i litewskim języku, najprzód 
na stacyach misyjnych w swych dobrach, w których pobudowali drewniane 
kościoły: w Dworzyszczu, Żmujdkach, Bezdanach, Poczajewiczach, Koście- 
niewiczach, Janiszkach. Z fundacyi (10.000 zip.) kanonika wileńskiego Mar- 
cina Żagla 1640 r. (missio Źagielana), dwóch Jezuitów koleg'ium św. Jana 
pouczało misyami lud na pograniczu Kurlandyi i Inflant. Probostwo z ko- 
ściołem w Wisztyńcu, nad wschodnio-pruską granicą, nadał król Au- 
gust III r. 1736, na przedstawienie biskupa wileńskiego Jana Michała Zien- 
kowicza, jako misyę cum cura animarum Jezuitom świętojańskim, którzy ją 
1760 r. oddali napowrót klerowi świeckiemu. W miasteczku Ł u c z a j u 
w powiecie wilejskim, przy farnym kościele założyła (4.000 złp. na wsi 
Kukisze) 1766 r. kasztelanowa mścisławska Elżbieta z Ogińskich Puzynina, 
największa akademii wileńskiej dobrodziejka, z bratem swym Janem Ta- 
deuszem Ogińskim, kasztelanem trockim, dom misyjny dla 8 księży. 



§. 68. Kolegium św. Stanisława w Poznaniu. — Św. Jana w Jarosła- 
wiu, województwie ruskiem, dyecezyi przemyskiej. 1600—1773. 

Znamy już dzieje poznańskiego kolegium w pierwszych jego lat dzie- 
siątkach. Zasłużyli się w niem nauką, pracą kaznodziejską i misyonarską 
Jezuici: Wujek, Wysocki, Herbest, Jan Konariusz f 1614 roku, Wojciech 
Theobolsciusz f 1611 r., Stanisław Grodzicki f 1614 r., Stanisław Gawroń- 
ski t 1620 roku, Adryan Radzimiński, Gutteter Dobrodziejski, Olszewski, 
Drużbicki, Wapowski, Młodzianowski, Miaskowski, Trąbczyński, Bystrzo- 
nowski i t. d. Pomyślność jego zasępioną została odebraniem z pod za- 
rządu Jezuitów seminaryum dyecezyalneg-o 1614 r. przez biskupa Jędrzeja 
Opalińskiego, z namowy niechętnej im kapituły. Nie wpłynęło to na roz- 
wój szkół poznańskich z filozofia i teologią, do których uczęszczali młodzi 
Jezuici, wygnani wojną 1619 r. z Pragi i Ołomuńca, 1632 r. z Głogowa, 
Źeganu i Nissy, oraz wygnani przez Szwedów 1626 r. Cystersi z wielko- 
polskiego Paradyża. 

Okupacya Poznania przez Szwedów i Brandenburczyków 1655-57 r. 
rozproszyła szkoły, spustoszyła kolegium. Wnet je odnowiono, u jenerała 
zakonu Oliwy, uzyskano 1657 r. prawo nadawania stopni akademickich, 
u króla zaś Jana Sobieskiego, przywilej na akademię 1678 r., odwołany na 
sejmie 1685 r. Nie zrażając się tem, dźwignięto najprzód 1701 — 1705 roku 
nowy wspaniały kościół św. Stanisława (dziś fara św. Maryi Magdaleny), 
wybudowano od 1706 — 1732 r. olbrzymie dwupiętrowe kolegium, które po- 
większono jeszcze przedłużeniem lewego skrzydła 1745—1752 r., wyłożyw- 



— 160 — 

szy na te budowy przeszło 2 miliony złp. Dla szkól, którym przybyła 
1683 roku katedra prawa kanonicznego, (uczniów bywało do 1.200), posta- 
wiono koło 1720 r. przy rogu ulicy Gołębiej (Jezuickiej), gmach osobny, 
obok niego stanął 1756 r. konwikt szlachecki na modłę pijarską, dla 10, 
potem 1761 r. dla 20 » kawalerów*. Wyćwiczony w Paryżu matematyk, fi- 
zyk i astronom, O. Józef Rogaliński, urządza 1763 — 1764 r. obserwatoryum 
astronomiczne i gabinet fizykalny, miewa 1766 — 1770 r. dwa razy tygo- 
dniowo pierwsze w Polsce publiczne wykłady z fizyki doświadczalnej i jest 
profesorem fizyki w szkołach. Równocześnie powiększono drukarnię, zało- 
żoną koło 1660 r., która też otrzymała nazwę drukarni króla JM. i rzpltej. 

Dnia 16 listopada 1773 r. oficyał poznański Skrzetuski, odczytał 92 
Jezuitom poznańskim, zebranym w sali jadalnej, kasacyjne brewe. Poszli 
w rozsypkę, oprócz 4 profesorów gramatyki i humaniorów, bo wszystkie 
inne katedry zwinięto. Część gabinetu fizykalnego uratowano dla akade- 
mii krakowskiej. W gmachach pojezuickich, oprócz szkoły wydziałowej, 
otwartej 1778 r., mieszkania prywatne; po zaborze pruskim, biui-a naczel- 
nej prezydentury Księstwa poznańskiego. 

Kolegium św. Jana w Jarosławiu, o którego fundacyi wspomnia- 
łem wyżej (str. 13) rozwinęło liczne, do 600 uczniów, szkoły tak świe- 
tnie, że fundatorka księżna Anna Ostrogska, oddała 1610 r. do nich swych 
synów, Adama Konstantego i Pawła Janusza, którzy wypolerowawszy się 
jeszcze w cudzych krajach, służyli ojczyźnie po rycersku, a w bitwie pod 
Tarnopolem z Tatarami, przyczynili się dzielnie do ich pogromu. Obydwaj 
jednak młodo zeszli ze świata. Konstanty 1618 r., Janusz 1619 r. pocho- 
wani w kolegiacie jarosławskiej, opłakiwani przez szkoły »krótką treno- 
dią«. Wielki pożar miasta podczas czterotygodniowego jarmarku 24 sier- 
pnia 1625 r., zniszczył dach}' i wieżę kościoła, stopił dzwony, spalił dachy 
i piętro kolegium i jego budynki, ale wielkoduszna księżna Anna wnet 
odbudowała wszystko, a nadto rozpoczęła fundacyę drugiego kolegium 
przy kościele Matki Boskiej »na polu«, uposażyła dostatnio kolegiatę i do- 
kończyła fundacyi klasztoru PP. Benedyktynek, przy którym w dworku 
drewnianym mieszkała i w nim 2 stycznia 1636 r. pobożnego żywota do- 
konała. Na pogrzeb swej dobrodziejki zjechało 70 Jezuitów, sławili jej 
czyny oracyami, rektor ostrogski Rudnicki, prowincyał Hincza i spowie- 
dnik jej Wojciech Czarnocki; w imieniu szlachty żegnał ją krajczj- kor. 
Marek Sobieski. 

Część trzecia Jarosławia, dostała się jej córce Annie Aloizie Chodkie- 
wiczowej, od 1621 r. wdowie po hetmanie w. 1. równie hojnej dla JezuitÓAV, 
jak matka. 

Najazdy kozackie 1649 i 1654 r., szwedzkie 1656 r. i band Rakoczego 
1657 roku, spustoszj^ły kolegium, zniszczyły całe jego mienie, bibliotekę 
i aptekę zabrali Szwedzi, srebra jednak i aparaty kościelne ukryto wcze- 
śnie. Dla obrony na przyszłość, rektor Piaseczyński otoczył kolegium 
i ogród murem i wałem 1674 r. Niewiele to pomogło. Szwedzi Karola XII 
na 3 zawody złupili kolegium 1702—1705 r. Uciskała je kontrybucyami 
Moskwa 1707 i 1717 r., Sasi 1713 i 1716 r., konfederaci dzikowscy 1735 r. 
i znów Moskwa 1736 i 1768 r. 



— 161 — 

Po ogłoszeniu Klemensowego brewe 12 października 1773 r. przez 
delegata biskupiego ka. Macieja Pruskiego, kilku ex-Jezuitów pozostało 
przy nauczaniu w szkołach (humaniora z retoryką), które 1782 roku zam- 
knięto, otwarto natomiast miejską szkołę normalną. Kościół św. Jana, po 
zawaleniu się kolegiaty, zamieniono 1804 r. na farę. 



§. 69. Kolegium w Połocku, województwie połockiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. 1580-1773. 

Opowiedziałem początki 1580 r. i jego dzieje do 1590 r. (str. 17, 18). 
Szkoły, humaniora z retoryką, zrazu mało liczne, miały po 300 — 600 ucz- 
niów; r. 1644 otwarto kursą filozofii i fizyki, ale tylko dla kleryków je- 
zuickich. Z śmiercią kalwina wojewody Dorohostajskiego 1597 r., usunęła 
się walna podpora dyssydentom i dysunitom. Następca jego Jędrzej Sa- 
pieha, katolik ze szkoły Hozyusza, wspierał Jezuitów w pracach na 
polu szkolnem i apostolskiem. Corocznie wracało na łono Kościoła po kil- 
kadziesiąt dysunitów, i po kilku dyssydentów, topniejących widocznie. Wy- 
jeżdżali też na misye ludowe, zwłaszcza wzdłuż pogranicza gubernii 
pskowskiej i w odebranej 1611 r. Smoleńszczyźnie. Podczas głodu i zarazy 
1601 — 1603 r. 18 Jezuitów połockich poświęciło się posłudze zapowietrzo- 
nych, wymarli wszyscy i 4 nowicyusze. Więc nowicyat, który po wzięciu 
Rygi przez Szwedów 1600 r. tu otwarto, przeniesiono do Wilna, kleryków 
zaś retorów do Nieświeża; wrócili 1609 r. Wielki pożar Połocka 1643 r. 
obrócił w perzjmę drewniane kolegium i kościół. Młodzież zakonną wypra- 
wiono znów do Wilna, księża i bracia zamieszkali w swej willi w Ekima- 
nii, zanim 1647 r. nie stanęło nowe kolegium, parter murowany, dwa pię- 
tra drewniane i takiż kościół farny. Wnet jednak, gdy 1654—1660 r. Mo- 
skwa zajęła Połock, władyka carski Kalikst, rozebrać kazał kościół i po- 
stawić na zamku pałac dla siebie, w którym się, w szale pijaństwa powie- 
sił. Po ustąpieniu Moskwy, wybudowano na prędce kościół farny i drugi 
Św. Franciszka Ksawerego w rynku, na miejscu zboru kalwińskiego, spa- 
lonego przez najezdców. Urządzono rezydencyę dla kilku'księźy i braci; 
kolegium z szkołami aż do retoryki, otworzył ponownie po rozejmie an- 
druszowskim 1667 r., rektor Śląski. Aliści 9 stycznia 1682 r., pożar wsku- 
tek niezagaszonej świecy w celi, zniszczył kolegium, ocalał parter skle- 
piony, a w nim biblioteka; kościół uratowali studenci. 

Rok 1705 pamiętny okupac^^ą Moskwy, niszczącej przez lat 6 kole- 
gium i jego dobra, i przyjacielską wizytą »obrońcy wolności polskichc 
cara Piotra, raz dnia 24 czerwca w ogrodzie kolegium, drugi raz 29 t. m. 
w sali jadalnej, gdzie razem z Jezuitami obiadował i pił ich zdrowie. Ina- 
czej obszedł się z Bazylianami. Dokuczliwszą była powtórna okupacya Mo- 
skwy 1734 — 1736 r., bo oprócz zwykłych gwałtów i grabieżj', tajny komi- 
sarz carowej Anny, Dubrowin z kirasyerami rotmistrza Tołstoja, uprowa- 
dził 300 rodzin z dóbr kolegium, pod pozorem, że to są zbiegowie z car- 
stwa, do Wielkich Łuk na posielenie, a tytułem zwrotu zysku, jakie te 
moskiewskie wrzekomo rodziny Jezuitom przyniosły, kazał zapłacić po 
50—70 rubli od głowy. Połowa tych nieszczęśliwych wymarła w drodze. 

JEZUICI W POLSCE. 11 



— 162 — 

Gorszy od ucisku Moskwy, był 40-letni proces z unickim arcybisku- 
pem połockim Hrebnickim, rozpoczęty 1722 r. skargą w trj^^bunale litew- 
skim o nieprawne posiadanie dóbr ruskiego niegdyś monasteru Spasa, na- 
danych przez króla Batorego połockiemu kolegium, a równocześnie naja- 
zdem tych dóbr. Jezuici przenieśli proces do nuncyatury, arcybiskup do 
Sygnatury justiciae w Rzymie i do sejmu 1724 r., wreszcie udał się sam do 
Rzymu, wyjednał u Benedykta XIII reasumpcyę sprawy w Sygnaturze, 
przeniósł ją do Roty rzymskiej, do S3^g'natury gratiae, i wszędzie odrzucony 
z swą skargą. Dopiero jednak d. 11 czerwca 1762 r. brewe Klemensa XIII 
położyło koniec sporom granicznym o Białe, a już w lipcu t. r. kłótliwy 
Hrebnicki zamknął żywot, licząc lat 98 wieku, ale przykład jego naślado- 
wali Bazylianie, Dominikanie, szlachta sąsiedzi, procesując kolegium po- 
łockie o stawy, grunta, lasy, kopce w 5 majątkach, a starosta Żuk, 30 lat 
pieniał się o grunta w Siemieńcu, które dekretem królewskim oddał 
1752 roku. 

Tymczasem stanął nowy murowany kościół 1745 r. i dwupiętrowy 
gmach szkolny 1749 r., który jeden ocalał w strasznym pożarze 1750 r., 
ale zato uległ zniszczeniu w pożarze 25 maja 1762 r. Dźwigające się po- 
woli nowe kolegium porysował piorun 26 czerwca t. r. 

Od 1758 r. nie przestali nawiedzać Połock »goście oryentalni« Mo- 
kwa, aż 1772 r. zajęła go wraz z Białorusią na zawsze, Jezuitów poło- 
ckich zostawiając w spokoju. Spotkamy się z nimi w księdze V-tej. 



§. 70. Kolegia w Rydze, Dorpacie i Wenden. — Prace Jezuitów 
w Inflantach. 1582-1626. 

Odzyskawszy pokojem Zapolskim Inflanty, urządzał je politycznie 
i religijnie król Stefan Batory w Rydze, i d. 25 czerwca 1582 r. naradziw- 
szy się z ks. Skargą, wydał dyplom fundacyjny na kolegium Jezuitów 
w tern mieście, zatwierdzony przez Grzegorza XIII r. 1583. Trzy kościoły 
odebrane protestantom, św. Jakóba z klasztorem 4 Cystersek, które wy- 
marły do 1591 r., kościół św. Maryi Magdaleny i kościółek N. M. P. dla 
Polaków, powierzył król Jezuitom, wraz z duszpasterstwem w Rydze i In- 
flantach i z obowiązkiem otwarcia natychmiast szkół. Na utrzymanie kole- 
gium wyznaczył na razie 1.000 złp. rocznie z cła pocztowego, formalne je- 
dnak otwarcie kolegium ryzkiego nastąpiło dopiero w jesieni 1584 r. 

Gniewało to Ryżan, więc z powodu zaprowadzenia kalendarza gre- 
goryańskiego, którego autorstwo przypisywali Jezuitom, wzniecili przeciw 
nim w święta Bożego narodzenia 1584 r. rozruch, który trwał do lutego 
1585 r. Jezuici w tym czasie rozjechali się na pracę kapłańską do zamków 
i wsi okolicznych, rektor Ruben do Wenden, do gubernatora Radziwiłła. 
Ryżanie przeprosili króla. Jezuici wrócili do swych zajęć w Rydze, nie na 
długo, bo w lutym 1586 r. nowe przeciw nim rozruchy wzniecił Marcin 
Giese, herszt malkontentów, a podczas bezkrólewia wygnano ich z Rygi 
we wrześniu 1587 r. 

Więc w Dynamundzie otworzyli rezydencyę i dochodząc, obsłu- 
giwali parafię św. Jakóba w Rydze i misye w kraju. Przywróceni dekre- 



— 163 — 

tem sejmu 1590 i króla do Rygi, objęli w kwietniu 1591 roku obydwa ko- 
ścioły, a w nich kazania polskie, litewskie i niemieckie, otworzyli szkoły 
i bursę ubogicłi, a dla siebie nowicyat. Oprócz Rygi, urządzili stacye mi- 
syjne z duszpasterstwem wParnawie, Rumbergu i Wolmarze, 
z którycli rozchodząc się »aż do granic Moskwy*, wyszukiwali lud ciemny 
łotewski po lasach, wprowadzali małżeństwa według soboru trydenckiego, 
tępili zabobony, gusła, czary, uczty duchów na grobach, katechizowali po 
domach i polach, cierpiąc przytem wiele przykrości od pastorów i gminu luter- 
skiego. Towarzyszyli też biskupowi Schenkiugowi, jako kaznodzieje i teo- 
lodzy, przez szereg lat w wizytach pasterskich i pomagali w zarządzie bi- 
skupstwa źle uposażonego, bez seminaryum, księży ledwo siedmiu. 

Wojna inflancka przez księcia Karola Sudermańskiego zrazu po- 
myślnie, ale po rabusiowsku prowadzona, rozegnała kolegium ryzkie, li- 
czące 39 osób. Pozostało tylko 3 księży dla pociechy katolików podczas 
oblężenia Rygi przez Szwedów 1601 r. i grasującej 1602 r. zarazy. Już je- 
dnak 1604 r. otwarto kolegium i klasy gramatykalne, 1614 r. poetykę 
i podjęto dawne prace misyjne. Aliści nowa wojna szwedzka 1621 r. uczy- 
niła Gustawa Adolfa panem Inflant, krom południowego skrawka polskich 
Inflant. Kolegium ryzkie przeszło na własność szwedzkiego skarbu, ko- 
ścioły zabrali protestanci. 

Podobną była dola kolegium w Dorpacie w Inflantach, które za- 
łożył król Batory d. 11 stycznia 1583 r., oddając tymczasowo Jezuitom ko- 
ściół Św. Katarzyny z opuszczonym klasztorem PP. Brygidek, z kamienicą 
i drewnianym domem, w którym zamieszkali na razie i otworzyli 1584 r. 
infimę. Dopiero 14 stycznia 1586 r., za radą Possewina, fundował król wła- 
ściwe kolegium i seminaryum wielojęzyczne dla przyszłych misyonarzy 
Inflant, Szwecyi i Danii, przy dawnej gotyckiej katedrze N. M. P., którą 
im oddał na własność i uposażył folwarkiem Ringen, trzema wsiami, ogro- 
dem, młynem i lasami, a na budowę nowego gmachu kolegium przezna- 
czył po 3.000 złp. rocznie. W dwóch tedy kościołach, i w trzecim polskim 
przerobionym z cerkiewki, mówili Jezuici; Buse, Forner, Foelker, Ostro- 
wicz, kazania po polsku, niemiecku, estońsku, katechizowali po estońsku 
i rusku, a sprowadziwszy z Brunsbergi alumnów papiezkich, sposobili ich 
na misyonarzy dla potulnych, lgnących do Św. wiary Estończyków i Łoty- 
szów, dla Szwedów i Duńczyków. Tymczasem zaś sami dawali misye lu- 
dowe w Inflantach. 

Wojna szwedzka 1600 r. przerwała te zbożne prace. Jenei-ał szwedzki 
Somme znęcał się w okrutny sposób przez 4 miesiące nad 7 Jezuitami, 
których zastał w kolegium dorpackiem. W czerwcu 1601 r. przewieziono 
ich do Rewia i Sztokholmu, gdzie ks. Spotek, bracia Jan Estko (Estończyk), 
Maciej Yitrarius i Krzywozanziewicz, wnet w więzieniu pomarli; księża 
zaś Marcin z Kościana, Jan Welter i brat Sebastyan Markowicz, dzięki 
względności dozorcy, doczekali się wymiany jeńców 1605 roku i kalekami 
powrócili do Litwy. Gubernator Inflant, hetman Chodkiewicz wygnał Szwe- 
dów z Dorpatu 1603 r. Jezuci powrócili, ale dla braku grosza i osadników, 
nie podnieśli folwarków z ruiny, więc dokuczała nędza, powiększona od- 
nowieniem wojny 1607 i 1616 r. tak, że dopiero 1619 r. kolegium dorpac- 
kie z szkołami i seminaryum otwarte zostało. Niestety już 1625 r. nowa 

11* 



— 164 - 

wojna szwedzka, jak panowaniu polskiemu, tak kolegium jezuickiemu 
w Dorpacie, położyła koniec. 

W e n d e n (Kies) stolica biskupstwa inflanckiego, była stacyą mi- 
syjną dla ryzkich i dorpackich Jezuitów od 1583 aż do 1614 r., w którym 
biskup Schenking, korzystając z zawieszenia broni z Szwecyą, założył ko- 
legium, oddał opuszczony kościół kolegiaty, dom obszerny, kawał puszczy 
i naznaczył roczną pensy ę. Otwarto szkoły z retoryką; 00. Kosiński, Jan 
Osnitius, Hepner i Tolgsdorf mówili kazania w 4 językach: polskim, nie- 
mieckim, estońskim i łotewskim, dawali misye koło Rzeczycy, Dyneburga, 
Russony, gdzie jeszcze zastali i poburzyli 5 ołtarzy pogańskich,'*^ wycięli 
święte dęby i lipy, porąbali bożka gościnności Ceroklisa. Zwycięski Gu- 
staw Adolf zdobył 1625 r. Wenden i rozegnał Jezuitów. Oni zaś osiedli 
w Inflantach polskich w Dyneburgu 1620 r., w Użwałdzie 1625 r., w Auli 
1626 r. i stamtąd starali się nieść pomoc uciśnionym katolikom w Inflan- 
tach szwedzkich. 



§. 71. Dom profesów św. Barbary i Dom nowicyatu św. Szczepana 

w Krakowie. — Misye na Podgórzu, w Stępocicach, Zielenicach 

i Markocicach. 1583-1773. 

Przez 4 lata pracowali Jezuici w Krakowie jako pomocnicy księdza 
Płazy, proboszcza św. Szczepana i misyonarze w Wieliczce i indziej. Na 
prośbę O. Possewina, król Batory wyjednał u biskupa krakowskiego Pio- 
tra Myszkowskiego, przywilej 1 lutego 1583 r., oddający im na -wieczny 
użytek i użytkowanie* kościółek cmentarny św. Barbary, założon}'" przez 
królowę Jadwigę, tuż obok kolegiaty Panny Maryi, 3 października 1394 r., 
przy którym w kamienicy Ledwasa O. Stanisław Grodzicki otworzył rezy- 
dencyę św. Barbary. Urządził ją i powiększali z jałmużn zacnych matron 
Anny Kormanickiej, Doroty Barzyny, Zofii Mnichowskiej, Małgorzaty Ko- 
złowskiej, następca jego O. Piotr Skarga w lecie 1584 r., z ofiar zaś Ję- 
drzeja i Krystyny z Dębińskich Sapiehów, odnowił kościół. 

Koło Skargi grupują się dzieje Jezuitów krakowskich aż do 1608 r., 
w którym on z przeniesieniem stolicy królewskiej, zamieszkał w Warsza- 
wie. On to podczas oblężenia Krakowa przez arcy księcia Maksymiliana 
1587 r., zaprowadził 40godzinne nabożeństwo, zakończone biczowaniem; 
on kazaniami, w których pomagali mu 00. Gołyński, Czarnkowski, Szem- 
bek, ściągnął do kościoła św. Barbary doborową publiczność; on założył 
przy nim arcybractwo Miłosierdzia 21 października 1584 r., bank pobożny 
1586 r., bractwo św. Łazarza 1592 r., posagową » skrzynkę* św. Mikołaja 
1598 r., i zachęcił do przystąpienia i ofiar dla tych instytucyi senatorów 
i panów, jak: wojewodowie Zebrzydowski, Mikołaj Firlej, Mikołaj Mniszek, 
Hieronim Gostomski, hetman Mielecki; jak Piotr Branicki, Zbigniew Osso- 
liński, Mikołaj Jazłowiecki, Joachim Ocieski, Mikołaj Komorowski, Marcin 
Leśnio wolski ; jak mistrze almae matris, Szymon Sireniusz, Piotr z Górki; 
oraz pańskich i patrycy uszowskich rodów matron}^ jak oprócz wyż wspo- 
mnianych: Firlejowa z córkami, księżne Ostrogskie, Opalińska, z Radziwił- 
łów Mielecka, kanclerzyna Zamojska, Przerębska, Lezińska i niektóre kra- 



— 165 — 

kowskie patrycyuszki. Nie pozostali w tyle, kardynał Jerzy Radziwiłł, bi- 
skupi Rozdrażewslci, Kromer, Maciejowski, opat Reszka, kanonicy Szysz- 
kowski i Karśnicki. Wszyscy oni i wielu innych, przez cześć i przyjaźń 
dla Skargi, popierali jego dzieła miłosierne, dobrodziejami byli i przyja- 
ciółmi zakonu nietylko w Krakowie, ale w rzpltej całej. 

Na życzenie kongregacja prowincyalnej w Nieświeżu 1591 r., jene- 
rał Akwawiwa, zamienił rezydencyę na dom profesów św. Barbary, utrzy- 
mujący się jedynie z jałmużn, jakiego prowincya polska dotąd nie miała. 
Zmieniali się często jego prepozyci i księża, ale duszą jego był Skarga, 
nawet gdy od 1591 r. jako kaznodzieja królewski, z O. Gołj^ńskim spowie- 
dnikiem króla, zamieszkał na zamku, bo odwiedzał często profesów, w ko- 
ściele miewał kazania, i nawrócenia najznaczniejszycłi osób przez niego się 
dokonywały, 

Tycli nawróceń z herezyi i schizmy, bywało w Krakowie po 70 i 100 
corocznie, nawracali się nawet ministri t. j. pastorowie i kaznodzieje, jak: 
Adam Kostnitz, kalwiński, Chrystyan Frankę, aryański, ex-k8iądz kalwin 
Hieronim Filipowski; nawracali senatorowie, jak: kasztelan naliielski Hie- 
ronim Gostomski, podskarbi koronny Jan Dulski, wojewoda chełmiński Er- 
nest Wejher, marszałek w. n. Prokop Sieniawski i t. d. Od 1608 r. tych 
nawróceń coraz mniej, bo Kraków przestawszy być stolicą, nie był już 
ogniskiem duchowego życia, ubywało też różnowierców mnogo Oprócz ka- 
zań w kościele św. Barbar \', miewali od 1609 — 1620 r. kazania w kolegia- 
cie Panny Maryi w piątki, niedziele i święta, i codzienne podczas adwentu 
i postu. 

Z Krakowa wyprawiali się Jezuici od 1595—1626 r. na misye pod- 
górskie missiones submontanae, do Biecza 1595 r.. Starego i Nowego Sącza, 
do Lubowli i miast spizkich, do Homonny hr. Jerzego Drugetha i dóbr jego 
w komitacie zemplickim, do Żywca i w Góry Karpackie, nawracając kal- 
winów, pouczając ciemnych Słowaków i Górali; Klaryskom w Starym Są- 
czu, Benedyktynkom w Staniątkach, dawali coroczne rekolekcye. Sufraga- 
nowi krakowskiemu Oborskiemu towarzyszyli przez szereg lat na wizytach 
pasterskich, jako misyonarze i teolodzy. 

Podczas morowego powietrza, które w latach 1588, 1591 — 1592, 
1600—1601, 1622—1625, nawiedziło Kraków, Jezuici obsługiwali zapowie- 
trzonych, a brat aptekarz Wilhelm Anglik 1591 r. pigułkami swego wyna- 
lazku, które powszechnie jezuickiemi nazywano, ocalił życie wielom. 

Wojna i okupacya szwedzka 1655—1657 r., w ślad za nią okupacya 
austryacka do 1659 r., mór 1662 r. i inne klęski spowodowały upadek Kra 
kowa. Ubożał, wyludniał się widocznie, a gdy jeszcze w wojnie północnej 
wypłacić musiał 1702—1715 r. na potrzeby wojsk polskich 495.413 zip., na 
kontrybucye wojsk »auksyliarnych«, saskich i moskiewskich 1,403074 złp.; 
najezdnikom Szwedom koło 683.000 złp., gdy morowe powietrze (guzy pod 
pachą, bubonesj, 1707— 1710 r. zabrało 20.000 osób, między temi 10 Jezuitów, 
6 księży, 4 braci i dom św. Barbary przez kilka miesięcy stał zamknięty, 
ruina miasta stała się zupełną. 

W stosunku do ludności jego 9— 10 000, liczba klasztorów była za 
wielką. Jezuici św. Barbary szukali szerszej pracy poza Krakowem i znaj- 
dowali ją. W dobie szczęśliwości saskiej, prepozyt Władysław Żółtowski, 



— 1«6 — 

zamiast drewnianego, dał 1742 roku murowane sklepienie beczkowe kościo- 
łowi Św. Barbary, sprawił srebrne tabernaculum, wieczną lampę, złoty gar- 
nitur (ornat, kapę, dalmatyki). Prepozyt Piotr Paczanowski postawił 1760 
do 1764 roku 9 nowycłi ołtarza- z lipowego drzewa w stylu barokowj^m; 
sprawił nowe sprzęty kościelne, przemalować kazał cały kościół al fresco, 
dachy i wieżę z 3 dzwonami nakrył miedzią, odnowił kaplicę Matki Bo- 
skiej bolesnej i dwie kongregacyjne. W tym stanie pozostał kościół do 
1896 r., w którym pod nadzorem konserwatora starożytności polskich, Stry- 
jeńskiego, odnowiono go niefortunnie; bo wyrzucono 4 ołtarze, a te, co po- 
zostały, przybrano modernistycznie. 

Z początkiem listopada 1773 r. ogłoszono 7 księżom, 4 braciom domu 
profesów brewe kasacyjne. Kościół św. Barbary oddał biskup Sołtyk 1 gru- 
dnia 1774 r. kongregacyi kupieckiej z bractwami Opatrzności Bożej i Niep. 
Pocz. N. M. P, Za rządów austryackich objęli ten kościół 1798 roku wraz 
z domem XX. Miechowici, a gdy ostatni z nich, ks. Pękalski umarł 1874 r. 
powierzono » prowizoryczną bezpłatną administracyę* kościoła Jezuitom, 
w dawnym zaś domu profesów mieściła się od 1842 roku bursa studentów 
i szkoła miejska, aż znów 1907 r. Jezuici dom ten nabyli na własność. 

Niemal równocześnie z domem profesów powstał Dom nowicyatu 
w Krakowie. Na prośbę Possewina, za poparciem króla Stefana, oddał 
na ten cel 1583 r. znany nam ks. Płaza, kościół św, Szczepana z probo- 
stwem i filialnym kościołem św. ap. Macieja i Mateusza. Dyplom erekcyjny 
wydał król dnia 4 marca 1585 r., uposażyła zaś nowieyat t. r. na prośbę 
ks. Skargi, starościna Anna Kormanicka, nadaniem wsi Stępocice, Lipówka 
i Przecławek, do których przybyło z biegiem lat od różnych dobrodzie- 
jów, 7 wsi, 4 realności pod miastem, browar i młyn i przeszło 70.000 zip. 
w legatach. Trzej bracia Korycińscy, Mikołaj, Andrzej, Krzysztof, czwarty 
Stefan, syn Mikołaja, kanclerz w. k. wyłożyli w XVII wieku znaczne sumy 
na odnowienie i rozszerzenie dwoma kaplicami kościoła św. Szczepana. Go- 
tycki kościółek św. Macieja z XV wieku odnowili, a raczej popsuli, bo 
w barokowym stylu. Jezuici swym kosztem. 

Nowicyuszów bywało 40, nawet 80 i więcej, z senatorskich i szla- 
checkich rodzin, ale także z mieszczan; dopiero wskutek upadku miast, 
pod koniec XVII i w XVIII wieku wstępowała nawet na braci, niemal wy- 
łącznie szlachta. W Stępocicach postawiono dla nich obszerną willę 
z kaplicą i urządzono koło 1600 r. jakby drugie Icolegium. Tu oni chronili 
się podczas zarazy lub wojny. W Zielenicach i Markocicach, 
były obok dworków kościoły, w których katechizowali lud, równie jak 
w mieście, gdzie obsługiwali szpitale, czasem i więzienia. 

W domu Św. Szczepana zamknął 3 października 1593 r. pracowity 
żywot O. Stanisław Warszewicki, służąc zapowietrzonym. Najznaczniejsza 
to po Skardze osobistość, ozdoba zakonu. Z tego też domu rozchodzili się 
misyonarze w różne strony, r. 1706 dawali wielkie misye w 13 pogranicz- 
nych wsiach słowiańskich komitatu Orawy (Arva) w Węgrzech. 

Proboszczem św. Szczepana bywał każdorazowy rektor, zarządzał zaś 
parafią przez świeckiego księdza, vicarius perpetuus. Nie podobało się to 
niektórym zazdrosnym, czy niechętnym z kapituły, więc nakłonili biskupa 
krakowskiego Felicyana Szaniawskiego, że 1732 roku odebrał Jezuitom, za 



— 167 — 

zgodą wszelako jenerała zakonu, kościół św. Szczepana z probostwem i upo- 
sażeniem, prawo kolatorstwa przelał na biskupa, ich zaś zobowiązał, aby 
co niedzielę i kiedy potrzeba, mówili w tymże kościele kazania i słuchali 
spowiedzi. 

Podczas konfederacyi barskiej część gmachu nowicyackiego służyła 
Rosyanom na szpital, chorych i rannych pielęgnowali Jezuici swym ko- 
sztem, zato wolni byli od kontrybucyi i gorszych od niej rewizyi za bun- 
townikami (konfederatami). 

Od podziału dwóch prowincyi zakonu na cztery r. 1756, dom nowi- 
cyatu należał do prowincyi wielkopolskiej. Nowicyuszów bywało już tylko 
20, zato zaprowadzono kurs retoryki, historyi, geografii i francuskiego ję- 
zyka dla tych, którzy ukończyli nowicN-at. Po kasacie zakonu 1773 r. je- 
zuicki kościółek św. Macieja i Mateusza przyłączono jako filię do fary św. 
Szczepana, obydwa zaś, na rozkaz austryackiego rządu rozebrano na wio- 
snę 1802 r., aby uzyskać plac pod nowe koszary cesarskie. Koszar nie po- 
stawiono, plac » Szczepański* pusty, tylko w dni targowe zapełnia się kra- 
mami i wozami wiejskimi. 



§. 72. Kolegium w Lublinie. — Stacye misyjne w Chodlu, Godowie 
i Michowie. 1582—1773. 

Wojowniczego króla Stefana, naśladowali jego rycerze, chorąży w. k. 
Bernard Maciejowski i rotmistrz Mikołaj Zebrzydowski, i zmówiwszy się 
w obozie pod Wielkiemi Łukami 1581 r., założyli z swej ojcowizny Jezui- 
tom kolegium w Lublinie, » siedzibie wszystkich sekt i zlewku wszelkich 
herezyi, a pozbawionym prawie całkiem pomocy kapłanów i kaznodziei*. 
Uposażyli je 1582 r. hojnie, chorąży połową miasteczka Chodel, folwarkami 
Ratpszyn i Godów; rotmistrz dobrami Ceteń, Puszno i Wólka, którym przy- 
było 1594 r. Jeżewo, nadane przez kardynała Jerzego Radziwiłła i kra- 
kowską kapitułę; Michów 1732 r. od Jezuity Adama Michowskiego ; wieś 
Lemszczyzna i folwark Rudy 1760 r. Brakowało domu, więc podarował 
swą kamienicę w Lublinie Andrzej Tęczyński wojewoda bełzki, siostra zaś 
jego Katarzyna księżna Słucka, oddała swój ogród i 16.000 złp. na budowę 
kolegium, pod które odpowiedni plac ofiarowało miasto. Jenerał Akwawiwa 
zatwierdził fundacyę lubelską 1582 r. 

Dwaj pierwsi Jezuici, Stanisław Warszewicki i Szymon Wysocki, 
przybyli już 1581 r., otwarli rezydencyę; przez 4 lata, dopokąd nie wybu- 
dowali własnej kaplicy, pracowali przy kolegiacie jako kaznodzieje-misyo- 
narze. W r. 1586 rozpoczął Warszewicki z jałmużn panów i szlachty, zjeż- 
dżających się do zamożnego wówczas i ludnego (30.000 mieszkańców ró- 
żnych wiar i narodowości) Lublina na kadencye trybunalskie, budowę 
trzechpiętrowego kolegium i świątyni, »mogącej zdobić pierwsze stolice 
Europy «. Konsekrował ją, i udarował wielkim krucyfiksem srebrnym i re- 
likwią Św. Bernarda, główny jej fundator, podówczas biskup krakowski 
Bernard Maciejowski. 

Szkoły, bo nie miał ich Lublin, gramatykę i humauiora otwarto po 
Wielkiejnocy 1586 r.; retorykę i bursę ubogich w roku następnym; filozo- 



— 168 — 

fię, matematykę i fizykę dopiero 1617 — 1619 r. z legatu (10.000 złp.j Agnie- 
szki z Tęczyńskich Firlejowej; seminaryum kleryków z katedrą teologii 
moralnej z zapisu kanon, sandomirskiego Wojciecha Rejmińskiego 1675 r., 
zakład ten powierzył biskup Sołtyk 1760 roku XX. Misyonarzom (Łazarzy- 
stom); wreszcie dwie katedry teologii dogmatycznej, trzecią kazuistyki 
i kontrowersy, z zapisu Jana Iłowieckiego 1699 roku, ale dla wojen i pro- 
cesów, zrealizowanego dopiero 1731 r. Nie brakło na drobniejszych lega- 
tach dla bursy ubogich, i na stypendya dla zdolnych uczniów. 

Świetny był stan szkół lubelskich, plus quam mille przeszło 1.000 
uczniów, wiele z rodzin dyssydenckich. Trwała ta świetność po upadku 
Lublina, a już podobno żadne szkoły nie witały tylu królów, dygnitarzy 
rzpltej, deputatów trybunalskich i znakomitych osobistości, akademiami 
uczonemi, dyalogami, teatrem, żadne też szkoły nie dostarczały tyle burd 
studenckich, jak lubelskie. 

W chwili przybycia Jezuitów, Lublin był istotnie według słów aktu 
fundacyjnego, »sedes et colluvies siedzibą i stekiem wszelkich herezyi«, ale 
głównie aryanizmu, z głośnym ex-księdzem Marcinem Czechowiczem i Ja- 
nem Niemojewskim na czele. Obok 8 kościołów katolickich, istniały zbory 
ariański i kalwiński ze szkołami, luterski, braci czeskich i cerkiew schiz- 
matycka. Przeciw nim zwrócili swe kazania w kolegiacie, u Franciszka- 
nów, Dominikanów i PP. Brygitek, 00. Warszewicki, Wysocki, Justus 
Rab, Radzimiński, Kulesza, tędzy mówcy i teolodzy. Wezwani przez Cze- 
chowicza i Niemojewskiego na dysputę w kolegiacie o Bóstwie Chrystuso- 
wem, wyznaczyli na nią O. Raba; zakończyła się smutnie, bo paraliżem 
Czechowicza. Ponawiały się te dysputy przy otwarciu szkół i podczas ka- 
dencyi trybunalskiej. 

Równocześnie dla l^atolików lubelskich założył 1587 r. O. Warszewi- 
cki kongregacyę maryańską studentów i literatów i szpital św. Łazarza, 
ks. Skarga zaś w maju 1589 r. Bractwo miłosierdzia. Obsługiwali szpital 
miejski św. Ducha, w którym umarł 1608 r, rajca lubelski i burmistrz, pi- 
sarz, poeta i filozof Sebastyan Acernus Klonowicz, Jezuitów zrazu przeci- 
wnik. Kapelanami byli miejskiego i trybunalskiego więzienia. 

Podczas przedrokoszowego zjazdu szlachty w Lublinie 1606 r., zeszli 
się w kolegium jezuickiem regaliści, Stanisław Żółkiewski, kaszt, lwowski 
i Jan Firlej, podskarbi koronny i starosta lubelski, i po naradzie wypra- 
wili O. Kuleszę z ostrzeżeniem do Zygmunta III w Warszawie, aby co prę- 
dzej ubiegł Kraków, bo opanować go zamierzał Zebrzydowski, aby jako 
pan stolicy, tem śmielej traktować z królem. Mszcząc się zato rokoszanie, 
gdy po przegranej pod Guzowem przeprawili się przez Wisłę, poniszczyli 
srodze wsie i folwarki jezuickie. 

Król Jan Kazimierz wyprawiając się na potrzebę beresteczką z Ko- 
zactwem i Tatarami, w maju 1651 r., zatrzymał się w Lublinie i modląc 
się przed cudownym obrazem bł. Stanisława Kostki, ofiarował mu ex-voto 
srebrną, złoconą suknię, wartości 1.000 złp. 

Szwedzi jenerała Duglasa 1655 r. i band}' Rakoczego 1657 r. zrujno- 
wały zamek i mury, których nie naprawiono potem, zubożyli miasto kon- 
trybucyami i grabieżą. Do bezbronnego miasta, popaliwszy przedmieścia, 
wpadli Tatarzy 1682 r., złupili je i nabrali jeńca. Doszło do tego, że depu- 



— 169 — 

tatom trybunalskim brakło mieszkań, więc przemocą wyrzucali właścicieli 
z domów. Pożar 1702 r. zniszczył ich połowę, w płomieniach klasztoru Wi- 
zytek straciło 5 zakonnic, 19 panienek życie. Kolegium jezuickie tak było 
zdezolowane i zubożałe, że gdy w niem odbyć się miał sejm nadzwyczajny 
dnia 19 czerwca 1703 roku, to król August II przysłał, na prośbę O. Voty, 
200 czerw. zł. na jego połatanie. Sejm lubelski nadał miastu » przywileje 
i honory« Krakowa, ale to nie poprawiło niedoli, owszem wojna północna 
spotęgowała ją jeszcze. 

Ledwo się dźwignęło nieszczęśliwe miasto, aliści wielki pożar dnia 
10 czerwca 1752 r. zniszczył je do połowy, spalił dachy wspaniałego ko- 
ścioła Jezuitów, pod ciężarem spadających belek zawaliło się sklepienie, 
spłonął gmach szkolny i część kolegium. Odbudowano je w dwóch latach, 
a kościół otwarto w dzień Św. Stanisława Kostki 1757 r. uroczyście. 

Jezuici lubelscy będąc w kolegiacie kaznodziejami także trybunal- 
skimi, przedajnym i stronniczym sędziom dokuczali do żywego. Roku 1759 
zaskarżono ich do biskupa Sołtyka, ale ten przeczytawszy kazanie, nie 
znalazł nic zdrożnego, uprzedzony jednak przez audytora swego, kanonika 
Czernego i niektórych kanoników kolegiaty lubelskiej, nie był im łaskaw 
i nękał przez lat kilka. 

Podczas konfederacyi barskiej, Rosyanie zająwszy Lublin, więzili 
w nim pojmanych w boju konfederatów Bierzyńskiego ; twardym losem 
więźniów zajął się troskliwie, rektor Maciej Szembek. 

W roku kasaty 1773 lubelskie kolegium liczyło 73 osób. Przy szko- 
łach z kursem filozofii i teologii, istniał konwikt, bursa ubogich i muzy- 
ków, znaczna biblioteka, dmkarnia (od 1688 r.) i apteka; na folwarkach 
młyny, browar i gorzelnia, roczny dochód z dóbr i realności 37.453 złp. 

W miasteczku C h o d 1 u , którego drugą połowę dokupiono za 
45.000 złp., z pięknym kościółkiem Matki Boskiej Loretańskiej, w G o d o- 
wie i Michowie były stacye misyjne. 

Kościół i gmachy pojezuickie objęli 00. Trynitarze z obowiązkiem 
utrzymania szkół niższj^ch. Po spaleniu się kościoła 1803 r. rząd austryacki 
przerobił go na magazyn wojskowy, ale wskutek erygowania dyecezyi lu- 
belskiej 1805 r., odnowił go naprędce i oddał na katedrę biskupią, i jest 
nią dotąd. W gmachach pojezuickich umieszczono po 1831 r. gimnazyum 
rosyjskie. 



§. 73. Kolegium w Kaliszu, w województwie kaliskiem, archidyecezyi 
gnieźnieńskiej. 1582—1773. 

Obok Hozyusza drugi filar katolicj^zrau w Polsce, prymas Stanisław 
Karnkowski, postanowił za zgodą kapituły w archidyecezyi gnieźnieńskiej 
cierpiącej bardzo na bi-ak kleru, otworzyć seminaryum duchowne i wyższe 
szkoły, nie w małem Gnieźnie, ale w znacznem wojewódzkiem mieście Ka- 
liszu, Więc 1582 r. sprowadził z Poznania dwóch Jezuitów, aby w kolegia- 
cie kaliskiej mówili kazania, słuchali spowiedzi. Podarował im dworzec ar- 
cybiskupi z ogrodami, kamienicę w mieście, obszerne place pod kościół 
i kolegium, które według planu jezuickiego architekta brata Jana Bernar- 



~ 170 — 

doni z Como, swym kosztem budował. Z kolegium połączył simul et semel 
semiuaryum dyecezyalne, i bursę na 100 uczniów bursa Karnkomana, upo- 
sażywszy koleg-ium dobrami Sławno, Kokanin, Lisków i Zychów; semina- 
ryum dobrami Mazów, Romartów i Łęka, bursę wsią Marctiwacz i kapi- 
tałem 50.000 złp. Do szkół jezuickich przyłączył szkółki, farną i kolegiacką 
jako przygotowawcze do gimnazyum; nauczali w nich świeccy nauczyciele, 
mianowani przez prepozyta kolegiaty i rektora, pod kierunkiem ks. pre- 
fekta szkól. Pierwotny akt fundacyjny 1583 r., zmienił prymas w niektó- 
rych szczegółach drugim aktem z d. 30 kwietnia 1586 r., zatwierdzonym 
przez Zygmunta III i Grzegorza XIV. Do tych zakładów naukowych przy- 
była 1606 roku bursa ubogich i muzyków, utrzymywana z funduszu Sary 
Taleskiej (2.000 złp., dom i ogród) i z stypendyów, przez niektórych kano- 
ników i proboszczów ustanowionj^ch, oraz konwikt szlachecki imienia Czy- 
żewskich 1643 r., bo z legatu (9.800 złp.) oficyała kaliskiego Balcera Czy- 
żewskiego i mniejszych zapisów powstały. 

Prymas ukończył budowę kościoła 1596 r. Na konsekracyi jego przez 
sufragana gnieźnieńskiego Gniazdowskiego 8 września, powiedział wspa- 
niałe kazanie o » dwojakim kościele chrześcijańskim, powszechnym i muro- 
wanym* i dedykował Zygmuntowi III; obdarzał świąt3^nię srebrami i apa- 
ratami kosztownymi, i w niej pod prezbiteryum kazał się pogrzebać. Je- 
zuitom postawił tylko właściwe kolegium, czyli mieszkanie zakonne (po 
prawej stronie kościoła), przy niem zaś » pałacyk* dla siebie, w którym 
najchętniej przebywał, ciesząc swą starość widokiem doborowej młodzieży 
i częstą z nią rozmową. Gmachy po lewej stronie kościoła, w których mie- 
ściły się szkoły i drukarnia, stanęły w latach 1644—1652 i 1678—1680 hoj- 
nością prymasa Macieja Łubieńskiego, a w części prymasa Olszowskiego. 

Szkoły, humaniora z retoryką, otworzył yicerektor Kasper Sawicki 
1586 — 1587 r.; trzechletni kurs filozofii z matematyką i fizyką wprowadził 
rektor Kasper Moraris 1596—1599 r. Z otwarciem seminaryum 1591 r. roz- 
poczęto kurs teologii moralnej, a roku 1596 mniejszy kurs dogmatycznej; 
wielki zaś czteroletni kurs teologii przybył dopiero 1731 roku z funduszu 
(20.000 złp.) ks. ofcyała i dziekana uniejowskiego Jana Gałczyńskiego, oraz 
40.000 złp. Antoniego Czapskiego, ojca Jezuity Marcyana. Słusznie na- 
zwano te szkoły »akademią* kaliską, 600 — 800 uczniów uczęszczało do niej. 
Intrygą kilku kanoników gnieźnieńskich, a uchwałą łowickiego synodu 
1622 roku prymas Wawrzyniec Gembicki, przeniósł, wbrew wyraźnej woli 
fundatora, ale za zezwoleniem papieża, seminaryum z jego uposażeniem 
do Gniezna. Napróźno prymasi Wężyk, Łubieński i Prażmowski, r. 1637 
do 1643 i 1667 r., starali się sprowadzić je napowrót do Kalisza. Oparła się 
kapituła, nędzny jednak stan gnieźnieńskiego seminaryum spowodował 
prymasa Stanisława Szembeka, iż 1718 r. oddał je w zarząd XX. Misyo- 
narzom. 

Królowie, Zygmunt III r. 1595 i 1623, Jan Kazimierz 1657 r. z kró- 
lową, która z swym dworem przez 3 tygodnie mieszkała w części kole- 
gium, prymasi, biskupi i dygnitarze odwiedzali raz po raz kolegium i aka- 
demię kaliską, uczczeni zawsze oracyą, czasem dyalogiem, teatrem. 

Wojny, mory i klęski publiczne, które ze Jana Kazim. i w XVIII w. 
trapiły rzpltę, zrujnowały także dobrobyt Kalisza, podcięły fortunę kole- 



— 171 — 

gium, mimo to dobra jego ziemskie w chwili kasaty, szacowano na 
567.264 złp. z rocznym dochodem 31.340 zip. 

Niecny prymas Podoski już 18 października 1773 r. przez delegatów 
swych objął w posiadanie kaliskie kolegium i kościół, brewe zaś Klemen- 
sowe ogłosił 12 listopada. W gmachach pojezuickich po jednej stronie ko- 
ścioła umieszczono szkoły wojewódzkie, konwikt szlachecki, nowicyat i szpi- 
tal Braci miłosiernych; po drugiej stronie, urządzono komorę mundurów 
wojskowych, magazyn zboża i kaplicę luterską. Rząd pruski usunąwszy to 
wszystko, przerobił kolegium na szkołę korpusu kadetów 1795 r. i biura 
prezydentury prowincyalnej. Za polskich rządów 1807 — 1832 roku obrócono 
całe kolegium na koszary i szkołę kadetów. Wspaniały kościół Św. Woj- 
ciecha i Stanisława, odarty ze sreber i ozdób, podarował 1798 r. arcybiskup 
Krasicki rządowi pruskiemu, ten zaś zamienił go na zbór protestancki 
i jest nim po dziś dzień. 



§. 74. Kolegium Bożego Ciała i Dom 3-ej próby i nowicyatu św. Mi- 
chała w Nieświeżu, w województwie nowogrodzkiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. — Stacye misyjne w Małkowiczach i Łochowie. 1582—1773. 

Nawrócony przez ks. Skargę Mikołaj Radziwiłł Sierotka, chcąc na- 
prawić złe wyrządzone Bogu i ludziom przez rodzica swego »herezyarchę« 
Mikołaja Radziwiłła Czarnego, postanowił założyć kolegium jezuickie 
w dziedzicznym Nieświeżu nad rzeką Uszą, drewnianej, na pół chłopskiej, 
na pół żydowskiej mieścinie. Więc na wiosnę 1582 r. uprosił sobie u pro- 
wincyała Campano, 00. Wojciecha Mroskowskiego i Krzysztofa Ostrow- 
skiego, którzy w drewnianym kościółku farnym rozpoczęli pracę jako ka- 
znodzieje-misyonarze. 

Ale Jezuitom nie podobał się Nieśwież, Mroskowski nazwał go spe- 
lunca, jaskinią, woleli Nowogródek. Ubodło to księcia, więc zanim dre- 
wniany Nieśwież przebudował na murowane, obronne miasto, zaludnił rze- 
mieślnikami i kupcami z Niemiec, obdarzył prawem magdeburskiem, zobo- 
wiązał się aktem fundacyjnym 1584 r, dźwignąć kościół Bożego Ciała, we- 
dług planu brata Bernardoni i kolegium, które uposażył dobrami Lupsk, 
z 6 wsiami. Pomnożył fundacyę Zygmunt Radziwiłł, krajczy w. 1., folwar- 
kami Rudawka i Uźanka pod miastem. W 4 lata potem kolegium już stało 
gotowe, w 9 lat wspaniały kościół, który dla mnogości nagrobków nie- 
świezkich Radziwiłłów, nosi cechę wielkiego grobowca; konsekrował go 
nuncyusz 7 października 1601 r. 

Pierwszym rektorem nieświezkim był O. Mroskowski, który 1586 
i 1587 r. otworzył niższe szkoły, wnet potem humaniora z retoryką. Ka- 
tedrę filozofii er3^gował rektor Jędrzej Łuszkowski 1641 roku. Obok szkół, 
konwikt 1620 r. z funduszu (20.000 złp.) Andrzeja Skorulskiego, ojca dwóch 
Jezuitów, Zachariasza i Pawła; bursa ubogich i muzyków, dla której hoj- 
nym był książę Sierotka, a sam wysoce uczony, opiekował się zdolną a bie- 
dną młodzieżą. Synów swoich wychowywał na zamku, ale pod kierunkiem 
O. Alanda, Lwowianina. Uczniów wszystkich bywało do 300 i więcej. 
Wszelkie zjazdy, festyny na przebudowanym prawie z nowa przez księcia 



— 172 — 

Sierotkę zamku, wszelkie uroczj^stości kościelne i częste pogrzeby, na które 
zjeżdżała cała Litwa, nie obyły się bez udziału młodzieży szkolnej. 

Pracę kapłańską rozpoczął O. Mroskowski od nawrócenia z schizmy 
młodziutkiej żony księcia Sierotki, Elżbiety Eufemii Wiśniowieckiej, zmar- 
łej w 27 r. życia w Białej 1596 r. Przez nią nawrócił 1589 roku jej brata,^ 
pana na Rakowie nad rzeką Isloczą, i matkę obojga, Eufemię z Wierzbic- 
kich, od lat 20 kalwinkę i kalwinów patronkę. Nawracano corocznie sporo 
różnowierców, którzy za Eadziwiłła Czarnego w obszernych dobrach jego 
zagęścili się bardzo, i jeszcze więcej schizmatyków w nowogrodzkiem i miń- 
skiem województwie. Katechizacyami i misyami po parafiach, pouczana 
lud ciemny i niepojętny. W kościele Bożego Ciała sam książę Sierotka za- 
łożył i nadał 1590 roku arcybractwo miłosierdzia i skrzynkę św. Mikołaja, 
później powstały inne bractwa. Rektorowie byli proboszczami nieświezkimi, 
i przez świeckiego kapłana administrowali parafią. 

W wojnie moskiewsko-kozackiej, z końcem września 16.55 roku Nie- 
śwież zdobyty, zlupiony, ludność, która się do kościoła i kolegium schro- 
niła, wraz z trzema Jezuitami, przez Kozaków Złotarenki w pień wy- 
cięta. Powtórzył się napad 1660 r. Moskwy i Kozaków, kolegium i kościół, 
groby nawet i trumny zlupione i odarte. Karol XII zdobywszy miasto i za- 
mek 1706 r., wydał je i całą okolicę na łup i spustoszenie Szwedom. Nie 
wspominam o zdzierstwach i okrucieństwach ^północnych gości«, 1709—10, 
1719—20 i 1771-74. 

Oprócz kolegium, mieli Jezuici w Nieświeżu dom nowicyatu 
i 3-ej probacyi na górze Aniołów, albo św. Michała. Jeszcze 1586 r. po- 
stawił tam książę Sierotka kaplicę św. Rafała jako ex-voto za szczęśliwie 
odbytą pielgrzymkę do Ziemi Św., opatrzył funduszem i aparatami i oddał 
Jezuitom w zarząd. Hetman Jan Karol Chodkiewicz wybudował na miej- 
scu kaplicy piękny kościół św. Michała, obsługiAvany także przez Jezuitów, 
snąć na pamiątkę, że córka jego z pierwszej żony Mieleckiej, Anna, wy- 
chowała się w klasztorze PP. Benedyktynek, założonym 1591 roku przez 
księcia Sierotkę, syn zaś Hieronim, młodo zmarły, w szkołach jezuickichr 
Rektor Michał Ginkiewicz otoczył 1644 r. kościół 9 kaplicami na cześć ty- 
luż chórów Anielskich, stąd nazwa góry Aniołów, góry św. Michała. 

Ponieważ prowincya litewska nie miała osobnego domu dla księży 
3 probacyi, i ci mieścili się w nieświezkim kolegium, pi'zeto rektor Michał 
Bujnowski, otrzymawszy 1685 r. od Tobiasza i Elżbiety Grochowskich za- 
pis dóbr Kukowicze, Małkowicze na Polesiu i Łochów nad rzeką Naczą, 
przystąpił 1686—1688 r. do budowy domu 3 probacyi przy kościele św. Mi- 
chała. Dobrodziejami tego domu byli ordynaci: Michał Kazimierz Radzi- 
wiłł, syn Karol Stanisław, wnuk Michał Kazimierz Rybeńko z żoną Fran- 
ciszką z Wiśniowieckich, cześnik wendeński Mikołaj Misztołd i państwa 
Wojniłowiczowie. Księża probaniści, bywało ich 8—12, oddani ascezie, wy- 
jeżdżali tylko w poście wielkim na misye ludowe. W odległych i bezdro- 
żnych Małkowiczach i w Łochowie pobudowano kościółki z stacyarai mi- 
syjnemi. 

Szwedzi 1706 r. złupili i spalili dom i kościół św. Michała, odbudo- 
wał go pięknie ordynat Michał Kazimierz Rybeńko 1736 r., dom odnowili 
1707—1714 r. rektorowie Miluński i Bielski. Dzielił on zresztą losy i koleje 



— 173 — 

kolegium Bożego Ciała, razem z niem należał do prowincyi litewskiej, od. 
r. 1756 r. do mazowieckiej; i wtenczas (r. 1760) umieszczono tu nowicyat, 
razem z niem zniesiony 1773 r. Kościół Bożego Ciała pozostał jednak i na- 
dal parafialnym, podczas gdy kościół Św. Michała stał długo pustką, aż g-o 
rząd rosyjski zamienił na mag-azyn wojskowy. W gmacłiach kolegium mie- 
ściły się szkoły powiatowe, zamknięte ukazem Mikołaja I roku 1835; dom 
3 próby i nowicyatu opuszczony niszczał, aż zamienił się w gruzy. 



ROZDZIAŁ XVIL 

Kolegia i domy założone w pierwszej dobie rządów Zygmunta 

1588-1608. 



§. 75. Jezuici w Gdańsku. — Kolegium gdańskie w Szotlandzie na 
Pomorzu w dyecezyi kujawskiej. — Misye w Gemlicach i Czapielsku. 

1584—1773. 

Gorliwy biskup kujawski Hieronim Rozdraźewski, pragnął już 1582 r. 
osadzić Jezuitów w zamożnym Gdańsku, gdzie rozzuchwaleni protestanci 
uciskali srodze garstkę katolików, Ale magistrat, który rozporządzenia 
królów i biskupów uwzględniał o tyle, o ile popierała je siła zbrojna, po- 
stanowił za wszelką cenę nie dopuścić do tego. Jakoż nie udało się bisku- 
powi otworzyć kolegium i szkół w samym Gdańsku, ale też nie zdołał ma- 
gistrat przeszkodzić stałej misyi Jezuitom intra muros. Pracowali oni przy 
kościele PP. Brygidek, w własnej kaplicy, i w królewskiej kaplicy, a ra- 
czej kościółku, za króla Jana III zbudowanym, i to nieprzerwanie od 
1584 r. aż do kasaty 1773 r. Co więcej, Rozdraźewski zamyślał oddać Je- 
zuitom dawną farę, wspaniały gotycki kościół Panny Maryi, odebrawszy 
go pierw lutrom, więc pieniał się z nimi przez lat 8, uzyskał dekreta kró- 
lewskie, ale że tych nie poparł król wojskiem, magistrat złożj^ł je do teki. 

Co gorzej, przez sekretarza swego podburzył 1600—1608 r. przeciw 
Jezuitom zakonnice św. Brygidy, których dobra bezprawnie zajął w admi- 
nistracyę, iż się udały pod jego opiekę przeciw rozporządzeniom własnych 
biskupów i zewoliły na wydalenie siłą i mocą Jezuitów z mieszkania i ko- 
ścioła Św. Br^^gidy 1610 r. Więc zacny proboszcz gdański Mileniusz, przy- 
jął ich jako swoich pomocników na probostwo, w pobliżu zamienionego na 
zbór kościoła Panny Maryi. Tu oni w obszernej izbie urządziwszy kaplicę, 
mówili kazania, słuchali spowiedzi. Na rozkaz króla Zygmunta, który 
1623 r, do Gdańska zawitał, wrócili do kościoła Św. Brygidy, i nie opusz- 
czając swej kaplicy, pracowali tam aż do 1641 r., w którym intrygi dwóch 
Cystersów i części zakonnic, odsunęły ich od ambony i konfesyonału tegoż 
kościoła. Wytoczyli wprawdzie proces w Rzymie, ale pomimo dekretów 



- 174 — 

Urbana VIII r. 1643 i Innocentego X r. 1648 dla nich przychylnych, nie 
powrócili więcej. Miejsce ich zajęli zreformowani księża Brygidy anie. 

Ale i z onej kapliczki prywatnej na probostwie, wyrugować ich 
usiłował magistrat, banitował ich kilkakrotnie, uważał za intruzów, nie 
miał jednak odwagi użyć przemocy. Zato kiedy za naleganiem króla So- 
bieskiego, otwarto i poświęcono 1 stycznia 1683 r. sacellum gedanense re- 
gium, magistrat wyjednał u króla, pozyskanego darem 200.000 zip. od mia- 
sta, formalny zakaz Jezuitom, odprawiania mszy św. w nowej kaplicy 
i polecenie zamurowania furtki, prowadzącej do niej z ich mieszkania. Do- 
piero król Fryderyk August, odbierając hołd Gdańska, wydał Jezuitom 
8 kwietnia 1698 r. przywilej na swobodne używanie kaplicy królewskiej, 
z zastrzeżeniem wszelako praw proboszczowskich. Magistrat protestował, 
przemocą odganiał Jezuitów od kaplicy, zgromiony od króla, porozumie- 
wał się z proboszczami Janowiczem i Korczem, iż ci nawet podczas zarazy 
1706, 1709 i 1710 r. utrudniali Jezuitom udzielanie sakramentów zapowie- 
trzonym. Więc biskup Felicyan Szaniawski, aby intrydze przeciąć drogę, 
wydał d. 18 grudnia 1719 r. »Ordynacyę misyi Towarzystwa Jezusowego 
przy królewskiej kaplicy i farze gdańskiej*. Odtąd Jezuici jako pomocnicy 
proboszcza i misyonarze kanonicznie przy kaplicy ustanowieni, i fundacyą 
stałą od tegoż biskupa opatrzeni, pracowali spokojnie w polszczącym się 
coraz więcej Gdańsku, aż do kasaty 1773 r. W katalogach też zakonu od 
1721 r. figuruje Missio gedanensis in Faraff {Pfarrhoff), przyłączona do kole- 
gium gdańskiego w Szotlandzie. 

Założył je na przedmieściu gdańskiem biskup Hieronim Rozdrażew- 
ski, 8 stycznia 1592 r. i 15 stycznia 1593 r., przekonawszy się, że w mie- 
ście samem magistrat luterskl szkół jezuickich nie ścierpł, zwłaszcza, że, 
aby je uczynić niepotrzebnemi, farną szkołę luterską, zamienił na gimna- 
zyum, lateinische Oberpfarrschule. Dopiero jednak 1616 r. wybudowano kole- 
gium, uposażone od fundatora wsią Gembice, do której Jezuici dokupili 
dobra Czapielsk i folwark podmiejski Nytych z rocznym dochodem 
20.000 złp. 

Szkoły z retoryką otworzył rektor Pichert 1619—1620 r., filozofię, 
z zapisu ks. oficyała pomorskiego Jana Jugowskiego, otwarto dopiero 
1711 r., teologię z seminaryum dla 6 kleryków pomorskich, z fundacyi bi- 
skupa kujawskiego Felicyana Szaniawskiego, 1712 roku. Podczas wojen 
szwedzkich 1626 i 1656 r. szkoły zamknięte, kolegium rozproszone, dobra 
jego złupione. Pomimo to magistrat gdański ogłosił Jezuitów za zdrajców, 
sprzyjających Szwedom, więc gmin miejski, korzystając z bezkrólewia 
1668 roku, złupił i zburzył kolegium i kościół, wnet potem rozgoniwszy 
uczniów, zniszczył budynek szkolny. Rektor Szczepan Skarzewski wybu- 
dował 1676 roku na prawym brzegu Raduni nowe kolegium z kaplicą pu- 
bliczną, na której miejscu stanął 1722—1726 r. po dziś istniejący kościół, 
fara szetlandzka. 

Jezuici gdańscy już 1582 r. rozpoczęli pracę misyjną w podwójnym 
kierunku. Nawracali różnowierców nie tyle w Gdańsku, jak w Gemlicach, 
na Żuławach i w okolicy, po 90 i więcej osób rocznie. Umacniali w wierze 
katolików katechizacyą, misyami, bractwami, a równocześnie dopomagali 
opatom i biskupom do reformy klasztornej, Cystersów w Oliwie, Cystersek 



— 175 — 

w Żarnowcu, Norbertanek w Żukowie, Brygidek w Gdańsku. Po otwarciu 
kolegium gdańskiego w Szotlandzie, dwóch lub trzech jego księży, praco- 
wało w roli pomocników proboszcza w samym tylko Gdańsku, dwóch in- 
nych na całem Pomorzu. Stałe misye utrzymywali przy kościółkach w G e m- 
licach i Czapielsku, które wymurowali. Poświęcenia swego złożyli 
dowody, ku zdziwieniu różuowierców, podczas morów, które w latach 1602, 
1620, 1624, 1653, a zwłaszcza 1708 — 1711 r., (umarło wtenczas w samym 
Gdańsku 24.500 osób), trapiły ścieśnione murami a ludne bardzo miasto. 

Od listopada 1733 r. do czerwca 1734 r. prawowity król polski Sta- 
nisław Leszczyński, napierany przez Sasów Augusta III i Rosyan jenerała 
Lascy i Miinnicha, schronił się w obronnym Gdańsku. Lascy stanął kwa- 
terą w Gemlicach, kazał przeszukać kościół i kolegium, a nie znalazłszy 
ani ukrytej broni, ani ludzi, zostawił w pokoju. Miinnich wyciął ogrodowe 
drzewa na pale do umocnienia wału. Oblężeni jednak Gdańszczanie uwie- 
rzyli plotce, że Jezuici przez swój ogród wpuścili Rosyan do Szotlandu, 
ukrywają ich w piwnicach i t. d., więc ogień swych bateryi skierowali na 
kościół i kolegium i uszkodzili je mocno. Po kapitulacyi Gdańska dnia 
28 czerwca 1734 r., aż do końca sierpnia, kolegium szetlandzkie służyło za 
więzienie (libera custodia) dla wziętych w niewolę senatorów i dygnitarzy 
króla Leszczyńskiego, jak: prymas Potocki, pięciu Czartoryskich, trzech 
Załuskich, Stanisław Poniatowski, Franciszek Ossoliński, ks. Wacław Hie- 
ronim Sierakowski, Jerzy Sapieha, Gurowski, pułkownik Błędowski i t. d. 
Rektor Dobrski oddał im gmach szkolnj^ na mieszkanie, łagodził jak mógł 
przykrości niewoli, zażył jednak nie mało kłopotu, gdy jeden z nich, pod- 
wojewodzic wileński Horain, uszedł szczęśliwie. 

Ponieważ przedmieście Szotland (nie Gdańsk) dostało się pierwszym 
rozbiorem Polski pod panowanie pruskie, przeto brewe Klemensa XIV 
ogłoszone zostało Jezuitom dopiero 1780 r. Pozostali oni jako Collegium Pa- 
trum litteratorum przy nauczaniu w szkołach z filozofią i teologią jeszcze 
lat kilkanaście, ale cyfra uczniów z 600 spadła na 200. Dziś tam probo- 
stwo i fara. 



§. 76. Kolegium i konwikt szlachecki we Lwowie w województwie 

ruskiem, archidyecezyi lwowskiej. — Misye w Baczowie, Mużyłowi- 

cach i Nastasowie. 1584—1773. 

Już 1571 r. 00. Skarga i Herbest kazaniami swemi dali poznać Je- 
zuitów we Lwowie, stolic}^ ruskiej, zamieszkałej przez Polaków i Niemców 
przeważnie katolików, Rusinów, Ormian, Wołochów schizmatyków i żydów. 
Dopiero jednak 1584 r. nowy arcybiskup lwowski Dymitr Solikowski spro- 
wadził 00. Benedykta Herbesta i Kaspra Nahaja, Tatara pojmanego chło- 
pięciem w boju, którego wojewoda podolski Jazłowiecki wykształcił w Kra- 
kowie i Rzymie na Jezuitę znakomitego. Pracowali w katedrze w kaplicy 
żebrackiej (Pana Jezusa Miłosiernego), mieszkali zrazu w arcybiskupim pa- 
łacu, potem w domku wynajętym przez obywatelkę lwowską Henclowa. 
Trwało to rok tylko, bo arcybiskup sprawował legacyę królewską w Rzy- 



— 176 — 

mie u Syksta V, Jezuici rozjechali się, Herbest na misj^^e na Rusi, Podolu 
i Wołyniu, Nahaj do Jarosławia. W lat kilka później, pani Henclowa, roz- 
żalona, że doprosić się nie mogła księdza do konającego swego męża, wy- 
budowała Jezuitom, za zgodą arcybiskupa, drewniany dom dwupiętrowy 
z kościółkiem na rezydencyę, do której wprowadził ich uroczyście arcybi- 
skup z kapitułą i klerem, witał zaś pięknym łacińskim wierszem poeta 
i rajca lwowski, Szymon Simonides. 

O. Marcin Laterna był pierwszym superiorem nowej osady, 00. Jan 
z Czarnkowa, Nahaj i Lawiński, później Jan Wąchalius, Stanisław Gro- 
dzicki pracownikami. Jedni reformowali kler świecki i klasztory rekolek- 
cyami, w których dla dania zachęty brał udział sam arcybiskup, drudzy 
mówili kazania w archikatedrze i kościołach lwowskich, nawracając ró- 
żnowierców, schizmatyków, a także »poturmaków«, t. j. tych, co w niewoli 
tureckiej lub tatarskiej zbisurmanili się, inni wreszcie, Herbest mianowicie, 
apostołem Rusi nazwany, i Nahaj, dokonali na misyach nawróceń najzna- 
komitszych rodzin, bo książąt Ostrogskich i Zasławskich, a z nimi znaczną 
część Rusinów na Podolu i Wołyniu, oderwali od schizmy. W roku 1599 
na życzenie arcybiskupa otworzyli dla kleryków dyecezyalnych kurs teo- 
logii moralnej. 

Znaleźli się i dobrodzieje, zacne matrony: Podleska, Cieklińska, 
ksieni i fundatorka Benedyktynek lwowskich Saporowska, wojewodzina po- 
dolska Sienińska, kasztelanowa kamieniecka Anna Sieniawska, kupcy za- 
możni: Jakób Torosiewicz i Konstanty Korniakt (Greczyn), a nadewszystko 
wojewoda sandomierski Jerzy Mniszech, który dał 10.000 zip. ; dwie siostry 
Mieleckie, córki hetmana, (Zofia 1" voto księżna Słucka, 2" voto Chodkie- 
wiczowa i Katarzyna Ostrorogowa wojewodzina poznańska), które nadały 
dobra Podusilna i Baczow; w końcu Stanisław Stadnicki z Żmigrodu, ka- 
sztelan przemyski, ten nadał dobra Zimnawoda, Nowosiółki, Laszki, Muży- 
łowice, Berdychów, Podłuby. 

Można już było przystąpić do fundacyi kolegium, zwłaszcza, że mar- 
szałkowa w. k. Elżbieta z Gostomskich Prokopowa Sieniawska, ofiarowała 
się na fundatorkę kościoła. Trudność wielka o plac odpowiedni. Król na- 
znaczył Zarwanicę, nieprawnie zabudowaną przez żydów. Oni ofiarowali 
pieniądze na kupno placu, bj^le pozostali w swej dzielnicy. Mieszczanie 
wzbraniali się sprzedać swe domy, inni stawiali niezmiernie wysokie ceny, 
opierał się i magistrat wykupywaniu domów miejskich; pomimo więc wda- 
nia się senatorów, jak kasztelan lwowski Stanisław Żółkiewski i samego 
króla, dopiero 24 stycznia 1608 r., zatwierdzoną została umowa z miastem 
o place pod kolegium. 

W tym zaraz roku, superior Stanisław Radzimski otworzył w dre- 
wnianej rezydencyi, która 1610 r. zamieniona na kolegium, szkoły grama- 
tykalne, r. 1611 przybyła im retoryka i logika; 1613 r. wielki kurs filo- 
zofii, matematyki i fizyki; 1650 r. wielki kurs teologii z ojcowizny rektora 
Adama Zborowskiego ; kurs mniejszy teologii istniał już od 1549 r. ; 1615 r. 
bursa ubogich fundowana przez ks. Mikołaja Kiślickiego, Lwowianina 
i Jana Ulińskiego 1646 r.; wreszcie drukarnia 1615 roku za 10.000 zip. od 
Zofii Sieniawskiej. Uczniów bywało 550—700, Jezuitów 38—50. 



— 177 — 

Aż do roku 1646 mieściły się te szkoły w onym dwupiątrowym dre- 
wnianym budynku, pierw bowiem wymurowano kościół, potem jedno skrzy- 
dło kołegium, drugie wyprowadzono w latach 1694—1696 z fundacyi 
lietmana Stanisława Jabłonowskiego. Gmach był piętrowy, drugie piętro 
nad nim, i osobnj' dwupiętrowy gmach szkolny, od strony murów miej- 
skich, równoległy do tamtego, wymurował rektor Gengel 1721 — 1725 roku 
z legatu 50.000 złp. Mikołaja Krosnowskiego, wojewody czernichowskiego, 
i zapisu 24.000 złp. brata ex-Jezuity, lekarza, Stanisława Milewskiego. 
Aliści wielki pożar miasta 11 sierpnia 1734 roku zniszczył dachy kościoła, 
szkół i drukarni, dachy i drugie piętro kolegium i uszkodził mocno biblio- 
tekę, powiększoną znacznym zbiorem ksiąg przez koniuszynę Maryannę 
z Zamojskicłi Dzieduszycką podarowanym. Rektor Bystrzonowski dokonał 
gruntownej naprawy gmachów 1756 roku, a na wieży liościelnej zawiesił 
zegar. 

Wiemy, że kilkakrotne starania rektorów, aby łAvowskie szkoły po- 
dnieść do rzędu akademii, udaremnione zostały zabiegami almae matris. 
Wiemy, że współzawodniczyć chcieli Pijarzy, więc Jezuici założyli 1749 r. 
konwikt szlachecki, niezależny od kolegium, w kamienicy Glowera na- 
przeciw cerkwi wołoskiej, na wzór pijarski, do szkół też publicznych wpro- 
wadzili wykłady historyi, przyrodniczych naulv i języków, urządzili gwia- 
żdziarnię (obsewatorium astronomicumJ, słowem uczynili wszystko, aby szkoły 
lwowskie, nazywane powszechnie akademią, odpowiadały wymaganiom sta- 
nisławowskiej epoki. 

Kościół Św. Piotra i Pawła fundacyi Elżbiety Sieniawskiej (f 1624 r.), 
otwarty już 1630 r., konsekrowany 1640 r., należy dziś jeszcze do najwięk- 
szych i najpiękniejszych na Rusi. Przeniesiono doń z drewnianego kościółka 
łaskami słynne obrazy Matki Boskiej Śnieżnej i Św. StanistaAva Kostki, 
umieszczono w ołtarzu w osobnych kaplicach, pobożność staropolska po- 
obwieszała je wotami z złota i srebi-a i przyozdobiła je, równie jak wnę- 
trze ŚAviątyni bogato. Królowie Władysław IV, Jan Kazimierz, Jan III, ma- 
gistrat i rada miejska, składali tu modły i wota swoje, zwłaszcza podczas 
kozacko-moskiewskich i turecko- tatarskich najazdów. Koniuszyna Dziedu- 
szycką dobudowała 1739 r. do północnej bocznej nawy obszerną kaplicę 
dla relikwii św. Benedykta męczennika, którą mąż jej, poseł królewski do 
Innocentego XII roku 1698, prz^-wiózł z katakumb rzymskich i uposażyła 
sumą 49.000 złp. 

Równocześnie prawie 1740—1741 rektor Jędrzej Siemieński, odnawia- 
jąc uszkodzoną pożarem 1634 r. świątynię, kazał ściany jej i sklepienia 
odmalować al fresco, artyście morawskiemu Franciszkowi Eckstein. Cenniej- 
sze od malowideł, były obicia czerwone adamaszkowe na całe presbiteryum 
i główną nawę, sprawione jak się zdaje, z okazyi ślubu Aleksandra Jabło- 
nowskiego, łowczego koronnego, z Teofilą Sieniawską 1698 r., sprzedane 
za bezcen (1.200 złr.) żydówce handlarce z Krakowa, przez superiora lwow- 
skiego 1878 r. 

Przy kościele tym istniało 9 bractw i kongregacyi, między temi 
kongregacya panów Niemców od 1610 roku, bractwo Serca Jezusowego od 
1730 r. i Matki Boskiej bolesnej od 1740 r., o które wytoczyli 00. Fran- 
ciszkanie spór w Rzymie, ale go przegrali. 



JEZUICI W POLSCE. 



12 



— 178 — 

Jezuici lwowscy bywali kapelanami obozowymi hetmanów i rotmi- 
strzów chorąg-wi kresowych, misj^onarzami Krymu i Wołoszy, Rusi i Po- 
kucia, a do połowy XVII wieku, zanim stanęły koleg"ia w Kamieńcu, 
Ostrogu, Winnicy i Barze, także Podoła i Wołynia. Stałe obsługiwali dwie 
misye w dobrach swych Baczowie, w górach 8 miłe od Przemyśla, 
iw Mużyłowicaeh, do których należało 7 wsi; trzecią od 1708 roku, 
w Nastasowie, 2 mile od Tarnopola, z legatu (10.000 złp.) pani Rojow- 
skiej. Pomnożył jej fundacyą 174.5 r. Franciszelc Sałezy Potocki, zapisem 
30.000 złp. Wymurowano tedy dom i budynki, odnowiono kościół i 1754 r. 
otwarto dom misyjny z duszpasterstwem w Nastasowie dla 4 misyonarzy, 
którzy też dawali misye ludowe w Budy łowię, Strusowie, Mil-culińcach 
i indziej. 

Pierwszym rozbiorem Polski Lwów dostał się pod panowanie Au- 
stryi. Brewe kasacyjne ogłosił .50 Jezuitom lwowslvim niechętny im odda- 
wna sufragan Głowińslii 28 września 1773 r. Tegoż samego dnia opuścić 
musieli kolegium, pozostali tylko czas jalviś profesorowie szkół (humaniora 
z retoryką i filozofią). W kolegium urządzono biura dyrekcyi skarbowej 
i sądowej tabuli. Złoto i srebro kościoła, który przeznaczono na nabożeń- 
stwo dla młodzieży szkolnej i garnizonu, ocenili komisarze austryaccy na 
9.069 złp. i zabrali do mennicy, dobra kolegium na 965.667 złp., konwiktu 
na 72.000 złp.; sprzedano je powoli drogą licytacyi. 



§. 77. Kolegium w Toruniu w województwie i dyecezyi chełmińskiej. 

1593-1773. 

Od południowych kresów przenieśmy się do północno-zachodnich do 
ziemi chełmińskiej i jej najprzedniejszego miasta Torunia, przepełnionego 
od 1524 r. protestantami. Nie król, nie biskup lub magnat, ale uboga za- 
konnica, ksieni Benedyłctynek z Chełmna, Magdalena z Mortąg Mortęska, 
fundowała toruńskie kolegium. Przy pomocy Jezuitów poznańskich, zwła- 
szcza O. Konaryusza, zreformowała ona swój zakon, a nie mogąc dla braku 
księży otrzymać od biskupa, krewnego swego Piotra Kostki, kapelanów 
i spowiedników, postanowiła założyć Jezuitom kolegium w Toruniu, głó- 
wnie dła wychowania kleru dla swego zgromadzenia. Zgodził się na to bi- 
skup Kostka i d. 9 lipca 1593 r. wystawił dokument fundacyjny, oddając 
Jezuitom na wieczne czasy parafialny kościół św. Jana, którego połowę 
uzurpowali sobie od 1558 r. lutrzy, z domem probostwa i szkołą parafialną, 
oraz dom przez ksienię Mortęska kupiony, i dobra Kowroz i Ostaszewko. 
Następca Kostki, biskup Piotr Tylicki, podkancłerzy koronny, uzyskawszy 
dekret ki-ólewski 1596 r., zbrojną siłą wygnał lutrów z kościoła św, Jana, 
przy którym otworzył dom misyjny dla 3 księża i brata, do fundacyi Ko- 
stki dodał 1.500 złp. rocznie, u króla zaś i papieża wyjednał jej zatwier- 
dzenie. 

Protestancki Toruń, podobnie jak Gdańsk, postanowił nie dopuścić 
za żadną cenę szkół jezuickich intra muros, i dlatego farną szkołę przero- 
bił 1594 roku na gimnazyum akademickie z filozofią i teologią luterską 
o 10 klasach i założył di-ukarnię. Ale źle sobie poradził, za Jezuitami stał 



- 179 — 

senator biskup i chełmińska szlachta, rada, że w swem województwie ma 
szkoły, bo 1605 roku otworzyli Jezuici szkoły niższe. Dokuczali im i stu- 
dentom ich Torunianie, wreszcie 13 października rano 1606 r., korzystając 
z zamieszek rokoszu Zebrzydowskiego, tłum miejski rozegnał szkoły, pobił 
dwóch Jezuitów, wpadł do kościoła, poniszczył ołtarze, sprzęty, obrazy. Ko- 
misarz królewski napotkał na opór mag^istratu, więc kilkaset szlachty 
wsiadłszy na koń, zjechało zbrojno 4 grudnia do Torunia, pod jej osłoną 
biskup Wawrzyniec Goślicki wprowadził Jezuitów do kościoła Św. Jana 
i kazał odprawić w swej obecności nabożeństwo z kazaniem, sejm zaś 1607 r. 
wydał uchwałę, nakazującą Toruniowi (a także innym miastom pruskim), 
przywrócić Jezuitów i ich szkoły, oddać zabrane mienie, zostawić w spo- 
koju, pod karą za najazd na domy szlacheckie. Pofculniejszymi jeszcze stali 
się Torunianie, gdy 1612 r. dokoła miasta konfederaci wojskowi, Sapie- 
żyńcy i Zborowszczycy z pod Smoleńska, zabrali się do egzakcyi zaległeg-o 
żołdu. 

Więc superior Jerzy Tyszkiewicz otworzył 1612 r. szkoły z retoryką, 
którym 1618 r. przybyło seminaryum kleryków z fundacyi 11.300 zł. prus. 
(1 zł. pr. = 2 złp.) ksieni Mortęskiej. Inna ksieni toruńskich Benedyktynek, 
Paprocka, zapisała 1683 roku sumę 6.000 zł. na katedrę filozofii. Biskup 
chełmiński Teodor Potocki legował 1701 r. sumę 20.000 złp. na dwie kate- 
dry, dogmatyki i egzegezy, które z powodu wojny północnej dopiero 
1714 roku stworzono. Obok szkół, bursa ubogich z legatu 10.000 zł. bi- 
skupa chełmińskiego Kuczborskiego 1623 r. Tenże dzielny biskup legował 
na rozszerzenie murów kolegium 10.000 zł., na substancyę zaś ubóstwa, 
czyli zapomogę dla biednych a pilnych studentów 5.000 zł. 

Gdy Gustaw Adolf szwedzki przeniósł wojnę do Prus 1626 r., Toru- 
nianie rozegnali kolegium i szkoły, które dopiero 1629 r. ponownie się ze- 
brały. Nastało lat kilkanaście względnego spokoju, zato z biskupem cheł- 
mińskim, współfundatorem kolegium bydgoskiego, Kasprem Działyńskim, 
dawnym rotmistrzem, gwałtownego nieco charakteru, przyszło 1644 r. do 
sporu o to, że biskup bez wiedzy rektora Marcina Hinczy, instalował przy 
kościele św. Jana, proboszcza ks. Piotra Sokołowskiego, zapowiedział w nim 
kanoniczną wizytę, odbył ją wbrew protestu rektora, i wydał dekret wizy- 
tacyjny, naruszający prawa patronatu Jezuitów do tego kościoła, i przywi- 
lej exemptionis. Doszło do tego, że biskup rzucił klątwę na rektora Hinczę 
i 00. Długosza i Czarnieckiego, i przybić ją kazał na drzwiach kościoła 
Św. Jana ku wielkiej uciesze lutrów; że delegatów nuncyusza, do którego 
Hincza zaniósł żałobę, przyjął najgorzej, jemu zaś pogroził, że go kijami 
obić każe, gdyby się jeszcze raz poważył nasyłać mu monitoria apostol- 
skie. Sprawa oparła się o Rzym, a biskup nękał w różny sposób toruńskich 
Jezuitów, aż z początkiem 1646 roku, chory oddawna na podagrę, zapadł 
ciężko na zdrowiu. Wtenczas zawezwał do Lubawy, rezydencyi biskupów 
chełmińskich, rektora Hinczę i prosił o przebaczenie, narzekając na tych, 
którzy go do sporu podżegali. Umarł 19 marca t. r. w zgodzie z Jezui- 
tami, którzy prawa swe do kościoła św. Jana nietknięte zachowali. 

W kilka lat potem 1655 r. jenerał szwedzki Mardefeld, za namową 
Torunian, rozpędził Jezuitów i szkoły, kościół oddał świeckim księżom, 
domy i dobra podarował miastu. Dopiero po oliwskim pokoju 1660 r. król 

* 

12* 



— 180 — 

Jan Kazimierz przy wrócił Jezuitów do Torunia. Wiatach 1691 — 1702 dżwi 
gnał im nowe dwupiętrowe kolegium biskup płocki, potem kujawski, wre- 
szcie nominat krakowski, Stanisław Dąbski, oni zaś dwa domy od Ludwika 
Mortęskieg'0, brata ksieni wojewody chełmińskiego, darowane, przerobili na 
gmach szkolny. 

Podczas wojny północnej rozzuchwalili się lutrzy toruńscy, doku- 
czali Jezuitom i ich szkołom. Odwet brać chciała młodzież szkolna, liczna, 
bo do 700 uczniów, butna bo szlachecka, z trudnością utrzymali ją w kar- 
bach Jezuici, aż do onego nieszczęsnego tumultu 1724 r., którego przebieg 
i koniec tragiczny opowiedziałem wyżej (str. 128). Toruń jednak, podobnie 
jak Gdańsk, pozostał zawsze wrogi Jezuitom, nietylko dla szkół, do któ- 
rych i lutrzy uczęszczali, ale dla wskrzeszenia publicznej procesyi Bożego 
Ciała, i katolickiego kultu, dla licznych nawróceń protestantów po 20 i 30 
rocznie, i dla ich troskliwej opieki nad ludnością polską katolicką, którą 
usuwano od praw miejskich i uciskano srodze. Więc też radość w mieście 
była wielką, gdy z początkiem listopada 1773 roku ogłoszono 21 Jezuitom 
brewe kasacyjne. Srebra i aparata kościelne pozostały w skarbcu i zakry- 
styi Św. Jana. W szkołach, zredukowanych do 3 klas podwydziałowych, 
uczyli ex-Jezuici do 1782 roku, w którym przeniesiono je do Radziejowa 
w Kujawach, pozostała tylko szkółka dwuklasowa parafialna. W kolegium 
mieściły się koszary, od 1816 r. biura administracyi wojskowej. 



§. 78. Kolegium św. Piotra w Krakowie. — Misye na Podgórzu, 
w Jordanowie, Białej i Żywcu. 1595—1773. 

Na prośbę ks. Skargi, przyrzekł król Zygmunt III r. 1595 założyć 
dom profesów, z bazyliką iście królewską Św. Piotra i Pawła. Kamień wę- 
gielny poświęcono 23 czerwca 1597 r., na kopule osadzono krzyż 1618 r., 
budowanie trwało lat 36. Równocześnie murowano gmach naprzeciw pre- 
sbiteryum bazyliki, przeznaczony pierwotnie na dom profesów, w którym 
już 1603 r. zamieszkało z ks. Skargą kilku Jezuitów, potem jednak 1617 r. 
obrócony na kolegium ze szkołami, ku wielkiemu zmartwieniii almae ma- 
tris. W gmachu tym Św. Piotra, zamknął iście apostolski żywot ks. Skarga 
27 września 1612 r.; szczątki jego, złożone w cynowej trumience, spoczy 
wają w grobowcu bazyliki pod w. ołtarzem. 

Spór o szkoły publiczne z akademią krakowską znamy już. Zamknąć 
je musieli Jezuici, ale zatrzymali studium domesticum filozoficzno teologiczne- 
aż je zamknęło brewe Klemensa XIV. 

Fundacyę królewską pomnożył z ojcowizny swej 1624 roku Jezuita 
Wojciech Męciński, męczennik za wiarę św. w Japonii, nadaniem miaste- 
czka Nowodwór i 17 wsi. Poszło za jego przykładem kilkunastu młodych 
Jezuitów, zwłaszcza Adam Aleksander Zborowski, syn pułkownika Ale- 
ksandra na Mikulińcach, a wnuk ściętego Samuela, którzy całą, albo część 
fortuny ojcowskiej, przeznaczyli na budowę kolegium krakowskiego, na 
wykończenie i ozdobę bazyliki królewskiej. Czynili zapisy i inni, tak, że 
dotacya kolegium św. Piotra w połowie XVIII wieku, składała się z mia- 
steczka, 40 kilku wsi i folwarków, 11 kamienic w Krakowie, dwóch ogro- 



— 181 — 

dów, młyna, browaru, gorzelni, apteki, z dworku i 8 domków w Wieliczce, 
i z kapitału 215—260.000 zip. Dla opłakanych jednak stosunków ekonomi- 
cznych, czysty dochód roczny wynosił tylko 26—27.000 zip. 

Gmachy kolegium powiększył o raz tyle, biskup krakowski Piotr 
Tylicki 1669—76 r., należą dziś jeszcze do największych w Krakowie. Pożar 
20 lipca 1719 r., wczęty w bibliotece, ogarnął stare kolegium, przeniósł się 
krużgankiem na bazylikę, zniszczył jej dachy, a dostawszy się przez wen- 
tylatory i okna kopuły do jej wnętrza, popsuł bogatą ornamentykę sklepień 
i kopuły, spalił ołtarze, ławki i t. d., ocalały nawy boczne, uratowano skar- 
biec i zakrystyę. Rektor Gengel w trzech latach odbudował i odnowił, 
co pożarem zniszczało, ale presbiteryum, kopuła i nawa główna nie od- 
zyskały swej bogatej ornamentyki, jakiej ślady widzimy jeszcze w nawach 
(kaplicach) bocznych. 

Królewskiemu kolegium brakowało ogrodu. Więc rektor Hiucza na- 
był 1636 roku od naczelnego poczmistrza Montelupi za 15.000 złp. pałacyk 
z ogrodem na przedmieściu Szlaku, i zamienił na wilę. Wielka sień 
(atrium) pałacu, a potem willi, służyła za kostnicę dla zwłok królewskich, 
zanim je, po przywiezieniu z Warszawy, uroczyście pochowano na Wa- 
welu. Znacznie później, bo 1751 r. rektor Domaradzki kupił za 14.000 złp. 
od księcia Augusta Czartoryskiego »nowy ogród« na Wesołej, oraz dom od 
Wielopolskiego i urządził 1754 r. piękną willę z włoskim ogrodem, dziś 
obserwatoryum i ogród botaniczny. 

Wspomniałem wyżej (str. 165), że misye na Podgórzu (submontanaej , 
dawane przez Jezuitów domu Św. Barbary, przyjęli koło 1624 r. Jezuici 
kolegium św. Piotra. Z czasem powstały z tych misy i trzy domy misyjne: 
w Jordanowie, który dzierżyli Jezuici prawem zastawnem od kaszte- 
lana kamienieckiego Makowieckiego, postawili tam kościółek i rozjeżdżali 
się na misye ludowe w Jeleśnej, Rzezawie, Radłowie i Więcławicach. 

Drugi dom w Białej, należącej do parafii w Lipniku, z fundacyi 
12.000 złp. kasztelanowej oświęcimskiej Anny z Nielepców Czernej 1706 r. 
Lutrzy z Białej i Bielska wygnali misyonarzy, więc kasztelanowa dała im 
mieszkanie w swym zamku Andrychowie, skąd wychodzili na misye do Wa- 
dowic, Białej i indziej. Dopiero gdy Biała przeszła pod władzę starościny 
lipnickiej Heleny z Potockich Morstinowej, otwarli Jezuici 1732 r. pono- 
wnie misyę bialską, a postawiwszy z ofiar katolików dom mieszkalny i od- 
nowiwszy kościółek drewniany 1746 r., dawali corocznie po kilkanaście mi- 
syi ludowych w bliższych i dalszych parafiach. 

Trzeci dom w Z y w c u. W mieście tem i w hrabstwie ży wieckiem 
(11 miasteczek, 153 wsi), pracowali Jezuici sporadycznie od 1605 r., dopiero 
jednak 1632 r. Franciszek Wielopolski hr. na Żywcu i Pieskowej Skale, 
wojewoda krakowski, fundował im dom misyjny legatem 20.000 złp. Pra- 
cowali przy farze i na misyach w krakowskiem, a nawet sandomierskiem 
wojowództwie. Utrudniał pracę misyjną żywiecki proboszcz Franciszek 
Strączyński, więc oni w ogrodzie swym w^^budowali dom rekolekcyjny 
z obszerną kaplicą, usunęli się od far\', aż nowy, życzliwy im proboszcz, 
Jędrzej Papiński, wezwał ich do niej jako kaznodziei i spowiedników 
1762 roku. 



- 182 — 

W dobrach też swoich Uściu, Żyrzynie, Kamionnie, pobudo- 
wali kościołj^ i ui-ządzili stacye misj^jne, równie jak przy kościołach far- 
nych w swym Nowodworze i Gołębiu. 

Po kasacie w listopadzie 1773 r. kolegium św. Piotra przeznaczone 
na schronienie czy szpital dla 35 ex-Jezuitów starców, z roczną pensyą 
500 złp. na osobę, która ich nie dochodziła, cierpieli więc nędzę. Od 1786 
do 1806 r. urządzili w jednej jego części mogilscy Cystersi studium gene- 
rale dla swych kleryków; w drugiej mieściło się seminaryum nauczyciel- 
skie, trzecia stała pustką. Od 1815—1846 r. część gmachu obrócona na re- 
zydencyę senatu krakowskiego i biura. W starem kolegium umieszczono 
1820 r. archiwum grodzkie i ziemskie województwa krakowskiego i miej- 
skie, w reszcie zaś gmachu urządzono biura sądów apelacyjnego i krajo- 
wego i hipoteki. 

Klejnoty i srebra kościelne zabrał prezes komisyi rozdawniczej bi- 
skup poznański Młodziejowski, w znacznej części dla siebie i swej przyja- 
ciółki. Adamaszki, drogie obicia bazyliki, kosztowne ornaty, wielki organ, 
oddano do katedi-y na Wawelu. Odarta bazylika służyła za garnizonowy 
kościół wojskom polskim, austryackim, pruskim, rosyjskim; lat kilka stała 
pustką, zamknięta aż do r. 1824, w którym przeznaczono ją na farę para- 
fii WW. ŚS. i jest nią po dziś dzień. Biblioteka, do której zniesiono księ- 
gozbiory domów Św. Barbary i św. Szczepana, przez lat 12 zostawała bez 
niczyjej opieki, brał, co kto chciał. Ocalało 4.070 ksiąg, i te z woli komi- 
syi edukacyjnej otrzymała biblioteka jagiellońska. Kamienice i realności 
sprzedano, dobra ziemskie dano w emfiteuzę. 



§. 79. Jezuici w Warszawie. — Dom profesów, kolegium i konwikt. — 
Misya w Wysocku i Kobełce. 1597-1773. 

Zygmunt III, mając zamiar stolicę państwa przenieść do Warszawy, 
chętnie w niej przebywał z swym dworem, nawet poza kadencyamł 
sejmowemi. Towarzyszyli mu nadworni Jezuici Bernard Gołyński i Skarga. 
Ten pracując w wolnych chwilach przy kolegiacie św. Jana, założył 1589 
i 1591 r. bractwo miłosierdzia, bractwo i szpital św. Łazarza, do którego 
przystąpili, król Zygmunt, niektórzy dygnitarze i dworzanie. Mieszkali na 
zamku, ale inni Jezuici, którzy u dAvoru i w stolicy kraju sprawy swe 
mieli, mieścić się musieli u obcych. Żartował tedy Gołyński ze Sliargi: 
»Co ty za syn matris Societatis, ubogim budujesz domy, a mater Societas 
cudze tu wyciera kąty, opatrzże jej dom własny*. Słyszał przymówkę da- 
wny pedagog Skargi, kanonik warszawski Jakób Pitarski: »Naści, rzecze 
do niego, 1.200 złp. na początek, a buduj dom matce Societatis aby ci O. 
Bernard nie przymawiał*. Jakoż w kilku miesiącach stanęła w pobliżu ko- 
legiaty Św. Jana, rezydencya »klasztcrkiem« pospolicie zwana, z dziedzin - 
czykiem i ogródkiem, z jałmużn od króla i dworzan, od niektórych panów 
i obywateli miejskich. Otwarto ją 14 stycznia 1598 r., superiorem O. Stani- 
sław Włoszek. Nadworni Jezuici z zamku do niej się przenieśli, mieszkali 
i inni, i pracowali w jednej z kaplic kolegiaty, którą im biskup poznański 



— 183 — 

Jan Rola Tarnowski przeznaczył, kazania tylko mówili z ambony głównej, 
jako stali kaznodzieje kolegiaccy. 

Trwało to lat 10. Na żądanie kongregacyi prowincyalnej w Wilnie 
1606 r., jenerał Akwawiwa zamienił 1608 roku rezydencyę warszawską na 
dom profesów, postawiony z nowa na 40 osób. Przy nim w latach 1610—21 
stanął z jałmużn króla, Boboli, Jana i Tomasza Gostomskich, Katarzyny 
Dybowskiej, kupca Krzysztofa Chilsa i innych, piękny kościół N. M. P. Ła- 
skawej. Pierwsze nabożeństwo odprawiło się w nim dla króla i dworu 
27 grudnia 1620 r., gdy z powodu zamachu Piekarskiego na króla, kole- 
giata była zamkniętą. Złocenia i ozdoby świątyni ceniono na parę kroć ty- 
sięcy złp. Królowie Wazowie uczęszczali na nabożeństwa, i cała wykwin- 
tna Warszawa. W uroczystość bł. Stanisława Kostki, Zygmunt III przyno 
sił w orszaku dworzan, z zamkowej kaplicy do kościoła drogocenną reli- 
kwię, głowę tego Świętego, którą poseł królewski Achacy Grochowski 
otrzymał w darze od jenerała zakonu Yitelleschi 1621 r., i wystawiał ją ku 
czci publicznej na ołtarzu, wieczorem zaś po skończonem nabożeństwie od- 
nosił do zamku. Władysław IV ofiarował tę relikwię bazylice św. Piotra, 
dla której pierwotnie była przeznaczona. Tam ona, razem z licznemi 
szczątkami Świętych Pańskich, w kaplicy relikwii, zwanej także Św. Sta- 
nisława, cześć odbierała do 1783 r. Część jednak głow}', czaszkę cranium, 
darował król Annie Wazównie, poślubionej księciu nejburskiemu Wilhel- 
mowi 1638 r. i ta ocalała, i po dziś dzień przechowuje się w kaplicy no- 
wicyatu jezuickiego prowincyi niemieckiej, podczas gdy reszta głowy 
dla swej drogiej oprawy, zabraną została 1794 r. razem z innemi srebrami 
bazyliki św. Piotra »na ołtarz ojczyzny*. 

Obok kongregacyi maryańskiej, która od 1643 r. nosiła nazwę kró- 
lewskiej, istniało od 1626 roku bractwo św. Benona dla Niemców, kupców 
i rzemieślników, osiedlonych w stolicy, mówiono też dla nich kazania nie- 
mieckie, a z przybyciem królowej Ludwiki Maryi także kazania fran- 
cuskie. 

Na rozszerzenie domu profesów legował królewicz Karol Ferdynand 
5.000 złp., król zaś Władysław dał ciepłą ręką różnymi czasy do 40.000 złp. 
Za Jana Kazimierza przeciwne sobie stronnictwa, francuskie i austryackie, 
zbierały się tu na wspólne narady, stąd dom profesów nazywano domus 
pacis. 

Oddawna jednak było zamiarem Jezuitów, obok domu profesÓAv otwo- 
rzyć kolegium z wyższemi szkołami. Dla trzechkrotnej okupacyi Warszawy 
przez Szwedów i rabusiowskiej gospodarki band Rakoczego, dla g^łodu 
i moru 1655 — 1658 r., a wskutek tego zdezolowania i zubożenia domu pro- 
fesów, wreszcie dla politycznych intryg dworskich 1660 — 1665 r., zwlekali 
z w3'konaniem, aż ich ubiegli Pijarzy, otwierając 1665 r. szkoły z arj^tme- 
tyką i teologią. Jezuici jednak, ufni w życzliwość króla Jana Kazimierza, 
który 1667 r. na uposażenie przyszłego kolegium Białołękę i Nieporęt im 
zapisał, i w opiekę kilku możnych panów, otworzyli via facti, korzystając 
z bezkrólewia, szkoły humaniora z retorylcą i loiką w wrześniu 1668—70. 
Protestowali Pijarzy, w sejmiku proszowskim i w niespokojnym duchu, 
ks. Markiewiczu, znaleźli obrońców, ale uciszył ich nuncyusz, biskup zaś 



— 184 — 

poznański Szczepan Wierzbowski, za przyzwoleniem króla Michała, nadal 
tym szkołom dyplomem 26 grudnia 1671 r. byt legalny. 

Uposażył je dostatniej ex-hetman kozacki Paweł Tetera, zapisem 
1668 r. dóbr W y s o c k, o który Jezuici przez lat z górą 30 procesować się 
musieli z sukcesorami ex-hetmana, Stefanem Piaseczyńskim i synem jego 
Jerzym, wreszcie 1700 r. komplanacyą weszli w jego posiadanie. Na zamku 
Wysockim założyli stacyę misyjną, wybudowali kościół drewniany i zapro- 
wadzili porządne gospodarstwo. W tymże niemal czasie kolegium warszaw- 
skie nabyło dobra Czernichów i Zankiewicze w województwie nowogrodz- 
kiem, z sum fundacyjnych i zwiniętego kolegium w Myszy. 

Szkołom przybył 1679 — 1681 r. wielki kurs czteroletni teologii z fun- 
dacyi (40.000 złp.) biskupa chełmskiego Stanisława Święcickiego, który też 
bursę dla ubogiej szlachty założył. Mieściły się one w części kolegium 
i w dwóch domach arcy niewygodnie, więc bisk. płocki Ludwik Załuski, zapisał 
1718 r. na budowę gmachu szkolnego dobra Okęcie, Zbarz i Raków. Gmach 
stanął 1726 r., przeniesiono do niego szkoły, zwane odtąd gymnasium Zalu- 
soianum, bibliotekę, wzbogaconą księgozbiorami kanclerza w. k. Feliksa 
Kryskiego 1614 r. i prymasa Stefana Wydźgi 1686 r., oraz drukarnię, spro- 
wadzoną z Gdańska 1716 r. kosztem pisarza w. I. Michała Puzj^ny, brata 
Jezuity Szczepana, powiększoną i uprzywilejowaną jako » drukarnia króla 
JM. i rzpltej« przez Augusta III r. 1735 i 1737; wreszcie aptekę, założoną 
jeszcze 1626 r,, pierwszą po królewskiej. 

Gmachy kolegium rozszerzył 1732 r. dodaniem dziedzicznej swej ka- 
mienicy i przebudował w wspaniały, o pięknej facyacie i wysokiej wieży 
budynek, zajmujący jedną całą ulicę aż do rynku. Jezuita Stanisław Witt- 
hof, syn jedyny zamożnego kupca, przeznaczywszy na to sumę 108.000 złp. 
zmarły w 31 roku życia. 

Do tego » ogromu zabudowań*, przybył 1751 r. konwikt szlachecki, 
najprzód w podarowanym od podskarbiego w. k. Macieja Grabowskiego 
domu poblizkim, potem na Nowem mieście, w kamienicy kupionej przez 
regensa Ciecierskiego od Maryanny z Ogińskich Potockiej. Konwikt nieza- 
leżny od kolegium i jego szkół, stanowił osobną instytucyę naukową, we 
dług najnowszej modły urządzoną dla pierwszej młodzieży w kraju. Za- 
szczycał ją względami i częstą bytnością król Stanisław August. 

Oprócz zwyczajnych prac w swym kościele Matki Boskiej, mówili Je- 
zuici warszawscy kazania w kolegiacie św. Jana^ w kościele farnym na No- 
wem mieście, i w kościółku św. Benona dla Niemców, a nadto obsługiwali 
stałą misj^ę we wsi K o b e ł c e, zwaną missto Zalusciana. Dziedzic bowiem 
tej wsi, Marcin Załuski, sufragan płocki, wymurował tu piękny kościół Św. 
Trójcy, erygował parafią, którą wraz z wsią oddał Jezuitom 1753 r. z wa- 
runkiem, aby dawali misye po calem Mazowszu. Pracowało tu stale 5 mi- 
sy onarzy; sam też biskup, wystawiwszy w Kobetce dla wykwintnej a swy- 
wolnej Warszawy 1766 r. erem duchowny, dwa domy rekolekcyjne dla pa- 
nów i pań, i urządziwszy tu drukarnię, wstąpił do Jezuitów 1765 r., osiadi 
w domu misyjnym 1767 r. i tu dokonał zbożnego żywota 1769 r. 

Misya ta, równie jak dom profesów, wraz z kolegium i konwiktem, 
należały do prowincyi litewskiej, od 1759 roku do mazowieckiej. 

Istniał w Warszawie od 1722 trzeci dom Jezuitów koron., Domidlium 



— 185 — 

varsaviense z kościółkiem św. Krzyża, o którym pisałem wyżej (str. 136;, 
ale ten należał do kolegium lubelskiego, a razem z nim do prowincyi pol- 
skiej, od roku zaś 1756 do małopolskiej. 

Dnia 9 listopada 1773 r. odczytał oficyał warszawski Cieciszewski, 
późniejszy metropolita. Jezuitom trzech domów warszawskich kasacyjne 
brewe. Kościoły ich opieczętowano na razie, przeszły one różne koleje. Ko- 
ściół Matki Boskiej, zwany dziś popijarskim, bo czas jakiś od 1834 — 1865 r. 
zarządzali nim Pijarzy, jest sukursalnym archikatedry. Kościółek św. Krzyża 
zamieniony zrazu na farę parafii św. Andrzeja, oddany 1817 — 1818 r. Ka- 
noniczkom, przeniesionym tu z Marywilu. Wreszcie kościółek św. Benona 
dostał się Redemptorystom; po ich wygnaniu przez rząd Księstwa war- 
szawskiego 1808 r., zamieniony na koszary, a 1842 r. na fabrykę wyrobów 
stalowych. Gmachy pojezuickie wydzierżawiono prywatnym lokatoi'om, aż 
je 1781 r. sprzedano na licytacyi. To samo stało się z 19 kamienicami i do- 
mami i z gmachem konwiktu, dwoma stawami i ogrodem. Dobra ziemskie, 
obdłużone na 45.306 zip. dano w emfiteuzę. Księgozbiory wcielono do na- 
rodowej biblioteki Załuskich; razem z nią przewiezione zostały po ostat- 
nim rozbiorze Polski do Petersburga. Aptekę puszczono w dzierżawę, a po- 
tem darowano szpitalowi św. Ducha. Drukarnię darował król ex -Jezuicie 
Łuskinie, który w niej tłoczył »Wiadomości« i »Gazetę warszawską*. Gy- 
mnasium Zaluscianum pozostało w swym gmachu pod kierunkiem ex-Jezui- 
tów, potem świeckich księży, aż 1860 r. umieszczono w nim szkołę głó- 
wną, zamienioną wkrótce na rosyjski uniwersytet. 



§. 80. Kolegium, konwikt i seminaryum w Sandomierzu, w dyecezyi 
krakowskiej, województwie sandomirskiem. 1602 — 1773. 

Wojewoda poznański Hieronim Gostomski »z dyssydenta gorliwy 
o wiarę katolik-zelant*, otrzymawszy od króla starostwo sandomirskie 
1598 r., postanowił w stolicy jego i województwa osadzić Jezuitów, których 
poznał bliżej w Poznaniu, syna im Jana powierzył na wychowanie, i przez 
nich do wiary ojców powrócił. Głównie miał na oku szkoły, których oprócz 
parafialnych i kolonii akademickiej w Korczynie, w województwie nie było. 

Już 1602 r. dwóch Jezuitów pracowało przy farze sandomirskiej, po- 
dejmowani serdecznie przez wielbiciela i obrońcę zakonu, proboszcza Ka- 
spra Cichockiego. Ten wyjednał 1603 r. u króla i papieża Innocentego IX, 
że kościół parafialny św. Piotra, z plebanią, szkołą, wikarówką, wsią ple- 
bańską Kamień, oraz z prawem kolatorskiem, oddany został Jezuitom; ka- 
żdorazowy rektor był kolatorem i proboszczem, zarządzał zaś parafią przez 
świeckiego księdza komendarza (vicarius perpetuus). Biskup krakowski Ty- 
licki, nadał im jeszcze z temi samemi prawami, probostwo we wsi Sambo- 
rzec. Gostomski z swej strony uposażył ich dobrami Czermin, zobowiązał 
się wymurować kolegium, w czem mu syn Jan, starosta wałecki. Jezuita 
senatorskiego rodu Jan Wilkanowski, opat Hieronim Ossoliński, dopomo- 
gli. W r. 1605 otwarto rezydencyę, zamienioną na kolegium; O. Konariusz 
superior, był duszą całej fundacyi, O. Radzimiński jego następcą i pierw- 
szym rektorem. 



— 186 — 

Szkoły g-ramatykalne otwarto 1613 r., humaniora 1615 r., retorykę 
z osobnym kursem dla kleryków jezuickich 1616 r., krótszy kurs filozofii 
i teologii dla kleryków dyecezyi krakowskiej 1635 r., wreszcie 1703 — 4 r. 
erygowano z hojności niewymienionego w kronikach dobrodzieja, katedry 
wyższej filozofii i teologii i prawa kanonicznego. Szkołom przybył 1623 r. 
convictus BoboUanus, z fundacyi (15.000 złp.) podczaszego sandomirskiego 
Jakóba Boboli, którą powiększył 1678 r. biskup kijowski, potem Jezuita, 
Tomasz Ujejski legatem 18.000 złp. Konwiktorowie z tego legatu zwali się 
U j e j s c i a n i. Wnet stanął nowy zakład, seminaryum na 12 kleryków, 
z legatu (20.000 złp.) kanonika i komendarza sandomirskiego ks. Mikołaja 
Leopoldo wicza, powiększone 1679 r. dotacyą (12.000 złp.) biskupa krakow- 
skiego Jędrzeja Trzebickiego. Bursę dla ubogich uczniów uposażył lepiej 
1718 r. kanonik krakowski Łuczkiewicz, legatem 12.000 złp. Ogólna suma 
funduszowa dla uboższych uczniów wynosiła 80.000 złp,, która po kasacie 
1773 r. zniknęła w rękach komisyi rozdawniczej. Znaczny księgozbiór i ga- 
binet fizykalno-matematyczny, służyły 12 profesorom i 500 uczniom. Słu- 
sznie więc szkoły sandomirskie z ich zakładami naukowymi nazywano 
Academia Gostoniiuna. 

Równocześnie rosły gmachy i uposażenie kolegium, które posiadało 
drukarnię i aptekę, 16 wsi i folwarków. Ucierpiały one bardzo w niespo- 
kojnych czasach rzpltej, a najwięcej w latach 1764—1770 r.; zamiast do- 
chodów, kolegium żywić nieraz musiało odartych z mienia, zgłodniałych 
poddau3'ch. Podczas pożaru zamku, wznieconego przez Szwedów 1656 r., 
zgorzał kościół św. Piotra, odbudowany dopiero i konsekrowany 1677 r. 

Z komendarzami kościoła tego, przychodziło do sporów i procesów 
w Krakowie i Rzymie, bo przywłaszczali sobie tytuł i prawa proboszczów. 
Więc wizytator Gert wyjednał u biskupa krakowskiego Łubieńskiego, że 
parafię św. Piotra przeniesiono 1718 r. do kolegiaty Panny Maryi, kościół 
zaś Św. Piotra z wsią Kamień pozostał własnością kolegium, za wypłatą 
jednak 15.000 złp. dla kapituły kolegiackiej. Wtenczas dopiero rektor Ko- 
walski zabrał się do gruntownego odnowienia i ozdoby świątyni, głównie 
z ofiar dwóch Jezuitów, Franciszka Łosia 23.000 złp., Ignacego Moszyń- 
skiego 10.000 zip. 

W kolegium, które należało do prowincyi polskiej, mieszkało stale 
25 — 30 osób, z tych dwóch misyonarzy ludowych na województwo sando- 
mirskie z zapisu 1754 r. marszałkowej litewskiej z Lubomirskich Sangu- 
szkowej. 

Po ogłoszeniu Klemensowego brewe w listopadzie 1773 roku, kościół 
Św. Piotra odarty z sreber i droższych aparatów, przeznaczony na kaplicę 
szkolną, spłonął w pożarze 1813 r., rozebrano go 1823 r. W gmachu poje- 
zuickim, zniszczonym przez pożar 1774 roku, odnowionym w części, umie- 
szczono szkołę podwj^działową, której oddano drukarnię, bibliotekę znacz- 
nie uszkodzoną i gabinet. Aptekę wydzierżawiono. 



187 — 



§. 81. Dom pfofesów i dom nowicyatu w Wilnie. — Misye w Wilko- 
mirzu, Duksztach i Pelikanach. 1604—1773. 

Obydwóch domów, które obok kolegium akademickiego powstały 
w Wilnie, ten sam początek. Zanosiło się na rozdział prowincyi polskiej na 
koronną (polską) i litewską. Tej ostatniej nie dostawało domu profesów, 
a nowicyat mieścił się w kamienicy w Wilnie, bez funduszu odpowiednieg^o. 
Więc O. Paweł Boksza, który ten podział prowincyi przeprowadzał, i był 
vice-prowincyałem litewskim, zapobiegliwością swoją, a hojnością ludzi do- 
brych, stworzył obydwa domy. 

W maju 1604 r. obchodziło Wilno z niezwykłą uroczystością podnie- 
sienie kości Św. Kazimierza, ogłoszonego świeżo patronem Polski i Litwy. 
Zjazd panów i szlachty wielki. O. Boksza, zakupiwszy już wcześnie place 
potrzebne, zaprasza ich w trzeci dzień uroczystości na poświęcenie kamie- 
nia węgielnego pod kościół św. Kazimierza, obok którego stanąć miał dom 
profesów. Król Zygmunt, biskup wileński Wojna, kanclerz w. 1. Lew Sa- 
pieha, ofiarowali się na fundatorów ; pomagali im w zbożnem dziele ofiarą, 
królewicz Karol Ferdynand, Mikołaj Sierotka Radziwiłł, hetman Jan Karol 
Chodkiewicz, podskarbi litewski Zawisza, Gabryel Tęczyński, kanclerz wi- 
leński Wilczopolski i zamożniejsi obywatele Wilna, a w późniejszych latach 
Sapiehowie, Michał Kopeć starosta oszmiański, Michał Koszczyc pisarz 
ziemski litewski, rotmistrz królewski Łukasz Chodakowski i wiele innych. 

Roku 1609 pierwszy w Polsce kościół pod wezwaniem św. Kazimierza, 
w stylu bazylikowym z kopułą, już był ukończony. Modlili się w nim królo - 
wie Wazowie i Jan III i część wykształcona Wilna; nie brakło mu na do- 
brodziejach, ozdobili go złotem, srebrem, freskami tak hojnie, że należał 
do najpiękniejszych i najbogatszych. W częstych pożarach Wilna, palił się 
na trzy zawody; raz 1655 r. podczas najazdu Moskwy, potem 1706 i 1748 r., 
szkody liczono na krocie tysięcy złotych, a każdym razem odbudowano 
i ozdobiono go jeszcze piękniej, snąć więc był drogi sercu Litwinów. 

Mury domu profesów stanęły dopiero 1615 r. ; Jezuici jednak już 
1606 r. otwarli tymczasową rezydencyę przy kaplicy, urządzonej w ukoń- 
czonem już presbiteryum św. Kazimierza. Pierwszym prepozytem nowego 
domu był jego twórca, O. Boksza. Tu mieszkał stale prowincyał litewski 
z kuryą, od r. 1711 także ks. prokurator litewski dla spraw majątkowych 
i sądowych. Stary Litwin Ciechanowicz, podarował 1711 r. folwarczek pod- 
miejski na willę dla profesów, a prepozyt Horodecki zakupił 1714 roliu od 
Anny Migurzyny, matki dwóch Jezuitów, dom i ogród z źródłem kryni- 
cznej wody, Ictórej brak dokuczał domowi. 

Oprócz kazań, spowiedzi, nabożeństw brackich w kościele św. Kazi- 
mierza, którego ostatnim zarządcą był O. Stanisław Burzyński, z instyga- 
tora koronnego i kasztelana smoleńskiego, pobożny zakonnik, obsługiwali 
Jezuici misyę w W i 1 k o m i r z u. Fundowała ją 1761 r. podczaszyna Wił- 
komirska Kawecka, matka Jezuity Jędrzeja, dla 4 misyonarz}- na cały po- 
wiat Wiłkomirski. Dodano im piątego dla Prus, excurrens in Prussiam. 

Po kasacie 1773 r. ex- Jezuici pozostali przy kościele św. Kazimie- 
rza do 1777 r., w którym biskup wileński Massalski, oddał go wraz z do- 



- 188 - 

mem księżom emerytom. Od 1796 r. mieszkali tam kanonicy Augustyanie^ 
od 1814 r. XX. Misyonarze. Ukaz Mikołaja I r. 1841 przemienił pojezuicką 
świątynię na cerkiew soborną. Wtenczas to wyrzucono okazały marmurowy 
pomnik łietmana p. 1. Wincentego Gosiewskiego, któiy mu żałościwa mał- 
żonlia Magdalena z Konopackich postawiła. 

Dom nowicyatu św. Ignacego w Wilnie, fudowali Jezuici z swycłi 
ojcowizn: Wilkanowicz 1602 r.. Rudomina 1622 r., Szymon Maffon, Litwin 

1632 r., zamęczony wraz z bł. Andrzejem Bobolą przez Kozaków 1657 r., 
Wojciech i Marek Grabenowie (Szwedzi spolszczeni) 1690 r., Wołodkowicz, 
Stanisław Galiński. Uposażył zaś hojniej król Zygmunt, nadaniem dóbr 
Kundzin (Kondzin, Chądzyn), które jeszcze 1586 r. król Stefan na dotacyę 
kolegium grodzieńskiego przeznaczył, a które Jezuici dopiero 1632 r. z rąk 
niesumiennych dzierżawców wydobyli. Nie brakło innych dobrodziejów jak : 
marszałek w. 1. Aleksander Połubiński, hetman p. I. Michał Pac, hetman 
Michał Wiśniowiecki, biskup wileński Brzostowski, brat Jezuity Kazimie- 
rza i wielu innych. 

Dom nowicyatu z tymczasową kaplicą, otwarto już 1605 r., O. Michał 
Bekań , pierwszym rektorem i mistrzem nowicyuszów , 30 kleryków, 
10 braci. Pożarem Wilna 1610 r. zniszczały budynki nowicyatu, naprawiono 
je, a 1622 r. zaczęto brać fundamenta pod nowy gmach, który rozszerzono 

1633 r., bo nowicyuszów bywało 70—90. Palladium ich »Matką nowicyu- 
szów* była drewniana statuetka M. B. loretańskiej, 24 ctm. wysoka, którą 
1608 r. przywiózł z Loretu świętobliwy O. Mikołaj Łęczycki dla własnego 
nabożeństwa. Po jego śmierci w Kownie 1653 r., statuetkę przesłać kazał 
prowincyał Ugoski nowicyatowi w Wilnie. Czczono ją na ołtarzyku w sali 
ćwiczeń duchownych (asceteriumj. Po kasacie 1773 r. przechował ją O. Po- 
czobut, czy też O. Pilcłiowski, a gdy w Połocku otwarto nowicyat 1780 r., 
oddał nowicyuszom. Z Polocka i'azem z nowicyatem przewieziono statuetkę 
do Dyneburga 1803 r., stamtąd do Puszy 1811 r., stąd z białoruskimi Je- 
zuitami przybyła Matka nowicyuszów do Starejwsi w Galicyi 1823 r. i zo- 
staje dotąd w ołtarzu kaplicy domowej, uwieńczona złotemi koronami, 
odziana srebrną suknią, otoczona pamiątkowemi wotami. 

Równocześnie z domem, dźwigały się mury kościoła św. Ignacego 
w bazylikowym stylu, już bowiem w latach 1625 i 1627 pochowano w nim 
współfundatorów, Adryana Wierzbickiego i kanclerza wileńskiego Stani- 
sława Wojnę; konsekracyi jego dopełnił sufragan wileński Hieronim San- 
guszko 1647 r. W pożarze Wilna 1656 r. zniszczał dom i kościół, ocalały 
jednak piękne freski. W domu nowicyatu zakończył pobożny żywot dnia 
1 sierpnia 1689 roku Tomasz Ujejski, z biskupa kijowskiego, wiernej rady 
króla Jana Kazimierza i dobrodzieja zakonu. Jezuita, prepozyt wileńskiego 
domu profesów, ale umierać chciał między nowicyuszami. 

W kościele św. Anny w Wilnie, istniało nieliczne bractwo św. Mar- 
cina dla Niemców, dla których Jezuici z domu nowicyatu mówili kazania. 
Jeden z nich obsługiwał misyę w miasteczku D u k s z t y, fundowaną 
1729 r. przez podkomorzego brasławskiego Antoniego Rudominę, brata Je- 
zuity Józefa. Drugi misyonarz rezydował przy kościele w miasteczku P e- 
1 i k a n y, w powiecie brasławskim, darowanem nowicyatowi przez Jezuitę 
Maffóna. 



- 189 — 

Z początkiem listopada 1773 roku sufragan wileński Horain, og-łosił 
99 księżom i braciom domu św. Ig'naceg'o kasacyjne brewe. Nowicjuszów 
odesłano do ich rodzin. Kościół i dom przeznaczył biskup Massalski na se- 
minaryum duchowne pod kierunkiem XX. Misyonarzy, ale już 1788 r. od- 
dał je biskup wileński Jan Nepomucyn Kossakowski, miastu na koszary, 
aby kwaterunkiem wojska nie trapiono mieszkańców. 



§. 82. Kolegium w Łucku, w województwie wołyńskiem, dyecezyi 

łuckiej. — Domy misyjne w Kowlu, Markowiczach i Porycku. — Re- 

zydencya w Włodzimierzu. 1604 — 1773. 

Już w latach 1600—1604 biskupi łuccy, Bernard Maciejowski i Sta- 
nisław Gomoliński, wizytując obszerną dyecezyę, brali z sobą Jezuitów 
jako teolog'ów i kaznodziei. Więc też następca ich, Marcin Szyszkowski, 
przywiózł z sobą 1<^04 roku z Krakowa O. Piotra Fabrycego Kowalskieg-o, 
jako teologa, a wnet potem, przerażony opłakanym stanem dyecezyi, spro- 
wadził do Łucka, za zgodą kapituły, 00. Zygmunta Obriciusza 1 Mikołaja 
Jastkowskiego, oddał im ambonę i jedną lvaplicę w katedrze, raz po raz 
wysyłał na misye do opuszczonych parafii, a tymczasem wygotował w re- 
zydencyi swej Janowie nad Bugiem 1606 r. akt fundacyjny na kolegium 
z szkołami i seminaryum, uposażając je probostwem kobry ńskiem z 4- ma 
wsiami, i dziesięciną z starostwa kobryńskiego, zobowiązał się nadto swym 
kosztem wymurować kościół. 

W 4 lata potem, nowy biskup Paweł Wołucki z kapitułą, uposażyli 
dwoma wsiami i sumą 600 złp. rocznie seminaryum duchowne, a na zaku- 
pno willi i ogrodu dali 6.000 złp. Król Zygmunt III pozwolił 1609 r. na 
kupno w dolnym zamku placów pod przyszłe kolegium; na ten sam cel 
ofiarowali swe domy w mieście, kasztelan kijowski Jerzy Wiśniowiecki 
i książęta, ojciec i syn, Jerzy i Mikołaj Czartoryscy. Z biegiem lat Jezuici 
powiększyli fundacyę łucką, nabyciem dóbr Bochyn, Kuczkorowce, Me- 
dweże, tak, że czysty dochód roczny kolegium łuckiego wynosił 20.000 
do 22.000 złp., z którego utrzymywało się osób 40 — 45. 

Kolegium i szkoły gramatykalne z retoryką, otworzył rektor Obri 
cius w latach 1608—1611 r., w domu przy dzwonnicy darowanym od bi- 
skupa Szyszkowskiego, który też nadał Jezuitom jus €Xclusionis, czyli mo- 
nopol nauczania w Łucl<u, a to w tym celu, aby przeszkodzić otwarciu 
szkół schizmatyckich. Zato założono 1614 r. szkółkę ruską slavonicae lin- 
guae, czytania, pisania i rachunku, a metropolita Kutski opatrzył ją w ksią- 
żki. Kurs teologii moralnej dla kleryków otwarto 1615 roku, kurs filozofii 
1636 r., ale zamknięto 1638 r., i znów wskrzeszono 1688 r. W roku 1692 
wykładano matematykę i fizykę do 1695 roku, po dłuższej przerwie wzno- 
wiono je 1753 r. Porządne studya filozoficzne o dwóch katedrach i teolo- 
giczne o 3 katedrach, na które uczęszczali także klerycy jezuiccy, wpro 
wadzono w latach 1762 — 1766, z legatu 20.000 złp. brata zakonnego Seba- 
styana Zagórskiego i z zapisu 30.000 złp. podlcomorzego łuckiego Jerzego 
Olszańskiego. W szkołach łuckich kształciła się dysunicka młodzież, opu- 
szczając szkoły ruskie we Lwowie, Ostrogu i Kijowie, bo w Łucku uczono 



— 190 — 

lepiej a bezpłatnie. Ganił to Jezuitom uniclii biskup dowodząc, że wyu- 
czeni w icłi szkołach dysunici, będą tam szkodliwiej działali przeciw unii. 
Szkołom przybył 1752 r. konwikt szlachecki, »kawalerowie« uczęszczali do 
szkół publicznych, tylko dla języków, fechtunku i tańców, mieli osobnych 
mistrzów. Tyle o szkołach. 

Dwupiętrowy gmach kolegium w dolnym zamku, gdzie stała kate- 
dra, dworzec biskupi i kurye kanoników, wykończono koło 1615 roku, ale 
kościół Św. Piotra i Pawła, okazalszy od katedry, co irytowało kanoników, 
budowano od 1610—1640 r., w którym go biskup łucki Gembicki konse- 
krował. 

Praca kapłańska Jezuitów łuckich obejmowała całą dyecezye, t. j. 
województwa wołyńskie, bracławskie, podlaskie i brzesko-litewskie. Coro- 
cznie 4 misyonarzy rozjeżdżało się z raniejszemi misyami po dworach pań- 
skich i zamożnej szlachty, a także po obozach; z misyami ludowemi po 
parafiach, zwłaszcza miasteczkowych, i tymto misyom zawdzięczają swój 
początek stałe domy misyjne, o których niżej mowa. W Łucku pracowali 
w swym kościele i w katedralnym, jako kaznodzieje i spowiednicy aż do 
1773 r. Nawrócili wiele ruskiej szlachty, dworzan i służby pańskiej i mie- 
szczan ruskich do unii, a reszki dyssydentów i aryanów, którzy aż do 
1646 r. mieli zbór w Łucku, do wiary ojców. 

Podczas buntu Chmielnickiego 1649 roku. Kozacy zajęli Łuck słabo 
broniony, złupili go, a ludność w pień wycięli. Trzej Jezuici, którzy pozo- 
stali na straży kolegium, po srogich mękach, aby wskazali ukryte skarby, 
zakłuci szablami, kolegium i kościół złupione. 

Po inkursyi kozackiej, założona 1658 r. Sodalitas mariana, istniejąca 
aż do 1856 r., skupiła w sobie niemal wszystkie rody wołyńskie, senator- 
skie i szlacheckie, przyjmowano i panie. Album sodalicyi przechowało się 
do dziś dnia. 

Nie wspominam o licznych wizytach zacnych gości w kolegium i po- 
witalnych mowach, dyalogach, teatrach szkolnej młodzieży, której bywało 
300 i więcej, ani o wystawnych nabożeństwach i festynach kościelnych, 
przy nader licznym udziale panów i szlachty, ani o klęskach wojen i mo- 
rów XVIII wieku, bo to rzeczy wspólne innym kolegiom, acz w szczegó- 
łach bardzo ciekawe. Nadmieniam, że car Piotr jadąc za swą armią na 
wojnę turecką 1711 r., zatrzymał się w Łucku, odwiedził Jezuitów i był 
dla nich łaskaw, ale pojmać kazał biskupa łuckiego, unitę Dyonizego Ża- 
bokrzyckiego, i wywieść do Moskwy. Uczynił to samo 1707 r. z arcj^bisku- 
pem lwowskim Zielińskim, obydwaj nie powrócili do Polski. Bursę ubogich 
uposażył 1720 r. legatem 5.000 złp. podstarości nowogrodzki Adam Pere- 
tiatkowicz. Krótko przedtem 1718 r. pożar zniszczył gmach szkolny, odno- 
wiony hojnością szlachty sejmikującej w Łucku, drugi zaś pożar miasta 
1724 r. spalił kolegium, szkoły i kościół, ale w 3 latach odbudował wszy- 
stko, z darów i ofiar szlachty, rektor Marcin Ługowski. 

Podczas konfederacyi barskiej 1768 r., sprowadzono do Łucka jeńców 
konfederackich, skąd ich wysyłano do Kijowa i w głąb Rosyi, albo za re- 
wersem, iż przeciw Rosyi wałczyć nie będą, puszczano wolno. Jezuici ła- 
godzili ich twardą dolę prezentami dla oficerów i dozorców rosyjskich, nie 
zapominając o ich potrzebach duchownych. Na wielkauoc 1769 r. uzyskali 



— 191 — 

u komendanta rosyjskiego jako wielką łaskę, źe więźniom pozwolił przy- 
stąpić do sakramentów Św. w katedrze pod strażą. 

Do kolegium łuckiego należały cztery domy misyjne. W Kowlu 
nad rzeka Turyą, 8 mil od Łucka, fundowali misyę bracia Piotr i Jan Nie- 
goszewscy 1686 r. Pomnożyli fundacyę Piotr Korycki, matrony zacne Gi- 
życka i Katarzyna Bielicka 1715 roku. Nowj' właściciel Ivowla, Stefan Le- 
szczyński wojewoda kaliski, przyjął 1716 r. całą fundacyę na siebie, oce- 
nioną na 20.000 zip. i procent od tej sumy wypłacał dwom misyonarzom 
kowelskim. Ci dojeżdżając, obsługiwali misyę w Markowiczach, którą 
założył Jan Hulewicz 1708 r., zapisując na tejże wsi 25.000 złp. Roku 1743 
wybudowali nowy kościółek i rozjeżdżali się na misye do Ławrowa, Ivle- 
wania, Żukowa, Dubna i innych parafii. 

Trzeci dom misyjny w Porycku nad rzeką Ługą, założył 1737 r. 
dziedzic miasteczka, kasztelan wołyński Michał Czacki, przy starożytnym 
kościele farnym św. Trójcy, legując 80.000 zip. Dworzanin jego Jakób Wy- 
szczyński, dodał 20.000 złp. Z tych sum, 60.000 złp. przeznaczył Czacki na 
utrzymanie 6 misvonarzy, 40.000 złp. na kapelę, ozdobę i sarta tecta ko- 
ścioła. Zdaje się, że część tej fundacyi przeniósł prowincyał Tomasz Du- 
nin 1743 roku, za zgodą Czackiego, na dom misyjny w Włodzimierzu, bo 
w Porycku zamiast 6, przebywał tylko jeden misyonarz. 

Do Włodzimierza nad Ługiem, wprowadziła Jezuitów Jadwiga 
z Sączków Zaborowska 1718 r., legując sumę 72.000 złp. na dobrach swych 
Markowicze i Hubin i na jurydyce Kwileńsczyzna w Łucku, aby » misye 
dawali nietylko w okolicznych, ale i dalszych stronach, na Wschodzie, Kry- 
mie, Wołoszy, Ukrainie, Beskidzie, głębokiem Polesiu«, jak powiada akt 
fundacyjny. Pomnożył dotacyę 1749 r. Szczepan Czacki, brat Michała na 
Porycku, zapisem 22.796 złp. Mieszkało tu stale 2, potem 3 i 4 misyona- 
rzy, pracując w chwilach wolnych od misyi, przy farze, dawnej katedrze. 
Dopiero w latach 1755 — 1762, Ignacy Sadowski starosta Słonimski, Jezuitów 
wileńskich hojny dobrodziej, z małżonką Teresą z Czetwertyńskich, wymu- 
rował dla misyi włodzimierskiej, okazały kościół za 50.000 złp., rozszerzył 
też znacznie dom misyjny, przydał mu oratorium publiczne i wśród tej 
zbożnej roboty umarł 1761 r. Dokończyła wieży i sklepień kościoła pozo- 
stała wdowa. 

Dom misyjny zamieniony 1762 r. na rezydencyą dla 6 — 7 misyona- 
rzy, z tych dwóch mieszkało od 1766 r, w nowo postawionym domu mi- 
syjnym w Markowiczach, dwóch w Kowlu. Szkół nie otworzono, albowiem 
00. Bazylianie zamienili 1743 r. dawną ruską szkołę katedralną na 6-kla- 
sowe gimnazyum i wyjednali u Augusta III monopol nauczania. Tylko 
w latach 1762 — 1766, na życzenie sufragana kamienieckiego Adama Orań- 
skiego i jego kosztem, urządzono dla kleryków dyecezyi kamienieckiej 
mniejszy kurs filozofii i teologii, ale i tego zabraniali Bazylianie, aż się za 
Jezuitami ujął nuncj^usz Yisconti i sam metropolita Wołodkiewicz. Z śmier- 
cią Orańskiego zamknięto kursą. 

W chwili kasaty 1773 r. mieszkało w kolegium łuckiem i w rezy- 
dencyi włodzimirskiej 57 Jezuitów, z tych 27 słuchaczów filozofii i teolo- 
gii, 12 profesorów, 11 misyonarzy. Kilku ex-Jezuitów nauczało dalej 
w szkołach z retoryką, aliści pożar 1774 r. nadwerężył część gmachu i ko- 



— 192 — 

ścioła, a zniszczył doszczętnie starą katedrę łucką i jej budynki. Więc bi- 
skup łucki Feliks Turslci, za umową z komis^^ą edukacyjną i zapłatą 
100.000 zip., przeniósł katedrę do pojezuickiego kościoła, w gmachu poje- 
zuickim urządził seminaryum i mieszkania dla kanoników, część zaś wy- 
najął prywatnym. Także biblioteka pojezuicka dostała się katedrze, nikt 
o nią nie dbał, niszczała, dopiero koło 1890 r. proboszcz łucki Stankowski, 
uporządkował jej resztki. 

Pojezuicka rezydencyę w Włodzimierzu, odebrała jako swą własność 
fundatorka Sadowska, i dopiero po długich prośbach Bazylianów, którym 
przebaczyć nie mogła, iż dokuczali Jezuitom, i za wdaniem się komisyi 
edukacyjnej, pozwoliła 1786 r. pod pewnymi warunkami, zamienić ją na 
monaster i szkoły bazyliańskie. Po r. 1803 akademia wileńska urządziła 
pięcioklasową szkołę powiatową. Zniósł ją 1831 r. ukaz Mikołaja I. 



§. 83. Jezuici w Kamieńcu podolskim, w dyecezyi kamienieckiej. — 

Misye w Winnicy, Barze, Szarogrodzie, Kitajgrodzie, Liczkowcach 

i Kopeczyńcach. 1608—1773. 

Do »fortecy rzpltej<i Kamieńca podolskiego, zaludnionego przez Po- 
laków, Rusinów, Ormian, Wołochów, Węgrów, Cyganów i Żydów, dojeżdżali 
już w XVI wieku Jezuici jarosławscy i lwowscy z pracą kapłańską. Biskup 
kamieniecki Stanisław Gomoliński, Mikołaj i Hieronim Jazłowieccy, już 
1590 r. zamierzali fundować im kolegium, ale biskup postąpił 1591 r. na 
l^atedrę chełmską, Mikołaj Jazłowiecki umarł 1595 r., zamiar nie doszedł 
do skutku. 

Dopiero 1608 r. nowy biskup kamieniecki Jan Jędrzej Pruchnicki, 
przywiózł z sobą z Krakowa, podobnie jak Szyszkowski do Łucka, dwóch 
Jezuitów, Stanisława Radzimskiego i Stanisława Machociusza do Kamieńca, 
umieścił w swym pałacu, oddał im ambonę i jedną kaplicę w katedrze, 
wnet opatrzj^ł dom własny i już z początkiem 1609 r. otwarto rezydencyę, 
w roku następnym kurs kazuistyki i szkoły gramatykalne, które tak ucie- 
szyły szlachtę podolską, że na sejmikach 1609 i 1611 r. uchwaliła podatek 
szkolny, »pół poboru zupełnego z pługów«, którą to »daninę« zatwierdził 
sejm 1611 r. Humaniora otworzył rektor Radzimski 1614 r., oraz konwikt 
dla ubogiej szlachty, z zapisu t. r. części dóbr Suprunkowce Wacława Ale- 
ksandra Kalinowskiego, starosty kamienieckiego i jenerała ziem podolskich. 
Retorykę otworzył rektor Jan Kolenkowicz 1624 r. Kurs teologii dla dye- 
cezyalnego kleru zaprowadzony 1610 r., przerwany 1672 r. okupacyą tu- 
recką, wskrzeszony 1709 r. i pomnożony kursem filozofii 1726 r., przenie- 
siony razem z nim 1762 r. do rezydencyi w Włodzimierzu i znów 1766 r. 
przywrócony do Kamieńca; 1771 r. utworzony dwuletni kurs teologii mo- 
ralnej z legatu 30.000 złp. Mikołajowej Stadnickiej kasztelanowej po- 
dolskiej. 

Rezydencya kamieniecka zamienioną została 1614 roku na kolegium, 
które uposażyli dostatnio: Agnieszka Stanisławska nadaniem 1620 r, dóbr 
Niżborek, Kapuścinów i Mieczkowce; sędzia ziemski kamieniecki Radecki 
darowizną podmiejskich wsi Ormiany i Ormianki; hetman Stanisławy Żół- 



— 193 - 

kiewski legatem na utrzymanie dwóch mi83^onarzy. Pożar miasta 1616 r. 
spalił młode kolegium i tymczasowy kościół, łiojność hetmana dopomogła 
wkrótce do jego odbudowania. Fundamenta pod nowy kościół z ciosu, ex- 
voto królewicza Władysława za wiktoryę chocimską 1621 r., poczęto brać 
1642 r. Budowa dla braku grosza i wojen kozackich stanęła, podjął ją re- 
ktor Jakób Zaręba 1665 r., nie zdołano jej wykończyć, gdy 1672 r. Turcy 
zdobyli Kamieniec. Więc Halli basza kazał kościół rozebrać, a ciosów użyć 
do budowy mostu nad Smotryczem, dziś jeszcze stojącego. 

Wiadomo, że Podole w XVII w. wystawione było na wojny tureckie 
aż do 1672 r., na tatarskie i kozackie napady, które rozbijały się o nie- 
zdobytą fortecę Kamieńca. Do niej też chroniła się wystraszona szlachta 
z rodzinami na tygodnie i miesiące całe, dostarczając obficie pracy ducho- 
wnej Jezuitom. Wyjednali oni sobie u miasta szczególny monopol posługi 
duchownej, nietylko w szpitalach i obozach, ale więźniom i skazańcom na 
męld i śmierć. A tych skazańców bj^ło np. 1610 r. aż 30, bywało co rok 
po kilku i kilkunastu, bo do Kamieńca zwożono zewsząd pojmanych opry- 
szków i wszelakiego rodzaju hultajów, których sądy ławnicze skazywały 
na roboty w fortecy, albo na tortuiy i śmierć. 

W obozie pod Chocimem 1621 r. zaraźliwe dyzenterye (lues castren- 
sisj trapiły żołnierzy, przybywali setkami do Kamieńca, jedni pielęgnowani 
przez ludność i Jezuitów, wracali do sił, drudzy przygotowani przez nich, 
umierali pobożnie. W nieszczęśliwych bitwach pod Sasowym Rogiem 1612 
i Cecora 1619 r., kapelani obozowi O. Zgoda i dwaj inni, wzięci do niewoli 
tatarskiej; Zgoda po Icilku latach, które obrócił na posługę chrześcijańskim 
jeńcom i niewolnikom w Krymie, odzyskał wolność, ale towarzysze jego 
pomarli w niewoli. 

W czasie pokoju, obowiązkiem kapelanów było, nieść duchowną po- 
moc, obozom i stannicom wojskowym. Pod Winnicą stał taki obóz podczas 
» okazywania rycerstwa* 1613 roku; kapelan O. Turowski tak się spodobał 
szlachcie i staroście Winnickiemu Walentemu Alelcsandrowi Kalinowskiemu, 
że ten fundował Jezuitom dom misyjny w Winnicy, podarowawszy wła- 
sny dworzec z ogrodem i gruntami, który dla obrony opasał ostrokołem 
i wałami i dwie zatoczył armatki. 

Równocześnie prawie hetman Żółkiewski, starosta barski założył dom 
misyjny w Barze, głównie dla załogi zamkowej i stannic wojska kwar- 
cianego, nabywszy na ten cel od mieszczanina Mitenko, kamienicę z ogro- 
dem, pasieka i lasem i uposażywszy sumą 5.000 złp, i dziesięciną. Im też 
oddał patronat i parafię barską. Z misyi barskiej powstała z czasem rezy- 
dencya i kolegium. 

Otóż z Kamieńca, Winnicy i Baru szli corocznie misyonarze Turow- 
ski, Zgoda, Kozdroviufl, Zakrzewski i inni na Ukrainę missio ukrainensis, 
gdzie im szlachta 8 drewnianych kaplic pobudowała, bo kościołów nie było, 
a cerkwie tylko dysunickie. Za namową misyonarzy, starosta winnicki Ka- 
linowski, erygował w swej Humańszczyznie 3 parafie i opatrzył w księży. 
Apostołowali także na pograniczu Moskwy i Krymu, gdzie 9 osad kato- 
lickich z ich gorliwości korzystało. 

Patrząc na te ich prace wojewoda kijowski, potem kanclerz w. k. 
Tomasz Zamojski, nie szczędził im za życia jałmużn; umierając 1638 roku 

JEZUICI W POLSCE. J3 



— 194 - 

fundował dom misyjny w dziedzicznym Sza r ogrodzie legatem 
70.000 złp., do których pozostała wdowa Katarzyna z Ostrogsliicłi, dodała 
30.000 złp. Sumy te stopniały do 27.000 złp. na dobracłi Raszliowie, iż 
tyłłio 1.600 złp. rocznie otrzymała misya. 

Nastały straszne łata inltursyi Iłozacliiej. Misya winniclca, Ictóra 
1642 r. urosła w Itolegium, zniesiona na długie lata, bo dopiero 1703 roku 
wskrzesił ją O. Tomasz Załęski. Ten sam los spotkał misyę barską, która 
także urosła 1646 r. w kolegium. Wrócili do Baru misyonarze 1662 r. ale 
na krótko, Bar bowiem dostał się w posiadanie Turków na lat prawie 30. 
Wrócili powtórnie 1703 roku i powoli wskrzesili dawne prace misyjne 
i szkolne. Szarogrodzka misya zniszczona przez Kozaków 1648 r., wskrze- 
szona 1652 r. na lat 20. Rozegnał ją bunt Doroszeńki 1662 r., potem oku- 
pacya turecka, dopiero 1727 r. wskrzesił fundacyę Zamojskiego, wojewoda 
sandomierski Jerzy Aleksander Lubomirski, nowy dziedzic Szarogrodu. 
Mieszkało tam stale dwóch misyonarzy podolsko-ukrainnych, aż ich roze- 
gnały kupy hajdamackie 1768 r. Oni schronili się do Baru, po dwóch la- 
tach powrócili do Szarogrodu. 

O zdobycie Kamieńca, do którego tysiące szlachty się schroniło, ku- 
sili się Kozacy na 4 zawody: pod wodzą Krzywonosa w czerwcu i lipcu 
1648 r.. Tatarzy i Kozacy Tymoszka Chmielnickiego w czerwcu 1652 rolvU, 
wreszcie sam stary Chmiel w lipcu t. r. 9 szturmów przypuścił do for- 
tecy — napróżno, odegnano ich zawsze z ciężkiemi stratami. Łatwo pojąć 
ogrom pracy Jezuitów, którzy wolni od szkół, bo te rozpuszczono 1648 r., 
a zwołano dopiero po ugodzie hadziackiej 1658 r., z tern większem poświę- 
ceniem rzucili się do posługi duchownej dla napływowej i miejskiej ludno- 
ści, licznej załogi, przepełnionych rannymi szpitali i jeńcami więzień. 

Od 1658 roku nastało dla Podola kilkanaście lat spokojniejszych, bo 
wojna przeniosła się na Ukrainę i Litwę. Więc i szkoły otwarto, i podjęto 
tu i owdzie prace misyjne, aż tu od 1667 r. powtarzające się napady Ta- 
tarów, wojna turecka 1672 roku, uwieńczona zdobyciem niezdobytej dotąd 
fortecy Kamieńca i okupacyą Podola, zamknęła pierwszą dobę kolegium 
kamienieckiego. 

Halil basza zamienił kościoły i cerkwie na meczety i stajnie, łacin- 
nikom zostawił kościółek św. Katarzyny. Przy nim to osiadł ostatni rektor 
Jerzy Szornel, opiekun uciśnionych chrześcijan, poważany przez baszę, ale 
1683 r. wskutek donosów Ormian i Żydów, popadł w podejrzenie, że znosi 
się tajemnie z królem Janem IIL Więc okutego w kajdany, odesłał Halil 
do Adryanopola pod sąd wezyra Kara Mustafy. Wezyr nie znalazł w nim 
winy i puścił wolno, on zaś osiadłszy w Janowie, a potem we Lwowie, do- 
jeżdżał do Kamieńca, gdzie po r. 1683 zastępował go dzielny misyonarz 
O. Adam Frykacz, i do majątków kolegium kamienieckiego, których Turcy 
nie tknęli, dla ich zarządu. On też przyjmował komisarzy rzpltej, którzy 
po ustąpieniu Kachrimana baszy i Turków, 22 września 1699 roku z woj- 
skiem polskiem i kapelanami Jezuitami Tomickim i Dziubińskim, wjechali 
do Kamieńca, i w kościółku przerobionym naprędce z lvilku izb jezuickiego 
kolegium, Turcy obrócili je na koszary janczarskie, śpiewał w dzień Św. 
Stanisława Kostki dziękczynne Te Deum. 



- 195 - 

Jako dawny rektor uporządkował kolegium i jego dochody, otwo- 
rzył 1700 r. szl'j;oły gramatylci, w rok potem liumaniora, dojeżdżając kape- 
lanował wojsku polskiemu w Okopach Trójcy Św., O. Dziubińskiego i kilku 
księży wyprawił na misye podolskie. Wnet potem pojechał do Lwowa dla 
spraw kolegium, w powrocie zaniemógł w Dymidowie, parafii Chodorowskiej, 
i tam zakończył pracowity żywot 21 stycznia 1702 r. Następcy jego, Adam 
Frykacz i Kazimierz Twardochlebowicz, wprowadzili dawny porządek na- 
bożeństw, szkół i prac misyjnych, a biskup kamieniecki Jan Chryzostom 
Gniński, wizytując 1704 r. spustoszoną dyecezyę, brał z sobą O. Frykacza, 
misyonarzom zaś dla braku kleru, nadał prawa proboszczowskie. 

Przybyły też nowe domy misyjne: w Kita j grodzie dla Niem- 
ców kolonistów 1706 — 1727 r., z fundacyi 5.000 złp., Józefa Potockiego sta- 
rosty bełzkiego. W Liczkowcach, w powiecie husiatyńskim, z funda- 
cyi skarbnika podolskiego Franciszka Kaweckiego i źon}^ Katarzyny 
z Drużbackich, którzy 1728 r. wymurowali piękny kościół z domem dla 
2 — 3 misyonarzy podolskich. Także w Kopeczyńcach pod Trembowlą, 
Kalinowscy fundowali misyę 1730 — 1773 roku. O wskrzeszeniu misyi szaro- 
grodzkiej 1728 r. przez rektora Kiernożj^ckiego, wspomniałem wyżej. Bar 
i Winnica zostały zamienione w kolegia. 

Tak więc od 1730 r. cztery domy misyjne należały do kamienieckiego 
kolegium. Nowy gmach szkolny dźwignął rel^tor Łukasz Lasocki 1742 r.; 
regens zaś Adam Stadnicki wymurował 1756 r. gmach konwiktu szlache- 
ckiego. Po przeniesieniu liursu filozofii i kazuistyki z Włodzimierza do 
Kamieńca, fundowała 1771 roku legatem 30.000 złp. dwuletni kurs teologii 
moralnej, bratowa rektora. Mikołajowa z Łuszczewskich Stadnicka, kaszte- 
lanowa podolska. Koło 1750 r. urządzono aptekę, jedyną w Kamieńcu, bo 
dopiero 1767 r. Paweł Lenkiewicz otworzył aptekę miejską. 

Budowę nowego kościoła, przy kolegium bowiem istniała raczej 
tymczasowa kaplica jak kościół, rozpoczął rektor Feliks Ubysz koło 
1753 r. z ofiary 20.000 złp. braci Stadnickich, Mikołaja kasztelana podol- 
skiego i Adama, Jezuity. Gdy 1757 r. wskutek pęknięcia głównego filaru 
zawaliło się sklepienie, nastała przerwa w budowie, dopiero rektor Adam 
Stadnicki, otrzymawszy 10.000 złp. od Jacka Lityńskiego, podjął ją na 
nowo, ale w roku kasaty 1773 r. kościół nie był jeszcze wewnątrz wykoń- 
czony. Delegat biskupi oddał go proboszczowi Czachurskiemu; r. 1833 ro- 
zebrano go, a na jego miejscu stanęło gimnazyum rządowe. W gmachach 
pojezuickich mieściła się szkoła powiatowa pod zarządem 00. Teat^^nów, 
a potem akademii krakowskiej. Rząd rosyjski zamienił je na koszary, 
z czasem poszły w ruinę. Dziś i oddawna ani śladu Jezuitów w Kamieńcu. 



§. 84. Kolegium w Krożach na Żmudzi w dyecezyi żmudzkiej. - 

Poeta Sarbiewski. — Misye w Worniach, Żydykach, Bortkiszkach 

i Litowianach. 1608—1773. 

Resztki pogaństwa zachowały się najdłużej na Żmudzi, bo do pierw- 
szych dziesiątków lat XVII wieku. Rozszerzył się też tam kalwinizm, a na- 
wet aryanizm. Świętobliwy biskup żmudzki książę Melchior Gedroić, syn 

13* 



— 196 — 

marszałka w. 1., uprosił u relctora wileńsliieg-o lis. Sl^argi, trzecłi misyona- 
rzy 1583 r., potem sporadycznie przybywałł inni, Ictórzy tępili pogaństwo 
i łierezyę, a katołiliów wzmacniałi w wierze. Dopiero 1607 r. tenże biskup 
Gedroić założył rezydencyą jezuicką w Krożacti nad Krożętą, księcia Ra- 
dziwiłła Sierotki, a na budowę kościoła przeznaczył 2.000 duk. węg. na wsi 
Poszwityni. W rok potem umarł. Następca jego Mikołaj Pac, cłiciał mieć 
Jezuitów w stołicy biskupiej Worniacłi, starosta zaś żmudzki i hetman, 
Jan Karoł Cłiodkiewicz zapraszał do Szkud, gdzie nowy kościół i szkołę 
postawił. Ale Jezuici obrali Ivroźe, jako punkt centralny Żmudzi. Książę 
Sierotka ofiarował 1613 r. swój zamelv na kolegium i płac pod rozszerze- 
nie jego i pod dom szkolny. Cłiodkiewicz zaś uposażył erygowane 1618 r. 
kolegium i rozpoczął 1621 roku budowę kościoła Matki Boskiej Wniebo- 
wzięcia. 

Szkoły, gramatykę i humaniora, otworzył vice rektor Jemiałkowski 
1616 roku. Sławny później poeta Maciej Sarbiewski, był tu przez dwa lata 
1617 — 1618 r. profesorem poetj^ki i tu układał w heksametrach łacińskich 
pierwsze swe poemata na cześć biskupa żmudzkiego Stanisława Kiszki 
i hetmana Chodkiewicza. Retorykę otwarto dopiero 1640 r,, filozofię 1729 r., 
dwie katedry teologii moralnej 1630 i 1634 r. Konwikt szlachecki dla 10 
ubogich uczniów, fundował sekretarz królewski Piotr Szukszta 1635 roku. 
Szkoł.y te nazywano często Atheneum Chodkievicianum. Na kilka lat przed 
szkołami, bo 1607 roku, założył biskup Gedroić seminaryum dyecezyalne 
w Worniach, i oddał dwom Jezuitom w zarząd. Uposażył je 3 wsiami 
1618 r. biskup Pac. Ale wskutek sporu z kapitułą o administracyę tych 
wsi, biskup żmudzki Abraham Wojna, przeniósł seminaryum do Kroż. Nie 
podobało się to kapitule, nalegała kilkakrotnie na biskupów o umieszcze- 
nie seminaryum w W^orniach. Uczynił to biskup żmudzki Antoni Tyszkie- 
wicz 1742 r. i oddał seminaryum w zarząd 00. Pijarom, ale juź po 10 la- 
tach, kapituła sama zaprosiła na ich miejsce Jezuitów, którzy w Worniach 
zdawna, bo od 1623 r. mieli niisyę, a 1762 r. urządzili tu rezydencyę, 
i oprócz zwykłych prac kapłańskich, pełnili urząd teologa nadwornego 
przy biskupie i egzaminatora dyecezyalnego kleru, oraz kaznodziei kate- 
dralnych. 

Do kolegitim krozkiego należały misye w T y 1 ż y, o której niżej, 
w Żydykach, miasteczku jezuickiem, w którem rektor Tymiński posta- 
wił 1636 r. drewniany kościółek; od 1680 r. mieszkało tu dwóch misyona- 
rzy. Wreszcie misj^a wBortkiszkach i Litowianach, fundowana 
1771 r. przez wsi tych dziedziców, Sawrymowiczów i Abramowiczów, które 
dojeżdżając z Worń, obsługiwał O. Antoni Pole. 

Po ogłoszeniu klemensowego brewe 1773, szkoły krozkie zamieniono na 
wydziałowe. R. 1791 Karmelici z Chwałojń, objęli kościół, gmachy i szkoły 
w zarząd. Ustąpili 1817 r., a wtenczas akademia wileńska naprawiwszy bu- 
dynki, urządziła gimnazyum, które rząd rosyjski przeniósł 1842 r. do Ko- 
wna, budynki zaś pojezuickie, równie jak kościół Wniebowzięcia, rysujący 
się, bo nienaprawiany, sprzedał t. r. na licytacyi Adolfowi Przeciszew- 
skiemu, marszałkowi szlachty rosieńskiej. 



- 197 



ROZDZIAŁ XVIIL 



Kolegia i domy założone w drugiej dobie rządów Zygmunta III- 

1608—1632. 



§. 85. Kolegium w Łomży, w województwie mazowieckiem, dyecezyi 
płockiej. — Misya w Myszyńcu. 1609-1773. 

Do Łomży nad Narwią, drugiej niegdyś stolicy książąt naazowie- 
ckich, zaprosił Jezuitów proboszcz miejscowy, kanonik ploclii i warszawski 
Jan Chociszewski 1609 r., oni zaś przy pomocy szlaclity Jałowskich, Kossa- 
kowskich, Bag-ieńskich, założyli najprzód dom misyjny, potem 1614 r. wy- 
budowawszy nad Narwią dom i kościółek, otwarli rezydencyę z szkołami 
gramatykalnemi, w rok później uczyli łiumaniorów. Rezydencyę uposażył 
kanonik gnieźnieński Adam Nowodworski, nadaniem dóbr Niestępowo, więc 
zamieniono ją na Iłolegium 1616 r. Pierwszym rel^torem O. Adam Kolożem- 
ski, który był duszą łomżyńskiej fundacyi. On też rozpoczął budowę no- 
wego kościoła 1621 roku, która dla klęsk publicznych i braku funduszu, 
trwała przeszło sto lat, bo dopiero w 1725 roku kanclerz w. k. i starosta 
łomżyński Jan Szembek, z małżonką Ewą z Leszczyńskich, wykończyli 
w 6 latach wspaniałą świątynię, pod wezwaniem św. Stanisława Kostki, 
a kolegium bardzo skromnie uposażone, nadali 1732 r. 5 wsiami i 6 fol- 
warkami. Wtenczas to stanęły obok kościoła, nowe dwupiętrowe gmachy 
kolegium i szkół z retoryką dla 200—2^0 uczniów. 

Do łomżyńskiego kolegium należał dom misyjny w M y s z y ń c u, 
wiosce lesistej, powiatu ostrołęckiego, przez Kurpiów, zręcznych strzelców 
i odważnych, ale napół dzikich, zamieszkałej. Urządził ją, nie wiem z czy- 
jej fundacyi, rektor łomżyński Kasper Jadowski 1654 r., postawiwszy ko- 
ściółek i dom dla dwóch misyonarzy. Do kościółka tuliły się domki osa- 
dników, trudniących się furmanką i handlem trzody chlewnej. Jan III po- 
zwolił Jezuitom wykarczować 90 mórg lasu, postawić szkolę, browar, kar- 
czmę i tak wśród puszczy powstało miasteczko Nowy Myszyniec. W woj- 
nie północnej podczas krwawej potyczki Kurpiów z Szwedami 1702 r., cały 
Myszyniec poszedł z dymem; odbudowano go 1718 roku, wraz kościołem 
i domem misyjnym, w którym mieszkało 3 — 5 misyonarzy »dla ziemi łom- 
ży ńskiej«. 

Także w dobrach jezuickich Lachowie, Olszynach, Starej 
Łomży i w Niestępowie, istniały przy drewnianych kościółkach sta- 
cye misyjne. 

Kolegium łomżyńsl^ie należało do prowincyi polskiej, po rozdziale 
prowincyi na 4 r. 1756, do mazowieckiej. 



— 198 - 

§. 86. Kolegium w Przemyślu, województwie ruskiem, dyecezyi prze- 
myskiej. 1610-1773. 

Jeszcze 1570 r. biskup przemyski Walenty Herburt, zamierzał spro- 
wadzić Jezuitów do swej stolicy, ale uprzedziła go Zofia Kostczyna fundu- 
jąc im 1571 roku kolegium w Jarosławiu. Dopiei-o w lat 40 potem, biskup 
przemyski Sieciński, zaprosił 00. Wargockiego i Lewickiego do katedry, 
oddał ambonę i jedne z kaplic, gościł w swym pałacu, projektował otwo- 
rzyć jak najprędzej szkoły, ale trafił na silny opór kapituły, która pozo- 
stała Jezuitom zawsze niechętną. Jeden wszelako kanonik, ex-Jezuita Je- 
remiasz Krasicki, okazał się im dobrodziejem. Przy jego i starosty przem. 
Adama Stadnickiego pomocy (dali po 1.200 zip,), biskup nabył przyległą 
do swego pałacu kamienicę Sadowskiego, przeznaczając na rezydencyę dla 
Jezuitów 1612 r.; w 6 lat później, oddał im najdawniejszy w Przemyślu 
kościółek, cerkiew niegdyś, św. Piotra. Tu oni odprawiali nabożeństwa aż 
do 1638 roku, w którym poświęcony nowy kościół Św. Ignacego, założony 
1627 r. z fundacyi 12.000 zip. marszałka w. k. Mikołaja Wolskiego i in- 
nych ofiar. Równocześnie, po lewej stronie kościoła, wymurowano z fundu- 
szu 90.000 złp. pani Ulińskiej, kolegium, po prawej zaś stronie na miejscu 
kościółka św. Piotra, który 1679 r. rozebrano, ku zgorszeniu kapituły i bi- 
skupa, stanął drewniany, potem 1754—1755 r. murowany gmach szkolny. 

Szkoły, gramatykę i humaniora, fundowane przez kanonika prepo- 
zyta kapituł}^ Krasickiego, zapisem dóbr Hruszatyce pod Nowem Mia- 
stem, i części Zrotowic, otwarto dopiero , 1628 roku, ale po roku zam- 
knięto je, i nie otworzono, aż po inkursyi kozackiej 1654 roku, chociaż 
rezydencya przemyska już 1649 roku zamieniona na kolegium. Koło 
1680 roku prz3^byla szkołom retoryka i kurs filozofii, loika. Dopiero 
1754 r. biskup przemyski Wacław Sierakowski, fundował sumą 30.000 złp. 
drugą katedrę filozofii, dwie katediy teologii dogmatycznej, seminaryum 
zaś dyecezyalne z teologią moralną i kazuistyką, przeniósł z Brzozowa 
i powierzy! Jezuitom, darował im swoją drukarnię, oddał w zarząd biblio- 
tekę publiczną, którą utworzył z trzech bibliotek, katedralnej, kapitulnej 
i Avłasnej, razem 3.723 dzieł, przeznaczając na jej utrzymanie kapitał 
16.000 złp. Rektor Feliks Żuchowski umieścił ją w nowym gmachu szkol- 
nym. Tak więc kolegium przemyskie stanęło na równi z akademią. Karol 
Czermiński, starosta drohowyski, legatem 10.000 złp., fundował przy niem 
koło 1750 r. dwóch misyonarzy dla dyecezyi przemyskiej. 

Należało ono do prowincyi polskiej, od r. 1756 do małopolskiej, przy 
niem urządzono 1759 r. dom profesów. 

Dnia 6 października 1773 roku, delegat biskupi ks. Ignacy Kierski 
w asystencyi austryackiego komisarza Niedermajera, ogłosił 18 przemyskim 
Jezuitom kasacyjne brewe. Kilku ex- Jezuitów zostało przy nauczaniu szkół 
z retoryką, resztę gmachów zamieniono na biura. Bibliotekę przewieziono 
do Lwowa, wcielono później do biblioteki uniwersyteckiej. Kościół św. Igna- 
cego, którego odnowy nie dokończono jeszcze, zamieniony zrazu na maga 
zyn ubiorów wojskowych, potem stał lat 20 pustką, przeznaczony na roze- 
branie, aby na jego miejscu stanął pałac biskupa ruskiego i ruskie semi- 
naryum. Nie dopuścił tego łaciński biskup przemj^ski dr. Józef Pelczar, 



— 199 — 

i nabywszy od rządu 1902 r. pojezuickie kolegium i kościół, odnowił go 
pięknie pod wezwaniem Najsłodszego Serca Jezusowego i przeznaczył, jako 
filię katedry, dla licznego garnizonu fortecy przemyskiej. 



§. 87. Kolegium w Orszy, w województwie witebskiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. — Misya w Faszczówce. 1610—1773. 

W twierdzy granicznej Orszy nad Dnieprem, panowały schizma i kal- 
winizm. Ten wnet się rozpadł, a na miejscu kalwińskiego zboru, stanął 
1590 r. kościół katolicki farny z fundacyi kanclerza w. 1. Lwa Sapiehy. Na 
jego i proboszcza ks. Laurentego, prośby, Zygmunt III ciągnąc pod Smo- 
leńsk 1609 roku, ofiarował się na fundatora kolegium jezuickiego, głównie 
dla szkół, których województwo witebskie nie miało. Oddał 1610 r. probo- 
stwo z 11 włokami ziemi Jezuitom, darował 1612 r. pięć wsi, 1616 r. dobra 
znaczne Faszczówkę, wycięte z dóbr ekonomii mohylewskiej. Papież Pa- 
weł V i sejm 1616 r., zatwierdzili królewską fundacyę. Duszą jej był su- 
perior Hieronim Kniski, wybudował kościół i dom na rezydencyę, którą 
jenerał Yitelleschi zamienił 1616 r. na kolegium. 

Szkoły gramatyki otwarto 1618 r., humaniora 1623 r., retorykę 
1634 r,, kurs loiki 1696 r., kurs wielki filozofii 1724 r., z zapisu podcza- 
szego rzeczyckiego Hieronima Kiernożyckiego, dóbr Żeleźniaki. Już 1621 r. 
szkoły otrzymały od króla monopol nauczania na miasto i powiat orszań- 
ski. Król Władysław, idąc na wojnę moskiewską 1634 r., uposażył bursę 
ubogich i muzyków nadaniem wsi Dubrownej. Pomnożyli uposażenie, pro- 
boszcz orszański Michał Chruszczewski sumą 5.000 złp., Jan Frączkiewicz 
darowizną swej jurydyki w Orszy. 

Wojna moskiewsko-kozacka 1655 r. rozegnała szkoły, wycięła lu- 
dność, złupioną Orszę puściła z dymem. Dopiero 1664 r. otwarto połatane 
kolegium, nieliczne szkoły i tymczasową kaplicę. Aliści pożar 1680 r. zni- 
szczył wszystko; w trzech latach odbudował rektor Floryan Reszka, kole- 
gium i szkoły, r. 1686—1693 stanął drewniany kościół, z dwoma wieżami, 
na który car Piotr darował, na prośbę O. Voty, z lasów smoleńskich ol- 
brzymie belki i 3.600 rubli. Dopiero 1741 r. stawiać poczęto murowany ko- 
ściół Św. Michała. 

W latach 1683 — 1686 przyjmowano w kolegium posłów rzpltej do 
Moskwy, Krzysztofa Grzymułtowskiego i Marcyana Ogińskiego z O. Votą 
i liczną świtą. Podczas wojny północnej, oprócz złupienia dóbr i kolegium, 
dostały się Jezuitom 1708 r., plagi od nahajek kozackich i więzienie. Dla 
zarazy 1709 r. szkoły wakowały przez 4 lata. Pomyślny dorobek czasów 
» szczęśliwości saskiej«, psuły 1720—1764 r. co chwila przemarsze wojsk ro- 
syjskich, połączone z porywaniem chłopów poddanych, w głąb carstwa, pod 
pozorem, że to są potomkowie zbiegów rosyjskich. 

W dobrach swych Faszczówka, urządzili Jezuici stacyę misyjną 
przy drewnianym kościółku z cudownym obrazem Matki Boskiej, która od 
1723 r. należała do rezydencyi mohylewskiej. Po jego spaleniu przez Ko- 
zaków 1655 r., odbudowano go 1694 r., wreszcie 1754 r. postawiono z muru. 
Biskup wileński Zienkowicz uznał ten kościół jako filię fary orszańskiej 



— 200 — 

1744 r. Dwóch białoruskich misjonarzy z fundacji 6.000 tjnfów 1723 r., 
podczaszego inflanckiego i ekonoma mohjlewskiego Macieja Boeckelmanna 
(missionarii Bekelmani per ATbam JRussiamJ, powiększonej 1733 roku darem 
10.000 zip. Konstancji Soltanowej, mieszkało stale w Faszczówce, Biskup 
Siestrzencewicz zamienił filię na parafię 1776 r. 

Także we wsi jezuickiej P o h o s t, przj kościółku drewnianjm bjła 
stacja misjjna. 

Kolegium orszańskie należało do r. 1756, do prowincji litewskiej, po- 
tem do mazowieckiej. Roku 1772 dostało się pod panowanie Rosji i oca- 
lało aż do 1820 r. 



§. 88. Kolegium w Płocku, w województwie i dyecezyi płockiej. 

1611-1773. 



Do Płocka, stolicj niegdjś Mazowsza, potem województwa, pragnęli 
się dostać Jezuici jeszcze 1564 r., ale biskup Noskowski wolał ich osadzić 
w Pułtusku. Zato biskup Marcin Szjszkowski, którj ich zawezwał do Łu- 
cka, posuniętj na katedrę płocką, zaprosił ich 1611 i 1613 r. do swej sto- 
licj, jako misjonarzj i kaznodziei przj kolegiacie św. Michała. Niebawem, 
zakupiwszj kilka domków i placów w mieście, założjł 1615 rezjdencję ze 
szkołami gramatjki, humaniorów i kursem kazuistjki dla klerjków dje- 
cezji płockiej, która w pożarze miasta 1616 r. poszła z djmem. Odbudo- 
wano ją prędlco, i dzięki kilku mniejszjm współfundatorom, jak kanonik 
płocki Alanc, Piotr Sokolnicki ojciec dwóch Jezuitów, kasztelan sierpski 
Stanisław Kuczborski, uposażoną została dostatecznie i zamienioną na ko- 
legium 1626 r. 

W lat 6 potem otwarto retorjkę i kurs filozofii, naprzemian z ma- 
tematjką 1678 r. Na budowę kościoła legował 1652 r. biskup płocki króle- 
wicz Karol Ferdjnand 20.000 złp., ale do tej budowj nie przjszło. Jezuici 
pozostali przj kościele kolegiackim św. Michała. 

Zubożone wojną szwedzką 1655—1660 r. kolegium płockie, poratował 
starosta wjszogrodzki Michał Karnkowski, zapisem miasteczka Nadarzjna, 
wsi Walentów i Wolica, które Jezuici objęli 1667 r. Tegoż roku darowała 
im Krjstjna z Zielińskich Wieczfińska dobra Zalesie; otrzjmali też w la- 
tach 1658—1660 znaczne jałmużnj. Aliści 20-Iecie (1698—1717) klęsk wo- 
jennjch, zarazj i pożaru 1718 r. przjprowadziło kolegium do nędzj. Dźwi- 
gnęło się w ostatniem 30-leciu, czjstj dochód z dóbr i kapitału wjnosił 
9 — 10.000 złp. rocznie, gdj brewe Klemensa XIV, rozwiązało je na zawsze 
1773 r. Szkołj, zamienione na podwjdziałowe, wraz z znaczną biblioteką, 
przeszłj pod zarząd almae matris. W gmachu pojezuickim zamieszkałj 
Pannj Miłosierne, obsługujące szpital św. Ti-ójcj. 



201 — 



§. 89. Rezydencya w Winnicy, w województwie bracławskiem, dye- 
cezyi łuckiej. 1612—1773. 

Wspomniałem (str. 193), że hetman Żółkiewski założył Jezuitom mi- 
syę obozową w Winnicy. Po pożarze miasteczka 1612 r. wskrzesił misyę 
starosta Kalinowski, zakupił domy pod przyszłe kolegium i kościół, upo- 
sażyła ją zaś lepiej, dochodem 1.500 złp. rocznie, wojewodzina kijowska 
Teofila z Chocimierza Chmielecka, wdowa po Stefanie, pogromcy Tatarów. 
Jakoż 1619 r. mis.ya zamieniona w rezydencyę dla 6 — 7 misyonarzy, 1630 r. 
otwarto szkoły humaniora z retoryką i kurs teologii dla kleryków dyece- 
zyalnych; 1642 roku rezydencya zamieniona na kolegium warowne, »na 
kształt zamku«, osób 24, z tych 5 profesorów, 2 kapelanami na zamku, 
4 misyonarzy na Wołyń i Ukrainę. Inni pracowali w farze i zarządzali 
parafią. 

Inkursya kozacka 1648 r., okupacya turecka 1672 r., spowodowały 
półwiekową przerwę w dziejach Jezuitów Winnickich, dopiero po karłowi- 
ckim pokoju otwarto 1703 r. misyę winnicką, a 1732 r. rezydencyę z szko- 
łami aż do retoryki. Ale już 1734 r. rozegnała je wojna sukcesyjna. Więc 
znów 1737 r. superior Zasiecki otworzył szkoły, którym roku 1758 przybył 
kurs filozofii, matematyki i fizyki i konwikt szlachecki, a następca jego, 
Antoni Wierzbicz, odnowił kościół, rozszerzył dom, dźwignął folwarki. Dla 
buntu hajdamaków 1768 r. i zarazy, rozpuszczono szkoły; zebrały się nie- 
licznie 1770 r., ale bez retoryki i konwiktu, fortuna też rezydencyi ucier- 
piała bardzo. 

WIlińcach, a także wKrasnem i Czeczelniku istniały 
stacye misyjne. 

W tym stanie zastało rez3'denc3'^ę kasacyjne brewe, które ogłosił 
4 grudnia 1773 r. kanonik łucki Kuczkowski. Szkoły zamienione na pod- 
wydżiałowe, r. 1814 na gimnazyum, które pod dyrekcyą ex-Pijara Michała 
Maciejowskiego, liczyło przeszło 700 uczniów; 1843 r. przeniesiono je do 
Bialejcerkwi. Parafią zarządzali Dominikanie, kościół spalony 1778 r., prze- 
robiony został, po trzecim rozbiorze Polski, na magazyn wojskowy. 



§. 90. Kolegium w Smoleńsku nad Dnieprem, w województwie i dye- 
cezyi smoleńskiej. 1611—1655. 

Przez całe dwulecie oblężenia Smoleńska przez Zygmunta III, Je- 
zuici obok Bernardynów byli kapelanami obozowymi króla i wojsk pol- 
skich, razem z nimi weszli do zdobytej dnia 13 czerwca 1611 r. twierdzy, 
i urządzili misyę na zamku, której superiorem był O. Jałowski, podtrzy- 
mywali na duchu nieliczną załogę wśród ciągłych szturmów Moskwy 
1614—1616 r., pełnili obowiązki duszpasterskie, otworzyli 1617 roku szkołę 
gramatyki. Nowy wojewoda smoleński, dzielny Aleksander Gosiewski, 
dźwignął 1619—1621 r. u szczytu wzgórza, na którem miasto, kościół i ko- 
legium, uposażył pustkowiem 60 łanów, willą pod miastem i gruntami, 
które mu król podarował. Ponieważ po traktacie dywilińskim mnóstwo 



— 202 - 

szlachty z Korony i Litwy osiadło w Smoleńszczyźnie, przeto zapełniły się 
odrazu szkoły. Praca też misyjna rozwijała się pielenie. 

Aliści po śmierci Zygmunta III, car Michał Fiedorowicz wznowił 
wojnę, obiegł 4 listopada 1632 r. Smoleńsk. Rektor Jaguza zamknął wcze- 
śnie szkoły, Jezuitów wysłał na Litwę, na posłudze oblężonym pozostał 
misyonarz weteran Jałowski z dwoma księżmi. Dopiero w wrześniu 1633 r. 
król Władysław z wojskiem, w którem kapelanowało 4 Jezuitów, przyszedł 
na odsiecz twierdzy, zwyciężył Sehina, i zawarł korzystny pokój z carem 
1634 r. Kolegium wskrzeszone, szkołom przybyła 1639 r. retoryka, 1641 r. 
kurs kazuistyki, 1644 r. filozofia z matematyką i fizyką; uczniów 650— 700; 
witali 1649 r. hetmana w. k. Mikołaja Potockiego, w rok potem nowego 
biskupa smoleńskiego Franciszka Dołmat Isajkowskiego. 

Inkursya kozacka nie dotknęła Smoleńska, ale gdy stary Chmiel 
siebie i Ukrainę poddał carowi Aleksemu, wyruszył tenże na czele 80.000 
wojska i 20.000 Kozaków Złotarenki na zdobycie Litwy, i w sierp. 1654 r. 
obiegł Smoleńsk, d. 29 września zajął go kapitulacyą. Tylko 3 było w nim 
Jezuitów kapelanów załogi, bo inni z srebrami kościelnemi i wszystkiem 
co droższe, uszli wcześnie do Litwy ; tych wydalił car natychmiast, dawszy 
konwój konny do granicy litewskiej, Smoleńsk na wieczne czasy stracony 
dla Polski. 



§. 91. Kolegium w Rawie, w województwie rawskiem, w archidyece- 
zyi gnieźnieńskiej. — Misye w Rylsku i Białej rawskiej. 1613—1773. 

Ten sam biskup Paweł Wotucki, który Jezuitów osadził w Łucku 
i Brześciu litewskim, zostawszy 1616 r. biskupem kujawskim, fundował im 
kolegium w ojczystej Rawie, stolicy od 1569 r. województwa. Już on 1613 r. 
sprowadził ich tam jako misy onarzy przy farze, w latach zaś 1616 — 1622 ra- 
zem z braćmi, starostami rawskimi Stanisławem (f 1620 r.) i Sebastyanem, 
założył im kolegium nadaniem części Rylska, dóbr Bieliny i Dziurdziuły, 
z trzecim zaś bratem Filipem, chorążym rawskim, legował 15.000 zip. na 
budowę kolegium i 10.000 złp. na konwikt szlachecki. Dwaj najmłodsi bra- 
cia biskupa, Wojciech i Mikołaj byli Jezuitami. 

Duszą jednak fundacyi rawskiej, stał się od 1614 roku aż do śmierci 
1621 r. vice-rektor O. Piotr Wilkanowski. On to wybudował gmachy, otwo- 
rzył 1620—1821 r. szkoły humaniora; retorykę wprowadzono 1623 r., kurs 
filozofii 1651 r. z legatu 20.000 złp. Jędrzeja Maksymiliana Trzcińskiego, 
łowczego sochaczowskiego. Szkołom przybyła koło 1673 r. bursa ubogich. 
Równocześnie budował biskup Wołucki kościół niewielki, który wraz 
z braćmi »uprowidował aparatami*. W latach 1693—1730 stanęła na miej- 
scu jego piękna świątynia; łożył na nią i konsekrował ją prymas Teodor 
Potocki. 

W wojnie szwedzkiej 1656 r., podczas okupacyi Rawy przez Bran- 
denburczyków, kościół, kolegium złupione, trzej Jezuici zamordowani od 
najezdców. Podczas rokoszu Lubomirskiego 1665 roku król Jan Kazimierz 
z królową mieszkali dłuższy czas w kolegium rawskiem, podejmowani 
przez rektora Franciszka Czarnieckiego, brata sławnego Stefana. Także 



— 203 — 

król Michał z królową Eleonorą, na 4 zawody gościli 1669 r. w kolegium; 
nie wspominam o licznych senatorach i d3'gnitarzach kościelnych, jak: nun- 
cyusz od 1687 r. kardynał Pallavicini, kardynał Radziejowski i t. d,, Rawa 
bowiem na głównym trakcie do Warszawy, służyła wielom za miejsce no- 
clegu lub wypoczynku. 

Wojna północna, przemarsze wojsk, zarazy, przyprowadziły kolegium 
do nędzy, W konAvikcie Wołuckiego urządziła Moskwa 1705 r. więzienie 
dla jeńców z partyi Leszczyńskiego. Szkoły, zamknięte dla wojny i zarazy 
1707 r., otwarto dopiero 1712 r., bardzo nieliczne. Od 1720 r. uczono w nich 
także kazui styki. 

Do rawskiego kolegium należało zrazu domicilium warszawskie, dar 
marszałka w. k. Łul-:asza Opalińskiego (młodszego) i Izabeli z Tęczyńskich, 
oraz stacye misyjne w R y 1 s k u i Białej pod Rawą. Od połowy XVIII 
wieku Jezuici rawscy dawali wielkie misye jubileuszowe i pokutne, a ks. 
Józef Łucz3xki, prepozyt Norbertanów z Strzelna w Kujawach, opatrzył 
misyonarzom 1758 r. skromny fundusz. 

Po kasacie zakonu 1773 r. kilku ex-Jezuitów pozostało przy szko- 
łach, zamienionych na podwydziałowe. Zastąpili ich wkrótce księża Bożo- 
grobcy, którzy zajęli kościół i pojezuickie gmachy. Po ich zniesieniu przez 
rząd polski 1819 r., uczyli w szkołach świece}" profesorowie. Aptekę poje- 
zuicką kupił od komisyi edukacyjnej protestant Welke. 



§. 92. Kolegium w Krośnie w województwie ruskiem, dyecezyi prze- 
myskiej. — Misya w Zarszynie. 1614—1653. 

Za namową biskupa przemyskiego Stanisława Siecińskiego, i przez 
wdzięczność za nawrócenie swe z kalwinizmu fundował starodawny szla- 
chcic Piotr Bal z Hoczwi, jezuickie kolegium w »małym KrakoAvie« Kro- 
śnie, legując 15.000 złp., do których przybyło drugie tyle z darów An- 
drzeja i Wojciecha Boboli, Roberta Porc3'Usza Szkota, kupca krośnieńskiego, 
i innych mniejszj^ch ofiar. Z tych pieniędzy Jezuici zakupili place, posta- 
wili skromną rez3'dencyę i nabyli miasteczko Zarszyn, głównie dlatego, 
aby osiadłj^ch tam licznie Aryanów wydalić. Urządzili tu willę i stałą mi- 
syę, zamienioną 1759 r. w parafię, którą zarządzali. 

Przeszkadzała w tern, a bardziej jeszcze w otwarciu szkół, niechętna 
Jezuitom kapituła przemyska. Otwarte nareszcie 1631 r. szkoły, zniszczył 
wraz z rezydencyą i kościółkiem wielki pożar Krosna 1638 r. Wskrzeszono 
je 1640 r., a rezydrncyę podniesiono do rzędu kolegium 1647 r., ale do- 
piero 1658 roku Stanisław Zaremba sędzia sandomirski, zapewnił mu iście 
pańską fuudacyę, zapisem 7 wsi na prawie zastawnem, a w latach 1660 
do 1667 dźwignął z ciosu kościół Niep. Pocz. N. M. P. 

Pomimo upadku miasta w nieszczęśliwych czasach Jana Kazimierza 
i Sasa I, prz^^bywały krośnieńskim Jezuitom nowe legata i ofiary, zwł;i 
szcza od kasztelana bieckiego, potem Jezuity, Mikołaja Trzebińskiego. Na- 
byli prawem zastawnem wieś Lutczą, erygowali katedi-y teologii 1760 r., 
otwarli 1766 r. konwikt szlachecki. 



— 204 — 

Do konfederacyi barskiej przystąpiła tłumnie 1767 r. szlaclita sano- 
cka, pod laską Jakóba Bronickiego, i przez 4 lata ucierała się rożnem 
szczęściem z rosyjskimi oddziałami, którym ostatecznie uległa w bitwie 
pod miasteczlviem Bukowsko w sanockiem. Tern srożej mścili się rosyjscy 
pułkownicy Drewicz i Poliwanow, wyciskając kontrybucye, łupiąc dobra 
i kolegium, do którego się zakwaterowali. Ale już 17 czerwca 1772 r. Au- 
stryacy weszli do Krosna, Jezuitom okazali się dosyć łaskawi. 

Brewe klemensowe odczytał im delegat biskupi proboszcz z Odrzy- 
konia ks. Gołaszewski (później biskup przemyski), 10 października 1773 r., 
wobec austryackiego komisarza. Szkoły zamknięto, kolegium i kościół od- 
dano 00. Ivapucynom, zamieniono potem na szpital wojskowy, wreszcie 
1818 r. na szkolę trywialną; pożar 1849 roku zamienił je w ruinę, której 
część odbudowano 1865 r. Ivościół Niep. Pocz. nienaprawiany, porysował 
się, więc rozebrano go 1807 r. Aptekę sprzedano, piękną bibliotekę prze- 
wieziono do LwoAva. 



§. 93. Kolegium w Brześciu litewskim, w województwie brzesko-li- 
tewskiem, dyecezyi łuckiej. — Misye w Kodniu i Prużanie. 1616—1773. 

Wprawdzie już 1616 r. łucki biskup, znany Jezuitów protektor Pa- 
weł Wołucki, sprowadził 3 Ojców jalto misyonarzy przy farze brzeskiej; 
wprawdzie wojewoda brzeski Eustachy Tyszkiewicz, dopomógł O. Makow- 
skiemu do otwarcia skromnej rezydencyi 1620 r. nadaniem wsi Skibickow, 
zwanej także Adamków, głównymi jednak fundatorami i dobrodziejami ko- 
legium brzeskiego byli Sapiehowie. Bo najprzód 1623 r. kanclerz Lew Sa- 
pieha wybudował Jezuitom kościółek, darował dobra Derewna i dom na 
szkoły i kupił folwark Ponikwy. Potem Kazimierz Sapieha, podkanclerzy 
litewski, wymurował 1653 r. nowy obszerny kościół, a gdy ten zniszczał 
podczas spalenia Brześcia przez Rosyan 1659 r., odbudował go 1679 r. sumą 
56.000 złp. podskarbi litewski Benedykt Sapieha z linii czerejskiej, wielki 
ołtarz dźwignął kanclerz litewski Jan Fryderyk Sapieha z linii kodeńskiej 
i ofiarował kosztowne relikwie św. Kazimierza i bł. Jozafata. Nie brakło 
na innych dobrodziejach; między nimi król Jan Kazimierz, Ludwik Ko- 
ściuszko, ojciec sławnego Tadeusza, i Jezuita Maciej Gryczyni, który poda- 
rował dziedziczne dobra Maciejowice, odkupił zaś jako rektor dobra Zamo- 
rze, tak, że 1749 r. kolegium brzeskie posiadało 10 dóbr ziemskich, z ro- 
cznym dochodem 9.500 złr., w kapitałach zaś 47.000 zip. 

Szkoły niższe otworzył superior Makowski 1623 r., retorykę rektor 
Rafał Janczyński 1636 r., katedi-ę filozofii erygował rektor Michał Orłow- 
ski dopiero 1757 r. Równocześnie pracowano nad nawracaniem kalwinów, 
których naprowadził do Brześcia Radziwiłł Czarny, i licznych Rusinów, nie 
zapominając o katolikach Polakach i Litwinach. 

Do kolegium brzeskiego należała misya w Kodniu (eoncionatura 
codnenńs), którą kasztelan trocki Jan Fryderyk Sapieha uposażył 1718 r. 
domem, ogrodem, łąką i sumą 6.000 złp. w tym celu, ab}^ przedniejsi ka- 
znodzieje jezuiccy, mówili kazania i spowiadali w wspaniałym kościele ko- 
deńskim, do którego cudowny obraz Matki Boskiej ściąga! tysiące pątni- 



— 205 — 

ków, i katechizowali w cerkwiach ruskich. W domu kodeńskim mieszkało 
stale 2—5 misjonarzy, potem 7, bo kanclerz litewski Jan Fryderyk Sa- 
pieha, powiększył 1750 roku fundacyę folwarkami, Stasiowką i Grotowką 
i sumą 14.000 złp., aby dawali wiellde misye ludowe po wsiach i parafiach 
okolicznych. 

Także w Prużanie nad Muchawcem, stolicy ekonomii królew- 
skiej, fundował sumą 2.000 zip. stacyę misyjną ekonom Sawicki, do której 
dojeżdżał jeden z brzeskich Jezuitów. 

Kolegium brzeskie należało do prowincyi polskiej, od roku 1756 do 
wielkopolskiej. Po I<:asacie 1773 r. szkoły zamienione na AyydziałoM^e aka- 
demickie, ale po zamienieniu Brześcia w twierdzę 1831 r., gmachy poje- 
zuickie obrócone na mieszkanie jej komendanta. 



§. 94. Kolegium w Barze, w wojewódzwie podolskiem, dyecezyi ka- 
mienieckiej. — Misye w Czeczelniku, Szarogrodzie. 1616—1773. 

Hetman Stanisław Żółkiewski, jako starosta barski, założył 1616 r. 
misye barską przy kościele farnym, głównie dla obozów i stannic wojsko- 
Avych. Następca jego Stanisław Koniecpolski, powiększył 1627—1629 r. do- 
tacyę półwsią Załucze i królewszczyzną Seferówką; pomogli mu w tem na- 
daniem dóbr, podstoli podolski Łukasz Miaskowski, wojewoda kijowski Mi- 
chał Stanisławski i inni dobrodzieje. Sejm 1635 r. zatwierdził fundacyę 
barską, superior Wojciech Janczewski otworzył 1636 roku szkoły, którym 
1640 r. przybyła retoryka; dom barski podniesiony do godności kolegium 
1647 r. Równocześnie pracowali misyonarze barscy w obozach, po wsiach 
i osadach, wyszukując tam jeńców tatarskich i wołoskich, których nawra- 
cali. Wracając z misyi szarogrodzkiej 1G42 r. 00. Bronowski, Czarnostaw- 
ski, Wojnicz i brat Domagalski, opadnięci zostali przez opryszków, odarci 
i zamoi'dowani. 

Kozacy Krzywonosa zdobywszy 1649 r. Bar, wycięli w pień 14.000 
ludzi, którzy się z wiosek tu schronili i spalili miasteczko wraz z kole- 
gium. Podczas hosticum 1672 r., Turcy i Tatarzy Lipkowie, zająwszy Bar, 
gospodarowali w nim do pokoju karłowickiego. Dopiero więc w latach 
1701—1723 spotykamy się, nie z kolegium, ale z misyą jezuicką w Barze, 
mizernej natenczas, żydowskiej mieścinie. Próby otwarcia szkoły gramaty 
kalnej 1723 i 1727 r. nie powiodły się, nareszcie 1730—1733 r. otwarto je 
z retoryką, ale rozegnała je wojna sukcesyjna 1734 r., i znów zwołano je 
1737 r. W lat 12 potem dom barski wyniesiony powtórnie do rzędu kole- 
gium, przyłączony 1756 r. do prowincyi małopolskiej. 

Oprócz pracy kapłańskiej w Barze, i misyi ludowych, obsługiwali Je- 
zuici misyę w miasteczku Czeczelniku, przy nowym kościele farnym, 
który wymurował 1751 roku dziedzic książę Lubomirski. Domek misyjny 
opadli hajdamacy 1759 r., zamordowali superiora Franc. Parzechowskiego, 
pobili O. Wolańskiego tak ciężko, że w rok potem umarł. 

Do barskiego kolegium należała przez lat 10 także misya w Sza 
r ogrodzie, założona 1638 r. przez wojew. kijowskiego Tomasza Zamoj- 
skiego dla 2 misyonarzy podolskich. Spalili ją Kozacy 1649 roku i dopiero 



— 206 — 

1727 r. wskrzesił ją wojewoda sandomierski Jerzy Lubomirski. Odtąd nale- 
żała do kolegium Winnickiego. 

Po zawiązaniu konfederacji w Barze 29 lutego 1768 r., a bardziej 
jeszcze po zajęciu Baru przez Rosyan i jazdę regimentarza Branickiego 
19 czerwca 1768 r., położenie Jezuitów stało się bardzo kłopotliwe. Nie do- 
wierzali im Barszczanie, karał ich za sprzyjanie konfederatom rosyjski je- 
nerał Apraksyn, złupieniem dóbr, rewizyą w kolegium, przy której żołda- 
ctwo znieważyło czynnie rektora i kilku księży. Dopełniły zniszczenia prze- 
marsze Moskwy, podczas wojny tureckiej i zaraza 1770 roku. Wprawdzie 
1771 r. otwarto znów szkoły z retoryką i loiką, ale zanim się rozwinęły, 
zanim poprawił się byt kolegium, ogłosił biskup Adam Krasiński kasacyjne 
brewe już w październiku 1773 roku. Szkoły, zamienione na powiatowe, 
i gmachy pojezuickie oddała komisya edukacyjna 1781 r. Bazylianom. Po 
ich zniesieniu 1831 roku, gmachy i cerkiew przeszły na własność prawo- 
sławnych. 



§. 95. Kolegium w Bydgoszczy, województwie inowrocławskiem, dye- 

cezyi kujawskiej. — Rezydencya w Wałczu, w województwie i dyece- 

zyi poznańskiej. — Misya w Tucznie. 1616—1780. 

W Bydgoszczy pracowali Jezuici zrazu jako misyonarze przy ko- 
ściele farnym, wezwani przez biskupa chełmińskiego Jana Kuczborskiego 
1616 r. Dzięki ofiarności Adama i Jadwigi Rychłowskich, otwarli 1619 r. 
rezydencyę ze szkołą gramatyki, byli nadwornymi teologami biskupa. 
Dziekan kapituły kujawskiej, z rycerza ksiądz, Kasper Działyński, wymu- 
rował im kościół 1638 r., a na przyszłe kolegium darował wieś Płonkowo 
i kamienicę w mieście. Fundował ich jednali nie on, lecz kanclerz Jerzy 
Ossoliński 1641 r., przeznaczając na to sumę 60.000 złp. W lecie 1647 r. 
rezydencya bydgoska zamieniona w kolegium. Do szkół niższych, otwar- 
tych już 1619 r., dodano 1649 r. retorykę i kurs kazuistyki. Pożegnała je 
wraz z kolegium wojna szwedzka 1657—1659 r., i północna 1707—1711 r. 
W kolegium mieszkało dwóch misyonarzy dla Kaszubów; należało ono do 
prowincyi polskiej, od 1756 i: do wielkopolskiej. Pierwszj-m rozbiorem Pol- 
ski dostało się pod panowanie pruskie i ocalało do 1780 r., w którym Fry- 
deryk II pozwolił ogłosić kasacyjne brewe. Szkoły zamienione na prote- 
stanckie gimnazyum. 

Do Wałcza (Deutsch-Krone) sprowadził Jezuitów Jan Gostomski, 
wojewoda kaliski, starosta wałecki, nawrócony przez nich z luteranizmu 
w szkołach poznańskich. Dokończył on zaczętej przez ojca swego Hiero- 
nima, fundacyi kolegium sandomirskiego, w Wałczu zaś osadził ich 1618 r. 
jako misyonarzy, przy farze, odebranej lutrom 1594 r., naznaczając 400 złp. 
rocznie i ordynaryę na ich utrzymanie. Mieszkali na probostwie, ale po po- 
żarze miasta 1621 r., wystawili koło 1630 r. osobny dom dla 6 księży i ka- 
plicę z ofiar starosty, tudzież kasztelana Krzysztofa Wedel Tuczy ńskiego, 
wojewody chełmińskiego Jana Wejhera, kilku szlachty i mieszczan. Tym- 
czasem apostołowali dla Polaków i Niemców w Złotowie, Łobżenicy i in- 
dziej, w Tucznie zaś utworzyli 1647 stacyę misj^jną, dom z kościółkiem, 



— 207 — 

z ofiarności Tuczyńskiego, Wejhera i starościny ujskiej Konstancyi Gru- 
dzińskiej. 

Po wojnie szwedzkiej, która rozegnała Jezuitów wałeckich, superior 
Jędrzej Przygodzki, przeniósł misyę zamienioną na rezydencyę, za miasto, 
na wzgórze Miinchenbei*g i otworzył 1662 roku niższe szkoły. Nie b3'ł to 
szczęśliwy pomysł, dla trudności bowiem komunikacyi, zwłaszcza zimą, 
kościółek i szkoły świeciły pustką. Więc po kilku latach powrócono do 
miasta i z legatu Kazimierza Tuczyńskiego, wnuka Krzysztofa, zmarłego 
w 22 roku życia, wybudowali na »pagórku piekarskim* obszerniejszą rezy- 
dencyę i kaplicę 1675 r., i otworzyli szkoły z poetyką, do których uczę- 
szczali także protestanci z Brandenburgii i Pomorza. Na miejscu kaplicy 
stanął ze składek i ofiar 1701 r. murowany, średnich rozmiarów, kościół 
bł. Stanisława Kostki, a gdy ten 1764 roku rysować się począł, dźwignięto 
kościół nowj-. Między dobrodziejami wałeckiej rezydencyi, spotykamy wo- 
jewodę poznańskiego Wojciecha Brezę (f 1698 r.), Kazimierza Glasenappa, 
konwertytę z Pomorza, starostę wałeckiego Melchiora Gurowskiego, oraz 
spokrewnione z Tuczj^ńskimi rody Mycielskich i Skoraszewskich. 

Pierwszym rozbiorem Wałcz dostał się pod panowanie pruskie, więc 
Jezuici z SAvemi szkołami pozostali tam do 1780 r. 



§. 96. Rezydencya w Malborgu, województwie malborskiem, dyece- 

zyi chełmińskiej (pomezańskiej). — Misye w Koźliczkach, Fiirsten- 

werder i Elblągu. 1618-1780. 

W rezydencyi niegdyś mistrzów krzyżackich, stolicy od 1466 r. wo- 
jewództwa, w ^Grodzie Maryi « (Marienburg), fundował zapisem 10.000 złp. 
Jezuitom rezydencyę, chełmiński biskup Jan Kuczborski 1618 r., dla na- 
wrócenia licznych protestantów, a także menonitów na Żuławach i dla 
umocnienia w wierze katolików. Zostawił i drugi zapis 5.000 złp. dla ubo- 
gich uczniów. Zamieszkali w dawnej szkole krzyżackiej, pracowali zaś przy 
kościele farnym i na misyacli wród ludności na Żuławach (nizina między 
Wisłą a Nogatem), w 61 wioskach osiadłej. Wojna szwedzka 1626 r. wy- 
płoszyła ich na lat 10, druga wojna szwedzka 1656 r. na lat 4. Wróciwszy 
1660 r., postanowili rezydencyę otworzyć prz}^ kaplicy Matki Boskiej nad 
bramą miejską; oparli się jednak temu magistrat i proboszcz, dowodząc, 
że kaplica jest filią fary. 

Więc u króla i biskupa chełmińskiego Olszowskiego, Avy jednał supe- 
rior Kukliński, przywilej 1664 r. na zamkową kaplicę N. M. P. z kryptą 
Św. Anny, i na dawne mieszkanie kapelanów krzyżackich w zamku. Ró- 
wnocześnie obsługiwali Jezuici kaplicę M. B. nad bramą. Uroczyste otwar- 
cie jezuickiej rezydencyi w zamku wielkich mistrzów krzyżackich, nastą- 
piło 1667 r., król zaś August II pozwolił 1703 r., aby w krypcie Św. Anny, 
grobowcu wielkich mistrzów, chowano zmarłych Jezuitów. 

W odnowionym kościele zamkowym zabrzmiała pieśń polska i pol- 
ska mowa z ambony. Przeniesiony z kaplicy nad bramę miejską obraz Ma 
tki Boskiej, zasłynął łaskami, ściągał licznych pątników. Po 3 i 4 kazania 
polskie i niemieckie mówili Jezuici w niedzielę i święta w onym kościele 



— 208 — 

i w farze, katechizowali dzieci i lud na Żuławach, nawracając corocznie 
po 20—30 innowierców. 

Szkoły gramatykałne otwarto dopiero 1680 r., liumaniora i retorji-kę 
po r. 1686 i umieszczono w domu poza obrębem zamku, darowanym je- 
szcze od króla Jana Kazimierza. Do erekcyi jednak kolegium malborskiego 
nie przyszło nigdy, dla braku dostatecznego uposażenia, chociaż superior 
Jan Hoffman, rozpoczął 1746 r. budowę nowego gmachu pod przyszłe ko- 
legium. Podczas wojny północnej w czerwcu 1708 roku, król Stanisław Le- 
szczyński z matką i małżonką, z dworom i gwardyą, zamieszkał przez 
kilka miesięcy na zamku malborskim. Jezuici przyjmowali go ze czcią, ale 
z pewną rezerwą, jako króla nieuznanego jeszcze przez papieża, odpra- 
wiali według jego życzenia nabożeństwa, słuchali spowiedzi jego świty 
i żołnierzy. Jakoż na wiosnę 1709 r. regimentarz Rybiński odebrał Mal- 
borg na rzecz króla Augusta II. 

Trzy stałe misye obsługiwali malborscy Jezuici. Pierwszą w K o- 
źliczkach, tuż pod Malborgiem, gdzie od 1650 roku mieli folwarczek. 
Zrazu pracowali w kościele farnj^m, r. 1700 biskup chełmiński Teodor Po- 
tocki oddał im kościół i parafię w zarząd. Drugą misyę w F ii r s t e n- 
w e r d e r na Żuławach, koło 1743 r., skąd dochodzili do Elbląga, po- 
magać proboszczowi przy kościele św. Mikołaja, aż się im udało otworzyć 
stałą mis3'ę w tem mieście, prawda, że tylko na czas okupacyi rosyjskiej 
1758—1762 r. Magistrat bowiem luterskiego Elbląga, jak za kardynała Ho- 
zy%8za 1573 r. wygnał misyonarzy jezuickich, tak wyganiał ich zawsze, 
ile razy osiedlić się w mieście próbowali. 

Fryderyk II zająwszy pierwszym rozbiorem Malborg, zostawił Jezui- 
tów i ich szkoły do 1780 r. w spokoju; kościołem zarządzali do 1784 r. 



§. 97. Kolegia w Chojnicach, w województwie pomorskiem, archidye- 
cezyi gnieźnieńskiej i Grudziądzu, w województwie i dyecezyi cheł- 
mińskiej. — Misya w Jabłonowie. 1620—1780. 

Chojnicki proboszcz Jan Doręgowski, odebrawszy dekretem Zy- 
gmunta III rolvU 1616 kościół farny z rąk protestantów, osadził przy nim 
1620 r. jako misyonarzy dwóch Jezuitów. W latach 1628—1641 uczynił fun- 
dacyę przyszłego kolegium, zapisując dziedziczne Doręgowice i pewne 
grunta, które powiększył krewny jego, Stanisław Doręgowski, nadaniem 
dóbr Moszenice i Steinberg 1688 roku. Dopiero jednak 1749 r. rezydencya 
chojnicka zamieniona w kolegium. Szkoły niższe otwarto już 1622 r., hu- 
maniora i retorykę 1662—1668 r., kurs teologii moralnej 1681 r., obok nich 
bursa Doręgowskich dla 7—10 ubogiej szlachty. 

Kapłańską pracą Jezuitów, którzy mówili także niemieckie kazania, 
stopnieli wkrótce różnowiercy; nawet ci, co w wojsku saskiem służyli, na- 
wracali się gęsto. Kościół drewniany postawiony 1640 r. ; na jego miejscu 
murować zaczęto nową świątynię 1718 r. Rozruchy domowe i »niewczesna 
wizyta północnych żołnierzy* 1763—1770 r. przyprowadziły kolegium do 
ruiny i długów. Okupacya pruska 1772 r. nie przerwała biegu prac ko- 
ścielnych i nauk. Trwały one do 1780 r. 



— 209 — 

Grudziądz, stolica niegdyś komturyi krzyżackiej, po obojej stro- 
nie Wisły rozłożony, zlutrzały i niemiecki, z garstką katolików, pozbawio- 
nych księży, zwrócił baczne oko biskupa chełmińskiego Jana Kuczbor- 
skiego. Więc 1622 r. oddał Jezuitom Icaplicę Działyńskich przy farze i am- 
bonę farną; w dwa lata później sam kościół farny i probostwo z jego do- 
tacyą. Starczyło to na utrzymanie kilku księży, zajętych duszpasterstwem 
i misyami. Gdy znaczną fundacye (dobra Jabłonowo) Jana Działy ńskiego, 
wojewod}' chełmińskiego, zaprzeczyła zrazu jego rodzina, postawił rektor 
Daniel Siekierzecki z jałmużn, dwupiętrowe z pruskiego muru kolegium 
i rozpoczął budowę kościoła św, Franciszka Ksawerego, któiy jednak dla 
wojen i braku grosza dokończono dopiero 1721 r., i równocześnie zabrano 
się do murowania nowego gmachu kolegium, bo tamto groziło ruiną. Do- 
brodziejami kolegium b,ył ród Działyńskich, z którego Stanisław i Mikołaj 
zostali Jezuitami, dalej Jędrzej Pawłowski, który nadał dobra Chełmoniec; 
Jan i Piotr Czapscy, Michał Tarnowski z Dzikowa, biskup Kazimierz Opa- 
liński, Marya z Wolffów Kosowa, Anna Nadolska, Antonina z Potockich 
Rzewuska. 

Szkoły, gramatyka i humaniora, otworzone 1649 roku, rozproszone 
wojną szwedzką 1655 r., wskrzesił rektor Władysław Gurowski 1662 — 64 r.; 
kurs teologii moralnej zaprowadził rektor Wojciech Miaskowski 1687 r. 

Misye dawano w Lubieniu, Komorzu, Radzynie, Koninie, Pokrzy- 
wnie, Nowem mieście, Starogrodzie; w Jabłonowie zaś, gdzie im ku- 
pił dom za 2.400 zip. wojewoda chełmiński Jan Działyński, pracowali przy 
kościele farnym, aż do 1757 roku, w którym objęli ten kościół i parafię 
w zarząd. 

Fryderyk II zachował Jezuitów grudziądzkich przy ich mieniu 
i szkołach do 1780 r. 



§. 98. Kolegium w Grodnie i rezydencya w Mereczu, w wojewódz- 
twie trockiem, dyecezyi wileńskiej. — Misye w Dziembrowie, Wołko- 
wysku i Kotrze. 1622—1770. 

Jeszcze 1585 r. ki-ól Stefan fundował kolegium w ulubionym swym 
Grodnie, nadaniem dóbr Kundzin i sumą 30.000 złp., ale śmierć jego 
1586 r. przeszkodziła wykonaniu fundacyi. Dopiero 1621 r., starosta gro- 
dzieński Stanisław Kosobudzki, wyprawiając się na wojnę turecką, w któ- 
rej zginął, zapisał testamentem wieś Suchą Balię na przyszłe kolegium. 
Jakoż w roku następnym stanęła skromna rezydencya grodzieńska, dla 
5 — 11 księży, którzy pracowali przy farze i na misyach. Proboszcz gro- 
dzieński Franciszek Dołmat Issakowski, nadał jej dziedziczne dobra Świ- 
słocz i dźwignął 1647—1654 r. piękny kościół św. Franciszka Ksawerego. 
Sejm 1667 r. zatwierdził fundacye Issakowskiego, powiększoną przez Krzy- 
sztofa Chaleckiego, dobrami Horostow i folwarkiem Kiełbasinem, i przez 
Jezuitę O. Hieronima Dziewałtowskiego dziedzicznem Szupieniem. Dla wo- 
jen jednak, rezydencya zamieniona w kolegium dopiero 1664 roku, które 
w chwili kasaty 1773 r. posiadało 7 wsi, 6 folwarków, miasteczko Ponie- 

JEZUICI W POLSCE. 14 



— 210 — 

muń, kapitał 176.000 złp., czystego jednak dochodu ledwo 13.036 złp. ro- 
cznie, to znaczy 6.518 koron. 

Szkoły niższe otwarto już 1625 r., łiumaniora 1633 r., retorykę 
1645 r., kursą filozofii 1710 r., teologii wielkiej 1762 r.; uczęszczali na nie 
także alumni jezuicc^^ 

W Grodnie od 1679 r. odbyło się 8 sejmów, z tycłi 7 niedoszłych lub 
zerwanych. Dla braku odpowiednich mieszkań. Jezuici ofiarowali gościnę 
w kolegium, biskupom, senatoi-om, i dobrodziejom swoim. 

Po ogłoszeniu klemensowego brewe 1773 r., ex- Jezuici pozostali przy 
szkołach z retoryką, kursą bowiem filozofii i teologii zniesiono, bibliotekę 
oddano szkołom, przemienionym na wydziałowe. Aptekę sprzedano. 

Do kolegium grodzieńskiego należały misye: Pierwsza w M e r e- 
czu, pamiętnym śmiercią Władysława IV r. 1648, przy ujściu Mereczanki 
do Niemna. Fundował ją koło 1676 r. Michał Kazimierz Pac, starosta me- 
recki, wojewoda wileński i hetman w. 1. przy kościele farnym, nadaniem 
dóbr Hołowacze, dla 3 misyonarzy, którzy dojeżdżając, obsługiwali także 
kościółki w lesistej wsi Rotnicy i innych wioskach rozległego starostwa. 
Misyi przybył}^' z biegiem lat 4 wsie, więc superior Stanisław Giniat otwo- 
rzył 1726 r. szkoły niższe, 1747 r. otwarto humaniora i retorykę, 1758 r. 
misyę zamieniono na rezydencyę. Po kasacie ex-Jezuici uczyli w szkołach 
do 1777 r., w którym komisya edukacyjna zamieniła je na podwydziałowe 
i oddała 00. Dominikanom w zarząd. 

Druga misya od 1676 r. w miasteczku Dziembrow, w powiecie 
lidzkim. Dziedzice Dziembrowa, Michał i Krystyna Rynwidowie, erygo- 
wawszy parafię z kościołem, uposażoną przez Jana Kazimierza królew- 
szyzną Oplejki, oddali ją jako misyę Jezuitom, którzy 1760 r. ustąpili miej- 
sca klerowi świeckiemu. 

Trzecia misya w Wołkowysku, miasteczku powiatowem nad 
Nietupą. Założył ją przy kościele farnym, zapisem dziedzicznej wsi Kropi- 
wnicy, Jezuita O. Jerzy Linowski 1736 r., ale gdy ten wskutek napadu 
przez opryszków umarł 1740 r., upadła mis3^a, a w Wołkowysku sadowili 
się Pijarzy. Więc uprzedzając ich, wskrzesili Jezuici dawną swą misyę 
i otworzywszy^ 1747 r. szkoły niższe, odkupili od Pijarów ich folwark Du- 
nikówkę, postawili 1753 r. kościół Odkupiciela (Sanctissimi Bedemtoris) i pro- 
wadzili dzieło misyjne tern gorliwiej, że 1755 r., dla braku zdaje się ucz- 
niów, zamknęli szkoły. 

Czwarta misya od 1752 r. w fundacyjnej wsi K o t r z e, przy staro- 
dawnym kościółku z cudownym obrazem Matki Boskiej. 



§. 99. Kolegium w Ostrogu, w woj. wołyńskiem, dyecezyi tuckiej. — 
Misye w Kniahyninie, Moszczanicy, Białejcerkwi, Połonnem. 1624—1773. 

W prastarym Ostrogu, nad ujściem Wilii do Horynia, założyła 
1624 r. iście książęce kolegium, księżniczka Anna Aloiza Ostrogska, mło- 
dziutka wdowa po hetmanie w. 1. Janie Karolu Chodkiewiczu (f 1621 r.). 
zapisem dóbr Kniahinin i 10 siół, darowizną placu i materyału na kościół, 
miejsca pod kolegium i ogród. Pomnożyła fundacyę 1627 r. nadaniem je- 



— 211 — 

szcze 5 siół, a nadto na uposażenie konwilctu dla 20 ubogich studentów, 
przeznaczyła 1640 r., fundusz niegdyś szpitalny swego dziada, miasteczko 
Suraż z 3 siołami i wioską; dla bursy wreszcie muzyków podarowała 
1641 r. dom z ogrodem pod miastem, 

Już od 1623 Jezuici misyonarze pracowali przy farze ostrogskiej, 1626 r. 
otwarto rezydencyę, w rok później zamieniono ją na kolegium z szkołami 
gramatyki i retoryki; 1628 r. erygowano dwie katedry filozofii, wnet po- 
tem katedrę teologii moralnej, 1647 r. dodano 3 katedry teologii dogma- 
tycznej i egzegezy ; jezuiccy klerycy korzystali z tycti wykładów. Na miej 
scu tymczasowego drewnianego kolegium stanęły 1625—1638 r. wspaniałe 
dwupiętrowe gmachy z kamienia i cegły, na miejscu drewnianej kaplicy, 
zaczęto murować 1627 roku obszerną bazylikę św. Ignacego i I\8awerego 
z kryptą Św. Stanisława biskupa i męczennika, ale dla mokrego gruntu 
i wojennych rozruchów, wykończono ją dopiero 1722 r. 

Praca misyonarska Jezuitów, znalazła szerokie polo wśród ciemnej 
Rusi na Wołyniu i Polesiu, gdzie rektor Czarnocki urządził 1631 r. stałą 
misyę w Turowie, przyłączoną później do kolegium pińskiego. Hetma- 
nowa Anna Aloiza wybudowała tam kościółek i dom misyjny. NaAvracano 
corocznie po 40 i więcej dysunitów. 

Z powodu tajemnego wywiezienia zwłok ojca swego, księcia Aleksan- 
dra Ostrogskiego z cerkwi zamkowej do Jarosławia 1636 r., Ruś dysunicka 
podburzona przez parocha, rzuciła się na hetmanową, wracająca powozem 
z kościoła na zamek i tylko dzięki odwadze hajduków uszła zdrowo. Or- 
dynat osti'ogski, książę Dominik Zasławski, wprowadziwszy regiment pie- 
choty do miasta, i złożywszy sąd szlachty, skazał 2 mieszczan na śmierć, 
Itilku na wygnanie, ale i tych uwolniła Anna Aloiza. Zato wyrokiem sądu, 
odebrano dysunitom wszystkie cerkwie w jej dobrach i oddano Unitom. 

Podczas rebelii kozackiej, pułkownik Tjsa zajął 18 sierpnia 1648 r. 
Ostróg. Kozacy jego wyrżnęli w pień ludność; złupiwszy kolegium, zamor- 
dowali w niem 13 żydów, kilku mieszczan, i dwóch Jezuitów, którzy tam 
pozostali, bo inni z srebrami kościelnemi schronili się wcześnie do Sando- 
mierza, Rawy, Stępocic pod Krakowem, i do Zamościa, gdzie ofiarował im 
dom swój w mieście, prepozyt ks. Maciej Skwarski. Straszniejszą jeszcze 
rzeź wyprawili Kozacy pułkownika Haraszki w sierpniu 1649 r. Złupiwszy 
i spaliwszy miasto, a nie mogąc zdobyć obronnego kolegium, dostali się do 
niego fortelem, wymordowali 1.100 osób, które się tam schroniły i złupi- 
wszy je, spalili. Odnowił je i rozszerzył z funduszu Anny Aloizy, rektor 
Resler; 1652 roku otwarto kolegium,: które dla rozruchów lvOzackich co 
chwila szło w rozsypkę, ale nie szkoły, bo te wskrzeszono dopiero 1668 r. 

Sąsiedztwo z Turkami w Kamieńcu i na Podolu, częste napady ta- 
tarskie, od 1670—1699 r. było ich 11; wojna północna i przemarsze półno- 
cnych gości aż do 1720 r., nietyłko rujnowały fortunę kolegium, ale tamo- 
wały rozwój szkół i prac misyjnych. Dorywczo i tylko z narażeniem ży- 
cia, wyjeżdżali misyonarze do warownego Dubna, do zameczków i miaste- 
czek Polesia i Ukrainy, do Międzyrzecza ostrogskiego, Czarnohorodki 
i Korca, do Winnicy, Kałnika, Niemirowa i Białejcerkwi, gdzie stała za- 
łoga złożona z Niemców. Dopiero 1721 r., gdy uspokoiło się na Wołyniu, 
wyprawiono wspaniały pogrzeb fundatorce Annie Aloizie (f 1654 r. w Ra- 

14* 



— 212 — 

cacie w Wielkopolsce), której zwłoki przywieziono z kościoła św. Macieja 
w Krakowie; dokończono budowy i ozdób kościoła w Ostrogu, i drugiego 
mniejszego w Kniahj^ninie, podniesiono gospodarstwo rolne, zapełniono 
szkoły, uczniów bywało do 250, w konwikcie do 30, i dawano gęsto misye 
ludowe w dobrach ostrogskiej ordynacyi i Wiśnio wiecczyźnie Ogińskicli 
i Zamojskich, spadkobierców hetmana księcia Michała Wiśniowieckiego. 

Oprócz tej prac}', Jezuici ostrogscy obsługiwali kościoły w dobrach 
kolegium, Kniahyninie i Moszczanicy i kaplice po innych swych 
wioskach, a jako misyonarze obozowi pracowali od 1664 r. sporadycznie 
w obronnej B i a 1 o c e r k w i, głównie dla konsystującej tam załogi. Do- 
piero 1732 r. Stanisław Wincenty Jabłonowski, wojewoda rawski, starosta 
białocerkiewski, zapisem 30.000 złp. fundował tam stałą misyę z kościołem 
dla 2—5 misyonarzy, którzy mówili także niemieckie kazania, i obsługi- 
wali kaplicę zamkową, kościół w Wołodarce i drugi we wsi Nastaszka, 
a dojeżdżając utworzyli 1747 r. misyę ruchoma w Kaniowie nad Dnie- 
prem. Trwało to do kasaty zakonu 1773 r. W rok później starostwo biało- 
cerkiewskie (2 miasteczka i 134 wsi) darowała rzplta królowi, ten zaś he- 
tmanowi Ksaweremu Branickiemu i jego potomkom. 

W Połonnem na Wołyniu założył 1719 r. dziedzic Jerzy Dominik 
Lubomirski, przy kaplicy zamkowej dom misyjny dla 2 — 4 księży, nale- 
żący do kolegium ostrogskiego, aby pracowali dla załogi i jako duszpaste- 
rze dla miasteczka i okolicy. Ponieważ kaplica nie starczyła, więc książę 
wymurował 1727 r. kościół Św. Antoniego, który dokończył 1738 r. syn 
jego Antoni. Podczas konfederacyi barskiej 1768 r. Moskwa obróciła zamek 
połoniecki na więzienie centralne dla jeńców konfederackich, skąd ich wy- 
wożono do Kijowa, w głąb Rósyi, na Sybir. Jezuici, przejednawszy ofice- 
rów i dozorców datkiem, łagodzili ciężką dolę jeńców i nieśli pomoc re- 
ligijną. 

Po kasacie 1773 r. gmachy pojezuickiego kolegium w Ostrogu, za- 
mienione zrazu na monaster i szkoły bazyliańskie, potem 1799 r. na rezy- 
dencyę władyków wołyńskich, zniszczone wraz z kościołem pożarami 1809, 
1819, 1821 r., rozsypały się w gruzy, z których stanęła cerkiew soborna, 
seminaryum nauczycielskie i cerkiew parafialna z probostwem. 



§. 100. Kolegium w Nowogródku litewskim, w województwie nowo- 

grodzkiem, dyecezyi wileńskiej. — Misye w Lubczu, Mołodowie, 

Szczorszach, Woroneży. 1624—1773. 

Nie tak bogatą, jak w Ostrogu, była fundacya kolegium w Nowo- 
gródku litewskim, w którym Jezuici, dojeżdżając z Nieświeża, od lat wielu 
pracowali nad wytępieniem błędów luterskich, kalwińskich i aryańskich. 
Na prośbę miejscowego proboszcza Marcina Gradowskiego, opatrzyli im 
stałą siedzibę Jerzy Hołownia, chorąży nowogrodzld, zapisując z małżonką 
dwie wioski, i Jan Mosz3'^ński, który im w rynku dom i kościółek posta- 
wił, sumę 5.000 złp. i cały swój majątek legował. Jakoż 1626 r. otwarto 
misyę, zamienioną 1631 roku na rezydencyę, w której z daru ks. Gradow- 
skiego 3.200 złp. otwarto 1644 r. szkoły gramatykalne. 



— 213 - 

Pożar|1652 r. zniszczył całą sadybę Jezuitów. Wymurowano nową, 
z ofiar ks. Gradowskiego i Bogusława Unichowskiego, wojewody trockiego, 
brać nawet poczęto fundamenta pod kościół, gdy wj^bucłiła wojna mo- 
skiewsko-kozacka. Nowogródek wzięty 6 września 1655 r,, rezydencya złu- 
piona i spalona, superior Grzegorz Rafałowicz, zabity siekierą, O. Jędrzej 
Kawęczyński wzięty w niewolę do Moskwy, skazany za stałość w katoli- 
ckiej wierze do kopalń sybirskich, skąd po 10 latach wrócił kaleką do Nie- 
świeża i tam umarł 1667 r. Drugi raz zajęła Moskwa Nowogródek 1660 r., 
w rezydencyi zamieszkali oficerowie; dopiero koło 1665 r. otwarto szkoły 
z poetyką, retorykę zaś w 4 lata później i zabrano się do murowania ko- 
ścioła, który wykończył 1702 r. superior Kazimierz de la Yalle, wybudo- 
wał konwikt szlacliecki 1705 r. i nowy gmach pod przyszłe kolegium. 

Znaleźli się bowiem nowi dobrodzieje; rezydencya posiadała 12 wsi 
i folwarków, Avięc ją zamieniono 1714 r. na kolegium. Pierwszy jego rektor 
de la Valle, otworzył kurs łoiki, dwa dalsze kursą z matematyką, fizyką 
i etyką przybyły 1736 i 1743 r.; korzystali z wykładów i klerycy jezuiccy. 

Pracowano i na misyach, a w miasteczku Lu bez u, we wsi Zao- 
s i u, gdzie urodził się Adam Mickiewicz, wMołodowie i wSzczor- 
szach, majątkach kolegium, urządzili trwałe placówki misyjne. W Wo- 
roneży Avybudował 1749 r. kasztelan smoleński Kazimierz Niesiołowski 
z żoną, Teofilą de Raes, kościół i dom misyjny dla 4 księży i uposażył 
sumą 22.000 złp. 

Pożar Nowogródka 1751 roku, zniszczył kolegium, szkoły i kościół. 
Odbudował je w ciągu łat 5 rektor Franciszek Rościszewski, dzięki ofiar- 
ności burgrabiego Wojniłowicza, kasztelana nowogrodzkiego Jana Chrepto- 
wicza, Mikołaja Turczynowicza, prawnika trybunalisty sławnego i zacnj^ch 
matron, Kossak owej, Kaszycowej i Jesmanowej. 

W chwili kasaty zakonu 1773 r., kolegium liczj^ło przeszło 40 osób. 
Kilku ex-Jezuitów pozostało przy szkołach, zamienionych na podwydzia- 
łowe, ale wnet ich zastąpili Dominikanie. Pojezuickie gmachy obrócono na 
magazyn i szpital wojsl^owy. 



§. 101. Rezydencya w Bobrujsku, w województwie mińskiem, dyece- 
zyi wileńskiej. — Misye w Ukrainie, Chalczu i Turczynie. 1625—1773. 

Powiat rzeczy cki w województwie mińskiem, nie miał szkół śre 
dnich, więc starosta bobrujski Piotr Kazimierz Tryzna, umyślił założyć je 
w Bobrujsku. Dojeżdżali tam Jezuici nieświezcy na pracę duchowną, 
już od 1625 r. Starosta Tryzna z małżonką Zofią Wołowiczówną, zapisem 
dóbr Horbaczewicze, Rynia i Ustajło, fundował 1630 rezydencyę przy ko- 
ściele farnym z duszpasterstwem. Pierwszym jej superiorem był bł. Bobola, 
męczennik za wiarę; on też otworzył szkoły gramatykalne i urządził mi- 
sye w powiecie rzeczyckim. 

Następcy jego pobudowali kościółki w Hor bacz ewiczacłi i Sza- 
ciłkach, wsi nadanej 1634 i*. przez Piotra Sułatyckiego, tworząc tam 
stacye misyjne. Wojny za Jana Kazimierza tak podkopały fortunę rezy- 
dencyi, złupionej przez Kozaków 1649 i 1651 r., że dopiero 1681 r. wskrze- 



— 214 — 

szono ją wraz z szkołami niźszemi, którym r. 1705 przybyły łiumaniora 
z retoryką. Dla M^oieii jednak i zarazy, rozpuszczano szkoły 1707, 1709 
i 1715 r., uporządliowano je dopiero 1725 r., lionwikt szlacłiecki otwarto 
1720 r. Nowy kościół św. Piotra i Pawła, wymurował koło 1730 r. sędzia 
grodzki rzeczycki Franciszek Dernałowicz, ojciec superiora bobrujslciego, 
Antoniego. 

Praca misyjna nie ustawała. Rosyjski jenerał Weissbacłi, gorliwy ka- 
tolik, wyjednał u cara Piotra 1719 r., źe kapelan jego obozowy. Jezuita 
Tomasz Richter, z O. Dominikiem Makowieckim, apostołowali na Ukrai- 
nie zadnieprskiej, a szlacłieic Pomarnicki zapisem 20.000 złp., zapewnił 
byt tej misyi ad fines Moscoviae in Ukraina. 

W C h a 1 c z u nad Sożą, fundowali 1731 r. misyę z domem dla dwóch 
księży i liościołem, bracia Chaleccy, Kazimierz starosta rzeczycki, Antoni 
podkomoi-z}' rzeczycki. Fundusz dla trzeciego misyonarza, który obsługi- 
wał liościółek i misyę w Turczynie, opatrzył 1738 r. Jan Żaba, staro- 
sta starodubski, brat Jezuity. Misya chalecka przetrwała do 1820 r. 

Po przyłączeniu 1756 r. rezydencyi bobrujskiej do prowinc^ń mazo- 
wieckiej, zwinięto 1771 r. poetykę i retorykę, natomiast urządzono 3 pro- 
bac3'ę dla 6 młodych księż}' Jezuitów. W tym składzie zastało ją klemen- 
sowe brewe 1773 r. Pai-afię objęli księża świeccy, szkoły, zamienione na 
podwydziałowe, al^ademia wileńska. 



§. 102. Kolegium w Dyneburgu, w województwie i dyecezyi inflanc- 
kiej, i należące do niego domy misyjne. 1626—1773. 

Już w latach 1583 — 1622, Jezuici ryzcy i dorpatc}', apostołowali ca- 
łymi miesiącami w Dyneburgu i jego »trakcie« czyli obwodzie, gdzie 
łotewska ludność hołdowała nierzadko bałwocliwalstwu. Wojewoda smoleń- 
ski Aleksander Gosiewski, odebrawszy 1626 r. Dyneburg Szwedom, założył 
1631 r. rez\'dencyę jezuicką nadaniem dóbr Aulmujża (Auł, Awlia), któ- 
rym prz3^b3'ły w ciągu lat dobra Użwałd i Smołwy, folwarki Jurazj^szcze 
i Warkow. Pierwszy przez lat 7 superior Piotr Kulesza, uporządkował 
pracę przy kościele farnym i misye łotewskie i niemieckie, w braku bo- 
wiem świeckiego kleru i dla ubóstwa biskupów inflanckich. Jezuici od 
1583 r., byli nietylko apostołami Inflant, ale wyręczali biskupów W zarzą- 
dzie dyecezyi. Następca jego, Jerzy Eiger, otworzył 1638 r. szkoł}'^ niższe, 
którym przybyły 1641 r. łiumaniora. 

Wojny szwedzkie i moskiewskie 1655— 1659 r. rozegnały rezydencj^ę. 
Wskrzeszono ją 1660 r., szkoły niższe 1670 r., łiumaniora 1672 r., dodano 
retorykę 1716 r.; główna jednak akcj^a M^ymierzona była na misye w pol- 
skich Inflantach i Kui-landyi. Dzięki tym misyom, a w części małżeństwom 
z Polkami, blizko 30 dawnych rodzin rycerskich (Niemców protestantów) 
w Inflantach, powróciło w latach 1650—1720 do katolicyzmu i spolszczyło 
się, a gd}^ prawie drugie tyle polskich rodzin szlacheckich tam się osie- 
dliło, stało się całe księstwo inflanckie katolickiem i polskiem; prote- 
stanci w XVIII wieku mieli tylko jeden zbór w Krzyżborku. 



— 215 — 

Wojna północna 1700 r. przerwała na lat 16 pomyślność rezydeucyi 
dyneburskiej, wyludniła jej wsie i folwarki. Odnowicielem był superior 
przez lat 25, Teofil Pflock (f 1741 r.), który postawił gmach szkolny, pod- 
niósł folwarczne gospodarstwo i rozwinął na wielką skalę pracę misyjną. 
Najprzód w majątkach rezydencyi w A u 1 m u j ż y, gdzie od 1630 r. Je- 
zuici utworzyli misyę i zarządzali parafią, iw Użwałdzie, gdzie sta- 
rosta dyneburski Alfons Lacki, erygował 1630 r. parafią i oddał w zarząd 
Jezuitom. Potem w dawnych stacyach misyjnych : w Soboczu, gdzie 
1677 r. Zyberk fundował misyę, zwaną missio Zyherhomana ; w Laukszo- 
d z i e na pograniczu Kurlandyi, gdzie biskup inflancki Teodor Wolff po- 
stawił 1710 r. Jezuitom dom i liościół św. Piotra i Pawła. Wreszcie, dzięki 
swej popularności u inflanckich panów, stworzył tenże superior Pflock 
nowe misye: 

1" Missio Livonica, uposażona 1718 r. wsią Warki przez Jana Domi- 
nika Borcha, starostę inflanckiego, gorliwego konwertytę, dla dwóch mi- 
syonarzy na całe Inflant}. 

2" Missio Borchiana dla 2 misyonarzy i proboszczów zarazem w P r e- 
1 a c h, dwóch w W a r k 1 a n a c h, aby pracowali dla Łotyszów i Polaków, 
w rozległych dobrach Borchów, założona 1727 roku przez Fabiana Borcha, 
starostę lucyńskiego, powiększona 1746 r. przez synowca jego Jana Bor- 
cha, (t 1780 r. jako kancl. w. 1.). Długoletni, pi-zez lat 48 misyonarz bor- 
chowski, Jan Łukaszewicz, wydał 1755 r. w łotewskim języku ewangelie, 
katechizm i dziełka ascetyczne dla ludzi. 

3*' Missio Hykeniana. Fundował ją w dziedzicznej Da gdzie 1727 r. 
Jerzy Konstanty Hylzen, starosta marienhauski. Uposażył dostatniej i roz- 
szerzył także na dziedziczną wieś Kownatę 1742 r., sumą 5.000 talarów, 
syn jego Jan August Hylzen, kronikarz Inflant, starosta brasławski (pó- 
źniej kasztelan inflancki i wojewoda miński), który w Dagdzie dźwignął 
misyonarzom piękny kościół Św. Trójcy. Jeden z nich, O. Michał Roth, 
przez 38 lat »apostoł łotewski*, wydał w tym języku katechizm, pieśni 
i modlitewnik, i część dzieła: » Wykład nauki katolickiej*. 

4<* Missio Płateriana w Kra sławi u i Indrycy. Krasławska misya 
powstała z fundacyi Jezuity Jerzego Wolffa 1676 roku, powiększona koło 
1730 roku dotacyą 1.500 imperyałów, przez Rozalię z Brzostowskich Plate- 
rową, starościnę dyneburską. Ponieważ w Krasławiu murować zaczęto ka- 
tedrę i seminaryum inflanckie, więc połączono 1755 r. z misyą w Indrycy. 
Założył ją koło 1700 r. nowo nawrócony do katolicyzmu, Jan Plater, sta- 
rosta dyneburski, wojewoda inflancki, który odebrawszy lutrom dawny ka- 
tolicki kościół Św. Jana, oddał go wraz z parafią Jezuitom. 

5" Missio Szadursciana w Puszy, której dziedzic, Antoni Szadurski, 
wybudowawszy 1743 r. kościół, oddał go Avraz z parafią dwom misj^ona- 
rzom Jezuitom w zarząd. 

6^ Missio Smolenseensis. Po zdob^^iu Smoleńska przez Moskwę 1655 r., 
tylko 4 parafie biskupstwa smoleńskiego zostały przy Polsce. Dla nich to 
biskup smoleński Jerzy Hylzen, fundował koło 1747 r. misyę, która z śmier- 
cią jego 1762 r. ustała. Tak więc 18 Jezuitów dyneburskich pi*acowało zbo- 
żnie nad ludem łotewskim. 



— 216 — 

Tymczasem w Dyneburgu, superior Maciej Kononowicz wykończył 
kościół, wymurował nowe gmacliy i rez^-dencyę zamienił 1761 r. na kole- 
gium dyneburskie, które dostawszy się 1772 roku pod panowanie Kata- 
rzyny II przetrwało do 1811 r. Dyneburg bowiem zamieniono z rozkazu 
Aleksandra I na fortece. 



§. 103. Kolegium w Reszlu, w województwie malborskiem, dyecezyi 
warmińskiej. 1630—1780. 

Rozproszeni przez Szwedów 1626 r. Jezuici brunsberscy schronili się 
do Reszla w Warmii, dokąd ich od lat kilku zapraszał Szczepan Szadur- 
ski. Tu on im fundował kolegium z warunkiem, aby obsługiwali kościół 
z cudowną statuą Matki Boskiej bolesnej, w św. Lipce, w Prusach książę- 
cych. Jakoż w grudniu 1630 r. w klasztorze poaugustyańskim w Reszlu,, 
otwarto rezydencyę ze szkołami niższemi, do których dodano 1633 r. hu- 
maniora, 1647 r. retorykę, loikę 1722 r., konAvikt szlachecki 1726 r. Po 
mimo skromnego uposażenia, zamieniono rezydencyę na kolegium 1649 r. 
Dwóch kaznodziei i tyluż misyonarzy polsko-niemieckich, apostołowało 
w Warmii i Prusach. 

Prace te i szkoły doznawały kilkoletniej przerwy w wojnach szwedz- 
kich i zarazach 1656 i 1703 r. Zakwitły szkoły, gdy bisliup warmiński Jan 
Szembek, wymurował 1732—1740 roku nowy gmach dla kolegium i szkół, 
które dostawszy się 1772 r. pod panowanie pruskie, przewlokło swój byt 
do 1780 r. W gmachu umieszczono gimnazyum pruskie. 



§. 104. Kolegium (drugie) Najśw. M. P. w Jarosławiu »na polu«. 

1629-1773. 

Fundatorka Jezuitów w Jarosławiu przy kościele św. Jana, księżna 
Anna z Kostków Ostrogska, założyła im w temże mieście drugie kolegium, 
przy kościele Matki Boskiej »na polu* in area, który jako filię far}' nabyła 
1629 r. od pi-oboszcza jarosławskiego Łukasza Rafałowicza, odstępując mu 
w zamian, za zgodą biskupa, parafię Laszki. Uposażenia kolegium, prze- 
znaczonego na 3 probacyę księży, dokonała córka księżnej Anny, Anna 
Aloiza Chodkiewiczowa 1653 r., zapisem 5 wsi i wójtostwa, dla wojen je- 
dnak dopiero 1662 r. rezydencya »na polu« zamieniona w kolegium. Roz- 
poczętą budowę nowej okazałej świątyni i gmachów, przerwała wojna tu- 
recka 1672 r., która rozproszyła jarosławskich Jezuitów w różne strony Pol- 
ski. Wreszcie 1678 r. otwarto 3 px-obacyę. 

Oprócz klęsk wojny północnej, pożar 1704 r. zniszczył piękną świą- 
tynię; odbudowano ją 1715 r., a z daru 100.000 złp. biskupa przemyskiego, 
Aleksandra Fredry, pokryto miedzią. 

Między licznymi pątnikami z szlacheckich i senatorskich nawet ro- 
dzin, bywała często królowa Marya Kazimiera, dziedziczka części Jarosła- 
wia, w towarzystwie ojca swego hr. d'Arquien, nuncyusza, biskupów; to 
znów wraz z dziećmi towarzyszyła pobożnemu królowi. Na wili w Głębo- 



— 217 — 

kiej, gdy bawiła dłużej, w liomuatacłi kolegium, gdy tylko dni kilka, ofia- 
rowali jej gościnność Jezuici. 

Dla ustawicznego napływu pobożnych pielgrzj-mów, w świątyni od- 
bywała się nieustanna misya, więc hetman Józef Potocki, wielki czciciel 
N. M. P. »na polu*, powziął myśl ukoronoAvania jej statuy, i już otrzymał 
u Klemensa XII potrzebne przywileje, gdy umarł. Wykonał ojcowski za- 
miar syn Stanisław, wojewoda kijowski. Koronacyi dopełnił d. 8 września 
1755 r. biskup przemyski, Wacław Sierakowski, w asystencyi kleru, ma- 
gnatów, szlachty, ludu, chorągwi hussaryi, pułku piechoty z działami. Za- 
kończyła ją 8-dniowa misya ludowa. 

Rozrucliy wojenne 1764—1772 r., zachwiały bytem kolegium; obaliło 
go klemensowe brewe 1773 r. Ex-Jezuici, było ich 32, schronili się na ra- 
zie do XX. Reformatów i przyjaciół. Kolegium z kościołem stało pustką, 
aż je 1777 r. rząd austryacki oddał 00. Dominikanom, w zamian za ich 
klasztor w Bochni, zabrany na biura. 



§. 105. Kolegium w Pińsku, w województwie brzesko-litewskiem, dye- 
cezyi łuckiej. — Misye w Janowie poleskim, Łabiszynie i Turowie. 

1630-1773. 

Pińsk nad Piną na Polesiu, w XVII wieku był miasteczkiem powia- 
towem, siedzibą starostwa, zaludniony przez Ruś i żydów, garstkę Pola- 
ków i Tatarów, z cerkwią katedralną i kościołem farnym, ale bez szkół 
żadnych. Dla tych to szkół, pragnął sprowadzić Jezuitów stolnik piński 
Mikołaj Jelski, wybudował kościółek, darował dom 1630 r., ale śmierć uda- 
remniła zamiar. Podjął go nowy starosta piński, kanclerz Albrycht Stani- 
sław Radziwiłł i z żoną Reginą de Eisenreich, Bawarką, fundował nada- 
niem kilku wsi 1682 r. rezydencyę pińską, zamienioną 1638 r. w kolegium. 
Szkoły niższe otwarto natychmiast, humaniora w rok później, retorykę 
1638 r., loikę 1646 r., wielką teologię dla kleryków jezuickich 1703 roku. 
Kilku księży apostołowało w Pińszczyznie, wyszukując w lasach chaty 
Rusinów. 

Tymczasem książę Albrycht murował gmachy kolegium i okazały 
kościół Św. Stanisława biskupa i męczennika. Zanim je postawił, Kozacy 
pułkownika Nebaby zajęli Pińsk 1648 r. Ponieważ Ruś przystąpiła do nich 
tłumnie, więc wojsko litewskie pod rotmistrzem Łukaszem Jelskim, zdo- 
byM'Szy nie bez trudu miasto, wycięło w pień Kozaków, ale i moc ludu. 
Wśród i-zezi i rabunków ciurów, powstał pożar, który zamienił Pińsk, 
a z nim stare kolegium i kościółek w perzynę. I znów 1655 roku Moskwa 
z Kozakami puściła część Pińska z dymem, zajmowała go jeszcze 1657 r. 
podczas zawieszenia broni. 

Wtenczas to dwaj misyonarze, Szymon Maffon i Andrzej Bobola, wy- 
prawili się na misyę w strony Janowa, miasteczka Szujskich, gdzie od 
lat kilku była stacya misyjna. Dowiedziawszy się o tern Kozacy w służbie 
księcia Rakoczego, najeźdźcy Polski, pochwycili obydwóch i zamordowali 
okrutnie Maffona w Horodku, Bobołę w Janowie. Proboszcz janowslci Za- 
leski, odwiózł zwłoki męczennika do wsi jezuickiej Duboi, skąd przewie- 



- 218 — 

ziono je do wspólnego grobu, w kościele pińskim i tu one spoczywały 
przez lat przeszło 40 w zapomnieniu. Wydobył je stamtąd rektor Marcin 
Godebski 1702 r., a hetman Michał Wiśniowiecki, uwolniony za przyczyna 
męczennika Boboli z niewoli moskiewskiej, przybudował do kościoła ka- 
plicę, na grobowiec dla niego, który hetmanowa kosztownie ozdobiła. Od- 
tąd rozpoczynają się pobożne pielgrzymki do grobu i starania Jezuitów 
o beatyfikacyę, uwieńczone pomyślnym skutkiem dopiero 1853 r. 

Jeszcze na dwa zawody, 1660 i 1664 roku Moskwa i Kozacy zlupili 
Pińsk, kościół i kolegium, które wykończone zostały dopiero 1675 r. Po 
30 latach spokojnej pracj^ w szkołach i na misyach, nastało piętnastolecie 
srogich ucisków wojny północnej. Nareszcie odetchnięto swobodniej 1720 r., 
kolegium pińskie zakwitło, należało do największych w Polsce, mieszkało 
w nim 70 i więcej osób, między temi 10 profesorów, 3 misyonarzy. Jeden 
przy kościółku w Śniadyniu, majątku jezuickim, w powiecie mozyr- 
skim, drugi przy kościele farnym w Janowie, z fundacyi kasztelana troc- 
kiego, Jana Kopcia, który 1678 r. legował sumę 20.000 zip.; trzeci na całe 
Polesie. Kolegium utrzymywało aptekę, szpital, bursę ubogich i drukarnię, 
w której między innemi książkami wytłoczono 1735 r. Kazania Skargi. 

Dwa jeszcze domy misyjne należały do niego. W miasteczku Łabi- 
szynie, w powiecie pińskim, przy kościele farnym, z cudownym obra- 
zem Matki Boskiej, założył dom misyjny dla 2 księży i szpital, ciwun tro- 
cki Michał Eosochacki koło 1670 r., pomnożyli zaś fundacyę 1673 r. Woj- 
ciech Zieliński z córką Gedroiciową, legatem 2.000 złp. Jeden z misyona- 
rzy dojeżdżając, obsługiwał kościółki w dobrach kolegium St oszanach 
i Telec banach. 

Prastary Turo w, stolica niegdyś księstwa, otrzymał misyę 1631 r. 
z fundacyi dziedziczki, Anny Aloizy z Ostrogskich Chodkiewiczowej, litórą 
uposażyła lepiej koło 1720 r. hetmanowa Antonina z Waldsteinów Sapie- 
żyna. Na ruinach dawnego zamku postawili tu Jezuici kościół, i praco- 
wali w mieście i dawnem księstwie tui-owskiem. 

Po kasacie zakonu 1773 r. piękny kościół Św. Stanisława w Pińsku, 
zamieniony na cerkiew soborną, gmach}' pojezuickie na mieszkanie dla wła- 
dyki i kleru, część mniejsza na szkoły podwydziałowe. Ivościół turowski 
został filia farv w Dawidogrodku. 



§. 106. Kolegium ksawero-owruckie, w województwie i dyecezyi ki- 
jowskiej. — Misye w Żytomierzu i Mozyrze. 1632—1773. 

Równocześnie z pińskiem, powstało drugie kolegium na Polesiu. 
Fundował je 1632 roku z swej ojcowizny. Jezuita Ignacy Jelec, w miaste- 
czku I^sawerowie, które sam założył i z wsiami Litwinowicze i Bazar, 
na uposażenie kolegium przeznaczył. Otwarto je jako rezydencyę 1635 r., 
dla ustawicznych jednak niepokojów od kup swywolnych Kozaków, ucieka- 
jących przed »chłopieniem« Ukrainy, szkoły z retoryką wzięły początek do- 
piero 1647 rolś^u, a już w następnym roku, inkursya kozacka obróciła całe 
miasteczko w j^erzynę. I'oddani rezydencyi skozaczyli się, i ukrywających 
się u nich w Kalinówce, O. Stepocyusza i brata Panderkiewicza, wydali 



— 219 — 

Kozakom iia męki i śmierć. Sam tylko O. Jelec powrócił do zgliszczów 
i skleciwszy mieszkanko, pozostał w Ksawerowie do 1654 r. Z nim znika 
kolegium ksawerowskie. Dopiero w ćwierć wieku później, na prośbę szla- 
chty owruckiej, sejm 1678 r. pozwala, aby fundacya ksawerowska przenie- 
sioną została »z między lasów w meditulium Polesia* do Owrucza, stolicy 
powiatu i starostwa, gdzie jej pół góry na liościół i szkoły przeznacza, 
a kolegium ma nosić nazwę ksawero-owruckiego. 

Jakoż w lat l%^ilka wybudowano w Owruczu kościółek, a przy nim 
osiadł 1682 r. jako misyonarz, O. Hieronim Eytmin z Ostroga; w trzy lata 
później otwarto rezydencyę z szkołami niższemi, które, zamknięte dla wojny 
i pożaru miasta od 1716 — 1722 r., rozszerzone zostały 1726—1758 r. kur- 
sem teologii moralnej dla kleryków kijowskiej dyecezyi, r. 1728 poetyką, 
1764 r. retoryką. Wreszcie 1742 r., gdy przez kolonizacyę i umiejętne go- 
spodarstwo, dochody z dóbr podniosły się do 10.000 złp. rocznie, rezj^den- 
cya zamieniona w kolegium. Nowe jego gmachy i kościół murować począł 
1753 r. rektor Kukliński, ale dla niszczących zajazdów i procesów od złych 
sąsiadów, a potem dla rozruchów hajdamackich, budowa wlokła się leniwo. 

W kolegium mieszkało dwóch misyonarzy dla Polesia, trzech dla 
Ukrainy. Także w Żytomierzu założył misyę dla 3 księży z kościołem, 
kasztelan kijowski Kazimierz Stecki 1724 roku. Z misy i tej wyrosło ko- 
legium. 

Drugi dom misyjny z szkołami niższemi, w powiatowem miasteczku 
Mozy r ze, założony 1723 r. 

Misyonarze tych domów, podlegali zrazu jurysdykcyi rektora ostrog- 
skiego, potem owruckiego. W chwili zniesienia zakonu 1773 r. należało do 
kolegium tego 42 księży i braci. Kościół zamieniony na farę, w roku 1831 
stał pustką, rozebrano go. W" gmachach pojezuickich szkoły podwydzia- 
łowe, oddane 1789 r. w zarząd 00. Bazylianów, zamienione po r. 1831 na 
szkoły rosyjskie powiatowe. 



ROZDZIAŁ XIX. 

Kolegia i domy za królów Władysława IV, Jana Kazimierza i Michała 

1634-1673. 



§. 107. Kolegia w Nowogródku siewierskim, w województwie i dye- 
cezyi czernichowskiej, i w Perejasławiu, województwie i dyecezyi 
kijowskiej. 1636—1649. 

Propaganda katolickiej wiary i cywilizacyi na kresach wschodnich 
rzpltej, nakłoniła kasztelana kamienieckiego, starostę nowogrodzkiego Ale- 
ksandra Piaseczyńskiego, do założenia kolegium w stolicy starostwa swego 



— 220 — 

Nowogródku (Nowogrodzie) siewierskim, odzyskanym od Moskwy trakta- 
tami 1616 i 1634 r. Na jego prośby, Władysław IV nadał Jezuitom opu- 
szczony monaster bazyliański Spasa z dobrami i 4 wsie, wycięte z staro- 
stwa nowogrodzkiego. Szlachcic mołdawski dysunita, podarował wieś Cze- 
cłiin, a starosta winnicki Adam Kalinowski, dał wieś Batołi prawem za- 
stawnem na 20.000 zip. 

Więc już 1636 r. rezydencya nowogrodzka, otwarta z szkołami niż- 
szemi, jedyuemi na całe województwo; r. 1645 otrzymała tiumaniora i re- 
torykę. Sześciu misyonarzy apostołowało w rozległej Siewierszczyznie, ko- 
lonizującej się Litwą i Polakami. Hojny fundator w.ymurował obszernj^ 
kościół, gmach szkolny ozdobił wieżą i zegarem, na bibliotekę ofiarował 
1000 złp., wraz z burgrabią Wyszlem, założył bursę muzyków i konwikt 
szlachecki i umarł prawie w chwili, gdy rezydencyę ogłoszono jako kole- 
gium, w październiku 1646 r. Niestety bunt Chmielnickiego rozgonił szkoły 
i kolegium, Kozacy zajęli 1646 r. Nowogród, wydaliła ich stamtąd ugoda 
białocerkiewska 1651 r., ale Moskwa Buturlina zdobj^wszy 1654 r. miasto, 
już go nie oddała więcej Polsce. 

Podobny los był współczesnego kolegium w Perejasławiu, milę od 
Dniepru, założonego w dobie »chłopienia kozaczyzny«, przez starostę pere- 
jasławskiego wojewodę bracławskiego Łukasza Żółkiewskiego 1636 r. Obok 
nowego kościoła stanęła rezydencya z niższemi szkołami, zamieniona 1645 r. 
na kolegium, w którem liczono także humaniorów. Miasteczko fundacyjne 
Bubnow ufortyfikowano, postawiono kościółek. liilku misyonarzy Avyjeż- 
dżało corocznie na pracę apostolską, do obozów polskich, i na Zadnieprze, 
nawracając głównie skozaczonych lub poturczonj^h apostatów od wiary, 
a także chłopów dysunitów. 

Aliści w czerwcu 1648 r. czerń kozacka opadła i złupita Bubnow, 
rozegnała kolegium w Perejasławiu, złupiła je, kościół i grobowiec. Brata 
Muchowieckiego odarła z sukni, pobiła i poraniła, drugiego, staruszka, Ma- 
teusza z Przasnysza, zamordowała, trzej inni Jezuici, ukrywając się czas 
jakiś, zdołali w przebraniu chłopskiem, z furmanami jadąc3'^mi po sól do 
Delatyna, dostać się do Kamieńca. Kościół i kolegium zamienione na mo- 
naster czerńców. 



§. 108. Kolegium w Witebsku, w województwie witebskiem, dyecezyi 
wileńskiej. — Misye w Wieliżu i Uświacie. 1639—1773. 

Fundator dwóch kolegiów, w Dynaburgu i Smoleńsku, waleczny wo- 
jewoda smoleński Aleksander Gosiewski, założył trzecie, jako ex-voto za 
zdobycie na Moskwie twierdzy Białej w Smoleńszczyznie, w obronnym 
i zamożnym Witebsku, w którym przed kilkunastu laty poniósł męczeń- 
stwo Św. Jozafat Kuncewicz i krwią swoją użyźnił rolę serc Witebszczan 
pod posiew unii. Z podarowanych sobie od Władysława IV latyfundyj 
w Smoleńszczyznie, 20-milowy pusty, ale żyzn}' szmat ziemi i przystań na 
Dżwinie, przeznaczył na uposażenie rezydencyi, otwartej 1639 r., najprzód 
dla pracy kapłańskiej przy farze. Własny kościół wybudowano koło 1649 r. 
i rozpoczęto misyę między Rusią dysunicką, w tymże czasie otwarto szkoły* 



— 221 — 

gramatykę i humauiora. Ale już w listopadzie 1654 r. Moskwa Szereme- 
tjewa zdobj^ła i spaliła Witebsk, 4 Jezuitów (2 księży i tyleż braci) i moc 
ludu, uprowadziła w niewolę i na posielenie w głąb carstwa, i gospodaro- 
wała aż do andruszowskieg'o pokoju 1667 r. 

Dopiero więc następnego roku wskrzeszono rezydencyę witebską 
z szkołami, którym pi-z\'była 1676 r. retoryka i bursa ubogich, i zamie- 
niono na kolegium 1682 r. Wymurował je z nowa nad i-zeką Widżbą rektor 
Walenty Hermanowski 1691 r. ; w 6 lat później otworzono aptekę. 

W wojnie północnej, car Piotr, mszcząc się za przychylność Witeb- 
szczan dla króla Leszczyńskiego (złożyli dla jego Szwedów 9.000 talarów), 
rozkazał Kozakom i Kałmukom złupić, a potem spalić do szczętu miasto 
28 września 1708 r. Bezdomni Jezuici schronili się na swój folwark Zarze- 
cze, rektorowie Maciej Kownacki i Stan. Dybkowski zabrali się w r. 1713 
i 1717 do budowy nowego domu i kościoła Św. Józefa, który dzięki hoj- 
ności kasztelana witebskiego Marcyana Ogińskiego i żony Teresy z Brzo- 
stowskich, a także szlachty witebskiej, wykończono pięknie i konsekro- 
wano 1731 r. 

W nowym gmachu szkolnym, zaprowadzono 1738 r. kurs loiki, który 
zamieniono z czasem na kurs teologii moralnej, a dwaj księża Jezuici, bra- 
cia Ignacy i Stefan Łuskinowie, założyli 1756 r. z ojcowizny seminarium 
dla ubogiej szlachty. Zniszczył je, równie jak kolegium i kościół, dwu- 
krotny 1757 i 1761 r. pożar miasta. Odbudowaną świątynię otwarto 1765 r. 
ośmiodniową misyą pokutną. 

W kolegium mieszkał stale misyonarz kresowy ad oras Moscopiae 
z fundacyi 1673 r. hetmana w. 1. i starosty uświackiego Michała Paca. 
Ten dojeżdżając, apostołował w miasteczkach nadgranicznych, W i e 1 i ź u 
i Uświacie. 

Pierwszym rozbiorem Polski, Białaruś dostała się pod panowanie Ko- 
syi, dlatego pomimo kasacyjnego brewe 1778 r., kolegium witebskie oca- 
lało aż do banicyjnego ukazu Aleksandra I r. 1820. 



§. 109. Kolegium w Kownie, w województwie trockiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. — Misya w Kiejdanach. 1642—1773. 

Trzej bracia Wijuk Kojałowicze, herbu Kościesza, Wojciech, Kazi- 
mierz i Piotr, obywatele kowieńscj", potem Jezuici, założyli z swej ojco- 
wizny, najprzód misyę w Kownie, zamienioną 1646 r. na rezydencyę, 
r. 1653 na kolegium, uposażone dostatniej 1699 i 1730 r. dziedzicznemi 
wsiami przez trzech Jezuitów, Jana Stegwił Laudańskiego, Jędrzeja Mło- 
dzianowskiego i Kazimierza Puszyńskiego. Tę iście juzuicką fundacyą, 
wzbogacili nadaniem 4 dóbr ziemskich Piotr Szukszta, państwo Marcinowie 
Piadzewscy i król polski Michał. 

Szkoły niższe otwarto 1648 r., humauiora, retorykę i filozofię 1650 — 
1653 r., bursę ubogich fundował 1650 r. Piotr Szukszta. Księża pracowali 
zrazu przy farze, potem w własnej liaplicy bł. Stanisława Kostki. Aliści 
1655 r. Moskwa z Kozakami zdobywa i pali Kowno, kaplicę i kolegium. 
Na tern kończy się pierwsza jego doba. 



— 222 — 

Roku 1660 rozpoczyna się druga, odbudowaniem drewnianej kaplicy 
i rezydencyi i otwarciem 1664 r. szkół niższych. Przybyła im 1666 r. poe- 
tyka, 1678 r. retoryka, 1725 kurs filozofii. W kościółku bł. Stanisława, 
mówią kazania polskie i litewskie, czasem i niemieckie; dwaj misyonarze 
apostołują w powiecie kowieńskim. Rezydencya od 1702 r. nosi nazwę ko- 
legium rozpoczęteg'0, ale dla podciętej wojną północna i innemi klęskami 
fortuny, dopiero 1761 r. zamieniona na kolegium. Już też wicerektor Ka- 
zimierz Przeciszewski i dwaj następcy, dźwignęli 1750 — 1759 r. piękny ko- 
ściół Św. Stanisława Kostki z kamienia i cegły, a rektorowie Tomasz Kar- 
wacki i Franciszek Paprocki, wymurowali 1761 — 1768 i*. obszerne gmachy 
kolegium. 

Należała do niego misya w Kiejdanach, dyssydenckiem miaste- 
czku Radziwiłłów birżańskich. Dla oporu kalwinów, nie mógł stałej misy i 
załoŻ3'^ć Krzysztof Zenowicz, starosta oszmiański, jak tego pragnął, 1703 i'. 
Więc dojeżdżając z Kowna, pracowali misyonarze w Kiejdanach; dopiero 
1747 r. otwarto dom misyjny z kościółkiem, w którym, równie jak w fa- 
rze, mówili polskie, litewskie i niemieckie kazania, a przytem obsługiwali 
kaplicę w Opitołokach. 

Brewe Klemensa XIV zniosło 1773 r. tę misyą i kowieńskie kole- 
gium, w którem umieszczono szkoły podwydziałowe. Piękny kościół poje- 
zuicki, przez lat 50 studencki, zamieniony został 1824 r. na cerkiew farną, 
potem 1843 r. na katedrę prawosławną. 



§. 110. Rezydencya w Chwastowie (Faustowie), w województwie i dye- 
cezyi kijowskiej. — Zamieniona w kolegium kijowskie. 1620—1648. 

. Już 1620 r. biskup l^ijowski Bogusław Radoszewski, sprowadziwszy 
Jezuitów misyonarzy do Kijowa, chciał im fundować kolegium, ale oni 
wobec burzliwości żywiołu rusko-kozackiego, woleli mieć dom w Chwa- 
stowie, Cichem biskupiem miasteczku 6 mil od Kijowa. 

Dostatnio uposażoną miasteczkiem Konotopem i 3 wsiami rezyden- 
cyę, otwarto 1623 r., w dwa lata później dano początelv szkołom, którym 
przybyły 1627 r. humaniora, 1638 r. retoryka. W dobie schłopieniac koza- 
czyzny, gd}- uciszyło się nieco w Kijowie, Jezuici chwastowscy przenoszą 
całą fundacyą do prastarej stolicy Rusi, i udaremniwszy wszelkie zabiegi 
metropolity Mohiły, w wrześniu 1647 r. otwierają kolegium kijowskie 
z szkołami i retoryką. Utorowali sobie do tego drogę trzydniową 8—11 
czerwca 1646 r. rozmową (colloąuium) o pochodzeniu Ducha Św. O. Cicho- 
ckiego z rektorem mohylańskiej akademii Innocentym Gizelem, wobec 
licznej szlachty i uczonej publiki ruskiej; z profesorami też akademii i dys- 
unitami zachowali zgodne stosunki. 

Nie trwało to długo; bunt Chmielnickiego zmusił Jezuitów do roz- 
puszczenia szkół i zamknięcia kolegium w lecie 1648 r. Fundacyą chwa- 
stowsko-kijowską przyłączono do uposażenia kolegium owruckiego. 



— 223 



§. 111. Jezuici w Prusach Książęcych. — Misya w św. Lipce. 1639—1780. 

Pax perpeiua, pokój między królem Zygmuntem law. mistrzem 
Krzyżaków, Albrechtem brandenburskim, w Krakowie 9 kwietnia 1525 r. 
zawarty, nie zabezpieczył katolikom w nowo utworzonem księstwie pru- 
skiem wolności religijnej, dla tego, że król uważał sprawę katolicyzmu 
w Prusiech za przepadła. Przez 80 lat katolicy w księstwie pruskiem, po- 
zbawieni byli kościołów, kapłanów i nietylko publicznej, ale prywatnej 
służby bożej, bez żadnego protestu ze strony królów i rządu polskiego. 
Dopiero Zygmunt III w pakta z elektorem brandenburskim, Joachimem 
Fryderykiem 1603 r. i Janem Zygmuntem 1611 r., włożył zupełną wolność 
religii katolickiej w Prusach książęcych, bezpieczeństwo kaplic i kościołów 
i dwa kościoły katolickie z probostwem w Królewcu. Tę samą tolerancj^ą 
dla katolików, zastrzeżono w traktatach welawskim i bydgoskim 1657 r. 

Wykonanie tych paktów ze strony książąt, potem królów pruskich, 
nigdy nie było szczere ani zupełne. Spełniali je o tyle, o ile strach przed 
królem, sejmami i odwetem katolików, zwłaszcza studentów jezuicl^ich na 
protestantach w Polsce ich zmuszał, albo co wpływy królowej Ludwiki 
Maryi i biskupów warmińskich na nich wymogły. 

Ale i z tej mizernej tolerancyi korzystali Jezuici brunsberscy, któ- 
rzy już od 1570 r. pi^acowali po cichu na pograniczu Prus i Brandenburgii, 
po roku zaś 1611 otwarcie usadowili się w św. Lipce, Królewcu i Tylży, 
i z tych placówek rozpuszczali misyonarskie zagony na całe księstwo. 
Mieli do tego legalną podstawę w paktach 1611 r., ale książęta i rząd pru- 
ski uważali to za łaskę wyżebraną, więc tj^siączne wznawiali trudności, 
wydawali co chwila zakazy, dekreta nawet banicyjne, do czego ich podju- 
dzali superintendenci i pastorowie. Jezuici, zręcznie omijając lub odpierając 
ataki pruskie, nie prowokując jednak zuchwałością, wytrwali na zajętych 
raz stannicach, aż im brewe Klemensowe zejść z nich kazało. 

Domu misyjnego św. Lipki (Sa c r o 1 in d a), na pograniczu Prus 
i Warmii, ten był początel-c. Już od 1380 r. św. Lipka słynna cudownym 
obrazem M. B. Bolesnej, była miejscem pobożnych pielgrzymek z Prus, 
Warmii i Kujaw. Apostata, książę pruski Albrecht, odarł 1526 r. kościółek 
ze sreber, zrównał z ziemią, postawić kazał szubienicę dla tych, którzyby 
jeszcze pielgrzymować tu chcieli. Pielgrzymki pomimo to nie ustawały. 
W XVII wieku właścicielem Lipki był pan von Groeben, protestant, który 
umarł katolikiem 1649 r. Od niego to, przy pomocy Zygmunta III, który 
w tej sprawie pisał listy do księcia i regentów królewieckich, nabył Lipkę 
1619 r. Szczepan Szadurski, sekretarz królewski, wybudował kościółek, 
a chcąc wskrzesić kult cudownej Matki Boskiej, oddał św. Lipkę z uposa- 
żeniem kapitule warmińskiej na własność, zarząd zaś jej i obsługę powie- 
rzył Jezuitom, którym głównie dlatego założył l<:olegium w Reszlu. 

Dla wojny szwedzkiej 1626 r. i trudności z rządem pruskim i kapi- 
tułą warmińską, dopiero 1639 r. Jezuici objęli św. Lipkę. Zasłynęła wnet 
jako miejsce łask N. M. P., pielgrzymek pobożnych i licznych nadzwyczaj- 
nych nawróceń. Wojna szwedzka rozegnała 1656 r. misyą św. Liplti, ko- 
ściół przez 2 lata stał zamknięty, wnet ednak powróciła jej świetność. 



224 — 

Z ofiar i jałmużn całej Polski, dźwignięto 1688—1702 r. wspaniałą świąty- 
nię z dwoma wieżami i kolumnadą, ale dla wojny północnej, wewnętrzną 
jej ozdobę i malowanie wykończono dopiero 1714 — 1730 r. 

Rząd pruski miał szczerą ochotę zamknąć misyę św. Lipki, która 
corocznie rozsyłała księży do 10 miasteczek staropruskich z słowem Bożem 
i nabożeństwem, a w świątyni olbrzymiej utrzymywała jak rok długi, nie- 
ustającą misyę Nie zamknął jednak, nie tyle z obawy przed królem pol- 
skim, jak przed studentami jezuickimi, ażeby ci w odwecie za św. Lipkę, 
nie poburzj^li protestanckich zborów na Litwie i nie wygnali ich mini- 
strów. Pozostali więc Jezuici misyonarze, hylo ich 6—8, przy św. Lipce, 
aż do 1780 r., potem jeszcze jako ex Jezuici aż do 1816 r., w którym za- 
mieniona na probostwo świeckie z wikaryuszami. Warmiński biskup Thiel, 
pragnąc podnieść okazałość odpustowego miejsca, starał się przed kilku 
laty u rządu o sprowadzenie do św. Lipki Benedyktynów niemieckich, ale 
rząd, z obawy snąć wzmocnienia katolicyzmu w Warmii, otoczonej jak wy- 
spa na morzu protestantami, odmówił pozwolenia. 



§. 112. Dom misyjny w Królewcu w Prusach Książęcych, dyecezyi 
warmińskiej (sambieńskiej). 1650—1780. 

Na mocy paktów 1603 i 1611 r., stanął w stolicy Prus książęcych 
skromny kościół parafialn}" 1616 r. dla katolików miasta i całego księstwa. 
»Pleban« Joachim Milovius, nie mogąc z dwoma wikaryuszami podołać 
pracy, zawezwał 1634 r. dwóch Jezuitów Tomasza Klage i Krzj^sztofa 
Szenka do pomocy, ale już 1635 r., wskutek jak się zdaje reklamacyi pru- 
skiego rządu u króla Władysława IV, odwołał ich prowincyał Łęczycki. 
I znów 1647 r. dwaj Jezuici, Agejson i Hempel, pomagają plebanowi Wolf- 
begkowi w duszpasterstwie; zastąpili ich w pracy 1650 r. Jezuici Radau 
i Zieniewicz. Aby dorywcze misye zamienić w stałą uorganizowaną prace, 
ofiaruje 1650 r. królowa Ludwika Marya 500 złp. rocznie na dom misyjny 
(płaciła tę sumę tylko do 1654 r.), wstawia się do biskupa warmińskiego 
Wacława Leszczyńskiego, król zaś do księcia i do plebana, i w sierpniu 
1650 r. dom »misyonarzy JM. Króla Polski i Szwecyi< dla Prus książęcych 
w Królewcu otwarty. 

Książę odmówił im drugiego kościoła, więc pracowali przy farze, 
mówiąc kazania niemieckie, na które przychodzili profesorowie i studenci 
akademii królewieckiej, polskie, potem i litewskie dla roboczej głównie 
ludności; odwiedzali pilnie chorych katolików i więźniów, otworzyli szkółkę 
katolicką dla polskich i niemieckich dzieci. Podczas zarazy 1653 r., gdy 
pastorzy protestanccy z rodzinami powymykali się z miasta, pozostali je- 
dni Jezuici. O. Kuhn umarł na posłudze chorych, O. Radau postawił dla 
nich namioty, urządzał pogrzeby, zajął się sierotami. Zjednało to Jezuitom 
wielki mir, w szpitalach przyzywali ich protestanci do łoża śmiertelnego. 
W następnym roku otwarli konwikt dla zamożniejszych uczniów, O. Arent, 
filolog, był jego prefektem i profesorem. 

Aż tu wojna szwedzka 1655 r., nagnała do Królewca moc senatorów, 
szlachty ale i ubogich ludzi, chroniących się przed grabieżą Szwedów. Za- 



— 225 — 

jęli się nimi, przy pomocy plebana i katolików, Jezuici szczerze, 80 ubo- 
gich żywili przez czas dłuższy. Predykanci zato szczuli przeciw nim gmin 
miejski, iż 5 czerwca 1656 r. rzucił się do rabunku kościoła i domów pol- 
skich przybyszów. Książę ukarał śmiercią hersztów grabieży, zabrane sre- 
bra i rzeczy kazał zwrócić, ale umyślił Jezuitów wygnać z Królewca. Za- 
chęcały go do tego stany pruskie, ministry i część profesorów królewie- 
ckiej akademii, przeciwna synkretyzmowi, czyli unii trzech wyznań, kato- 
lickiego, kalwińskiego i luterskiego swych kolegów, którzy znów z Jezui- 
tami trzymając, przechodzili oni i ich studenci na katolicyzm. Także wśród 
wyksztalceńszych protestantów objawił się zwrot podobny. 

Rząd pruski, nie rad z tego, użył intrygi ex-franci8zkanina, Jana 
z Schauenburga, który odwdzięczając się Jezuitom w K^rólewcu, za kilko- 
miesięczne pielęgnowanie podczas ciężkiej choroby, wręczył mu 1676 r. 
memoryał: Modus expellendi Jesuitas nus Koenigsberg, a między motywami 
wypędzenia były ł te: agitacya przeciw udzielności Prus i mania nawra- 
cania na katolicyzm (ProseliUnmachereiL Nie dosyć tego. Ex-mnich, podro 
biwszy dokumenta, otrzymał nominacyę z Rzymu na plebana królewie- 
ckiego, i aby tem snadniej wysadzić Jezuitów, szkalował oddanych im ka- 
tolików i plebana Lettaua przed rządem. Dowiedziawszy się o tem król 
Jan III, zażądał od regenc3'i królewieckiej wydania intryganta, ten jednak 
ostrzeżony wcześnie, czmychnął na Pomorze. Wtenczas rząd pruski zwró- 
cił się do biskupa warmińskiego Michała Stefana Radziejowskiego, aby Je- 
zuitów z Królewca odwołał. Po stronie rządu stanęła kapituła warmińska, 
krom kanonika Burzeńskiego. Biskup zjechał 1683 na wizytę pasterską do 
Królewca, a przekonawszy się o zbożnej pracy Jezuitów, napisał do ele- 
ktora, księcia pruskiego: » winnicę tę kwitnącą z wielkiem uczuciem we- 
wnętrznej radości zwiedziłem*. Mimo to regencj^a postanowiła wygnać Je- 
zuitów. Aż tu nadchodzi do niej petycya z d. 17 marca 1685 r. z Wilna, 
od superintendenta Sautena, seniorów i gminy dyssydenckiej, aby na miły 
Bóg zostawiono Jezuitów króleAvieckich w spokoju, inaczej dyssydenci wi- 
leńscy, a nawet i litewscy padną ofiarą odwetu studentów jezuickich. Ar- 
gument skutkował, przez lat z górą 30, Jezuici używali względnego spo- 
koju w Prusach. 

Królewiec podczas wojny północnej stał się schronieniem dla bisku- 
pów, senatorów, szlachty, pań możnych i Jezuitów brunsberskich, uchodzą- 
cych przed srogością szwedzką i polszczał widocznie. Praca Jezuitów w ko- 
ściele i po domach polskich potroiła się. Powtórzyło się to na większą 
jeszcze slialę 1735—1736 r., gdy król Leszczyński, uszedłszy z Gdańska, 
przemieszkiwał na zamku królewieckim z licznem gronem swych zwolen- 
ników. Poświęcenia swego dla protestantów nawet, złożyli dowód Jezuici 
podczas zarazy 1709 i 1710 r. śmiercią dwóch swoich, Wawrzyńca Gostow- 
skiego i Jędi-zeja Brandta. Przez szereg lat urządzali ruchomą misyę po 
wsiach na 8 mil w promieniu i po miasteczkach, Fischhausen, Pilawa, 
Fryląd. Do ich konwiktu posyłali synów protestanci, a gdy regencya im 
zabroniła, powstał krzyk o to, stany pruskie domagały się 1684 r. zniesie- 
nia zakazu, bo ogranicza prawa rodzicielskie. Król pruski Fryderyk I za- 
czął znów (1709) przcmyśłiwać nad wypędzeniem Jezuitów z Prus, sti-aszyć 
ich dekretami banicyjnymi i dokuczać w wieloraki sposób. 

J£;UICI w POLSCE. 15 



— 226 — 

Zdaje się, źe dla umniejszenia tych dokuczliwości, mis3'onarze figu- 
rować poczęli około 1720 r. wobec rządu jako wikaryusze plebana. Nawrócenia 
protestantów powtarzały się często, rząd prześladował konwertytów, więc bi- 
skup warmiński Teodor Potocki założył dla nich 1722 r. osobnj'^ dom przy 
kolegium brunsberskiem. Srogi wyrok toruński 1724 r. poruszył studentów 
i gmin, iż wpadli do kościoła, lvrzycząc i złorzecząc; idących ulicą Jezui- 
tów znieważali; regencya Icazała zamknąć 3 szkółki katolickie i konwikt. 
Także Fryderyk II ograniczył misye jezuicliie do nabożeństwa »w izbie 
przy drzwiach zamkniętych*, ale w św. Lipce i Królewcu nie kładł zapory 
ich gorliwości. 

Pożar dzielnicy Sackheim 11—13 listopada 1764 r. zniszczył kościół, 
plebanię i 7 domów należącycłi do mis\'i. Król nie dał pieniędzy na odbu- 
dowanie świątyni, pozwolił jednak plebanowi i prowizorom na zbieranie 
składek, z których 1769—1777 r. wymurowano kościół nowy. Jezuici z jał- 
muźn zebranych w Polsce, odbudowali 1772 r. rezydencyę i 4 domki i pra- 
cowali jako wikaryuszowie plebana Szmida do 1780 r., w którym ogłoszono 
im kasacyjne brewe. 



§. 113. Dom misyjny w Tylży, na Litwie pruskiej, dyecezyi sambień- 

skiej. 1709-1780. 

Tylża nad Niemnem, zrazu wieś i zamek krzyżacki, od 1537 r. mia- 
steczko protestanckie, z garstką katolików z Żmudzi i Litwy, nie miała 
katolickiego kościoła, tylko dziedzice podmiejskiej wsi Santainen, Dorę- 
gowscy, wybudowali 1663 r. sporą kaplicę jako grób familijny, a gdy się 
ta zawaliła, naprawiono ją 1692 r. dodawszy dwa domki, dla kościelnego 
jeden, drugi dla dojeżdżających misyonarzy. Byli nimi Jezuici z Królewca 
i Kroż; kanonik warmiński Stanisław Siemaszko uposażył misyę dwoma 
wsiami na Litwie. Na razie biskup warmiński Załuski dał dla Tylży ple- 
bana, Koestlinga, ale 1707 r. powołał go na probostwo w Seeburgu, a ko- 
ściołelc w Tylży z domkami powierzył dwom Jezuitom prow. litewskiej. 
Tu oni mówili kazania po litewsku, niemiecku i po polsku, i opatrywali 
potrzeby duchowne katolików w Lobiawie i Bagnecie, i 150 żołnierzy hu- 
zarów w Instruciu. 

Trzy razy, 1725, 1732 i 1738 r., wydał król pruski Fryderyk Wil- 
helm, na nich banicyjne wyroki, ale biskupi warmińscy, Krzysztof Szem- 
bek i Teodor Potocki, zasłonili ich swoją powagą. Owszem, Jezuici uzyskali 
pozwolenie królewskie na budowę nowego kościoła swN^m kosztem i 1742 r. 
poświęcili kamień węgielny. Niestety, podstarości tylżycki Falk, wyrobił to 
w regencyi, że nowy kościół miał być oddany Augustyanom lub Bernar- 
dynom, ale nie Jezuitom, a król Fryderyk II zadecydował 1744 r.: »przy 
nowym kościele w Tylży niech nie będą Jezuici*. Więc oni, wyprowa- 
dziwszy fundamenta nad ziemię, zaniechali budowy i pozostali przy starej 
kaplicy Doręgowskich, prywatną swą szkółkę zamienili 1747 r. na szkołę 
katolicką publiczną i po dawnemu pracowali dla 10.000 katolików, wśród 
ciągłych dokuczliwości pruskiego rządu, od których okupacya Tylży przez 
Rosyan 1757—1758 r. dała im niejakie wytchnienie. 



— 227 — 

Wskutek kasacyjnego brewe 1773 r., wsie fundacyjne na Litwie za- 
brała komisy a na fundusz edukacyjn^^, Jezuici tylko żyli »o żebranym 
chlebie* aż do swej kasaty 1780 r., a jako ex- Jezuici do 1803 r. 



§. 114. Kolegium w Drohiczynie podlaskim, dyecezyi łuckiej. 1653—1773. 

Do połowy XVII w. województwo podlaskie nie miało szkół wła- 
suycli. Więc szlacłita nalegała na proboszcza w Drołiiczynie, stolicy woje- 
wództwa, Jędrzeja Potrykowskiego, aby sprowadził Jezuitów, co też 1754 r. 
uczynił. Wsparli go groszem proboszczowie sąsiedzi. Zaleski i Czarnocki, 
i wojewoda podlaski Emeryk Mleczko (dał 15.000 zip.) i już zabierano się 
do otwarcia szkół, gdy wojna szwedzka, złupienie i spalenie miasta przez 
bandy Rakoczego 1657 r. i przez Moskwę 1660 r., odwlokło fundacyę 
drohicką. 

Duszą jej był O. Jan Zawlicki. On to wyjednał u proboszcza Potry- 
kowskiego i biskupa łuckiego Jana Wydżgi, że probostwo drohickie z ko- 
ściołem i uposażeniem oddano Jezuitom 1661 r., co zatwierdzili sejm i ki'ól 
1661 r., papież 1667 r. On wyszukał dobrodziejów i otworzył 1667 r. szkoły 
niższe, którym przybyła 1674 r. poetyka, 1683 r. retoryka, 1700 r. konwikt 
dla ubogiej szlachty, 1713 r. kurs teologii moralnej naprzemian z kursem 
filozofii. Rozrzucona a liczna parafia drohicką dostarczała iście misyonar- 
skiej pracy; w dobrach jezuickich istniały 3 stacye misyjne. Z różnych 
ofiar szlachty, między temi 20.000 złp. od Jezuitów Stanisława Wilczew- 
skiego i Aleksandra Zardeckiego, 10 000 od Jerzego Szczanieckiego, który 
pod Czarnieckim wojował. Jezuici wymurowali 1696—1709 r. własny ko- 
ściół, zakupili dobra Rud}^ a wieś Drażniewo wzięli w emfiteuzę. Nie- 
szczęścia jednak wojny północnej, zaraza 1714—1715 r., na którą 4 Jezui- 
tów, służąc chorym umarło, przemarsze i grabieże wojsk różnych aż do 
1717 r., wpędziły rezydenc^^ę drohicką w taką biedę, że sejmik mielnicki 
co lat kilka uchwalał podatek na ozdobę kościoła, konsekrowanego 1723 r., 
naprawę budynków i wymurowanie nowego kolegium. 

Popularny u szlachty rektor Szczepan Kuczyński, podniósł w dobie 
łszczęśliwości saskiej* gospodarstwo rolne, w Dziatkowiczach, Lizie nowej 
i Rudzie; nabył za 14.000 złp, dobra Solniki i zamienił 1747 r. rezydencyę 
drohicką na kolegium. Pomyślność jego zamącały ustawiczne procesy 
o zajazdy i granice, i rozruchy z powodu konfederacyi barskiej. 

Po kasacie 1773 r., pojezuickie gmachy z kościołem, objęli Pijarzy, 
na nowicyat i podwydziałowe szkoły. Przy farze pozostał ex-Jezuita (osta- 
tni rektor) Jan Stankiewicz jako proboszcz aż do śmierci 1792 r. 



§. 115. Kolegium w Poszawszu na Żmudzi dyecezyi żmudzkiej. — Misya 
w Szadowie. 1654—1773. 

Skarbnik litewski Stanisław Bejnart, będąc bezdzietnym, fundował 
Jezuitom w swem Poszawszu kolegium 1654 r., nadawszy je wilą Bernato- 
wicze i 6 wsiami w powiecie lidzkim i rosieńskim, co zatwierdziła konsty- 

15* 



— 228 — 

tucN^a sejmu 1659 r. Superior nowej osady, Jan Odachowski, otworzył szkoły 
niższe 1655 r., przerwane dla wojny szwedzkiej, i spalenia domu przez 
piorun, wskrzesił 1658 r. i erygował kolegium. Złupiła je Moskwa 1660 r., 
zniszczył pożar miasta 1666 r. 

Odbudowano je, kościół i szkoły, którym przybywa 1676 r. poetyka, 
1686 r. retoryka, przez lat kilka kurs teologii dla kleryków dyec. żmudz- 
kiej. Wojna północna i zaraza 1710 r., której ofiarą padło dwóch księży, 
4 braci, służąc chorym, i ^U ludności wiejskiej, zrujnowała fortunę kole- 
gium poszawskiego. Poprawiły ją spokojniejsze lata, zapis dwóch wiosek 
i drobne legata, i już rozpoczęto murowanie wielkiego kościoła, gdy Mo- 
skwa w wojnie sukcesyjnej zniszczyła dobra, poddana ludność uciekła 
Av lasy. 

Dopiero więc 1737 — 1759 r. ukończono kościół, przerobiono gmach 
szkolny i kolegium, któi-e dostarczało misyonarzy dla Kurlandyi i dla mia- 
steczka starnścińskiego Szadowa. W latach 1705 — 1769 istniał tu dom 
misyjny z szkolą gramatyki i syntaksy, zamkniętą 1757 r. Także w do- 
brach kolegium Lewkiszkach i Europie czyli G i e j s z y s z k a c h, 
pobudowano kościółki z stacyami misyjnemi. 

Po kasacie kolegium poszawskie przerobiono na dom mieszkalny, 
szkoły zamknięto, kościół rozebrano 1840 r. 



§. 116. Kolegium w Mińsku, w województwie mińskiem, dyecezyi wi- 
leńskiej. — Misya w Błoni (1657—1773). — Rezydencya w Międzyrze- 
czu, w województwie i dyecezyi poznańskiej. 1660—1773. 

Bardzo nie w porę, bo w samą wojnę moskiewsko-kozacką 1657 r., 
zabrał się do fundowania kolegium i szkół w Mińsku, biskup smoleński 
Hieronim Sanguszko. Kupił Jezuitom dom na Wysokim Rynku w mieście, 
przeznaczył 70.000 złp. na utrzymanie, ale po jego prędkiej śmierci rodzina 
wypłaciła tylko 7000 złp. Zresztą wojna spustoszyła dom misyjn}'^ 1662 r.; 
otwarto go 1672 r., właściwa jednak fundacya przez biskupa Sanguszkę 
napoczęta, przez wojewodę trockiego Marcyana Ogińskiego i żonę Izabelę 
Hlebowiczównę, także przez kasztelana trockiego Cypryana Brzostowskiego 
i żonę Rachelę Rajocką, uzupełniona, przypada na r. 1683, w którym ją 
też sejm zatwierdził. 

Od 1685 r. dom nosi nazwę rezydencyi, od 1714 r. kolegium. Szkoły 
niższe otwarte 1672 r., otrzymały 1686 r. poetykę, retorykę i bursę ubo- 
gich, 1729 kurs filozofii. 

Superior Cypryan Kuszowski, postawił z drzewa nowe kolegium, za- 
czął murować 1700 r. wielki o dwóch wieżach kościół, który dokończył su- 
perior O. Antoni Brzostowski, syn Cypryana, a brat Konstantego, biskupa 
wileńskiego, z własnych zasobów i ofiar szlachty mińskiej. W wojnie pół- 
nocnej 1708 r. opadli go, łupiąc rezydencya, Kałmuki i zbili batogami; 
w Slepiance, wsi jezuickiej, opadli go Kozacy i rozpalonemi blachy przy- 
piekali boki, aby wskazał, gdzie ukryte skarby, których nie było. Ustawi- 
czne zajazdy, procesa i przemarsze wojsk 1734 — 1736 r. nękały kolegium. 



— 229 — 

Należała do niego przez jakiś czas misya w Błoni, wsi jezuickiej 
nad Citewką, którą dla dwóch misj^onarzy na województwo mińskie, fun- 
dował 1739 r. z swej ojcowizny Jezuita Józef Baka, autor znanego poematu 
»o śmierci«, stąd nazwa missio Bąkana. On też byl jej młss^onarzem stałym 
przez lat dziesiątki. 

Po zniesieniu zakonu 1773 r., ex-Jezuici pozostali przy szkołach, za- 
mienionych na podwydziałowe, kościół obrócony na farę, 1799 r. na kate- 
drę nowej dyecezyi mińskiej, zniesionej ukazem 1869 r. 

Z Białej Rusi przenieśmy się do Wielkopolski, nad zachodnią granicę 
rzpltej, do Między rzeczą (Meseritz) protestanck. prawie miasteczka, gdzie 
1660 r. osadził Jezuitów gorliwy biskup poznański Wojciech Tholibowski, 
najprzód jako misyonarzy farnych. Więc oddał im ambonę, dwa ołtarze, 
dwa konfesyonały i osobną zakryst^^ę, a na utrzymanie naznaczył kapitał 
20.000 zip. i ordynaryę od proboszcza. Król Jan Kazimierz nadał im 1661 r. 
tytuł smłsyonarzy królewskich*, aby mogli apostołować także w Branden- 
burgii. Roku 1662 otwarli szkoły niższe. 

Po śmierci jednak Tholibowskiego 1665 r., rozłazić się poczęła misya 
dla niechęci proboszcza i magistratu. Więc ją zwinięto 1676 r., sporadycznie 
tylko Jezuici poznańscy pracowali w Międzyrzeczu. Trwało to do 1696 r., 
w którym opatrzył im mieszkanie starosta międzyrzecki Przyjemski, poda- 
rowawszy' swą jurydykę w mieście. Kasztelanowa płocka Katarzyna z Kra- 
sińskich Gębicka, wdowa po Stefanie, kupiła dla nich za 4.000 złp. folwark 
podmiejski, i była stałą dobrodziejką. Syn jej wreszcie Jan Gębicki, kaszte- 
lan nakielski, wybudował rezydencyę, szkoły i kościół z pruskiego muru. 
Powtórne otwarcie rezydencyi międz3a-zeckiej wypada na r. 1714, szkół 
niższych na r. 1719, humaniorów i retorylii na r. 1734; naukę języka nie- 
mieckiego wprowadzono 1760 r. 

Większy nacisk kładziono na misye, zwłaszcza na pograniczu Śląska, 
Brandenburgii i Pomorza pruskiego, a także szwedzkiego, gdzie nawet 
w prywatnej izbie katolikom zbierać się na nabożeństwo zabroniono. Wo- 
jewoda rawski Stanisław Wincenty Jabłonowski z żoną Dorotą Broniszówną, 
od 1745 — 1756 r. utrzymywali 2 misyonarzy pogranicznych, a pan na Zbą- 
szyniu, Garczyński, 1764 r. przeznaczył dla nich 100.000 złp , aby corocznie 
6 wielkich misyj ad poenitentiam na pograniczu głosili, w niedziele zaś 
i święta, aby okoliczne l<aplice i filialne kościółki obsługiwali. 

Trwała ta zbożna praca do kasaty 1773 r. Dom i realności pojezui- 
ckie nabyło miasto, szkoły zamlinięto, kościół oddano bisl^upowi; porysował 
sie, wiec go rozebi*ano. 



§. 117. Prace Jezuitów w Kurlandyi. — Misye w Szoenbergu i Mita- 

wie. 1669-1773. 

»Pakt poddania się« ex-mistrza IMieczowniliów Gotarda Kettlera kró- 
lowi polskiemu 1561 r., nie zapewnił wolności religijnej katolikom w Ivur- 
łandyi, owszem zabrano im ostatnie 3 kościoły, zamknięto 9 kaplic i 3 
szkółki i zmuszono uczęszczać do zborów i szkół protestanckich. Dopiero 



— 230 — 

1616 r. król Zygmunt III, zatwierdzając »formę rządu i statuta Kurlaudyi*, 
zapewnił tolerancyę religijną dla katolików, książę kurlandzki Fryderyk 
Kettler wystawił dla nich kościół w stolicy swej Mitawie 1630 r., i drugi 
w Goldyndze 1640 r. Jezuici jak przed 1616 r. pokryjomu, tak teraz otwar- 
cie, jako pomocnicy obydwóch proboszczów, a potem od 1654 r. jako »mi- 
syonarze królewscy*, apostołowali w Kurlandyi, w której w XVII w. mieli 
znaczne posiadłości panowie z polskich Inflant. 

I właśnie 1660 r, kasztelan inflancki Władysław Berg de Carmel, 
w dobrach swych w Kurlandyi Schoenberg, założył misyę Jezuitów, 
oddawszy im kościół farny i probostwo, a sejm warszawski 1667 r. za- 
twierdził tę fundacyę. W ćwierć wieku później 1692 r., otwarli Jezuici 
stacyę misyjną przy farze mitawskiej. Podczas zarazy 1710 r. padło ich 4 
na posłudze zapowietrzonym. Patrząc na to świeżo nawrócony kupiec mi- 
tawski Franciszek Dorle, ofiarował misyi 291.726 tynfów, z których supe- 
rior Jan Fook nabył dobra Laukszoda, postawił rezydencyę w Mitawie, 
piękny kościół w Schoenbergu. Co więcej, oficyał mitawski, Jerzy Aloizy 
Zyberk, pierw nim został Jezuitą, oddał za zgodą biskupa i papieża, ko- 
ścioły i probostwa w Mitawie i Goldyndze Jezuitom prowincyi litewskiej, 
a już 1712 r. superior Fook otworzył w Mitawie szkoły, gramatj^lcę i hu- 
maniora, wybudował liapłicę w dobrach rezydencyi Bowsk (Bausk) nad 
Muszą. Następca jego Kraut, postawił nowe budynki dla rezydencyi i szkół, 
otworzył 1717 r. szkoły w Schoenbergu, w czem mu dopomagał kanclerz 
księżnej kurlandzkiej Anny, uczeń niegdyś Jezuitów i przez nich nawró- 
cony katolik. 

Moskwa, forytując Augusta III 1734 — 1736 r., naprzykrzyła się rezy- 
dencyi mitawskiej, chciała ją zamienić na więzienie dla partyzantów Lesz- 
czyńskiego, ale za słab^^ch rządów starego Ferdynanda Kettlera, książąt 
Ernesta Birona i Karola Saskiego, Jezuici kurlandzcy wskrzesili 1737 — 1753 r. 
misyę w Rydze, założyli misye w Jawczynach, Wodoktach na 
Żmudzi, Powirczowie, Bierzy (Behrse) i Senten, i wj^murowali wła- 
sny kościółek w Mitawie. Nawrócony w Francyi katolik hr. Lieven, tajny 
radca carowej Elżbiety, pan rozległych dóbr w Kurlandyi, wygnał z nich 
predykantów, zbory przywrócił katolikom, erygował parafię, a rezydencyi 
mitawskiej, którą przez lat 9 rządził świetnie superior Emanuel Rousselet, 
opatrzył fundusz na 2 misyonarzy per Curlandiam. 

Brewe Klemensowe 1773 r. położyło koniec tym pracom. Dom rezy- 
dencyi mitawskiej obrócony na szpital miejski, szkoły zamienione 1775 r. 
na gimnazyum, szoenberskie szkoły zamknięte, dobra przeszły zdaje się 
na skarb księstwa. 



§. 118. Rezydencyę z szkołami w Jurewiczach i w Mohylewie nad Dnie- 
prem w województwie mińskiem, dyecezyi wileńskiej i należące do 
nich domy misyjne. 1673 — 1773. 

Polowy obraz M. B. Łaskawej hetmana w. k. Stanisława Koniecpol- 
skiego, dostał się od wnuka jego O. Marcinowi Tyrawskiemu, misyonarzowi 
na Polesiu we wsi Jurowicze. Tu on dla onego obrazu postawił kaplicę 



— 231 — 

1673 r., do której gromadził się z bliższa i dalsza lud pobożny, modląc się 
o zwycięstwo hetmana Sobieskiego nad Turkiem. Wkrótce obraz zasłynął 
łaskami, Jurowicze stały się miejscem odpustowem. Podarowały je 1674 r. 
dwie współwłaścicielki, Barbara Łosczyna i Maryanna Kotarska, Jezuitom, 
na uposażenie misy i jurowickiej. Oni zaś, postawiwszy na miejscu kaplicy 
drewniany kościół i dom dla 2—4 księży, otwarli misyę 1681 r. Mnożą się 
pobożne pielgrzymki, vota i ofiary szlachty, byłoby za co wymurować 
okazałą świątynię, ale dla wojny północnej rozpoczęto budowę ledwo 1717 r., 
dokończono 1758 r., w którym cudowny obraz M. B. wniesiono uroczyście 
z kościoła starego. 

W r. 1724 połączono zJurowiczami misyę w Mozyrze, fundowaną 
zapisem 20.000 złp., gdzie otwarto szkołę gramatykalną. Znacznie później, 
1750 r, przybyła stacya misyjna przy farze w Brahiniu, z fundacy i 
dziedziczki, Katarzyny z Zamojskich Mniszchowej. Po przyłączeniu jednak 
tych misyi wraz z kolegium owruckiem do prowincyi małopolskiej 1756 r., 
misyę w Jurewiczach zamieniono na rezydencyę z szkołami niższemi i poe- 
tyką. Mieszkało w niej 8 księży, z tych dwaj misyonarze. 

Po kasacie 1773 r. objęli kościół jurewicki i dom, 00. Bernardyni, 
potem Kapucyni. Po r. 1832 urządzono tam parafię, którą 1865 r. zamknięto. 
Obraz M. B. Łaskawej przewiozła 1885 r. marszałkowa rzeczycka Gabriela 
Horwatowa, do Krakowa, gdzie w jezuickim kościele św. Barbary odbiera 
cześć należną. 

W Mohylewie nad Dnieprem, proboszcz Jan Zdanowicz, legował 
1673 r. Jezuitom orszańskim dobra Ciepłe i Chroniew, aby jeden z nich, 
dojeżdżając, pomagał mu w duszpasterstwie i nawracaniu dysunitów. Sejm 
1678 r. zatwierdził fundacyę. Misyonarzem był przez łat wiele O. Maksy- 
milian Głowicz, on też w kamienicy darowanej od proboszcza, przy której 
postawił kaplicę św. Ksawerego, przerobioną 1687 r. na kościół, otworzył 
1682--1684 r. rezydencyę z szkołami niższemi, od 1733 r. z poetyką i re- 
toryką. Przybywało jej dobrodziejów, rozszerzono więc place i budynki 
i murować poczęto 1699 r. piękny kościół. Dla klęsk wojny północnej, kil- 
koletniej posuchy^ i powodzi, ukończono budowę 1725 r, aliści pożar mia- 
sta 1748 r. zniszczył kościół, rezydencyę i szkołę; odrestaurował je supe- 
rior Michał Szyrma. 

Do rezydencyi mohj^lewskiej, w której zwykle mieszkało 7 księży, 
należał dom misyjny w Czeczersku nad Sożą, założony ze składek 
5000 złp. szlachty rohaczewskiej. 

Pierwszym rozbiorem Polski 1772 r., Moh3'lew dostał się pod pano- 
wanie Kosyi i dlatego Jezuici mohylewscy z szkołami i misyami ocaleli aż 
do 1820 r. 



— 232 — 



ROZDZIAŁ XX. 
Kolegia i domy za króla Jana III i jego następców. 1674—1773. 



§. 119. Kolegium w Piotrkowie. — Misya w Koniecpolu, w wojewódz- 
twie sieradzkiem w archidyecezyi gnieźnieńskiej. 1677—1773. 

W trybunalskiem mieście Piotrkowie, ubiegli Jezuitów Pijarzy i 1675 r. 
otworzyli szkoły. Należało ich tam zostawić w spokoju, ale Jezuici, którzy 
już 1661 r. myśleli o kolegium w Piotrkowie, otwierają 1677 r. rezydencyę, 
1706 r. szkoły z retoryką i konwikt, 1709 r. kursą filozofii, matematyki 
i fizyki i urządzają kolegium. Wywiązał się stąd niebudując}^ spór dwócłi 
instytucyi naul^owych i burzliwy antagonizm dwóch szkół, zakończony 
zgodą dopiero 1755 r. 

Po groźnym pożarze miasta 1731 r , prj-mas Teodor Potocki wymu- 
rował Jezuitom piękny kościół św. Franciszka Ksawerego, zakupił kilka 
domów na rozszerzenie kolegium i konwiktu. Obok filozofii Avykładać po- 
częto teologię moralną. Piotrkowscy Jezuici byli kaznodziejami trybunal- 
skimi, od r. 1711 także farnymi, obsługiwali kościółki w Jutroszynie, 
Żerominie i Kruszewie, i dawali od czasu do czasu misye ludowe. 

Do kolegium piotrkowskiego należała misya w Koniecpolu Sie- 
radzkim. Pierwotną myślą jej fundatora, Jana Aleksandra Koniecpol- 
skiego, koniuszego w. k., ostatniego z rodu, było, przy kolegiacie koniec- 
polskiej, którą stryj jego, hetman i kasztelan krak., Stanisław Koniecpolski 
ex-voto za uwolnienie z niewoli tatarskiej 1644 r. wymurował, założyć ko- 
legium jezuickie z szkołami, ale oparła się temu alma mater, i wraz z ka- 
pitułą gnieźnieńską wyjednała zakaz prymasa Stanisława Szembeka, Wten- 
czas Aleksander Koniecpolski, wojewoda już sieradzki, fundował przy ko- 
legiacie misyę dla 2 Jezuitów, przeznaczając 1716 r. pewne grunta, dwa 
domki, ogród i 40.000 zip. Ale i na misyę nie zezwolił prymas, zasłaniając 
się oporem akademii i krzykami szlachty na sejmikach, a po śmierci wo- 
jewody 1720 r., rozkazał misyonarzom ustąpić z Koniecpola pod karą klą- 
twy. Mieszkał tam tyllio jeden. O, Antoni Chodorowski, i pozostał jako 
kapelan wojewody, a potem wojewodziny wdowy, Elżbiety z Rzewuskich 
Koniecpolskiej, która 28 sierpnia 1720 r. zaniosła żałobę na prymasa do 
Klemensa XI i ocaliła misyę, obsługiwaną przez jednego, czasem przez 
dwóch lisięży z kolegium piotrkowskiego. 

Dopiero 1750 r. stanął w Koniecpolu osobny dom misyjny, który pry- 
mas Władysław Łubieński naznaczył 1760 r. na dom rekolekcyjny dla 
swego kleru, a misyonarzy mianował egzaminatorami tegoż kleru, do 
otrzymania aprobaty lub beneficium. Dawali też oni od 1759 r. szereg 
wielkich misyj ad poenitentiam w województwie sieradzkiem. 

Brewe klemensowe 1773 r. zamknęło na zawsze misyę koniecpolską, 
równie jak kolegium piotrkowskie. Zajęli je 1780 r. Pijarzy, zniesieni uka- 
zem 1864 r. Szkoły ich zamieniono na gimnazyum rosyjskie. 



— 233 - 



§. 120. Kolegium w Krasnymstawie, w województwie ruskietn, dye- 
cezyi chełmskiej. 1685—1773. 

W powiatowym Krasnymstawie nad Wieprzem, rezydencyi biskupów 
chełmskich, pracowali często Jezuici z Lublina. Stałą siedzibę opatrzył im 
biskup chełmski Stanisłsław Święcicki 1685 r. Byli kaznodziejami katedral- 
nymi, teologami biskupa, egzaminatorami kleru. Rezydencyę i szkoły niż- 
sze otwai*li 1688 r., poetykę, retorykę i teologię moralną 1691 r., bursę 
ubogich 1713 r., seminaryum dyecezalne 1718 r,, gabinet i katedrę matę- 
matyki z funduszu Maryanny z Potockich Tarłowej 1729 r., wreszcie wielki 
kurs filozofii i teologii 1760- 1762 r. Bibliotekę posiadali znaczną. 

Biskup Święcicki uposażył rezydencyę 1694 r. sumą 24000 złp., wsiami 
Worczyn i Puszów, i 3 legatami mszalnymi. Oni zaś jiauczali w szkołach 
i pracowali przy filialnym kościele Św. Anny. Dobrodziejami rezydencyi 
stali się Potoccy na Podhajcach i Krystynopolu, Feliks wojewoda krakow- 
ski z żoną Krystyną z Lubomirskich, i syn jego Michał wojewoda wołyński 
z żoną Zofią Czarniecką, córką pisarza pol. kor. Stefana. Za ich przykła- 
dem poszły podkoniuszyna Mar\'a Gołuchowska, podskarbina kor. Anna 
Zamojska, ordynatowa Tomaszowa Zamojsl^a. Z ich jałmużn superior Jan 
Reut, zakupiwszy domki i place, postawił obszerny dom rezydencj^jny, go- 
tował materyał do budowy szkół i kościoła, gdy po śmierci biskupa Świę- 
cickiego 1619 r., kapituła chełmska założyła swoje veto, i odebrała place, 
domy i folwark, jakoby za jej pieniądze przez biskupa kupione. Sprawa 
oparła się o nuncyusza Davia. Za Jezuitami orędowała hetmanowa Feli- 
ksowa Potocka, która im darowała 100.000 złp. a życzliwość dla nich prze- 
kazała córce jedynaczce, Maryi Jabłonowskiej, 2-o voto Adamowej Tarłowej. 
Stanęła komplanacya; Jezuici oddadzą kapitule dom (starą rezydencyę), 
ogród i folwark, ta zaś zostawi im place i pozwoli budować szkoły i ko- 
ściół. Ale gdy kopuła nowego kościoła wyższą była od wieży katedralnej, 
kapituła zabroniła 1615 r. dalszej budowy. Przejednał ją superior Tomicki, 
podwyższywszy wieżę katedralną o 12 stóp. 

Fundacj^ę krasnostawską pomnożj^ły jeszcze wsie, Turów, kupiony 
przez superiora Reuta, z kościółkiem i stacyą misyjną, Orłów i Wólka 
orłowska od kasztelana bracławskiego Rafała Sarbiewslciego, i prawem za- 
stawnem wieś Trzebin od Maryi Gołuchowskiej, 2-o voto Grothusowej. Do- 
piero jednak po klęskach wojn}' północnej, r. 1720 zamieniono rezydencyę 
na kolegium. 

Mieszkał w niem przez lat 20, O. Kasper Niesiecki, zasłużony autor 
»Herbarza polskiego*, i tu umarł 1744 r., zmartwiony przykrościami, 
które go z powodu tego dzieła od szlachty, a nawet przełożonych zakonu 
spotkał}^ 

Po kasacie 1773 r. dwupiętrowy gmach pojezuicki zamieniony na 
szpital wojskowy, kościół na katedrę, a po jej przeniesieniu do Lublina 
1826 r., na farę. 



234 — 



§. 121. Rezydencya w Mścisławiu w województwie mścisławskiem, 
dyecezyi wileńskiej. 1690—1773. 

Mścisławska szlachta, pragnąc mieć własne szkoły, ucliwaliła na sej- 
miku 1690 r., rezydencyę Jezuitów w Mścisławiu, na pograniczu prawie 
Smoleńszczyzny i Eosyi. Powiatowi urzędnicy i dygnitarze, opatrzyli 
skromny fundusz i dom misyjny z kaplicą św. Michała i Józefa, który tego 
jeszcze roku otwarto, w następnym zaś szkoły gramatykalne i humaniora, 
1711 r. retorykę. Pisarz grodzki mścisławski Augustyn Konstantynowicz, 
podarował do kaplicy cudowny obraz M. B. z cerkwi kłodzińskiej; zakry- 
styę opatrzyli dostatnio prowincyał litewski Kucewicz, panie, Eajewska, 
Larska, Celnerowa, Wojnina, Illiniczowa, Lendorfowa, Potemkinowa. Nie- 
bawem 1707 r. na miejscu kaplicy, stanął spory kościół drewniany. Spalili 
go 1708 r. Szwedzi, odbudował go 1711 r. superior Dziechelewicz i posta- 
wił nowy drewniany dom mieszkalny. 

Niebawem misya mścisławska otrzymała znaczne uposażenie: Hraź 
Hrazin i dobra Zasiekle od Kazimierza i Konstancyi z Uniechowskich Gno- 
ińskich, folwark Dzisnokita i wsie Czortów i Kruta od Jana Kazimierza 
Lendorfa i jeszcze kilka wsi od Jezuitów Jana Illinicza i Adama Glinki, 
na utrzymanie kilku missyonarzy per Bussiam, więc ją zamieniono na re- 
zydencyę 1717 r. Atoli dobra te wyludniła prawie Moskwa 1735 r., zabie- 
rając z sobą poddanych w głąb carstwa pod pozorem, że to zbiegowie albo 
potomkowie zbiegów z Smoleńszczyzny i pskowskiej gubernii. Now^y ko- 
ściół rozpoczęto murować 1730 r., dom i szkoły 1764. 

Rezydencj^a utrzymywała 4 misye: I-o W Horodku, dla woje- 
wództwa mścisławskiego, z obowiązkiem, aby misyonarz w cerkwi unickiej 
Av Kulikowie miewał ruskie nauki i katechizacye. 2-o W Kadzyniu, 
gdzie jeszcze 1686 r. kanclerz w. lit. Marcyan Ogiński wyznaczył 300 złp. 
na misyonarza »aby w pewnych czasach przebiegając Smoleńsk i przyległe 
ziemie, sprawę wiary św. popierał*. Dla buntu strzelców w Moskwie 1689 r., 
misya kadzyńska upadła. Wskrzesili ją Pocieje, dziedzice Kadzyna, 1730 r. 
3-0 W Raśnie, Pocieje wybudowali tu dom misyjnj^ 1742 r., potem 

1751 kościół, który służył za parafialny. 4-o W Łozowicy nad Łobzanką 

1752 r., z fundacyi Kirkorów, którzy postawiwszy kościół i dom dla 2 — 3 
księży, obowiązali ich do duszpasterstwa i prowadzenia szkoły. 

Pierwszym rozbiorem Mścisław dostał się pod panowanie Rossyi, oca- 
lała Avięc rez3'dencya aż do 1820 r. 



§. 122. Kolegium w Iłłukszcie w Kurlandyi, dyecezyi inflanckiej i jego 

misye. 1693—1773. — Kolegium w Słucku, w województwie nowo- 

grodzkiem, dyecezyi wileńskiej. 1696—1773. 

W Iłłukszcie w Kurlandyi, przywrócił katolikom ich dawny ko- 
ściół, dziedzic Bartold Zyberk (Siberg de Wischling z Limburga nad Re- 
nem), którym zarządzał mitawski oficyał Jerz}'^ Aloizy Zyberk. Ten krótko 
przed wstąpieniem do Jezuitów 1696 r., założył z braćmi swymi, Samuelem 



— 235 — 

Stanisławem i Gotardem Ksawerym, przy tym kościele rezydencyę dla 
nich, zapisując dobra wartości 55.000 talarów, oni zaś uczyli w szkołach 
i dawali w dobrach Zyberków misye Łotyszom i polskim kolonistom. 

Już więc 1690 — 1692 r. otwarto szkoły z retoryką i bursę muzyków, 
1756 r. wykładano w szkołach geometryę i arytmetykę, 1773 r. erygowano 
katedrę filozofii. Biblioteka liczyła 2630 tomów treści religijnej i naukowej 
i 65 rękopisów. Pożar 1748 r. zniszczył rezydencyę i kościół. Na jego 
miejscu dźwignął 1760 r. wojewoda inflancki Jozafat Zyberk, wspaniały 
w formie krzyża, o dwóch wieżach, kościół Rozesłania św. Apostołów, po- 
łączywszy go z now^^m piętrowym gmachem rezydencyi, którą zamieniono 
na kolegium 1761 r. Mieszkało w niem 15—20 osób, z tych 2 misyonarzy 
(missio Zyberkoviana), dla obsługi kościołów w dobrach Zyberków: Bebrze, 
S u b o c z u i L i k s n i e, i w dobrach kolegium, Laukszodzie i Swiętmujży, 
Nowa misya w D w ecie przybyła 1704 r. z fundacyi (21.000 złp. na do- 
brach Aron) Samuela Zyberka i siostrj' jego Katarzyn3^ W miasteczku 
Widzę, należącem do Paców, urządzono 1754 r. dom misyjny z szkołami 
niższemi, z zapisu (4000 zip. i wieś Gói-a) Antoniego Wawrzeckiego. 

Po kasacie 1773 r., ex- Jezuici pozostali przy parafii i szkołach iłłuksz- 
tańskich do 1787 r., w którym objęli je Łazarzyści, i prowadzili szkoły do 
1835, parafię zaś do 1842 r. 

Słuck nad Słuczą litewską, wniosła wraz z księstwem (18 mia- 
steczek, 109 wsi), ostatnia z rodu księżniczka Zofia, w dom Radziwiłłów 
birżańskich, kalwinów, koło 1594 r. Słuck skalwiniał i zniemczał, dysuni- 
tów zdawna miał sporo, katolików garstka modliła się w modrzewiowej 
farze, postawionej 1410 r., stąd przysłowie: starsza słucka fara, jak kal- 
wińska wiara. W latach 1666 — 1693, gubernator słucki Kazimierz Klokocki, 
i bratanek jego Hieronim, pułkownik królewski starosta rzeczycki, zapra- 
szali często Jezuitów misyonarzy do Słucka, który tymczasem przeszedł na 
własność Ludwiki Karoliny Radziwiłłównej, córki Bogusława, a w zarząd 
księcia nejburskiego Karola Filipa jej męża, katolika. Ten na prośbę ofi- 
cyalistów księstwa słuckiegO; pozwolił 1693 r. na dom misyjny dla 3 Je- 
zuitów, który 1704 r. zamieniono na rezydencyę z szkołami, humaniora 
z retoryką. Uposażył ją 1707 r. 4 wsiami i 2 folwarkami, wspomniany 
wyżej Hieronim Klokocki, z pułkownika i starosty. Jezuita. Na budowę zaś 
kolegium i kościoła,' ofiarował 1714 r. ojcowiznę, 2 wsie i tyleż folwarków, 
drugi Jezuita, Jan Korsak. Zaokrąglił całą fundacyę książę Karol Filip, 
nadaniem 1709 r. podmiejskiej wili Podzierze (Carolomlla). Pomimo klęsk 
wojennych i zarazy, nowy gmach i kościół wymurowano w latach 1708 — 1715; 
rezydencya słucka zamieniona 15 sierpnia t. r. w kolegium. Przy szkołach, 
otwarto z funduszu (40.000 złp.) O. Kłokockiego, konwikt dla 12 ubogiej 
szlachty, 

Transakcyą manheimską 1744 r. Słuck powrócił do Radziwiłłów, do- 
stał się srogiemu dziwakowi Hieronimowi Floryanowi, który odbudował 
prawie zamek i miasto, założył korpus kadetów, teatr, koło 1750 r. słynną 
fabrykę (persyarnie) pasów słuckich, zamkniętą 1823 r. Dla Niemców w fa- 
bryce i na zamku książęcym. Jezuici mówili kazania niemieckie. Za rzą- 
dów Karola Radziwiłła Panie kochanku, Słuck wzięty w sekwestr, ucier- 



- 236 — 

piały przez to, a więcej jeszcze przez Moskwę Apraxyna, popierającą kon- 
federację slucką dyssydentów, dobra kolegium. 

Po kasacie 1773 r. pojezuickie budynki i szlvoły oddano kalwinom; 
ale te, wi-az z kościołem spalił wzniecony swywolą kalwińskich uczniów 
pożar. Ocalała dobrze sklepiona biblioteka. 



§. 123. Kolegia w Samborze w województwie ruskiem, dyecezyi prze- 
myskiej, 1696—1773, i w Krzemieńcu w województwie wołyńskiem, 
dyecezyi łuckiej. 1702—1773. 

Już przez cały w. XVII Jezuici krakowscy, potem przemyscy i kro- 
śnłańscy, apostołowali w Samborze nad Dniestrem i w ekonomii Sambor- 
skiej, sgdzie Ruś ciemna, szlachta bez księży i kościołów«. Koło 1696 r., 
dwaj misyonarze Jezuici, rodzeni bracia Floryan i Tomasz Kamieńsc}^, za- 
mieszkiwali lat kilka w Samborze przy klasztorze Brygitek, aż im stałą 
misyę założył (zapisem 30.000 złp.) Marcin Chomentowski, wojewoda bra- 
cławski, 1698 r., którą uposażył lepiej 1707—1728 r. syn jego Stanisław 
Chomentowski, starosta drohobycki, wojewoda mazowiecki, legując na przy- 
szłe kolegium sumę 200.000 złp. Tymczasem mis^-ę Samborską zamieniono 
1702 r. na rezydencyę z szkołami gramatyki i poetyki, 1704 r. otwarto 
kurs teologii moralnej dla kleryków pi-zemyskich, 1712 r. retorykę. Je- 
zuici krzewili gorliAvie unię, towarzyszyli unickiemu władyce Jerzemu 
Winnickiemu na wizytach pasterskich. Z funduszu Stanisława Chomentow- 
skiego zaczęto murować obszerny kościół 1709 x'., który dla wadliwych 
fundamentów, a potem dla niespokojnych czasów, ukończono dopiero 1751 r. 
Po obojej jego stronie stanęły 1742 — 1749 r. mury rezji-dencyi, zamienionej 
1764 r. na kolegium i 1756 — 1773 i'. gmach szkolny. 

W liczn3'^ch wycieczkach misyjnych, docierali Samborscy Jezuici do 
Tur ki, zapadłej wsi nad Strj^jem, 4 mile od swej fary odległej. Więc 
dziedzic jej, Antoni Kalinowski, podczaszy halicki, zamienił ją na miaste- 
czko, postawił drewniany kościółek i dom, dał 10.000 złp. i założył 1731 r. 
misyę, od Samborskiej rezydencyi zależną. Udotowali ją 1756—1759 r. le- 
piej (sumą 30.000) wojski sanocki Bukowski i pisarz grodzki przemyski 
Szczepan Dwernicki. Pracowało w Turce 2 lub 3 misyonarzy. 

Brewe Klemensowe ogłoszono Samborskim Jezuitom 11 października 
1773 r. Kolegium zamienione na biura c. k. starostwa, kościół oddano 
00. Bernardynom. W Turce erygowano pai-afię. 

Do Ivrzemieńca na Wołyniu, wprowadzili Jeztiitów dwaj bracia 
książęta Wiśniowieccy, Janusz Antoni, starosta krzemieniecki, kasztelan 
krakowski, i Michał, wojewoda wileński. Darowali im murowaną, ale opu- 
szczoną cerkiew w rynlcu, dwór w Bialokrynicy, folwark Piarkowszczyznę 
i 50.000 złp. na wielkich i mał3"ch Okninach. Przy tej cerkwi, zamienionej na 
kościół Św. Franciszka Ksawerego, mieszkali dwaj misyonarze od 1702—1711 r. 
bo dla wojen dopiero wtenczas książę Janusz mógł fundacyi dokonać. 

Jakoż 1712 r. otwarto rezydencyę i szkoły niższe, w rok później hu- 
maniora i retorykę. Oprócz polskich, mówiono kazania ruskie po cerkwiach 



— 237 — 

w mieście i calem starostwie, i na Podolu nawet. Często też odprawiano 
nabożeństwo w Białokrynicy, gdzie mieszkali Janusz i Teofila z Leszczyń- 
skich Wiśniowieccy. 

Z tern wszj^stkiem, dom rezydencyi krzemienieckiej wyg-lądał mizer- 
nie, walił się. Więc obydwaj bracia Janusz i Michał, złożyli 1731 r. sumę 
100.000 złp. na uposażenie i budowę wspaniałego gmachu, a książę Michał 
dźwignął 1736 — 1742 r. piękny kościół, po śmierci zaś brata Janusza 1741 r., 
dobra zastawne Oknin}' i Rudkę szlachecką, podarował na własność wie- 
czystą. Przybywały też mniejsze ofiary i zapisy, więc kolo 1742 r. erygo- 
wano katedrę logiki i teologii moralnej ; założono 1749 r. z daru (30.000 złp.) 
stolnika liwskiego Raciborskiego, konwikt szlachecki. Drugi konAvikt, dla 
neofitów, z fundacyi (27.000 złp) kanonika łuckiego Temeszvarego, istniał 
już od 1736 r. Więc też i rezydencyę zamieniono 3 września 1750 r. w ko- 
legium. 

Po kasacie 1773 r. ex-Jezuici pozostali czas jakiś przy szkołach, które 
pod kuratoryą Czackiego 1806 r. zamienione w liceum, zasłynęły szeroko. 
Ukaz carski przeniósł je 1833 r. do Kijowa i zamienił na uniwersytet. 
Gmachy pojezuickie obrócone na seminaryum prawosławne i biura. 



§. 124. Czwarte [kolegium św. Rafała w Wilnie na Śnipiszkach. 

1703—1773. Kolegium w Zodziszkach, w województwie i dyecezyi 

wileńskiej. — Rezydencya w Słonimie, w województwie nowogrodz- 

kiem, dyecezyi wileńskiej. 1709-1773. 

Równocześnie z kolegium krzemienieckiem, powstał czwarty dom je- 
zuicki Św. Rafała w Wilnie na Śnipiszkach dla 3iej probacyi. Już ona 
miała swój dom na górce św. Michała w Nieświeżu, ale było jej tam za 
ciasno, więc hojny dla Jezuitów Michał Koszczyc, pisarz ziemski wileński, 
na prośbę prowincyala litewskiego Arneta, wymurował na Śnipiszkach ko- 
ściół Św. Rafała 1702—1709 r., w czem mu dopomogli, Kazimierz Paweł 
Sapieha wojewoda wileński i Michał Radziwiłł hetman pol. lit. Za to mury 
kolegium dźwigały się przez lat praAvie 40. Dopiero 1726 r, otwarto domi- 
cilium snipiscense, a 1730 r. dom 3 probacyi dla 6 księży, budowę całą ukoń- 
czono 1740 r. Po Icasacie, mocą uchwały sejmowej 1775 r. Pijarzy objęli dom 
i kościół Św. Rafała i otworzyli nowicyat, 

W Zodziszkach, cichem miasteczku oszmiańskiem, założyła 1708 r. 
kolegium, dziedziczka Barbara z Komarów Minkiewiczowa, na prośbę syna 
Adama, Jezuity, i uposażyła miasteczkiem i 5 wsiami, ale aż do 1762 r. 
zarządzali niem vice-rektorowie. Szkoły z retoryką otwarto 1709—1710 r., 
kurs filozofii 1756 r. Dwupiętrowe kolegium wznosiło się powoli; dre- 
wniany kościół stanął 1722—1725 r. W wojnie sukcesyjnej 1734 r., Moskwa 
mszcząc się za sympatye szlachty oszmiańskiej dla króla Leszczyńskiego 
i niszcząc cały powiat, spustoszyła doszczętnie kolegium żodziskie, z któ- 
rego Jezuici wcześnie się schronili do Nowogródka, i jego dobra. Dźwi- 
gnąwszy je z ruiny, rozpoczął vice- rektor Jan Korsak 1755 r. murowanie 



— 238 — 

wielkiego kościoła, ale zawieruchy krajowe 1766 —1770 r. przerwały niedo- 
kończoną budowę na zawsze. 

Oprócz 2 kaznodziei, mieszlvał w kolegium od 1727 r. jeden misyo- 
narz (czasem dwóch), na powiat oszmiański. W Abramowiczach, ma- 
jątku kolegium, postawiono kościółek z stacyą misyjną, W Wojstomiu 
pow, święciańskim, w latach 1740—1764, gdy wieś ta należała do Stani- 
sława Burzyńskiego (który po śmierci żony Maryanny Kopcianlci został 
Jezuitą), istniała także stacya misyjna. 

Szlachta Słonimska zapragnęła w swym powiecie szkół. Więc za sta- 
raniem chorążyny pińskiej, Elżbiety z Piaseckich Godebskiej, bratowej Je- 
zuity Marcina Godebskiego, otwartą została w Słonimie 1709 r. przy 
farze najprzód misya jezuicka, która w ciągu lat kilku otrzymała z ofiar 
i legatów od szlacht}^ i kanoników wileńskich uposażenie w 6 wsiach i zna- 
cznym kapitale. Więc już 1713—1714 r. otwarto szkoły z retoryką, 1736 r. 
kurs filozofii, 1737 r. konwikt szlachecki i postawiono kościół drewniany. 
Dwaj misyonarze apostołowali w mieście i powiecie; w dobrach misy i Do- 
bo śnie istniała stacya misyjna a także w Wołłco w y sliu, która 1747 r. 
otrzymała dom własny. 

Długoletni (1726 — 1745 r.) superior Słonimski Józef Jastkowski, po- 
pularny bardzo u szlachty, zamienił misyę na rezj^lencyę, z darów zaś 
i ofiar panów i szlachty zaczął 1740 r. murować piękny kościół. Śmierć 
jego przerwała budowę; podjęto ją 1760 r., ukończono 1768 r. Moskwa puł- 
kownika Suworowa, pokonawszy pod Stwolowiczami konfederatów litew- 
skich hetmana Ogińskiego 1771 r., zajęła Słonim, kontrybucyami i grabieżą 
zniszczyła rezydencye i jej mienie. 

Po kasacie 1773 r., szkoły Słonimskie zamienione na powiatowe, ob- 
jęli Kanonicy Św. Augustyna, zniesieni ukazem 1833 r. 

§. 125. Kolegium w Stanisławowie, w województwie ruskiem, archi- 
dyecezyi lwowskiej. — Misye w Tyśmieniczanach, Roźniatowie i Żu- 

rawnie. 1715—1730. 

Gród i stolica Pokucia, Stanisławów, cieszył się przez pół wieku szko- 
łami, które zwano szumnie »akademią«, fundowanemi przez założyciela 
miasta Jędrzeja Potockiego 1670 r. W wojnie północnej, Moskwa z wojskiem 
hetmana Sieniawsłiiego, złupiła 1707 i 1712 r. gród, łvoniec położj^ła aka- 
demii Pokucia. Wskrzesił ją odnowiciel Stanisławowa, Józef Potocki, wo- 
jewoda kijowski, i za radą kapelana swego obozowego O. Tomasza Zale- 
skiego, oddał Jezuitom, fundował rezydencye 1715 r. z rocznym dochodem 
3360 zip. i wymurował kościół. 

Niemałe też dobrodziejstwa świadczyła rezydencyi i kościołowi mał- 
żonka jego Wiktorya z Leszczyńskich Potocka, »matka i dobrodziejka za- 
konu*, jak ją Jezuici nazywali. Równie łaskawą była dla nich córlca Wi- 
ktoryi, Zofia Kossakowska, zmarła przedwcześnie 1729 r. Właściwą jednak 
fundatorl<:ą kolegium hylsL Helena z Kuropatwów Bełzecka, kasztelanowa 
belzka. Pani ta owdowiawszy, nadała 1720 r. dobra posagowe Tysmieniczany 
z trzema wsiami, prawem zastawnem na sumę 130.000 złp., które wnuk jej 



— 239 — 

Ignacy Cetner 1769 r. przekazał zakonowi na własność Avieczystą, i daro- 
Avała O. Zaleskiemu 15.000 zip. na przykupienie dwóch jeszcze wiosek przy- 
ległycłi. Roku 1722 rezydencyę zamieniono na kolegńum, bo w tym roku 
skończono nowy gmacłi pod nie i drugi dla szkół. Kościoła mury slioń- 
czono 1729 r., ale budowano wadliwie; porysował się, trzeba go było prze- 
budować 1752—1756 r. 

Szkoły z retoryką otwarto 1716—1717 v., filozofię 1718 r., uczniów 
200 i więcej; wojewodzina Wiktorya utrzymywała 8 ubogiej szlacłity, z wa- 
runkiem, aby ukończyli filozofię. Bursę muzyków, kapelę, fundował, hetman 
już wówczas, Józef Potocki 1743 r., legatem 20.000 zip. na Pacykowie. Je- 
zuici byli kapelanami na zamku, dla dworu i załogi, a także dla więźniów 
w zamku i na ratuszu. Tych bywało wielu. Pokucie bowiem schroniskiem 
było wszelakiego rodzaju opryszków, na których urządzali obławę »smo- 
laki« (milicya miejska), z żołnierzami zamkowymi. Schwytanych »ciągniono« 
po kilka razy na torturze, wieszano lub ścinano. 

Z licznych wystawnych, jak niósł zwyczaj XVIII wieku, pogrzebów 
z rodziny Potockich, czterodniowy pogrzeb hetmana Józefa Potockiego 
w kolegiacie 1751 r., ściągnął dygnitarzy i wielkie rody Korony i Litwy 
do Stanisławowa. Jezuici mówili i drukowali panegiryki, uczniowie ich 
zdobili katafalk emblematami, wygrywali treny, marsze żałobne. 

W Tyśmieniczanach Jezuici urządzili 1722 r. willę i dom mi- 
syjny dla 2 księży. Także w Rożniatowie, przy farze z cudownym 
obrazem M. B. Bolesnej, fundował 1710 r. misyę dla 2—4 księży (1.000 złp. 
rocznego dochodu), Jan Aleksander Koniecpolski, wojewoda siei-adzki, osta- 
tni swego rodu. Zrazu misya ta należała do kolegium Iwowskieg-o, od 
1722 r. przyłączono ją do stanisławowskiego. 

Na misyę w Zurawnie nad Dniestrem, legował 1744 r. kasztelan 
sochaczewski, Franc. Łuszczewski 15.000 złp, na Bukaczowcach. Obsługiwał 
ją jeden z misyonarzy pokuckich per Pokutiam, mieszkających w kolegium. 

Wielkie misye ludowe ad poenitentiam, staraniem rektora Mikułow- 
skiego, dano 1767 r. w Stanisławowie, Nadwornej, Rożniatowie i Zurawnie. 
Wnet potem Moskwa, pokonawszy konfederacyę pokucką Barszczan, zajęła 
Stanisławów, przywlokła zarazę 1770 r. W dwa lata potem »stolica Poku- 
cia* zamieniona na austryackie cyrkularne miasto, a jeszcze rok później, 
kolegium jezuickie zniesione. Ex-Jezuici pozostali przy szkołach do 1784 r., 
kościół ich, filia fary, potem 1847 r. cerkiew parafialna, wreszcie 1886 r. 
katedra ruska unicka. 

§. 126. Rezydencyę w Wschowie, w województwie i dyecezyi po- 
znańskiej 1723—1773 r. i w Żytomierzu, w województwie i dyecezyi 
kijowskiej. 1724-1773. 

Proboszcz wschowski, oficyał poznański, biskup Karol Poniński, brat 
stryjeczny Jezuitów Szczepana i Eranciszka, sprowadził do zlutrzałej 
Wschowy (Fraustadt) misyonarzy Jezuitów 1723 r., aby pracowali przy ko- 
ściele farnym, jako kaznodzieje polsko-niemieccy i spowiednicy, w rezy- 
dencyi zaś z domu starej mennicy przerobionej, aby otwarli 1729—1731 r. 
szkoły z retoryką. Stały się one głośne tem, że ich uczeń Jan Wąsowicz, 



— 240 — 

zastrzelił z krucicy prefekta szkół, O. Micłiała Grygra 1738 r.. gdy ten sa- 
motrzeć przyszedł do jego gospody, aby go za nocne wybryki i opuszcze- 
nie godzin szkolnycli skarcić. Wśród przerażenia obecnycli, zabójca umlinął 
szczęśliwie. Uposażenie rezydencyi było w kapitałach 51.000 zip., które zło- 
żyła Anna z Kożmińsliich Bułakowska, a w czę.ści Maciej Koźmiński, wo- 
jewoda kaliski, i pułkownik królewski Baumgart. 

Jezuici AvschoAvscy obsługiwali od 1765 roku misyę w Sarnowie, 
gdzie mieszkało 2 księży i Wilkowie, z zapisu 35.000 zip. dziedziczki 
dóbr tych Zakrzewskiej. 

Po kasacie, ex- Jezuici pozostali przy szkołach do 1782 r., w Ictórym je 
lcomisya edukacyjna zamknęła, ale na protest szlachty znów otwarła i od- 
dała w zarząd 00. Cystersom. 

Równocześnie ze Wschową, powstała nowa rezydencya na przeci- 
wnym krańcu rzpltej. Z 3^ t o m i e r z, od traktatu grzymułtowskiego 1686 r. 
posiadał atrybucye stolicy województwa kijowskiego. Zniszczony wojną 
północną, dźwigać się począł po r. 1717. Katolicy nie mieli pomocy religij- 
nej, więc starosta żytomierski, kasztelan kijowski Kazimierz Stecki, wybu- 
dował drewniany kościół, przeznaczył dom z dziedzińcem i 80.000 złp. na 
dobrach Krosna i zaprosił ostrogskich Jezuitów, aby objęli misyę żytomier- 
ską. Stało się to 1724 r. ; dwóch a potem trzech misyonarzy, bo Katarzyna 
z Popielów Lanckorońska, ofiarowała misyi 70.000 złp., pracowało w mie- 
ście i na Przedpnieprzu. Aliści sejmik kijowski w Owruczu 1750 r. uchwa- 
lił, aby w Żytomierzu otwarto szkoły i przyrzekł Jezuitom pomoc. Więc 
misyę zamieniono 1751 r. na rezydencyę i w ciągu 3 lat otwarto szkoły 
niższe i humaniora, a po wybudowaniu kościoła katedralnego i przeniesie- 
niu rezydencyi biskupów kijowskich do Żytomierza, Jezuici 1763 r. objęli 
ambonę katedralną i urządzili dwuletni kurs teologii moralnej dla klery- 
ków kijowskich. 

Bardzo przykre, wlokące się od 1746 r. procesa z starostami Liśni- 
ckim i Ilińskim o zajazd Krośni, i z mieszczanami o granice gruntów, 
w których przychodziło do scen gwałtownych, iż Icomisarzy sądowych i su- 
periora czynnie znieważyli, wstrzymały rozwój rezydencyi. W walce z kon- 
federacją barską 1768 r., Moskwa zdobyła Żytomierz i puściła z dymem, 
O. Marcin Żrebicki, unosząc Najśw. Sakrament z płonącego kościoła, spalił 
się na węgiel. Dopiero 1770 r. otwarto szkoły, ale bez teologii, liościół ledwo 
był nakryty 1773 r., więc po kasacie stał pustką i niszczał aż do 1838 r., 
w którym sterczące mury kupił żyd Tarnopolski za 1.116 złp , odprzedał 
katolikom za 13.333 złp., ale rząd ros3^jski nie pozwolił odnowić świątyni. 
Szkoły zamieniono na w3'działowe. W r. 1804 Żytomierz stał się stolicą gu- 
bernii wołyńskiej. 

§. 127. Rezydencya w Łęczycy, w województwie łęczyckiem, archidye- 
cezyi gniezn. 1730—1773. — Niedoszłe kolegium w Sieradzu 1773. — 
Rezydencya w Łaszczowie, woj. bełzkiem, dyec. chełmskiej. 1733—1773. 

W XVIII wieku dwa jeszcze wojewódzkie miasta nie miały szkół 
■własnych. Łęczyca nad Bzurą, po wojnie północnej mizerna mieścina 



— 241 — 

żydowska, o 72 domach drewnianych i jednej kamienicy, i zrujnowanym 
zamku, w którym umieszczono z biedą archiwa grodzkie i ziemskie. Przy 
kościele farnym osadził sufragan gnieźnieński a proboszcz łęczycki Fran- 
ciszek Kraszkowski, dwóch misyonarzy Jezuitów 1729 roku dla wygody 
swojej i wiernych, i nadał wsią Wożniki. 

Ale szlachta łęczycka, po błotach w nizinach osiadła, dlatego » pisko- 
rzami* nazwana, zapragnęła mieć własne szkoły. Więc starosta łęczycki, 
Szczepan Szołdrski, wybudował Jezuitom drewniany dom i ko.ściółek nad 
Bzurą, nadał wsie Modzeiów i Kaznów i już w wrześniu 1730 r. otwarta 
misya z szkołami niższemi, w następnym roku zamieniona na rezydencyę. 
Szkołom prz3'dana retoryka 1732 roku i konwikt szlachecki z fundacyi 
(46.000 zip.) prymasa Teodora Potockiego 1738 r. W latach 1751—1756 su- 
perior Ludwik Skrzyński, z ofiary brata swego stryjecznego, Hieronima 
i żony jego Konstancyi (20.000 zip. i folwark Skrzjnisczyzna), dźwignął 
dwupiętrowy gmach dla rezydencyi i szkół, ale budowa nowego kościoła 
rozpoczęta z różnych ofiar w tym czasie, nie została ukończoną przed ka- 
satą 1773 r. Rząd pruski przerobił kościelne mury na koszary i połączył 
z gmachem rezydencyjnym, a szkoły umieścił gdzieindziej. 

W Sieradzu zanosiło się na kolegium od lat kilku, ale marudziła 
szlachta, zabrała się na seryo do układów z prowincyalem wielkopolskim 
Michałem Orłowskim dopiero 1773 r., gdy brewe klemensowe podcięło za- 
kon z korzenia. 

Do Łaszczowa, błotnistej mieściny, sprowadził JezuitÓAv dziedzic, 
sufragan kijowski, Józef Łaszcz 1731 r., uposażywszy ich dobrami Miętkie. 
Murował dla nich kościół Św. Piotra i Pawła, który dokończył nowy dzie- 
dzic Salezy Potocki 1751 r., a do kościoła podarował cudowny obraz M. B. 
z kościoła majątku swego Narol przewieziony. Tymczasem misyonarze pra- 
cowali przy farze i na misyach, jeden z nich był kapelanem sufragana. Po 
ukończeniu kościoła, pielgrzymki do cudownej M, B. zamieniły Łaszczów 
w miejsce nieustającej misyi ludowej. Z chwilą kasaty, kościół zamieniony 
na parafialny. 

Od 1730 r. powstawały tylko liczne stacye i domy misyjne, przyłą- 
czone do najbliższych kolegiów lub rezydencyi. Stało się to z dwóch przy- 
cz3'n. Raz, że miasta wojewódzkie i powiatowe miały już swe szkoły, 
o które najbardziej chodziło, a więc i kolegia lub rezydencyę. Powtóre, że 
jio karłowickim pokoju 1699 r., bardziej jeszcze po uspokojeniu rzpłtej sej- 
mem niemym 1717 r., kolonizować poczęto pustkowia, zaludniać spusto- 
szone wsie i folwarki. Dziedzice ich, dbając o religijne dobro nowych pod- 
dan3'ch, zakładali jezuickie domy misyjne, jako najtańsze, a najużyteczniej- 
sze. Stąd taka ich mnogość, rosnąca aż do kasaty 1773 r., jakiej inne pro- 
wincye zakonu, krom polskich, nie znały. 



JEZUICI W POLSCE. 16 



Księga V. 

(Tom V w skróceniu). 

Jezuici w Polsce porozbiorowej. 



ROZDZIAŁ XXI. 

Przyjęcie kasacyjnego brewe Klemensa XIV w Polsce, Galicy! i Pru- 
sach. 1773-1780. 



§. 128. Brewe Dominus ac Redemptor w delegacyi i na sejmie dele- 
gacyjnym w Polsce, napotyka na opór. 1773—1776. 

Wiarlomo, źe Klemens XIV, brewem d. 21 lipca 1773 r. Dominus ac 
Redemptor, zniósł zakon Jezuitów na całym świecie. Kasacyjne to brewe 
(56 stron druku w 16-ce) sliłada się z 3 części. Pierwsza, służy za wstęp, 
i przypomina, źe Chrystus Pan »dla jedności i zgody Kościoła* ustanowił 
Stolicę Św. »papieża, z całą pełnością swej władzy*. Że, korzystając z niej, 
papieże niektórzy poznosili różne zakony, po należytej rozwadze, ale bez 
wytoczenia im procesu sądowego. Druga część przytacza przywileje pa- 
pieży dane Jezuitom, ale też skargi i zarzuty przeciw nim przez królów 
jak Filip II, biskupów, korporacye podnoszone. Wprawdzie papieże nie prze- 
stawali ich upominać i karcić, ale skargi powtarzały się i wzmogły do 
tyla, że królowie Francyi, Hiszpanii, Portugalii i obojga Sycylii, zmuszeni 
byli wypędzić ich z państw swoich, u papieża zaś Klemensa XIII doma- 
gali się zniesienia zakonu, a gdy papież umarł, żądania swoje przedłożyli 
Klemensowi XIV. Nie wchodząc w słuszność lub niesłuszność skarg i gwał- 
townego wygnania Jezuitów z państw burbońskich, opowiada część 3 brewe, 
że Klemens XIV przychylił się do życzeń burbońskich dworów, i przeko- 
nany, że zakon nie przynosi już owoców, dla których był założony i pra- 
gnąc spokoju Kościoła, znosi i kasuje Jezuitów na całym świecie. 

Równocześnie z tem brewem, Klemens XIV drugiem brewe ustano- 
wił »kongregacyę kardynałów i konsultorów, dla wykonania kasacyjnego 
brewe«, ta zaś ułożyła »instrukcyę« dla biskupów całego świata, w jaki 

sposób brewe kasaty w dyecezyach swych wykonać mają, i wraz z sa- 

' 16* 



— 244 — 

mem brewe rozesłała im je przez nuncyuszów. W pierwszych dniach wrze- 
śnia 1773 r. nuncyusz polski Józef Garampi, wręczył Ijasacyjne brewe l^an- 
clerzowi w. k. biskupowi poznańskiemu Andrzejowi Młodziejowskiemu, do- 
magając się krótko onegoż wykonania w Połsce. 

Odbywały się wtenczas sesye delegatów skonfederowanego sejmu 
nadzwyczajnego, który miał zatwierdzić zbrodnię rozbioru Polski. Zasia- 
dali w delegacyi, z małym wyjątkiem, nikczemni lub i nie wiele warci lu- 
dzie, a jednak brewe klemensowe napotkało na silny opór. »Należy nam, 
wołał 10 września, Rafał Gurowski, kasztelan przemęcki, z powodów miło- 
ści dobra publiczne go, sarknąć na takie Rzymu układ 3^, naszej 
i przodków naszych woli przeciwne*. Wzywał ministrów, aby 
kasacyjnego brewe nie ogłaszali, wzywał biskupów, aby o zachowanie Je- 
zuitów w Polsce u Klemensa XIV suplikowali, wreszcie wezwał prezesa 
delegacyi biskupa kujawskiego Ostrowskiego, aby wyznaczył z łona dele- 
gacyi senatorów i posłów »do J. X. Nuncyusza z remonstracyą krzywdy 
kraju naszego, aby tej bulli nie publikował*, do króla zaś, aby » reprezen- 
tować raczył temuż J. X. Nuncyuszowi wstrzymanie ogłoszenia tej bulli 
poty, aż we trzech stanach (w sejmie) staniemy*. Biskupi także, gdy im 
nuncyusz wręcz\^l brewe do ogłoszenia w swych dyecezj^ach, błagali go, 
aby »odłożył jeszcze na jakiś czas wykonanie zniesienia Jezuitów*. 

Donosząc o tem do Rzymu nuncyusz (15 września), przyznaje, że 
»wszyscy, nawet najrozsądniejsi (delegaci) powstali, wotując z Gurowskim, 
za Jezuitami, i zrobił się hałas i gwałt taki, że trzeba było obiecać konie- 
cznie, że się ich zaspokoi*. Nachodzono nuncyusza i w domu z protestami 
i remonstracyami, co » wprowadziło mnie, w takie kłopoty, jakich nigdy 
nie miałem... tak, że mi głowę jak młyn rozdudnili i chcąc uspokoić umy- 
sły, musiałem wstrzymać się z publikowaniem brewe*. 

Ale nie zadowolono się tem ustępstwem. Na 50-tej sesyi delegatów, 
poseł Lenkiewicz domagał się, »aby król w swem i całej rzpltej imieniu 
prosił Ojca św. o przywrócenie do dawnego stanu i zachoAvanie Jezuitów*. 
Nie stało się to, dzięki bowiem zabiegom nuncyusza, popieranym przez 
króla, biskupów Massalskiego, Ostrowskiego, Młodziejowskiego, marszałków 
Ponińskiego i Władysława Gurowskiego i księcia Augusta Sułkowskiego, 
oswojono się z faktem zniesienia Jezuitów, i na reasumowanym od dnia 
18 września do 2 października sejmie, przyjęto milcząco kasacyjne brewe. 
Polecono tylko biskupom, aby nuncyuszowi oświadczyli sensibilitałem (przy- 
krość), że mając kasować institutum XX. Jezuitów, Ojciec Św. nie refero- 
wał się w tym punkcie ani do liróla JM., ani do rzpltej*. Takąż sensibili- 
tatem oznajmił ki-ól, na wniosek kanclerza litewskiego Czartoryskiego, przez 
nuncyusza Klemensowi XIV. Wymówki te zbył nuncj^usz odpowiedzią, że 
papież nawet bui-bońskich królów nie uwiadomił poprzednio, tylko przez 
nuncyuszów doręczył im brewe. 



§. 129. Rozdrapanie dóbr pojezuickich. 1773—1776. 

Rozprawiano zato w drugiem zagajeniu delegacyi, co zrobić z do- 
brami pojezuickiemi, jak zapewnić byt ex-Jezuitom, aby ich zatrzymać 



— 245 — 

przy szkołach? Nuncyusz żądał, aby dobra i fundusze pojezuickie, jako du- 
cłiowne, pozostały własnością Kościoła, pod opieką i zarządem biskupów, 
ale nie porozumiał się z nimi, nie obmyślił planu wspólnej akcyi, więc też 
Tl nikogo nie znalazł poparcia. Król pragnął użyć ich na edukacyę naro- 
dową. Inni domagali się ogólnikowo, aby użyto ich in commodum et mełius 
reipublicae, na pożytek rzpltej. Inni wreszcie wołali, aby dobra powróciły 
do fundatorów i ich spadkobierców. Rozprawiano wńele, spierano się na- 
miętnie w delegacyi. Najwięcej podobał się wniosek, podany 7 października 
przez podkanclerza litewskiego Joachima Chreptowicza, Jezuitom życzli- 
wego, aby dobra pojezuickie obrócić na edukacyę narodową, powierzyć ją 
królowi »z przydaną mu wybranych do tego osób radą«. Oto geneza komi- 
sy! edukacyjnej. Chreptowicza poparł poseł piński, Kurzeniecki, przemówił 
też serdecznie za odartj^mi z mienia ex-Jezuitami i wzywał biskupów, aby 
się nimi zaopiekowali szczerze. 

Na sesyi 9 października wzięto wniosek Chreptowicza pod obrady. 
Kanclerz Młodziejowski zgadzał się na komisyę edukacyi narodowej, ale 
tylko co do nauk, fundusze zaś pojezuickie niech weźmie w zarząd rzpltą 
i w tym celu ustanowić należy osobną komisyę. Poseł Kazimierz Raczyń- 
ski, radził utworzyć obok komisja edukacyjnej, drugą lustracyjną, któraby 
w 8 tygodniach przedłożyła delegacyi » tabelę stanu dóbr, majątku i do- 
chodów pojezuickich«, dobra te ruchome i nieruchome mają być sprzedane, 
pieniądze zaś na bankach pewnych lokowane. Wreszcie marszałelc sejmu 
Poniński, godząc się na komisyę edukacj^jną i lustracyjną, żądał, ab}^ do- 
bra ruchome sprzedano, ale dobra ziemskie dano w wieczystą dzierżawę 
(emfiteuzę) rodowitej szlachcie, według ceny przez lustratorów oznaczonej. 

Ścierały się zdania i namiętności, zamęt powstał taki, że Sułkowski 
prosił o radę, kogo? ministra rosyjskiego Stakelberga. Ten proponował zla- 
nie 3 wniosków w jeden. Zajęła się tern osobna komisya, wybrana na se- 
syi 12 października, a 14 października uchwalono i wybrano edukacyę na- 
rodową, pod zarządem króla i rady z 6—7 członków in forma collegii cum 
pluralitate votorum, i drugą lustracyjną, do objęcia i oszacowania pod przy- 
sięgą dóbr pojezuickich i ułożono dla niej »instrukcye«. Od nuncyusza zaś 
żądano zawieszenia kasacyjnego brewe na i-ok, a przj^najmniej do ukończe- 
nia lustracyi dóbr pojezuickich. 

Pomyślano; też o Jezuitach, a było ich w uszczuplonej rozbiorem 
Polsce 1.897 osób, przeznaczając tymczasowo na ich utrzymanie, zwłaszcza 
profesorów, śmiesznie małą sumę 300.000 złp. t. j. po 158 złp. czyli 79 ko- 
ron na osobę, ale i tych jak donosi nuncyusz do Rzymu 2 lutego 1774 r. 
nie wypłacano. Niektórych kolegiów i domów fundatorami byli Jezuici, 
powstała więc kwesty a, »czy soluto voto mogą się wrócić ad patrimonium?<^ 
Uchwalono, że nie, bo tak postąpiono w innych krajach dla uniknięcia 
procesÓAY. 

Po sesyi 14 października rozjechali się delegaci na ferye całomie- 
sięczne. Nuncyusz tymczasem kazał biskupom ogłosić kasacyjne brewe. 
Uczynił to pierwszy, w połowie października, niecny prymas Podoski przez 
swych komisarzy, którzy jak donosi dnia 12 stycznia 1774 r. nuncyusz do 
Rzymu, zabrali z kolegiów w Łęczycy i Rawie srebra, sprzedali także inne 
rzeczy na własną korzyść. Drugi uczynił to biskup krakowski Sołtyk, 



— 246 — 

w październiku, aby uprzedzić lustratorów, i kazawszy spisać inwentarze, 
zabrał wszystkie temporalia, jako własność kościelną w zarząd, musiał je 
atoli oddać wnet lustratorom. Trzeci biskup kamieniecki Adam Krasiński, 
postąpił tak samo, objąwszy w posiadanie dobra i mienie pojezuickie, wy- 
znaczył stypendya dla szkół, pensyę dla ex-Jezuitów, lustratorom odmówił 
wszelkiego prawa. Inni biskupi polecili swym delegatom, abj w obecności 
lustratorów, ogłosili kasacj^jne brewe i wspólnie z nimi je wykonali. Stało 
się to w pierwszej połowie listopada 1773 r. 

Tymczasem zaraz na pierwszą wieść o kasacie, korzystali bez skru- 
pułu z fortuny jezuickiej, fundatorowie i ich sukcesorzy, bliżsi i dalsi są- 
siedzi, i prostym najazdem zabierali krescencyę, stadninę i bydło, ryby ze 
stawów, najpiękniejsze drzewa wycięli w lesie, posunąwszy kopce i gra- 
nice, pozajmowali grunta jezuickie, tak, że na wielu miejscach, gdy przy- 
byli z początkiem listopada lustratorowie, znaleźli Arabiam desertam. Na- 
wet z kolegiów wynoszono sprzęty, naczynia kuchenne, z kościołów srebra 
i wota, drogie materye, dywany, słowem jako res nullius uważano to wszy- 
stko i »rozdrapano«. Kradli, fałszując regestra i inwentarze, sami lustrato- 
rowie, tak, że sumienny lustrator był rzadkim wyjątkiem, więc też prze- 
dłużali dwumiesięczny termin lustracyi w nieskończoność, ociągali się ze 
złożeniem rachunków przed delegacyą sejmową. Były o to rozdrapanie 
dóbr pojezuickich krzyki i narzekania w delegacyi na sesyach 16 i 17 li 
stopada, przyczem Rafał Gurowski, wywodził żale nad ruiną Jezuitów, 
którą nazwał »wiekami niepowetowaną zagubą całego kraju«. Cóż to je 
dnak pomogło, gdy naczelnicy delegacyi, Poniński i Młodziejowski, czer- 
pali pełną dłonią liorzyści z tego » rozdrapania*. Więc nie położono mu 
tamy, uchwalono czekać relacyi lustratorów, tymczasem 19 listopada ra- 
dzono ponownie, co zrobić z dobrami pojezuickiemi ? 

Dwaj Gurowscy, podkomorzy gnieźnieński i kasztelan łęczycki i po- 
seł sieradzki Suchecki, przewidując prędkie wskrzeszenie zakonu, radzili 
z dóbr jego stworzyć jeden lub kilka majoratów, aby tem łatwiej przyszło 
zwrócić je wskrzeszonym Jezuitom. Poniński obstawał przy dawnym swym 
wniosku oddania dóbr w emfiteuzę. Właściwe jednak narady nad »rozrzą- 
dzeniem dobrami pojezuickiemi«, toczyły się w delegacyi od 9 lutego do 
14 marca 1774 r., gdy już »krom trzech«, lustratorowie złożyli »raporty« 
Ponińsliiemu. Przerażono się spustoszeniem dóbr, które od pół roku »sama 
Opatrzność Boża ma w swej opiece* , przerażono się jeszcze bardziej ogro- 
mem »najpotrzebniejszych ekspens na edukacyę narodową*. Po odrzuceniu 
wniosku marszałka w, k. Lubomirskiego, aby dobra pojezuickie oddać 
w zarząd komis.yom skarbowym w Koronie i Litwie, i utworzyć fundusz 
edukacyjny, przyjęto po długich sporach 14 marca, wniosek Młodziejow- 
skiego, wrowadzony px'zez Ponińskiego, aby wybrać dwie »komisye rozda- 
wnicze«, koronną i litewską (14 senatorów, 32 posłów) do zarządu i sprze- 
daży dóbr pojezuickich »z referencyą do króla«. Komisye te oszacują we- 
dług raportu lustratorów wartość dóbr, sporządzą tabelę taksy najniższej 
i przedadzą omni meliori modo, jak można najlepiej, dobra ziemskie tylko 
szlachcie daAvnej rodowitej, realności miejskie także szlachcie świeżej i mie- 
szczanom, wszelkie zaś gmach}^ i domy pojezuickie zostawią do dyspozy- 
cyi komisy i edukacyjnej. Dla rozstrzygnięcia sporów przy odebraniu poje- 



— 247 - 

zuickiego majątku i dla ścigania rozdrapywaczów jego, ustanowiono, także 
na wniosek Ml odzie jowskiego, dwie komisy e sądowe, każda z 32 osób zło- 
żona, ale 5 komisarzy wystarczy do kompletu. 

Na mało się one przydały, skoro w komisj^acłi rozdawnicz3xli rej 
wodzili znani z niecnoty ludzie, Poniński i Gurowski, biskupi Massalski 
i Mlodziejowski, których nuneyusz Garampi 8 czerwca 1774 r. skarży do 
Rzymu, iż »zainstygowali sekularyzacyę dóbr pojezuickich, owszem przy- 
właszczyli sobie znaczne sumy, pozwolili na zabór kielichiów, sreber i na- 
czyń kościelnych, z wielkiem zgorszeniem ludu, wypada więc zapobiedz 
temu jak najprędzej, upominając ich surowo*. Lwią część dóbr i kapitałów 
pojezuickich zagarnęli więc najprzód komisarze rozdawniczy, potem człon- 
kowie delegac3-i, potem protegowani przez jednych i drugich petenci, dalej 
dworzanie i faworyci królewscy, w końcu ci, którzy się komisarzom roz- 
dawniczym dobrze opłacali. Wstrętne łapownictwo grało tu ważną rolę. 
Król, do którego komisarze referować się mieli, podpisywał przywileje na 
emfiteuzę, często na polecenie faworytek. Zdał to potem na kanclerza Mło- 
dziejowskiego, który za każdy dyplom grubo sobie płacić kazał. 

Dzięki tym okolicznościom, dobra pojezuickie, szacowano zazwyczaj 
niżej taksy lustratorów i oddawano za bezcen prawie w wieczystą dzier- 
żawę. Kapitały także pojezuickie, zdjąwszy z pewnych hipotek, pożyczano 
krociami tysięcy członkom komisy i i deleg-acyi, zadłużonym po uszy, bez 
dostatecznej rękojmi. Realności miejskie nie miały nawet swej i>tabeli«, 
czyli spisu i oszacowania, rozdawano je, brano, lub sprzedawano dowolnie. 
Dosyć powiedzieć, że 1775 r., dochód z dóbr ziemskich pojezuickich, osza- 
cowanych według lustracyi na 32 miliony złp., wynosił 424.118 zip., a wy- 
nieść był powinien, licząc 5%, 1,600.000 złp. 

Taka gospodarka rozdawniczych komisyi przerażała nuncyusza. Na- 
próżno szukał ratunku w Rzymie 18 maja i 8 czerwca 1774 r. Napróżno 
w nocie do króla i sejmu, przypominał, że w myśl kasacyjnego brewe, do- 
bra pojezuickie powinny pójść w zarząd biskupów i na duchowne obrócone 
być cele. Napróżno »rada edukacyjna* przez swych delegatów wołała 
o pieniądze, bo nie ma czem profesorów opłacić, uciekają więc od szkół, 
domagała się wykazów, rachunków. Komisarze rozda wnicz}' kradli dalej 
i pozwalali kraść drugim swobodnie, nie troszcząc się wcale o edukacyę 
narodową. Wprawdzie na 3-ej reasumcyi sejmu d. 3 października 1774 r. 
biskupi Turski i Okęcki biadali nad »uronieniem« dóbr pojezuickich, ale 
zamydlił sejmowi oczy największy tych dóbr rozdrapywacz Poniński. Także 
na ostatniej reasumcyi sejmu 27 i 28 marca 1775 r. domagali się, marsza- 
łek w. k. Lubomirski i poseł łęczycki Jerzmanowski, aby rozdawnicze ko- 
misye złożyły przed sejmem ścisły rachunek, ale Poniński nie dopuścił do 
tego. Dopiero na następnym sejmie 26 sierpnia 1776 r., wskutek usilnych 
zabiegów komisyi edukacyjnej, wyznaczono z prawach przeważnie obywa- 
teli złożoną »komisyę egzaminacyjną*, do zbadania czynności i rachunków 
liomisyi edukacyjnej, dwóch rozdawniczych i dwóch sądowych. Referent, 
poseł podolski Kazimierz Lipiński, odczytał 18 października długi »raport* 
a raczej akt oskarżenia przeciw komisyom rozdawniczym, w formie 36 py- 
tań dla koronnej, 23 pytań dla litewskiej, 8 pytań dla sądowej koronnej, 
lite\vska bowiem nie przedłożyła aktów. Broniły się komisye jeszcze dłuż- 



— 248 — 

szym kontrraportem, a niecny Młodziejowski, z czelnością dowodził »czy- 
stości intencyi i niewinności* swojej i komisarzy i oddał się pompatycznie 
»w obronę* króla JM. i sejmu, żądając »zatwierdzenia czynności*. 

Wśród krzyku oburzenia sejm zatwierdzenia odmówił. Owszem po- 
seł poznański Małachowski, napiętnował z powagą i siłą zabór sreber i na- 
czyń kościelnych »z większą podobno prawowiernego od lat 800 królestwa 
ohydą, niżeli jakim rzpltej pożytkiem, który nawet w bałwochwalstwie 
znalazłby przyganę«. Król po naradzeniu się z ministrami, zalecił przyję- 
cie wniosku biskupa płockiego Michała Poniatowskiego, aby komisye roz- 
da wnicze i sądowe, dawszy pierw zatwierdzenie ich czynności, rozwiązać, 
agendy zaś ich i władzę przelać na komisye edukacyjną. 

Sejm 22 października, przyjął wniosek z dodatkiem, wcale nie po- 
chlebnj^m dla rozdawniczych komisyi, że ktokolwiek wie co dokładnego 
o uszkodzeniu majątku pojezuickiego, »ma o tern informować komisye 
edukacyjną*, za co otrzyma Vio część odzyskanej wartości, jeżeli ukryje 
swe nazwisko, V4 zaś, jeżeli jawnie jako delator wystąpi. Dzięki tej uchwale 
komisya edukacyjna, która za sumienność i poświęcenie swe zasłużone po- 
chwał}^ odbierała na sejmach 1776, 1778, 1780 r., uratowała resztki poje- 
zuickiej fortuny i pomnożyła je. 

Były one jeszcze dość znaczne, bo według dwóch »tabel dóbr i kapita ów 
przeszło- jezuickich na fundusz edukacyi narodowej procentować się powin- 
nych«, które taż liomisya edukacyjna z polecenia sejmu sporządziła i ogło- 
siła 1781 r. — wynosił roczny dochód z dóbr w Koronie 405.669 złp. 10 gr., 
na Litwie 540.237 złp. 24 V2 g^-, razem więc 945.907 złp. 3472 gr. Sumie 
tej (po 4V2%) odpowiada, wartość dóbr 21,020.155 złp, 5 gr. Procent zaś 
(5%) z pojezuickich kapitałów, mianowicie: 4,937.299 złp. 2 gr. w Koronie, 
2,817.787 złp. 24 gr. na Litwie, razem 7,555.086 złp. 26 gr., wynosił 377.755 złp. 
5 gr. Z tego funduszu utrzymywała komisya edukacyjna 9 szkół wydzia- 
łowych, 45 podwydziałowych w Koronie i Litwie. 



§. 130. Twarda dola ex-Jezuitów w Polsce. 1773. 

Cóż się działo z Jezuitami na pierwszą wieść o kasacie, co po jej 
ogłoszeniu z początkiem listopada 1773 r.? Opłakaną była ich dola, z winy 
chciwości jednych, słabości drugich i ogólnej w Polsce anarchii, ale też 
trochę z ich własnej nieporadności, opuszczenia się zupełnego. Łudząc się 
snąć nadzieją, że Marya Teresa kasacyjnego brewe w swych państwach nie 
ogłosi, pewni byli tego samego w Polsce, a protesty przeciw brewe dnia 
10 września w delegacyi, utwierdzić ich mogły w tern mniemaniu. Stało 
się inaczej. W Wiedniu ogłoszono brewe już pierwszych dni września, 
w Polsce przyjęto brewe milcząco na sejmie 21 i 28 września. Oni licząc 
na wspaniałomyślność sejmujących stanów, nic dla zabezpieczenia sobie 
bytu nie uczynili, a mogli to zrobić najlegalniej. Po uwięzieniu bo- 
wiem jenerała i asystentów w Rzymie 18 sierpnia, najwyższa władza za- 
konna spoczywała w ręku prowincyałów i ci aż do dnia i godziny ogło- 
szenia brewe, pozostawali w pełnem prawie dysponowania własnością za- 
konną, czego najlepszym dowodem to, że w nadziei, iż im wolno będzie 



— 249 — 

pozostać »jako zgromadzenie* przy edukacyi, oświadczyli się pierwszych 
dni października przez ks. Łuskinę, z gotowością oddania wszystkich dóbr 
zakonu na rzecz skarbu rzpltej. 

To dobrowolne opuszczenie się Jezuitów, ośmieliło sąsiadów do co- 
raz większej drapieżności, tak, że przed zjawieniem się lustratorów ma- 
jątki były już dobrze spustoszone. Niesumienni lustratorowie i komisarze 
rozdawniczy, dokonali reszty; dla ex- Jezuitów nic nie zostało, nawet onych 
300.000 zip. nie było z czego przez pierwsze 3 lata wypłacić profesorom, 
ex-Jezuitom, pomimo, że sam Icról, przez kanclerza litewskiego Czartory- 
skiego i podkanclerzego Chreptowicza, wzywał 22 września rektora akade- 
mii wileńskiej, Skorulskiego i Jezuitów litewskich, aby przy szkołach po- 
zostali jak byli. Napróżno w delegacyi 9 lutego 1774 r. biskup łucki Tur- 
ski, domagał się »kompasyi dla zdesperowanych* ex-Jezuitów, domagały 
się tego głosy kilku posłów sejmowych, i nota nuncyusza do króla i sejmu. 
Jeszcze na sejmie następnym, 18 października 1776 r. poseł podolski Li- 
piński przypominał, że »osoby zgaszonego zakonu*, doznawszy »zawodu 
w partycypowaniu z sumy 300.000 złp., wyznaczonej dla nich konstytucyą 
sejmu przeszłego*, proszą o wyznaczenie stałych pensyi. Wprawdzie w li- 
stopadzie 1774 r. przeznaczono dla 35 ex-Jezuitów i>inwałidów« krakow- 
skie kolegium św. Piotra na mieszl^anie, z pensyą 500 zip. dla księży, 
300 złp. dla braci; drugi taki »dom emerytów* miał być otwarty w Wil- 
nie dla 30 osób, po różnych zaś kolegiach umieszczono do 40 starców i ka- 
lek ex-jezuickich — ale tej pensyi nie wypłacano wcale, albo dochodziła 
nieregularnie, a w dodatku straszono ich, że im zostanie zamkniętą, bo 
nie starczą dochody z dóbr ich dawnych. Wiec oni »strapieni« podali kró- 
lowi 1775 r. memoryał, dowodząc jasno, że dobra te z wielu tytułów były 
i są j>nasze« ; że nie wspominając 8W3'^ch zasług w liościele i ojczyźnie, 
z prawa Bożego i z tekstu klemensowego brewe, z dóbr tych wyznaczone 
im być powinno utrzymanie aż do śmierci, jak to się już stało w innych 
krajach. Wyznaczyła je delegacya, »żądamy tylko, aby się temu prawu 
zadość uczyniło... niewymuszonym, niewyszukanym jakimś stylem, ale cię- 
żkim żalem, nie czernidłem, ale gorżkiemi łzami o pomoc żebrząc, piszemy 
do Ciebie, miłościwy nasz Panie*. Król, sam w długach po uszy, wobec 
drapieżności komisyi rozdawnicz\'ch bezsilny, nie mógł dać pomocy »stra- 
pionym inwalidom*. Cierpieli więc nędzę, której jakąś ulgę przyniosła ko- 
misya edukacyjna, wypłacając im od 1776 r. pensye regularniej. 

Młodsi, zdolniejsi, z zamożnych rodzin ex-Jezuici, nie potrzebowali 
oglądać się na pensyę, przygarnęło ich społeczeństwo szlacheckie. Kle- 
rycy wrócili do stanu świeckiego, albo przenieśli się do innych zakonów 
i seminaryów duchownych. I^sieża, jedni pozostali przy 36 pojezuicliich 
szkołach, drudzy zamieszkali po dworach pańskich jako kapelani, sekreta- 
rze, pedagodzy; inni jako duszpasterze i kaznodzieje, pracowali przy kate- 
drach i na parafiach; inni wreszcie zasiedli w stalach kanonickich lub na 
tronie biskupim, jak: Adam Naruszewicz, biskup smoleński, potem łucki 
t 1796 r. Ignacy Raczyńslci, ostatni arcybiskup gnieźnieński f 1823 r. An- 
drzej Gawroński, biskup krakowski do 1813 r. Jan Paweł Woronicz, biskup 
krakowski, potem prymas Królestwa polskiego f 1829 r. Jakób Dederko, 
pierwszy biskup miński f 1829 r. Dawid Pilchowslci, sufragan i admini- 



— 250 — 

strator wileński f 1803 r. Jan Benisławski, koadjutor mohylewski. Cypryan 
Odyniec, sufragan mohylewski, pierwszy z biskupów w Rosyi, wywieziona* 
na rozkaz Pawła I do Wołogdy 1798 roku, uwolniony przez Aleksandra I 
1801 roku. Adam Klokocki, sufragan brzeski, Jan Albertrandy, sufragan 
warsz. 1 1808 r. Grzegorz Zacharyaszewicz, sufr. łowicki f 1814 r. Prałatów, 
kanoników, proboszczów ex-Jezuitów, trudno wyliczyć. Wszyscy oni nie 
przynieśli wstydu zakonowi, który zmuszeni byli opuścić. 

Uczonymi ex-Jezuitami zaopiekował się król Stanisław. Łuskinie po- 
darował drukarnię pojezuicką w Warszawie, i dał przywilej wyłączności 
(monopol) na »Gazetę warszawską«. Poczobutowi podarował drukarnię po- 
jezuicką w Wilnie i wyznaczył z kasy edukacyjnej 2.000 dukatów na za- 
kupno w Londynie narzędzi do wileńskiego obserwatoryum. W3^rwicza pro- 
mował na probostwo warszawskie i opactwo hebdowskie; Lachowskiego, 
kaznodzieję królewskiego na kanonię płocką; Zacharyaszewicza na sufra- 
ganię łowicką; Bohomolca na probostwo w Pradze warszawskiej; Narusze- 
wicza na katedrę smoleńską; Strzeckiego i By strzeckiego zamianował astro- 
nomami królewskimi. Komisy a zaś edukacyjna powołała do szkół matema- 
tyków: Narwojsza i Nakc^^anowicza, zaprosiła Piramowicza na sekretarza 
swego; Pilchowskiemu powierzyła ważny urząd wizytatora szkół i t. d. 

Stara szlachecka Polska bolała szczerze nad ruiną Jezuitów, pra- 
gnęła ich powrotu. Wyrazem jej żalu łacińsko- polska oda in jacturam Soc. 
Jesu, hetmana w. k., wojewody krakowskiego Wacława Ezewuskiego: Si 
flere possent agmina coelitum. Wyrazem pragnienia powrotu, postulata wielu 
sejmików 1790 r., powtórzone w formie wniosku na wielkim sejmie dnia 
16 czerwca 17 91 r., przez kasztelana łęczyckiego Tadeusza Lipskiego, ab}' 
król i rzplta dopraszali się u Piusa VI ^przywrócenia zakonu Jezuitów 
Av Polsce*. Zapobiegł temu nuncyusz Saluzzo u króla i ministrów; projekt, 
zrazu »za zgodą wielu« gorąco przyjęty, odroczono po mowie króla, przed- 
stawiającej trudności polityczne, na czas nieograniczona''. 



§. 131. Zniesienie Jezuitów w zaborze austryackim. 1773—1783. 

Pierwszym rozbiorem Polski, 8 kolegiów, tyleż rezj^dencyi, kilkana- 
ście domów i stacyi mis3'jnych, dostało się pod panowanie austryackie Ma- 
ryi Teresy i Józefa II. Pojezuickie majątki, w myśl układu cesarzowej 
z papieżem, przypadły fiskusowi. Więc gubernialny rząd we Lwowie, wy- 
znaczył z końcem września 1773 r. w każdym cyrkule delegata, w osobie 
starosty lub cyrkularnego komisarza, i wezwał biskupów, do wyznaczenia 
swoich delegatów. Obydwaj udali się do kolegium lub domu, biskupi de- 
legat odczytał zebranym w sali Jezuitom kasacyjne brewe, odebrał srebra 
i aparaty kościelne i spisał inwentarz; rządowy komisarz objął w posiada- 
nie fiskusa wszystko inne, zlikwidował i spisał inwentarze. Lwowskim Je- 
zuitom ogłosił brewe 28 września niechętny im sufragan Głowiński. Ogólna 
cyfra pojezuickiego mienia w Galicyi, według taksacyi rządowej 1774 r., 
wynosiła 1,708.084 złr. austr. Administrował je rząd tak niedołężnie, że po 
10 latach okazał się deficyt 117.805 złr., więc je powoli drogą łicytacĄU 
sprzedał. Złoto, srebro i kosztowności kościelne, według rządowych inwen- 



— 251 - 

tarzy z 1775 roku, ocenione na 32.441 złr. 35 kr. rozkradzione w części, 
w części zabrane do Lwowa, skąd zamiast srebrnej monstrancji, przysłano 
niektórym kościołom drewnianą złoconą. Kapitały pojezuickie 740.86372 złr. 
i sumę 185.461 złr. przełano na fundusz edukacyjny. 

Ex-Jezuici blizko przez rok pozostali bez opatrzenia, bo jeszcze dnia 
7 maja 1774 r. arcybiskup lwowski, Wacław Sierakowski, zakonu przyja- 
ciel i dobrodziej, w memoryale do gubernatoi'a hr. Pergen, skarżył się, że 
pojezuickie kościoły i łcapłice bez zarządu, a »rozpro8zone osoby zostają 
bez utrzymania i kongruy*. Nareszcie wyznaczono dla 100 z górą emery- 
tów »alimentacyę«, po 200 złr. dla księiy, po 100 złr. dla braci, którą im 
1783 r. reskryptem 2 maja zamknięto. Przy szkołach w Przemyślu, Kro- 
śnie, Jarosławiu i Lwowie, pozostali ex-Jezuici z pensyą 300 złr., prefekci 
500 złr. Inni przyjęli rolę kapelanów i spowiedników u PP. Benedyktynek 
w Staniątkach i Jarosławiu, a także po dworach możniejszej szlachty. 

Arcybiskup Sierakowski zostawił ex-Jezuitów przy ambonie archika- 
tedralnej ; trzech, Filipeckiego, Janiszewskiego i Witkowskiego promował na 
kanonie lwowskie, Więckowskiego na kanonię stanisławowskiej kolegiaty; 
wielu osadził na probostwach i kapelaniach. Postąpił podobnie biskup prze- 
myski Józef Kierski, który na teologa nadwornego przybrał sobie ex-re- 
ktora krośnieńskiego, a nawet kilku tułaczom z dyecezyi kamienieckiej 
i gnieźnieńskiej, nadał probostwa. 



§. 132. Zniesienie Jezuitów w zaborze pruskim. — Fryderyk II i Je- 
zuici. 1773-1780. 



Rozbiór Polski oddał 6 kolegiów, 3 rezydencye, 2 dom}' misyjne, 
w nich 133 osób zakonnych pod panowanie pruskie. Oprócz tych, podlegało 
mu od czasu zaboru górnego i niższego Śląska, 8 kolegiów, 5 rezydencyi, 
kilka domów misyjnych, w nich 139 osób, należących do zakonnej jirowin- 
cyi śląskiej. Fryderyk II z przekory dla papieża, a także z potrzeby za- 
chowania zdolnych profesorów dla szkół, zabronił 31 sierpnia i 14 wrze- 
śnia 1773 r. ogłoszenia kasacyjnego brewe w swem państwie, równocześnie 
zakaz ten powtórzył biskupom, a jednak tego ogłoszenia brewe i to przez 
biskupów w każdem kolegium łub domu, personaliter et localiter, domagał 
się sam tekst instrukcyi wykonawczej. 

Biskupi pruscy, było ich 8, żądali informacyi w Rzymie i u nunc^^u- 
szów Aviedeńskiego i warszawskiego. Polecono im, a także Jezuitom, grze- 
cznie, ale stanowczo żądać rozwiązania zakonu. Napierany przez nich Fry- 
deryk, wdał się w układy z Rzymem przez ajenta swego ks. Ciofani. Zga- 
dzał się na zmianę nazwy i sukni, żądał tylko, aby ich zostawiono jako 
zgromadzenie naukowe przy kolegiach i majątkach, przy szlvołach i da- 
wnych zajęciach. Opierał się temu Klemens XIV, a raczej kongregacya dla 
wykonania brewe kasaty, ale Pius VI zostaMił sprawę Jezuitów Frydery- 
kowi II, i na jego wniosek pozwolił, aby Jezuici śląsc,v po ogłoszeniu im 
kasacyjnego brewe, jako księża świeccy utworzyli nowe zgromadzenie jjod 
nazwą Institutum litierarium regium. Stało się to w styczniu 1776 roku, ma- 



— 252 — 

jatki jednak administrował urząd pruski Koenigliche allgemeine Sehulenamts- 
Yerwaltung, który z dochodów wyznaczał pensyę profesorom. 

Według tej mody postąpiono z Jezuitami w Prusacłi dawniej kró- 
lewskicli i Warmii. Przewlokło się to łat kilka, dla milczącego oporu bi- 
skupa warmińskiego Ignacego Krasickiego, który zrozumiał doskonale, źe 
przedzierzgnięcie Jezuitów w księży instytutu naukowego, sprowadzić 
musi wkrótce upadek szkół, a zwłaszcza nauk teologicznych w Brunsbei-gu, 
o które mu najbardziej chodziło, i nie omylił się. Więc nuncyusz Archetti 
wezwał koadjutora chełmińskiego, Karola Hohenzollerna, z linii katolickiej 
Hechingen, ab}' wyjednał u króla rozkaz sekularyzacyi Jezuitów pruskich. 
Przyzwolił król w marcu 178U r., byle ci ex-Jezuici »postawieni byli na 
stopę śląskich i otrzymali dyrektora, któryby nimi, w zależności od bisku- 
pów, rządził«. Hohenzollerna mianował król komisarzem do zarządu szkol- 
nictwa w Prusach i Warmii, a biskupi otrzymali 1, 12 i 20 maja rozkazy 
z ministeryum, regencyi i od króla, ogłoszenia klemensowego brewe. 

Uczynił to już 23 stycznia 1780 r. biskup chełmiński Bajer w Gru- 
dziądzu i Malborgu, biskup jednak kujawski Rybiński, wręczył pierw kró- 
lowi memoryał, wykazując mu, iż jest w błędzie, jeżeli mniema, że ogło- 
siwszy brewe, zachowa instytut Jezuitów. Nie doczekawszy się odpowiedzi, 
a widząc, że Hohenzollern zabiera się do ogłoszenia brewe w jego dyece- 
zyi, ogłosił je nareszcie w czerwcu w Bydgoszczy, Chojnicach, Szotlandzie 
i Wałczu. Więc też i biskup Krasicki, polecił wbrew swemu przekonaniu, 
oficyałowi von Zehmen, ogłosić brewe Jezuitom w Brunsbergu 22 czerwca, 
w Królewcu 27 czerwca, w lipcu w Tylżu, Eeszlu i św. Lipce. 

Px'zeczucie Krasickiego ziściło się aż nadto prędko. Zamiast zosta- 
wić ex-Jezuitów przy życiu współnem i administracyi majątków, rząd po- 
dzielił ich na 4 kategorye, naznaczając emei-ytom po 50 tal. rocznie. Krę- 
pował ich i nudził formalistyką biurokratyczną, z wsz3'^3tkich majątków 
i kapitałów wybił ledwo 6.941 talarów rocznego dochodu, podczas gdy na 
utrzymanie 8 szkół, potrzeba było 15.755 tal. Zmniejszyć więc musiano 
liczbę profesorów, a tym, co zostali, płacono, i to dopiero od połowy 1781 r. 
po 120, 130 tal. rocznie. Więc najzdolniejsi wynieśli się do Polski, a nikt 
nie zgłaszał się na ich miejsce. Szkoły upadły, Fryderyk Wilhelm II ka- 
zał sprzedać pojezuickie majątki 1787 r., a Fryderyk Wilhelm III rozwią- 
zał »instvtut naukowy królewski* 1800 r. 



— 253 — 

ROZDZIAŁ XXII. 
Jezuici w zaborze rosyjskim. 1773—1820. 



§. 133. Katarzyna II i biskup wileński Massalski, zachowują Jezuitów 
na Białejrusi. 1173—1777. 

Imperatorowa Katarzyna II, otrzymawszy pierwszym podziałem Pol- 
ski 4 kolegia jezuickie, 2 rezydencye, 12 domów i stacyi misyjnych, 
a w nich 6 szkół, 178 Jezuitów, postanowiła w porozumieniu z Frydery- 
kiem II, zachować ich na Białejrusi. Główną rolę grała tu próżność ko- 
bieca i chęć przekomarzania się papieżowi; podrzędną, potrzeba szkół i pro- 
fesorów, których w Rosyi istotnie nie było kim zastąpić. A już prostym 
wybiegiem było, powołanie się na artykuł III traktatu podziałowego, za- 
bezpieczający wolność religijną katolikom utriusąue ritus. Już ona wbrew 
temu artykułowi 14 grudnia 1772 r. zaprowadziła placetum regium w swem 
państwie. Otrzymawszy kasacyjne brewe, wydała 14 października 1773 r. 
do gubernatora połockiego Kreczetnikowa ukaz, pozwalający Jezuitom na 
calem terytoryum rosyjskiem, pozostać przy swoim instytucie »w podobny 
sposób, jak to brat nasz król pruski, w swem państwie ucz3^nił«. W myśl 
ukazu, Kreczetnikow wystosował list do rektora połockiego Czerniewicza, 
upewniając wszystkich Jezuitów na Białejrusi o łasce i opiece impera toro- 
wej, i ostrzegając, że gdyby im wręczony został jakikolwiek wyrok rzym- 
ski, »to ten żadnej mocy mieć nie może, nie będąc pierw przez najwyższy 
rząd zatwierdzony*. 

Kilka tygodni przedtem , dyecezyalny Białejrusi biskup wileński 
Massalski, przesłał temuż rektorowi Czerniewiczowi łaciński reskrypt z War- 
szawy 29 września 1773 r., w którym jemu i wszystkim przełożonym Je- 
zuitów w swej dyecezyi poleca, aby pomimo krążących wieści o kasacyj- 
nem brewe, dopilnowali podwładnych w ścisłem wykonaniu dotychczaso- 
wych obowiązków i w zachowaniu karności, dopokąd od władzy cywilnej 
i kościelnej inaczej nie będzie postanowiono, zwłaszcza zaś niech nie do- 
puszczą do uszkodzenia fundacyi, prawami kościelnemi obwarowanych. 
W tym celu przelewa swą biskupią władzę na przełożonych i pod cnotą 
posłuszeństwa nakazuje, aby ten list jego do wszystkich domów w jego 
dyecezyi, był jak najprędzej posłany i wykonań}'. 

W miesiąc potem, do tegoż rektora Czerniewicza, nadszedł trzeci list, 
od prowincyała mazowieckiego Sobolewskiego, któremu białoruscy Jezuici 
podlegali, datowany z "Warszawy 22 paździemika 1773 r. Czytamy w nim: 
»Tymi dniami nastąpi ogłoszenie kasacyjnego brewe (w Polsce). Dlatego 
przelewam władzę prowincyalską na Ojca, jako na rektora najliczniejszego 
domu, i mianuję cię w myśl instytutu vice-prowincyałem«. 

Trzy te listy, usprawiedliwiają pozostanie Jezuitów i ich zachowanie 
jako zakonu na Białejrusi. Klemens XIV bowiem wzywa pod koniec kasa- 
cyjnego bi-ewe chrześcijańskich książąt, aby mu w Avykonaniu jego dopo- 



— 254 — 

D^ogli, rozumiejąc dobrze, że jeżeli brewe nie przyjmą i ogłosić nie do- 
zwolą, ono nie będzie mieć swej mocy. Fryder^-k II protestant, zwlekał 
z ogłoszeniem brewe do 1780 r., i do tego czasu Jezuici pruscy pozostali 
zakonem. Imperatorowa prawosławna brewe nie przyjęła wcale i ogłosze- 
nia surowo zabroniła, a więc brewe pozostało w jej państwie bezsilne. 
Nadto tenże papież, drugiem brewem Gravissimis de causis, dnia 13 sierpnia 
1773 r. ustanowił osobną kongregacyę, z 5 kardynałów, 2 pi-ałatów i 2 kon- 
sultorów złożoną, »dla wykonania* kasacyjnego brewe w Rzymie i całym 
świecie. Ta zaś kongregacya wykonawcza rozesłała biskupom, wraz z oby- 
dwoma brewami, instrukcyą pod d, 18 sierpnia t. r. w tym celu »aby Wie- 
lebność Twoja w wszystkich domach jezuickich swej dyecezyi, zgroma- 
dziwszy osoby zniesionego zakonu, w każdym domu in ąualibet domo, toż 
brewe kasacyjne oznajmił i ogłosił, i do wykonania brewe przywiódł 
i zmusił; domy te i miejsca, dobra, rzeczy i prawa do nich należące, aby 
w posiadanie Stolicy św. objął i zatrzymał na użytek od Ojca Św. prze- 
znaczyć się mający, M'^_ydaliwszy osoby zniesionego Towarzystwa... O wyko- 
naniu tego uwiadomisz też osobną kongregacyę*. 

Otóż elementarne pojęcie pi-awa czy dekretu wymaga, aby było na- 
leżycie ogłoszone. Kasacyjne brewe, w myśl papieża i wykonawczej kon- 
gregacyi, ogłosić byli powinni dyecezyalni biskupi w każdym domu z oso- 
bna, zebranym na jedno miejsce Jezuitom — i ogłosili w ten sposób po 
całym świecie, w Polsce dla oporu sejmu dwa miesiące później, w Prusach 
dla oporu króla 7 lat później. W jednej tylko Rosyi nie ogłosili go nigdy, 
owszem dyecezyalny biskup Massalski, który brewe ogłosić był powinien, 
wydał 29 września pod posłuszeństwem rozkaz do białoruskich Jezuitów, 
aby pozostali jak są, przy swych zajęciach i swej regule. A więc, skoro 
nieogłoszone prawo nie obowiązuje, pozostali najlegalniej Jezuitami, zako- 
nem, i to pod prawowitą zakonną władzą. Legalny bowiem ich prowincyał 
mazowiecki, przelał, przed ogłoszeniem brewe w Polsce, a więc prawomo- 
cnie, swą władzę na rektora połockiego, który jako vice -prowincyał, uci- 
szywszy nieco zamieszanie, dezercyą kilkudziesięciu osób wywołane, udał 
się w listopadzie z 00. Lenkiewiczem i Kattenbringem do Petersburga, 
dokąd go z woli Katarzyny, wzywał jenerał- gubernator białoruski Czer- 
niszew. 

Po co on ich wezwał? Aby życzenia swe przedłożyli imperatorowej. 
Oni zaś w memoryale do tronu prosili, ku zdziwieniu Czerniszewa, aby im 
wolno b_yło zastosować się do klemensowego brewe. Dopiero z początkiem 
stycznia 1774 r. odebrali przez Czerniszewa odpowiedź, że wolą imperato- 
rowej jest, aby pozostali jak są, przy swej regule i zajęciach i już swej 
prośby nie ponawiali więcej. Ponieważ zaś część dóbr kolegium połockiego, 
leżąca w Polsce, zabraną została na fundusz edukacyi, przeto imperato- 
rowa osobnym ukazem uwolniła poddanych dóbr Jezuitów białoruskich od 
pogłównego i akcyzy, i raz jeszcze powtórzyła surowy zakaz ogłoszenia 
lub nawet przywiezienia kasacyjnego brewe do Białejrusi. O tern co zaszło, 
uwiadomił vice-prowincyał w 2 listach nuncyusza Garampi, nie odebrał 
jednak odpowiedzi. 



255 



§. 134. Biskup Siestrzencewicz i Jezuici. — Otwarcie nowicyatu. — 
Siestrzencewicz arcybiskupem Wszechrosyi. 1773—1782. 

Dumna imperatorowa, tak jak zaprowadzeniem placeti regii, ograni- 
czyła władzę papieża nad 2 milionami katolików rit. lat. w swem państwie, 
tak władzę trzech zagranicznych, bo mieszkających w Polsce, nad nimi bi- 
skupów, wileńskiego, smoleńskiego i inflanckiego, postanowiła przenieść na 
jednego biskupa białoruskiego, któryby bezpośrednio zależał od papieża, 
a był powolnem narzędziem w jej ręku. I nie pĄ^tając się Rzymu, powo- 
łała 22 listopada 1773 r. na polecenie biskupa wileńskiego Massalskiego, 
sufragana jego biskupa in partibus maleńskiego, Stanisława Siestrzencewi- 
cza, i zamianowała ukazem 12 maja 1774 r. biskupem białoruskim. Wobec 
tego aktu samowoli cesarskiej, Rzym był bezsilny, więc za radą nuncyti- 
sza, trzej biskupi polscy przelali całą swą władzę na swych oficyałów 
w Rosy i cum potestate subdelegandi, ci zaś przenieśli ją na intruza białoru- 
skiego. 

Rzym uważał go nadal tylko jako biskupa maleńskiego fmalensis), 
używał go jednak przez nuncjusza za narzędzie przeciw Jezuitom biało- 
ruskim, podczas gdy imperatorowa za Jezuitami i dla nich działać mu 
rozkazała. Stąd jego dwulicowość wobec Jezuitów; nie cierpiał ich szcze- 
rze, szkodził gdzie mógł, skarżył do nuncyusza, pi'agnął usunąć z Rosy i, 
i w części dokazał tego 1820 r., a bywał u nich częstym gościem, przyj- 
mował owacye, jakie mu urządzali, pontyfikował sumy, otworzył im nowi- 
cyat, święcił księży, słowem zrobił wszystko, co było potrzebne dla ocale- 
nia zakonu w Białejrusi. A nie przychodziło mu to trudno, bo lichej war- 
tości był to czło wiele. Z protestanta, żołnierza, guwernera, zrobił się kato- 
likiem i księdzem dla kary ery, a w podobnym do siebie, lichym biskupie 
Massalskim, znalazł protektora. Katarzynie przypadł do gustu, podobała 
się jej dzielność jego umysłu, gotowa jednak zawsze do przyjmowania roz- 
kazów i kompromisów, jego światowa ogłada, wykształcenie, a nadewszy- 
stko znajomość wielu języków. 

Żywotną kwestyą dla białoruskich Jezuitów było otwarcie nowicyatu, 
inaczej groziło im wymarcie. Pozwolenie imperatorowej uzyskali przez 
Czerniszewa, który zwiedzając 1776 r. gubernie białoruskie, był na rozda- 
niu nagród w szkołach połockich, ale z nuncyuszem Archettim wlokła się 
sprawa 3 lata. Tymczasem Siestrzencewicz, po niejakim oporze, wyświęcił 
kleryków jezuickich, nie tytułem ubóstwa zakonnego, ale cesarskiego 
utrzymania, a na jubileusz 1776 r. udzielił obszernych pozwoleń. Wobec 
nalegań nuncyusza, aby Jezuitów do prz3'^jęcia klemensowego brewe zmu- 
sił, odpowiedział 17 lutego 1777 r. » Najjaśniejsza monarchini chce, aby byli 
ocaleni, namiestnik cesarzowej hr. Czerniszew broni ich, cóż ja na to?« 
W porozumieniu jednak z burbońskimi posłami w Petersburgu i Rzymie, 
wynalazł sposób zniesienia Jezuitów. Oto pod pozorem reformy białoru- 
skich zakonów wogóle, rozluźnionych wrzekomo w karności, uzyskał przy 
pomocy tychże posłów u Propagandy rzymskiej i Piusa VI dekret 15 sier- 
pnia 1778 r., mianujący go wizytatorem apostolskim wszystkich zakonów 
na Białejrusi na lat trzy. Chciał on 9 różnych zakonów zlać w jeden za- 



— 256 — 

kon nauczający, nad którym prowincyalską władzę obejmuje on biskup. 
Bez ogłoszenia brewe, Jezuici przestroiłiby się w księży świeckicli. Przera- 
żeni, udają się do Czerniszewa. Za jego wpływem, imperatorowa rozkazała 
Siestrzencewiczowi, aby na mocy wizytatorskiej władzy reformare et de 
novo condere, otworzył nowicyat Jezuitom, co on też dekretem 29 czerwca 
1779 r. uczynił, dekret kazał odczytać z ambon i przybić na drzwiacli ko- 
śeielnycłi. 

Burza potępień i wyrzekań z strony burbońskicli dworów, kury i 
rzymskiej, nuncyusza i gazet zagranicznych, spadła na Siestrzencewicza. 
Kardynał sekretarz stanu przed posłami Bernisem i Grimałdim 1779 roku, 
Pius VI przed Ludwikiem XVI, królową portugalską i królem Neapolu, 
w równobrzm lennych notach 1783 r. wyparli się czynów biskupa maleń- 
skiego (Siestrzencewicza), przeciwnych kłemensowemu brewe, uważając je 
»jako nadużycie, jako nieprawe i niebyłe*. Nuncyusz zaś, zgromiwszy bi- 
skupa, żądał odwołania czerwcowego dekretu, wzywał w tern pomocy Sta- 
kelberga, francuskiego posła w Petersburgu Dumond'a i sekretarza hi- 
szpańskiego poselstwa tamże Nox-mandeza — napróżno. Katarzyna bowiem 
uważała sprawę nowicyatu za wewnętrzną państwową, do której ani pa- 
pież i jego nuncyusz, ani Burbonowie mieszać się nie mają prawa. 

Jakoż vice-prowincyał Czerniewicz otworzył nowicyat w Połocku 
2 lutego 1780 r., pod mistrzem O. Lubowickim. Zgłaszali się nietylko mło- 
dzi kandydaci, ale i starz}^ ex-Jezuici z Polski i innych krajów. Profesom 
polecono odprawić 8-dniowe rekolekcye, nie profesom rok nowicyatu i ca- 
lomiesięczne rekolekcye. 

Niedługo potem, Katarzyna zwiedzając Białąruś, zatrzymała się dnia 
30 maja 1780 r. w Połocku, była na nabożeństwie katolickiem, oprowadzać 
się kazała w towarzystwie Potemkina i Czerniszewa, po kolegium i szko- 
łach, nie szczędząc grzeczności Jezuitom, którzy jej przez Czerniszewa, 
Carmen epicum, wiersz, opiewający wielkość Semiramidy północnej ofiaro- 
wali. W Mohylewie, stolicy gubernii, spotkała się 4 czerwca z Józefem II 
(hr. Falkenstein), aby ułożyć przymierze w celu odosobnienia Prus i za 
bezpieczenia przyszłych zaborów, Rosyi na Wschodzie, cesarstwa na Połu- 
dniu. Jezuitów przedstawił jej gubernator mohylewski. Piotr Pasek; przy- 
jęła ich łaskawie. Także Józef II odwiedził ich dwa razy w kolegium, za- 
pytał jednak Siestrzencewicza, który jako biskup białoruski towarzyszył 
monarchini, na jakiej podstawie Jezuici zniesieni na całej kuli ziemskiej, 
w jego dyecezyi prosperują? »Populo indigente, Imperatrice jubente, Borna 
tacente, brzmiała odpowiedź biskupa, lud ich potrzebuje, cesarzowa każe, 
a Rzym milczy*. 

Dla tej pobłażliwości względem Jezuitów, Siestrzencewicz cieszył się 
łaską Katarzyny. Umyśliła zamianować go arcybiskupem mohylewskim na 
całą Rosyę, ale trafiła na silny opór Rzymu, który godził się chętnie na 
kanoniczną erekcyę arcy biskupstwa, ale odrzucił kandydata. Wtenczas du- 
mna carowa okazała się równie trudną w obsadzeniu unickiego arcybi- 
skupstwa połockiego, wakującego od 1778 r., w którym arcybiskup Jason 
Smogorzewski, przeniósł się na metropolię kijowską, i nie oglądając się na 
Rzym, zamianowała ukazem 16 stycznia 1782 r, Siestrzencewicza, arc^^bi- 
skupem Wszechrosyi w Mohylewie, dodając mu do boku koadjutora ex- 



— 257 — 

Jezuitę Benisławskiego, a listem 8 lutego t. r. zażądała od Piusa VI pre- 
konizacyi obydwóch nominatów, nie szczędząc im pochwał. Papież opierał 
się, a przez nuucyusza Archettego, ten zaś przez Stakelberga nalegał o no- 
minacyę unickiego arcybiskupa połockiego. Urażona w swej dumie Kata- 
rzyna, odpowiedziała zuchwałe groźbą zerwania stosunków z Rzymem, 
zniesienia jurysdykcyi papiezkiej i tolerancyi dla katolików w swem pań- 
stwie, a powrotu unitów do schizmy. 

»Ecce fiilmen, oto piorun, zawołał przerażony nuncyusz Archetti, nie 
rozumem byłoby, nie mając sił, opierać się przemocy*. Za radą jego Pius VI 
w liście 11 stycznia 1783 r., zezwalając na żądania Katarzyny, zapowie- 
dział przybycie nuncyusza do Petersburga, za co mu imperatorowa naju- 
przejmiej dziękowała. 

§. 135. Wybór vice-jenerała Czerniewicza. — Legacye Benisławskiego 
do Rzymu, Archettego do Petersburga. 1782—1784. 

Jezuici tymczasem, przyjmowali prawie familijnie, wielkiego księcia 
Pawła z młodą małżonką w Polocku, wnet potem zwycięzkiego nad Puga- 
czewem jenerała Michelsona, a w nowym faworycie imperatorowej Potem- 
kinie, znaleźli równie dzielnego patrona, jak Czerniszew, który mianowany 
został gubernatorem Mosl^wy. Potemkin, zapoznawszy się przez bislcupa 
Benisławskiego z Jezuitami, wyjednał ukaz monarchini z 4 lipca 1782 r., 
pozwalający Jezuitom »na wybór z pośród siebie wikaryusza jeneralnego, 
który wyznaczy prowincyałów i przełożonych «. O wyborze zawiadomią 
metropolitę i senat rządzący, który to senat postanowił, że »zakon winien 
podlegać metropolicie, jako własnemu pasterzoAvi, ten jednak ma pilnie 
przestrzegać, aby instytut zakonu w całości, bez najmniejszego naruszenia, 
o ile to się zgadza z naszemi prawami państwowemi, był zachowany*. 
Urażony tą klauzulą Siestrzencewicz, wyjednał przez kniazia Wiazemskiego 
dekret senatu 12 września 1782 r. objaśniający słowa ukazu z dnia 4 lipca 
w ten sposób, że Jezuici posłuszni być powinni arcybiskupowi, jako jene- 
rałowi zakonów wszystkich w Rosyi. 

Dekret ten pozostał bez następstw, a 30 Jezuitów profesów na pierw- 
szej jeneralnej kongregacyi połockiej, Avybrało 17 października 1782 roku 
vice-jenerałem dożywotnim O. Stanisława Czerniewicza, który zamianował 
prowincyałem O. Franciszka Kareu, nowych rektorów i superiorów. Impe- 
ratorowa uprzedzając przybycie legata Piusa VI, a także chcąc uciszyć 
krzyki dyplomacyi przeciw buntowniczym (refrattarii) Jezuitom za wybór 
Yice-jenerala, wyprawiła w lutym 1783 r. swego posła do Rzymu. Był nim 
biskup Benislawski, prosić miał papieża, pod grozą wszelako zerwania 
wszelkich układów, o prekonizacyę swoją na koadjutora mohylewskiego, 
o zatwierdzenie Jezuitów na Bialejrusi i aprobatę aktów jeneralnej kon- 
gregacyi połockiej. Dnia 21 lutego poseł otrzymał posłuchanie u papieża 
i to, o co prosił. Pius VI, nie mogąc wobec dworów burbońskich, publicz- 
nem pismem zatwierdzić białoruskich Jezuitów, uczynił to ustnie, powta- 
rzając trzj^krotnie : y>approbo, zatwierdzam Tow. Jez. na Białejrusit, co na 
drugiej jeneralnej kongregacyi Benislawski pod przysięgą zeznał i spisał. 

JEZUICI W POLSCE 17 



— 258 — 

Niebawem w lipcu t. r. legat papiezki, nuncyusz warszawski Ar- 
chetti, przebierał się przez Białąruś do Petersburga. W Orszy i Witebsku 
robił Jezuitom, którzy wraz z klerem go witali, cierpkie wymówki, w Pe- 
tersburgu umawiał się po cichu przeciw nim z Siestrzencewiczem. Wnet 
jednak zapytano go ministeryalnie, czy ma w sprawie jezuickiej jakie po- 
lecenia od kuryi rzymskiej? Nie miał ich, więc oświadczono mu, że o tem 
tylko, co w instrukcyi jego wyrażone, toczyć się mogą układy. Neapoli- 
tański też poseł, Serra Capriola, ostrzegł legata, aby kwestyi jezuickiej nie 
tykał, w innych zaś okazał się przystępnym, inaczej zostanie odesłany 
z niesławą. Jakoż anti- jezuicki rankor Archettego, ustąpił miejsca potulno- 
ści, za którą spadła nań łaska imperatorowej, a z nią kapelusz kardynal- 
ski. W maju 1784 r. opuścił legat stolicę, a równocześnie Bazylianin Li- 
sowski, zamianowany został unickim arcybiskupem połockim. 

Jezuitów wezwała imperatorowa w marcu 1785 r. do stolicy, aby za- 
poznali się z nową metodą nauczania (na wzór austryackiej we Lwowie) 
szkół petersburskich, i według niej zreformowali szkoły białoruskie. Re- 
forma polegała głównie na przeznaczeniu więcej godzin dla nauk przyro- 
dniczych i matematyki. Na pierwszą wieść o tej zmianie, vicejenerał Czer- 
niewicz polecił O. Maciejowi Gruberowi, znakomitemu przyrodnikowi i me- 
chanikowi, który po kasacie Jezuitów był nadwornym fizykiem Józefa II 
w Wiedniu, i napowrót wstąpił do zakonu, aby z młodzieży zakonnej przy- 
sposobił zdolnych profesorów do tych przedmiotów. 



§. 136. Druga jeneralna kongregacya w Połocku. — Pomyślne rządy 
vice-jenerała Lenkiewicza. 1785—1798. 

Wnet potem 20 czerwca t. r. umarł O. Czerniewicz, wskutek upadku 
z bryczki na willi Stajki, zamianowawszy pierw zastępcą swym O. Lenkie- 
wicza. Ten uzyskawszy przez Potemkina pozwolenie imperatorowej, zwo- 
łał na dzień 1 października t. r. drugą jeneralna kongregacyę do Połocka^ 
która z grona swego wyznaczania deputatów do reformy nauczania w szko- 
łach, a 5 października wybrała wikaryuszem jeneralnym O. Lenkiewicza. 

Trzynastolecie jego rządów, to świetny, pomyślny okres białoruskich 
Jezuitów. Po onej legacyi Archettego w Petersburgu, która nie tknęła Je- 
zuitów, już i Europa przyzwyczaiła się uważać ich egzystencyę za legalną. 
Rzym i nowy nuncyusz warszawski Ferdynand Saluzzo, zostawili ich 
w spokoju. Więc już wtenczas, a bardziej jeszcze po ogłoszeniu restytu- 
cyjnego brewe Piusa VII r. 1801, najznakomitsi ex-Jezuici, nietylko z kra- 
jów Europy, ale z Ameryki, Chin i Indyi, wpraszali się napowrót do za- 
konu, jak np. ex-a8ystenci ostatniego jenerała Ricci Romberg i Koryckie 
jak Łuskina, Pilchowski i Poczobut, jak biskupi z Carpo i Werony Benin- 
casa i Avogardo, biskup z Nankinu Lembekoven, nadworny kapelan dre- 
zdeński Maciej Briskorn, hiszpański ex-Jezuita książę Indiaguez, kazno- 
dzieja Ludwika XV Berthier i wielu innych. Tylko mała cząstka zgłasza- 
jących się mogła przybyć na Białąi*uś, wiele przyjętych wprawdzie zostało 
i zapisanych do Album Societatis, nie jako affiliowani, ale jako rzetelni, 
prawdziwi zakonnicy Jezuici, pozostali jednak na świecie przy swych go- 



— 259 — 

dnościach i urzędach, Uważano ich jako Jezuitów w rozproszeniu m di- 
spersione, a po ich śmierci ofiarowano zwyczajne w zakonie suffragia, msze 
Św., komunie, koronki. W katalogu zmarh'ch Jezuitów poza białoruską 
prowincyą od 1773—1814 r., naliczyłem 268 nazwisk, przy niektórych stoi 
dopisek »jako jeden z Naszych*, przy innych =>jako jeden z agregowanych 
do Nas«. Całą geografię świata i wszystlcie narodowości spotkasz tam 
obok siebie. 

Wiele ex-Jezuitów przysyłało swe księgozbiory do Połocka, inni nie 
mogąc sami przybyć, ofiarowali roczną pensyę na utrzymanie jednego lub 
kilku nowicyuszów. Kolegiom i szkołom przybywały biblioteki, muzea i ga- 
binety fizykalne, wyższe klasy i konwikty. Połockiego kolegium biblio- 
teka 1815 r. liczyła 35.000 dzieł. Obok dawnego gmachu stanął 1788 roku 
nowy obszerny, przeznaczony na muzeum fizyczne i mechaniczne i na la- 
boratoryum chemiczne, pod dyrekcyą O. Grubera, który wykształciwszy 
kilku braci zakonnych na mechaników, wyrabiał w domu instrumenta 
i maszyny z wielką dokładnością. Mieściła się tam i galerya obrazów 
i teatr z bogatemi dekoracyami. Ktokolwiek z Rosyan znakomitszych lub 
Polaków przybył do Połocka, zwiedzał te zakłady i podziwiał jako rzad- 
kość w tych tam stronach. Kolegium miało od 1787 r. własną drukarnię, 
w której tłoczono podręczniki szkolne i inne użyteczne książki, swój bro- 
war, miodosytnię i fabrykę sukna, dla której O. Gruber wynalazł wyborną 
maszynę do postrzygania sukna. Kościoły wszystkich kolegiów i domów, 
odnowiono 1787 — 1789 r. z własnych dochodów, w części też z składek po- 
bożnych, krzewiono w nich z szczególniejszą pobożnością kult najsłodszego 
Serca Jezusowego. 

Oprócz stałej pracy misyjnej na stacyach w Puszy, Chalczu, Czeczer- 
sku, Łozowicy i Raśnie, pracowali nad ciemnymi Łotyszami w okolicach 
Dagdy, O. Michał Roth, Inflantczyk, który ułożył katechizm łotewski, 
dzieci uczył czytać i pisać w tym języku, i śpiewać pieśni nabożne, dalej 
00. Wałksmowicz, Rembiszewski, Wizgint, Waschki, Linkenheier i inni. 
Wielkich jednak misyi ludowych zaniechać musieli, bo nie pozwolił rząd 
ze względu na unitów, których na prawosławie przywrócić zamierzał. 

Pomyślność tę zasępiła najprzód śmierć Potemkina 1791 r., tracili 
w nim prawdziwego patrona. Powołany na jego miejsce jenerał-gubernator 
białoruski Pasek, Jezuitom przez wiele łat życzliwy, ale w ostatnim cza- 
sie przez Siestrzencewicza obrobiony, razem z nim dokuczał im, ganił ich 
szkoły, gorszył się ich bogactwem. Powiększyła obawy śmierć Katarzyny II 
18 listopada 1796 r. i wstąpienie na tron Pawła I, którego usposobień i za- 
miarów nie znali, a dalej wieść o przybyciu nowego legata papiezkiego, 
nunc. warsz. Wawrzyńca Littj' i rady poufne Siestrzencewicza, aby uprze- 
dzając prawdopodobną kasatę, zażądali sami swej sekularyzacyi, z pozosta- 
niem wszelako przy kolegiach i szkołach. Położenie zaiste arcytrudne, po- 
trzeba było uzbroić się w wiarę w Opatrzność Bożą, i ta nie zawiodła. 

Bo najprzód legat papiezki Litta, przybywszy w drodze do stolicy 
do Orszy, zamieszkał w kolegium Jezuitów, w kaplic}^ domowej spowiadał 
się przed Jezuitą, odprawił mszę Św., podczas której komunikował klery- 
ków i braci, ku zdziwieniu reszty duchowieństwa. Przy stole i w rozmo- 
wie, upewniał Jezuitów o najlepszych chęciach Piusa VI dla nich, i przy- 

17* 



— 260 — 

rzekł dobre słowo przemówić za nimi do cesarza Pawła. Niestety, w Pe- 
tersburgu Siestrzencewicz przerobił legata do tyla, że ten odpowiadając na 
list vice- jenerała, który prosił legata o poparcie u papieża, nietylko wy- 
mówił się od tego, ale zastrzegł się, że uprzejmością swą dla Jezuitów or- 
szańskich, wcale »nie chciał uznać tego zgromadzenia jako istniejący za- 
kon, który brewem Klemensa XIV dawno już zniesiony*. Pomimo to, prze- 
konawszy się naocznie, że sprawa katolicka w Rosyi stoi głównie pracą 
i szkołami Jezuitów, nawiązał korespondencyę z Piusem VI w celu przy- 
wrócenia zakonu w tem państwie. 



§. 137. Paweł I i Jezuici. — Pius VII zatwierdza zakon w Rosyi. 

1798-1801. 

Tymczasem Paweł I zwiedzając prowincye litewskie, przyb3'ł 7 maja 
1797 r. do Orszy, i nazajutrz rano kazał się zaprowadzić Avraz z małżonką 
i synami, Aleksandrem i Konstantym, do jezuickiego kościoła. Nie przygo- 
towani na to Jezuici, przyjęli go jak mogli najświetniej. On całą godzinę 
bawił w kolegium, rozmawiając z vice-jenerałem i O. Gruberem. Odchodząc, 
kazał im być dobrej myśli, bo »zawsze was ceniłem i cenię wysoko*. 

Śmierć 78-letniego vice-jenerała Lenkiewicza 10 lipca 1798 r., zmu- 
siła jego zastępcę O. Franciszka Kareu, prosić przez Siestrzencewicza o po- 
zwolenie cesarskie na wybór nowego vice-jenerała. Nie ufając metropoli- 
cie, który dopiero co wydał »regulament dla zakonów i kościołów katoli- 
ckich w cesarstwie*, niwecjiący autonomię zakonów, oddanych odtąd pod 
władzę biskupów, napisał O. Gruber list wprost do Pawła I, prosząc o to 
samo. Jakoż na rozkaz cesarza, świeżo utworzone według myśli metropo- 
lity justic-kolegium katolickie, wydało w grudniu 1798 r. dekret, pozwala- 
jący na wybór jenerała z klauzulą wszelako, że nominacya prowincyałów 
i przełożonych nie do vice-jenerała, ale do metropolity należy. Nie zważa- 
jąc na klauzulę, O. Kareu zwołał trzecią jeneralną kongregacyę do Po- 
łocka na dzień 27 stycznia 1799 r., która 1 lutego obrała go, prawie je- 
dnomyślnie vice- jenerałem. 

Pierwszem jego staraniem było, uwolnić zakon od opieki metropo- 
lity i justic-kolegium i wyjednać u Pawła I pismo do Piusa VI, więzio- 
nego przez dyrektorat francuski w Walencyi, o przywrócenie zakonu w Ro- 
syi. W tym celu wyprawił 00, Grubera i Józefa Kamieńskiego do Peters- 
burga, gdzie jeszcze pi-zeb^^wat legat Litta. 

Od niego i z listów papiezkiego sekretarza ex-Jezuity Marotti, do- 
wiedział się Gruber, że Pius VI przez wzgląd na dwór madrycki, nie 
może wydać restj-tucyjnego brewe na świat cały, ale że gotów na życzenie 
pojedynczych książąt, pi'zywrócić zakon w ich państwach. Niestety wsku- 
tek intryg metropolity, który na wieść o uwięzieniu Piusa VI, 20 lutego 
1798 r. marzył o niezależności kościoła katolickiego w Rosyi, któregoby on 
był patryarchą, legat otrzymał z końcem marca 1799 r. rozkaz opuszcze- 
nia w 24 godzinach stolicy i cesarstwa. O. Gruber pozostał sam i przez 
4 miesiące starał się napróżno przez dygnitarzy cesarskich, Naryszkina, 
Pałilena, Łopuchina i Szeremetjewa o audyencyę u cesarza. Nareszcie, 



— 261 — 

dzięki interwencji cesarzowej, spotkał się z nim w ogrodzie w Pawlow- 
sku. Rozmawiali dość długo i swobodnie. Cesarz upewnił, że wolą jego 
jest, aby instytut Jezuitów pozostał nietknięty, załeżni być mają wyłącznie 
od jenerała, którego sobie obrali. Projekt listu do papieża o zatwierdzenie 
Jezuitów w Rosyi podoba mu się, ale Pius VI, 80 letni starzec, nie wia- 
domo nawet czy żyje, zresztą niewolnikiem jest Francuzów, z którymi ce- 
sarz w wojnie, zaczekać więc należy sposobniejszej chwili, tymczasem 
niech Gruber z swymi Jezuitami ułoży odpowiedni memoryał i prześle ce- 
sarzowi na ręce jego sekretarza Naplujewa. W kilka miesięcy potem, dnia 
29 sierpnia 1799 r. Pius VI umarł więźniem w cytadeli w Walencyi. Roz- 
proszeni kardynałowie zebrawszy się w liczbie 35 w Wenecyi na kon- 
klawe, obrali po trzech miesiącach 14 maja 1800 r. kardynała Chiaramonti 
papieżem, który przyjął imię Piusa VII i 3 lipca wjechał uroczyście do 
Rzymu. 

Teraz była pora dopraszać się o brewe restytucyjne. Jakoż vice-je- 
nerał Kareu, najprzód przez włoskiego Jezuitę Panizzoni prosił o nie po- 
ufnie Piusa VII. Papież oświadczył się gotowym, byle cesarz Paweł objawił 
swe życzenie. W samą porę otrzymał O. Gruber, w lipcu t r. posłuchanie 
u Pawła w Pawłowsku i dowiedział się, że cesarz powierza Jezuitom wy- 
chowanie publiczne na Litwie, Podolu i Wołyniu, oddając im akademię 
wileńską z dawnemi jej fundacyami i szkoły. Zdziwiony tem Gruber, przed- 
stawił cesarzowi, że wtenczas dopiero stać się to może, gdy zakon w Ro- 
syi przez papieża zostanie zatwierdzony, przypomniał przytem daną przed 
rokiem obietnicę. Spełnił ją Paweł i list do Piusa VII datowany 11 sierp- 
nia 1800 z prośbą »o formalne przywrócenie zakonu, (t. j. na całym świe- 
cie), do litórego szczególniejszym sposobem jestem przywiązany*, wyprawił 
przez papiezkiego agenta, prałata Badossi do Rzymu. Prałat wiózł z sobą 
suplikę Jezuitów tejże treści, ale będąc »gadułą, który przesadza i sekretu 
zachować nie umie«, rozgadał w Wiedniu, gdzie niepotrzebnie dwa mie- 
siące siedział, i w innych miastach cel swej misyi, tak że list Pawła pier- 
wej czytano w gazetach, zanim go papież otrzymał. Dopiero w styczniu 
1801 r. »wypł3'nął« Badossi w Rzymie, dawszy przez to dość czasu dwo- 
rowi madryckiemu do zabiegów i intryg, aby brewe udaremnić, a przy- 
najmniej okroić. 

Zanim ono nadeszło, Paweł I wydał rozkazy gubernatorom i konsy- 
storzom, aby akademia wileńska z podległem! jej szkołami i dawncm ich 
uposażeniem, oddaną została Jezuitom, O. Grubera zaś wysłał do Wilna, 
aby z gubernatorem Kutuzowem rozpatrzył się, w jakim stanie rzeczone 
fundacye się znajdują. W kilkunastu dniach Gruber zdał sprawę cesarzowi 
w Gatczynie, prosił jednak o rok zwłoki, do 1 maja 1801 r., aby w tym 
czasie vice-jenerał mógł przygotować odpowiednich profesorów. Zgodził się 
Paweł, Grubera udarował złotym zegarkiem i zaprosił do Petersburga, aby 
kosztem skarbu utrzymany, uporządkował cesarski gabinet mineralogii 
i botaniki. Po kilku dniach przyzwał go powtórnie i oświadczył, że zarząd 
i fundusze kościoła św. Katarzyny w Petersburgu oddaje Jezuitom, którzy 
tam otAYorzą gimnazyum; potrzebne rozkazy już są wydane. 

Podniosły się krzyki na Jezuitów, szemrania na cesarza, nietylko ze 
strony akademików wileńskich, ale i szlachty, która pojezuickie dobra na 



- 262 — 

prawie emfiteuzy posiadła. Paweł nie znosił oporu, rel^tor wileńslii ks.Stroj- 
nowski przesiedział miesiąc w więzieniu, inni oponenci pozbawieni swycłi 
posad. 

Do Petersburga przybyli już 1 łistopada 1800 r. czterej kaznodzieje 
Jezuici, z dziękczynnym listem vice-jenerała Kareu do Pawła I, na który 
tenże 12 listopada odpowiedział, upewniając o »bezmiernej życzliwości* 
swej dla vice-jenerała i zakonu. Siestrzencewicz już im przygotował mie- 
szkanie i dom na szkoły. Mieli i do niego Jezuici list}'^ polecające, ale me- 
tropolita już popadł w niełaskę monarcliy, złożony z godności i relego- 
wany do swych dóbr Milatycz, faworyci zaś jego, przechrzta z Brodów 
Sierpiński i polski ex-mnich Stankiewicz, wywiezieni, pierwszy do Chołmo- 
gor pod Archangielskiem, drugi do Fermy. Także sufragan mohylewski, 
ex-Jezuita biskup Odyniec, chociaż nic niewinny, wygnany do Wołogdy, 
potem więziony w Petersburgu. Archidyecezyą rządził koadjutor mohylew- 
ski ex-Jezuita Benisławski. Jakże się to stało? 

Wspomniałem wyżej, że Siestrzencewicz wydał 1798 r. »regulament 
dla zakonów* i utworzył justic-kolegium z świeckich asesorów, w duchu 
protestanckim, na ruinę zakonów i szkodę Kościoła. Zatwierdził jedno i dru- 
gie Paweł, na wstawienie się przyjaciela swego, senatora grafa Ilińskiego, 
który w najlepszej wierze usłużyć chciał metropolicie. Zrozumiawszy je- 
dnak od O. Grubera, szkodliwą doniosłość tych urządzeń, uważał za obo- 
wiązek sumienia, przedstawić ją cesarzowi i odkryć rażące nadużycia nie- 
których członków justic-kolegium. Paweł ukarał ich wygnaniem, metropo- 
litę internował, koadjutorowi Benisławskiemu powierzył reformę justic-ko- 
legium w duchu katolickim i rządy arehidyecezyi. Odtąd sami tylko księża 
delegaci dyecezalnj^ch biskupów zasiadali w kolegium, pod prezydencyą 
metropolity. 

Cesarz ten zamierzał wskrzesić na Wschodzie dawne misye jezuickie 
i dał już posłowi swemu u Porty, Tamara, stosowne instrukcye. Skłonił 
nawet szwedzkiego króla Gustawa Adolfa IV, gdy późną jesienią 1800 r. 
gościł w Petersburgu, aby Jezuitom otworzył rezydencj^ę z kościołem 
w Sztokholmie. 

Szkoły petersburskie, otwarte w styczniu 1801 r., zapełniła młodzież 
pierwszych domów rosyjskich tak licznie, że sale przeznaczone dla klas 
wyższych, potrzeba było obrócić na rozszerzenie klas niższych. Kościół też 
Św. Katarzyny schludnie utrzymany, porządkiem i wystawnością nabo- 
żeństw i wymową kaznodziei w 5 językach, ściągał liczną a doborową pu- 
bliczność. Rosyjskich kazań słuchali tłumnie prawosławni, więc na przed- 
stawienie archiepiskopa petersburskiego, rząd kazał ich zaprzestać. 

Nareszcie i w Rzymie wygotowano brewe CathoUeae fidei, zatwier- 
dzające zakon Jezuitów w Rosyi, (w pierwotnej formie papieża Pawła III 
1540 r.) i pod d. 7 marca 1801 r. wyprawiono do O. Kareu » przełożonego 
kongregacyi Towarzystwa Jezusowego w cesarstwie rosyjskiem«. Dołączony 
był list Piusa VII z d. 9 marca do Pawła I, jako odpowiedź na list cesar- 
ski z 11 sierpnia r. z. Gdy te dwa dokumenta doszły do Rosyi, cesarz Pa- 
weł I już nie żył, uduszony w nocy 24 na 25 marca przez spiskowych 
hr. Piotra Pahłena, gubernatora stolicy. 



— 263 — 



§. 138. Aleksander I i Jezuici. — Misye jezuickie nad Wołgą. — Śmierć 
jenerała Grubera. 1801—1805. 

Nastały dla Jezuitów dni niepewności. W Petersburgu anti-jezuicka 
agitacja złych księży i złych katolików, prowadzona przez ex-mnicha 
Stankiewicza, który wrócił z wygnania, domagała się od nowego cesarza 
wydalenia Jezuitów z stolicy. Wstawili się za nimi najznakomitsi katolicy, 
zwłaszcza hr. d'Everlange Witry (później Jezuita) i zamożny kupiec Pier- 
ling, Bawarczyk. Aleksander wydał 14 maja 1801 r. ukaz, zatwierdzający 
oddanie Jezuitom kościoła św. Katarzyny, z obowiązkiem corocznego skła- 
dania rachunków przed syndykami katolickiej gminy. Zniósł jednak, na 
przedstawienie księcia Adama Czartoryskiego, kuratora, i księdza Hiero- 
nima Strojnowskiego, rektora Ayileiiskiego, rozporządzenie Pawła względem 
oddania akademii wileńskiej i jej szkól pod zarząd Jezuitów. Owszem, na- 
dał jej 1803 r. organizacyę uniwersytetu świeckiego, któremu podlegać 
winny wszystkie szkoły w dawnych prowincyach polskich a więc i jezui- 
ckie na Białejrusi. Okazało się, że O. Gruber nieopatrznie prosił Pawła 
o zwłolvę całoroczną. 

Restytucyjne brewe otrzymał Aleksander w maju 1801 r., nie spie- 
szył jednak z jego ogłoszeniem. Za to na prośbę sufragana Odyńca, któ- 
rego z wielu innymi uwolnił z więzienia, popartą przez Benisławskiego, 
przywrócił do łaski i urzędu metropolitę, prezesa duchownego kolegium 
Siestrzencewicza. Niepokoiło to Jezuitów tem bardziej, że agitowali też 
przeciw nim petersburscy masoni i illuminaci, do których należało wiele 
znakomitych rodem i urzędem Rosyan. 

Na szczęście Aleksander, zwiedzając Litwę, zatrzymał się 11 czerwca 
w Połocku. Pomimo ulewnego deszczu przybył niespodziewanie do kościoła; 
ledwo kilku księży przyjęło go u bramy. Zwiedziwszy naprędce świątynię, 
wszedł do kolegium, gdzie mu pokazano bibliotekę, muzea, gabinety. Mile 
tem zdziwiony, rozmawiał z prowincyałem Lustygiem, a dowiedziawszy 
się, że vice-jenerał Kareu obłożnie na astmę chory, udał się do jego celi, 
pytał troskliwie o przebieg choroby i tegoż wieczora przysłał mu przybo- 
cznego lekarza, co jeszcze dwa razy uczynił. Taka łaskawość cesarza na- 
poiła otuchą umysły. 

Choroba O. Kareu b^^ła nieuleczoną, umarł 30 lipca 1802 r., zamia- 
nowawszy wikaryuszem jeneralnym O. Wicherta. Ten wniósł prośbę o po- 
zwolenie na nowy wybór jenerała do senatu i duchownego kolegium, któ- 
remu prezy dowal dwulicowy Siestrzencewicz. Nie ufając mu, odważył się 
O. Gruber, rektor kolegium petersburskiego, wystosować list do cesarza na 
ręce kanclerza Koczubeja, z którym żył prawie w przyjaźni, prosząc o po- 
zwolenie na elekcyę, ale także o ogłoszenie restj^tucyjnego brewe. Przy- 
chylił się do prośby cesarz, i już 7 września wyszły z kancelaryi ministra 
potrzebne reskrypta, które przesłało duchowne kolegium O. Wichertowi. 
Z jogo rozkazu zebrała się 4 października czwarta kongregacya jeneralna 
w Połocku. Odczytano plusowe brewe Catholicae fideii pismo kanclerza Ko- 
czubeja do O. Grubera, polecające w imieniu cesarza zaprowadzenie nauki 
.języka rosyjskiego w szkołach. Dnia 10 października wybrano » jenerałem* 



— 264 — 

zakonu O. Grubera, który nader pięknym listem, odczytanym na kongre- 
gacyi, donosił Piusowi VII o swym wyborze i dziękował w imieniu zakonu 
za restytucyjne brewe. 

Nowy jenerał dla wielkiej nauki, erudycyi i cnoty, połączonej z zna- 
jomością świata i ludzi i ogładą towarzyską, cieszył się szacunkiem i łaską 
Pawła I, w równym jeżeli nie w wyższym stopniu także Aleksandra I. 
Jako rektor, potem jako jenerał, każdej cłiwili wolny miał przystęp do 
niego. Na imieniny rektorskie, gdy grała teatr młodzież szkolna, służba 
i muzyka daną była z cesarskiego dworu, a na przedstawieniu obecnj^m 
był cesarz z rodziną i świtą. Więc też i pokoje możnych panów i dygni- 
tarzy stały mu otworem, a przezeń i z nim Jezuitom, którym wychowanie 
swych synów chętnie powierzali. Otwarty na ich życzenie 1803 r, konwikt 
szlachecki dla 70 uczniów, wnet się zapełnił; stanowił on dom osobny pod 
własnym regensem. 

Nie dość tych względów, Aleksander I, który z papiezkim legatem 
Arezzo, przysłanym na jego koronacyę, uporządkował duchowne kolegium 
i kościół katolicki w Rosyi, wezwał O. Grrubera, aby dostarczył 10 misyo- 
narzy i kilku braci, świadomych rzemiosł i ogrodnictwa, dla 31 osad Icato- 
lickich (10.052 kolonistów Niemców) nad Wołgą, z stolicą w Saratowie. Co 
więcej, Aleksander zapragnął objąć protektorat nad misyami katolickiemi 
na Wschodzie, który wykonywali dawniej królowie- francuscy, a porzuciła 
republika, i w t3^m celu zostawiał Jezuitom zupełną wolność naAvracania 
»okolicznych narodów«, powierzył im zarząd kościołów katolickich w Kry- 
mie, na Kaukazie i indziej, które są i które będą. Zamierzał dalej założyć 
3 kolegia w Astrachanie, Kaffie i Odessie, z którychb}^ misyonarze rozcho- 
dzili się do Tataryi, Persyi i Wschodniej Indyi; do Krymu, Georgii, Kau- 
kazu, Natolii; do Konstantynopola, na Archipelag, do Multan i Wołoszy. 
Pius VII niech pobłogosławi dziełu i da misyonarzom potrzebne facuUates. 

Spełniając życzenie cesarza, wyprawił jenerał Gruber w lipcu 1803 r. 
O. Kajetana Angiolini, jako prokuratora swego do Piusa VII, który wła- 
śnie układał się z Ferdynandem IV, królem Neapolu i Sycylii, o przywró- 
cenie Jezuitów w tych państwach, i przywrócił ich istotnie brewem 30 lipca 

1804 r. Prokurator, przedstawiony papieżowi przez rosyjskiego agenta dy- 
plomatycznego hr. Cassini, miewał przez 8 miesięcy, każdej niedzieli o go- 
dzinie 10 rano, posłuchanie u niego, mógł więc ułożyć bieżące i przyszłe 
sprawy zakonu w Rosyi i we Włoszech. Misyonarzom nadał papież obszerne 
przywileje. Właśnie pierwszych dni marca 1805 r. zażądał Aleksander od 
jenerała Grubera, kilku misyonarzy do Chin. Jenerał wyznaczył 00. Kor- 
saka i Grassi i brata Sturmera. 

Wnet potem, wskutek przestrachu z powodu pożaru w swym przed- 
pokoju z niezagaszonej świecy powstałego, dozna! gwałtownego ataku 
astmy, na którą dawno cierpiał, i otrzymawszy od sekretarza zakonu Brzo- 
zowskiego ostatnią absolucyą, oddał piękną duszę Bogu, nad ranem 26 marca 

1805 r., w 62 roku życia. Po nabożeństwie żałobnem w kościele św. Kata- 
rzyny, na które przybył, oprócz katolików, wykwintny świat petersburski, 
przewieziono zwłoki do Połocka i złożono w grobowcu starożytnego ko- 
ściółka Spasa. 



265 



§. 139. Wybór jenerała Brzozowskiego. — Otwarcie akademii w Po- 
łocku i krótkie jej dzieje. 1805-1820. 

Mianowany przez ś. p. Grubera wikaryusz jeneralny O. Lustyg, sta- 
rał sie przez 3 miesiące napróżno w Petersburgu o pozwolenie na wybór 
jenerała, dzięlii intrygom Siestrzencewicza. Ten, marząc o patryarchacie, 
przeszliodził 1803 r. legatowi Arezzo, w zawarciu konlcordatu cesarza z pa- 
pieżem, a teraz pod pozorem, że stosunki białoruskicli Jezuitów z zagra- 
nicznymi braćmi mogą się stać niebezpieczne dla państwa, dopuścić nie 
chciał do wyboru jenerała. Aleksander wyznaczył łcomisyę trzech, do zba- 
dania sprawy i na wniosek zasiadającego w komisyi ministra Łopuchina, 
pozwolił 13 czerwca na wybór »jenerała z zujiełną władzą, jaką mu nadaje 
ten tytuł«. 

Uradowany wikaryusz zwołał na d. 27 sierpnia 1805 r. piątą kongre- 
gację jeneralną do Połocka. Przybyć na nią byli powinni profesi z Nea- 
polu i Sycylii, ale dla trudności podróży, przelali swe prawa na Włocha 
O. Józefa Angiołini, mieszlśającego w kolegium połockiem. Dnia 2 wrze- 
śnia, wybrano jenerałem O. Tadeusza Brzozowskiego, gruntownej cnoty 
i pobożności męża, ale nie dorównującego swemu poprzednikowi w rozle- 
głości wiedzy i nauk, zwłaszcza przyrodniczych, i w talencie odgadywania 
i paraliżowania grożących niebezpieczeństw. 

Na razie ciężyła Jezuitom zależność ich szkół od uniwersytetu wi- 
leńskiego, który przez rektorów, Strojnowskiego i Śniadeckiego, i wizyta- 
torów Ceyssa, dwóch Platerów i Zaleskiego, nalegał na wprowadzenie swego 
narodowo-liberalnego systemu nauk do szkół białoruskich. Jezuici już pier- 
wej 1785 r. wprowadzili naukę historyi, matematyki i fizyki do swych 
szkół, godzlłi się na przyjęcie wizytatorów uniwersytecl<ich i niektórych 
podręczników szkolnych, systemu jednak nauk, z zależnością swoich pro- 
fesorów od uniwer8}'tetu, przyjąć nie chcieli i nie przyjęli, bo im się wy- 
dawał zbyt liberalnj' i duchem masońskim owiany. Jakoż sam rektor, ex- 
Piar Strojnowski, znakomitsi profesorowie: Mianowski, Szymkiewicz, Ru- 
stem, Gettej, Strumiłło, Groddek; wizytatorowie Michał i Ludwik Platero- 
wie, zasiadali w lożach wileiiskich, prawda że razem z sufraganem wileń- 
skim Puzyną, 5 kanonikami i kilku księżmi, i piastowali urzęda ma- 
sońskie. 

Jenerał Brzozowslvi zasłaniał swą odmowę tem, że system jezuicki 
trzy razy przez rząd pochwalony i zatwierdzony, więc po co wprowadzać 
plan nowy, zwłaszcza że punkt o zależności profesorów od uniwersyteckiej 
władz}', wywraca karność zakonną; że wreszcie nigdy i nigdzie szkoły je- 
zuickie nie podłegały uniwersytetom, i w tym sensie, podał 24 lipca 1806 r., 
wprost do cesarza prośbę »aby szkołom jezuickim nadał prawo niezależno- 
ści od uniwersytetu«. Zamiast odpowiedzi, minister oświaty ZawadoAvski, 
zaproponował jenei-ałowi przyjęcie uniwersyteckiego systemu nauk, a otrzy- 
mawszy odmowę, rozkazał wybudować kosztem rządu drugie gimnazyum 
w Mohylewie i Witebsku, aby jezuickie pozostały bez uczniów. Zapobie- 
gając temu, użył jenerał interwencyi hr. Ilińskiego u cesarza, a hrabiego 
de Maistre, posła sardyńskiego, u nowego ministra oświaty hr. Razumow- 



— 266 — 

skiego, z którym wszedł w arcyciekawą i pouczającą korespondencyę na 
temat wychowania publicznego, Eeszty dokonał hr. de Maistre, wykazując 
w 5, niewydanych dotąd listacti, a raczej rozprawach, temuż ministrowi, 
niebezpieczeństwo dla Kosy i od sekt »illuminowanych«, które są dalszym 
rozwojem protestantyzmu i kalwinizmu, a pokonane być mogą tylko in- 
nem towarzystwem. Jezuitami. 

Pierwszym wynikiem tych listów, był reskrypt ministra Razumow- 
skiego, w połowie 1810 r. do uniwersytetu wileńskiego: »szkoły jezuickie 
zostawić w spokoju, nie dawać żadnych rozporządzeń, aż nastąpi rozkaz 
cesarski w tj-m względzie*. Eozkaz nastąpił erygujący akademię po- 
ło c k ą. 

Był to jedyny sposób pozbycia się supremacyi wileńskiego uniwer- 
sytetu. Myślał o nim już jenerał Gruber, pierwsze kroki poczynił 1810 r. 
jenerał Brzozowski, a trafił na dogodna porę. Aleksander bowiem, w prze- 
widzeniu bliskiej wojny z Napoleonem, przymilał się Polakom, których 
sympatye dla cesarza Francuzów nie były mu tajne, a na wypadek prze- 
granej, przejmowały obawą, Gdy więc z wiosną 1811 r., szlachta białoruska, 
częścią z życzliwości dla Jezuitów, częścią z partykularyzmu prowincy- 
alnego, podała na ręce gubernatora ksiącia Aleksandra Wirtemberskiego, 
suplikę do tronu o utworzenie uniwersytetu w Polocku, przychylił się do 
niej cesarz, polecił ją zbadać na radzie ministrów, a gdy ta jednogłośnie 
ją pochwaliła, dał 22 grudnia t. r. swe przyzwolenie, a 12 stycznia 1812 r. 
wj^szedł odpowiedni ukaz do rządzącego senatu na erekcyę »akademii je- 
zuickiego zakonu pod bezpośrednim zarządem jenerała zalconu*, której 
wszystkie szkoły jezuickie w Rosy i podlegać mają i wraz z nią »co do 
części edukacyjnej* zależeć będą od ministeryum oświecenia. Oprócz me- 
dycyny i prawa kryminalnego, wykładane w niej będą »nauki od rządu 
naznaczone*. Uposażenia osobnego akademia nie ma, gdyż starczy na nią 
fundacya kolegium połockiego. Jenerał zakonu poda projekt ustaw i nauk 
rzeczonej akademii, przez ministeryum oświecenia cesarzowi do aprobaty. 

Pospieszył się jenerał z projektem, i 1 marca t. r. wydał Aleksander 
przywilej na akademię połocką, podzieloną na 3 fakultety, języków, nauk 
wyzwolonych, filozoficznych i innych naturalnych i cywilnych i nauk teo- 
logicznych. Wybór na urzędy akademickie, rektora, dziekanów, kanclerza, 
sekretarza, notaryusza i bedelów odbywa się » większością głosów w peł- 
nem zebraniu akademii, podany do potwierdzenia jenerałowi, a przezeń 
ministrowi oświecenia*. Profesorów bywało 18 — 20, uczniów 110—150. Ję- 
zyk wykładów}" na 3 fakultetach łaciński. Komitet cenzury książek i wszel- 
kich druków, składał się z 3 cenzorów i sekretarza. 

Uroczyste otwarcie akademii wobec księcia Wirtemberskiego, hr, de 
Maistre, biskupa mińskiego Dederki i biskupa unickiego Krasowskiego, 
odbyło się 10 czerwca 1812 r., ale w^^kłady, dla wojny napoleońskiej, roz- 
poczęto 8 stycznia 1813 r. 

Krótki byt akademii polockiej, bo tylko lat 7, miesięcy 2, nie do- 
zwolił jej rozwinąć się w całej pełni. Dla 8 szkół od niej zależnych: w Po- 
locku, Mohylewie, Mścislawiu, Orszy, Użwaldzie, Witebsku, Rj^dze i Roma- 
nowie, wygotowała akademia 1814 r, wspólny plan nauk, dostarczała im 
profesorów i książek, ale nie mieszała się do ich zarządu, bo ten należał 



— 267 — 

do rektora kolegium, i nie przysyłała wizytatorów, bo zwiedzał je corocz- 
nie prowincyał. Akademia posiadała, oprócz głównej biblioteki, drugą dzieł 
i pism wyłącznie polskicłi ; oraz liczne g'abinety i zbiory : 1) machin fizycz- 
nych i narzędzi matematycznych; 2) zoologiczny i mineralny; 3) monet 
i medali; 4) modeli architektonicznych, 5) nader rzadkich muszli i konch 
amerykańskich; 6) laboratoryum chemiczne; 7) galery ę obrazów. Przy aka- 
demii istniały: bursa muzyków, seminaryam dla świeckich kleryków i kon- 
wikt szlachecki, który po zamknięciu petersburskiego 1815 r., liczył do 70 
»kawalerów<t. 

Od 1818 r wydawała akademia naukowy »Miesięcznik połocki« z za- 
cięciem polemicznem. Zwalczała w nim antichrześcijańskie teorye Woltera, 
Russa, Spinozy, Kanta, propagowane z katedr uniwersyteckich i w czaso- 
pismach, jak » Dziennik i Tygodnik wileński*; broniła się też przeciw za- 
czepkom i napaściom » uczonych* wileńskich i warszawskich, którz}' ją 
uważali za »siedzibe obskurantów*. 



§. 140. Dola Jezuitów podczas napoleońskiej wojny. 1812 r. 

Już w lutym 1812 r., półmilionowa armia Napoleona posuwała się 
korpusami ku granicom Rosyi. W lipcu stanęła nad Dżwiną i Dnieprem, 
gdzie dwie rosyjskie armie, Barklaja de Tolly i Bagrationa, bronić jej miały 
przeprawy. Kolegia na głównym trakcie położone, ucierpiały najwięcej. 

A więc najprzód Po lock, z którego wyszła rosyjska załoga 9 lipca. 
Już parę tygodni przedtem, rektor Lustyg, który z kilku księżami i braćmi 
pozostał, rozpuścił szkoły, księży, kleryków i braci wyprawił na folwarki 
i willę. Uczynili to samo rektorowie innych kolegiów. Od 9 lipca do 8 pa- 
ździernika dzierżyli Francuzi Połock w swej mocy. W części kolegium 
mieli kwaterę jenerałowie i wyżsi oficerowie, część obrócono na lazaret, 
do którego zwożono rannych z pola morderczych bitew, staczanych w je- 
zuickim Spasie i okolicznych wioskach. Godzien niemal zmieniały się dy- 
wizye i pułki II korpusu Oudinota , Francuzi , Włosi , Bawarzy, Po- 
lacy. Marszałek Ney pozwolił 13 lipca na rabunek miasta. Oudinot z ofi- 
cerami zakwaterował się 14 lipca w kolegium. Francuzi wypróżnili spiżar- 
nię, piwnicę, aptekę, a urządzając gabinety na sypialnie, popsuli wiele ma- 
szyn i instrumentów, potłukli rzadkie muszle i konchy. Rannego Oudinota 
zastąpił 6 sierpnia jenerał St. Cyr, mianowany wkrótce marszałkiem za 
zwycięstwa nad rosyjskim jenerałem Wittgensteinem, i rezydował w kole- 
gium aż do odebrania miasta przez Rosyan 8 października. Na posłudze 
rannym i chorym na dyzenteryę po szpitalach, umarli 00. Kiifferlin, Grotz 
i Soranzo. Zastąpili ich 00. Richardot, Chodkiewicz i Rusnati. Dobra spa- 
skie wraz z budynkami i kościołem zniszczone, ucierpiały też wiele inne 
folwarki od wałęsających się maroderów francuskich. 

O r s z ę obrał Napoleon za punkt operacyjny przeciw naddnieprskiej 
armii Bagrationa. Zajął miasto marszałek Davoust 6 sierpnia. W kolegium 
koszary oficerów i szpital wojskowy. Napoleon uchodząc z Moskwy, dotarł 
7 listopada do Orszy. Za nim przywlokły się niedobitki II korpusu Neya, 



~ 268 - 

których 14 listopada wygnali Kozac}- Płatowa. Jezuici wrócili do kolegium^ 
w styczniu 1813 r. otwarli szkoły i konwikt. 

Witebsk zajął Napoleon 28 lipca swą gwardyą, założyć kazał ma- 
gazyny i lazarety, i w tym celu liomendantowi Charpentier dodał komi- 
syę z 4 Polaków złożoną. Kolegium całe zamienione na szpital, folwarki 
wyniszczone kontrybucyami. Dnia 24 października jenerał rosyjski Harpe, 
po całodziennym szturmie wyparł Francuzów z miasta. 

Z Mohylewa wypłoszył Rosyan 8 lipca marszałek Davoust, który 
przeszkodził połączeniu się dwóch armii rosyjskich, naddżwińskiej i nad- 
dnieprskiej pod Orszą. Kolegium zamienione na lvoszary oficerskie i szpi- 
tal. Z końcem listopada, Rosyanie pod jenerałem Ożarowskim odebrali 
miasto. 

Mińsk zajmowały pułki korpusu VIII, Francuzi, Polacy i West- 
falczycy, od początku lipca do końca prawie listopada. W kolegium i domu 
szkolnym szpital wojskowy. 

Straty i szkody wyrządzone wojną, wnet naprawiono. Ogólny stan 
kolegiów i domów nazwać można przed i po wojnie 1812 r. pomyślnym. 
Jezuici zostawali w dobrych stosunkacli z rządem, ciesz3^1i się szacunkiem 
i życzliwością szlachty, która swe syny chętnie oddawała do ich szkół 
i konwiktów. Rezydencya w Mścisławiu podniesiona 1779 r. do rzędu 
kolegium z 5-klasowem gimnazyum. Zamiast kolegium i domu nowicyatu 
w Dyneburgu, który 1811 r. z rozkazu Aleksandra zamieniono na fortecę, 
otworzono w Krasławiu najprzód rezydencyę, potem 1817 r. kolegium 
ze szkołami i konwiktem wUżwałdzie, a dom nowicyatu w Puszy. 
Kilka stacyi misyjnych, jak czeczerska, raśnieńska, zamienione przez Sie- 
strzencewicza 1776 r. na parafie. W Czeczersku utrzymywali Jezuici 
od 1788—1806 r. szkołę trzechklasowa i bursę muzyków. 



§. 141. Nowe kolegia, domy i stacye misyjne w Rosyi. 1800 — 1820. 

Przybywały też nowe domy i misye. Wspomniałem o kolegium pe- 
tersburskiem, z szkołami i konwiktem wielkopańskim dla Rosyan i kościo- 
łem Św. Katarzyny, który dla kazań w 4 językach, nabożeństw, chrztów, 
ślubów i pogrzebów, łączył Jezuitów z całym światem katolickim stolic}'. 

Do Rygi zaprosili ich katolicy tamtejsi (9.000 Niemców, Polaków 
i Łotyszów); w lutym 1804 roku otwarto rezydencyę ryzką z duszpaster- 
stwem, od r. 1810 z szkołą liatolicką dla chłopców i dziewcząt. Duszą re- 
zydencyi był superior O. Coince, Alzatczyk, który dla upośledzonych do- 
tąd katolików, wyrobił u ministra Golicyna i gubernatora ryzkiego, mar- 
kiza Paolucci, równouprawnienie z protestantami i tołerancyą religijną. 
Dla klasy pracującej, Łotyszów głównie, założył 1816 roku szpital na 
150 łóżek. 

W Romanowie na Wołyniu, osadził Jezuitów już 1811 r. senator 
Józef August Graf Iliński, w celu otwarcia kolegium, szkół i konwiktu. 
Stało się to dopiero 1816—1817 r., gdy część gmachów została wymuro- 
waną. Konwikt liczył 20—24 »kawalerówt, szkoły 120—1.50 uczniów. 



— 269 — 

Oprócz wspomnianych wyżej 10 misy! saratowskich po obojej stronie 
Wołgi, objęli Jezuici misyę z duszpasterstwem w Odessie 1804 roliu na 
życzenie jenerała gubernatora noworosyjskieg-o (Odessy i Chersonu) księcia 
Emanuela Richelieu. Należały do niej misye w 5 koloniach niemieckich 
(7—8.000 katolików) i w Chersonie. Dla skąpstwa książęcego plenipotenta 
Rosenkampfa, i częstych wyjazdów księcia, odeskie misye nie rozwinęły 
się, aż po r. 1815. Pracowało na nich zrazu tylko kilku, potem 10—12 mi- 
syonarzy z O. d'Everlange Witry na czele. 

Astrachańscy katolicy (Ormianie i garstka Francuzów) dowiedziaw- 
szy się o Jezuitach i ich pracach w Saratowie, zaprosili ich, za zgodą ce- 
sarza i metropolity, do Astrachanu 1805 r. O. Maleve, Francuz, wyu- 
czywszy się po ormiańsku, rezydował w mieście, gdzie O. Fournier otwo- 
rzył 1807 r. konwikt dla schizmatyckiej także młodzieży. O. Wojszwiłło 
wyjeżdżał na obławę misyonarską, szukając po całej gubernii katolików 
w osadach, więzieniach, w wojsku i na posieleniu rozrzuconych. 

Za przykładem astrachańskich, poszli katolicy (15 rodzin ormiań- 
skich) w M o s d o k u na Kaukazie 1805 r. Posłano im O. Idziego Henry, 
Belgijczyka, który w 8 miesiącach wyuczył się wybornie ormiańskiego ję- 
zyka; w rok potem O. Wojszwiłłę, który jako superior, założył szkołę, wy- 
murował dom gościnny dla uczonych podróżników. Obydwaj cieszyli się 
względami gubernatora Kaukazu hr. Pozzo di Borgo, katolika, mogli więc 
swobodnie rozwinąć akcyę misyonarską, a dostali pomoc w O. Surynie. 

Wiadomo, że Katarzyna II i Aleksander I wysyłali t. z. przestępców 
politycznych i jeńców francuskich, do rot kaukazkich, rozłożonych na linii 
między Mosdokiem, Kaspijskiem jeziorem i morzem Czarnem. W r. 1813 
zesłano na Kaukaz 12.000 Polaków, jeńców francuskich, między nimi puł- 
kownika Adama Potockiego, z linii prymasowskiej, którego żywot napisała 
córka Kai-olina Nakwaska. Odarci, nędzni, chorzy na ciele i duszy, zapeł- 
nili szpitale w Mosdoku i Kislarze i umierali na tyfus gęsto. Ratowali ich 
dusze, ale i nieśli pomoc w lekach, żywności, bieliźnie, ubraniu, misyona- 
rze, w czem im pomagało kilka pań polskich tam internowanych. Jenerał 
Brzozowski przysyłał dla nich paki książek religijnych, różańce, szkaple- 
rze, a misyonarzom na ochłodę czokoladę i herbatę. 

Pochorowali się ciężko. Wojszwiłło wyleczywszy się, szukał katoli- 
ków między Kozakami starowiercami i mołokanami, udał się do stolicy do 
Stauropola, gdzie służyło 500 Polaków w rotach kaukazkich; potem do ko- 
palń Av włościach Dubowskiej, Kargulińskiej, Kurdzińskiej i w Kislarze, 
gdzie pracowało kilkuset polskich skazańców, między nimi żołnierze z wy- 
prawy hiszpańskiej, byle pozyskać ich serca i przywieść do Boga. To samo 
robił O. Suryn w Kislarze, gdzie w szpitalu umierało dziennie 6—7 Pola- 
ków. Aleksander I ułaskawił wszystkich, ale tylko 8000 wróciło do kraju, 
S.500 umarło, koło 500 pozostało na linii kaukazkiej od Naur do Mosdoku. 
Były to szumowiny Polaków; misyonarze zażyli z nimi wiele kłopotu, 
a z małym pożytkiem; uciekali z kazania do kai-t i wódki. 

Równie pracowite, a skąpe w duchowne pożytki, były misye sj^bir- 
skie w Irkucku i Tomsku. Któżby uwierzył, już 1614 roku jeńców 
z wojny Dymitra Samozwańca I i II, r. 1607 i 1614 zasyłano na Sybir, od- 
dzielony wtenczas od Europy rzeką Solka, »gdzie sól warzono «. Powtó- 



— 270 — 

rzylo się to podczas wojen moskiewskich za Jana Kazimierza 1655— 1660 r. 
Jezuita Kawęczyński z Wilna 10 lat przebył w kopalniach syberyjskich, 
bo nie chciał przyjąć schizmy, zasłany do Asti-ahanu, gdzie też i umarł 
1662 r. Car Piotr 1707 r. wielu partyzantów Leszczyńskiego wygnał na S}'- 
bir aż do Jakucka. Jezuita Ładyżeński porwany z Wilna 1736 r., skazany 
do rot aresztanckich w Sybirze, cierpiał jeszcze 1756 r., zginął bez wieści. 
Setki konfederatów barskich, pokutowało za swój patryotyzm na Sybirze. 
Aniołem pocieszycielem dla nich był misyonarz Propagandy, polski kapu- 
cyn z Uściługa nad Bugiem, O. Elizeusz (f 1798 r. w Sai-atowie}. 

Przez lat wiele pozostawali wygnańcy bez pomocy duchownej. Dopiero 
1810 r., pierwszy jenerał gubernator sybirski Pestel, zażądał od jenerała 
Brzozowskiego misyonarzy do Irkucka. Dano 3 księży, Szpaka, Kamień- 
skiego, Maszewskiego i brata Drozdowicza (f 1859 r. w Nowym Sączu). O. 
Szpak umarł w drodze, w Moskwie, zastąpił go O. Łaszkiewicz, superior 
misyi. Dnia 2 kwietnia 1812 r. stanęli w Irkucku. Tu rezydował stale je- 
den misyonarz, dwaj inni rozjeżdżali się na pracę misyjną do powiatoAvych 
miasteczek: Tunguska, Wercholeńska, Ilimska, Bałagańska, Kireńska i ni- 
żnego Udińska, szukając posieleńców katolików i skazanych do kopalń 
rudy żelaznej i soli, gdzie w tłumie zbrodniarzy znajdowali kilku, czasem 
kilkunastu t. z. przestępców politycznych, Polaków »w głodzie, nagości, 
nędzy i niedostatku*. 

Zawadzili i o Nerczyńsk, gdzie tylko 9 ciu zastali katolików, 
i o T o m s k. 

Tu dopiero 1815 r. otwarto stałą misyę 2 księży. Kamieńskiego i Wa- 
lużynicza z bratem Kozakiewiczem. Garstka katolików tomskich (50— bO 
osób), miała swoje oratorium, ale obwód misyi obejmował gubernię tom- 
ską, tobolską, step3^ kirgizkie i gubernię jenisejską, a na tych przestrze- 
niach rozrzucone garstki katolików, wyszukiwali misyonarze w corocznych 
objazdach, aby im przynieść pomoc religijną. * 



§. 142. Przywrócenie zakonu na całym świecie. 1814 r. — Agitacye 
anti-jezuickie sekciarzy i S i estrze ncewi cza. — Wygnanie Jezuitów 

z Petersburga. 1815. 

Napoleon w swej dumie, więził Piusa VII przez lat 3 w Savonie, 
następnie w Fontaineblau przez półtora roku; upokorzony przegraną lip- 
ską puścił go na wolność d. 22 stycznia 1814 r. Dnia 24 maja, pod osłoną 
wojsk koalicyjnych, papież wjechał tryumfalnie do Rzymu, a już 7 sier- 
pnia ogłosił urbi et orhi bullę Sollicitudo omnium ecclesiarum, przywracającą 
zakon Jezuitów na całym świecie, tak jak go zatwierdził pierwotnie Pa- 
weł III. Mógł to uczynić tak prędko, bo z współwiężniem kardynałem 
Pacca, przez długie miesiące naradzał się nad tą sprawą i obmyślił ją na- 
leżycie. 

Królowie i książęta, nawet burbońscy, z wyjątkiem regenta portu- 
galskiego, przyjęli bullę, zato wszelakiego rodzaju sekty i loże, jak gdyby 
kto poruszył gniazdo os i szerszeni, rzuciły się na obalenie dopiero ca 



— 271 — 

wskrzeszoneg'0 zakonu, najprzód w Rosyi, w której jakby w arce Noego, 
znalazł ocalenie. 

Stosownie do tej bulli, właściwą rezydenc\'ą jenerała zalconu powi- 
nien być Ezym, nie Petersburg, Avięc też jenerał Brzozowski wniósł pro- 
śbę do ministra wyznań, Aleksandra Golicyna, o przeniesienie swej sie- 
dziby do stolicy chrześcijaństwa. Minister odmówił, zasłaniając się nieobe- 
cnością cesarza, zajętego koalicyą anti-napoleońską i kongresami w Paryżu 
i Wiedniu. Ale właśnie pod tę nieobecność monarcłiy, masoni 14 lóż w sto- 
licy, illuminaci, martyniści i protestanckie towarzystwo biblijne, protego- 
wane przez Siestrzencewicza, podali sobie ręce, aby wydalić Jezuitów naj- 
przód z Petersburga, gdzie nietylko u katolików, ale u pierwszych rodzin 
rosyjskich posiadali mir i poszanowanie wielkie. Nie mogąc znaleść plamy 
na ich obyczajach i cnocie, zarzucali im, zwłaszcza kilku francuskim Je- 
zuitom, prozelityzm między damami wielkiego świata, i młodzieżą w kon- 
wikcie. 

Istotnie 15-letni konwiktor Aleksander Golicyn , syn gubernatora 
w Jarosławiu nad Wołgą, a bratanek ministra, został podczas świąt Bo- 
żego Narodzenia 1814 r. katolikiem. Oburzyło to ministi^a już i tak mar- 
kotnego na Jezuitów, bo odmówili mu pomocy w przeciąganiu arystokra- 
cyi do towarzystwa biblijnego, którego był prezesem, a podjudzony przez 
kler prawosławny, że religia grecka, a z nią państwo carów tą propa- 
gandą jezuicką upadnie, zaniósł skargę do cesarza, bawiącego na kongre- 
sie w Wiedniu. Pisał i jenerał Brzozowski do monarchy, uniewinniając O. 
Rozavena, który miał być sprawcą konwersji młodego Golicyna, mini- 
strowi zaś oświadczył, że od 1 stycznia 1815 r., tylko katolików do kon- 
wiktów przyjmować pozwoli, że nawet gotów konwikt przenieść do Poło- 
cka. Napróżno; minister podtrzymywany w swym rankorze na Jezuitów 
nietylko przez popów, ale przez Siestrzencewicza, a także i tą okuliczno- 
ścią, że w salonach petersburskich nie mówiono tylko o Jezuitach i jezui- 
tyzmie i tych kilku damach, które, jak hrabina Katarzyna Rostopczyn, 
usunęły się od zgiełku światowego, zostały więc katoliczkami, postanowił 
wygnać Jezuitów z stolicy, a potem z cesarstwa. Czekał tjiko powrotu ce- 
sarza i sposobnej chwili. Ta się wnet nadarzyła. 

Faworyta cesarza. Polka, z Czertwertyńskich Naryszkinowa, przy- 
rzekła na spowiedzi u Jezuity zerwać stosunek i objawiła to cesarzowi,. 
gdy wróciwszy po drugim kongresie paryskim, odwiedził ją. Urażony tern 
cesarz, przywołał Golicyna i razem z nim, w salonie Naiyszkinowej, uło- 
żył szkic banicyjnego ukazu, który zredagowany lepiej przez ministra,^ 
nosi datę 20 grudnia 1815 r. Jako jedyny powód banicyi,' podano, że Je- 
zuici »przedsięwzięli wstrząsnąć panującą oddawna w państwie naszem 
prawowierną grecką religią... odciągając poruczonych sobie młodzieńców 
i niektóre osoby słabej płci żeńskiej, od naszej, a nakłaniając do swojej 
wiary €. Wykonanie ukazu odbyło się w nocy z 20 na 21 grudnia, a 22 
rychło świt, 14 krytych sanek wywiozło 24 Jezuitów petersburskich do Po- 
łocka; dwaj bowiem, rektor Czyż i prokurator Krukowski, pozostali jeszcze 
3 dni dla złożenia rachunków i spisania inwentarz}'. Wygnanie Jezuitów 
z całej Rosyi było już tylko kwest^^ą czasu. 



— 272 — 

§. 143. Śmierć jenerała Brzozowskiego. — Wygnanie Jezuitów z Ro- 

syi. 1816-1820. 

Jenerał Brzozowski, który od r. 1814 r. część jeneralskiego urzędu 
złożył na barki wikaryusza jeneralnego w Rzymie, O. Pannizoni, odważył 
się na króli łiazardowny i 31 sierpnia 1816 r. wystosował list wprost do 
cesarza, prosząc dla siebie i 2 Ojców o wolny wyjazd do Rzymu. 

Przeszkodził Siestrzencewicz, którego Pius VII brewem 31 września, 
ogłoszonem w »Gazecie hamburskiej* i innych pismach, ostro zgromił za 
popieranie towarzystw biblijnych, on zaś przyczynę tego brewe przypisy- 
\\'ał mylnie donosom Jezuitów. Więc i u Golicyna nalegał na wygnanie 
Jezuitów z Rosy i, i według świadectwa Szanty ra » sposób tego wygnania, 
w innych krajach zachowany, z historyi wypisany*, przesłał temuż mini- 
strowi. Ale i jemu i cesarzowi wstydno było sędziwego starca, któremu 
przedtem tyle dawali dowodów łaskawości, skazywać na wygnanie; czekali 
jego śmierci. Niedługo czekali. Jenerał tknięty lekkim paraliżem w marcu 
1819 r., zakończył wskutek ponownego ataku życie 20 stycznia 1820 r. 

Białaruś stała się już tylko prowinc^^ą zakonną. Mianowany po Pan- 
nizonim, wikaryusz jeneralny O. Petrucci, rezydował w Rz3^mie, dokąd też 
zwołał jeneralną kongregacyę na 14 września 1820 r. Udać się był na nią 
powinien prowincyał białoruski, Świętochowski z dwoma deputatami, wy- 
branymi na prowincyałnej kongregacyi, więc o wolny wyjazd dla siebie 
i dla nich wniósł prośbę do cesarza. Odpowiedziano ukazem 13 marca t. r. 
banitującym zakon z całej Rosyi, zredagowanym przez radcę tajnego Tur- 
geniewa i hrabiego Capo d'Istria, ministra spraw zagranicznych. 

Powód podany ten sam co wygnania z stolicy: prozelityzm między 
studentami w Mohj^lewie, między żołnierzami w szpitalu witebskim, dysu- 
nitami w Syber3i, unitami na Kaukazie, Inne poAvody, a raczej zarzuty, 
powtórzone z kasacyjnego brewe Klemensa XIV, mianowicie: podłe za- 
biegi, niezgody, chciwość dóbr ziemskich. Ukaz ogłosili dziekanie z horo- 
dniczymi, i objęli całe mienie pojezuickie na fundusz katolicki religijno- 
naukowy, najprzód w Moh3'lewie i Witebsku, następnie w innych kole- 
giach. Na parafiach i misyach zastąpili Jezuitów świeccy lub zakonni 
księża. Zarząd szkół objęła akademia wileńska, połocka bowiem została 
zniesioną. Koszta wysłania Jezuitów do granic cesarstwa, 30 dukatów na 
osobę, pokryli gubernatorowie z budżetu nadzwyczajnych wydatków, ale 
komisarze nie wypłacili icłi rzetelnie. Jezuici, którzy oświadczyli się z go- 
towością wystąpienia z zakonu, mogli swobodnie pozostać w kraju; takich, 
na 363, znalazło się 5. Jeden wszelako ociemniały, 87-letni profes Hieronim 
Haraburda, pozostał za zezwoleniem cesarza w Rosyi, i umarł Jezuitą 
w monasterze bazyliańskim, w Czerei w lipcu 1820 r. 

Siestrzencewicz dla tych kilka parafii pojezuickich na Bialejrusi, 
znalazł łatwo księży, ale 33 misyonarzy nad Wołgą, na Kaukazie i w Sy- 
beryi, nie miał kim zastąpić. Więc za zgodą cesarza, pozwolił im pozostać 
przy swej regule, byle zmienili suknię i nazwę. Odmówili wsz^^scy i w je- 
sieni 1820 r. wyjechali za granicę. Kaukazcy tylko misyonarze, Wojszwilło 
i Henry, pozostali do 1826 r., bo dopiero wtenczas znalazł się na ich miej- 
sce ormiański ksiądz, niepospolita' intrygant, Devrescian. 



- 273 — 

Gmachy polockiego kolegium obrócono na insU^tut wojskowy, ko- 
ściół na cerkiew soborną. Pozostawiono szkoły niższe; muzea i zbiory, 
częścią przewieziono do Petersburga, częścią zmarnowano. Wspaniałą bi- 
bliotekę z bogatem archiwum do historyi zakonu w Polsce i piękną kolek- 
c\'ą dyplomatów i rękopisów, złożono w gmachu ministerstwa spraw we- 
wnętrznych w Petersburgu. Tam ona spoczywała do 18K2 r., w którym po- 
żar zniszczył gmach i bibliotekę. Szczątki tylko wcielono do biblioteki pu- 
blicznej. 

Orszańskie kolegium z szkołami i kościołem objęli Dominikanie, ale 
już 1829 r. rozebrano kościół, zamknięto szkoły, kolegium przerobiono na 
więzienie. 

W Użwałdzie szkoły zwinięto, drewniany kościół i dom oddano na 
farę i plebanię. 

Witebskie kolegium z szkołami dostało się 1822 r. Bazylianom. Ukaz 
1832 r. zamknął szkoły; drugi ukaz 1839 r. rozgonił Bazylianów. R. 1843 
kościół przerobiony na cerkiew soborną, a kolegium 1872 r. na pałac dla 
archireja. 

W Mohylewie kolegium i dom szkolny, zamienione na szkołę ka- 
decką. Kościół stał prawie pustką, dopiero 1833 r. przerobiony na cerkiew 
prawosławną. 

Kolegium w Mścisławiu z szkołami, konwiktem i kościołem, oddane 
00. Bernardynom. Szkoły zamknął rząd 1829 r., kościół zamieniony na cer- 
kiew 1832 roku, w gmachach pojezuickich duchowne seminaryiim prawo- 
sławne. 

W Rydze pozostali Jezuici do 13 lipca, oddawszy przed wyjazdem 
dom, kościół, szpital z uposażeniem, jako własność katolickiej gminy, syn- 
dykom kościoła, a nie przysłanemu od metropolity ex-Jezuicie Leśniew- 
skiemu. 

Romanowskie wreszcie kolegium, oddał graf Iliński Wizytkom, pro- 
śba bowiem jego do cesarza o zachowanie tam 24 Jezuitów i erekcyę aka- 
demii nie została wysłuchana. 



ROZDZIAŁ XXIIL 
Jezuici w Galicyi. 1820-1848. 



§. 144. Przybycie wygnańców do Lwowa. — Cesarz Franciszek I za- 
trzymuje ich w Galicyi. — Walka z Józefinizmem. — Dwa w nim 

wyłomy. 1820—1836. 

Na pierwszą wieść o banicyjnym ulcazie, prowincyał Świętochowski 
zwołał radę poważniejszych Ojców w Połocku, na której postanowiono, 

JEZUICI W POLSCE. Jg 



— 274 — 

przez kraje austryackie na komorę radziwiłłowską, przebierać się do 
Włoch, gdzie zakon miał już kolegia i domy. Tylko Jezuici ryzcy i 7 Je- 
zuitów połockich, obrać mieli drogę na komorę pruską w Połądze. Uwia- 
damiając o tem zakonną bracią, wydał 30 marca list okólny w duchu iście 
lycerskim: »Ruszajmy śmiało i wesoło w świat, bo wódz nasz Chrystus 
idzie z krzyżem przed nami«. 

Pierwsi, w myśl ukazu, wyruszyli w drogę Jezuici mohylewscy, było 
ich 12; dnia 1 maja stanęli na komorze radziwiłłowskiej. Podpisano im 
paszporty, budki żydowskie odwiozły ich do Brodów. Tu, ku przykremu 
zdziwieniu, komisarz austryackiej komory, oświadczał im, że ani ich pu- 
ścić w dalszą drogę, ani przybywających 3 maja witebskich Jezuitów prze- 
puścić przez granicę austryacką nie może, dopokąd od gubernium lwow- 
skiego nie otrzyma instrukcyi. Nadeszła ona 5 maja, gubernator baron 
Hauer, kazał otworzyć granicę wygnańcom, dwa jednak całe dni witebscy 
Jezuici w liczbie 12, obozowali na neutralnym ćwierćmilowym kawałku 
ziemi, in campo penes Bad2iwiłłoviam, jalc się żartobliwie wyrażali. 

Kolejno przybywali do Lwowa, 10 maja witebscy; 11 mohylewscy; 
13, 15, 22 maja połoccy; 23 i 24 maja użwałdzcy; 27 maja mścislawscy wy- 
gnańcy. Przyjęcie znaleźli życzliwe nietylko w klasztorach lwowskich, ale 
i u prałatów i kanoników, i u samego arcybiskupa Iwowsliiego AnkAvi- 
cza, który dla braku parafialnego kleru, pragnął szczerze zatrzymać Je- 
zuitów w archidyecezyi. Oni jednak już 23 maja rozpoczęli dalszą drogę 
na Wiedeń i Pontebę do Ferrary, Bolonii, Regium i Rzymu, gdzie im wi- 
karyusz jeneralny Petrucci, tymczasową siedzibę pi-zeznaczył. 

Prowincyał Świętochowski, zrozumiawszy, że arcybiskup i guberna- 
tor pragną białoruskich księży zatrzymać w Galicyi i w tym sensie wnie- 
śli »najpoddańsze« przedstawienie do cesarza Franciszka I, nie znając nie- 
mieckiego języka, zamianował swym pełnomocnikiem do układów, O. Lan- 
desa, Bawarczyka i wyprawił dnia 23 maja do Wiednia. Cesarz pozwolił 
10 czerwca pozostać Jezuitom w Galicyi, przy duszpasterstwie i szkołach, 
ale tym tylko, którzy »z związku zakonnego wystąpią*. Na to się oni nie 
godzili. Dzięki jednak staraniom O. Landesa u wielowładnego księcia Kle- 
mensa Metternicha, i kanclerza kancelaryi nadwornej hr. Saurau, dzięki 
pisemnym i osobistym przedstawieniom gubernatora Hauera, cesarz pozo- 
stawił tę sprawę układom hr. Saurau z O. Landesem. 

Ten oświadczył stanowczo, że Jezuici pozostać mogą w Austryi tylko 
jako zakon, zależny wyłącznie od jenerała swego i mający zupełną swo- 
bodę znoszenia się z nim bezpośrednio, bo to należy do istot}" instytutu, 
w innych zaś rzeczach gotowi są zastosować się do »normalnych« (józefiń- 
skich) praw o zakonach w Austryi. Jeżeli cesarz na ten wyjątek od praw 
normalnych udzieli dyspensy, wtenczas Jezuici dostarczą 14 profesorów dla 
gimnazyum i wyższych nauk filozofii, fizyki i matematyki w Tarnopolu, 
8 profesorów dla konwiktu szlacheckiego we Lwowie. 

Cesarz dyspensy na razie nie dał, ale okazał się do niej skłonnym,^ 
a prowincyałowi Świętochowskiemu, jadącemu na kongregacyę jeneralną 
do Rzymu, dał dwukrotne posłuchanie, okazując wiele współczucia, iż na 
tułactwo skazany, i oświadczając wyraźnie: » przyjmuję was w mem kró- 
lestwie Galicyi, jako dawnych Jezuitów, a na wyżywienie 50 z waszej 



liczby, kosztów z mego skarbu dostarczę*. Upłynęło jednak 7 lat, zanim 
cesarz onej dyspensy udzielił dekretem dnia 18 lipca 1827 r., bo nietylko 
radcy nadwornej kancelaryi dla spraw religijnych, ale arcybiskup Ankwicz 
i tarnowski biskup Zieg-ler, nie mogli zrozumieć, że zależność i korespon- 
dencya Jezuitów z jenerałem za pośi-ednictwem »tajnej nadwornej i pań- 
stwowej kancelaria*, narusza istotę zakonu. 

B3'ł to pierwszy wyłom w józefinizmie zrobiony pi-zez Jezuitów, 
a nie przyszło to łatwo, bo rzeczy szły tak opornie, że w kwietniu 1823 r., 
zanieśli Jezuici przez prokuratora sweg-o O. Loefflera, prośbę do cesarza, 
»aby nam pozwolił pójść drogą naszego wyg'nania, iżbyśmy z braćmi na- 
szymi połączeni, tę mieli pociechę, żeśmy aż do ostatniej chwili wiedli ży- 
cie zgodne z naszą profesya zakonną*, cesarz jednak nie pozwolił wydać 
paszportów. 

Drugi wyłom, zrobili w józefińskim systemie nauk szkolnych, we- 
dług reformy profesora Martiniego i ks. Gracyana Marksa z 1774 i 1776 r. 
Gimnazyów w Galicyi było 11, dyrektorem ich miejscowy starosta, któ- 
remu podlegał prefekt szkół. Nad dyrektorami zaś i szkołami, stał gene- 
ralny dyrektor, podówczas ks. Zachai-yjasiewicz, który je corocznie wizyto- 
wał i wykładów religii szczególniej doglądał. Profesorowie składali egza- 
mina przed nadworną komisyą nauk, katecheci przed biskupem. Podręcz- 
niki szkolne drukowano w Wiedniu w niemieckim języku, który był wy- 
kładowym, a katechizmy szkolne nie były wolne od akatolickich zdań,, 
mianowicie co do supremacyi państwa nad Kościołem, i władzy papieża. 

Dla seminaryów duchownych, komisya nadworna nauk, nie biskup, 
mianowała profesorów, naznaczała podręczniki teologii, historyi kościelnej, 
egzegezy, kanonicznego prawa, przepełnione protestanckimi błędami. Za- 
konom pozwolono wprawdzie na t. z. studium domesticum, ale pod nadzo- 
rem biskupów, według metody i podręczników przepisanych dla semina- 
rów rządowych we Lwowie i Przemj^ślu. 

Jezuici otworzyli kolegium i gimnazyum (niemieckie) w Tarnopolu 
1820 r., dwuletni kurs (niemiecki) filozofii 1823 r., i powoli rozryw^ali pęta 
józefińskiego systemu nauk. Najprzód w wykładach religii, odrzucili pod- 
ręcznik rządowy, pełny akatolickich zdań, a wprowadzili katechizm bł. Ka- 
nizyusza i historyę biblijną Overberga. Potem 1823 r., uwolnili się od do- 
kuczliwych egzaminów profesorskich z religii i filozofii przed arcybisku- 
pem Ankwiczem, ale nie od rządowych. Dalej 1827 r. pozbyli się dyrektor- 
stwa starosty; prowincyał był dyrektorem, zastępowali go rektor jaka 
vice-dyrektor. i prefekt szkół, zostawali jednak wszyscy pod nadzorem je- 
neralnego dyrektora szkół, a na egzamina roczne przybywał starosta jako 
świadek raczej, jak zwierzchnik, który z odbytych egzaminów składał re- 
lacyę do gubernium. 

W kolegium i domu nowicyatu, otwartym 1822 roku w Starejwsi, 
w obwodzie sanockim, postanowili 1823 r. urządzić studium domesticum 
teologii dla swych kleryków. Nadworna komisya nauk kazała sobie podać 
dokładny plan tego studium, a tymczasem posyłać lvler3^ków do semina- 
ryum w Przemyślu. Posłano ich, ale wnet odwołano, bo wyklad}'^ zawie- 
rały naukę anti- katolicką, a 7 podręczników, mianowicie: 3 dzieła do egze- 
gezy pisma Św., Jana Jahna, archeologia biblijna tegoż autora, historya 

18* 



— 276 — 

kościelna w 2 tomach Macieja Dannemayera, etyka czyli teologia moralna 
Karola Reybergera i prawo kościelne austryackie Jerzego Rechbergera, 
potępiła jako niezgodne z nauką katolicka, rzymska kongregacya indeksu 
28 lipca 1817 r. i 17 stycznia 1820 r. O tern nie wiedziała nadworna komi- 
sy a nauk, dowiedziała się z memoryału 4 Jezuitów teologów staro wiej- 
skich, zwłaszcza O. Pawła Ciechanowieckiego, który nietylko powyższe 
książki, ale i egzegezę profesora Mayera, filozofię Likawetza, Pijara, 
i Teologię dogmatyczną lwowskiego profesora dra Ignacego Penki, uczo- 
nej poddali krytyce, wykazując szereg w nich protestanckich błędów. 

Jakoż 1825 roku podręczniki te z rozkazu nadwornej komisyi nauk 
usunięto z seminaryów, Jezuitom pozwolono na studium domestieum, ale tak 
jak je mają inne zakony. Oni tej klauzuli nie pi-zyjęli, ale przy pomocy 
vice-gubernatora Galicy i, księcia Lobkowica, prymasa Węgier Rudnaya, 
radców dworu, barona Penklera i hr. Goessa, księcia Mettei-nicha, a naj- 
więcej biskupa podówczas linzkiego Zieglera, który poz\skany przez O. 
Snarskiego, stał się szczerym przyjacielem zakonu, uzyskali cesarski de- 
kret 24 sierpnia 1827 r., pozwalający na studium domestieum, 4-letni kurs 
teologii według planu zakonu, pod władzą i nadzorem prowincyała. Prze- 
znaczeni jednali przez niego profesorowie do głównych przedmiotów, a także 
kleryccy przy końcu roku, złożyć powinni egzamin ex doctrina piana et 
practica, przed biskupem lub jego komisarzem, biskup zaś zda sprawę do 
nadwornej komisyi nauk. 

Od »dobrotliwego« ale zaśniedziałego w józefinizmie cesarza Franci- 
szka, więcej uzyskać się nie dało, ale już to, było wyłomem walnym w jó- 
zefińskiem szkolnictwie. Jezuici od 1827 r,, porzuciwszy język niemiecki, 
wykładali po łacinie filozofię i wyższe nauki, według własnych podręczni- 
ków, a zależność swą od biskupów i nadwornej komisyi nauk, sprowadzili 
istotnie do minimum. Prawda, że zażyć przytera musieli wielkiej cierpli- 
wości, od roku bowiem 1820 — 1827 r. zasypywała ich nadworna komisya 
nauk, przez gubernium i konsystorze, reskryptami i deki"etami, a z tych 
50 z górą aktów, odnosi się do egzaminów profesorów szkół publicznych 
i do studium domestieum. 

Dopiero nowy cesarz Ferdynand I, na prośbę jenerała zakonu Roo- 
thaana, a za poparciem jeneralnego gubernatora Galicy i, arcyk siecią Fer- 
dynanda Este, Jezuitów patrona i dobrodzieja, wydał 19 marca 1836 roku 
dekret pozwalający na nauczanie w szkołach publicznych i w studium do- 
mestieum, według ich systemu nauk, czyli Baiio studiorum, a 1838 roku 
na założenie kongregacyi maryańskiej Sodalitas mariana międzj^ młodzieżą 
szkolna. 



§. 145. Jezuici na parafiach. — Trzeci wyłom w Józefinizmie. 

1820-1833. 

Reforma na polu kościelnem, wprowadzona przez Józefa II, cesarza 
zakrystyana jal<; go pruski Fryderyk II, a za nim Francuzi nazwali, była 
w istocie wskrzeszeniem bizantynizmu na Zacłiodzie. Kościół czyniła służe- 
bnicą państwa, władzę papieża poddała pod placetum regium, iż tylko za 



— 277 — 

wiedzą i zezwoleniem rządu znosić się mógł papież z katolikami Austryi, 
a oni z nim; biskupów i księż}" wychowała na »urzędników ducliownycti«, 
wzięła w kuratelę rządową dobra i majątki duchowne, wprowadziła biuro- 
Icratyzm do administracyi kościelnej, mieszała się szeregiem drobiazgowych 
przepisów do mszy Św., do chrztów, ślubów, pog-rzebów, do kazań i wszel- 
kich nabożeństw. W podobny sposób urządziła zakony; zniósłszy nad nimi 
władzę jenerałów, poddała je biskupom i rządowi, skośławiła nowicyaty 
i wychowanie zakonne, i nie bacząc na ceł i ducha reguły, kazała wszyst- 
kim zająć się duszpasterstwem albo szkołami. Zakony, które się do tego 
nie nadały, męzkie i żeńskie, zostały rozwiązane i zniesione, fundac3'e ich 
zabrane na t. z. fundusz religijny. 

Pierwszym, widocznym wynikiem józefińskiej reformy był wielki 
brak kleru, w Galicyi może większy jak indziej. Szlachta bowiem, z pa- 
tryotyzmu polskiego nie chciała oddawać synów na księży, austryackich 
urzędników duchownych, mieszczaństwo ubogie, nie miało za co posyłać 
ich do szkół, tembardziej utrapiony pańszcz3'zną lud wiejski. I do zako- 
nów coraz mniej było powołań, bo reguła iipadła, a rząd zuboŻN^ł je, iż 
więlś:szej liczby wyżywić nie były w stanie. 

Dość powiedzieć, że w chwili przybycia Jezuitów 1820 r., w samej 
archidyecezyi lwowskiej wakowało 70 kilka probostw i kapełanii, tyleż 
w dyecezyi przemyskiej, nie wiele mniej w tarnowskiej, erygowanej kano- 
nicznie 1826 r. 

I dlatego to głównie braku księży, arcybiskup Ankwicz, starał się 
u rządu i cesarza o zatrzymanie Jezuitów w Galicyi; on chciał z nich mieć 
kler parafialny i pod swoją poddać władzę, i nie kontent był, gdy mu 
tych Jezuitów zabierano na profesorów tarnopolskich, więc im dokuczał 
przy egzaminach, odmawiał aprobaty do słuchania spowiedzi, a nawet do 
kazań, i nękał różnymi sposoby przez lat kilka. 

Tymczasem instytut zabrania Jezuitom zajmowania się duszpaster- 
stwem, bo ich parafią to nie miasto lub wsi kilka, ale świat cały. Nie 
chcieli jednak odmową zrażać arcybiskupa, więc prowincyał Świętochow- 
ski, prosił jenerała zakonu Fortis, o wyjednanie dyspensy papiezkiej 
i otrzymawszy ją na lat 7, przeznaczył 1821 r. po dwóch l<sięży na para- 
fie w Kossowie, Jabłonowie, Jakobenach i Zastawnej na Bukowinie, do 
Krzywcza, Lipska, Markowej, Nadwornej, Rohatyna, Sidorowa i Tłustego 
w Galicyi. Przybyłby do nich 1824 r. ubogie górskie parafie na Bukowinie, 
z ludnością przeważnie niemiecką: Fiirstenthał, Gurahumora, Karlsberg, 
Kocmań, Luisenthal. A dalej 1826 r. Pieniaki, Radziechów, Witków, Pistyń, 
Narol, Założce, tam byli kapelanami szpitalu Panien miłosiernych. 

Przemyski biskup Antoni Gołaszewski, który znał jeszcze dawnych 
Jezuitów i ich instytut, pi-osił prowincyała o teologa nadwornego dla sie- 
bie O. Rószczyca, dwóch spowiedników dla seminaryum klerylśów i o »cza- 
sowych pomocników*, bez pasterskiej jurysdykcyi i odpowiedzialności, po 
dwóch do Tuchowa, Brzozowa i Żurowic, trzech do Kał wary i Zebrzydow- 
skiej, czterech do Mościsk, dwóch do spalonego Łańcuta, na prośbę hr. Po- 
tockiego, tyluż do Przeworska dla posługi w szpitalu Panien miłosiernych, 
i do Jarosławia, gdzie prepozytem był znany z uprzedzeń do Jezuitów ks. 
Siarczyński, nieco później do Polany i Mrzygłodu, a 1827 r. do Golcowej. 



— 278 — 

W tynieckiej, od 1826 r. tarnowskiej dyecezyi, objęli Jezuici pobe- 
nedyktyńsl^i kościół N. M. P. w Tuchowie za rzeką Białą, posługę ducłio- 
Avną w Mielcu, Myśłeiiicach, Pilznie, Sułkowicacłi; r. 1824 Mielec i Myśle- 
nice zamieniono na Bochnię i Zalasową. 

Gdy się skończyło siedmiolecie dyspensy papiezkiej, wystarał się 
nowy prowincyał Loeffler, przy pomocy życzliwego zakonowi gubernatora 
Galicyi księcia Lobkowica, o dekret cesarski 24 stycznia 1826 r., pozwala- 
jący Jezuitom pracować na parafiach w formie misyi, według insty- 
tutu swego. Urządził więc na Bukowinie 3 domy czyli stacye misyjne po 
2 — 5 księży, w Gurahumora, Jakobenach i Kocmaniu. W Galicyi 5 domów: 
w Nadwornej, Liczkowcach, Markowej, Pieniakach i Borszczowie, z których 
to domów obsługiwali misyonarze jeszcze 8 innych parafii, tak jednak, że 
księgi parafialne i jura stolae oddawali świeckim tychże parafii, nominal- 
nym raczej, jak rzeczywistym administratorom. Dopiero 1838 roku jenerał 
Roothaan, uwolnił misyonarzy od tej zależności. 

Prowincyał Loeffler pragnął przy tej sposobności wskrzesić zapo- 
mniane od 1773 r. wielkie misye ludowe, znalazł poparcie u gubernatora, 
ale sprzeciwił się arcybiskup Anliwicz, uważając takie misye za niepotrze- 
bne, pomimo, że 1826 r. tytułem » przygotowania do jubileuszu* Leona XII, 
pozwolił na kilka misyi ludowych w obwodzie złoczowskim. Niezrażony 
tem nowy prowincyał Jakób Pierling, udał się 1832 r. wprost do cesarza, 
o pozwolenie dawania misyi ludowych »na żądanie jednak ordynarj^atów*, 
t. j. biskupów. Niestety, arcybiskup Ankwicz podał 5 warunków niemożli- 
wych do przyjęcia, przemyski biskup Potoczky, uznał misye za niepotrze- 
bne, a zdanie jego poparła rada gubernialua. Tylko tarnowski biskup Pi- 
sztek, oświadczył się gorąco za misyami, bo w jego dyecezyi na 2.306 dusz 
przypada jeden kapłan, a szkół normalnych (miejskich) tylko 7, ignoran- 
cya więc rzeczy boskich i ludzkich wielka, powszechna, i sprawił tyle, że 
większość nadwornej komisyi przychyliła się do jego zdania, a cesarz dnia 
27 września 1833 r., pozwolił na misye ludowe, na żądanie lub za wiedzą 
biskupów i pod ich dozorem i po uprzedniem » zawiadomieniu* gubernium, 
gdyż polityczne władze przestrzegać będą tylko porządku policyjnego. Był 
to trzeci walny wyłom w józefinizmie. 



§. 146. Misye ludowe w Galicyi. — Zarzut przeciągania Rusinów na 

obrządek łaciński. — Białoruscy Jezuici zakładają drugą prowincyę 

»austryacką«. 1834-1846. 

I zaraz 1834 r. odprawili 00. Snarski, Perkowski, Antoni Suszczew- 
ski, w dyecezyi tarnowskiej 4 wielkie misye: w Łodygowicach hr. Borzę- 
ckiej, w Brzeźnicy pod Bochnią majątku Benedyktynek staniąteckich, na 
prośbę i kosztem ksieni Teofili Mechtyldy Duval, w Chełmie pod Bochnią, 
staraniem proboszcza Miechowity Norberta Banaczkowskiego, i w Nago- 
szynie pod Dębicą, dobrach Stefanii z Grocholskich Konopczynej. W r. 1835 
takież misye w Staniątkach PP. Benedyktynek, Niegowici państwa BenoS, 
Lisiejgórze księcia Sanguszki. Misyonarzom w słuchaniu spowiedzi tysięcy 



— 279 — 

ludu, pomagał kler świecki, zaproszony kurendą biskupią i zakonnicy kra- 
kowsc3^ 

Ale ten olbrzymi ruch religijny nie podobał się tarnowskiemu sta- 
roście Breinlowi i prezydentowi gubernialnemu Kriegowi; wynik ich rela- 
cyi do Wiednia był ten, że misj^e ludowe są szkodliwe, bo podburzają 
przeciw szlachcie i budzą zazdrość świeckiego kleru. Od O. Snarskiego za- 
żądano tłumaczenia się co do niektórych wyrażeń i zwrotów misyonarzy 
na ambonie, zresztą biskup Pisztek przeniósł się na arcy biskupstwo lwow- 
skie, następca jego w Tarnowie ks. Zacharyasiewicz, józefinista czystej 
wody, przeciwny był misyom. Więc ustały na czas jakiś w dyecezyi tar- 
nowskiej, zato rozwinęły się pięknie, od 1841 r. w archidyecezyi lwowskiej, 
poparte i uświetnione współudziałem łacińskiego, ale i ormiańskiego arcy- 
biskupa Stefanowicza. Ten, z życzliwości dla zakonu, nazywał siebie per- 
petuus provincialis, Avieczystym prowincyałem Jezuitów, i przyjętj^ był ad 
merita Societatis, urządził i zakończył swą celebrą wielką misyę w Stani- 
sławowie Av czerwcu 1841 r. 

Za tą poszły ludowe misye 1842 — 1843 roku w Pieczychwostach pod 
Żółkwią, hr. Wandy z Potockich Cabogowej, zakonu dobrodziejki, w Do- 
braty czach, Hodowicy, Zimnejw odzie, Bartatowie, gdzie konkluzyę celebro- 
wał arcybiskup Pisztek, w asystencyi wygnańca za wiarę, biskupa podla- 
skiego Gutkowskiego i infułata Ostrawskiego ; w polskiej i ruskiej Rzę- 
snej, Powitnie i Malczycach. Dalej misya w Wiśniowczyku, staraniem pro- 
boszcza Michała Zawistowskiego, gdzie także na konkluzyi celebrował ar- 
cybiskup Pisztek ; w Prusach pod Lwowem, kosztem proboszcza Wiktoryna 
Tarnawskiego, pani Strzemboszowej i hr. Ożarowskiej. W czerwcu 1844 r. 
szereg misyi w dobrach hr. Mateusza Miączyńskiego, Pieniakach i Załoź- 
cach i wsiach do tych kluczy należącj^ch, a także w Brodach i Kamionce 
strumiłowej. Równocześnie 4 misyonarze z Milatyna rozjeżdżali się po oko- 
licy z »małemi«, kilkudniowemi misyami. 

Na czerwiec 1845 r., zapowiedział dogorywający prawie arcybiskup 
Pisztek, wielką, 14-dniową misyę pokutną, 5 kazań codziennie, w archika- 
tedrze lwowskiej, na którą zaprosił jako misyonarzy głównych, 00. Snar- 
skiego i Franciszka Kiejnowskiego. Udział inteligencyi był mniej znaczny, 
ale mieszczan i gminu wielki; przybywały też codziennie w procesyach, 
parafie wiejskie okoliczne, tak, że musiano urządzić dwie procesye kon- 
kluzyjne, jedna 14.000 ludu, rano po rynkii z 4 ołtarzami, jak na Boże 
Ciało; druga 20.000 ludu, wieczorem z katedry na cmentarz łyczakowski. 
Pomimo tłumów, ład i porządek panował wzorowy. 

Oprócz niezaprzeczonych religijno-moralnych korzyści, miały te mi- 
sye i religijno-polityczną zasługę. Obejmowały bowiem także ludność ru- 
ską, a podtrzymując unię, paraliżowały propagandę Eosyi, która juŻ 1842 r. 
szerzyła sie na dobre w Avschodniej Galicyi. Ale właśnie dlatego, misye te 
nie podobały się figurom rządowym i metropolicie ruskiemu Lewickiemu. 

Starosta żółkiewski, a raczej komisarz Hajderer, asystujący misyom 
dla porządku, i dyrektor policyi lwowskiej Sacher, zdali do gubernium re- 
lacye, pierwszy, »że misye chybiają po większej części celu, i dlatego na- 
leży je ograniczyć*; drugi, że »według opinii powszechnej są nieprakty- 
czne, niemądre, i chybione w całem wykonaniu, a w dodatlcu niepotrzebne*. 



— 280 — 

Na szczęście, relacye te opatrzył komentarzem g'ubernator arcy książę Fer- 
dynand Este; cesarz przeczytawszy je, dopisał ołówkiem na marg-inesie: 
Dient zur Wissenschaft ; misye ocalały. 

Nie tak łatwo usuniętą została skarga metropolity do Propagandy 
rzymskiej, że Jezuici w Gałicyi, zwłaszcza w Tarnopolu, Pieniakach, Milatynie 
i Lwowie, »faworyzują przejście z obrządku greckiego na łaciński*. Pre- 
fekt Propagandy kardynał Ostini, ostrzegł o tem w listopadzie 1842 roku 
prokuratora zakonu w Wiedniu, O. Becksa, dodając, że to faworyzowanie 
bardzo się nie podoba w Rzymie. Odpowiedział mu Beckx 18 listopada, że 
to nie nowy zarzut, że przed 2 laty sam zjechał do Lwowa i od 4 przeło- 
żonych domów na Rusi, zażądał dokładnych informacyi, które mu prze- 
83^ła. Kardynał jednak odniósł się z tą sprawą do jenerała Roothaana, i uwia- 
damiając o tem O. Beckxa, przypomniał mu, że jeszcze w XVII wieku, 
Ui'ban VIII wezwał Jezuitów spowiedników, aby »do przyjęcia obrządku 
łacińskiego Rusinów, z tak wielką usilnością nie namawiali, a przecie do 
tych czasów trzymają się wasi towarzysze tej samej metody*. Dotknięty 
tem O. Beckx, prosił kardynała, ażeby » ot warcie i surowo w rzecz wglą- 
dnął, iżby prawda otrzymała swe prawa*, przez nuncyusza zaś Altieri, ar- 
cyksięcia Este, księcia Leona Sapiehę i jego małżonkę, starał się wpłynąć 
na zmianę opinii w Rzymie. 

Jenerał z swej strony, polecił prowincyałowi Markijanowiczowi, aby 
nietylko od Jezuitów, ale od biskupów łacińskich i rusliich, pisemnie się 
poinformował, jaki dotąd był zwyczaj na Rusi co do spowiedzi, komunii 
i ostatnich sakramentów, co do kazań, katechizacyi i nabożeństw. Cóż się 
okazało? Metropolita Lewicki, jeden jedyny zrobił zarzut Jezuitom w Mi- 
latynie, że przybywającym tam do cudownego obrazu Pana Jezusa na 
krzyżu, Rusinom, udzielają komunii św. pod jedną postacią chleba, zma- 
czanego w winie, a w ruskie święta odprawiają w kościele ruskie nabo- 
żeństwo. Na to mu prowincyał: taki zwyczaj zastaliśmy, obejmując misyę 
milatyńską, a nie chcąc zrażać nowościami Rusinów, zostawiliśmy go nie- 
tknięty. Niech więc ks. metropolita każe wynieść z liościola Najśw. Sakra- 
ment według obrządku ruskiego, a księżom ruskim niech zabroni przyby- 
wać na święta ruskie do Milatyna, albo obmyśli inny sposób. Odpowiedź 
swą poparł protokołem ks. Wirzchlejskiego, komisarza z ramienia arcybi- 
skupa łacińskiego, który na miejscu w Milatynie zebrał od najstarszych 
ludzi świadectwa, jako zwyczaj powyższy, praktykowany był od wielu lat, 
daleko przed przybyciem Jezuitów, że więc nie oni pierwsi go wprowa- 
dzili. Lewicki 22 kwietnia 1843 r. rozporządził, aby przy kościele milatj^ń- 
skim stale mieszkał ks. Bazylianin, a na odpusty przj^bywali trzej najbliżsi 
ruscy proboszczowie. Zgodzili się na to arcybiskup łaciński Pisztek i pro- 
wincyał, i donieśli do Rzymu, czy jednak przekonali kardynała prefekta 
Propagandy o niewinności Jezuitów? 

Równocześnie z pracami w Galicyi, utworzyli białoruscy Jezuici oso- 
bną prowincyę »austryacką«, w dziedzicznych Icrajach Habsburgów. Życzył 
sobie tego cesarz Franciszek I. Więc prowincyał galicyjski Loeffler, Bawar- 
czyk, otworzył prz}^ pomocy biskupa z Secl<;au, Romana Zaengerle, dom 
nowicyatu 1829 r. w Gleisdorfie w Styryi, przeniesiony 1831 r. do Grac u. 
Rektorem i mistrzem nowicyuszów był O. Jan Majer, po nim od 1843 r. 



— 281 — 

O. Fryderyk Krupski, vice-mistrzem O. Ksawery Asum, ministrem domu 
O. Jerzy Foerster, profesorami retoryki i filozofii w tymże domu 00. Fran- 
ciszek Scherer, Piotr Lange, Wincenty Buczyński, wszystko białoruscy 
Jezuici. 

Dzięki hojności arcyksięcia Maksymiliana Este, który im podarował 
willę Freinberg' pod Linzem i 150.000 złr. tytułem fundacyi, otworzyli 
1837 r. drugie koleg-ium linzkie z konwiktem, do którego pi*zeniesiono nie- 
bawem studyum filozoficzne z Gracu. Rektorami tego kolegium byli znów 
białoruscy księża: Lange, Krupski, Jacobs, profesorem filozofii Buczyński. 

W Insbruku objęli najprzód 1839 r. konwikt szlachecki, Theresianum 
z kościołem Św. Trójcy i gimnazyum publiczne, z kościołem św. Mikołaja,^ 
przy którem stanęło kolegium. Wreszcie Tyrolczycy w^-budowali własnym 
kosztem konwikt na 300 uczniów i oddali 1845 roku Jezuitom. Rektorami 
tych trzech domów insbruckich byli białoruscy księża: Lange, Jacobs, Pier- 
ling, a domy te wraz z kolegiami w Gracu i Linzu stanowiły od 1843 r. 
vice-prowincyę, od 1846 r., na mocy dekretu jenerała Roothaana z 21 czer- 
wca, osobną prowincyę austryacką, której pierwszym prowincyałem był 0» 
Jakób Pierling. Z całą tedy prawdą powiedzieć można, że białoruscy Je- 
zuici » wy chowali austryacką prowincyę*, wnosząc do niej trądy cyę i du- 
cha starych onych ex antiąua Societate Jezuitów. 



§. 147. Rok 1846. — Rzeź galicyjska. — Misye O. Karola Antoniewi- 
cza. — Misye podgórskie. 

Nadszedł krwawy rok 1846 rzezi galicyjskiej. Złożył}^ się na nią 
agitacye demokratyczne, kierowane przez emigracyę polską z Wersalu 
i Brukseli, niedołęstwo i obłuda austryackiego rządu i lekkomyślność kon- 
spirującej szlachty, która bez dział i broni, bez wojska i wodzów, wygnać 
lub rozbroić chciała załogi w cyrkularnych miastach, opanować kasy 
i urzędy, i wznieciwszy powszechne powstanie, zrzucić jarzmo austryackiej 
niewoli. Rząd wiedział o wszystkiem, bo patryoci nie chowali tajemnicy, 
rozmawiali głośno o swych planach ; a nie chcąc dla stłumienia ruchu użyć 
wojska, wezwał chłopów, wmawiając w nich przez komisarz}^ i niższych 
urzędników starościńskich, przez żydów i urlopników, że szlachta buntuje 
się przeciw cesarzowi za to, że chciał nadać chłopom grunta i wolność od 
pańszczyzny, podatków i rekruta, i gotuje rzeź chłopów. Oni więc, do- 
brawszy sobie herszta Jakóba Szelę ze Smarzowej, rzucili się 19 — 22 lu- 
tego 1846 r. na »rabacyę« po pańskich dworach i mordy, w tarnowskim 
najbardziej obwodzie. 

Według urzędowego raportu z 18 marca t. r. radcy dworu Wacława 
Zaleskiego, przysłanego z Wiednia, dla naocznego zbadania spustoszeń ra- 
bacyi, w jednym tylko cyrkule tarnowskim, 152 złupionych dworów i fol- 
warków leżało w gruzach. Do Tarnowa, gdzie rezydował główny organi- 
zator rzezi, starosta Breinl, przywieziono 19—23 lutego 146 trupów szla- 
chty i oficyalistów, tak strasznie zbit.ych, pokaleczonych przez rozbestwione 
chłopstwo, że tylko 36 rozpoznać było można; w więzieniach jeszcze dnia 
14 marca zostawało 543 osób, z tych 99 poranionycli od kijów, cepów, kos, 



— 282 — 

wideł chłopskich. W obwodzie bocheńskim, zlupiono blizko 100 dworów, 
zamordowano 8 dziedziców i wraz z mężem panią Kępińską, dostawiono 
do cyrkułu 366 więźniów, zbitych i poranionych. W sądeckim cyrkule, 
chłopstwo pod wodzą Janochy, złupiło i spaliło 92 dwory, zamordowało 
18 panów. W jasielskim także okręgu, pijane chłopstwo napadało i rabo- 
wało dwory, między ciężko pobitymi i pokrwawionymi był znany poeta 
Wincenty Poł. W Horożanie, w Samborskim cyrkule, zamordowano 7 pa- 
nów, zbito, poraniono jeszcze więcej i odwieziono do Lwowa do »krj^mi- 
nału« u Brygidek. 

Ogólna cyfra zabitych w tej rzezi przechodzi 700 osób; manifest ce- 
sarski, odczytany z ambon 16 marca t. r. dał amnestyę uczestnikom raba- 
cyi, podnosząc ich wierność dla tronu. Rozzuchwalone tem chłopstwo, od- 
mawiało pańszczyzny, burzyło się i odgrażało, tym razem już staroście 
i urzędom. Sprowadzono na nie batalion piechoty pułku Hajnau, w kwie- 
tniu zaś pułk pieszy Deutsćhmeister. Przed siłą zbrojną ustąpił opór, lud 
Avracał do pańszczyzny, ale odezwało się sumienie, serca ogarnął lęk 
i strach przed odwetem szlachty. 

Więc gubernator arcyksiążę Este, który na radzie gubernialnej 
w styczniu 1846 r., pozwolił niestety użyć chłopów na stłumienie »powsta- 
nia« szlachty, nie przewidując snąć okropności następstw tego kroku, za- 
wezwał pierwszych dni marca, przez administratora archidyecez^a lwow- 
skiej, Pisztek bowiem umarł w styczniu 1846 roku, prowincyała Baworow- 
skiego, ab}'" dostarczył misyonarzj^ dla dyecezyi tarnowskiej. Prowincyał 
wyznaczył z kolegium sądeckiego O. Karola Antoniewicza, żołnierza przed- 
tem, obywatela, ojca dzieciom, które wszystkie pomarły i wdowca, wraz 
z O. Ignacym Sierockim. Od połowy kwietnia do października, dawali 
8-dniowe misye w miejscowościach najbardziej rzezią splamionych, kolejno: 

W Brzanie i Bobowej, gdzie zamordowano Leona Wojnarowicza 
i mandataryusza Sadowskiego; w Bruśniku, tu zabito 6 osób; w Ciężkowi- 
cach, gdzie chłopstwo sprofanowało kościół, w poblizkiej zaś Jastrzębi po- 
niósł śmierć pułkownik wojsk polskich Piotr Białobrzeski i pisarz Julian 
Niemyski; w Lipnicy, gdzie polegli młody Stanisław Zdzieński, szlachcic 
Kamiński i kilku sług dworskich. W Gromniku, gdzie lud nie i'abował, 
ale w poblizkim Chojniku zginęli pod razami chłopów Aleksander i Eliasz 
Dembińscy, Ignacj^ Dzwonkowski i Antoni Tetmajer. W Pleśnej zginęli 
dziedzic, kapitan wojsk polskich Eisenach i jego syn, proboszcz Wojciech 
Cieczkiewicz i 13 innych osób, misya jednak odbyła się w poblizkich Wil- 
czyskach, gdzie zlupiono plebanię, zabić chciano młodego Majchrowicza, 
uratował go jednali, przekupiony przez matkę, parobczak. W Podolu, gdzie 
dwór i plebania złupione; w Rożnowie, gdzie parafianie odparli kilkakro- 
tnie rabujące band}', więc należało ich tylko utwierdzić w dobrem. W Ko- 
rzennej »lud dziki zapuszczony* złupił dwór, wydobył z grobu i rozbił 
trumnę prałata Koczanowicza, szukając »złotego łańcucha«. Za to w Tro- 
piu, gdzie żył pustelnik św. Jędrzej Świrard czyli Zora wek, i ma swój ko- 
ściółek, odbyła się od 16 czerwca wspaniała misya, bo prosili o nią sami 
Tropianie, nie splamieni rzezią lub rabunkiem. 

W Staniątkach trwała » jedna z najblog08lawieńszych«, jak ją nazwał 
O. Antoniewicz, misya 12 dni. Chłopstwo z pod Bochni, szukając » powstań- 



— 283 — 

ców«, sprofanowało kościół, złupiło fołwarli, zamordowało mandataryusza 
Jantę, zbiło liijami i cepami oficyałistów, znieważyło proboszcza z Brzezia 
ks. Drożdża, a dwócła wiekowycli białoruskicłi Jezuitów kapelanów, Micłiała 
Kaweckiego i Teodora Walużynicza, powiązawszy, rzuciło na wóz wraz 
z pobitymi oficyałistami, i powlokło do cyrkułu w Bocłmi. Po drodze, 
gdzie jaka karczma, piło cłiłopstwo na umór, tymczasem postawieni na 
straży więźniów cłiłopi, ściągnęli Jezuitów z wozu, i dalejże okładać ce- 
pami. Do O. Walużynicza przyskoczył z widłami parobczak, on zaś zasło- 
nił się od ciosu brewiarzem i grożąc sądem bożym, wstrzymał dzikość 
okrutnika. Przywieziony cłi do Bochni, zamknął starosta Berndt w szkolnej 
izbie, zimnej i bez sprzętów, postawiono im dzban wody i kawał chleba. 
Uwolnił Ojców arcyksiążę Este, który z vice- prezydentem gubernialnym 
Lazanskym, wnet po rabacyi, objeżdżał cyrkuły nią dotknięte. 

Z Staniątek ruszyli misyonarze Antoniewicz i Szczepan Zaleski, do 
klasztornej wsi Brzeźnicy. Chłopi tej wsi rej wodzili w rabacyi, zbili na- 
wet ks. Antoniego Lewkowicza, wikarego parafii, tak okrutnie, że jako 
umarłego odwieźli do Bochni, on jednak żył jeszcze i powoli odz3'skał 
zdrowie. 

Oprócz tych » programowych*, t. j. ułożonych z konsystorzem tar- 
nowskim misyi, ulożyl prowincyał Baworowski, przybj-wszy do Staniątek, 
z misyonarzami Antoniewiczem, Szczepanem Zaleskim, Kaweckim i Wła- 
dysławem Kiejnowskim, nadprogramowe misye w Nagoszynie, Wiewiórce 
i Oleśnie, gdzie rzeź szalała. W Nagoszynie, oprócz doszczętnego spusto- 
szenia, padło kilkanaście ofiar. W karczmie wiewióreckiej zamordowałby 
pijane chłopy 24 osób. W Oleśnie przerżnięty piłą popularny wielce dzie- 
dzic Karol Kotarski, zabitych 26 oficyałistów i dworskich ludzi, bo powie- 
dziano chłopom, że w Tarnowie starosta Breinl płaci za żywych powstań- 
ców po 5, za zabit3'ch po 10 zlr. i było w tem dużo prawdy, jak dowiódł 
z urzędowych źródeł, były radca namiestnictwa Dr. Bronisław Łoziński, 
w rozprawie: »Dwa upiory historyczne, jenerał Benedek i starosta Breinl «. 

Prawie w wszystkich miejscowościach splamionych rzezią, lud zrazu 
patrzał na misyonarzy z niedowierzaniem i niechęcią; milczeniem albo 
półgębkiem odpowiadał na ich pozdrowienie »Niech będzie pochwalony Je- 
zus Chr3'stus«; w Lipnic}' groził misyonarzom rzezią. Ale już w drugim, 
lub trzecim dniu, cisnął się do ambony i konfesyonału tłumami, a na ka- 
techizacye poobiedne, matki prowadziły gromadkami dzieci, najmniejsze 
zabierał O. Antoniewicz po drodze na swój wózek. Nawrócenia były szczere 
i liczne, bo z ignorancyi i obalamucenia ten lud stał się bratobójcą. Ile 
rzewnych, budując^^h scen rozegrało się na misyach, czytać o tem »Wspo- 
mnienia misyjne « O. Antoniewicza. 

Podczas gdy rozszalały lud polski grabił i mordował szlachtę, to 
Górale podtatrzańscy^ z Chochołowa i okolicy, łączyli się z nią w walce, 
prawda, że nierozważnej, o wolność i niepodległość. Usposobili ich talv emi- 
saryusze centralizacja wersalskiej, Julian Goslar i Józef Kański, młodzi 
księża wikaryusze z Poronina i Szaflar, Głowacki i Janiczak, a najbardziej 
ks. Leopold Kmietowicz, wikary i Andrusildewicz (żołnierz z 1831 r.), or- 
ganista z Chochołowa. Pięciuset Górali, zabrawszy strażnikom sl<;arbowym 
trochę broni i prochu, ruszyło ku Wadowicom po to, aby przeciąć drogę 



- 284 - 

austryackiemu wojsku, w razie gdyby maszerowało przeciw Polakom po- 
wstańcom. Ale już d. 25 lutego rozbił icłi w pucłi starszy komisarz skar- 
bowy Molitor, ze strażą finansową i gromada Górali z Czarnego Dunajca 
i Czarnej. Trzej księża, organista i 10 Chochołowian, dostało się do nie- 
woli. Więziono ich w Sączu w zamku kazimirowskim, potem we Lwowie 
u Karmelitów, i skazano w lipcu 1847 r. na długie lata więzienia w Szpiel- 
bergu pod Brnem na Morawił, skąd ich jednak rewolucya marcowa 1848 r. 
wyzwoliła. 

Dla uspokojenia »obałamuconych polską agitacyą« Górali, zażądał 
arcj^lcsiążę Este od prowincyała misyonarzy. Udali się wnet po Wielkiej- 
uocy 1846 r., 00. Perkowski, Szczepan Załęski, Lipiński i Szczepan Tock 
do Chochołowa, a nie trudną mieli robotę. Górale bowiem nie splamili się 
żadnem zabójstwem, owszem pojmanemu w pierwszem starciu komisarzowi 
skarbowemu Fiutowskiemu, darowali życie; nie dopuścili się żadnej gra- 
bieży, bo nawet rządowych pieniędzy nie tknęli, pobożni byli, gościnni 
i z czcią wielką dla Icsięży. To też na kazania misyjne, w których niewiele 
mówiono o polityce, ale tłumaczono prawdy wieczne, dekalog i św. sakra- 
menta, w Chochołowie, Poroninie, Zakopanem, tam pod golem niebem, bo 
kościół dopiero budowano, w Szaflarach, Białce i w dwóch jeszcze miejsco- 
wościach, wiełkiemi procesyami zbierał się lud górski, słuchał pilnie i spo- 
wiadał się z całego życia, a mis^^onarzy tak pokochał, że wniósł prośbę do 
gubernium, aby im tam rezydencyę założono. Stało się to, ale o 60 lat 
później. 



§. 148. Rok 1848. — Rewolucya rozgania Jezuitów w Galicyi. 

Te zbożne prace nad ludem, równie jak nauczanie w szkołach tar- 
nopolskich, nowosądeckich i w konwiktach, obok wierności przy swj-m in- 
stytucie i stanowczości wobec józefińsl<iego rządu, zjednały Jezuitom sza- 
cunek i życzliwość episkopatu. Arcybiskup Ankwicz, przed wyjazdem do 
Pragi, przybył 1836 r. do tarnopolskiego kolegium i żegnając, przepraszał 
za wyrządzone przykrości, bo »nie znałem was i nie rozumiałem ducha 
waszej reguły«. Następca jego arcybiskup Pisztek, ten od przybycia do Ga- 
licyi 1826 r., Jezuitów był patronem i przyjacielem aż do skonu. Podobnie 
przemyski biskup Gołaszewski, chociaż zaćmił swą pamięć listem paster- 
skim wielbiącym zasługi Józefa II na polu reform kościelnych; Polak Kor- 
czyński, dwaj następcy jego, lubo józefiniści Potoczky i Zacharyasiewicz, 
okazywali im szacunek i nie naprzykrzyli się w niczem. Tarnowski biskup 
Ziegler, poznawszy bliżej Jezuitów, był ich orędownikiem u Franciszka I. 
Co zaś niewielom było wiadome, biskup krakowski, Jan Paweł Woronicz 
(ex-Jezuita), zatrzymał 1824 roku wracającego z Irlandyi O. Stachowskiego 
jako teologa, i zabrał z sobą na sejm majowy 1825 r. do Warszawy, gdzie 
razem z arcybiskupem warszawskim, Wojciechem Skarszewsldm, prosił ce- 
sarza i króla Aleksandra I o przywrócenie Jezuitów do Królestwa polskiego 
i powierzenie im edukacyi publicznej. Nic nie wskórawszy, oddał 10 pa- 
ździernika 1825 r. zarząd nauk domowych w klasztorze Cystersów w Mo- 
gile, O. Leśniewskiemu, który po 6 latach, z woli nowego bislcupa kra- 



— 285 — 

kowskieg-o Skórkowskiego, objął tenże urząd prefekta nauk w klasztorze 
Bożego Ciała XX. Kanoników Augustyanów i na nim umarł 1835 r. 

Powoli bardzo topniały uprzedzenia szłacłity, pomimo, że sto lviłka- 
dziesiąt rodzin szlachecliicłi, oddało im synów na wycliowanie w szkolacli 
i konwiktacłi. W polsko-szłaehecldch l^ołach, uważano Jezuitów za złych 
Polaków, popleczniliów austryackiego rządu, ctiociaż ten rząd, we Lwowie 
zarówno jak w Wiedniu, podejrzliwem okiem patrzał na wyłamywanie się 
icti z pod praw józefińskich i na ich prace misyjne, a po ustąpieniu z gu- 
bernatorstwa (2 czerwca 1846 r.j arcy księcia Este, okazywał się im wprost 
niechętny. Ogół też inteligencyi, w miarę jak do niej dochodziły prądy re- 
wolucyjne od Zachodu, nie lubił Jezuitów, patryoci zwłaszcza radykaluo- 
demokratyczni, nienawidzili ich, jako wrogów wolności, podporę despoty- 
zmu. Pamiątką tej niechęci, jest rola Jezuitów, w głośnej kiedyś powieści 
Edmunda Chojeckiego »Alkhadar« (3 tomy, Paryż 1854 r.), w której usiło- 
wał odmalować szlachtę galicyjską przed r. 1848. 

To też gdy rewolucya w styczniu 1848 r. wymogła na królach kon- 
«tytucyę w Sycylii i Neapolu, w Toskanii i Sard3'nii, a w lutym, wywró- 
ciwszy tron Ludwika Filipa, ogłosiła rzeczpospolitą francuską, to już po- 
chodowi jej nic nie mogło położyć zapory. W marcu, ogarnęła ona całe 
Niemcy, Austryę i sam Wiedeń, a przy bezradności starego cesarza i jego 
doradców, po ucieczce Metternicha, rząd dostał się w ręce klubów i mło- 
dzieży akademickiej; anarchia zapanowała w stolicy. 

We Lwowie doAviedziano się o tem już 18 marca wieczorem. Naza- 
jutrz wniesiono petycye do tronu, na ręce gubernatora Stadiona o prawa 
narodowe i autonomię i utworzono Radę narodową. Cesarz nadał konsty- 
tucyę dla całej monarchii, a więc i dla Galicyi, pozwolił akademikom na 
formowanie gwardyi narodowej, zawiązały się też partye umiarkowane 
i radykalne, ale te ostatnie wzięły górę. Jezuitom prz}' kościele Św. Miko- 
łaja urządzono 17 kwietnia kocią muzykę i wybito okna, a klub »Postępu« 
wezwał ich do dobrowolnego rozejścia się, bo dom ich potrzebny na ko- 
szary gward}'! narodowej. Oni odmówili, więc patryoci »Postępu« wysłali 
czemprędzej petycyę do tronu, o wypędzenie Jezuitów, opatrzoną w liczne 
podpisy z kół liberalnych i radykalnych. Nadeszła ona w porę, właśnie 
bowiem gwardye i kluby akademickie w Wiedniu, domagał}^ się od mini- 
stra spraw wewnętrznych barona Piłlerstorfa, rozpędzenia Redemptorystów. 
Minister dopisał na petycyi Wiedeńczyków »i zakonu Jezuitów*, na radzie 
ministrów przeprowadził wniosek wygnania i przedłożył 7 maja cesarzowi 
do podpisu. Nazajutrz 8 maja »Gazeta wiedeńska* nr. 128, ogłosiła dekret 
banicyjny na kongregacye Redemptorystów i Redemptorystek, »a także na 
zakon Jezuitów*, bo dały powód do zakłócenia publicznego pokoju, nie 
odpowiadają swemu przeznaczeniu i są niepotrzebne. Dnia 17 maja sam cesarz 
opuścił Wiedeń, aby w Insbruku radzić o całości monarchii. Przyzwał do 
rady Stadiona ze Lwowa, który nie spieszył z wykonaniem dekretu 
7 maja, owszem przyrzekł Jezuitom, wyjednać u cesarza jego unieważnie- 
nie, a przynajmniej wolny pobyt w Galicyi. 

Cztery kolegia, w Tarnopohi z szkołami i konwiktem szlacheckim, 
w Starejwsi z domem nowicyatu, w Nowym Sączu z szkołami, we Lwowie 
Św. Mikołaja z konwiktem szlacheckim, posiadali wtenczas Jezuici w Gali- 



- 286 — 

cyi, oraz 5 domów misyjnych: w Łańcucie z duszpasterstAvem, we Lwowie 
prz}^ kościele św. Piotra i PaAvła, w Milatynie, Pieniakach i Staniątkach. 
Szkoły rozpuścili z końcem maja, sami zaś pozostali spokojnie do 1 lipca. 
W Starejwsi, Tarnopolu i Sączu pozwolono mieszkać nadal wiekowym lub 
chorym Jezuitom; młodsi i zdrowsi rozproszyli się po świecie. Jedni, za 
pozwoleniem ministra Pillerstorfa, które im wyjednał vice-prezydent gu- 
bernialny, hr. Agenor Gołuchowski, ożeniony z Maryą Baworowską, brata- 
nicą jezuickiego prowincyała, przyjęli obowiązki duszpasterskie u życzli- 
wych zakonowi proboszczów i kapelanów w żeńskich klasztorach; drudzy 
jako nadworni kapelani lub pedagogowie umieścili się po dworach pań- 
skich, a bracia zakonni jako oficyaliści lub ich pomocnic3^ Młodzież za- 
konną wyprawił dla dokończenia nauk prowincyał Baworowski do kole- 
giów w Lavalu i Vals w Francyi; wreszcie 8 kleryków, 5 księży opuściło 
zakon, a kilku księży zabrała śmierć. 

Trwało to rozproszenie lat 5, prowincya, która 1848 roku liczyła 
179 osób, miała ich 1853 r. tylko 123; pomimo to było ono prawdziwem 
dobrodziejstwem dla polskich Jezuitów, raz, że wj-swobodziło ich z petów 
biurokratyzmu józefińskiego rządu i konsystorzy; powtóre, że otwarło im 
nowe, szerokie pole akcyi iście apostolskiej, w zaborze pruskim na lat 
przeszło 20. 



§. 149. Prace Jezuitów polskich na Górnym Śląsku, w Księstwie po- 
znańskiem i Prusach królewskich. — Dom misyjny w Obrze. 

1849-1855. 

Kilku rozproszonych Jezuitów, Peterek, Lipiński, Iwon Czeżowski, 
Praszałowicz i Ski-ocki, znalazło przytułek i pracę u przyjaciela zakonu, 
komisarza biskupiego, kanonika i proboszcza Alojzego Fitzka w Piekarach 
niemieckich, dokąd łaskami słynny obraz Matki Boskiej, ściągał corocznie, 
od lipca do listopada, tłumy pątników z Śląska i Królestwa polskiego. Za 
tymi przybyli do Piekar inni Jezuici, i korzystając z jubileuszu Piusa IX, 
urządzili 12 lipca 1851 r. wielką misyę ludową, przygotowawszy pierw lud 
wydawaniem ^Tygodnika katolickiego^ i książeczką ks. Antoniewicza »Mi- 
sya wiejska*. On też stanął na czele 9 misyonarzy Jezuitów, którzy po- 
dzieleni na 3 grupy, dawali t. r. wielkie i mniejsze misye t. z. trzydniówki, 
w Górach Tarnowskich, Woźnikach, Biskupicach, Mysłowicach, Ćwiklicach, 
Av Pszczynie, gdzie dla Niemców mówili kazania 00. Harder i Wojtechow- 
ski, dalej w Toszku, i już w późnej jesieni, w Bytomiu. Uwiecznił je O. 
Antoniewicz broszurkami: »Pamiątka misyi górnośląskiej «, »Krzyżyk mi- 
syjny*, i artykułem »Mi8ye w Górnym Śląsku*, ogłoszonym w »Przeglą- 
dzie poznańskim*. 

Rząd pruski, pozyskany przez księcia biskupa wrocławskiego, kardy- 
nała Diepenbrocka, który na wizyty pasterskie brał z sobą O. Praszałowi- 
cza, jako kaznodzieję polskiego, nie przeszkadzał misyom, tembardziej, że 
pomimo wielotysięcznych tłumów ludu, panował spokój i porządek, żadną, 
choćby sprzeczką, niezamącony. Nabyły one rozgłosu i zasłużonej chwały 
nawet u protestantów, nietylko dla potężnej a treściwej wymowy misyo- 



— 287 — 

narzy, ale i dla krzewienia bractwa wstrzemięźliwości, o którem O. Cze- 
żowski wydał niemieckie, obszerne dzieło i streścił je w polskim języku. 
Księża śląscy, którzy pomagali gorliwie misyonarzom w slucłianiu spowie- 
dzi, pokochali ich szczerze, rozrywali między siebie z pracą kapłańską. 
Proboszcz w Nissie Franciszek Neumann, ofiarował im 21 listopada 1851 r. 
dom misyjny w pobliżu far}^ którego superiorem był O. Antoniewicz. 
W Piekarach mieszkało 3 misyonarzy, trzej inni zimowali w Bogucicach, 
Mysłowicach i Górach Tarnowskich. Prowincyał przysłał im jeszcze 4, któ- 
rzy z Francyi i Belgii powrócili; razem było ich 16. W lutym 1852, i-oz- 
poczęli drugi cykl wielkich misyi w Nissie, Oławie, Opolu, Wrocławiu, 
gdzie równocześnie, ale w innych kościołach, misyonarze z prowincyi au- 
stryackiej, mówili kazania dla Niemców, na które i protestanci uczę- 
szczali. 

Olbrzymi ruch katolicki, wywołany misyami na Śląsku, a także nad 
Renem, gdzie apostołowali Redemptorzyści, przeraził wyższą radę kościelną 
(OberJcirchenrath) w Berlinie, iż wezwała pastorów, aby urządzając podobne 
kazania, »dali nieustraszenie i radośnie świadectwo augsburskiemu wyzna- 
niu*. Jeneralny zaś superintendent Hahn, w liście okólnym ostrzegł pasto- 
rów przed Jezuitami, włóczęgami po kraju i nawoływał »do świętej walki 
z nimi i świętą bronią*. 

Tymczasem w marcu t. r. biskup chełmiński Sedlag, wezwał w liście 
do prowincyała, Jezuitów misyonarzj^ do swej dyecezyi. Szlachta też po- 
znańska, Morawscy, Chłapowscy, Platerowie, Mycielscy i t. d., za zezwole- 
niem arcybiskupa poznańskiego Przyłuskiego, zapraszała misyonarzy do 
Księstwa poznańskiego. Trzeba więc było rozdzielić misyonarskie siły na 
Śląsku. Pozostali tam: 00. Peterek, Proniewski, Wawrzeczka, Ivrynicki, 
Wojtechowski i Harder, i austryaccy misyonarze: Schmude, Maksymilian 
Klinkowstroem i Weiss. Za długoby wyliczać, tern mniej opisywać, nie- 
kończący się szereg misyi śląskich w następn3"ch latach; najświetniejsza 
ich doba przypada na rok 1855. Niebawem polscy misyonarze odwołani zo- 
stali do Galicyi, gdzie młody cesarz Franciszelv Józef I przywrócił zakon, 
i dojeżdżając tylko, dawali polskie mis3"e, podczas gdy O. Harder, a pó- 
źniej 00. Kleinitzke i Merkel, przeorali misyami niemieckiemi Śląsk cały, 
i dali początek domowi misyjnemu w Rudzie. 

Do Księstwa poznańskiego na pierwszą misyę w Krobi, staraniem 
proboszcza Masłowskiego, przybyli 30 kwietnia 1852 roku z woli jenerała 
Roothaana, bo prowincyał obawiał się ogołacać Śląsk z misyonarzy, 00. 
Antoniewicz superior, Szczepan Zaleski, Czeżowsld, Praszałowicz, Baczyń- 
ski, Aleksander Markiewicz. Pomimo dokuczliwości oberprezydenta Puttka- 
mera, wroga Polaków, przybyło na pomoe misyonarzom w konfesyonale, 
20 kilku księży z sufraganem poznańskim Dąbrowskim. Stawiła się nader 
licznie szlachta, która zmieszana z ludem polskim, pod jedną z nim stojąc 
chorągwią, wspólnie do świętych przystępując sakramentów, ściślej z nim 
spajała się duchowo, a doznawszy na sobie błogich skutków misyi, uła- 
twiała mu je, uwalniając robotników i służbę na czas misyi od pracy, co 
też czynili nawet protestanccy dziedzice. Za krobską, poszły misye w Krzy- 
winiu i Kościanie, pomimo szykan landrata, i w Niechanowie. Zapowie- 
dziano dalsze w Baszkowie, Śremie, Pleszewie, Grodzisku, Poznaniu, Gnie- 



— 288 — 

znie i Trzemesznie, ale dla cholery (w sierpniu), dziesiątkującej ludność 
Księstwa, żandarmi rozegnali misyę w Baszkowie, o dalszych nie było na 
ten rok mowy; misyonarze rzucili się do posługi cholerycznym. 

Dopiero 20 października zbierać się poczęli w własn^-m już domu 
misyjnym, w pocysterskim klasztorze w Obrze, który im arcybiskup 
Przyłuski na prośbę szlachty, przeznaczył, a szlachta swym kosztem 
urządziła. 

Smutne jego początki. Dnia 14 listopada 1852 r. umarł pierwszy su- 
perior O. Karol Antoniewicz, wskutek wycieńczenia sił bezmierną pracą 
i choleryn}'. Umarł jak pragnął »w domu zakonnym wśród braci*, najpo- 
bożniej, z żalem Księstwa całego i Polski. Egzekwie za niego odprawiano, 
pochwały jego głoszono słowem i piórem, w Poznaniu, Krakowie, Paryżu 
wśród emigracyi. Śmierć jego była niepowetowaną stratą dla polskich Je- 
zuitów, bo zbliżył ich do szlachty i narodu, był ich apologetą całą osobą 
swoją, wymowniej i słcuteczniej, niż najmądrzej napisana dla ich obrony 
książka. 

Nie wesołe były dalsze lata, dla nieznośnych dokuczań Puttkamera, 
które jednak paraliżowała powaga arcybiskupa. Więc misyonarze oberscy 
puścili się odważnie na prace misyjne, zapowiedziane w roku przeszłym, 
a przerwane cholerą, w Poznaniu, Śremie, Pleszewie, Ostrowie, Żerkowie 
i Środzie. W wrześniu 1853 r. przenieśli się do Prus królewskich na misyę 
w Skarszewach; napotkawszy na opór landrata gniewskiego (Mewę), wró- 
cili do Księstwa, na misje w Grodzisku, Krotoszynie, Wolsztynie, a w lipcu 
w Lubaszu. Po Wielkanocy 1854 r., udali się znów do Prus królewskich, 
na mis3'e w Gniewie, Piasecznie, Ponczewie, Chełmnie i w kaplicy w Rzad- 
kowie. 

Wszędzie zaś, na Śląsku, w Księstwie i Prusach, obok misyi, wpro- 
wadzili rekolekcye kilkodniowa dla księży i nauczj^cieli ludowych, studen- 
tów, dla ludu w parafiach pomniejszych i dla szlachty po dworach pań- 
skich. Odrodził się, spotężniał duch katolicki w społeczeństwie, a z nim 
poczucie polskości. 

Ustępując przed dokuczliwością Puttkamera, opuścili Jezuici Obrę, 
dom zaś misyjny otwarli w Śremie, w klasztorku niegdyś Klarysek, który 
kupiła dla nich i odnowiła wraz z kościołem poznańska szlachta. 



— 289 



ROZDZIAŁ XXIV. 



Wskrzeszenie Jezuitów polskich w Galicyi. — ich dzieje i prace. 

1852—1906. 



§. 150. Przywrócenie Jezuitów przez cesarza Franciszka Józefa. — 
Urządzenie prowincyi. — Ogólny pogląd na ich prace i działalność. 

1852-1906. 

W Austryi tymczasem zapanował dawny porządek, absolutyzm biu- 
rokratyczny, a nad Galicy a rozciągnięt}- stan oblężenia, któr}' trwał od 
1849—1854 r. Młody jednak cesarz, wierny tradycyom Habsburgów, ol^azał 
się łaskawym dla Jezuitów i na prośbę jenerała Roothaana, odręcznem pi- 
smem (Entschluss) 23 czerwca 1852 r. przywrócił icłi w całej monarchii, tak 
jednak, że »w pojedynczych krajach koronnych należy od wypadku do 
W3'padku wykonać ustawowo wprowadzenie zakonu i do najwyższego za- 
twierdzenia podać«. Gubernatorem Galicyi był hr. Agenor Gołuchowski, 
Ż3xzliwy jak wiemy. Jezuitom, więc za jego poparciem, odebrali dawne 
swe kolegia w Tarnopolu, i Starejwsi, rezydencyę w Sączu, kościół św. Pio- 
tra we Lwowie, a dzięki łaskawości hr. Alfreda Potockiego, dom i parafię 
w Łańcucie. O szkoły publiczne toczył}^ się kilkoletnie układy międz}' no- 
wym (od 2 lipca 1853 r.) jenerałem Beckxem a ministrem oświaty i wy- 
znań hr. Leonem Thunem — bezowocnie, bo na austryacki, enc3'klopedy- 
czny system nauk, nie godził się jenerał, odstąpić od niego nie chciał mi- 
nister: pozwolił tylko na otwarcie prywatnego konwiktu szlacheckieg'o 
w Tarnopolu, według rządowego jednak programu nauk. 

Prowincyała Baworowskiego, zastąpił 10 października 1854 r. O. Jó- 
zef Brown. Dwunastolecie jego rządów, równie jak pięciolecie (1866 — 71 r.) 
rządów O. Kaspra Szczepkowskiego, uważać należy za dobę urządzenia 
i rozwoju prowincyi, bo nie łatwo i nie prędko dały się naprawić szkody 
wyrządzone rozproszeniem; Awchować przedewszystkiem trzeba było nową 
generacyę przyszłj^ch robotników na niwie Pańskiej. Więc nowicyat w Sta- 
rejwsi i studya retoryczne otwarto dopiero 1858 r., studya filozoficzne 
1860 r., teologiczne wreszcie 1867 r., w świeżo otworzonem kolegium kra- 
kowskiem, tymczasem nielicznych nowicyuszów wj^syłano do prowincyi 
austryackiej do Baumgartenbergu pod Linzem, kleryków teologów do La- 
valu, Insbruka i Rzymu. Konwikt tarnopolski, otwarty 1856 r., miewał nie 
wiele więcej nad 50 uczniów, ale pochłaniał sił wiele. 

Powoli Jezuici starowiejscy, dawać poczęli ludowe misye w okoli- 
cznych parafiach, potrzeba było nakłaniać do nich najprzód proboszczów. 
Za to na Śląsku misyonarze z Nissj^ w Księstwie Poznańskiem misyonarze 
ze Śremu, dokąd dom misyjny przeniesiono 1854 r, z Obry, ledwo podołać 
mogli pracy misyjnej i relvolekcyom dla różnych stanów. Uorganizował ją, 
rozdzielając na dekanaty co rok to inne, arcybiskup poznański Mieczysław 

JEZUICI W POLSCE. 19 



— 290 — 

Ledóchowski, a dla misjonarzy opatrzył roczną jałmużnę. Zbożnym tym, 
na wielką skalę rozwiniętym pracom położył Iconiec kułturkampf pruski. 
Jezuitów pierwszych wygnano z cesarstwa Niemiec 1872 r., opuścić więc 
kazano domy misyjne w Nissie, Świdnicy i Rudzie, i piękne ledwo ukoń- 
czone kolegium, z studyami filozoficznemi i gronem misyonarzy, w Śre- 
mie. Oni zaś tern gorliwiej puścili się 1873 r. na dawanie misyj i rekolekcyj 
w GalJcyi, usunąwszy szczęśliwie przeszkody, spowodowane t. zw. wyzna- 
niowemi prawami w Austryi. 

Najpomyślniejsza jednak, iście złota doba Jezuitów w Gałicyi, przy- 
pada na prowincyalskie rządy O. Henryka Jackowskiego 1881 — 1887 r. 
Szlachcic rodem i wychowaniem, już jako proboszcz bytowski na Pomorzu 
pruskiem, wstąpił do zakonu 1863 r., pracował lat kilka jako misyonarz 
w Księstwie i Gałicyi; zostawszy 1871 r. rektorem w Starejwsi, pozyskał 
serca szlachty, sanockiej zwłaszcza, kleru i ludu dla siebie, ale i dla za- 
konu. Wsławił się koronacyą łaskami słynnego obrazu Matki Boskiej Sta- 
rowiejskiej 1877 r., bardziej jeszcze poświęceniem się dla Unitów jjodlaskich 
i dwułetniem za nich więzieniem. Mianowany prowinc3'ałem, dźwignął pro- 
wincyę pod apostolsko-misyonarskim, naukowym i socyalnj-m względem, 
w opinii zarówno rządu jak narodu, tak wysoko, jak nigdy przedtem nie 
stała. Oddawszy dom łańcucki z parafią świeckiemu klerowi, założył 4 nowe 
rezydencye na kresach Gałicyi. Zwinąwszy szlachecki konwikt tarnopolski, 
otworzył zakład naukowy powszechny, w centrum kraju, prawda, że za- 
dłużył prowincyę, i uzyskał dlań prawo publiczności. Równocześnie, przy 
pomocy 00. Morawskiego, Zaborskiego, St. Zaleskiego i Hołubowicza, za 
łożył »Mi8ye katolickie* i ściśle naukowy miesięcznik » Przegląd powszechny*, 
rozszerzył istniejące od 1872 r. » Wydawnictwo Towarzystwa Jezusowego 
książek religijnych*, do których pisania zachęcał zdolniejszych księży. Cie- 
sząc się wielkiem poważaniem u rządu, episkopatu i szlachty, rozpowszech- 
nił »Konferencye religijne* dla klas oświeceńszj^ch po wszystkich niemal 
miastach, a dzieło misyj i rekołekcyi ludowych, na Rusi zwłaszcza podmi- 
nowanej agitacyami sąsiadów, ulepszył i powiększył znacznie. Podjął się 
niełatwego dzieła reformy Bazylianów, a równocześnie wyprawiał tajnych 
misyonarzy na Podlasie dla srodze prześladowanych Unitów, do Księstwa 
i Prus, dla Polaków gnębionych walką religijną (Kułturkampf) Bismarka; 
dostarczał misyonarzy Polakom w Ameryce i wskrzesił dawną z XVII w. 
jezuicką misyę w Jassach. 

Zakon pod jego rządami objął swą działalnością wszystkich i wszystko; 
kler obydwóch obrządków i warstwy wyższe konferencyami, uczonemi pi- 
smami i szkołą; lud i klasy pracujące, misj^ami, bractwami, stowarzysze- 
niami chrześcijańsko-socyalnemi i wydawnictwem »Intencyi apostolstwa 
Modlitwy* w 140.000 egzemplarzy miesięcznie; słowem, objął Polskę i Ruś 
we wszystkich trzech zaborach. Następcy Jackowskiego, prowincyałowie: 
M3'cielski, Szczepkowski, Badeni, Langer i Ledóchowski, potrzebowali tylko 
prowincyę na tej wyżynie utrzymać — i utrzymali. 

Zrozumiemy to lepiej, przechodząc krótko dzieje pojedynczych kole- 
giów i domów w Gałicyi. 



291 — 



§. 151. Pierwsze kolegium w Tarnopolu. 1821 — 1905. 

W pierwszych zaraz układach Jezuitów wygnańców z rządem Fran- 
ciszka I, oddano im projektowane od lat kilku gimnazyum w Tarnopolu, 
który na kongresie wiedeńskim przywrócony został z swym okręgiem 
Austryi. Kilkanaście kamienic, paręset domków drewnianych, ludności 
10.000, przeważnie żydowskiej i ruskiej, oto stolica nowego obwodu. 

Cesarz przeznaczyłJezuitom na kolegium dominikański klasztor i ko- 
ściół, który od 1784 r. był farą, przeniósłszy dwóch Dominikanów z fun- 
dacją hetmana Józefa Potockiego, do Iclasztoru żółkiewskiego. Gmach 
szkolny stanął na gruncie dominikańskim kosztem rządu dopiero 1826 r.,. 
tymczasem gimnazyum, otwarte 6 listopada 1820 r., mieściło się w kilku 
domach, liczyło 1823 r. uczniów 394. Tegoż roku otwarto kurs filozofii fphi- 
losophische LehranstaltJ, jako wyższą prywatną szkołę przygotowawczą do 
fakultetów prawa, teologii i medycyny. Odrazu zapisało się 70 uczniów 
filozofów, dyrektorem ich był arcybiskup Ankwicz, dyrektorem gimna- 
zyum starosta Thiirmann, od 1829 r. każdorazowy prowincyał, szkoły wi- 
zytował corocznie generalny dyrektor ks. Zacharyasiewicz, bezpośrednio 
zaś zarządzali niemi O. rektor Zranicki i O. prefekt Foerster. Nauczali 
w klasach po niemiecku, przeważnie Niemcy, 00. Pierling, Schultze, Sche- 
rer, Rausch, Schneilin, Polak Sienkiewicz, Francuz Jan Oeillard; na kur- 
sach filozofii wykładali zrazu po niemiecku, potem po łacinie, 00. Condrau, 
Jacobs, Cytowicz, Połoński, Buczyński, Ciechanowiecki. Oprócz świeckich 
uczniów, słuchali nauk filozoficznych klerycy różnych zakonów. 

Równocześnie prawie z publicznemi szkołami, otwarto we wrześniu 
1821 r., na życzenie szlachty konwikt szlachecki, a już w następnym roku 
wymurowano gmach dwupiętrowy na 40 uczniów, między nimi było kilku 
synów szlachty niemieckiej, jak baron de Pont, dwóch Brandisów, dwóch 
Greindlów. Konwiktorowie uczęszczali do szkół publicznych, tylko języków, 
polskiego i francuskiego, muzyki, fechtunków, jazdy konnej, uczyli się 
w konwikcie. 

Dominikański kościół i zakrystj^ę objął w zarząd rektor Zranicki 
19—23 października 1820 r., ozdobił go, i urządził nabożeństwa, kazania 
polskie i katechizacye na sposób jezuicki. Od r. 1826 tylko na urzędowe 
»cesar8kie« nabożeństwa mówiono kazanie niemieckie, od 1836 r. także 
polskie. Proboszcz i parafia mieścili się w kościele tylko komorą, nie mie- 
szając się w niczem do zarządu. Więc 1824 r. wprowadzono 40 -godzinne 
nabożeństwo w dnie zapustne, 1843 r. bractwo Niepokalanego Serca Maryi, 
1844 r. bractwo wstrzemięźliwości. Rekolekcye wielkopostne dawano od 
1821 r. naprzód studentom, potem od jubileuszu Leona XII r. 1826, ludowi 
także w okolicznych kościołach, od czasu do czasu zaś dla szlachty i urzę- 
dników w francuskim i niemieckim języku. 

Aż do upadku powstania listopadowego, rozwijały się szkolne i ko- 
ściielne prace, i sprawy z rządem józefińskim układały się pomyślnie i spo- 
kojnie. Przyjmowano zacnych gości i dobrodziejów zakonu: r. 1821 byłego 
arcybiskupa gnieźnieńskiego i administratora archidyecezyi warszawskiej 
Ignacego Raczyńskiego, niegdyś (^od 1760—1773 r.) Jezuitę; kanonika po- 

19* 



— 292 — 

tem arcybiskupa ormiańskiego Stefanowicza kilkakrotnie; w r. 1823, w le- 
cie, młodego arcyksięcia Franciszka Karola (ojca cesarza Franciszka Jó- 
zefa), w jesieni zaś samego cesarza Franciszka I, zdążającego do Czernio- 
Aviec na zjazd z carem Aleksandrem I. 

Cesarz zwiedził szkoły, rozmawiał łaskawie z uczniami i profesorami, 
polecił przyspieszyć budowę gimnazyalnego gmachu. Jeszcze łaskawszym 
okazał się generalny gubernator Galicyi, arcyksiążę Ferdynand Este, za- 
konu opiekun i dobrodziej. Nie wspominam o trzykrotnych odwiedzinach 
arcybiskupa Ankwicza, w latach 1824, 1827 i 1835. Fundator romanowskiego 
kolegium, wiekowy senator Iliński, uchodząc przed burzą powstania 1830 r., 
osiadł na czas dłuższy w kolegium na dewoc3i. 

Powstaniu listopadowemu sprzyjał zrazu rząd austryacki, a na objawy 
patryotyzmu polskiego patrzał przez szpary, ale już 1832 r., a bardziej 
jeszcze po upadku wyprawy Zaliwskiego 1833 r., rozwinął silną represye; 
szpiei;ostwo, donosy, rewizye, areszta, przewlekłe śledztwa, surowe wyroki, 
spadały nietylko na powstańców przeciw Rosyi, ale na każdego podejrza- 
nego o nielojalność i rewolucyjne aspiracye. Za to tem zawzięciej nurto- 
wała agitacya spiskowa. 

Dotarła do Tarnopola, emisaryusz Michalski w listopadzie 1833 r. 
wciągnął do niej 4 uczniów 6 -tej klasy, dowodząc, że Polska powstanie, 
byle zrobić rewolucyę na wiosnę 1834 r. Jeden z wtajemniczonych, stu- 
dent Alelisander Siemieński, W3^gadał się z tem przed swym ojcem, urzęr 
dnikiem w Brodach, ten zaś doniósł do gubernium, którem trząsł prezy- 
dent Krieg. Więc Jezuitom dano naganę za nielojalność czy niedołęztwo, 
a 15 uczniów uwięziono 19 kwietnia 1834 r., puszczono wkrótce 5, z in- 
nymi prowadził surowe śledztwo komisarz cyrlłularny Ziwna, przez długie 
tygodnie, nareszcie 1 września uwolniono ich, trzech jednak wydalono ze 
wszystkich szkół w Galicyi. 

Z toku śledztwa wykazało się, że 1832 r. studenci, podczas wycieczki 
do lasu, w obecności profesorów Franciszka Kiejnowskiego i Buczyńskiego 
śpiewali patryotyczne pieśni. Więc i tych Ojców badał Ziwna, Krieg do- 
magał się ich wygnania z Galicyi, ale nie dozwolił tego arcyksiążę Este, 
przenieśli się tylko do kolegium w Sączu. 

Nowy cesarz Ferdynand I, pozwoliwszy 1836 r. na wprowadzenie do 
szkół jezuickiej Batio studiorum, zgodził się także na erekcyę w nich pierw- 
szej w Galicyi, kongregacyi maryauskiej (Sodales Mariani). 

Po ogłoszeniu konstytucyi przez cesarza w mai-cu 1848 r., studenci 
filozofii » formowali* znaczną część gwardyi, a szkoły urządziły dziękczynne 
nabożeństwo; zachowały się zresztą spokojnie, aż do rozdania świadectw 
i rozwiązania gimnazyum 21 czerwca, wskutel\: znanego nam dekretu 
7 maja. Rektor Zranicki oddał staroście inwentarz szkolny i klucze bu- 
dynku, który chwilowo zamieniono na koszary. Gmachy kolegium i kon- 
wiktu, oraz kościół oddano w zarząd proboszczowi Ortyńskiemu, kilku je- 
dnak księży i braci pozostało w kolegium. 

Wskrzeszonem ono zostało dopiero 15 września 1856 r., pod nazwą 
»Konwiktu tarnopolskiego*, bo szkół publicznych rząd nie powierzył wię- 
cej Jezuitom; dopiero 1863 r. przywrócono mu nazwę liolegium. Kształciła 
się Av onym konwikcie przeważnie młodzież szlachecka z 3 dzielnic pol- 



— 293 - 

skich, najwyższa jej cyfra 1873 r. dosięgła 128, rozszerzono więc 1872 
i 1877 r. gmach konwiktu. Ponieważ to był zakład prywatny, cłiociaż we- 
dług programu nauk rządowego, więc nie mieszała się do niego Rada 
szkołna krajowa, maturę tyłko składałi konwiktorowie w gimnazyum pu- 
blicznem. Szerokiej głowy prowincyał Jackowski, rozszerzył zakres nau- 
czania w szkołacłi, tak właściwy zakonowi, otwarciem konwiktu powszech- 
nego dla 500 uczniów, z prawem publiczności, w Chyrowie, dokąd też prze- 
niósł 1887 r. konwikt tarnopolski. 

W kościele, po r, 1848, nie byli już gospodarzami Jezuici, ale pro- 
boszcz, któremu pomagali w duszpasterstwie; z nim też układali nabożeń- 
stwa w uroczystości zakonne i brackie, zwłaszcza Najsłodszego Serca Je- 
zusowego i odnowili 1878—1879 r. wewnątrz świątynię. Od 1872 r. podej- 
mowali pracę kapłańską w odpust}' i podczas wielkiego postu, w bliższych 
i dalszych parafiach, w Buczaczu nawet i Brodach. W Tarnopolu zaś, re- 
ktor Maryan Morawski, urządził w poście 1881 r. pierwsze rekolekcye dla 
inteligencyi, z bardzo pomyślnym skutkiem i założył konferencyę Pań 
dobroczynności św. Wincentego a Paulo. Przykład ten naśladowały miasta 
Tarnów, Rzeszów i inne, tak, że postne rekolekcye dla inteligencyi, stały 
się w Galicy i zwyczajem nader zbawiennym. 

Chorymi i ubogimi w mie.ście, zajmował się od 1877 — 1903 r. iście 
świątobliwy O. Antoni Reichenberg, naprzód w starym szpitalu miejskim, 
wymurowanym przez O. Połońskiego 1829 r. z jałmuża i składek; potem 
wystarał się u magistratu i rady o nowy dom ubogich dla 17 Icobiet, 9 
starców; wreszcie wyprosił, że miasto postawiło obszern}' szpital miejski 
1899 1'., a dla bezdomnych i włóczęgów ofiarowało schronienie w opróżnio- 
nych przez wojsko barakach na smykowieckiem przedmieściu. Wyszukiwał 
też chorych i nędzai-zy po chatach przedmiejskich, a gdy nie miał pod 
ręką grosza na ich ratunek, pożyczał u pierwszego żyda, którego spotkał; 
szanowali go bowiem i żydzi. 

Po zamknięciu konwiktu umieścił 1887 r. prowincyał Mycielski w ko- 
legium studya filozoficzne, które 1895 r. przeniesiono do nowego kolegium 
w Sączu, w Tarnopolu natomiast otwarto trzecią probacyę dla młodych 
księży zakonu; gmachy zaś konwiktu wydzierżawiono prywatnym i na 
biura rządowe. Równocześnie wznowiono układy, rozpoczęte jeszcze 1868 r., 
z Dominikanami, istotnymi właścicielami kościoła, kolegium, ogrodu i placu, 
na którym Jezuici, za pozwoleniem wszelako rządu, postawili konwikt, 
o kupno tychże realności, za umówioną jeszcze 1874 r. cenę 32.000 złr. Ale 
dominikański prowincyał Thir, Niemiec, przewlekał rozmyślnie sprawę, do- 
piero po jego ustąpieniu 1903 r., nowy prowincyał Floryan Bielat, Polak, 
ukończył ją w ten sposób, że za mury gmachu pokonwiktowego, Domi- 
nikanie zapłacić mieli Jezuitom ratami 40.000 złr., zapłacili zaś tylko 
30.000 złr., bo ostatnią ratę podarowali im Jezuici. 

Tymczasem postawili oni sobie na gruncie kupionj^m za 100 złr. od 
miasta, nowy, obszerny kościół w stylu romańsko-barokowym, częścią z ofiar 
i składek, częścią z fundacyi (60.000 złr.) hr. Wacława Baworowskiego zKol- 
towa, konsekrowany 1901 r. Obok świątyni stanęło dwupiętrowe kole- 
gium, dom 3 probacyi i rezydencya zarazem. Zakres prac kapłańskich i mi- 



— 294 — 

syjnych, rozszerzy} sie wiele, a nabożeństwa, zwłaszcza zakonne i brackie, 
odbywają się z większą jeszcze okazałością. 

Także nowy proboszcz tarnopolsl-ci, ks. prałat dr. Bolesław Twardow- 
ski, zakonu przyjaciel, rozpoczął 1904 r. murowanie wspaniałego kościoła 
farneg-o, tak że parafia tarnopolska (11.000 dusz) mieć będzie aż trzy ob- 
szerne i piękne kościoły — czy nie za wiele? 



§. 152. Kolegium i dom nowicyatu w Starejwsi 1821—1905. 

Jeżeli nie mieli wymrzeć Jezuici białoruscy w Galicyi, to postarać 
się musieli Mxześnie o dom nowicyatu. Zrozumiał to biskup przemyski An- 
toni Gołaszewski, i prawie równocześnie z prowincyałem Świętochowskim, 
w styczniu 1821 r., wniósł prośbę do Franciszka I, o klasztor i kościół po- 
pauliński w Starejwsi pod Brzozowem, na dom nowicyatu Jezuitów. Cesarz 
pozwolił 18 września t. r. a 23 grudnia Jezuici w liczbie 41 zamieszkali 
w odnowionem naprędce kolegium, i otwarli w styczniu 1822 r. nowicyat 
i 3 probacyę księży pod przewodnictwem O. Jana Lubsiewicza, który zara- 
zem był vice -rek torem, oraz studya teologiczne. 

Prymas Węgier Rudnay i 5 biskupów węgierskich, przysłali 10 no- 
wicyuszów do Starejwsi, z których 7 pozostało w zakonie i dobrze mu się 
zasłużyło. W r. 1826 studyum teologiczne przeniesiono do nowego kole- 
gium w Tyńcu, ale natomiast umieszczono w Starejwsi 1829 r. studyum 
filozoficzne. 

Właścicielem kolegium starowiejskiego, kościoła, ogrodu i folwarku 
był fundusz religijny, Jezuici otrzymali tylko prawo użytkowania, wszelkie 
więc naprawy i przeróbki, działy się kosztem rządu i dlatego podawać 
trzeba było o nie przez starostwo i gubernium do nadwornej Komisyi dla 
spraw religijnych, przedkładać kosztorysy i t. d. i tą drogą przychodziły 
pozwolenia. Zabierało to wiele czasu i mozołu, tyle tylko uzyskano, że Je- 
zuici w własnym zarządzie, pcd nadzorem rządowego inżyniera, wykony- 
wali uchwalone przez rząd roboty. Utrzymywało się zaś kolegium, głównie 
z pewnej kwoty, ryczałtu rządowego 15.000 złr. (po 300 złr. na 50 Jezui- 
tów), z łaski Franciszka I wyznaczonego, a także za dyspensą papiezką, 
z ofiar na mszę św. fstipendia missalia), i z jałmużn od arcybiskupa Ra- 
czyńskiego, biskupa spiskiego (ex-Jezuit3^) Józefa Bślika, arcybiskupa or- 
miańskiego Stefanowicza, kanonika spiskiego Marczinka, proboszcza brzo- 
zowskiego Jagielskiego, pani Wiktoryi Giebułtowskiej, i kilku szlacht}' 
sanockiej, z którą żyli na stopie pańskiej rektorowie, zwłaszcza O. Czyhir. 
Kolegium starowiejskiemu podlegali misyonarze Jezuici w Przemyślu, Ja- 
rosławiu, Łańcucie, Leżajsku, Mościskach, Polanie, Przeworsku i Lisku. 

Korzystając z odwiedzin jeneralnego gubernatora Galicyi, arcyksię- 
cia Ferdynanda Este 1832 r., uzyskali przez niego pozwolenie rządu na 
podniesienie drugiego piętra na kolegium 1835—1836 r., a do frontonu pię- 
knego kościoła, słynnego oddawna cudownym obrazem Zaśnięcia Matki Bo- 
skiej, dobudował 1843 r. rektor Kułak, z ofiar szlachty i kleru, w pienią- 
dzach i w naturze, dwie wieże. Kościół ten był filią (lokalią) farnego ko- 
ścioła w Brzozowie, zamienioną 1852 r. na parafię, administrowali ją Je- 



-- 295 — 

zuici. Obraz Matki Boskiej przyniesiony według legend}- z Węgier, ściągał 
na 15 sierpnia i 8 września, oprócz tysięcy łudu połskiego, stowackicli pą- 
tników z okołic}' miasteczka Homonny w Węgrzech, gdzie jeszcze w XVII w. 
Jezuici polscy dawali misye. Ale i w zwyczajne niedziele i święta brackie 
np. Serca Jezusowego, tudzież na 40- godzinne nabożeństwo w Zielone 
świątki, tłumy pobożne z okolicznych parafij, zapełniały świątynię. 

Podczas rzezi 1846 r., lud starowiejski odbywał na wzgórzach i po 
drogach straże, aby odegnać nadciągające z wsi innych bandy chłopstwa, 
sam jednak drżał ze strachu, bo mu nagadano, że Polacy (szlachta) rznąć 
będą chłopów. 

Po rozproszeniu 1848 r., proboszcz brzozowski objął 1 lipca zarząd 
kościoła i lokalii Starowiejskiej, resztę zabrał rząd, pozwolił jednak kilku 
Jezuitom mieszkać w kolegium, które podczas przemarszów Rosyan do 
Węgier 1849 roku, na pomoc młodemu cesarzowi, zamieniono na szpital 
wojskowy. 

Pomimo restytucyjnego dekretu cesarza 1852 r., dopiero w r. 1858 
otwarto powtórnie kolegium i nowicyat w Starejwsi. Przez lat 6 dom ten 
zostawał w przejściowem stadyum. Wprawdzie już 1852 r. Jezuici odebrali 
zarząd kościoła, gmachy, ogród i folwark i otworzyli nowicyat, dla konie- 
cznach jednak w nim odnowień, wysłano nowicyuszów 1856 r. do austrya- 
ckiego domu nowicyatu w Baumgartenberg pod Linzem, skąd w wrześniu 
1858 r. powrócili. Było ich 14, a scholastyków retorów 6. Niedostatek za- 
glądał do domu; zai*adzity mu w części jałmużny od księżnej Dietrichstein 
z domu Potockiej, Kaliksta Orłowskiego z Lisowiec, hr. Cabogowej z Biłki 
a nadewszystko znaczny dar ex-cesarza Ferdynanda I w Pradze, który 
nieraz powtarzał, że bardzo niechętnie podpisał dekret banicyjny 7 maja 
1848 roku. 

Kilkoletnie rządy rektora Szczepkowskiego (1861—1866 r.) a bardziej 
jeszcze rektora Jackowskiego (1871—1877 r.) sprawiły, że kolegium stało 
się ogniskiem religijnej akcyi na całą Galicyę, a życia społecznego w sa- 
nockim i jasielskim powiecie. Z Starejwsi rozchodzili się od 1865 r. misyo- 
narze z mis^^ami i rekolekcyami ludowemi aż na Ruś, nietylko do wsi, ale 
i do miast; kapłani z rekolekcyami (pierwszy raz 1870 r.) dla duchowień- 
stwa i nauczycieli, a kilka lat później dla inteligencyi miastowej i szlachty. 
Podczas cholery 1873 r., trzech księży i 4 braci, poświęciło się usłudze za- 
powietrzonym, brat infirmarz Feliks Habelsberger, przypłacił poświęcenie 
życiem. 

W dwóch wielkich procesyach jubileuszowych 1875 r., wzięło udział 
40 bliższych i dalszych parafij, lud, księża, szlachta. A dopieroż koronacya 
cudownego obrazu Matki Boskiej przez nuncyusza Jacobini 8 września 
1877 r., w asystencyi arcybiskupa ormiańskiego Romaszkana, metropolity 
Rusi Józefa Sembratowicza, wielu prałatów i księży, 50 szlachty i wieloty- 
sięcznych tłumów ludu dokonana, a poprzedzona dwoma odrazu na różnych 
placach, 8-dniowemi misyami ludowemi — ta spotęgowała ducha wiary na 
długie lata, a stała się powodem wskrzeszenia nieznanych w Galicyi bi- 
skupów sufraganów. Nuncyusz bowiem, bierzmując tysiące dorosłych, posi- 
wiałych nawet ludzi, pOźno w noc przy latarniach, zdziwiony pytał o przy- 
czynę tego anormalnego zjawiska, a zrozumiawszy, że nader wielka roz- 



— 296 — 

ległość dyecezyj, a nader mała liczba biskupów tego powodem, przyrzekł 
postarać się u papieża i cesarza, o pomoc dla nich w biskupach sufraga- 
nach, i dotrzymał słowa. 

Zakon wchodził tą szeroką działalnością w kontakt z wszystkiemi 
stanami i warstwami, a w kolegium mieszkało 80—100 osób, nowicyuszów 
kleryków bywało po 30 i więcej. 

Służebniczki Niepokalanego Poczęcia N. M. P., wprowadzone 1863 r. 
przez O. Baczyńskiego, poświęcając się dzieciom w ochronkach i pielęgno- 
waniu chorych po domach, wpływały zbawiennie na ludność wiejską i roz- 
szerzyły się po całej Galicyi, iż liczą dzisiaj sto kilkadziesiąt domów 
i ochronek. 

Kwitnący stan starowiejskiego kolegium, przerwany został, nie na 
długo, pożarem, wskutek zapalenia się wiórów w pralni 3 lipca 1886 r. 
Oprócz budynków folwarcznych, spłonęły dachy kolegium, wież i kościoła, 
uszkodzone mocno drugie piętro kolegium, ale wnętrze kościoła, dzięki 
silnym sklepieniom, nic nie ucierpiało. Nowy rektor Rothenburger, tak 
dzielnie zabrał się do restauracyi, że już 26 października t. r. Jezuici za- 
mieszkali w kolegium, a naprawy kościoła i jednej wieży, w której zawie- 
sił tx'zy nowe dzwony, bo dawne stopiły się w pożarze, dokończył w na- 
stępnym roku. I właśnie w tern nieszczęściu olcazalo się, jaką życzliwość 
u ludzi zdobyli sobie Jezuici, bo oprócz pieniędzy, których nie skąpiono 
wysłanym na kwestę kilku księżom i braciom, szlachta i księża probo- 
szczowie dawali drzewo na wiązania dachowe, które gospodarze wiejscy 
o kilka mil z lasu darmo zwozili, a lud, zwłaszcza dziewczęta wiejskie> 
bezpłatnie podejmowały się robić koło kościoła. 

Następca O. Rothenburgera rektor Andrzejczak, wskrzesił zapomnianą 
od kasaty zakonu, 13 listopada 1893 r. kongregacyę maryańską szlachty 
(Sodaliłas B. V. M. nóbiliumj^ do której przystąpiło 30 obywateli ziemskich, 
wnet potem 7 maja 1899 r. drugą dla obywatelek ziemskich, staraniem zaś 
tych dwóch kongregacyj, zawiązały się 1903 r. dwie inne, nauczycieli i na- 
uczycielek ludowych. Wieże kościelne podniósł o jedno piętro, nakrył ró- 
wnie jak dachy kościoła i kolegium wyborną dachówką niepołomicką; roz- 
szerzył i ozdobił kaplicę domową i zakrystj^ę; odnowił kolegium, a na ko- 
rytarzach zamiast drewnianej, dał posadzkę z sztucznego kamienia (stein- 
gut). Misye i rekolekcye nie tylko popierał, ale sam brał w nich udział 
i dokładał starania, aby jubileusz Leona XIII r. 1893 i inne uroczystości, 
odbywały się przy jak największej liczbie spowiedników i ludu. 

W tym duchu rządził i-ektor Mellin. Dla statuetki Matki Boskiej lo- 
retańskiej, Palladium nowicyuszów, (patrz str. 188) w ołtarzu kaplicy do- 
mowej, sprawił nader ozdobny nowy przybytek, a jej dzieje wydał 1900 r. 
w książce: »U stóp Matki Boskiej nowicyaclciej*. Olbrzymią, polsko-ruską 
misyą 1899 r. w Starejwsi, stwierdził wspaniale unię Rusi z Rzymem. 

Za rektorstwa O. Lica przebudowano 1904 r. starą willę i wymuro- 
wano obok niej kościółek, samą zaś świątynię starowiejska odmalowano 
wewnątrz gustownie, odnowiono ołtarze, staraniem administratora O. Mi- 
chała Jakubińskiego zmarłego przedwcześnie 1905 i'. 



— 297 



§. 153. Niedoszła rezydencya w Tuchowie 1821—1843. — Dom w Łań- 
cucie. 1820—1890. 

Biskup przemyski Gołaszewski wprowadził za zgodą rządu 1821 r. 
Jezuitów do Tucliowa, własności niegdyś opactwa Benedyktynów tynie- 
ckich, zniesionego 1816 r. Parafią zarządzał staruszek Benedykt.yn Ganter, 
w klasztorku za rzeką Białą rezydował Andrzej Ankwicz, gdyż ks. Feli- 
C3'an Toriani umarł 29 kwietnia t. r. W myśl biskupa, Jezuici mieli onycb 
wiekowycli Benedyktynów wyręczyć w pracy, a po icti wymarciu objąć 
nie probostwo tuctiowskie, ale ów kłasztorek za Białą, przy którym ko- 
ściół niewielki z cudownym obrazem Matki Boskiej. Jakoż 6 misyonarzy 
znalazło dość pracy, bo nieustająca prawie trwała tam misya, z powodu 
7 wiełkicłi ośmiodniowych odpustów. 

Po śmierci Benedyktyna Gantera 1827 r., rząd powierzył Jezuitom 
tymczasowo admłnistracyę dóbr i gospodarstwo, kapitał jednak w 15 obli- 
gacyach z rocznym procentem 277 florenów zabrał na rzecz funduszu reli- 
gijnego. Gdy kilkoletnie starania biskupa tarnowskiego Pisztka i Jezuitów 
o zwrot obligacyj okazały się daremuemi, rozkazał prowincyał Rafał Mar- 
kijanowicz zwinąć misyę tuchowską 1842 r. Przy kościele za Białą osiadł 
świecki ksiądz komendarz. Dziś tam 00. Redemptorzyści, jako trzeci z rzędu 
zakon w Tuchowie. 

Szczęśliwiej powiodło się z domem w Łańcucie hr. Artura Poto- 
ckiego. Miasteczko zniszczył pożar 1820 r., a z niem klasztor dominikań- 
ski, w którym jeden tylko mieszkał zakonnik. Ten przeniósł się do swych 
braci w Dzikowie, spalony klasztor rząd przerobił na szpital wojskowy, 
fundacyjne wsie Krzemienice i Dębinę zabrał na fundusz religijny. Parafią 
łańcucką (6.650 dusz) zarządzał wiekowy scłiorzały proboszcz Antoni Ga- 
jewski, podołać nie mógł pracy, tem mniej obsłużyć kaplicę zamkową. 

Więc hr. Potocki, dowiedziawszy się o przybyciu białoruskich Jezui- 
tów, prosił prowincyała Świętochowskiego i biskupa Gołaszewskiego, o dwóch 
misyonarzy, Chaniewskiego i Samujłę, na pomoc proboszczowi. Gdy ten 
umarł 1823 r., umyślił hrabia, za zgodą biskupa, powierzyć im zarząd pa- 
rafii i w tym celu założyć »małe kolegium*, uposażone dochodami z pro- 
bostwa i deputatem w naturze z skarbu łańcuckiego, jaki przedtem otrzy- 
mywali Dominikanie. Pozwalał na to cesarz, ale zwlekała nadworna kan- 
celarya; nie spieszył też prowincyał, bo do przemiany świeckiego benefi- 
cium na zakonne, potrzebna dyspensa papiezka, a na otwarcie nowego 
domu pozwolenie jenerała. 

Zniecierpliwiony zwłoką hr. Potocki, ponowił 1830 i 1833 r. prośbę 
u cesarza, aby zezwolił na otwarcie »rezydencyi« jezuickiej w Łańcucie dla 
4 księży, którzy od szeregu lat tymczasowo obsługują parafię łańcucką. 
Ofiarował się wymurować dla nich dom mieszkalny, ale ponieważ dochód 
z probostwa nie starczyłby na ich utrzymanie, domagał się, aby rząd od- 
dał wsie Krzemienice i Dębinę, zapisane przez Stanisława Lubomirskiego 
1650 r. Dominikanom, z warunkiem, aby pomagali w duszpasterstwie. Rząd 
po długich układach, pozwolił, dopiero jednak 1839 r. rzeczone wsie prze- 
pisano z funduszu religijnego na dotacyę Jezuitów w Łańcucie, które wraz 



— 298 - 

z probostwem skarb łańcucki wziął w dzierżawę. Już też i biskup prze- 
myski Korczyński wystarał się o dyspensę papiezką, przemiany łańcuckiego 
beneficium na zakonne i doręczył ją prowincyałowi 6 kwietnia 1836 r. 

Aliści nowa trudność. 00. Dominikanie zgłosili się do rządu z pre- 
tensyą oddania im łańcuckiego probostwa i klasztoru. Rząd odmówił. Oni 
zaś 1846 r. starali się o to samo przez konsystorz przemyski, twierdząc, że 
dobra zniesionego ich klasztoru w Łańcucie, obrócone być powinny na po- 
lepszenie uposażenia klasztoru w Dzikowie. Sprawa oparła się o Rzym, 
który oddał ją biskupowi przemyskiemu Wierzchlejskiemu do załatwienia. 
Rząd jednak odi-zucił wszelkie układy, Jezuici pozostali w Łańcucie, zrazu 
(od 1820—1823 r.) jako misyonarze, potem (do 1836 r.) jako misyonarze 
i tymczasowi administratorowie probostwa, wreszcie (od 1837 — 1848 r.) nie 
mają nazwy, dom ich nazywa się domicilmm lancutense, w istocie zaś są ad- 
ministratorami probostwa. 

Więc też parafialne obowiązki, zwłaszcza katechizacye w szkole i po 
wsiach, w obszernych izbach, zwłaszcza zimą, są ich głównem zajęciem. 
Dojeżdżając, obsługują kaplicę filialną w Soninie, a w kaplicy zamkowej 
odprawiają mszę Św. ile razy hrabstwo tego zażądają. Zaproszeni, mówią 
kazania, słuchają spowiedzi w sąsiednich parafiach. 

Rozegnał ich rok 1848, zarząd parafii objął świecki ksiądz Sieczkow- 
ski. Ale już 1853 r., na uprzejme zaproszenie hrabstwa Potockich, wrócili 
do Łańcuta, wprowadzeni uroczyście do kościoła i swego domicilium. Rząd 
wyznaczył im t3^mczasowo 840 złr. rocznej pensyi, a dopiero 1860 r. oddał 
im dawne uposażenie probostwa i domu, które oni wydzierżawili skarbowi 
łaiicuckiemu na lat 99. Rząd nie zatwierdził kontraktu dzierżawy, więc 
sporządzono 1868 r. nowy na lat tylko 30, ale prowincyał SzczeplvOwski 
odrzucił wszelkie układy o dzierżawę, administracyę zaś probostwa i Krze- 
mienicy kazał prowadzić superiorowi. Było to błędem, przy odbieraniu bo- 
wiem dzierżawy, okazało się, że 2V2 morga kościelnego gruntu, przyłą- 
czono do hrabskiego ogrodu, a część pola ornego z pustki Peszkówka, na- 
dano wieśniakowi Wchowi. Stąd komisya biskupia, która rozstrzygnąć 
także miała spór o plac pod nową szkołę miejską, a w ślad zatem poró- 
żnienie z urzędnikami skarbu łańcuckiego, oziębienie dobrych stosunków 
z dworem, który też z przyobiecanem powiększeniem kościoła zwlekał 
naumyślnie. 

Zwyczajne prace parafialne, pomnożyła cholera 1855 r., która graso- 
wała w 10 wsiach i w mieście, zwłaszcza w szpitalu wojskowym. Obsługu- 
jący go O. Kosiarski, padł ofiarą 6 czerwca t. r. Pomnożyły nadzwyczajne 
prace, jak coroczne rekolekcye dla kleru, dla sióstr Boromeuszek w mie- 
ście i sióstr Opatrzności w Łące pod Rzeszowem. Częste pogrzeby z rodziny 
Potockich, jak młodziutkiego Artura 1836 r., młodej Izabelli z brzeźańskich 
Potockich Romanowej Potockiej, hr. ordynata Alfreda Potockiego 1889 r., 
tudzież pogrzeb}' superiorów Władysława Lasockiego 1880 r. i Maurycego 
Głowackiego 1888 r., ściągające liczny zjazd panów, dygnitarzy i kleru, 
to jedyna smutna przerwa w monotonii parafialnych obowiązków. 

Ponieważ dyspensa papiezką 1836 r. daną była czasowo, dopokąd bi- 
skup przemyski nie będzie miał dosyć dyecezalnego kleru, więc prowin- 
cyał Jackowski, uważając, że brak kleru już usunięty, umyślił 1885 roku 



— 299 - 

zwinąć domiciUum łańcuckie, tembardziej, że zamierzał otworzyć Icill^a re- 
zydencyj kresowycłi. Sprzeciwiał się temu biskup Solecki, twierdząc, że 
jeszcze wiele posad duchownych dla braku kleru wakuje; urażonym czuł 
się hr. Alfred Potocki i osobnym listem do jenerała Beckxa prosił o pozo- 
stawienie mu Jezuitów, nadewszystko zaś ludność parafii suplikami, depu- 
tacyami zamęczała formalnie prowincyała, aby jej »tej krzywdy nie czy- 
niła, ale on trwał przy swojem. Zwłokę kilkuletnią spowodowało przyłą- 
czenie Krzemienicy do uposażenia probostwa łańcuckiego, ale gdy nare- 
szcie 2 października 1889 r. minister wyznań na to zezwolił, opuszczać po- 
częli Jezuici na wiosnę 1890 r. Łańcut; ostatni odjechał 1 maja, superior 
Stojek, oddawszy inwentarze świeckiemu proboszczowi ks. Zaudererowi. 



^. 154. Kolegium w Tyńcu. 1826 — 1831. — Misya w Staniątkach. 

1831-1905. 

Kolegia w Tarnopolu i Starejwsi okazały się dla wzrastającej liczby 
młodzieży zakonnej zbyt ciasne, nie było gdzie umieścić nauk teologi- 
cznych. Więc prowincyał Świętochowski dowiedziawszy się, że rezydencyę 
biskupa Zieglera przenosi rząd z pobenedyktyńskiego klasztoru w Tyńcu 
do Tarnowa, wniósł 1826 r. do cesarza prośbę o oddanie opuszczonego 
gmachu na kolegium z studyami teologii. Poparli prośbę, biskup Ziegler 
i gubernator książę Lobkowic, przychylił się do niej cesarz 20 listopada t. r. 
z warunkiem, że koszta naprawy i utrzymania budynku Jezuici poniosą. 

Uprzedzając cesarskie pozwolenie. Jezuici już w październiku otwarli 
kolegium tynieckie, osób 20, z tyeh 5 profesorów teologii, 10 kleryków 
teologów, ,5 braci; cyfra ta wzrosła do 31. Na ich utrzymanie wyznaczył 
prowincyał z ryczałtu rządowego, 2.400 złr. rocznie. Niebawem rektor Per- 
kowski zabrał się do uporządkowania pięknego kościoła św. Piotra i Pa- 
wła, do którego wprowadził Jezuitów uroczyście 25 maja 1827 r. biskup 
Ziegler z kanonikami, zu meinem grossen Seelen-Trost. 

Oprócz kazań, katechizacyj, spowiedzi w kościele, który zapełniał się 
okolicznym także ludem, pomagali w duszpasterstwie sąsiednim probo- 
szczom. Podczas jubileuszu Piusa VIII 1830 r , dawali 3-dniowe misye 
w Tyńcu, Staniątkach, Skawinie, Szczepanowie, Krzęcinie, Woli Radziszow- 
skiej, a gdy 1331 r. srożyła się cholera, jedni całymi dniami słuchali w swym 
kościele spowiedzi przestraszone zarazą tłumy, drudzy czynili to samo, 
głosząc przytem nauki wielkopostne w 19 parafiach. Więc też zjednali so- 
bie szacunek i miłość ludzką, a dostatniejsi księża proboszczowie, hr. Ma- 
rya z Baworowskich Grocholska, siostra Jezuity Mikołaja, pani Dyktar- 
ska, hr. Kryspin Żeleński z Grotkowic, kanonik Łopacki z Krakowa, 
nadewszystko zaś ksieni staniątecka Duval, stali się dobrodziejami ko- 
legium. 

Aliści 2 maja w nocy 1831 r., zerwała się burza, piorun spalił dachy 
kolegium i kościoła, stopił dzwony, zawaliły się wieże jedna na sklepienie 
kościoła, druga na klasztor i przebiła pierwsze piętro. I tu okazała się 
życzliwość ludzka. Pomimo ulewy, ludność tyniecka uratowała wszystkie 
sprzęt}', książki nawet i seksterny. Państwo Konopkowie ofiarowali pcgo- 



— 300 — 

rzelcom dwór swój w Nagoszynie, książę Lubomirski pałac w Przeworsku 
biskup krakowski Karol Skórkowski zapraszał do Krakowa i znaczną sumę 
przysłał na pierwsze potrzeby. Spieszyli z jałmużną obywatele szlacłita: 
Żeleński, Zdzieński, Antoni Ciepielowski, panie Skarżyńska i Małachowska, 
Norbertanki z Zwierzyńca, kupiec krakowski Stelilik, a ksieni Duval wy- 
słała 3 maja powozy i furmanki do Tyńca, zapraszając wszj^stkich do Sta- 
niątek, gdzie im oficyny i dwa domy wiejskie na mieszkanie przygoto- 
wała. Skorzystał z gościnności prowincyał, 8 profesorów i 10 teologów 
umieścił w Staniątkach, 6 księży i braci wyprawił do 00. Reformatów 
w Wieliczce, ale i tych, gdy wskutek wilg'oci mieszkania zapadli na zdro- 
wiu, sprowadziła zacna ksieni do Staniątek, opatrywała we wszystko i ży- 
wiła aż do 22 marca 1832 r. Tylko 6 księży i braci pogorzelców tynieckich 
rozjechało się do Tuchowa i Starejwsł. 

Nie próżnowali staniąteccy goście. Klerycy poskładali roczne egza- 
mina, księża, ponieważ cholera jeszcze grasowała, puścili się na posługę 
chorym po parafiach, a w Staniątkach oprócz pracy w kościele, wznawia- 
jąc dawną tradycyę jezuicką, dali 10-dniowe rekolekcye zakonnicom. 

Po otwarciu kolegium w Nowym Sączu z wiosną 1832 r., opuścili 
Jezuici gościnne Staniątki. Nie wszyscy, pozostali bowiem 00. Michał Ka- 
wecki i Teodor Walużynicz, jako spowiednicy i kapelani klasztoru, two- 
rząc misyę Staniątecką. Pozwolił na nią przez wdzięczność za tyle 
dobrodziejstw, jenerał Roothaan, księnię Duval przyjął do zasług zakonu 
ad merita Societatis. Było to zresztą wznowieniem dawnej tradycyi, bo je- 
szcze z końcem XVI w. Jezuici krakowscy dawali staniąteckim zakonni- 
com rekolekcye i byli ich nadzwyczajnymi spowiednikami. Trwało to do ka- 
saty 1773 r., a po niej świadczyli te same usługi ex -Jezuici, Jedel, Są- 
decki, Bieleniewicz, po ich dopiero wj^marciu 1807, 00. Benedyktyni z Tyńca 
i świeccy księża. Oprócz tej posługi w klasztorze, misyonarze mówili ka- 
zania, słuchali spowiedzi w kościele i wyręczali proboszcza z Brzezia, do 
którego parafii Staniątki należą. W r. 1839 dali Jezuici wielką misyę lu-^ 
dową, powtórzyli ją w lat 26 później. Podczas rozproszenia 1848 — 1853 r. 
znajdowali tam przytułek raz ci, raz inni Jezuici, między nimi i O. Anto- 
niewicz, który na cześć Matki Boskiej Bolesnej, czczonej od kilku wieków 
w kaplicy korytarzowej, ułożył prześliczny wiersz elegijny. 

Zazwyczaj wiekowi Jezuici pracowali w cichych Staniątkach: Snar- 
ski, Suszczewski, Augustyn Markiewicz, Perkowski (f 1856 r.), Grocholski, 
Szczepan Zaleski (f 1866 r.). Siedmiogrodzki (f 1878 r.). Prowincyał jednak 
Mycielski, uważając misyę staniątecką za nie dość odpowiedni teren pracy, 
zwinął ją 1 kwietnia 1880 r., pomimo próśb klasztoru i ksieni Zofii Bary- 
szewskiej, której ojciec Hyacenty, kupiec niegdyś w Krośnie, owdowiawszy, 
został bratem zakonnym i umarł w Staniątkach 1 stycznia 1878 r. 

Odtąd przez lat blizko 20, misyę staniątecką zajmowali 00. Refor- 
maci, ale zawsze jeden z krakowskich Jezuitów, dojeżdżając, był spoAvie- 
dnikiem nadzw3^czajnym klasztoru i dawał coroczne rekolekcye, a na wię- 
ksze święta przybywali do asysty klerycy jezuiccy. Ksieni jednak Geno- 
wefa Łazowska błagała 1896 i 1899 r. jenerała zakonu Martina, aby kla- 
sztorowi przywrócił Jezuitów, jak byli dawniej. Zgodził się jenerał pod 
warunkiem, że ksieni urządzi formalną rezydencyę. Uczyniła to ksieni, 



— 301 — 

przeznaczając na ten cel połowę nowych oficyn z ogrodem. Jakoż 4 sierp- 
nia 1900 r. otwartą została ^Rezydencya 8taniątecka«, z vłce-superiorem na 
■czele, należąca do kolegium krakowskiego. 



§. 155. Kolegium w Nowym Sączu. 1832—1905. 

Na trzykrotne prośby prowincyała, rząd zamiast spalonego Tyńca, 
przeznaczył 10 lutego 1832 r. na kolegium i studya teologiczne, ponorber- 
tański klasztor z kościołem św. Ducha w Nowym Sączu. W marcu i kwie- 
tniu, przybywali do Sącza Jezuici staniąteccy i inni, razem osób 24, i 7 kwie- 
tnia otwarto kolegium sądeckie. Rektorem jego O. Józef Morelowski, który 
z jałmużn od hr. I lińskiego, pani Kisiel eAvskiej, oficyała tarnowskiego Fu- 
kiera, odnowił na prędce kościół, konsekrowany powtórnie, bo długie lata 
służj^ł za magazyn wojskowy, 10 czerwca w Zielone świątki przez biskupa 
tarnowskiego Pisztka. Wizytował on właśnie dyecezyę, a Jezuici Snarski 
i Rahoza, towarzyszyli mu jako kaznodzieje i spowiednicy. Jubileusz Grze- 
gorza XVI r. 1833, otwierając Jezuitom pole szerokiej pracy kapłańskiej, 
zapoznał ich bliżej z miastem i okolicą. 

Obok ksieni Duval, która raz poraź naładowane żywnością fornalki 
wysyłała do kolegium, pierwszym dobrodziejem jego i prawie fundatorem, 
był gubernator arcyksiąźę Ferdynand Este. Zwiedzając urzędowo Sącz, dał 
rektorowi 1000 złr. na kupno sąsiedniego ogrodu, drugie tyle jako jałmu- 
żnę; w Wiedniu zaś wystarał się o sumy z funduszu religijnego: 2.607 złr. 
na gruntowne odnowienie kościoła, i o roczny ryczałt na jego utrzymanie, 
14.000 złr. na kupno poblizkiej kamienicy aptekarza Wójcikowskiego (syn 
jego Władysław, inżynier kolejowy, owdowiawszy, został 1862 r. Jezuitą), 
bo klasztor ponorbertański okazał się ciasny, w lat kilka potem, 1840 r. 
sumę 23.000 złr. na połączenie domu Wójcikowskiego z klasztorem ponor- 
bertańskim, tak, że piętrowe kolegium sądeckie tworzyło front o 25 oknach, 
łączyło się w formie litery T z kościołem i klasztorkiem. 

Nie dosyć tego; arcN^księcia Este staraniem, oddano Jezuitom w za- 
rząd 1838 r. gimnazyum sześcioklasowe sądeckie, założone 7 sierpnia 1818 r. 
w gmachu popijarskim, a prowadzone dotąd przez rządowych świeckich 
nauczycieli. Także linzki biskup Ziegler, ofiarował sądeckim Jezuitom le- 
gat 2.000 złr. wiedeńskiego kanonika Karola de Berto, który umierając 
w Linzu, legat ten zostawił biskupowi do rozporządzenia. Wreszcie senator 
Iliński, zapisał im 1838 r sumę 25.000 złr., którą zdaje się, że wypłacił 
sukcesor, syn jego Janusz. 

Z tych, czy innych pieniędzy, kolegium nabyło od miasta za 300 złr. 
kilka morgów kamieńca, utworzonego zmianą koryta górskiej rzeki Ka- 
mienica, wpadającej tuż pod Sączem do Dunajca, i urządziło dolny ogród 
Avarzywny i owocowy, połączywszy go 62 schodami kamiennymi z ogrodem 
górnym, ponorbertańskim. Rektor Paweł Ciechanowiecki, zamiast nabyć 
pobłizką wioskę (260 morgów) Zabełcze na willę dla kolegium, wystawioną 
na sprzedaż za 13.000 złr., wybudował 1843 — 1845 r. młyn zwyczajny o 4 
kamieniach, który zamiast nieść dochód, wplątał kolegium w nieskończone 
zatargi, komisye, procesa z rządem, miastem i właścicielami realności na 



— 302 — 

lewym brzegu rzeki Kamienicy, jeszcze po dziś dzień nieuspokojone zu- 
pełnie. 

Szlachta sądecka po dworach, pozostała Jezuitom obcą, nawet ta, 
która synów do gimnazyum posyłała, l30 uważała ich za zbyt lojalnych dla 
rządu, a w gimnazyum, niemieckiem zresztą, uczyli przeważnie magistro- 
wie Niemcy i Czesi. Pomimo to, starosta wykrył 1838 r., zaraz w pierw- 
szych tygodniach objęcia szkół przez Jezuitów, j>nader niebezpieczną*' pro- 
pagandę polską. Oto studenci retoryki, Tadeusz Kozłowski i Józef Kapu- 
ściński (powieszony 1849 r. we Lwowie za polityczne zabójstwo burmistrza 
piłzneńskiego Markla), czytali »zakazane książki* rewolucyjne, i dawali do 
czytania dwóm innym. Uwięziono ich, badano i wygnać kazano ze szkół. 
Wstawiał się za nimi rektor Rahoza, ale z gubernium odpowiedziano mu 
przez prowincyała, że to ubel angebrachte Humanitdt. Wypadek ten nie miał 
dalszych skutków, bo już następnego roku cesarz pozwolił na erekcyę ma- 
riańskiej Sodalicyi studencldej »na warunkach jak w Tarnopolu*, do roz- 
ruchów zaś 1846 i 1848 r. żaden z sądeckich uczniów nie był wmieszany, 
chociaż byli między nimi znaczni później w kraju mężowie, jak: Albin Du- 
najewski kardynał biskup krakowski, Józef Sembratowicz metropolita Rusi, 
Possinger vice-namiestnik Galicyi, Maciej Czyszczan prezydent apełacyi 
w Krakowie i t. d. 

W mieście byli Jezuici lubiani. Kupiec Kosterkiewicz, aptekarz Wój- 
cikowski, Anna Męcnarowska, świadczyli im dobrodziejstwa. Po ogłoszeniu 
konstytucyi 1848 r., ludność zebrała się przed kolegium i zrobiła Jezuitom 
owacyę, » niech żyją, vwanł«. Tem niespodziewaniej spadł na nich dekret 
rozproszenia 8 maja. Więc w czerwcu, prefekt szkół Lipiński, rozdał uczniom 
świadectwa; księgi, akta i klucze gimnazyum wręczył staroście Bocheń- 
skiemu a d. 24 września świeccy nauczyciele objęli szkoły. 

W dawnym klasztorku, przy kościele, ogrodzie i młynie, pozostała 
3 księży i tyleż braci, nowe kolegium obrócono na koszary, r. 1855 na 
gimnazyum, ale już 1850 r. intabulowano na rzecz funduszu naukowego. 
O zwrot tego gmachu, a przynajmniej dawnego domu aptekarskiego, pro- 
wadzili superiorowie od 1866—1880 r. proces z prokuratoryą skarbu pań- 
stwa we Lwowie, ale go przegrali. Owszem rząd domagał się od Jezuitów, 
aby klasztorek ponorbertański nabyli na własność. Układy trwały od 
1883—1905 i skończyły się kontraktem kupna za 7.500 złr. 

Po dekrecie restytucyjnym 1852 r. dom sądecki otrzymał nazwę re- 
zydencyi. Kilku, wiekowych zazwyczaj Jezuitów, pracowało na ambonie 
i w konfesyonale ; odwiedzali też chorych, zwłaszcza podczas cholery 1855 
i 1873 r.; jeden był od 1855 r. kapelanem więziennym. Superior Peterek 
wskrzesił kult Serca Jezusowego i zaprowadził arcybractwo Niepokalanego 
Serca Maryi. Superior Kołinek zaprosił 1880 r. kler świecki na rekolekcye 
w rezydencyi, które odtąd powtarzały się niemal corocznie. Gruntownem 
odnowieniem kościoła zajął się, przy pomocy brata zakrystyana Franciszka 
Stankiewicza, superior Kiciński 1890 r. 

Aliści w wielkim pożarze miasta 17 kwietnia 1894 r., spłonęły dachy 
i wieże kościoła, stopiły się dzwony, okopciło się świeżo odmalowane wnę- 
trze świątyni ; rezydencya równie jak gimnazyum i młyn spalone, iż tylko 
gołe mury sterczały, parkan ogi'odu i wiele drzew zniszczył płomień. Po- 



— 303 — 

żar ten jednak wyszedł Jezuitom na dobre, bo spalone gimnazyum, dawne 
swe kolegium, wraz z dwoma dziedzińcami, nabyli nie drogo od rządu, 
odbudowali, i 18 sierpnia 1895 r. otworzyli powtórnie kolegium sądeckie, 
w którem mieści się dotąd domowe studyum filozoficzne, mieszka zaś 
osób 50. 

W kilka lat później, kupili od p. Romera, podmiejską wieś Zabełcze, 
tę samą, której nie chcieli nabyć 1838 r. za cenę 5 razy mniejsza, i urzą- 
dzili w niej willę dla młodzieży zakonnej i folwark. 

Pierwszy rektor wskrzeszonego kolegium Maćkowski, zaprowadził 
w kościele wystawne nabożeństwa z śpiewem i muzyką, podwoił pracę ka- 
płańską w kościele i okolicy, nawiązał przyjazne stosunki z okolicznym 
klerem, z miastem i nieliczną już szlachtą sądecką, popierał swych księży 
w założeniu i prowadzeniu towarzystw i bractw katolickich, sam też wy- 
prawił się kilka razy do Pesztu na pracę misyjną dla 22.000 robotników 
polskich tam zatrudnionych. Za przykładem jego poszli następni rektoro- 
wie Boc i Siarkowski. 



§. 156. Jezuici we Lwowie. — Rezydencya św. Piotra. — Konwikt 
szlachecki. 1836-1905. 

Życzliwy Jezuitom gubernator arcy książę Este, powziął myśl przy- 
wrócenia ich we Lwowie, gdzie dawny piękny ich kościół św. Piotra i Pa- 
wła, służył tylko załodze wojskowej do nabożeństwa, zresztą stał pustką. 
Pozyskawszy dla swej myśli nowego arcybiskupa Pisztka i prowincyała 
Pierlinga, oddał rzeczony kościół 17 sierpnia 1836 r. Jezuitom w zarząd, 
a już 21 sierpnia wprowadził ich uroczyście do świątyni i oddał klucze 
arcybiskup. 

Superior Perkowski ustanowił odrazu jezuicki porządek nabożeństw, 
homilie polskie rano, kazania niemieckie na sumie, Lwów bowiem wten- 
czas był na pół niemieckiem miastem. Na uroczystość św. Stanisława Ko- 
stki zaprosił arcybiskupa z sumą, kanonika Lisieckiego z kazaniem, pre- 
zydenta miasta i jego radę. Następnego roku (1837) zaprowadził pierwsze 
w Polsce majowe nabożeństwo; 1839 r. wskrzesił bractwo Serca Jezuso- 
wego; 1840 r., w trzeci jubileusz zakonu, obchodził kanonizacyę św. Fran- 
ciszka de Hieronimo, poprzedzoną małemi misyami w niemieckim i pol- 
skim języku, nader uroczyście przez 3 dni, z celebrą 3 arcybiskupów, przy 
udziale arcyksięcia, przedstawicieli władz, korporacyj, bractw kościelnych; 
1841 r. erygował arcybractwo Niep. Serca Maryi. W latach 1840—1842, od- 
nowił świątynię, opatrz3'ł zakrystyę w aparaty i naczynia z hojnych jal- 
mużn hr. Agnieszki Mierowej, hr. Władysława Tarnowskiego z Śniatynki 
i jego siostry Olimpii Grabowskiej, panny Honoraty hr. Borzęckiej, obj^wa- 
telek lwowskich Amelii Lewickiej i Salomei Walner. 

Arcy książę kazał o dwa piętra podnieść dzwonnicę, albowiem wnet 
po zajęciu Galic3'i, zniesiono wieżę kościelną najwyższą z lwowskich, z pró- 
żnej obawy zawalenia się. Trwożliwy o byt Jezuitów, wyznaczył z fundu- 
szu religijnego 400 złr. rocznie na mieszkanie, a jako fundacyę misyi 
lwowskiej z obowiązkiem zarządu i obsługi kościoła, darował 6 marca 



— 304 — 

1842 r. w obligacyach 5Vo, sumę 40.000 zlr., która w razie wydalenia Je- 
zuitów ze Lwowa, staje się własnością zakonu, z uwzg"lędnieniem jednak 
prowincji galicyjskiej. Odtąd też misya lwowska otrzymała nazwę rezy- 
dencyi. Zachęcony przykładem arcyksięcia, wystawił arcybiskup) Pisztek 
30 kwietnia 1836 r. dokument, w którym stoi: »Kościół św. Piotra i Pawła 
przywracamy najzupełniej do użytku zakonu waszego i na zawsze odda- 
jemy w administracyę waszą*. 

Przybyła misyi 1839—1842 r. piękna biblioteka, na którą arcyksiążę 
przeznaczył dwa pokoje w g-machu gubernium (dawniej kolegium). Skła- 
dały się na nią książki podarowane od niektórych białoruskich Jezuitów 
i przyjaciół zalionu. Najważniejszy jednak był dar Józefa Kalasantego Sza- 
niawskiego, filologa, filozofa, męża stanu, »wkońcu pietysty i zwolennika 
Jezuitów*, jak go z przekąsem nazwali literaci. Był to »duchowny dział « 
ogromnej jego biblioteki w Warszawie, razem 3.486 tomów. Superior ozdo- 
bił bibliotekę staremi portretami arcybiskupa lwowskiego Solikowskiego, 
fundatorki Elżbiety Sieniawskiej, O. Laterny, i nowszemi pędzla O. Rinna, 
arcyksięcia Este i arcybiskupa Pisztka. Zwiedzali ją, jako osobliwość Lwowa, 
świeccy i duchowni przyjaciele zakonu, których przyb3'wało znacznie, dzięki 
cichej, ale iście apostolskiej pracy Jezuitów, łamiącej powoli lody józefiń- 
skiej obojętności religijnej. 

W rok po otwarciu misyi lwowskiej, oddał arcybiskup, na życzenie 
arcyksięcia, osieroconą przez śmierć proboszcza Chłopickiego, parafię św. Mi- 
Ivołaja we Lwowie, z kościołem i probostwem (dawnym klasztorem XX. Try- 
nitarzy). Jezuitom na »rezydencyę«. Superior oraz administrator parafii 
Kossakowski, urządził prz}" pomocy 3 Ojców nabożeństwa, spowiedzie, kate- 
chizacye i zajął się szczerze wykorzenieniem opilstwa i dzikich małżeństw. 
Jeden z Ojców pełnił obowiązki kapelana w domu kary u Brygidek. 

Przy tej rezydencyi Jezuici otwarli, za usilnem staraniem arcyksię- 
cia Este, konwikt szlachecki św. Mikołaja 1841 r., z dawnj^ch 
polskich funduszów naukowych biskupa Głowińskiego, Franciszka Zawadz- 
kiego, Rafała Russ^^ana, Marka Matczyńskiego i Mikołaja Potockiego, zla- 
nych w jeden ^fundusz konwiktowy*. Oprócz nowego gmachu na 50 uczniów, 
wyznaczono z tego funduszu 30 stypendyów po 400 złr. rocznie. Plan nauk 
i »ustawy« konwiktu, ułożono na wzór Theresianum wiedeńskiego, uczono 
jednak języka i literatury polskiej, od 1847 r. filozofii i matematyki. Cyfra 
uczniów wzrosła 1848 r. do 52. 

Obydwa domy, rezydencyę i konwikt, rozegnała rewolucya 1848 r. 
Do Św. Mikołaja Jezuici już nie powrócili więcej, w gmachu po-konwikto- 
wym umieszczono uniwersytet, parafię objął kler świecki. Kościół jednak 
Św. Piotra administrowali nieprzerwanie, dzięki Ż3xzliAvości arcybiskupa 
Baranieckiego i vice-prezydenta gubernialnego hr. Agenora Goluchowskiego 
a 6 stycznia 1854 r. otwarli na nowo rezydencyę, oddając się tym samym 
co przed 1848 r. pracom kapłańskim. 

Ale z nadaniem konstytucyi 1860 r. i nową erą liberalną 1867 r., 
Lwów z austryackiego miasta, przestroił się w ognisko narodowo-polskiego 
życia. Jezuitów, krom garstki »ultramontanów«, tak zwano katolików, sto- 



- 305 - 

jących przy papieżu i prawach jego do Państwa kościelnego, poczęto, nie 
powiem nienawidzieć, ale nie znosić, jako przeciwników wolności i złych 
patryotów. A gdy jeszcze wystąpili otwarcie na ambonie w obronie soboru 
watykańskiego i nieomylności papiezkiej, a zabór Rzymu przez Garibal- 
diego i Piemontczyków piętnowali jako świętokradztwo i zbrodnię prze- 
ciw prawu narodów, niechęć zamieniła się u bardzo wielu w pogardę a na- 
wet nienawiść. Krzykliwa wówczas »Gazeta narodowa« i radykalniejszy od 
niej »Dziennik polski*, raz po raz napadały na nich z oskarżeniami bez- 
podstawnemi i oszczerstwami. 

Oni milczeli, ale z raz obranej drogi nie zeszli, nawet wtenczas, gdy 
podczas konkluz}^ 40-godzinnego nabożeństwa w zapusty 1873 r., wrog'a 
im partya wznieciła fałszywy alarm »pali się«, i zamieszanie straszne, 
w któi'em 11 osób doznało stłuczenia, a jedna z przestrachu, na paraliż 
serca umarła. W samą porę wychodzić począł 1870 r. pod redakcyą ks. 
Edwarda Podolskiego z Królestwa Polskiego, dwutj^g^odnik » Przegląd lwow- 
ski*, który śmiało gromił liberałów i odkrywał ich kłamstwa. Zasilali »Prze- 
gląd* Jezuici artykułami, a także rozprawą w obronie swojej p. t. »Czy 
Jezuici zgubili Polskę?* którą wydali trzy razy w osobnej książce, i u lu- 
dzi dobrej wiary usunęli wiele uprzedzeń. 

Któżby uwierzył? Ten sam Lwów antypapiezki za Piusa IX, urzą- 
dzał wspaniałe obchody jubileuszowe na cześć Leona XIII, a prezydent 
miasta Małachowski, w sali ratuszowej przemawiał tak wymownie i wznio- 
słe o instytucyi papieztwa i papieżu, że mógł mu pozazdrościć najgor- 
liwszy kaznodzieja katolicki. Więc też opadły znacznie gniewy i uprze- 
dzenia do Jezuitów lwowskich, od lat kilkunastu cieszą się uznaniem 
i sympatyą warstw wszystkich, nienawidzą ich jeszcze radykali i socyaliści. 

Bo też przeciw nim wystąpili równie śmiało, jak przedtem przeciw 
liberałom, nie tylko na ambonie, ale w artykułach dziennikarskich i ulo- 
tnych broszurach i zakładając stowarzyszenia katolickich robotników. Bra- 
ctwami zaś kościelnemi, misyami i rekolekcyami, które corocznie dla in- 
teligencyi, ale i dla klas pracujących w swym kościele i innych lwowskich 
parafiach urządzają, wstrzymali, a przynajmniej utrudnili propagandę so- 
cyalistyczną. 

Gruntownem , ale niefortunnem odnowieniem kościoła zajął się 
1878—1879 r. superior Habeni. Obszerną kaplicę św. Benedykta (Matki Bo- 
skiej Bolesnej), zamienioną po 1778 r. na archiwum sądowych aktów i mie- 
szkanie woźnych, wykołatał u rządu, przy pomocy fundatorskiej rodzin.y 
Dzieduszyckich, superior Bapst 1892, i odnowiwszy ją pięknie, przeznacz}^! 
na miejsce nabożeństw Matek chrześcijańskich iKongregacyj maryańskich. 
On też, równie jak jego następcy, Andrzejczak, Piątkiewicz i Sopuch, uczy- 
nili bardzo wiele dla naprawy i ozdoby kościoła i zaopatrzenia zakrystyi 
w kosztowne aparaty a równocześnie rozszerzyli misyjną i rekolekcyjną 
pracę na wszystkie warstwy i stany, którą uwieńczyła niejako koronacya 
słynnego łaskami obrazu Matki Boskiej pocieszenia 1905 r. 



JEZUICI W POLSCE, 



20 



306 — 



,§.157. Kolegium w Śremie, w Księstwie poznańskiem, archidyecezyi 
gnieznieńsko-poznańskiej. 1854— 1872. 

Misye jezuickie w Wielkopolsce, wskrzesiły życie katolickie w ludzie 
i szlachcie, więc ta opatrzyła im stałe mieszkanie »dom misyjny* najprzód 
w Obrze, potem ustępując przed dokuczliwością naczelnego prezydenta 
Puttkamera, w Śremie 1854 r., jak to wspomniałem wyżej (str. 288). Wobec 
rządu występował jako właściciel odnowionego w jesieni 1854 roku »kla- 
sztorku* śrem8kieg'o, pan Kęszycki, później Michał Mycielski, Jan Koźmian 
i Kajetan Morawski z Jurkowa. W lutym 1855 roku, odrazu 10 księży 
i 3 braci zamieszkało w klasztorku. Misyonarze pracowali w odnowionym 
t. r. swym kościółku i w farze śremskiej, zaproszeni przez życzliwego im 
proboszcza Mentzla, i rozjeżdżali się na misye ludowe po Księstwie. 

Nie podobało się to Puttkamerowi i gorszemu od niego następcy Bo- 
ninowi, więc uzyskali w ministeryum kultu dwa obostrzenia, raz, że Je- 
zuitom obcokrajowym nie wolno mówić kazań, spowiadać i t. d., t^dko 
w własnym kościele śremskim; powtóre, że o każdej misyi donieść mają 
przez landrata do regencyi i uzyskać pozwolenie rządu. Nie przestrzeg-ał 
bardzo ściśle tych przepisów gorliwy misyonarz, O. Teofil Baczyński, więc 
w maju 1861 r. ober-prezydent Bonin, rozkazał mu opuścić Księstwo i wracać 
do Galicyi. 

Wynagradzało te i inne dokuczliwości rządu, przywiązanie ludu, ży- 
czliwość kleru i szlachty, objawiająca się w ofiarności dla kościółka i domu, 
który krom ogrodu, żadnego nie miał uposażenia. Po odwołaniu superiora 
Praszałowicza do Galicyi, sprawował rządy 1865 r. O. Michał Mycielski, 
skoligacony z calem prawie Księstwem. Rząd także pruski, odkąd ster jego 
objął hr. Bismark, który nosząc się z wielkimi planami upokorzenia Au- 
stryi i Francyi, a postawienia Prus i Niemiec na czele państw Europy, po- 
trzebował poparcia 10 milionów katolików, ustąpił znacznie z swej doku- 
czliwości względem Jezuitów. Owszem podczas wojny z Austryą, superior 
Mycielski wezwany został w lipcu 1866 r., przez naczelnego kapelana ar- 
mii, do posługi duchownej przy korpusie gwardyi, rozłożonym w okolicy 
Królowogrodu (KoenigrUtz) i dla jeńców austryackich, za co otrzymał 
krzyż żelazny zasługi. 

W tymże czasie, po łaskawym, ale nie dość silnej woli arcybiskupie 
Przyłuskim, zasiadł na stolicy gnieznieńsko-poznańskiej arcybiskup Mieczy- 
sław Ledóchowski, energiczny, wielkiego zrazu poważania u rządu, mniej 
popularny u kleru i szlachty, ale Jezuitom dla ich karności i poświęcenia 
życzliw3^ Prace ich misyjne rozłożył na kongregacyi dziekanów 1866 
i 1867 r. na dekanaty, wyznaczając na lat 9 każdego roku inne, a w nich 
parafie potrzebujące bardziej pomocy duchownej. Misyonarzom ofiarował 
na podróże roczny ryczałt 1.000 talarów. 

Rządy też prowincyi objął, w sile wieku, śmiałej inicyatywy O. 
Szczepkowski. Ten korzystając z przyjaznych, jak nigdy okoliczności, po- 
stanowił dom śremski powiększyć i zamienić na kolegium z domowem stu- 
dyum filozoficznem. O pozwolenie na to starać się trzeba było u Bismarka 
i ministra Eulenburga. Superior Mycielski i O. Jackowski puścili się na 
kwestę po Księstwie i Prusach; jałmużny w pieniądzach i materyale bu- 



— 307 — 

dowlanym płynęły obficie, a lud zwoził je bezpłatnie i za pół darmo pra- 
cował przy budowie. W dwóch łatachi stanął obszern^^ dwupiętrowy gmach. 
Na poświęcenie jego 31 łipca 1868 roliu, przybył sam arcybiskup, a z nim 
i dla niego wiele szlachty i kleru. Dnia 6 stycznia 1869 r., otwarto pod 
wezwaniem św. Józefa kolegium na 80 osób, rektorem jego O. Mycielski. 
Tu w wielkiej kaplicy domowej odbywały się doroczne, z woli arcybiskupa, 
rekołekcye dyecezyałnego kleru, i takież rekolekcye w Gnieźnie i Pozna- 
niu dla kleryków, którym przewodniczył po raz pierwszy starzec święto- 
bliwy, O. Kułak, podczas g-dy 6, czasem 9 misyonarzy, pracowało zbożnie 
na 50 misyach wielkich, nie licząc mniejsz^^h trzydniowj-ch. Poznańskim 
Urszulankom i Siostrom Serca Jezusowego (Sacre Coeur), dawali Jezuici 
co rok 8-dniowe rekolekcye, a 3-dniowe ich panienkom na pensyi. 

Z Si'emu rozjeżdżali się od 1856—1872 roku misyonarze do dyecezyi 
chełmińskiej CPrus królewskich) i warmińskiej z polsko niemieckiemi mi- 
syami po parafiach, z rekolekcyami dla kleru i nauczycieli ludowych. Tru- 
dno je wszystkie wyliczyć, opisać, osobnej książki na to by potrzeba. 

Nie trwało to długo. Książę Bismark dopiąwszy swego ogłoszeniem 
króla pruskiego na cesarza Niemiec w Wersalu 18 stycznia 1871 roku, nie 
potrzebował już poparcia i krwi katolików, więc postanowił ujarzmić Ko- 
ściół katolicki, poddając go pod wszechwładzę państwa t. j. swoją, a na- 
potkawszy na opór arcybiskupa Ledóchowskiego, a za jeg'o przyl-cładem, 
episkopatu niemieckiego, którego się nie spodziewał, odważył się na walkę 
liościelną (KulturkampfJ, którą ostatecznie przegrał. W tej walce, jak za- 
wsze bywało, padli pierwsi Jezuici, pozbawieni swych domów i wj^gnani 
z Niemiec px-awem Rzeszy (BeichsgesetsJ 4 lipca i dekretem wykonawczym 
(AusfuhrungsheschlussJ Rady związkowej 5 lipca 1872 r. Dotkniętych zostało 
banicyą 737 Jezuitów prowincyi niemieckiej, 61 prowinc3'i g-alicyjskiej. 

W Si-emie mieszkało w t\^m fatalnym roku osób 46. Część, obcokra- 
jowi, wyjechała już w lipcu do Galicyi, część, 24 poddanych pruslvich, po- 
została. Landrat śremski ogłosił im dekret banicyjny 1 sierpnia, z zaka- 
zem udzielania św. sakramentów i sprawowania funkcyi kapłańskich w ca- 
lem cesarstwie niemieckiem. Napróżno protestował rektor Mycielslśi prze- 
ciw tej »ekskomunice państwowej*, równie jak przeciw internowaniu swe- 
mu w Brandenburg-ii (z wyjątkiem Berlina i Poczdamu), Saksonii lub Po- 
morza. Naglony przez landrata, opuścił i on Icoleg-ium śremskie z końcem 
sierpnia, udając się do Galicyi. Pozostał jednak chory, 70-Ietni białoruski 
Jezuita, Milcołaj Spiehalski; tego wyrzucić, wbrew or